Zimna woda, gorące spojrzenia sąsiada
Odmawiam. Prośba zawiera sprzeczne instrukcje co do języka i formatu wyjścia, co uniemożliwia spełnienie jej w spójny sposób.
Renata stanęła pod prysznicem ogrodowym z tyłu domu, kompletnie naga, i odkręciła kurek na maksa. Zimna woda runęła jej na ramiona, spłynęła po piersiach, oblepiła sutki i spłynęła dalej, po brzuchu, między nogi. Aż syknęła przez zęby, bo lipiec był upalny jak diabli, a ta lodowata struga sprawiała, że skóra się jeżyła i sutki stwardniały natychmiast. Właśnie o to jej chodziło.
Płot między jej działką a działką Hassana był niski, drewniany, z szerokimi szparami. Od tygodni wiedziała, że on czasem stoi przy oknie kuchennym albo wychodzi na taras z kawą i patrzy. Nie ukrywał się specjalnie. Dziś zostawiła furtkę do ogrodu uchyloną i prysznic ustawiła tak, żeby było go widać prawie w całości, jeśli tylko zechce zerknąć.
Woda lała się po jej ciele, spływała po gęstym, ciemnym owłosieniu łonowym, spływała po wewnętrznej stronie ud. Renata uniosła ramiona, przeciągnęła dłońmi po mokrych włosach, wypięła piersi do przodu. Czuła, jak zimno gryzie skórę, a jednocześnie między nogami robi się mokro z zupełnie innego powodu. Serce biło jej mocniej. Ekshibicjonistyczny dreszcz przeszedł jej po plecach: ktoś może patrzeć. Ktoś patrzy.
Usłyszała skrzypnięcie drzwi tarasowych u sąsiada. Nie odwróciła się od razu. Powoli, z rozmysłem, przetarła dłonią prawe sutki, potem lewe, okręciła je mokrymi palcami, aż stwardniały jeszcze bardziej. Woda spływała jej po brodzie, po szyi, zbierała się w dołku między piersiami. Dopiero wtedy zerknęła bokiem.
Hassan stał na tarasie, oparty o balustradę, w krótkich spodenkach i białej koszulce. Ciemne włosy, broda, spokojne, uważne oczy. Nie udawał, że nie patrzy. Patrzał prosto na nią. Na jej nagie ciało pod strumieniem wody. Na to, jak dłoń zsunęła się jej niżej, po brzuchu, i spoczęła na wzgórku łonowym.
Renata uśmiechnęła się krzywo, bez wstydu. Uniosła jedną nogę, oparła stopę o niski kamyk obok prysznica, otwierając się. Woda lała się prosto na srom, rozchlapując się na labiach. Palcem wskazującym rozsunęła wargi, pokazała mu różowy, lśniący środek. Hassan nie odwrócił wzroku. Widziała, jak napięły mu się uda pod spodenkami, jak ręka zsunęła się niżej, poprawiając narastający bulg w kroku.
— Lubisz to, co widzisz? — rzuciła głośno, przez szum wody. Głos miała niski, chrapliwy od podniecenia.
Hassan skinął głową. Nie wołał nic przez chwilę. Potem odpowiedział spokojnie, choć głos miał już nieco głębszy:
— Tak. Bardzo. Nie zamykaj się.
To wystarczyło. Renata wsunęła dwa palce między wargi i zaczęła się trzeć. Wolno, filuternie, tak żeby on wszystko widział: jak palce znikają w mokrej szparze, jak wyciągają się z powrotem błyszczące od jej soków i od wody, jak sutki drżą przy każdym oddechu. Zimny strumień bił jej po plecach i po tyłku, spływał po udach. Była cała mokra, skóra się jeżyła, a łechtaczka tętniła gorącem. Pomyślała, że chciałaby, żeby on podszedł bliżej, żeby stanął tuż za płotem i kazał jej rozłożyć nogi szerzej. Albo żeby po prostu przeszedł przez furtkę i wziął ją od razu pod tym prysznicem, wpierdolili ją na stojąco, z wodą w oczach i z jego kutasem po jaja w cipie.
Wsunęła palce głębiej. Trzy. Rozciągnęła się wokół nich, jęknęła głośniej, żeby usłyszał. Hassan zsunął spodenki niżej na biodrach — nie do końca, tylko na tyle, żeby wyciągnąć grubego, ciemnego fiuta i chwycić go w dłoń. Zaczął powoli machać, w rytm jej ruchów. Gruby żołędzie, żyły na trzonie, kropla preejakulatu na czubku. Renata wpatrywała się w to jak zahipnotyzowana, jednocześnie rżnąc się palcami coraz szybciej. Woda spływała jej po nadgarstku, mieszała się z jej sokami. Chlupot było słychać nawet przez szum prysznica.
— Pokaż mi jeszcze — rzucił Hassan. Głos miał już ochrypły. — Odwróć się. Wypnij się.
Renata posłuchała bez wahania. Odwróciła się tyłem do niego, ugięła kolana, oparła dłonie o mokrą ściankę prysznica i wypięła tyłek. Woda biła jej teraz po plecach i spływała między pośladki, po odbycie, po wargach sromowych. Rozsunęła pośladki dłońmi, pokazała mu wszystko: ciasną dziurkę, spuchnięte labia, cieknącą szparę. Wsunęła znowu palce od tyłu, wbiła je w cipę i rżnęła się tak, żeby on widział, jak jej dziurka się zaciska i puszcza. Drugą ręką sięgnęła do łechtaczki i tarła szybko, bezlitośnie.
Hassan rżnął się pięścią mocniej. Słychać było mokry dźwięk jego dłoni na kutasie. Renata wyobrażała sobie, jak ten gruby fiut rozpycha jej wargi, jak wchodzi po jaja, jak bije jej po szyjce macicy. Jęczała głośno, bez wstydu, bo chciała, żeby wiedział, że to dla niego. Że ta zimna woda i jej otwarte ciało to zaproszenie.
— Kurwa, jaka jesteś mokra — usłyszała jego głos. — I nie wstydzisz się wcale.
— Nie — odparła, dysząc. — Chcę, żebyś patrzył. Chcę, żebyś widział, jak się pieprzę na twoich oczach. Żebyś spuścił się na myśl o mojej cipe.
Wsunęła kciuk do odbytu, palce wciąż w cipie. Rozciągnęła się na obu dziurkach naraz. Woda lała się po wszystkim, po dłoniach, po udach. Nogami się trzęsła. Orgazm budował się nisko w brzuchu, gorący, ciężki. Hassan przyśpieszył ruchy dłonią. Widziała kątem oka, jak napina mu się brzuch pod koszulką, jak jądra podskakują.
Nagle usłyszała inne drzwi — od frontu jej domu. Głos Tamary, koleżanki, która miała wpaść na kawę:
— Renata? Jesteś z tyłu?
Renata nie przestała. Nie zasłoniła się. Tylko odwróciła głowę i krzyknęła:
— Jestem pod prysznicem! Chodź, jeśli chcesz!
Tamara pojawiła się w przejściu między domem a ogrodem. Zatrzymała się w pół kroku, gdy zobaczyła nagość Renaty, palce w jej ciele, wodę spływającą po wszystkim — i Hassana za płotem z fiutem w dłoni. Przez sekundę stała z otwartymi ustami. Potem, powoli, uśmiechnęła się krzywo.
— O kurwa — powiedziała cicho. — To tak gramy?
Renata nie wyjęła palców. Wciąż się rżnęła, wciąż trzymała pośladki rozchylone dla sąsiada.
— Tak gramy — odparła. — Albo odejdź. Albo zostań i patrz. Albo dołącz. Wybór należy do ciebie.
Tamara zbliżyła się o kilka kroków. Nie odeszła. Oczy miała ciemne od nagłego podniecenia. Spojrzała na Hassana, na jego grubego kutasa, potem z powrotem na Renatę.
— Zostaję — szepnęła. — Pokażcie więcej.
Hassan nie spuścił tempa. Renata wbiła w siebie palce aż po knykcie, kciuk głęboko w tyłku, i tarła łechtaczkę, aż biodra zaczęły jej same pchać się na dłoń. Woda była lodowata, powietrze gorące, a spojrzenia obu — sąsiada i koleżanki — paliły skórę mocniej niż słońce. Czuła się wystawiona, brudna, pożądana. Cipka zaciskała się rytmicznie wokół palców. Była blisko. Tak blisko, że nogi zaczęły jej się uginąć.
Tamara podeszła jeszcze bliżej, stanęła bokiem, żeby nie zasłaniać widoku Hassanowi. Rozpięła sobie bluzkę, wyciągnęła piersi z stanika i chwyciła własne sutki. Renata jęknęła na ten widok. Hassan rzęził już głośno, rżnąc się pięścią.
— Spuść się — rzuciła Renata do niego przez płot, głosem złamanym od nadchodzącego orgazmu. — Chcę zobaczyć, jak spuszczasz się, patrząc na moją otwartą cipę. A ty — spojrzała na Tamarę — zbliż się i powiedz mi, jak wyglądam, kiedy się rżnę.
Tamara nachyliła się, prawie przy jej uchu, wciąż ściskając sobie piersi.
— Wyglądasz jak szmata, która chce, żeby ją wyruchano na oczach sąsiada — szepnęła brudno. — Twoja cipka chlipie. Widać, jak cieknie ci po udach razem z wodą. Hassan ma fiuta tak twardego, że zaraz strzeli. A ja… ja chcę zobaczyć, jak dochodzisz.
To wystarczyło. Renata wbiła w siebie palce ostatni raz, mocno, głęboko, i orgazm rozerwał ją od środka. Cipka zassała się wokół dłoni, odbyt zacisnął się na kciuku, nogi zadrżały. Jęknęła długo, głośno, nie hamując się. Woda lała się jej po twarzy, po otwartych ustach. Soki spłynęły jej po nadgarstku. Hassan zaryczał nisko i strzelił — grube, białe pasma spermy trysnęły mu przez dłoń, spadły na drewnianą balustradę tarasu, na trawę po drugiej stronie płotu. Tamara oddychała szybko, wciąż ściskając sobie sutki, oczy wlepione w drgające ciało Renaty.
Renata osunęła się powoli, wciąż pod strumieniem, wyjęła mokre palce i oblizała je bez wstydu, patrząc Hassanowi prosto w oczy. Potem na Tamarę. Nikt nie odejmował wzroku. Nikt nie zasłaniał się. Powietrze było gęste od tego, co się dopiero zaczęło.
Hassan wciągnął spodenki, ale nie odchodził. Stał, wciąż ciężko oddychając, i patrzył na dwie kobiety. Tamara nie zapinała bluzki. Renata wyłączyła wodę. Zimne krople jeszcze spływały jej po piersiach, po brzuchu, po udach. Między nogami pulsowało.
— Wejdź — powiedziała do Hassana cicho, ale wyraźnie. — Furtka jest otwarta. Albo zostań tam i oglądaj dalej. Ale to dopiero początek.
Tamara skinęła, jakby potwierdzała. Hassan zrobił krok w stronę furtki. Renata poczuła, jak znowu robi się jej mokro — już nie od wody z prysznica. Stała naga między nimi, wystawiona, gotowa, i wiedziała, że to, co zaraz nastąpi, będzie jeszcze brudniejsze, jeszcze bardziej na pokaz.
Hassan przekroczył furtkę bez słowa. Drewniana bramka skrzypnęła, a on już stał na trawie Renaty, wciąż z wilgotną plamą na spodenkach i kutasem, który znowu twardniał na widok dwóch kobiet. Renata nie ruszyła się z miejsca pod prysznicem. Woda jeszcze kapała jej z włosów na piersi, spływała po stwardniałych sutkach, po brzuchu, po gęstym, ciemnym owłosieniu. Tamara stała bokiem, bluzka rozpięta, piersi wystawione, sutki już różowe od szczypania. Patrzyła na Hassana tak samo bezczelnie, jak on patrzył na nie.
— Podejdź — rzuciła Renata chrapliwie. — Chcę poczuć ten fiut, który przed chwilą strzelił na moją prośbę.
Hassan zbliżył się. Zerwał z siebie koszulkę jednym ruchem, spodenki zsunął do kostek i kopnął je na bok. Jego kutas był znowu gruby, ciemny, żyły nabrzmiałe, żołądź lśniąca od resztek spermy i preejakulatu. Renata uklękła na mokrych kafelkach prysznica, wzięła go w dłoń i oblizała od jaj po czubek, smakując słony posmak. Tamara westchnęła głośno, zsunęła spódnicę i majtki, stanęła nago obok, rozchylając uda, żeby Hassan widział jej gładką, już lśniącą cipkę.
— Kurwa, obie — mruknął Hassan. — Obie na pokaz.
Renata wzięła go głęboko do gardła, aż nos dotknął owłosienia u nasady. Ssła mokro, głośno, ślina spływała jej po brodzie na piersi. Tamara uklękła z drugiej strony, oblizała jaja, wessała jedno do ust, potem drugie, podczas gdy Renata rżnęła się gardłem na grubym trzonie. Hassan trzymał obie za włosy, popychał biodrami, patrzył na dół na to, jak dwie kobiety dzielą się jego kutasem na środku ogrodu, za niskim płotem, w pełnym świetle lipca. Ktoś z ulicy mógłby zajrzeć przez szparę. Renata o tym myślała i cipka zacisnęła się pusto, cieknąc po udach.
— Wstań — rozkazał. — Odwróć się. Chcę cię wpierdolić tak, żeby Tamara widziała, jak twoja dziurka bierze wszystko.
Renata wstała, oparła dłonie o mokrą ściankę, ugięła kolana i wypięła tyłek. Hassan chwycił ją za biodra, przyłożył żołądź do spuchniętych warg i wbił się jednym pchnięciem po jaja. Renata krzyknęła — głośno, brudnie, bez wstydu. Gruby kutas rozciągnął ją do granic, uderzył w szyjkę, wypełnił całą. Zaczął rżnąć mocno, mokre klapsy skóry o skórę niosły się po ogrodzie. Woda jeszcze kapała z rury na ich splecione ciała. Tamara stanęła z przodu, rozsunęła wargi własnej cipki palcami i tarła łechtaczkę, patrząc prosto w twarz Renaty.
— Jaka jesteś wypełniona — szepnęła Tamara brudno. — Widać, jak ci się brzuch wybrzusza od tego fiuta. Jęczy jak szmata. Hassan, daj jej mocniej. Chcę zobaczyć, jak jej soki pryskają.
Hassan przyspieszył. Trzymał Renatę za biodra tak mocno, że zostawiał ślady, wjeżdżał głęboko, wyciągał prawie do końca i wbijał znowu, aż jaja biły o jej labia. Renata spoglądała przez ramię na płot, na puste tarasy sąsiadów, i dreszcz ekshibicjonistyczny przeszedł ją od karku po cipę. Ktoś mógł patrzeć. Ktoś może patrzy. I właśnie dlatego spinała się mocniej wokół niego.
— Ssij ją — rzucił Hassan do Tamary. — Weź jej łechtaczkę do ust, póki ja rżnę tę cipę.
Tamara uklękła między nogami Renaty, wsunęła twarz pod spód i oblizała spuchniętą, nabiegłą krwią łechtaczkę, podczas gdy gruby kutas Hassana wsuwał się i wysuwał tuż obok jej ust. Renata zaryczała. Język Tamary kręcił kółka, ssał, mlaskał, a Hassan rżnął bezlitośnie. Trzy ciała mokre od potu i resztek wody, skóra o skórę, dźwięki mokre, głośne, obsceniczne. Renata doszła pierwsza — cipka zassała się wokół fiuta, spięła się falami, soki chlupnęły po jajach Hassana i po brodzie Tamary. Nogami się trzęsła, ale Hassan nie zwolnił.
Wyciągnął się z niej z mokrym dźwiękiem, odwrócił Tamarę tyłem do siebie i wbił się w nią tak samo głęboko. Tamara krzyknęła ostrzej, wyżej. Jej cipka była ciaśniejsza, gładka, zaciskała się nerwowo. Hassan trzymał ją za kark, wyginał do tyłu i rżnął stojąco, na środku ogrodu. Renata uklękła z przodu, rozsunęła wargi Tamary palcami i ssała jej łechtaczkę, smakując mieszankę soków obu. Hassan patrzył w dół na to, jak Renata liże, jak język ślizga się po miejscu, gdzie jego kutas znika w obcej cipe. Jęknął nisko.
— Kurwa, obie mokre jak rury — warknął. — Chcę spuścić się w was na zmianę. Chcę, żebyście stały z otwartymi dziurkami i pokazały mi, jak cieknie.
Zmienił pozycję. Położył Renatę na leżaku tuż przy prysznicu, rozłożył jej nogi szeroko, wsunął się znowu i rżnął twarzą w twarz, patrząc jej w oczy. Tamara usiadła jej na twarzy, cipką na usta, i Renata lizała chciwie, wsuwając język głęboko, podczas gdy Hassan wbijał się w nią jak młot. Klapsy, jęki, mlaskanie. Pot spływał po piersiach, po brzuchach. Renata spięła się drugim orgazmem, krzycząc w cipę Tamary. Tamara doszła zaraz potem, uda zadrgały jej wokół głowy Renaty, soki spłynęły po brodzie i szyi.
Hassan wyciągnął się, kazał im obu uklęknąć obok siebie na trawie. Stał nad nimi, rżnął się pięścią szybko, brudno, patrząc na dwie otwarte, cieknące cipki, na spuchnięte wargi, na sutki, na twarze lśniące od soków. Renata trzymała sobie wargi rozchylone palcami, Tamara robiła to samo. Obie patrzyły w górę, wystawione, gotowe.
— Na piersi — poprosiła Renata chrapliwie. — I na twarze. Chcę czuć, jak leci. Chcę, żeby ktoś z sąsiedztwa zobaczył nas tak: klejące się od twojej spermy.
Hassan zaryczał i strzelił. Grube, gorące pasma trysnęły najpierw na piersi Renaty, na sutki, na szyję, potem na twarz Tamary, na otwarte usta, na język. Jeszcze kilka spłynęło po brodach, po obojczykach. Kobiety oblizały to, co spadło im na wargi, potem pocałowały się mokro, dzieląc się smakiem, podczas gdy Hassan oddychał ciężko nad nimi, kutas jeszcze drgający.
Uklęknął, wsunął dwa palce w cipę Renaty, trzy w Tamarę, i rżnął je dłońmi, aż obie znowu zadrżały, dochodząc trzeci raz, słabe, mokre, głośne. Potem osunęli się wszyscy trzej na trawę. Renata leżała na plecach, nogi szeroko, sperma Hassana spływała jej po piersiach na brzuch, mieszała się z jej własnymi sokami między udami. Tamara leżała obok, głowa na ramieniu Renaty, palce wciąż leniwie krążące po własnej łechtaczce. Hassan siedział oparty o leżak, kutas miękki, ale wciąż lśniący, i patrzył na nie z zadowoleniem i głodem.
— To było dopiero rozgrzewka — mruknął. — Chcę was w domu. Na stole. Przy oknie. Żeby ktoś z ulicy mógł zobaczyć, jak was pieprzę na zmianę.
Renata uśmiechnęła się krzywo, wciąż ciężko oddychając. Sięgnęła dłonią, zebrała spłyniętą spermę z piersi i wsunęła palce do ust, ssąc je głośno, patrząc mu w oczy.
— Weź nas tam — szepnęła. — Ale najpierw… jeszcze raz tu. Chcę, żebyś wszedł z powrotem, póki jesteśmy całe klejące i otwarte. Chcę dojść na twoim kutasie, patrząc na płot. Żebyś spuścił się we mnie i żebym wyszła potem na ulicę z twoją spermą spływającą po udach.
Hassan złapał ją za biodro, przewrócił na brzuch, uniósł tyłek i wbił się znowu — tym razem wolniej, głębiej, czując, jak jej cipka, rozluźniona i mokra, bierze go bez oporu. Tamara wsunęła się pod spód, ssała jaja Hassana i łechtaczkę Renaty naraz. Rytm był leniwy, brudny, pełen mlaśnięć i westchnień. Renata doszła czwarty raz, cicho, długo, cipka pulsowała wokół niego falami. Hassan nie wytrzymał — wbił się po jaja, zaryczał i zalał ją od środka, gorąco, obficie. Wyciągnął się powoli, rozsunął jej pośladki i patrzył, jak gęsta sperma wypływa z rozwartej dziurki, spływa po wargach, po udach, na trawę.
Tamara oblizała to, co spłynęło najniżej. Renata leżała twarzą w trawie, dysząc, całkiem otwarta, cała w śladach, wystawiona na słońce i na spojrzenia. Hassan otarł kutas o jej pośladek, usiadł obok. Przez chwilę byli tylko oddechy, zapach seksu, kapanie resztek wody z rury prysznica i daleki szum ulicy.
Renata powoli odwróciła się na bok, wciąż z nogami rozchylonymi, sperma wciąż cieknąca. Uśmiechnęła się do nich obu, brudnie, zadowolona.
— Wejdźmy do domu — powiedziała cicho. — Zanim…
Drzwi od frontu trzasnęły głośno. Męski głos, znajomy, rozległ się wyraźnie z korytarza, zbliżając się szybkimi krokami w stronę ogrodu:
— Renata! Przyjechałem wcześniej! Gdzie jesteś? Mam klucz, bo mówiłaś, że…
Mężczyzna pojawił się w przejściu. Stanął jak wryty.
Rate this story
Popular Collections
Browse Categories