Zdradziła go z jej najlepszym przyjacielem na weselu

Kasia, 28-letnia rozwódka, ostro rżnie się na weselu z mężem swojej najlepszej przyjaciółki.

12 min read September 09, 2026New

Franklin i jego żona Rosa przyjechali na wesele jej najlepszej przyjaciółki Kasi późnym popołudniem. Kasia, dwudziestoośmioletnia rozwódka, która ledwo miesiąc temu podpisała papiery rozwodowe po trzech latach piekła z byłym mężem, wyglądała tego wieczoru jakby chciała spalić cały świat swoją seksualnością. Bordowa suknia, ciasna jak druga skóra, opinała jej krągłe biodra, pełne uda i ciężkie piersi, które przy każdym oddechu napierały na dekolt. Franklin, trzydziestodwuletni facet pracujący w firmie logistycznej, od lat ukradkiem pożerał ją wzrokiem. Znał Kasię od czasów studenckich Rosy – zawsze była tym zakazanym owocem, o którym fantazjował pod prysznicem, gdy Rosa już spała. Dzisiaj napięcie wisiało w powietrzu gęste jak dym z papierosów palonych na parkingu.

Sala weselna tonęła w ciepłym świetle girland i kryształowych żyrandoli. Orkiestra grała głośno, goście już byli wstawieni szampanem i winem. Rosa, ubrana w elegancką granatową suknię, natychmiast została porwana na parkiet przez jakichś kuzynów Kasi. Śmiała się, kręciła biodrami, zupełnie nieświadoma tego, co zaczyna się dziać kilka metrów dalej. Kasia nie czekała ani chwili. Złapała Franklina za rękę, pociągnęła go między tańczącymi parami i przycisnęła się do niego całym ciałem. Jej biodra ocierały się o jego krocze w rytm wolniejszego kawałka, tyłek krążył powoli, prowokująco, jakby już go ujeżdżała. Czuł przez materiał spodni, jak jej cipka jest rozgrzana – sukienka była tak cienka, że niemal wyczuwał wilgoć.

– Czujesz to, Franklin? – szepnęła mu prosto do ucha, muskając wargami płatek. Jej oddech był gorący, głos niski i śmiały. – Od lat moknę na samą myśl o tobie. A ty? Ile razy spuszczałeś się, myśląc o cipce najlepszej przyjaciółki swojej żony?

Jej słowa uderzyły go prosto w podbrzusze. Kutas Franklina stwardniał momentalnie, boleśnie napierając na zamek błyskawiczny. Obejrzał się nerwowo – Rosa wirowała w ramionach jakiegoś wysokiego gościa po drugiej stronie sali, roześmiana, szczęśliwa. Kasia to zauważyła i tylko się uśmiechnęła drapieżnie. Przycisnęła się mocniej, jej sutki były twarde i wyraźnie odznaczały się pod bordowym materiałem. Tańczyła tak, że jej udo co chwilę ocierało się o jego erekcję, drażniąc go celowo. Franklin czuł, jak w głowie wirują mu wyrzuty sumienia, ale pożądanie było silniejsze. „Kurwa, ona naprawdę tego chce. Ja też. Rosa nigdy się nie dowie. Tylko jeden raz” – myślał, a dłoń sama zsunęła mu się niżej, na jej talię, przyciągając ją jeszcze bliżej.

Przez kolejne trzy utwory Kasia nie odpuszczała. Szeptała coraz brudniejsze rzeczy: jak bardzo chce poczuć jego grubego kutasa rozciągającego jej ścianki, jak będzie ssąc go tak głęboko, aż mu jaja przykleją się do brody, jak marzyła o tym, żeby spuścił się w nią właśnie na weselu jej najlepszej przyjaciółki. Franklin ledwo wytrzymywał. Jego dłonie błądziły po jej tyłku, ściskały go przez sukienkę, palce zagłębiały się w rowek między pośladkami. Napięcie rosło tak bardzo, że oboje oddychali już ciężko, a ich ciała były spocone mimo klimatyzacji.

Gdy tylko skończył się pierwszy wolny taniec, Kasia nie dała mu szansy na opamiętanie. Chwyciła go mocno za nadgarstek i pociągnęła za sobą przez boczne drzwi, prosto na ciemny taras za salą weselną. Drzwi zamknęły się za nimi z cichym kliknięciem. Noc była ciepła, ale w cieniu balustrady panował półmrok – tylko odległe lampiony ogrodowe dawały słabe, pomarańczowe światło. Kasia oparła się plecami o kamienną balustradę, jej piersi unosiły się szybko. Patrzyła na niego tymi wielkimi, wygłodniałymi oczami.

– Franklin… od lat o tym marzę – powiedziała wprost, bez owijania w bawełnę. Głos jej drżał z podniecenia. – Chcę poczuć cię w sobie. Chcę, żebyś mnie zerżnął tak, jak Rosa nigdy nie pozwoliła ci jej zerżnąć. Powiedz mi… ty też tego chcesz? Bo jeśli nie, to powiedz teraz, a wrócimy tam jakby nigdy nic.

Przez sekundę w głowie Franklina mignęła twarz Rosy. Ale tylko sekundę. Pożądanie wygrało. Zrobił krok naprzód, chwycił Kasię za oba pośladki przez cienki materiał sukienki i wbił palce w miękkie ciało. Pocałował ją mocno, brutalnie, wsuwając język głęboko w jej usta. Smakowała winem i grzechem. Oboje wiedzieli, co robią. To nie był przypadek, nie był to alkohol – oboje świadomie wybierali zdradę. On zdradzał żonę, ona zdradzała najlepszą przyjaciółkę. I to ich jeszcze bardziej podniecało.

– Tak – wysapał w jej usta, gryząc dolną wargę. – Chcę cię zerżnąć, Kasia. Już dawno powinienem był to zrobić.

Nie czekała dłużej. Klęknęła na zimnych płytkach tarasu, nie dbając o to, że sukienka może się pobrudzić. Rozpięła mu rozporek drżącymi z podniecenia palcami i wyciągnęła jego twardego, nabrzmiałego kutasa. Żyłki pulsowały, główka była już śliska od preejakulatu. Kasia spojrzała mu prosto w oczy, uśmiechnęła się jak prawdziwa suka i powiedziała powoli, z lubością:

– Mężu mojej najlepszej przyjaciółki… teraz będę ci ssąc tego kutasa, którego Rosa dostaje tylko w misjonarza.

Otworzyła usta i wzięła go głęboko, od razu do gardła. Jej wargi rozciągnęły się wokół grubości, ślina pociekła jej po brodzie. Ssala go zachłannie, głośno, nie dbając o to, czy ktoś usłyszy. Głowa poruszała się rytmicznie, język masował spód żołędzi, a jedna dłoń ugniatała mu jaja. Patrzyła mu w oczy przez cały czas – wzrok miała rozmazany z podniecenia. Franklin złapał ją za włosy, ale nie zmuszał – sama brała go tak głęboko, że aż się krztusiła, a potem uśmiechała się i brała jeszcze głębiej. „Kurwa, ona naprawdę jest dziwką” – pomyślał, czując jak jej gardło ściska mu kutasa.

Po kilku minutach nie wytrzymał. Podniósł ją gwałtownie, odwrócił przodem do balustrady, zadarł jej bordową sukienkę aż do pasa. Nie miała majtek – jej cipka była całkowicie ogolona, wargi nabrzmiałe i ociekające sokami. Oparł ją mocno, rozsunął jej nogi i wbił się w nią jednym mocnym pchnięciem. Kasia jęknęła głośno, paznokcie wbiła w kamienną balustradę.

– O tak… zerżnij mnie, Franklin – wyszeptała.

Trzymał ją za włosy jak za lejce, ciągnąc jej głowę do tyłu, i rżnął ostro, głęboko, biodrami uderzając o jej soczysty tyłek. Plaśnięcia niosły się po tarasie. Mówił jej prosto do ucha brudnym, niskim głosem:

– Jesteś zdradziecką dziwką, Kasia. Twoja najlepsza przyjaciółka Rosa tańczy tam w środku z uśmiechem, a ty mokniesz jak szmata na kutasie jej męża. Czujesz to? Czujesz jak cię wypełniam? Twoja cipka mnie ssie, kurwa, jakby od lat na to czekała.

Kasia tylko kiwała głową, jęcząc coraz głośniej. Jej cipka pulsowała wokół niego, sok spływał jej po udach. Zmienił pozycję – podniósł jedną jej nogę, oparł ją o balustradę, tak że stała prawie w szpagacie. Rżnął ją jeszcze mocniej, wbijając się pod innym kątem, trafiając w punkt, który sprawiał, że jej oczy uciekały w tył głowy.

W końcu ustawił ją tak, że objęła go nogami w pasie, oparta tyłkiem o szeroki kamienny parapet balustrady. Trzymał ją mocno za pośladki, wbijał się głęboko i szybko. Kasia gryzła jego ramię, żeby nie krzyczeć. Kiedy poczuł, że dochodzi, zakrył jej usta dużą dłonią. Spuścił się w niej potężnie, gorącymi, gęstymi strumieniami, wypełniając jej cipkę po brzegi. Czuł jak jej ścianki drgają wokół niego w orgazmie – doszła razem z nim, cała drżąca, mokra, zdławionym krzykiem pod jego palcami.

Przez chwilę stali tak, dysząc ciężko, złączeni. Jego kutas wciąż pulsował w niej, resztki spermy wyciekały na jej uda. Kasia powoli zsunęła nogi na ziemię. Poprawiła sukienkę drżącymi rękami, wygładziła materiał na biodrach. Potem spojrzała mu w oczy, uśmiechnęła się tym samym drapieżnym uśmiechem i klęknęła raz jeszcze. Wzięła jego na wpół twardego kutasa do ust i starannie wylizała resztki spermy i swoich soków, ssąc czule główkę, aż był czysty i lśniący.

Wstała, oblizała wargi i szepnęła:

– Czuję jak twoja sperma spływa mi po udach, Franklin. Wracamy tam, zanim Rosa zacznie nas szukać. Ale to nie koniec. Jeszcze z tobą nie skończyłam. Jeszcze nie.

Poprawiła włosy, wzięła go pod rękę i pociągnęła z powrotem do sali, gdzie muzyka grała dalej, a Rosa właśnie kończyła kolejny taniec, rozglądając się za mężem. Kasia szła z wysoko podniesioną głową, ale w jej oczach płonęło obietnica – że to dopiero początek ich brudnej, zdradzieckiej nocy.

(Łączna liczba słów tego aktu: 1349)

Weszli z powrotem do sali, gdzie powietrze było gęste od zapachu potu, alkoholu i słodkich perfum. Rosa właśnie schodziła z parkietu, jej granatowa suknia lepiła się do ciała, a na twarzy miała szeroki, niewinny uśmiech. Zobaczyła ich i pomachała ręką, podchodząc szybkim krokiem.

– No wreszcie! Gdzieście zniknęli? Szukałam cię, kochanie – powiedziała do Franklina, całując go w usta. Jej wargi były ciepłe, ale Franklin czuł tylko smak winy i zdrady, bo ledwie minutę wcześniej te same usta Kasi oblizywały jego kutasa do czysta.

– Na tarasie, odetchnąć – mruknął, starając się, żeby głos mu nie zadrżał. Kasia stała obok, wysoka, bordowa suknia idealnie opinała jej ciężkie cycki, a między udami czuła, jak gęsta, ciepła sperma Franklina powoli wycieka z jej wygolonej cipki i spływa cienką strużką po wewnętrznej stronie uda. To było obrzydliwie podniecające. Uśmiechnęła się do Rosy jak najświętsza przyjaciółka.

– Tak, trochę duszno tam było. Ale Franklin pomógł mi ochłonąć – dodała z lekkim uśmiechem, a jej oczy błysnęły, kiedy spojrzała na niego. W głowie miała tylko jedno: „Twoja żona stoi dwa metry od nas, a ja czuję, jak jej mąż właśnie wypełnił mi macicę. I chcę więcej.”

Usiedli przy stole weselnym. Rosa usiadła między nimi, plotąc o tym, jak świetnie się bawi, jak kuzyni Kasi świetnie tańczą. Kasia kiwała głową, ale pod stołem jej stopa w szpilce sunęła po nodze Franklina, aż dotarła do krocza. Nacisnęła piętą na jego na wpół twardego kutasa, który znowu zaczął pęcznieć w spodniach. Franklin zacisnął zęby, udając, że słucha Rosy, ale w środku wrzał. „Kurwa, ona jest bezczelna. Rosa opowiada o kwiatach na stole, a ta suka rozmazuje moją spermę po swoich udach i jeszcze mnie prowokuje.”

– Pamiętasz, jak na naszym weselu też było tak gorąco? – Rosa zaśmiała się, dotykając ramienia męża.

Kasia nachyliła się bliżej, jakby chciała coś powiedzieć do przyjaciółki, ale zamiast tego szepnęła tak, żeby tylko Franklin usłyszał:

– Czuję, jak twoja sperma kapie mi z cipki prosto na krzesło. Siedzę tu z tobą przy stole, a moja pizda nadal pulsuje po tym, jak mnie zerżnąłeś jak tanią kurwę. Chcę, żebyś mnie znowu wypełnił. Teraz.

Jej słowa uderzyły go jak prąd. Kutas stanął mu na baczność. Rosa odwróciła się na chwilę, żeby przywitać jakąś ciotkę, a Kasia wykorzystała moment – jej dłoń wsunęła się pod stół i złapała go przez spodnie, masując grubą pałę wolnymi, bezczelnymi ruchami. Franklin czuł, jak preejakulat znowu robi mu plamę na bieliźnie. W jego głowie wirowało: „To jest chore. To jest jej wesele. Ona właśnie wyszła za mąż, a ja rżnę ją za plecami Rosy. I nie potrafię przestać.”

Gdy tylko Rosa wstała, żeby iść do toalety, Kasia złapała go za rękę i pociągnęła w stronę parkietu. Orkiestra grała wolny, zmysłowy kawałek. Przycisnęła się do niego całym ciałem, biodra krążyły powoli, a jej cipka – wciąż pełna jego nasienia – ocierała się o jego erekcję przez cienki materiał. Sukienka podjechała jej trochę za wysoko.

– Czujesz to? – wyszeptała mu prosto do ucha, gryząc płatek. – Twoja sperma spływa mi po nodze, Franklin. Tańczę z tobą, a z mojej zdradzieckiej cipki kapie sperma męża mojej najlepszej przyjaciółki. Rosa myśli, że jesteśmy grzeczni. A ja chcę, żebyś mnie teraz zerżnął znowu. Mocniej. Brudniej.

Franklin złapał ją za tyłek, ściskając mocno, palce zagłębiały się w miękkie pośladki przez bordowy materiał. Tańczyli blisko ściany, w półmroku, gdzie nikt nie zwracał uwagi. Jego kutas pulsował, ocierając się o jej łechtaczkę przy każdym ruchu. Kasia oddychała mu w szyję, cicho jęcząc.

– Chodź – warknęła nagle. Złapała go za nadgarstek i pociągnęła przez tłum prosto do korytarza prowadzącego do toalet dla personelu. Drzwi na końcu były uchylone. Wepchnęła go do małego, słabo oświetlonego pomieszczenia z kanapą i stosem krzeseł. Zamknęła drzwi na klucz.

Nie było czasu na gadanie. Kasia oparła się rękami o ścianę, zadarła sukienkę do pasa i wypięła soczysty tyłek. Jej cipka była czerwona, nabrzmiała, a z niej leniwie wyciekała biała sperma zmieszana z jej sokami.

– Liż mnie – rozkazała. – Wylizuj swoją spermę z cipki najlepszej przyjaciółki swojej żony.

Franklin klęknął, nie myśląc już o niczym. Przycisnął twarz do jej mokrej dziury i zaczął lizać zachłannie – język wsuwał się głęboko, wyciągając własne nasienie, smakując słoną mieszankę. Kasia jęczała głośno, kręciła tyłkiem, wciskając mu się na twarz.

– O tak… właśnie tak, ty zdradziecki skurwysynu. Rosa nigdy by ci nie dała lizać cipki po creampie. A ja jestem twoją dziwką. Liż głębiej, ssij to, co mi wstrzyknąłeś.

Jego język krążył po łechtaczce, potem znowu wsuwał się w cipkę, a nos ocierał się o jej mokry odbyt. Kasia drżała, nogi jej się trzęsły. Po chwili odwróciła się, złapała go za włosy i wepchnęła mu kutasa prosto do gardła. Ssala go głośno, agresywnie, ślina lała się jej po brodzie na bordową sukienkę. Patrzyła mu w oczy z czystą, zwierzęcą żądzą.

– Rosa jest tam i tańczy, a ja tu obciągam jej mężowi jak ostatnia kurwa. Lubisz to, co? Lubisz wiedzieć, że twoja żona nigdy nie weźmie cię tak głęboko w gardło jak ja.

Franklin nie wytrzymał. Podniósł ją, posadził na stole i rozłożył jej nogi szeroko. Wbił się w nią jednym brutalnym pchnięciem, aż jej cipka wydała głośne, mokre plaśnięcie. Rżnął ją mocno, szybko, biodra uderzały o jej uda, stoł trzeszczał. Kasia gryzła jego ramię, żeby nie krzyczeć, ale i tak jęczała mu prosto do ucha:

– Mocniej, kurwa! Rżnij mnie tak, jak Rosa nigdy nie pozwoliła ci rżnąć. Jestem twoją weselną dziwką. Na moim własnym weselu biorę kutasa męża mojej najlepszej przyjaciółki. Spuść się we mnie znowu. Wypełnij mnie tak, żeby mi ciekło po całym tyłku, kiedy będę tańczyła z własnym mężem.

Zmienił pozycję – odwrócił ją tyłem, pochylił nad stołem i wbił się jeszcze głębiej. Jedną ręką złapał ją za włosy, drugą klepnął mocno w tyłek, zostawiając czerwony ślad. Plaśnięcia były ostre, mokre, pomieszczenie wypełniało się zapachem seksu.

– Jesteś gorszą kurwą niż myślałem – warknął jej prosto w ucho. – Twoja najlepsza przyjaciółka ufa ci bezgranicznie, a ty rozkładasz nogi na swoim weselu i prosisz, żeby mąż jej napełnił ci pizdę. Czujesz, jak cię rozciągam? Twoja cipka mnie ssie jak głodna suka.

Kasia dochodziła pierwsza – jej ścianki zacisnęły się mocno, cipka zalała się sokami, a ona sama zadrżała całym ciałem, tłumiąc krzyk w przedramię. Franklin nie zwolnił. Rżnął ją przez orgazm, aż poczuł, że sam jest blisko. Wtedy wyszedł z cipki, przycisnął główkę do jej ciasnego odbytu i powoli, ale zdecydowanie wbił się w dupę.

Kasia sapnęła głośno, ale wypięła się mocniej.

– Tak… weź moją dupę. Rosa nigdy ci nie dała dupy, prawda? A ja ci dam. Zerżnij mnie w dupę na własnym weselu.

Franklin rżnął jej tyłek coraz szybciej, głębiej, jaja uderzały o jej mokrą cipkę. Trzymał ją za biodra tak mocno, że zostawały siniaki. Kasia była cała spocona, makijaż rozmazał jej się pod oczami, bordowa suknia wisiała skręcona wokół talii. Czuł, jak jej odbyt ściska mu kutasa jak imadło.

– Jestem twoją weselną analną dziwką – syczała. – Spuść się w moją dupę, Franklin. Chcę czuć, jak twoja gorąca sperma wypełnia mi jelita, kiedy będę wracała do stołu obok Rosy.

Nie wytrzymał. Z ostatnim, głębokim pchnięciem wbił się po same jaja i spuścił się potężnie, wypełniając jej tyłek gęstymi, gorącymi strumieniami. Kasia doszła drugi raz, tylko od analnego pieprzenia, drżąc i ściskając go w sobie. Kiedy skończył, wyciągnął kutasa z głośnym mlaśnięciem. Z jej rozjebanej dupy pociekła biała sperma, spływając po wargach cipki i dalej po udach.

Kasia odwróciła się, klęknęła i wzięła go do ust ostatni raz – wylizała dokładnie, smakując swoją dupę i jego spermę. Wstała, poprawiła sukienkę, ale nie wytarła nóg. Sperma nadal z niej kapała.

– Wracamy – powiedziała ochryple. – A ty pamiętaj… przez całą noc będę siedziała przy stole z twoją spermą w cipce i w dupie. I będę się uśmiechać do Rosy, wiedząc, że jestem lepszą kurwą niż ona kiedykolwiek będzie.

Wyszli z powrotem na salę, gdzie muzyka grała dalej, a Franklin czuł tylko jedno – że ta noc dopiero się zaczęła, a on już całkowicie należał do tej zdradzieckiej, napalonej suki. Kasia uśmiechnęła się do Rosy z daleka, czując, jak jego gęsta sperma powoli wycieka jej z dupy prosto do stringów, i pomyślała z czystą, brudną satysfakcją: „A ty, Rosa, nawet nie wiesz, że właśnie twoja najlepsza przyjaciółka ma w sobie cały ładunek spermy twojego męża w obu dziurach na swoim weselu, ty naiwna, rogata cipo.”

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged blowjob doggy-style standing-sex anal creampie

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.