Nie powinna, ale szepnęła „proszę”
Mąż patrzy, jak jego 29-letnia żona Imani klęka przed Sergiem i błaga o kutasa.
Mam trzydzieści dwa lata i od ośmiu lat jestem mężem Imani. Moja żona ma dwadzieścia dziewięć lat, ciemną, gładką skórę, pełne usta i biodra, które w każdej sukience wyglądają jak zaproszenie. Zawsze była grzeczną żoną. Gotowała, całowała mnie w policzek na dobranoc, w łóżku dawała mi to, o co prosiłem, ale nigdy nie błagała, nigdy nie kwiczałа, nigdy nie wyglądała, jakby miała się rozpaść z żądzy. Nasz najlepszy przyjaciel Sergio ma trzydzieści pięć lat, jest wysoki, pewny siebie, z szerokimi dłońmi i głosem, który potrafi wypełnić cały pokój. Od miesięcy otwarcie z nią flirtował na moich oczach. Kładł jej dłoń na talii, gdy podawał wino, szeptał coś do ucha przy stole, patrzył na jej dekolt bez cienia wstydu. Ja śmiałem się razem z nimi. Udawałem, że mnie to bawi. W rzeczywistości czułem, jak coś gorącego i wstydliwego pełznie mi po kręgosłupie — palące upokorzenie, a pod spodem dziwne, mokre podniecenie, które rosło za każdym razem, gdy Imani rumieniła się na jego żarty i spuszczała wzrok, jakby już wiedziała, dokąd to zmierza.
Tamtego wieczoru wypiliśmy po dwie lampki czerwonego. Nikt nie był pijany. Siedzieliśmy we trójkę na kanapie w salonie, światło przyciemnione, w tle cicho grała muzyka. Sergio siedział po jej prawej, ja po lewej. Rozmawiali o byle czym — o pracy, o wakacjach — aż jego dłoń spoczęła na jej udzie, tuż nad kolanem, i powoli, bez pośpiechu, przesunęła się wyżej, pod rąbek sukienki. Imani drgnęła. Nie odsunęła ręki. Odwróciła głowę i spojrzała na mnie pytająco, usta lekko rozchylone, oczy błyszczące. W gardle miałem sucho. W spodniach kutas twardniał tak szybko, że aż bolało. Zamiast powiedzieć „stop”, wyszeptałem drżącym, cichym głosem:
— Jeśli naprawdę tego chcesz… to możesz.
Powietrze zgęstniało. Imani patrzyła mi prosto w oczy, zaczerwieniona aż po szyję, wyraźnie podniecona, piersi unoszące się szybciej. Potem szepnęła cicho, ale tak wyraźnie, że usłyszałem każde drżenie w jej głosie:
— Proszę.
To jedno słowo wszystko zmieniło.
Natychmiast zsunęła się z kanapy na kolana przed Sergiem. Jej dłonie drżały, gdy rozpinała mu pasek, ściągała zamek, wyciągała jego kutasa — grubego, ciężkiego, już twardego, z ciemną główką błyszczącą od preejakulatu. Sergio odchylił się, rozłożył nogi szerzej, wsunął palce w jej krótko ścięte włosy. Imani obliznęła wargi, spojrzała jeszcze raz na mnie — mieszanka winy i czystej, wilgotnej rozkoszy — i wzięła go do ust. Najpierw tylko główkę, ssąc mokro, głośno, językiem krążąc wokół napletka, potem głębiej, aż policzki zapadły się jej wklęsło, a ślina spłynęła nitką na brodę. Jęknęła wokół jego fiuta, gdy on popchnął biodrami, wpychając się dalej, prawie do gardła. Patrzyła mi w oczy przez cały czas. Widziałem, jak jej uda zaciskają się, jak pod sukienką porusza się, jakby już była mokra do samego środka.
— Spójrz na niego — rzucił Sergio ochryple, trzymając ją za głowę. — Patrz mężowi w oczy, jak ssiesz cudzego kutasa. Taka grzeczna żona, a teraz na kolanach.
Imani zamruczała, wzięła go jeszcze głębiej, aż krztusiła się lekko, łzy stanęły jej w oczach, ale nie cofnęła się. Moje własne spodnie były mokre od preejakulatu. Siedziałem nieruchomo, dłonie zaciśnięte na kolanach, kutas pulsujacy tak mocno, że myślałem, że zaraz spuszczę się bez dotyku. Ona ssała go chciwie, śliniąc się, mlaskając, jedna ręka u podstawy, druga masująca mu jądra. Sergio sapnął, pociągnął ją za włosy do góry, wyciągając lśniący od śliny fiut z jej ust.
— Dość. Chcę cię pieprzyć.
Zerwał z niej sukienkę jednym szarpnięciem — materiał pękł gdzieś przy szwie, stanik poszedł zaraz potem, majtki zsunął jej do kostek i kazał klaść się na stoliku kawowym przede mną. Imani położyła się na brzuchu, piersi spłaszczone o blatu, tyłek uniesiony, cipka lśniąca, otwarta, srom opuchnięty i ciemny od podniecenia. Sergio stanął za nią, rozsunął jej pośladki kciukami, przyłożył główkę do wejścia i wbił się jednym długim, twardym pchnięciem. Ona krzyknęła — krótko, ostro — a potem jęknęła nisko, gdy zaczął rżnąć ją od tyłu, mocno, rytmicznie, jądra uderzające o jej kipsy.
— O kurwa… taka ciasna — warknął, łapiąc ją za biodra. Potem wsunął dłoń w jej włosy, pociągnął głowę do tyłu, zmuszając, by patrzyła na mnie. — Powiedz mu. Kim jesteś teraz.
— J-jego… kurwa żona — wysapała Imani, głos złamany od pchnięć. — Sergio… pieprzy twoją żonę… a ja… ja błagałam…
On przyspieszył, trzymał ją za włosy jak za wodze, drugim ręką smagał ją lekko po pośladku, aż skóra zaróżowiła się. Jej cycki tarły o stół, brzuch napinał się przy każdym wbiciu. Widziałem, jak jej cipka obejmuje jego gruby kutas, jak wargi sromowe rozciągają się wokół niego, jak wycieka z niej gęsty, biały śluz przy każdym wycofaniu. Imani drżała. Najpierw drobne drgawki w udach, potem całe ciało się spięło, a ona zawyła, spuszczając się głośno, mokro, cipka zaciskająca się w pulsujących skurczach wokół jego fiuta. Sergio nie zwolnił. Pieprzył ją przez orgazm, aż jęki stały się bezładne, aż ona szlochała z rozkoszy i wstydu jednocześnie.
— Jeszcze — warknął. Wyciągnął się z niej z mokrym odgłosem, usiadł na kanapie obok mnie — tak blisko, że czułem ciepło jego uda — i posadził Imani na swoim kutasie twarzą do mnie. Ona rozłożyła uda szeroko, stopy na podłodze, i opuściła się na niego, biorąc go całego aż do nasady. Sergio złapał ją pod piersiami, uniósł je, ścisnął sutki, i zaczął pompować biodrami od dołu, wbijając się w nią od spodu. Jej cipka bulgotała od soków, każdy ruch wydawał obślizgły, haniebny dźwięk. Patrzyła na mnie z otwartymi ustami, ślinka w kąciku warg, oczy zamglone.
— Xavier… boże, Xavier… on jest taki głęboko… — szeptała, a jednocześnie kręciła biodrami, szukając tarcia o łechtaczkę. — Proszę, nie odwracaj wzroku… patrz, jak mnie rżnie…
Sergio wsunął rękę między jej nogi z przodu, znalazł spuchniętą falę łechtaczki i tarł ją szybko, kółeczka, podczas gdy kutas wbijał się w nią od dołu. Imani rzuciła głową do tyłu, na jego ramię, piersi podskakiwały. Drugi orgazm wziął ją gwałtownie — krzyknęła moje imię i jego w jednym oddechu, uda zadrżały tak mocno, że stolik obok zadrżał od wibracji. Sok spłynął po jego jajach, po kanapie. Sergio tylko zaśmiał się nisko w jej szyję, liżąc sól z jej skóry, i nie przestał jej pieprzyć.
Siedziałem tuż obok, kutas w spodniach twardy jak kamień, serce walące jak oszalałe. Widziałem wszystko: jak jej brzuch drga, jak sutki są twarde i ciemne, jak jej rozciągnięta cipka połyka cudzego fiuta centymetr po centymetrze, jak ona — moja grzeczna żona od ośmiu lat — kurwi się na moich oczach i prosi o więcej. Sergio złapał ją za biodra mocniej, przyspieszył, a Imani oplotła ręce wokół własnych piersi, ściskając je, pokazując mi je, jakby chciała, żebym zapamiętał ten obraz na zawsze.
— Powiedz mu, czego chcesz teraz — rozkazał jej, gryząc ucho.
Ona spojrzała na mnie spode łba, usta spuchnięte od ssania, głos zachrypnięty od krzyków:
— Chcę, żebyś… żebyś patrzył, jak on mnie napełni. Chcę jego spermę w sobie. I chcę, żebyś wiedział, że błagałam. Że powiedziałam „proszę”.
Sergio mruknął z zadowoleniem, uniósł ją prawie całkiem z kutasa, tylko główkę zostawiając w środku, i opuścił gwałtownie, wbijaąc się po brzegi. Imani zaskomlała. Jej sok prysnął na moje kolano. On trzymał ją otwartą przede mną, rozciągniętą, drżącą, i pieprzył dalej, wolniej teraz, głęboko, demonstrując każdy centymetr. Wiedziałem, że to dopiero początek — że zaraz każe jej klękać znowu, że każe jej lizać go czystym, że może każe mi trzymać jej nogi, albo że sam w końcu wyciągnie mi kutasa i zmusi, żebym się onanizował, patrząc. Imani już otwierała usta, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, coś bardziej brudnego, bardziej ostatecznego, a Sergio uśmiechał się bokiem ust, spoglądając na mnie znad jej ramienia, jakby pytał bez słów: co zrobisz, gdy skończę w twojej żonie i dam ci ją z powrotem, pełną, ociekającą, wciąż głodną?
Powietrze pachniało seksem, winem i jej perfumami. Moja dłoń drżała nad zamkiem spodni. Imani wciągnęła powietrze ostrym haustem, kiedy on znowu zmienił kąt i trafił w to miejsce w środku, które zawsze sprawiało, że traciła kontrolę. Jej paznokcie wpiły się w moje udo — nie w jego, w moje — jakby nawet w tej chwili potrzebowała kotwicy we mnie, mężu, który pozwolił, który wyszeptał zgodę, który teraz patrzy i twardnieje z upokorzenia.
Sergio zwolnił rytm do ciężkich, długich pchnięć, wyciągając z niej mokre, głośne dźwięki przy każdym wycofaniu. Imani jęczała bez przerwy, oczy szkliste, usta formujące ciche „proszę, proszę, proszę” jak mantrę. On pochylił się jej nad uchem, ale mówił głośno, żebym słyszał:
— Jeszcze nie skończyłem z twoją kurwą żoną, Xavier. Jeszcze nawet nie zacząłem na serio. Popatrz, jak się trzęsie. Popatrz, jak ocieka. A to dopiero kanapa i stół. Wyobraź sobie, co z nią zrobię, kiedy zabiorę ją do sypialni i każe ci siedzieć w fotelu pod ścianą…
Imani szarpnęła biodrami w dół, biorąc go głębiej z własnej woli, i odwróciła twarz do mnie. Na jej policzku błyszczała łza — nie z bólu, z przepełnienia. Usta ułożyły się w drżący uśmiech wstydu i żądzy naraz. Sergio uniósł ją znowu, kutas wychodzący z niej lśniący, gruby, żyłkowany, i przytrzymał ją tak, tuż nad sobą, rozwartą, pustą na ułamek sekundy, zanim znowu ją na niego spuścił. Jej jęk wypełnił salon.
Siedziałem, patrząc, jak moja żona kurwi się na cudzym kutasie, jak błaga o więcej, jak orgazm znowu zaczyna budować się w jej brzuchu — i wiedziałem, że noc dopiero nabiera tempa, że następne słowa, następne rozkazy, następne „proszę” dopiero wiszą w powietrzu między nami trzema.
Siedziałem z dłonią drżącą nad zamkiem, gdy Sergio uniósł Imani jeszcze raz i opuścił ją na swój kutas tak mocno, że usłyszałem mokre klapnięcie jej cipki o jego jądra. Ona krzyknęła moje imię, paznokcie wpięte w moje udo, a ja tylko patrzyłem, jak jej brzuch drga przy każdym pchnięciu od spodu. Sergio złapał ją za piersi, ścisnął twarde sutki i warknął jej do ucha, ale głośno, żebym wszystko słyszał:
— Powiedz mu, że chcesz do sypialni. Że chcesz, żebym rżnął cię w waszym łóżku.
Imani oddychała urywkami, ślinka spływała jej po brodzie, oczy szkliste od orgazmów. Kręciła biodrami, zasysając go głębiej, i wyszeptała, patrząc mi prosto w twarz:
— Xavier… proszę… zabierz nas do sypialni. Chcę, żeby pieprzył mnie w naszym łóżku. Chcę jego spermę w sobie, a ty masz patrzeć.
Wstałem jak automat. Kutas bolał w spodniach, mokry od preejakulatu, ale nie wyciągnąłem go jeszcze. Sergio podniósł Imani z siebie — jego fiut wyszedł z niej z głośnym, obślizgłym dźwiękiem, lśniący od jej soków — i kazał jej iść przede mną na czworaka po podłodze. Ona posłuchała od razu. Pełne biodra kołysały się, cipka otwarta, czerwona, ociekająca białą nicią śluzu, który ciągnął się aż do dywanu. Sergio szedł za nią, kutas sterczący, i od czasu do czasu smagał ją otwartą dłonią po tyłku, zostawiając różowe ślady.
W sypialni kazał jej wejść na łóżko na czworaka, twarzą do wezgłowia, tyłkiem do nas. Ja usiadłem w fotelu pod ścianą, dokładnie tam, gdzie powiedział. Sergio stanął za nią, rozsunął jej pośladki kciukami i splunął prosto na jej dziurę. Ślina spłynęła po wargach sromowych. Imani zadrżała i szepnęła znowu to samo słowo, które wszystko zaczęło:
— Proszę…
Wbił się w nią jednym pchnięciem. Łóżko zaskrzypiało. Ona wrzasnęła w poduszkę, potem uniosła głowę i odwróciła twarz, żeby patrzeć na mnie, podczas gdy on rżnął ją twardo, rytmicznie, jądra klepiące o jej kipsy. Każde pchnięcie wypychało z niej więcej soku. Widziałem, jak jej cipka rozciąga się wokół grubego fiuta, jak wargi sromowe bieleją od napięcia, jak wnętrze ssie go chciwie.
— Spójrz na męża — warknął Sergio, łapiąc ją za krótko ścięte włosy i ciągnąc do tyłu. — Powiedz mu, jaka jesteś teraz.
— Jestem… jego kurwą — wysapała Imani, głos złamany od wbijania. — Pieprzy mnie w naszym łóżku… a ja błagałam o to. Xavier, proszę, nie odwracaj wzroku… patrzy, jak mnie napełnia…
Sergio przyspieszył. Dłoń wsunął pod spód, znalazł jej łechtaczkę i tarł szybko, mokro, podczas gdy kutas maglował jej wnętrze. Imani spięła się cała. Uda zadrżały, brzuch skurczył się, i znowu spuściła się głośno — sok trysnął na jego uda, na prześcieradło, cipka zaciskająca się w pulsujących skurczach. On nie zwolnił. Pieprzył ją przez orgazm, aż ona szlochała z rozkoszy, aż jej piersi bujały się dziko, sutki ocierające się o pościel.
Wyciągnął się z niej nagle. Imani zaskomlała z pustki. Sergio usiadł na skraju łóżka, kutas sterczący, lśniący od niej, i pociągnął ją za biodra tak, żeby klęczała między jego nogami twarzą do mnie.
— Wylizysz go czysto. Potem usiądziesz na nim i weźmiesz wszystko.
Imani obliznęła wargi. Spojrzała na mnie z mieszanką wstydu i żądzy, potem schyliła się i wzięła jego fiuta do ust. Ssała głośno, mlaskająco, językiem zbierając własny smak z żylastego trzonu. Ślina spływała jej po brodzie na piersi. Sergio trzymał ją za głowę i wpychał się głębiej, aż krztusiła się, aż łzy popłynęły jej po policzkach, ale ona nie cofnęła się. Mlaskała, ssała, bierze go prawie do gardła, a ja siedziałem w fotelu z kutasiem tak twardym, że myślałem, że pęknie.
— Dość — warknął. Położył się na plecach na naszym łóżku i kazał jej usiąść na nim twarzą do mnie. Imani rozchyliła uda szeroko, stopy na materacu, i opuściła się powoli. Główka wcisnęła się między spuchnięte wargi, potem trzon, centymetr po centymetrze, aż wzięła go całego. Jej cipka bulgotała. Sergio złapał ją za biodra i zaczął pompować od dołu, mocno, głęboko.
— Xavier… on jest tak głęboko… — szeptała, kręcąc biodrami, szukając tarcia. — Proszę, wyjmij wreszcie swojego. Onanizuj się, patrząc. Chcę widzieć, jak się spuszczasz, kiedy on mnie napełni.
Zadrżałem. Rozpiąłem zamek. Kutas wyskoczył, czerwony, mokry, tętniący. Owinąłem dłoń wokół niego i zacząłem ciągnąć powoli, w rytm jego pchnięć. Imani patrzyła na to z otwartymi ustami, ślinka w kąciku, i jęczała głośniej.
Sergio przyspieszył. Unosił ją i spuszczał gwałtownie, aż jej cycki podskakiwały, aż sok pryskał na moje kolana nawet stąd. Imani oplotła ręce wokół własnych piersi, ściskała sutki, pokazywała mi je.
— Chcę jego spermę — wysapała. — Chcę, żebyś widział, jak spływa z mojej cipki. Proszę, Sergio… napełnij mnie. Napełnij żonę Xaviera.
Sergio warknął, złapał ją mocniej i wbił się po brzegi. Ciało mu stężało. Spuszczał się w nią długimi, gęstymi pulsami — widziałem, jak jego jądra kurczą się, jak Imani drży, czując gorąco w środku. Ona krzyknęła, spuszczając się razem z nim, cipka ssąca, mleko mieszające się z jej sokami. Sergio trzymał ją na sobie jeszcze chwilę, pompując resztki, potem uniósł ją powoli.
Jego kutas wyszedł z mokrym odgłosem. Z otwartej, rozciągniętej cipki Imani spłynął gęsty, biały strumień spermy. Spływał po wargach sromowych, po udach, kapał na prześcieradło naszym wspólnym łóżku. Ona klęczała nade mną, uda szeroko, i trzymała się rozwarta palcami, żebym widział wszystko — jak ocieka, jak cieknie z niej cudze nasienie.
— Zlizy — rozkazał Sergio cicho. — Zlizy z niej. Albo patrz, jak sama to zbiera.
Imani wsunęła dwa palce w siebie, wyciągnęła je ociekające białą masą i włożyła do ust. Ssała głośno, mlaskająco, patrząc mi w oczy. Potem schyliła się nade mną, kutas w mojej dłoni twardy jak kamień, i szepnęła:
— Proszę… spuść się. Spuść się, patrząc, jak ociekam jego spermą.
Ciągnąłem szybciej. Ona klęczała przede mną na naszym łóżku, piersi zwisające, cipka otwarta, biała nitka ciągnąca się z niej aż do kolan, usta spuchnięte od ssania cudzego fiuta. Sergio stał obok, wciąż półtwardy, i gładził ją po tyłku, wsuwając kciuk do jej dziury, żeby więcej mleka wypłynęło.
Orgazm wziął mnie jak cios. Spuściłem się gwałtownie, strumienie spermy tryskające mi na brzuch, na dłoń, na podłogę u stóp Imani. Ona jęknęła na ten widok, wsunęła znowu palce w ociekającą cipkę i polizała je czysto, mieszając smaki.
Sergio pociągnął ją za włosy do góry, kazał jej obrócić się tyłem do mnie i nachylić. Wsunął znowu swojego kutasa — wciąż śliskiego, wciąż grubego — prosto w pełną, mokrą dziurę. Imani zaskomlała, biorąc go całego od razu. Pieprzył ją wolno, demonstrując, jak jego fiut wchodzi i wychodzi oblepiony gęstą, białą masą, jak wypycha z niej więcej przy każdym pchnięciu. Spermа bulgotała wokół trzonu, spływała po jego jajach, kapała na prześcieradło.
— Jeszcze raz — warknął. — Weźmiesz drugą porcję. A ty, Xavier, patrz i wiesz, że twoja grzeczna żona błagała o to. Że powiedziała „proszę”.
Imani odwróciła twarz, usta otwarte, oczy zamglone, i wyszeptała chrapliwie, podczas gdy on wbił się w nią po brzegi i zaczął pompować znowu, gęściej, brudniej:
— Proszę… napełnij mnie znowu… Xavier, patrz, jak twoja żona bierze cudzą spermę prosto do cipki i prosi o więcej, aż cieknie jej po udach na wasze małżeńskie prześcieradło.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories