Żona oddaje się mistrzowi pędzla, gdy mąż sprząta farby
Żona oddaje się aroganckiemu mistrzowi pędzla Tomasza (45), a upokorzony mąż Piotr (38) na kolanach sprząta farby
Piotr klęczał w rogu domowego atelier, szmatą w drżących dłoniach ścierał rozlane farby olejne, które splamiły drewnianą podłogę. Miał trzydzieści osiem lat i od lat powtarzał sobie, że jest malarzem, choć jego obrazy sprzedawały się gorzej niż kiepskie farby w hipermarkecie. Kiedy miesiąc temu zaprosił do ich domu Tomasza – czterdziestopięcioletniego, aroganckiego mistrza pędzla, którego prace wisiały w galeriach od Berlina po Nowy Jork – myślał, że to będzie ich wspólny triumf. Teraz czuł tylko palące upokorzenie. Katarzyna, jego żona, trzydziestodwuletnia zmysłowa brunetka o długich, kruczoczarnych włosach opadających na pełne piersi, od tygodni patrzyła na Tomasza tak, jakby ten był bogiem, a on, Piotr, zaledwie chłopcem do sprzątania.
Tomasz stał przy wielkim płótnie w samym środku pracowni, wysoki, barczysty, z koszulą rozpiętą pod szyją, odsłaniającą gęste, ciemne włosy na klatce. Jego dłonie, silne i pewne, mieszały kolory z taką łatwością, jakby farba sama mu się poddawała. Katarzyna krążyła wokół niego w cienkiej, białej bluzce, która ledwo zakrywała sutki, i w obcisłych dżinsach podkreślających krągłość jej tyłka. Piotr słyszał każdy jej śmiech, każdy dotyk.
– Boże, Tomasz, jak ty to robisz… – westchnęła Katarzyna, przesuwając palcami po jego ramieniu, potem niżej, po twardej piersi. – Przy tobie mój mąż wygląda jak amator. Ty masz prawdziwy talent. I nie tylko w malowaniu.
Tomasz uśmiechnął się krzywo, rzucił pędzel na stół i spojrzał wprost na klęczącego Piotra.
– A on co, zawsze tak klęczy i sprząta? – zapytał wulgarnie, bez cienia szacunku. – Bo jak już płacisz mi tyle, to przynajmniej niech twój chłopczyk nie wchodzi w paradę. Niech czyści to gówno, które rozlał.
Piotr poczuł, jak policzki mu płoną. Farba kleiła mu się do kolan, smród terpentyny mieszał się z zapachem potu i podniecenia, które zaczynało już wisieć w powietrzu. Katarzyna spojrzała na niego z góry, oczy jej błyszczały – nie było w nich litości, tylko czysty, wilgotny głód.
– Tak, kochanie – powiedziała do męża słodko, ale głos miała niski, drżący z podniecenia. – Zrób to porządnie. Klęcz i czyść. Tomasz i ja mamy ważniejsze sprawy.
Jej dłoń ześlizgnęła się niżej, po brzuchu Tomasza, aż palce musnęły wybrzuszenie w jego spodniach. Tomasz parsknął śmiechem.
– Widzisz, Piotruś? Twoja żona od tygodni ociera się o mnie, kiedy ty udajesz, że malujesz. Małe, nieudolne rączki, mały, nieudolny fiutek… a ona potrzebuje prawdziwego kutasa. Prawdziwego mężczyzny.
Katarzyna odwróciła się twarzą do męża. Jej policzki były zarumienione, sutki wyraźnie sterczały pod bluzką. Podeszła bliżej, stanęła nad klęczącym Piotrem, a Tomasz stanął za nią, kładąc wielkie dłonie na jej biodrach.
– Chcę mu się oddać, Piotr – powiedziała otwarcie, patrząc mu prosto w oczy. – Od dawna tego pragnę. Chcę, żeby mnie zerżnął. Tu, na twoich oczach. Chcę poczuć, jak mnie wypełnia. Zgadzasz się, prawda?
Jej głos był słodki, ale spojrzenie harde, pełne pogardy i pożądania jednocześnie. Tomasz uśmiechał się nad jej ramieniem, jedną ręką ściskając jej pierś przez materiał, aż jęknęła cicho.
