Zakazana Noc w Latarni z Przyjaciółką Matką
24-letni Trent ostro wyruchał w dupę swoją 42-letnią macochę Delphine w starej latarni morskiej.
Miałaś rację, Delphine. Od progu starej latarni czuć było sól, wilgoć i coś jeszcze — to napięcie, które od miesięcy wisiało między nami, kiedy matka wyjeżdżała, a ty zostawałaś „dopilnować domu”. Miałaś czterdzieści dwa lata, ja dwadzieścia cztery, i nikt nie udawał, że patrzysz na mnie jak na pasierba. Patrzyłaś jak na mięso.
— Trent, przestań gapić się na moją dupę i weź ten statyw — rzuciła, schylając się po torbę z obiektywami. Spódnica wjechała jej wyżej, odsłaniając brzeg czarnych stringów wciętych głęboko między pełne, twarde pośladki. Celowo. Wiedziałem, że celowo. Oparła się tyłem o moje biodra, niby szukając równowagi, i przetarła się o mnie okrągłym tyłkiem tak, że kutas w dżinsach natychmiast stwardniał jak kamień. — O, patrzy. Dobrze. Będziesz fotografował nocą, to musisz umieć patrzeć. I nie spuszczać wzroku.
— Patrzę — odgryzłem się, głos chrapliwy. — Tylko niekoniecznie na latarnię.
Delphine odwróciła głowę przez ramię, usta pomalowane ciemną szminką, język ostry jak zawsze.
— Śmiało. Matka i tak nie wraca do poniedziałku. A mąż… mąż nigdy nie miał jaj, żeby zrobić to, o czym ja myślę, kiedy na ciebie patrzę.
Wynajęliśmy latarnię na „weekendowy kurs fotografii nocnej”. Ona obiecała mi podstawy długiego naświetlania, ja obiecałem nie spalić starej windy. Oboje kłamaliśmy. Od pierwszej chwili, kiedy weszła przede mną po krętych schodach, jej wielki, seksowny tyłek kołysał się centymetr od mojej twarzy, a ja czułem zapach jej skóry — wanilia i coś ostrzejszego, jak rozgrzany pieprz. Na górze, w okrągłej izbie z kominkiem i wąskim łóżkiem, atmosfera zgęstniała tak, że można było kroić nożem.
Wieczorem otworzyła wino. Usiadła na skórzanym fotelu naprzeciwko mnie, nogi założone po turecku, szlafrok rozchylony tak, że widać było głęboki dekolt i ciężkie cycki bez stanika. Pijąc, wpatrywała mi się prosto w oczy.
— Od miesięcy, Trent — zaczęła bez ogródek, jakby opowiadała o pogodzie — wyobrażam sobie, jak by to było poczuć twojego kutasa w swojej dupie. Mąż boi się. Mówi, że to brudne. A ja budzę się mokra, z palcami w tyłku, i myślę o tobie. O tym, jak byś mnie rozciągnął. Czy dasz radę, chłopcze?
Serce waliło mi o żebra. Odstawiłem kieliszek.
— Dam radę. I nie jestem chłopcem.
Wstała. Podeszła. Uklękła między moimi kolanami, nie pytając, bo i tak wiedziała odpowiedź. Rozpięła mi pasek, ściągnęła dżinsy razem z majtkami, i mój kutas wystrzelił jej prosto pod brodę — gruby, twardy, żyła pulsująca na wierzchu. Delphine obliznęła wargi.
— Kurwa, jakiś duży. Wiedziałam.
Wzięła mnie do ust bez ceregieli. Gorące, mokre gardło zamknęło się wokół główki, a ona zeszła nisko, aż nos oparł jej się o moje łono. Jęknąłem, wplótłszy palce w jej ciemne włosy. Ssała mocno, głośno, śliniąc się, wolną ręką sięgając pod szlafrok. Widziałem, jak rucha sama siebie — dwa palce nurzające się w mokrej cipce, kciuk tarł łechtaczkę, a pośladki napinały się przy każdym ruchu. Odgłosy były plugave: mlaskanie, jej stłumione mmh dookoła mojego fiuta, plusk jej soku na podłodze.
— Delphine… jebię, tak —
Odsunęła usta, nitka śliny łączyła jej dolną wargę z moją żołędzią. Wgramoliła mi się na kolana, pocałowała mnie brudno, dając mi smak własnej śliny i mojego preejakulatu. Szeptała prosto w usta, jednocześnie tarając się o mnie cipką:
— Chcę, żebyś mnie zerżnął w dupę. Mocno. Bez gumki. Chcę czuć, jak mi pękasz od środka i jak mi lejesz głęboko. Zrozumiałeś, pasierbie?
Hamulce pękły z trzaskiem. Zerwałem z niej szlafrok. Ciało miała dojrzałe, pełne, skóra gładka, cycki ciężkie z ciemnymi brodawkami, brzuch miękki, a ten tyłek — kurwa, ten tyłek zasługiwał na ołtarz. Obróciłem ją i pchnąłem na łóżko tyłem do mnie. Klęknęła, szeroko rozstawiła kolana i sama rozchyliła pośladki dłońmi, odsłaniając różowy, zaciśnięty pucker i spuchniętą, lśniącą od soków cipkę.
— No dalej. Liż. Rozluźnij mnie.
Położyłem się twarzą między jej udami. Najpierw przeciągnąłem językiem od cipki w górę, zbierając jej słodko-słony smak, potem wbiłem się w dupę. Delphine wrzasnęła w poduszkę, kiedy krążyłem czubkiem języka wokół jej zwieracza, potem pchałem go do środka, rozluźniając, śliniąc, jem. Dodałem palec — najpierw jeden, namoczony w jej cipce, potem drugi. Ciasno. Gorąco. Pulowało wokół moich kostek.
— Trzy… daj trzy, kurwa — dyszała. — Chcę być gotowa na całego twojego byka.
Trzy palce weszły z oporem, a ona pchała się na nie do tyłu, rżnąc się sama moją ręką. Kiedy wyciągnąłem je, otwór został na chwilę uchylony, wilgotny, gotowy. Ustawiłem się za nią, główkę kutasa oparłem o jej tyłek i powoli, centymetr po centymetrze, pchałem.
— Ożesz ty… Trent… jebię, jakiś gruby—
Weszło. Cały. Aż jaja uderzyły o jej cipkę. Stanęliśmy tak przez sekundę, oboje drżąc. Ona zaciskała się na mnie falami, ja gryzłem wargę, żeby nie spuścić się od razu w tej piekielnej ciasnocie.
Zaczęła się ruszać pierwsza — cofała biodra i nabijała się sama, cowgirl odwrócona, pośladki falujące przy każdym zejściu. Trzymałem ją za biodra i pomagałem, patrząc, jak mój kutas znika w jej dupie po sam korzeń. Skóra uderzała o skórę z mokrym klapsem. Delphine jęczała bez wstydu, cycki husały jej do przodu.
— Twardej! Rżnij mnie jak dziwkę, nie jak macochę!
Wyciągnąłem się, przewróciłem ją na czworaka i wbiłem z powrotem jednym pchnięciem. Chwyciłem jej ręce, wykręciłem do tyłu na plecach, jak kajdanki z ciała, i pieprzyłem ostro. Doggy. Głęboko. Szybko. Łóżko stękało, latarnia dudniła od naszych uderzeń. Jej dupa przyjmowała wszystko — czerwona, rozciągnięta wokół mojego fiuta, sok z cipki ściekał jej po udach na prześcieradło.
— Powiedz, czyja jesteś — warknąłem jej do ucha, nie zwalniając.
— Twoja… twoja dziwka od dupy… tylko twoja—
Puściłem nadgarstki, położyłem się z nią na bok, w łyżeczkę, nie wychodząc z niej nawet na moment. Jedną ręką ścisnąłem jej cycek, ściskając brodawkę, drugą znalazłem łechtaczkę i tarłem w rytm pchnięć. Wchodziłem głęboko, prawie do oporu, czując, jak jej wnętrzności układają się pod moim kutasa. Delphine odchylała głowę na moje ramię, szukając ust, całując mnie chaotycznie, między jękami.
— Nie kończ jeszcze… nie spuszczaj… chcę więcej… chcę żebyś mnie tu zrujnował na całą noc…
Jej zwieracz zaciskał się coraz mocniej, ciało drżało na skraju orgazmu, a ja waliłem dalej, mokry od potu, od jej soków, od tej zakazanej nocy, która dopiero się rozkręcała. Za oknem morze biło o skały, w kominku trzaskał ogień, a ja miałem macochę nabitą na fiuta po jaja i żadnego zamiaru, żeby na tym poprzestać — jeszcze nie, jeszcze nie teraz, kiedy ona dopiero zaczynała błagać o kolejne rundy, a moje jaja były pełne i ciężkie, gotowe dać jej wszystko, o co prosiła, i więcej.
Ciągnął ją mocniej na siebie, biodra uderzały o jej pośladki z mokrym, głośnym klapsem, a Delphine wyła w poduszkę, kiedy wchodził jej w dupę po same jaja. Ciało miała rozgrzane, pot spływał jej po kręgosłupie, a ja czułem, jak jej zwieracz pulsuje, zaciska się i puszcza na przemian, jakby chciał mnie wessać jeszcze głębiej. Wyciągnąłem się prawie do końca, zostawiając tylko główkę w środku, i wbiłem znowu — ostro, bez litości. Ona krzyknęła, palce wpięła w prześcieradło.
— Jebiesz mnie jak zwierzę… o kurwa, Trent, tak, rozwal mi tę dupę —
Przewróciłem ją na brzuch, przycisnąłem kolanem jej udo, żeby rozchyliła się jeszcze szerzej, i waliłem z góry. Każde pchnięcie wpychało powietrze z jej gardła w stłumione „aah-aah-aah”, cycki miażdżyły się o materac, a ja patrzyłem, jak jej różowy otwór rozciąga się wokół mojego kutasa, czerwony, lśniący od śliny i jej własnych soków. Schyliłem się, ugryzłem ją w kark, a ona zadrżała cała.
— Pal dig głębiej — wyszeptała chrapliwie. — Chcę czuć, jak mi rozrywasz wnętrzności.
Wsunąłem dłoń pod jej brzuch, znalazłem spuchniętą cipkę i wbiłem dwa palce prosto w mokre, gorące mięso. Równocześnie rżnąłem dupę, a ona oszalała — wygięła się w łuk, dupa zacisnęła się na mnie tak mocno, że prawie nie mogłem ruszać. Orgazm walnął w nią jak fala; sok trysnął jej po mojej dłoni, po udach, na prześcieradło, a ona drgała, skamlała, sikała prawie z rozkoszy.
— Spuszczam… jebie… w dupę… —
Nie zwolniłem. Wycisnąłem z niej drugi orgazm, palcami drąc jej cipkę, kutasem rozciągając tyłek, aż zaczęła płakać z przyjemności, ślina ciekła jej z kącika ust. Wyciągnąłem się z niej na moment, otwór został rozwarty, ciemny, wilgotny, gotowy do kolejnego najazdu. Odwróciłem ją na plecy, uniosłem jej nogi na ramiona, złożyłem wpół jak lalkę i wbiłem znowu. Twarz miała czerwoną, oczy zamazane, usta otwarte.
— Patrz na mnie, macochna — warknąłem, wbijając się głęboko. — Patrz, jak cię rżnę w tę twoją głodną dupę.
Delphine chwyciła mnie za kark, przyciągnęła do pocałunku pełnego zębów i języka. Szeptała mi w usta między pchnięciami:
— Nienawidzę, że muszę czekać na matkę… nienawidzę, że nie mogę mieć cię codziennie… wbijaj mocniej… napełnij mnie…
Przyspieszyłem. Łóżko dudniło o podłogę latarni, morze za oknem ryczało w rytm naszych ciał. Jedną ręką ścisnąłem jej gardło lekko, drugą tarłem łechtaczkę kciukiem. Weszła w trzeci orgazm z wrzaskiem, który odbił się echem od kamiennych ścian — dupa zacisnęła się na mnie jak imadło, cipka trysnęła znowu, a ja poczułem, że jaja mi puchną, gotowe eksplodować.
Wyciągnąłem się, przewróciłem ją z powrotem na czworaka, klęknąłem za nią i wbiłem do oporu. Trzymałem jej biodra żelaznym chwytem i waliłem jak młotem — skóra o skórę, jaja uderzały o spuchniętą cipkę, a ona pchała się do tyłu, bawiąc się własnymi cyckami, szczypiąc brodawki.
— Lej we mnie… kurwa, lej głęboko… chcę czuć twoje spierdolone nasienie w flakach…
Zaryczałem, wbiłem się po korzeń i spuściłem. Gorące fale spermy strzelały jej prosto w głąb jelita — grubymi, gęstymi porcjami, jedna za drugą. Ona jęczała głośno, czując każdy puls, każdy uderzenie, i zaciskała się, jakby chciała wycisnąć ze mnie każdą kroplę. Nie wyciągałem się. Zostawiłem kutasa w środku, pełnego, drgającego, a ona drżała podem, dupa pełna mojego nasienia.
Po chwili zacząłem ruszać znowu — wolniej, głęboko, rozprowadzając spust po jej wnętrzu. Spermą wyciekała jej wokół trzonu, spływała po jajach, po jej cipce, tworzyła białe smugi na udach. Delphine odwróciła głowę, spojrzała na mnie przez ramię, uśmiechnięta brudno, zadowolona.
— Jeszcze… nie wyjmuj… rżnij mnie dalej, aż nie będziesz mógł stać…
Posłuchałem. Wciągnąłem ją na siebie w odwrotnej cowgirl, siedząc na brzegu łóżka. Ona opadła na mój kutas tyłem, pośladki rozłożyły się na moich biodrach, i zaczęła podskakiwać. Ciężkie cycki husały w górę i w dół, ja trzymałem ją za talię i pomagałem, wbijając biodra do góry. Widziałem w lustrze naprzeciwko, jak mój fiut znika w jej rozciągniętej dupie, jak biel spustu wychodzi i wraca z każdym ruchem. Podniósłem rękę i walnąłem ją w pośladek — ostry klaps, czerwony ślad. Ona jęknęła z rozkoszy i przyspieszyła.
— Twardziej… bij mnie… używaj mnie…
Klaps za klapsem, aż jej dupa paliła, a ona rżnęła się sama coraz dziko. Sięgnąłem z przodu, wcisnąłem trzy palce w jej cipkę i ruchałem obie dziury naraz. Delphine zawyła, ciało wyprężyło się, czwarty orgazm zerwał ją z kopyta — sok trysnął po moich jajach, po podłodze, a ja poczułem, że znowu twardnieję w niej do bólu.
Zerwałem się, położyłem ją na skórzanym fotelu twarzą w dół, nogi zwieszone przez poręcz, i wszedłem z tyłu stojąc. Trzymałem jej nadgarstki z tyłu i pieprzyłem ostro, głęboko, bez chwili wytchnienia. Kominek rzucał cienie na nasze spocone ciała, powietrze pachniało seksem, solą i spalenizną drewna. Ona krzyczała moje imię, prosiła o więcej, o twardsze, o brudniejsze.
— Jesteś moją dziwką od latarni — warknąłem jej do ucha. — Od dziś ta dupa należy do mnie. Jak matka wróci, będziesz siedzieć z pełnym tyłkiem i udawać grzeczną.
— Tak… twoja… tylko twoja… napełnij mnie znowu…
Drugi spust nadszedł jak wybuch. Wbiłem się do końca, zaryczałem i lałem w nią kolejną porcję, gęstą, gorącą, aż poczułem, jak jej wnętrze puchnie od mojego nasienia. Nie wyciągnąłem się od razu. Zostaliśmy tak, połączeni, dyszący, jego kutas drgał w jej rozciągniętej, pełnej dupie. Delphine odwróciła głowę, pocałowała mnie mokro, powoli, jakby pieczętowała pakt.
Powoli wyciągnąłem się. Otwór został otwarty, ziejący, a z niego powoli wypływała biała, gęsta fala — po udach, po fotelu, na podłogę. Klęknąłem, rozchyliłem jej pośladki i wsunąłem język z powrotem, liżąc własne nasienie z jej rozwalonej dziurki, pychając je z powrotem do środka. Ona drżała, jęczała cicho, pchała się na moją twarz.
— Jeszcze raz… jutro rano… i w południe… i wieczorem… nie wyjdziemy stąd, aż nie będziesz mógł chodzić —
Wstałem, podniosłem ją, położyłem na wąskim łóżku. Położyłem się za nią, w łyżeczkę, i wsunąłem się z powrotem — miękko jeszcze, ale już twardniejący. Wszedłem łatwo, bo była rozwalona, pełna, śliska od nas. Ruszałem wolno, głęboko, trzymając ją za cycek, całując kark. Ona mruczała, zadowolona, dupa pulsowała wokół mnie jak żywe, głodne coś.
Za oknem świt dopiero srebrzył horyzont, morze szumiało niżej, a my nie zamierzaliśmy spać. Wbiłem się mocniej, poczułem, jak znowu nabrzmiewam w jej gorącym wnętrzu, gotowy dać jej trzecią rundę, czwartą, piątą — całą tę zakazaną noc i dzień, i kolejną noc, aż latarnia zapadnie się od naszych uderzeń.
Kiedy wreszcie spuściłem się w nią po raz trzeci, głęboko, aż do dna, a ona szlochała z rozkoszy z moim imieniem na ustach, wiedziałem, że już nigdy nie wrócimy do udawania.
Od tej nocy jej dupa pamiętała tylko mój kutas.
Rate this story
Popular Collections
Browse Categories