Rebound w pralni – jego żona błaga o więcej

Kasia (38) i jej mąż Roman (42) w piwnicznej pralni ostro zdradzają go z sąsiadem Terrence’em, a ona błaga o więcej kut

10 min read September 25, 2026New

Wrócili z imprezy u sąsiadów z góry, a w windzie bloku zapachowało na spalone styki. Roman, czterdziestodwuletni zmęczony mąż z torbą z resztkami sałatki w dłoni, nacisnął przycisk jeszcze raz. Nic. Kasia, trzydziestoośmioletnia seksowna brunetka w obcisłej czarnej sukience, tylko zaśmiała się nisko i pociągnęła go za rękaw w stronę schodów do piwnicy.

— No to pralnia — mruknęła. — Przynajmniej będzie ciepło.

Schodzili powoli. Na imprezie Kasia przez cały wieczór otwarcie flirtowała z Terrence’em, wysokim, dobrze zbudowanym czterdziestolatkiem z trzeciego. Roman widział, jak kładła mu dłoń na ramieniu, jak śmiała się głośniej przy jego żartach, jak ocierała się biodrem, kiedy przechodził. W windzie, która się zacięła, napięcie jeszcze rosło. W pralni, wąskiej, wilgotnej, pełnej starych pralek i zapachu proszku, drzwi zaskrzypiały za nimi.

Kasia oparła się o pralkę, rozczochrane ciemne włosy opadały jej na dekolt. Spojrzała na męża prosto w oczy.

— Wiesz, że Tomek… Terrence mnie strasznie podnieca? — powiedziała bez ogródek, głosem, który drżał od szczerości i winy. — Jak on stoi, te ręce, ten uśmiech… Czuję, jak mi się robi mokro na samą myśl.

Roman poczuł znajome upokorzenie, które spływało mu po karku i jednocześnie spływało niżej, twardniejąc w spodniach. Znał to uczucie. Od miesięcy, kiedy Kasia wracała z siłowni i opowiadała o facetach, którzy na nią patrzyli. Teraz było gorzej, bo sąsiad mieszkał dwa piętra wyżej i wiedział, jak pachnie ich klatka.

— Kasia… — zaczął, ale ona podeszła bliżej, wzięła go za krawat i szepnęła mu prosto do ucha.

— Chcę poczuć w sobie jego kutasa. Taki gruby, twardy… Wyobrażam sobie, jak mnie rozpycha, jak wchodzi głęboko, aż nie mogę złapać tchu. Twój jest… no wiesz. A jego — westchnęła — pewnie wypełni mnie do końca.

Wyjęła telefon. Roman stał czerwony ze wstydu i podniecenia, kiedy Kasia odchyliła sukienkę, wsunęła palce pod majtki i zrobiła zdjęcie. Ciemny, wilgotny materiał, ślad jej soku. Wysłała mu to z uśmieszkiem.

— Patrz, jaka jestem gotowa. Tylko nie na ciebie.

Roman przełknął ślinę. Serce waliło mu jak młot. Sam usłyszał swój głos, ochrypły, złamany:

— Zadzwoń do niego.

Kasia uniosła brwi, ale nie pytała. Wybrała numer. Po kilkunastu minutach drzwi pralni otworzyły się i wszedł Terrence — wysoki, szerokie barki w koszuli rozpiętej na piersi, zapach jego wody kolońskiej wypełnił małe pomieszczenie. Kasia rzuciła się na niego z głodu. Całowała go głęboko, język w język, ręce wpięte w jego włosy, a biodra ocierała o udo. Roman stał trzy metry dalej i patrzył, jak żona ssie usta sąsiada, jak jęczy mu do ust „wreszcie”.

Terrence złapał ją za tyłek, uniósł i posadził na pralce. Pocałunki stały się głośniejsze, mokre. Potem zsunął ją za pralkę, w cień między maszynami a ścianą, gdzie pranie leżało w koszach. Roman poszedł za nimi jak zahipnotyzowany, usiadł na metalowym krześle i czuł, że kutas mu stoi tak twardo, że boli.

Kasia klęknęła na brudnej podłodze. Rozpięła Terrence’owi spodnie jednym ruchem. Wyciągnęła go — gruby, ciemny, żyły pulsujące, dłuższy i grubszy niż cokolwiek, co Roman miał między nogami. Kasia obliznęła usta i wzięła go głęboko, głośno, ssąc z obślizgłym dźwiękiem. Patrzyła przy tym mężowi prosto w oczy, kiedy główka znikała jej w gardle.

— Mmmhh… patrz, jaki prawdziwy kutas — wyjęła go tylko na chwilę, ślina spływała jej po brodzie. — Nie to co twój żałosny. Czujesz, jak mi się ślini? Bo ten jest do brania.

Terrence złapał ją za włosy i pchał głębiej. Kasia krztusiła się z lubością, łzy w oczach, ale nie odsuwała. Roman siedział, trząsł się i rozpiął własne spodnie. Wyjął swojego mniejszego i zaczął powoli onanizować, spoglądając, jak żona rucha się na kolanach.

Po chwili Terrence wyciągnął się z jej ust, podniósł ją i odwrócił twarzą do pralki. Zerwał jej majtki, wcisnął między pośladki i wszedł od tyłu jednym mocnym pchnięciem. Kasia krzyknęła, dłonie na metalowej pokrywie.

— O kurwa… tak głęboko… nigdy… nigdy nie czułam się tak wypełniona!

Terrence ruchał ją mocno i szybko, biodra uderzały o jej tyłek z mokrym plaskaniem. Pralka drżała. Kasia jęczała bez kontroli, głowa opadała jej na ręce.

— Jeszcze… daj mi więcej… rozwal mnie tym kutem…

Terrence wyciągnął ją, postawił na nogi, jedną ręką złapał za gardło z przodu, drugą uniósł jej jedną nogę i wbił się znowu na stojąco. Trzymał mocno, kciukiem głaskał jej tętnicę, a ona dyszała mu prosto w twarz.

— Moja nowa suka — warknął jej do ucha. — Żona sąsiada, ale teraz moja dziura. Czujesz, jak cię napełniam?

— Tak… jestem twoją suką… o Boże, Roman, patrz… on mnie rucha jak swoją…

Kasia odwróciła głowę do męża. Oczy miała szkliste, usta spuchnięte od buziaka i loda.

— Powiedz to — rozkazała, głosem łamiącym się od pchnięć. — Powiedz, że jesteś żałosnym rogaczem. Głośno.

Roman masturbował się szybciej, dłoń śliska od preejakulatu. Czerwony na twarzy, głos mu drżał:

— Jestem… żałosnym rogaczem. Patrzę, jak Terrence jebie moją żonę… i… i…

— I lubisz to — dokończyła Kasia, kiedy Terrence przyśpieszył, trzymając ją za gardło mocniej. — Jeszcze raz. Że twój kutas jest niczym. Że błagam o więcej tego.

Roman powtórzył, prawie płacząc z podniecenia i wstydu. Terrence wbił się jeszcze głębiej, Kasia krzyknęła i zacisnęła się wokół niego. Pralka brzęczała. W pralni pachniało sexem, potem i proszkiem.

Terrence nie skończył. Wyciągnął się z niej, wciąż twardy, lśniący jej sokami, i popchnął ją z powrotem na kolana.

— Liż mnie czysto. A ty, Roman… nie spuszczaj jeszcze. Patrz tylko.

Kasia posłusznie wzięła go znowu do ust, tym razem wolniej, smakując siebie na nim. Spojrzała na męża spod rzęs i wyszeptała wokół grubego kutasa:

— To dopiero początek. On zostanie dłużej. I błagam o więcej… o każdy centymetr. Ty tylko patrz i drżyj.

Roman siedział na krześle, dłoń zaciśnięta u nasady, żeby nie wybuchnąć, serce waliło mu o żebra. Za pralką Kasia ssała głośniej, Terrence głaskał jej głowę jak swoją własność, a wilgotne dźwięki wypełniały piwnicę. Napięcie nie opadało — tylko rosło, grubsze, głodsze, gotowe wylać się na kolejną rundę, której jeszcze nie było widać końca.

Terrence wciąż trzymał dłoń na potylicy Kasi, kiedy ona lizała go od nasady po główkę, zbierając własne soki i jego preejakulat. Ślina mieszała się z gęstą wilgocią, spływała po jej brodzie na dekolt, a sukienka była już tylko zmiętym pasem materiału pod piersiami. Roman siedział na metalowym krześle trzy metry dalej, dłoń zaciśniętą u nasady własnego kutasa tak mocno, że knykcie pobielały. Serce waliło mu o żebra. Czuł, jak upokorzenie i żądza splatają się w jedną gorącą pętlę wokół gardła.

— Dosyć lizać — warknął Terrence i uniósł ją z kolan jakby nic nie ważyła. — Chcę cię widzieć, jak bierzesz wszystko.

Oparł ją tyłem o drugą pralkę, tę większą, która brzęczała cicho od starego silnika. Rozstawił jej uda szeroko, kciukiem otworzył jej mokre wargi i wszedł znowu jednym długim, nieprzerwanym pchnięciem. Kasia krzyknęła — ostry, łamiący się dźwięk, który odbił się od wilgotnych ścian piwnicy. Głowa odleciała jej do tyłu, ciemne włosy kleiły się do spoconego czoła.

— O fucking… o Boże… czuję go aż pod żebra… Roman, patrz… patrz, jak mnie rozpycha…

Terrence nie dawał jej chwili na oddech. Ruchał twardo, głęboko, biodra uderzały o jej uda z mokrym, rytmicznym plaskiem. Każde pchnięcie wpychało powietrze z jej płuc. Trzymał ją za biodra tak mocno, że białe odciski palców zostawały na skórze. Kasia wpiła się paznokciami w metalową pokrywę pralki, piersi podskakiwały w rytmie, sutki twarde, obolałe od tarcia o materiał.

Roman masturbował się wolno, tylko tyle, żeby nie spuścić. Oczy miał szkliste. Widział, jak gruby, ciemny kutas sąsiada znika w żonie po samą nasadę, jak jej wargi rozciągają się wokół niego, jak z każdym wyjściem wycieka z niej gęsty, biały śluz. Czuł własny mniejszy kutas pulsujący w dłoni jak coś żałosnego, zbędnego.

— Powiedz mu — syknął Terrence, chwytając Kasię za gardło z przodu, kciukiem głaszcząc tętnicę. — Powiedz swojemu rogaczowi, czego chcesz.

Kasia spojrzała na męża przez półprzymknięte powieki. Głos wychodził z niej w strzępach, przerywany pchnięciami.

— Chcę… chcę więcej jego kutasa… chcę, żeby mnie rozjebał… żeby zostawił we mnie wszystko… Twój jest za mały, Roman… nigdy nie wypełniasz mnie tak… nigdy nie czuję się taka pełna… Błagam o więcej… o każdy centymetr… o jego jaja bijące o mój tyłek…

Terrence wyciągnął się z niej nagle. Kasia jęknęła z pustki, biodra same podążyły za nim. On odwrócił ją twarzą do męża, kazał klęknąć na pralce tyłem do siebie, łokcie na metalu, tyłek wystawiony. Wszedł od tyłu znowu, tym razem jeszcze mocniej. Jedną ręką wpiął się w jej włosy i odciągnął głowę do tyłu, drugą smagał jej pośladek otwartą dłonią. Plask. Plask. Czerwone ślady.

— Patrz na niego — rozkazał. — Patrz w oczy swojemu mężowi, kiedy będziesz dochodzić na moim chuju.

Kasia patrzyła. Oczy miała wilgotne, usta otwarte, język na dolnej wardze. Roman widział każde drżenie jej twarzy, każde zaciśnięcie powiek, kiedy Terrence trafiał w ten punkt głęboko w środku. Widział, jak jej brzuch drga, jak soki spływają po jej udach na bęben pralki.

— Jeszcze… jeszcze mocniej… rozwal mnie… — błagała, głos piskliwy, bez kontroli. — Terrence… napełnij mnie… zrób ze mnie swoją dziurę… Roman nie potrafi… Roman tylko patrzy i drży… o kurwa, tak… tak, tam…

Terrence przyśpieszył. Metal pralki stukał o ścianę. Kasia dochodziła głośno, całym ciałem, ściany jej cipki zaciskały się wokół grubego kutasa w falach. Krzyczała imię sąsiada, potem jeszcze raz, potem tylko bezkształtne „więcej, więcej, daj mi więcej”. Sok trysnął jej po udach, spłynął na podłogę. Terrence nie zwolnił. Ruchał ją przez orgazm i dalej, aż drżała z nadwrażliwości, aż łzy spłynęły jej po policzkach ze zbyt intensywnej przyjemności.

Roman zacisnął dłoń u nasady jeszcze mocniej. Prekum spływał mu po palcach. Myślał tylko: to moja żona, to moja Kasia, i bierze go jak głodna suka, i błaga, i ja tu siedzę z żałosnym kutasem w dłoni i nie wolno mi skończyć.

Terrence wyciągnął się, lśniący, twardy jak kamień. Podniósł Kasię, posadził ją na brzegu pralki twarzą do siebie, włożył znowu i zaczął wolniej, głębiej, prawie czule — ale każdy centymetr był dominacją. Całował ją mokro, gryzł wargę, szeptał jej do ust:

— Dobra żona sąsiada. Dobra, mokra dziura. Będziesz wracać. Będziesz pukać do moich drzwi, kiedy on będzie w pracy. A on będzie wiedział. Będzie siedział w salonie i wyobrażał sobie, jak ja cię jebię na moim stole.

Kasia kiwała głową, niezdolna do słów. Potem znalazła głos:

— Tak… będę… będę przychodzić… i błagać… Roman, słyszysz? Będę brać jego kutasa, kiedy ty będziesz oglądać telewizję… i wrócę do domu pełna… i każe ci lizać…

Terrence zaśmiał się nisko. Odwrócił ją znowu, tym razem kazał jej stanąć rozkroczną, ręce na pralce, i wszedł w nią od tyłu po raz kolejny. Jednocześnie sięgnął w dół i zaczął masować jej łechtaczkę dwoma palcami. Kasia nagle straciła rytm, nogi się ugięły, jęk stał się piskiem.

— Dojdź znowu — warknął. — Dojdź na moim chuju, patrząc na swojego rogacza.

Roman wstał z krzesła. Podszedł bliżej, na wyciągnięcie ręki. Widział wszystko z trzech centymetrów: jak gruby kutas wchodzi i wychodzi, jak jej wargi są spuchnięte i czerwone, jak z niej cieknie. Własną dłonią ruszał szybciej, już nie panując.

Kasia doszła drugi raz, głośniej, dłużej. Ciało jej zesztywniało, potem zalała ją fala, potem kolejna. Terrence wbił się do końca i wreszcie pozwolił sobie dojść. Wypchnął się głęboko, zaryczał, i Roman widział, jak jego jaja kurczą się, jak pulsują, jak pompuje w żonę gęste, gorące spusty. Kasia czuła każdy puls, każdy mililitr. Jęczała z ulgą i chciwością jednocześnie.

— Tak… napełnij mnie… zostaw to we mnie… o Boże, czuję, jak leci…

Terrence jeszcze kilka razy pchnął, wyciskając resztki. Potem wyciągnął się powoli. Z Kasi wypłynął gęsty, biały strumień, spłynął po udzie, spłynął na podłogę pralni. Ona drżała, wciąż oparta o pralkę, sukienka w pasie, majtki gdzieś na brudnej posadzce.

Terrence złapał ją za włosy i delikatnie, ale stanowczo skierował jej twarz w dół.

— Wyczyść. I daj mu posmakować.

Kasia klęknęła. Polizała kutasa sąsiada czysto, wolno, zbierając ich wspólne soki i spermę. Potem odwróciła się do męża, wstała na kolana przed nim i otworzyła usta. Roman zobaczył na jej języku białą, gęstą plamę. Pocałowała go głęboko, wcisnęła mu to wszystko do ust. Smak soli, jej cipki i cumu Terrence’a. Roman przełknął, bo nie umiał inaczej, i w tej samej chwili wreszcie spuścił — słabo, żałośnie, na własne uda i na podłogę, mały strumień w porównaniu z tym, co właśnie weszło w jego żonę.

Terrence zapiął spodnie. Uśmiechnął się krzywo, pogłaskał Kasię po policzku jak swoją własność.

— Będę na górze. Drzwi otwarte. Jak będziesz chciała więcej — a będziesz — wiesz, gdzie mnie znaleźć.

Wyszedł. Drzwi pralni zaskrzypiały. Został zapach sexu, proszku i męskiego potu.

Kasia siedziała na brudnej podłodze, nogi szeroko, sperm sąsiada wciąż powoli wypływająca z niej. Spojrzała na męża, który klęczał przed nią z obwisłym, mokrym kutaskiem, czerwony, spocony, złamany.

Wsunęła dwa palce w siebie, wyjęła je lśniące i potarła mu po wargach.

— To dopiero początek, kochanie. Następnym razem każe ci trzymać mnie za ręce, kiedy on będzie mnie jebać w nasz własny łóżko. I będziesz dziękował.

Roman skinął głową, niezdolny do słowa. W piwnicy było cicho oprócz brzęczenia starej pralki i jego nierównego oddechu.

Kasia wstała, poprawiła sukienkę, nawet nie założyła majtek, i skierowała się do schodów, zostawiając go samego wśród koszy z brudnym praniem i kałuży ich wspólnego grzechu na betonie.

Rate this story

★★★★★
Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged blowjob doggy-style creampie rough-sex dirty-talk

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.