Piotr czuł, jak łzy upokorzenia palą mu oczy, a jednocześnie kutas – ten mały, żałosny kutas – drgnął mu w spodniach. Przełknął ślinę.
– T… tak – wyszeptał drżącym głosem. – Zgadzam się.
Katarzyna uśmiechnęła się triumfalnie. Od razu opadła na kolana przed Tomaszem, nie patrząc już na męża. Jej palce sprawnie rozpięły mu rozporek. Kiedy wyciągnęła jego kutasa, westchnęła głośno z zachwytu. Był gruby, ciężki, żyłasty, z nabrzmiałą główką – co najmniej dwa razy większy niż Piotra.
– O kurwa… patrz, Piotr. To jest kutas. Prawdziwy, gruby, męski kutas – powiedziała, patrząc mężowi w oczy, podczas gdy jej język oblizywał już żołądź Tomasza. – Twój mały fiutek to żart. Nigdy mnie tak nie wypełnił. Nigdy nie sprawił, że się trzęsłam.
Z tymi słowami otworzyła usta szeroko i wzięła go głęboko. Gardło jej się wybrzuszyło, gdy połknęła połowę tej potężnej pały za jednym razem. Głośne, mokre dźwięki ssania wypełniły atelier – chlup, chlup, glup. Ślina spływała jej po brodzie, kapała na cycki. Tomasz złapał ją za włosy i pchnął biodrami, wbijając się jeszcze głębiej.
– Ssij, suko. Pokaż mężowi, jak się obciąga prawdziwemu artyście – warknął.
Katarzyna jęczała wokół kutasa, oczy jej łzawiły, ale nie przestawała. Co chwilę wyjmowała go z ust, by powiedzieć:
– Jest taki wielki… czuję go aż w żołądku. A ty, Piotr? Klęczysz i sprzątasz farby, podczas gdy ja biorę to, czego potrzebuję.
W końcu Tomasz wyciągnął kutasa z jej gardła, błyszczącego od śliny. Szarpnął ją w górę, obrócił i popchnął na szeroki stół roboczy, wśród pędzli i tubek farby. Katarzyna sama rozpięła dżinsy i zsunęła je razem z majtkami, wypinając tyłek. Jej cipka była już mokra, nabrzmiała, lśniąca.
– Rżnij mnie – powiedziała głośno, patrząc prosto na klęczącego męża. – Najpierw w cipkę. Chcę, żeby Piotr widział, jak mnie rozciągasz.
Tomasz nie czekał. Chwycił ją mocno za biodra – palce wbiły się w miękkie ciało – i wbił się w nią jednym mocnym pchnięciem. Katarzyna krzyknęła z rozkoszy, jej duże piersi zakołysały się, uderzając o blat stołu.
– O tak! Jest taki gruby! Czuję go wszędzie! – wrzeszczała, nie spuszczając wzroku z Piotra. – Patrz, mężu. Patrz, jak mnie rżnie. Twój mały kutasik nigdy by mnie tak nie rozjebał. Jesteś tylko chłopcem do sprzątania farb, podczas gdy prawdziwy mężczyzna bierze twoją żonę.
Tomasz rżnął ją mocno, rytmicznie, biodra uderzały o jej tyłek z głośnym plaśnięciem. Farby na stole rozlewały się pod jej ciałem, mieszając z potem. Piotr klęczał bliżej, szmatą w ręku, czując zapach jej podniecenia – słodki, ciężki, zmieszany z terpentyną.
Po kilkunastu mocnych pchnięciach Tomasz wyciągnął kutasa, ociekającego jej sokami, i przyłożył go do jej ciasnej dupki.
– A teraz tu – warknął.
Katarzyna skinęła głową entuzjastycznie.
– Tak, weź moją dupę. Chcę czuć ból i rozkosz naraz. Patrz, Piotr… patrz, jak mi go wpycha w tyłek.
Tomasz naparł. Głowa kutasa rozciągnęła jej ciasny pierścień i powoli, centymetr po centymetrze, zniknęła w środku. Katarzyna zawyła z rozkoszy, oczy jej się wywróciły, ale cały czas patrzyła na męża.
