Written by AIEvery story here is written by an AI. Tell it what you want and it writes it for you →
Ask the writer →

Przedświt w piekarni – kiedy udawanie przeradza się w pożar

Marcin (32) i Vanessa (28) w końcu dają sobie w piekarni ostro na blacie, zdradzając żonę o czwartej nad ranem.

9 min read September 26, 2026New

Marcin miał trzydzieści dwa lata i od ośmiu lat żonę, której oddychanie słyszał czasem w słuchawce, gdy dzwonił z piekarni o trzeciej w nocy, tylko po to, żeby usłyszeć, że śpi. Vanessa miała dwadzieścia osiem, nosiła ciasne spodnie robocze w kolorze brudnej bieli i fartuch, który zawsze za wysoko podwiązywała, jakby chciała, żeby widział linię majtek, kiedy schylała się po mąkę. Pracowali sami na nocnej zmianie od dwóch miesięcy. Od pierwszego dnia ona flirtowała otwarcie: ocierała się biodrem, kiedy mijała go przy miesiarce, zostawiała ślad mąki na jego przedramieniu palcem, mówiła „szefie” tak, że to słowo smakowało jak obelga i obietnica naraz. On udawał uprzejmość. Uśmiechał się krótko, odwracał wzrok, poprawiał czapkę. A w nocy, kiedy wracał do domu i kładł się obok żony, myślał o tyłku Vanessy w tych spodniach – jak się napiął, kiedy dźwigała worki, jak rozchodził się szew, kiedy kucała. Od tygodni nie mógł przestać. Żona spała kilka ulic dalej. On o tym wiedział. Ona też.

O czwartej nad ranem stali przy blacie i wałkowali ciasto na drożdżówki. Zapach drożdży i masła wypełniał piekarnię jak ciężki koc. Vanessa stanęła za nim, bliżej niż trzeba. Jej biodra musnęły jego krocze, kiedy sięgała po wałek. Nie cofnęła się. Przycisnęła się mocniej, celowo, powoli, jakby sprawdzała, czy już stwardniał. Marcin złapał brzeg blatu. Ciasto pod jego dłońmi zrobiło się nagle zbyt miękkie.

— Od tygodni jestem mokra na samą myśl o tym, jak byś mnie zerżnął na tym stole — szepnęła mu prosto do ucha, gorącym oddechem. — Nie udawaj, że nie wiesz. Widzę, jak patrzysz.

Obrócił się. Przez chwilę tylko oddychali. Mąka unosiła się w powietrzu między nimi. Potem chwycił ją za włosy u nasady karku, mocno, bez delikatności, i wessał jej usta. Pocałunek był brutalny, zębami, językiem, jakby chciał wreszcie skończyć z udawaniem. Ona jęknęła mu w gardło i wpiła paznokcie w jego ramiona.

— Chcę tego od dawna — wycedził jej w usta, trzymając za włosy. — Ty też. Dziś spierdalamy zasady. Świadomie. Żona śpi. A my tu.

— Tak — odparła, patrząc mu w oczy, źrenice szerokie. — Rżnij mnie. Tu. Teraz.

Zerwał z niej fartuch jednym ruchem, guziki poszły w cholerę. Spodnie zsunął razem z majtkami do kolan, potem całkiem, i posadził ją na stalowym stole. Metal był zimny. Ona syknęła, kiedy gołe pośladki dotknęły blatu. Marcin klęknął między jej rozchylonymi udami. Zapach jej cipki zmieszał się z drożdżami – kwaśny, gorący, mokry. Rozchylił ją kciukami i polizał od spodu do clitoris, wolno, potem szybciej, wsuwając język w głąb, ssąc, cmokając jakby żarł. Vanessa złapała się krawędzi stołu, głowa odchylona do tyłu, uda drżące na jego ramionach.

— Kurwa, Marcin… tak… liż mnie, nie przestawaj…

Język wszedł głębiej, nos tarł o łechtaczkę, broda mokra od niej. Ssął, mlaskał, wsuwał dwa palce i zaginał je, szukając tego miejsca, aż jej uda zadrżały mocniej i doszła mu prosto na język – głośno, z jękiem, który odbił się od kafli, cipka pulsująca, soki spływające mu po brodzie. Połknął. Nie otarł ust.

Podniósł się, obrócił ją tyłem do siebie, docisnął piersiami do blatu. Spodnie zsunął tylko na tyle, żeby wyjąć kutasa – twardy, gruby, żyły wystające, główka już błyszcząca. Wbił się w nią od tyłu jednym mocnym pchnięciem. Była mokra, otwarta po orgazmie, wzięła go całego. Jęknęła głośno. On złapał ją za biodra i zaczął walić, mocno, rytmicznie, jaja uderzające o jej cipkę, skóra o skórę, mokry odgłos każdego pchnięcia.

— Jesteś taką małą dziwką z piekarni — szeptał jej do ucha, nachylony, trzymając za włosy. — Mokrasz od tygodni na myśl o żonatym chuju. Tak? Powiedz.

— Tak… jestem… rżnij mnie mocniej, kurwa…

— Patrz, jak bierzesz. Całego. Twoja cipka ssie mnie jak głodna. Żona nie bierze tak. Ty bierzesz jak szmata, która o to prosiła.

Walił coraz mocniej, stół skrzypiał, mąka sypała się na podłogę. Wyciągnął się, obrócił ją na plecy, zarzucił jej nogi na ramiona i wszedł znowu, głęboko, pod innym kątem. Teraz widział jej twarz – spoconą, z mąką na policzku, usta otwarte. Pchnięcia były ciężkie, głębokie, jego kutas rozciągał ją, wychodził mokry i znów znikał w środku. Dotykał jej łechtaczki kciukiem w rytm.

— Jeszcze… jeszcze… dojeb mnie na tym stole…

Doszła drugi raz, zaciskając się na nim tak mocno, że prawie nie mógł ruszać. On nie dał jej odetchnąć. Wyciągnął się, złapał za włosy i ściągnął na kolana na mącznej podłodze.

— Otwórz. Gardło. Cały.

Vanessa posłusznie otworzyła usta. Wsunął się jej aż do końca, poczuł opór i pchnął dalej. Ona krztusiła się, ślina spływała jej po brodzie, ale nie cofnęła się – trzymała go za uda i brała, kiedy on ruchał jej buzię, trzymając za głowę.

— Patrz na mnie, jak łykasz żonaty chuj — syczał. — Taka ładna gęba, a bierze do gardła jak ostatnia dziwka. Polykaj. Wszystko.

Wytrysnął jej prosto w gardło, gęsto, długo, trzymając głowę przypieraną. Ona krztusiła się, ale połykała, oczy załzawione, aż ostatnia kropla. Kiedy się cofnął, oblizła usta, powoli, świadomie, i uniosła wzrok.

— To nie będzie ostatni raz — powiedziała prosto, głos jeszcze chrapliwy od gardła. — Wiesz o tym.

Marcin poprawił spodnie, zapiął rozporek. Uśmiech winowajcy pojawił się mu w kąciku ust – mały, brudny. Wrócił do pieca, otworzył drzwiczki, sprawdził chleb. W piekarni unosił się nadal zapach seksu zmieszany z drożdżami i skórką. Vanessa wstała, założyła majtki, zawiązała na nowo fartuch na gołe piersi, bo guzików już nie było. Spojrzała na niego znad blatu. On wiedział, że za kilka godzin żona zadzwoni z pytaniem, czy wraca na śniadanie. A on będzie pachniał Vanessą pod mąką.

Ciasto leżało niedowałkowane. Noc nie skończyła się. Piec huczał. I oboje już wiedzieli, że to dopiero początek tego, co mogą ze sobą zrobić, zanim ktokolwiek się obudzi.

Marcin nie zdążył nawet domknąć pieca, kiedy Vanessa podeszła znowu. Fartuch ledwo trzymał się na jej nagich piersiach, sutki stwardniałe od zimna metalu i od tego, co dopiero zrobili. Dotknęła jego krocza przez materiał spodni – kutas jeszcze nie opadł do końca, wciąż ciężki, mokry od jej śliny i resztek spermy.

— Nie skończyliśmy — powiedziała prosto. — Ciasto może poczekać. Ja nie.

On złapał ją za biodra i uniósł na blat z powrotem, tym razem twarzą do siebie. Spodnie zsunął szybciej, kutas wyskoczył twardy, gotowy od razu. Vanessa rozsunęła uda szeroko, wzięła go w dłoń i potarła główką o swoje wargi sromowe – mokre, opuchnięte po poprzednim orgazmie, wciąż śliskie.

— Wsuń — szepnęła. — Chcę czuć, jak mnie rozpychasz znowu, żonaty chuju.

Marcin wszedł jednym pchnięciem. Cipka wzięła go całego bez oporu, gorąca, ciasna mimo wszystko. Jęknęła, kiedy dno jej macicy poczuło uderzenie. Złapał ją za tyłek, palce wbiły się w miękkie ciało, i zaczął rżnąć stojąc, mocno, rytmicznie, każde pchnięcie powodowało, że jej piersi podskakiwały, fartuch zsuwał się coraz niżej.

— Patrz na mnie — warknął. — Nie zamykaj oczu. Chcę widzieć, jak bierzesz to, o co prosiłaś od tygodni.

Vanessa trzymała go wzrokiem. Źrenice szerokie, usta otwarte, mąka na policzku i na piersiach. Każde pchnięcie wyciągało z niej niski dźwięk, mokry odgłos skóry o skórę wypełniał piekarnię razem z hukiem pieca.

— Twoja żona… nie bierze tak głęboko, prawda? — wysapała, paznokcie wbijając mu w ramiona. — Ja biorę. Całego. Rżnij mnie jak dziwkę, którą jestem dla ciebie.

On przyspieszył. Stół skrzypiał głośniej. Wyciągnął się prawie do końca i wbił znowu, aż ona krzyknęła. Potem uniósł jej nogi wyżej, złożył je na piersiach, i walił pod ostrym kątem, kciukiem gniótł łechtaczkę.

— Jesteś mokrą szmatą z mąką na cipce — szeptał jej prosto w usta. — I kochasz to. Żona śpi kilka ulic stąd, a ty ssałaś mi kutasa do gardła i teraz bierzesz go znowu. Powiedz, że jesteś moją piekarnianą dziwką.

— Jestem… kurwa, jestem… dojeb mnie, Marcin, mocniej…

Doszła trzeci raz, zaciskając się falami, cipka ssąca go rytmicznie. On nie wytrzymał w niej. Wyciągnął się, odwrócił ją twarzą do blatu, docisnął klatką piersiową do zimnego metalu i wszedł od tyłu znowu, jeszcze głębiej. Jaja uderzały o jej krocze, dłonie trzymały jej biodra tak mocno, że zostawiały ślady.

Vanessa sapnęła, kiedy poczuła, jak jeden z jego palców musnął jej odbyt – mokry od soków spływających z cipki. Nie protestowała. Przeciwnie – wypięła się bardziej.

— Tam też — wyszeptała. — Chcę. Cała.

Marcin splunął na kciuk, wsunął go powoli do jej tyłka, jednocześnie rżnąc cipkę. Ona jęczała głośno, głowa na blacie, włosy w mące. Potem wyciągnął kutasa, potarł główką o jej odbyt i nacisnął. Weszła opornie, ciasno, gorąco. Vanessa syknęła, ale odepchnęła się w tył, biorąc go centymetr po centymetrze, aż jaja przycisnęły się do jej pośladków.

— Kurwa… pełna… — sapnęła. — Ruszaj.

Walił ostrożniej na początku, potem mocniej, kiedy poczuł, że się rozluźnia. Brudny, mokry dźwięk, jej jęki, jego oddech w jej kark. Trzymał ją za włosy jedną ręką, drugą sięgał pod spód i tarł łechtaczkę.

— Żona nigdy by nie dała tyłka na stole w piekarni o czwartej — syczał. — A ty bierzesz jak ostatnia szmata. I jeszcze prosisz. Jesteś idealna do zdrady.

Vanessa doszła znowu, tym razem ciszej, drżąc cała, tyłek zaciskający się na jego kutasie. Marcin poczuł, że zaraz spuści. Wyciągnął się, odwrócił ją, posadził na skraju blatu i kazał jej trzymać uda.

— Na cycki — powiedział. — Chcę widzieć.

Wziął się w dłoń i ruchał pięścią szybko, patrząc na jej spoconą, umączoną twarz, na otwarte usta, na piersi. Wytrysnął gęsto, strumienie padały na sutki, na mostek, spływały po brzuchu. Ona zbierała palcami i wlizywała, wolno, patrząc mu w oczy.

— Smakuje jak grzech — mruknęła. — I chcę jeszcze.

On nie dał jej zejść. Podniósł ją, przeniósł do worków z mąką ułożonych pod ścianą, położył na nich i wszedł znowu w cipkę, od razu, twardy mimo wszystko. Fuckował ją wolniej teraz, głęboko, całym ciężarem, całując brutalnie, gryząc wargę. Mąka unosiła się przy każdym ruchu, osiadała na ich skórze, mieszała się z potem i spermą.

— Jutro rano będę całował żonę — wysapał jej do ucha, nie przestając pchać. — Tymi samymi ustami, które były w twojej cipce. I będę myślał o tobie, jak będziesz tu stała w tych spodniach i ocierała się o mnie znowu.

Vanessa oplotła go nogami, wbiła paznokcie w plecy.

— I ja będę mokra, słysząc, jak do niej dzwonisz — odparła. — Będę wiedziała, że pachniesz mną pod mąką. Rżnij. Nie przestawaj, dopóki znowu nie dojdziesz we mnie.

Walił aż stół z workami się przesuwał. Doszedł w niej, głęboko, pulsując, napełniając ją gorącym. Ona trzymała go w środku, cipka ssąca resztki, aż opadł. Leżeli tak chwilę, oddychając ciężko, zapach seksu gęstszy niż drożdże.

Marcin wyciągnął się powoli. Spermą spłynęła po jej udzie na mąkę. Vanessa wstała, nie wycierając się. Założyła majtki prosto na to, spodnie, zawiązała fartuch byle jak. Podeszła do blatu, wzięła wałek i zaczęła wałkować niedokończone ciasto, jakby nic się nie stało – tylko biodra bolały przy każdym ruchu, a między nogami było mokro i pełno.

On poprawił ubranie, umył ręce w zlewie, ale nie twarz. Wrócił do pieca, wyciągnął chleb. Skórka pękała idealnie. Spojrzał na nią. Ona uśmiechnęła się bokiem ust, liżąc resztkę spermy z kciuka, kiedy myślała, że nie patrzy.

Telefon w kieszeni wibrował. Żona. Marcin nie odebrał od razu. Popatrzył na Vanessę, na ślady jej pośladków na mące na blacie, na swoje odbicie w metalowej powierzchni – umączone, spocone, winne.

Odebrał w końcu.

— Tak, kochanie. Kończę. Będę za godzinę na śniadanie — powiedział spokojnie, patrząc Vanessie prosto w oczy, podczas gdy ona stała z wałkiem i celowo rozsunęła nogi szerzej, żeby poczuł zapach.

Położył słuchawkę. Vanessa podeszła, pocałowała go krótko, brudno, z językiem, i szepnęła:

— Jutro znowu. I pojutrze. Aż ktoś się dowie albo aż przestanie nam smakować. Ale na razie… pieczemy dalej.

Wrócili do roboty. Ciasto było gotowe. Piekarnia huczała. Za oknem niebo szarzało powoli, przedświt. Marcin czuł jej soki na udach pod spodniami i wiedział, że kiedy pocałuje żonę na dzień dobry, będzie nadal czuł smak Vanessy na języku.

I że to właśnie będzie najlepsza część.

Żona uśmiechnie się do niego znad stołu, nie wiedząc, że jej mąż właśnie skończył rżnąć kochankę na tym samym blacie, na którym wałkują drożdżówki na jej ulubione śniadanie.

Rate this story

★★★★★
Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged cunnilingus doggy-style rough-sex deepthroat dirty-talk

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.