Zabawa w winnicy: jego żona i mój tyłek
Kuba w winnicy ostro rżnie Paulinę w dupę na oczach jej męża.
Od miesięcy spoglądałem na ten tyłek. Paulina przyjechała z mężem Dante na weekend do naszej winnicy, a ja, Kuba, dwudziestoośmiolatek i sommelier, od razu wiedziałem, że będę miał problem. Nie taki zwykły. Jej spódnice zawsze siadały idealnie na tych krągłych, soczystych pośladkach, które kołysały się przy każdym kroku między rzędami winorośli. Patrzyłem ukradkiem, kiedy degustowała pinot noir na tarasie, a ona to czuła. Odwracała głowę, łapała mój wzrok i uśmiechała się tak, że kutas mi twardniał w spodniach. Dante wszystko widział. Zamiast się wkurwiać, sam dokładał oliwy do ognia – zostawiał nas samych na chwilę dłużej przy beczkach, klaskał ją ostentacyjnie w dupę przy pożegnaniu, a raz nawet rzucił: „Kuba, uważaj na moją żonę, bo ona lubi, jak się na nią patrzy”. Napięcie między nami trojgiem gęstniało jak must w kadzi.
Tamtego wieczoru robiliśmy prywatną degustację w starej piwniczce. Światła przyciemnione, zapach dębu i dojrzewającego merlota. Paulina w obcisłej sukience bez ramiączek, która ledwo zakrywała pośladki, kiedy się nachylała. Dante siedział naprzeciwko, a ja nalewałem kolejne wino. Ona wstała, niby po to, by poczuć bukiet, i ocierała się biodrami o moje udo. Raz. Dwa. Trzy. Jej ciepło przechodziło przez materiał prosto w jądra. Dante patrzył i uśmiechał się krzywo.
– Od dawna o tym pierdolę w głowie – powiedział spokojnie, stawiając kieliszek. – Jak ty, Kuba, weźmiesz moją żonę od tyłu. Jak jej rozjebiesz tę ciasną dupę swoim kutasem, a ja będę patrzył. Paulina aż pisnęła. Odwróciła się do mnie, oczy błyszczące, usta otwarte. Była cała mokra, czułem to po sposobie, w jaki drżała.
– Dotknij mnie tam – szepnęła, łapiąc moją dłoń i prowadząc ją pod sukienkę. – Przy nim. Palcami. Rozciągnij mnie. Chcę, żebyś poczuł, jak jestem ciasna. Dante kiwnął głową, jakby dawał oficjalne pozwolenie. Wsunąłem rękę między jej pośladki. Gładka skóra, potem wilgotna szparka cipki, ale ona od razu odepchnęła moje palce wyżej, prosto na zaciśnięty odbyt. Był gorący, marszczony, drżący. Oblizałem kciuk i przycisnąłem. Paulina jęknęła głośno, wypięła tyłek i zaczęła się kręcić. Wsunąłem pierwszy palec po knuckle. Ciasno. Gorąco. Ssące. Dante wstał, podszedł blisko i uniósł jej sukienkę do pasa, żeby wszystko widzieć.
– Głębiej – sapnęła. – Drugi. Kurwa, Kuba, rozpierdol mnie już palcami. Wepchnąłem drugi. Paulina stanęła na palcach, cipka kapała jej po udach. Ruchałem nią powoli, rozciągając zwieracz, a Dante szeptał jej do ucha, jaki jestem duży i jak pięknie będzie wyglądać, kiedy w końcu wejdę na całego. To nas pchnęło. Wszyscy trzej wiedzieliśmy, że piwniczka to za mało.
Wyprowadziłem ich do ciemnej szopy za rzędem beczek ze starym cabernetem. Pachniało drewnem, winem i kurzem. Paulina nie czekała. Uklękła na czworakach na starej plandece, podciągnęła sukienkę pod pachy i wypięła ten idealny, okrągły tyłek. Rozchyliłem jej pośladki i wbiłem twarz. Polizałem od cipki w górę, potem krążyłem językiem wokół odbytu, aż zmiękł i otworzył się. Ssałem, pchałem język głęboko, a ona rzęziła w plandekę. Palce znów weszły łatwiej – dwa, potem trzy. Rozpracowywałem ją długo, dokładnie, aż luźno brała i prosiła o kutasa.
Dante klęknął z boku, chwycił jej pośladki oburącz i rozciągnął je na boki jak ofiarę.
– Patrz, jaki masz otwór – mruknął. – Weź ją. Rżnij moją żonę w dupę. Wyjąłem fiuta, grubego, twardego, żyłowanego. Przyłożyłem główkę do śliną i jej sokami śliskiego ringsa i pchałem. Powoli. Paulina wyła, cofała się na mnie, boki się jej trzęsły. Wszedłem do połowy, potem do końca, aż jaja uderzyły o jej mokre wargi. Zacząłem rżnąć. Mocno. Rytmicznie. Doggy style, głębokie pchnięcia, które sprawiały, że jej cycki fruwały pod nią. Dante trzymał ją otwartą, patrzył z kilku centymetrów, jak mój kutas znika w jej cieście, jak zwieracz obejmuje mnie przy każdym wycofaniu.
– Kurwa, jak cię spina – syknąłem. – Twoja dupa mnie doi, Paulina. Ona tylko jęczała „głębiej, jeb mnie mocniej” i pchała się do tyłu. Rżnąłem tak dobre dziesięć minut, aż pot spływał nam po plecach i zapach seksu zagłuszał wino.
Potem zmieniłem pozycję. Położyłem się na plecach na plandece, kutas sterczał do góry, lśniący od jej wnętrza. Paulina odwróciła się do mnie tyłem, rozstawiła uda i usiadła. Wzięła mnie w dłoń, ustawiła i opuściła. Weszła jednym ruchem aż do dna. Zaczęła ujeżdżać. Ostro. Pośladki klaskały o moje brzuch i jaja, odbyt ssął przy każdym podskoku. Dante ukląkł z przodu, wsunął jej dwa palce do cipki i ruchał w tym samym tempie. Czułem jego knykcie przez cienką ściankę. Paulina wiła się między nami, ryczała, że zaraz spierdoli, że nigdy nie była tak pełna.
– Patrz na nią – powiedział Dante, nie odrywając wzroku od miejsca, gdzie mój kutas wchodził i wychodził z jej tyłka. – Cała twoja. Rżnij jej dupę, aż spuścisz. Przyśpieszyła, skakała jak oszalała, ja trzymałem ją za biodra i wbijałem do góry. W końcu jądra mi się ściągnęły. Wepchnąłem się do oporu i spuściłem głęboko w jej odbyt – grube, gorące strzały, jeden za drugim, wypełniające ją. Paulina krzyknęła, zacisnęła się wokół mnie jak imadło i doszła. Cipka pulsowała na palcach męża, dupa doiła mój kutas, aż wycisnęła z niego resztki. Spłynęło nam po jajach na plandekę.
Jeszcze we mnie siedziała, drżąc, kiedy Dante wyciągnął mokre palce i oblizał je na moich oczach. Paulina odetchnęła ciężko, ale nie zsunęła się. Pochyliła się do tyłu, oparła dłonie o moje uda i szepnęła:
– Jeszcze nie skończyliśmy. Czuję cię całego w środku… i chcę więcej. Dante uśmiechnął się ciemno i poluzował pasek. Napięcie w szopie było gęstsze niż przed chwilą. Wiedziałem, że noc dopiero się rozkręca.
Paulina nadal siedziała na moim kutasie, odbyt pulsował wokół mnie, pełen spermy, która już zaczynała sączyć się na boki przy każdym jej drżeniu. Dante zdjął spodnie i bieliznę, jego fiut wyskoczył gruby, ciemny, z brodą gotową do strzału. Podeszedł bliżej, chwycił ją za brodę i wsunął jej do ust. Ona wzięła go chciwie, ssąc głęboko, śliniąc się na moje uda, a ja czułem, jak jej dupa zaciska się mocniej przy każdym oddechu przez nos.
– Ssij go ładnie, żono – mruknął Dante, wbijając się jej w gardło. – A ty, Kuba, nie wyciągaj jeszcze. Ruszaj nią. Chcę czuć, jak drży, kiedy ją jebiesz.
Chwyciłem jej biodra i zacząłem pompować od dołu. Powoli na początku, potem mocniej, aż plaskanie skóry o skórę zagłuszało siorbanie. Paulina ryczała wokół kutasa męża, ślina spływała jej po brodzie na cycki, a ja patrzyłem, jak jej zwieracz chwyta mnie przy każdym włożeniu. Była rozciągnięta, luźna po moim spuszczeniu, ale wciąż ciasna wystarczająco, by doić. Dante wyciągnął się z jej ust ze struną śliny i klęknął za nią, rozchylając pośladki palcami.
– Kurwa, ileś jej napchał – powiedział, zbierając kciukiem moją spermę z krawędzi i wmasowując z powrotem. – Teraz moja kolej na tę dziurę. Wyciągnij się, Kuba. Chcę wejść w twoją jebaną kałużę.
Wysunąłem się z mokrym dźwiękiem. Paulina jęknęła pusto, wypięła się jeszcze bardziej, a Dante natychmiast przyłożył główkę do rozwartego ringsa i pchnął. Wszedł jednym długim ruchem, aż jaja trzasnęły o jej cipkę. Zaczynał rżnąć od razu ostro, bez litości, trzymając ją za biodra i wbijając do dna. Ja klęczałem z przodu, wsunąłem jej fiuta z powrotem do gęby i jebałem usta w tym samym tempie. Czułem smak jej własnego tyłka na moim kutasie, mieszankę wina, potu i spermy. Paulina dławiła się, ale pchała się na mnie, a tyłek bujał się pod pchnięciami męża.
– Głębiej, Dante, rozjeb mnie – sapnęła, kiedy na chwilę puściłem jej usta. – Oba wasze kutasy… chcę obu naraz. Kuba, włóż mi do cipki. Teraz.
Dante wyhamował, wciąż w niej, i skinął. Położyłem się znowu na plandece, ona usiadła na mnie twarzą do góry, moja główka wślizgnęła się w jej ociekającą szparkę. Była mokra jak cholera, wargi spuchnięte. Weszła na mnie do oporu, a Dante od tyłu znowu wcisnął się w odbyt. Czułem go przez ściankę – twarde, grube tarcie, jakbyśmy się prawie dotykali. Zaczęliśmy rżnąć razem. On w dupę, ja w cipkę, naprzemiennie, potem synchronicznie. Paulina wyła, cycki skakały, paznokcie wbijała mi w klatkę. Wnętrze ściskało mnie jak imadło, a Dante ryczał, że nigdy nie jebał jej tak głęboko przy kimś obcym.
– Kurwa, Kuba, czuję cię – syknął. – Twój fiut tłucze o mój. Patrz, jak ona bierze. Cała rozjebana.
Przyśpieszyliśmy. Pot lał się z nas, plandeka skrzypiała, zapach seksu i dębiny mieszał się w gęsty smród. Paulina doszła pierwsza – cipka zaciśnięta, dupa drżąca, wrzask, który odbił się od beczek. Wycisnęła z mnie kolejny strzał, grube kłaczki w jej wnętrzu, a Dante za chwilę wbił się do oporu i zalał jej odbyt swoją spustą. Wypłynęło nam po jajach, mieszanka obu, ściekająca na plandekę. Wyszliśmy z niej wolno, zostawiając rozwarte dziury, które tętniły i ociekały. Paulina osunęła się na bok, oddychając ciężko, palce wsunęła sobie do tyłka i wyciągnęła gęstą spermę, którą oblizała na naszych oczach.
– Jeszcze – wyszeptała. – Chcę, żebyście mnie użyli do końca. Dante, połóż się. Kuba, wejdź mi znowu w dupę od góry.
Dante legł na plecach, ona uklękła nad nim i wzięła go do gęby, a ja wszedłem za nią. Odbyt był śliski, pełen naszej spermy, wziął mnie łatwo do końca. Rżnąłem mocno, trzymając się jej bioder, obserwując, jak ssie męża. Dante trzymał jej głowę i pchał się w gardło, aż ślina pryskała. Zmieniłem kąt, biłem w te same miejsca, aż jej zwierzęce jęki stawały się chrypką. Potem wyciągnąłem, kazałem jej odwrócić się tyłem do mnie na czworakach i wsunąłem znowu – tym razem wolniej, głęboko, kręcąc biodrami, żeby rozciągać. Dante klęknął z przodu i jebał jej usta. Trwało to długo. Ona brała, prosiła o mocniej, o twardziej, o spuszczenie znowu. W końcu jądra mi się znowu ściągnęły. Wbiłem się do dna i strzeliłem trzeci raz, grubo, gorąco, wypełniając ją, aż spływało przy każdym pchnięciu. Dante wyciągnął się z ust i spuścił jej na twarz i cycki – białe strzały na policzki, usta, dekolt. Paulina oblizała, co mogła, a resztę wtarła w skórę.
Leżeliśmy na plandece, spoceni, lepcy, oddychając jak po maratonie. Wino z beczek pachniało mocniej, mieszając się z naszym smrodem. Paulina leżała między nami, palce wciąż wsuwając sobie do tyłka, wyciągając resztki i rozprowadzając po udach.
– Kurwa, to było… – sapnęła. – Nigdy tak. Chcę więcej. Nie dziś w nocy. Jutro. Albo za tydzień.
Dante uśmiechnął się ciemno, gładząc jej spuchnięty odbyt. Ja wstałem, otrzepałem się, ale w głowie już kręciło się coś innego. Patrzyłem na ich samochód zaparkowany przy szopie, na torbę z butelkami, które mieli zabrać. Noc dopiero się skończyła, a ja już planowałem. Przy następnej degustacji – za dwa tygodnie, kiedy przyjadą po nowy rocznik merlota – urządzę im coś w głównej piwnicy. Zamknę drzwi, rozłożę koc między kadziami, przygotuję smary i korki. Paulina dostanie korek w dupę na cały dzień, chodzi między rzędami winorośli z nim w środku, a wieczorem Dante będzie trzymał ją otwartą, żebym mógł jebać bez rozgrzewki. Potem zamienimy się – on w tyłek, ja w cipkę, potem oba naraz dłużej, aż padnie. Może nawet wezwiemy kogoś z obsługi, niech patrzy. Albo nagramy na telefon Dantego, żeby mogła oglądać, jak bierzemy jej dupę. Już czułem, jak kutas drga na samą myśl. Wiedziałem, że to nie koniec. To dopiero początek zabawy w winnicy.
Rate this story
Popular Collections
Browse Categories