– Jest ogromny… rozrywa mi dupę… i kocham to! Twój mały fiutek nigdy nie był w moim tyłku, bo nie zasłużył. Jesteś żałosny, Piotr. Klęczysz w farbach, a ja dochodzę od prawdziwego kutasa w mojej dupie!
Jej ciało zaczęło drżeć. Orgazm uderzył w nią jak fala – krzyczała głośno, cipka pulsowała, soki spływały jej po udach, a odbyt zaciskał się wokół grubego kutasa Tomasza. Trzęsła się cała, paznokcie drapały blat stołu, farby rozmazywały się na jej brzuchu i piersiach.
Tomasz przyspieszył, rżnął jej dupę coraz mocniej, aż w końcu wyszarpnął kutasa i ryknął. Pierwsza struga gorącej, gęstej spermy uderzyła Katarzynę prosto w twarz – na policzek, na usta, na czoło. Druga i trzecia poleciały na jej ciężkie cycki, pokrywając sutki białymi smugami. Sperma spływała po jej ciele, mieszając się z farbami.
Katarzyna uśmiechnęła się szeroko, zadowolona, zmysłowa. Palcami rozsmarowała spermę na twarzy, potem na piersiach, wmasowując ją w skórę jak najdroższy krem.
– Mmm… tyle tego… pachnie prawdziwym mężczyzną – mruknęła.
Piotr nadal klęczał, szmatą w ręku, ścierając rozlane farby, jej soki i krople spermy, które kapały na podłogę. Kolana bolały go od twardych desek, ale nie wstawał. Katarzyna spojrzała na niego z góry, z twarzą wciąż upapraną spermą Tomasza, i powiedziała niskim, rozkazującym głosem:
– Nie przestawaj czyścić, kochanie. Wyliż wszystko, co spadło. A potem… zobaczysz, co jeszcze Tomasz dla mnie zaplanował. To nie koniec. Jeszcze nawet nie zaczęliśmy.
Tomasz stał obok, kutas wciąż na wpół twardy, i uśmiechał się arogancko, patrząc, jak upokorzony mąż na kolanach sprząta ich wspólny bałagan. Powietrze w atelier gęstniało od napięcia, farb i zapachu świeżo spuszczonej spermy. Katarzyna oblizała palec z resztek nasienia i mrugnęła do męża, dając mu jasno do zrozumienia, że ta noc dopiero nabiera kolorów.
Katarzyna wciąż stała oparta o stół, jej ciało lśniące od farby, potu i grubych smug spermy, która powoli ściekała po udach i kapała na deski. Oblizała palec po raz ostatni, mrugnęła do męża i natychmiast złapała go za włosy, przyciągając jego twarz prosto do swojego krocza. – Liż, Piotrze. Językiem, nie szmatą. Wyciągaj wszystko, co Tomasz mi wpompował w dupę. Czuję, jak to ze mnie wycieka, a ty masz posprzątać jak grzeczny chłopiec do farb.
Piotr, klęcząc w kałuży oleistej brei, poczuł, jak mu się żołądek ściska. Smak był ciężki, słony, gorzki od terpentyny i nasienia. Jego język wślizgnął się między jej pośladki, penetrował rozjebaną, wciąż pulsującą dziurkę i wysysał gęste porcje spermy, które spływały mu prosto do gardła. Katarzyna jęknęła przeciągle, wypinając tyłek mocniej, rozmazując przy tym farby na brzuchu i ciężkich cyckach. Trzydziestodwuletnia brunetka czuła się jak suka w rui – każdy liźnięcie męża tylko potęgowało głód prawdziwego kutasa.
Tomasz uśmiechnął się arogancko, jego gruby, żyłasty kutas już znowu stwardniał, stercząc agresywnie. Podszedł, złapał Katarzynę za biodra i szarpnął ją w górę, sadzając na blacie wśród pędzli i tubek. Farba błękitna i ochra rozmazała się na jej plecach, malując ją jak żywe płótno. – Otwórz nogi szeroko, dziwko. Niech ten mały chuj widzi, jak się rżnie cipkę prawdziwego mistrza – warknął i od razu wbił się w nią jednym mocnym pchnięciem, rozciągając jej mokre, nabrzmiałe wargi.
Katarzyna zawyła z rozkoszy, jej duże piersi zakołysały się mocno, sutki sterczały jak szpilki, pokryte białymi smugami. – O kurwa, tak! Jest taki gruby, wypełnia mnie całą! Piotr, bliżej, liż mi łechtaczkę, kiedy on mnie pieprzy! Masz pomagać, ty żałosny sprzątaczu farb i spermy! – Jej głos był ochrypły, pełen pogardy i czystej żądzy. Piotr posłusznie przysunął twarz, jego nos wciskał się w miejsce, gdzie potężny kutas Tomasza raz za razem znikał w cipce żony. Lizał desperacko, smakując mieszankę jej soków i resztek spermy, czując na języku każdy ruch tamtego grubego drąga. Kolana bolały go od twardych desek, fiutek pulsował boleśnie w spodniach, ale nie miał odwagi sięgnąć ręką.
Tomasz rżnął ją bez litości, biodra uderzały o jej tyłek z głośnym, mokrym plaśnięciem. Farby rozlewały się pod nimi, tworząc śliskie, kolorowe kałuże. Katarzyna dochodziła pierwszy raz w tej pozycji – całe ciało jej zadrżało, cipka zacisnęła się mocno wokół kutasa, a struga gorących soków trysnęła Piotrowi prosto na twarz. – Patrz, mężu! Patrz, jak mnie zalewa! Twój mały fiutek nigdy nie sprawił, żebym tak trysnęła. Jesteś tylko językiem do czyszczenia mojej ruchanej dziury!
Po chwili Tomasz wyciągnął kutasa, ociekającego jej sokami, i przycisnął go do ust Piotra. – Oczyść go, cuckoldzie. Ssij mój kutas, zanim znowu wezmę twoją żonę w dupę. Piotr otworzył usta, czując ciężar obcego, pulsującego drąga na języku. Ssąc niezdarnie, smakował cipkę Katarzyny w pełnej krasie – kwaśną, słodką, gorącą. Tomasz parsknął śmiechem i po kilkunastu sekundach szarpnął go za włosy, odciągając. Potem obrócił Katarzynę na brzuch, wypinając jej tyłek wysoko.
– Teraz dupa, suko. Chcę czuć, jak się zaciskasz. – Wbił się powoli, centymetr po centymetrze, rozciągając jej odbyt do granic. Katarzyna zawyła, paznokcie wbiły się w blat, farba prysnęła na jej policzki. – Jest ogromny… rozrywa mi dupsko… i kocham to! Piotr, pod spód, liż mi cipkę od dołu! Masz pić wszystko, co ze mnie kapie, podczas gdy on mnie dyma w tyłek!
Piotr wczołgał się pod stół, unosząc głowę i przykładając usta do cipki żony. Lizał łechtaczkę, pił jej soki, a nad nim Tomasz wbijał się coraz mocniej, jego ciężkie jaja obijały się o brodę upokorzonego męża. Katarzyna trzęsła się w kolejnym orgazmie, jej odbyt pulsował wokół grubego kutasa, cipka zalewała twarz Piotra strugami. – Głębiej, Tomasz! Rżnij moją dupę jak dziwkę! A ty, Piotrze, ssij moje wargi, wyciągaj językiem każdy sok! Jesteś nikim, tylko ludzką szmatą do spermy i farby!
Tomasz przyspieszył, jego oddech stał się chrapliwy. Po kilkunastu brutalnych pchnięciach ryknął i spuścił się głęboko w jej odbycie, pompując gorące, gęste porcje prosto w jelita. Kiedy wyciągnął kutasa, z rozjebanej dupy Katarzyny popłynęła szeroka struga białej spermy, spływając prosto do otwartych ust Piotra. Katarzyna usiadła mu na twarzy, wciskając mu tyłek całym ciężarem.
– Połykaj, kurwa, wszystko. Wyliż mi dupę do czysta, ty żałosny, mały kutasie. Ssij moją zdartą dziurę, aż nie zostanie ani kropla nasienia prawdziwego mężczyzny. Jutro znowu rozlejesz farby, a ja znowu wezmę tego wielkiego, żyłastego chuja w każdą swoją dziurę, podczas gdy ty będziesz pił naszą mieszankę prosto z podłogi jak ostatni zakurwiony czyściciel spermy.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories