Deszczowa noc w namiocie – żona oddaje się mojemu najlepszemu przyjacielowi
Deszczowa noc w namiocie – żona oddaje się mojemu najlepszemu przyjacielowi Petra w deszczu pozwala Felixowi ostro zerżnąć swoją mok
Deszcz walił w dach namiotu jak grad nabojów, a w środku pachniało mokrym nylonem, spoconą skórą i tanim winem, które dociągnęliśmy przed burzą. Desmond leżał na skraju wąskiego materaca, twarzą do ściany, udając, że chrapie. Petra wtuliła się w środek, a Felix – mój najlepszy kumpel od liceum – zajął drugą stronę. Jeden jebany namiot. Trzy ciała. Ulewa zaskoczyła nas totalnie, a najbliższy schron był dwadzieścia kilometrów stąd po błocie. Nie było wyboru.
Słyszałem każdy oddech. Każde szuranie śpiwora. Petra najpierw tylko delikatnie ruszała biodrami, jakby szukała wygodniejszej pozycji. Potem jej tyłek zaczął ocierać się o Felixą udo – powoli, rytmicznie, jakby nie mogła przestać. Czułem, jak materiał śpiwora napina się między nami. Otworzyłem jedno oko. W bladym świetle latarki, którą Felix zostawił włączoną „na wszelki wypadek”, widziałem zarys jej krągłych pośladków przyciśniętych do jego krocza. Felix nie spał. Jego dłoń wsunęła się pod kołdrę i powoli, jakby badał teren, przejechała po wewnętrznej stronie jej uda. Wyżej. Jeszcze wyżej. Petra westchnęła cicho, prawie niesłyszalnie pod hukiem deszczu, i rozsunęła nogi o centymetr. Felix gładził ją już bez wstydu – kciukiem po miękkiej skórze, palcami coraz bliżej majtek.
Serce waliło mi jak młot. W głowie kłębiło się wszystko naraz: wstyd, złość, i ta chora, mokra ekscytacja, która sprawiała, że mój kutas twardniał w bokserkach mimo woli. Petra wiedziała, że nie śpię. Musiała wiedzieć. Jej ruchy stawały się śmielsze – tyłek kręcił kółka, dociskał się do nabrzmiałego już od cienia kutasa Felixa. On szepnął coś jej do ucha, zbyt cicho, żebym złapał słowa, ale ona odwróciła głowę.
I wtedy pocałowała go.
Powoli. Głęboko. Język wsunął się między jego wargi, mokry oddech mieszający się w ciemności. Petra nie odrywała się. Jednocześnie jej dłoń zniknęła pod śpiworem Felixa. Słyszałem szelest elastycznej gumki bokserów, potem jego stłumione „kurwa…” kiedy złapała go za twardego fiuta i zaczęła masować – wolno od nasady po żołądź, palce ściskające gruby pień, kciuk rozmazujący preejakulat po główce. Felix uniósł biodra, pchając się w jej dłoń. Jego druga ręka zsunęła jej majtki w dół, przez uda, aż do kolan. Dwa palce wsunął jej od razu w cipkę – bez ceregieli, bo była już całkiem mokra. Słyszałem ten dźwięk: wilgotne mlaskanie, kiedy poruszał nimi w środku, rozciągając ją, szukając tego punktu. Petra jęknęła prosto w jego usta.
— Od miesięcy cię chcę — szepnął Felix, wciąż pieprząc ją palcami, kciukiem ocierając łechtaczkę. — Chcę cię przelecieć na jego oczach. Chcę, żeby widział, jak bierzemy twoją cipkę na tym jebanym materacu.
Petra odwróciła twarz w moją stronę. W półmroku jej oczy błyszczały. Uśmiechnęła się – ten sam uśmiech, którym zawsze mówiła mi „kocham cię”, tylko teraz był brudny, głodny.
— Chcę go, kochanie… — wyszeptała, wciąż pompując dłoń na kutasie Felixa. — Pozwól mi się porządnie zerżnąć. Chcę jego grubego fiuta w sobie. Proszę.
Kiwnąłem głową. Raz. Moje gardło było tak ściśnięte, że nie wydałem dźwięku. Petra natychmiast oddała się całkowicie. Wyrzuciła śpiwór na bok. Majtki poleciały gdzieś w kąt namiotu. Felix już ściągał bokserki – jego kutas wyskoczył gruby, żyłami nabity, końcówka lśniąca od soku. Petra złapała go w obie dłonie, oblizała wargi i pochyliła się, żeby polizać główkę, ale Felix nie dał jej czasu. Chwycił ją za biodra, przewrócił na plecy i rozłożył jej nogi szeroko, kolana niemal przy uszach. Materac skrzypiał.
Wbił się jednym pchnięciem.
Petra krzyknęła – głośno, bez hamulców. Deszcz zagłuszał trochę, ale nie na tyle, żebym nie słyszał, jak jej cipka łyka cały jego fiut. Felix zaczął rżnąć ją w misjonarskiej – mocno, głęboko, biodra uderzające o jej tyłek z mokrym klapaniem. Każde pchnięcie wypychało z niej powietrze i kolejne „aaah, jebie… tak…”. Patrzyłem, jak jej piersi podskakują, jak sutki twardnieją, jak jej ręce wczepiają się w jego plecy, zostawiając czerwone ślady. Felix trzymał jej uda i walił jak maszyna, kurwa, bez litości.
— Widzisz go? — wydyszała Petra, patrząc mi prosto w oczy, podczas gdy Felix wbijał się w nią po jaja. — Czuć każdego centymetra. Jest taki gruby… rozciąga mnie… o fucking tak…
Felix wyciągnął się, odwrócił ją błyskawicznie na czworaka. Petra oparła się na łokciach, tyłek w górę, twarz skierowaną w moją stronę. On chwycił ją za biodra oburącz i wbił od tyłu tak mocno, że namiot zadrżał. Znowu ten dźwięk – skóra o skórę, jej cipka ssąca jego kutasa, soki spływające po wewnętrznych udach. Pieprzył ją jak bydle, ciągnąc do siebie przy każdym pchnięciu, aż jej pośladki falowały.
— Mocniej… kurwa, mocniej! — jęczała Petra, nie odrywając wzroku ode mnie. — Desmond… patrz… patrz jak mnie rżnie… jego kutas jest niesamowity… wypełnia mnie całą… będę spuszczać na twoich oczach…
Felix pochylił się, ugryzł ją w ramie, jedna dłoń wsunęła się do przodu i zaczął mocno trzeć jej łechtaczkę w rytm pchnięć. Petra rozpadła się. Orgazm wstrząsnął nią tak, że zakryła sobie usta dłonią, ale i tak wyła w pięść. Jej cipka zacisnęła się na fiucie Felixa, ściany drgające, soki pryskające na materac. On nie zwolnił. Wciąż walił, wykorzystując jej drgawki, aż wyciągnął się i rzucił na plecy.
— Siadaj — warknął.
Petra nie potrzebowała drugiej zachęty. Wspięła się na niego okrakiem, złapała jego kutasa u nasady i opuściła się na niego jednym ruchem. Zatonęła po jaja. Zaczęła ujeżdżać jak szalona – biodra kręcące ósemki, potem góra-dół, cycki podskakujące przy każdym opadnięciu. Felix trzymał ją za talię, podrzucając w górę, żeby wbijać się jeszcze głębiej. Deszcz bębnił bez przerwy. Ja leżałem, kutas bolący w bokserkach, dłonie zaciśnięte w pięści, i patrzyłem, jak moja żona pieprzy się z moim kumplem jak ostatnia szmata.
— Biorę go całego… — sapnęła, przyspieszając. — Kurwa, Desmond, jestem taka pełna… zaraz znowu dojdę… czujesz to, Felix? Moja cipka cieknie na ciebie…
Felix uniósł biodra, łapiąc rytm. Jego ręce wpiły się w jej tyłek, rozchylając pośladki, żeby widzieć, jak jej dziura łyka go bez reszty. Petra nachyliła się, wzięła jego twarz w dłonie i pocałowała brudno, mokro, ślina ciągnąca się między nimi, kiedy odrywała się, żeby jęczeć. Ujeżdżała coraz dziciej, uderzając o niego z głośnym mlaszczeniem. Felix sapnął, jego mięśnie napięły się.
— Kończę… w tobie… głęboko —
Wbił się do oporu i zaryczał, pompując w nią spust. Petra wciąż skakała na nim, wyciskając każdą kroplę, jej cipka pulsująca wokół jego drgającego fiuta. Gorąca sperma wypełniała ją, spływała już na boki, kiedy wolno unosiła biodra i opadała znowu, rozmazując białą maź. Spojrzała na mnie znowu – usta otwarte, oczy półprzymknięte, uśmiech pełen czystej, brudnej satysfakcji.
Nie skończyli. Felix wciąż był twardy w środku niej. Petra powoli zakręciła biodrami, testując, jak bardzo jeszcze da radę. Deszcz nie ustawał. Namiot był mały, powietrze gęste od seksu, a ja wiedziałem, że ta noc dopiero się rozkręca.
Felix wciąż twardy tkwił w niej po brzegi, a Petra nie przestawała się kręcić. Biodra robiły wolne, mokre kółka, rozmazując jego spust po wewnętrznych ściankach. Słychać było gęste, lepkie mlaskanie za każdym ruchem. Sperma już cieknie jej po udach, białe smugi lśniące w bladym świetle latarki, spływające na materac i wsiąkające w nylon. Deszcz walil dalej, ale ja słyszałem tylko to – jak moja żona ujeżdża fiuta mojego kumpla, pełna jego jutin.
— Kurwa, czujesz to? — sapnęła, patrząc mi prosto w oczy, usta spuchnięte od całowania. — Cała w środku od niego. Gorące… gęste… rozlewa się we mnie przy każdym ruchu. Desmond, patrz uważnie. To nie twój. To Felixa.
Felix chwycił ją za cycki, ścisnął sutki mocno, aż Petra wyjęczała. Podrzucił biodrami do góry, wbijając się jeszcze głębiej, i zaczął pompować z dołu – krótkie, twarde pchnięcia, które sprawiały, że jej pośladki klaskały o jego jaja. Ona odchylała głowę do tyłu, włosy mokre od potu i wilgoci w namiocie, i ujeżdżała go jak zdesperowana suką. Cipka ssąca, soki mieszające się z jego spustem, wszystko bulgoczące przy każdym zejściu.
Mój kutas bolał tak, że myślałem, że pęknie w bokserkach. Chciałem wyciągnąć, złapać, ale ręce miałem jak z ołowiu. Petra wiedziała. Uśmiechnęła się brudno i sięgnęła w moją stronę, ale nie po mnie – złapała brzeg mojego śpiwora i ściągnęła go niżej, odsłaniając namiot moich bokserów, w których fiut odciskał się jak drąg.
— Wyjmij go — szepnęła. — Pokaż nam, jaki jesteś twardy od tego, że patrzysz. Ale nie ruszaj. Tylko trzymaj. Chcę widzieć, jak ci cieknie, kiedy on mnie rżnie.
Wyciągnąłem. Kutas wyskoczył czerwony, żyły napompowane, końcówka już mokra od preejakulatu. Petra jęknęła na ten widok i przyspieszyła na Felixie. On zaśmiał się chrapliwie, spoglądając na mój fiut z góry.
— Patrz na niego, szmato — warknął, uderzając ją mocniej od dołu. — Twój mąż leży obok z kutasa, a ty bierzesz mój. Jeszcze głębiej. Chcę, żebyś czuła, jak moje jaja biją ci o cipkę, kiedy on tylko może wachlować powietrzem.
Petra zsunęła się z niego nagle. Fiut Felixa wyskoczył z mokrym odgłosem, gruby, lśniący od jej soków i białej mazi. Sperma spłynęła z jej dziury grubym strumieniem, kapnęła na jego brzuch. Petra od razu pochyliła się, złapała go oburącz i wzięła do ust. Oblizała całą długość, spijając mieszaninę, język krążący po żołędzi, wciągając resztki spustu z dziurki. Ssąc głośno, mlaskająco, patrzyła na mnie przez rzęsy.
— Smakuje jak seks — mruknęła z pełnymi ustami, potem znów wzięła głęboko, aż nos uderzył o jego brzuch. Felix złapał ją za włosy i zaczął pieprzyć jej gardło krótkimi pchnięciami. Ślina spływała jej po brodzie, na cycki. Ja leżałem z kutasa w dłoni, ściskając nasadę, żeby nie spuścić od razu. Wstyd palił, ale podniecenie było gorsze – chora, słodka fala, która sprawiała, że chciałem, żeby rżnął ją jeszcze mocniej.
Felix wyciągnął się z jej ust z plaskiem. Petra kaszlnęła, ślina ciągnęła się nitką, i od razu odwróciła się na czworaka znowu, tyłek wysoko, twarz tuż przy moim fiucie. Rozłożyła kolana szeroko. Felix ustawił się za nią, rozchylił jej pośladki kciukami i wbił się z powrotem jednym długim ruchem. Petra wrzasnęła prosto na mojego kutasa, oddech gorący, wilgotny.
— Jebie mnie… kurwa, jebie mnie tak głęboko — jęczała, każde słowo wibrowało mi przy żołędzi. — Desmond… on jest grubszy… czuję, jak rozciąga mnie od środka… twoja żona bierze fiuta twojego kumpla jak szmata… i kocha to…
Felix walił teraz bez litości. Biodra uderzały o jej tyłek z głośnym, mokrym klaskaniem. Cipka bulgotała, soki pryskały przy każdym wyciągnięciu, kapie na materac, na jego uda. Trzymał ją za biodra tak mocno, że zostawiał czerwone odciski, ciągnął do siebie i wpierdalał po jaja. Petra wyciągnęła język i polizała moją główkę – raz, dwa, zbierając preejakulat – ale nie wzięła do ust. Tylko teatr. Tylko żeby mnie dobić.
— Ssij go — rozkazał Felix, przyspieszając. — Pokaż mężowi, jak lubisz smakować, kiedy ja cię rżnę. Albo nie… tylko liż. Niech cierpi.
Petra posłuchała. Język wolny, mokry, oblizywał mnie dookoła, podczas gdy Felix wbijał się w nią jak młot. Jej cycki kołysały się pod spodem, sutki ocierające się o materac. Ja trzymałem fiuta u nasady, drżąc, patrzyłem jak jej usta pracują na mnie, a jednocześnie jej ciało drga od pchnięć kumpla. Myśli kłębiły się chaotycznie: to moja żona, moja Petra, ta sama, która mówiła „kocham cię” przy śniadaniu, a teraz wyje jak lasta i spuszcza się na cudzym kutasie. I ja kurwa chcę więcej. Chcę widzieć, jak ją niszczy.
Felix pochylił się, sięgnął pod spód i zaczął trzeć jej łechtaczkę dwoma palcami w rytm jebania. Petra zaczęła drżeć natychmiast. Biodra szarpały się do tyłu, cipka zaciskająca się audytywnie – słyszałem mokre, ssące dźwięki za każdym razem, kiedy ją rozciągał.
— Dochodzę… o fucking tak, dochodzę na jego fiucie… Desmond, patrz… patrz jak twoja żona spuszcza się jak dziwka…
Orgazm rozerwał ją. Ciało wygięło się w łuk, krzyk stłumiony o mojego kutasa, soki trysnęły na uda Felixa. On nie zwolnił ani na sekundę. Wykorzystał jej drgawki, walił przez cały spust, aż Petra prawie padała twarzą w materac. Potem wyciągnął się, kutas lśniący, gruby, i przewrócił ją na bok, twarzą do mnie. Uniósł jej nogę wysoko, prawie do ucha, i wbił się z boku. Pozycja dawała mi widok idealny – jak jej rozciągnięta dziura łyka go centymetr po centymetrze, wargi cipki obcisłe wokół pnia, resztki spustu wyciskane na zewnątrz przy każdym pchnięciu.
— Opowiadaj mu — warknął Felix, rżnąc wolniej, głębiej, żeby każdy centymetr było widać. — Mów mężowi, co czujesz.
Petra sapnęła, oczy szkliste, uśmiech brudny.
— Czuję… jak wypełnia mnie całego… główką uderza mi w dno… jaja biją o tyłek… jestem pełna jego spermy z poprzedniego razu i teraz znowu mnie napełnia… Desmond… twoja cipka jest jego. Na tę noc. Chcę, żeby spuścił we mnie jeszcze raz. Chcę czuć, jak leci mi po udach, kiedy będziemy leżeć rano. Chcę, żebyś wąchał mnie potem i wiedział, kto mnie zerżnął.
Felix zaśmiał się nisko i przyspieszył znowu. Namiot trząsł się. Deszcz bębnił jak szalony. Ja pomachałem fiutem wolno, tylko tyle, żeby nie wybuchnąć, każdy skurcz w jajach ostrzegał. Petra wyciągnęła rękę i złapała mnie za nadgarstek.
— Nie spuszczaj — szepnęła ostro, nawet gdy Felix walił ją bez opamiętania. — Nie wolno ci. Patrz tylko. Cierp. Będziesz patrzył, jak on kończy we mnie drugi raz, a ty zostaniesz z twardym, bolącym kutasem. Potem… może pozwolę ci polizać. Może.
Felix sapnął głośniej. Jego ruchy stały się chaotyczne, głębokie, dzikie. Wbił się do oporu, przycisnął jej udo mocniej i zaryczał, pompując drugi ładunek prosto w głąb. Petra jęknęła zadowolona, kręcąc biodrami, wyciskając go, biorąc wszystko. Sperma znów wypłynęła obficie, kiedy powoli wyciągnął fiuta – gęsta, biała fala wylewająca się z otwartej, spuchniętej cipki prosto na materac między nami.
Petra nie dała mu odpocząć. Odwróciła się, złapała jego wciąż twardego kutasa i zaczęła masować, rozmazując świeży spust po całej długości. Spojrzała na mnie znowu, oczy błyszczące żądzą.
— Deszcz nie ustaje — wyszeptała ochryple. — Namiot mały. A ja wciąż głodna. Felix… weź mnie jeszcze. Chcę od tyłu, mocno, żebym czuła jutro przy każdym kroku. A ty, kochanie… będziesz leżał i patrzył, jak twoja żona bierze fiuta najlepszego przyjaciela jak ostatnia kurwa. I nie skończysz, dopóki ja nie pozwolę.
Felix już się ustawiał za nią znowu, kutas lśniący, gotowy. Petra uniosła tyłek, rozchyliła się palcami, pokazując mi wszystko – rozciągniętą, ociekającą dziurę, gotową na więcej. Deszcz walił. Powietrze gęste od seksu, potu i spermy. Mój fiut drgał w pustce, a ja wiedziałem, że to dopiero połowa nocy.
Deszcz nie odpuszczał ani na chwilę, bębnił w nylon jakby chciał rozerwać namiot na strzępy, a w środku było duszno, mokro i gęsto od zapachu seksu. Petra trzymała pośladki wysoko, palcami rozchylając spuchnięte wargi cipki, z której wciąż sączyła się gęsta, biała maź Felixa. Krople spływały jej po udach, kapiały na materac tuż obok mojej twarzy. Felix ustawił się za nią, chwycił swojego kutasa u nasady i przeciągnął główką w górę i w dół po jej dziurze, rozmazując resztki spustu. Petra drżała.
— Patrz, Desmond — szepnęła ochryple, nie odrywając wzroku ode mnie. — Widzisz, jak się otwiera na niego? Twoja żona jest cała rozjebana i wciąż chce więcej. Wbijaj, Felix. Mocno. Chcę czuć jutro każdy krok jak pamiątkę.
Felix wbił się jednym długim, brutalnym pchnięciem. Materac zaskrzypiał, namiot drgnął, a Petra wrzasnęła tak głośno, że na chwilę zagłuszyła nawet ulewę. Cipka łyknęła go całego, soki i sperma bulgotały przy nasadzie, kiedy zaczął rżnąć od razu pełną mocą. Biodra waliły o jej tyłek z mokrym, głośnym klaskaniem — klap, klap, klap — skóra o skórę, jaja uderzające o mokre wargi. Trzymał ją za biodra żelaznym chwytem, palce wbijały się w miękkie ciało, zostawiając czerwone ślady, i ciągnął do siebie przy każdym pchnięciu, jakby chciał przebić na wylot.
Ja leżałem z kutasa w dłoni, ściskając nasadę tak mocno, że bolało. Żyły pulsowały, preejakulat spływał po palcach, ale nie wolno było. Petra patrzyła na mnie przez ramię, usta otwarte, ślina ciągąca się po brodzie, i uśmiechała się tym brudnym, zwycięskim uśmiechem.
— Kurwa, jaki on twardy… — sapnęła między pchnięciami. — Rozciąga mnie od nowa. Czuję każdy guzek, każdą żyłę. Desmond, twoja cipka należy do niego. Powiedz mu, Felix. Powiedz mojemu mężowi, jaka jestem mokra dla ciebie.
Felix pochylił się nad nią, ugryzł w kark i warknął prosto w ucho, ale głośno, żebym słyszał:
— Twoja żona jest kurwą, Desmond. Najlepszą, najciaśniejszą kurwą, jaką jebałem. Cipka ssie mnie jak głodna, a ty tylko leżysz i trzymasz swojego żałosnego fiuta. Patrz, jak ją niszczę. Słyszysz ten dźwięk? To twoja żona bierze mój kutas po jaja.
Przyspieszył. Petra wyła, biodra cofały się same, pchała tyłek na niego, żądając jeszcze głębiej. Jedną ręką sięgnęła między swoje nogi i zaczęła trzeć łechtaczkę okrężnymi ruchami, soki pryskały jej na nadgarstek. Drugą ręką złapała mnie za nadgarstek i przyciągnęła moją dłoń do swoich ust. Wessała moje palce głęboko, ssąc je mokro, mlaskająco, jakby to był kutas, a jednocześnie Felix walił ją bez litości.
— Smakujesz mnie? — wydyszała, kiedy wypuściła palce. — To smak mojej cipki i jego spustu. Lizałbyś mnie teraz, prawda? Na kolanach, jak pies. Ale nie. Na razie tylko patrz. Cierp.
Felix wyciągnął się nagle, kutas lśniący, gruby, ociekający. Petra jęknęła z zawodu, ale on przewrócił ją błyskawicznie na plecy, rozłożył nogi szeroko — kolana przy uszach — i wbił z powrotem w misjonarskiej. Teraz miałem idealny widok. Jej rozciągnięta dziura łykała go centymetr po centymetrze, wargi obcisłe, spuchnięte, resztki białej mazi wyciskane na zewnątrz przy każdym wycofaniu. Piersi podskakiwały dziko, sutki twarde jak kamienie. Felix złapał ją za gardło lekko, nie dusząc, tylko trzymając, i rżnął głęboko, wolniej teraz, demonstracyjnie, żeby każdy ruch był widoczny.
— Opowiadaj — rozkazał.
Petra spojrzała mi w oczy, głos złamany rozkoszą:
— Czuję… jak główką uderza mi w dno macicy… jaja biją o tyłek… jestem pełna, Desmond… pełna jego fiuta i jego spermy… twoja żona jest jego dziurą na tę noc… chcę, żeby spuścił we mnie trzeci raz… chcę, żeby wyciekało ze mnie rano, kiedy będziemy pakować namiot… żebyś wąchał i wiedział…
Felix zaśmiał się chrapliwie i przyspieszył znowu. Namiot trząsł się w posadach. Petra wpiła paznokcie w jego plecy, zostawiając czerwone rysy, i zaczęła dochodzić — ciało wygięte w łuk, cipka zaciskająca się audytywnie, mokre ssące dźwięki przy każdym pchnięciu. Soki trysnęły na jego brzuch, na materac. Krzyczała moje imię i jego na przemian, mieszając je w brudnym bełkocie.
Kiedy drgawki minęły, Felix nie wyciągnął się. Został w niej, twardy, pulsujący, i podniósł ją jak lalkę — usiadł, a ona okrakiem na nim, twarzą do mnie. Petra zaczęła ujeżdżać natychmiast, biodra kręcące ósemki, potem góra-dół z głośnym mlaszczeniem. Cycki skakały jej przed moją twarzą. Felix rozchylił jej pośladki szeroko, pokazując mi, jak jej tyłek i cipka pracują na jego kutasie.
— Zbliż się — warknął do mnie. — Patrz z bliska. Albo… poliz jej cycki. Tylko cycki. Nie ruszaj nic więcej.
Pochyliłem się, serce waliło jak szalone. Wziąłem sutek do ust, ssałem, lizałem, podczas gdy moja żona skakała na fiucie mojego kumpla. Petra wplotła palce w moje włosy i przycisnęła mnie mocniej.
— Tak… ssij… czuj, jak drżę, kiedy on mnie napełnia… Desmond, jesteś taki żałosny i taki hard… nie spuszczaj… broń Boże nie spuszczaj…
Felix sapnął głośniej. Jego biodra podrzucały ją od dołu, wpierdalając się jeszcze głębiej. Petra przyspieszyła jak szalona, uderzając o niego z klaskaniem, aż nagle zsunęła się z kutasa. Fiut wyskoczył z mokrym plaskiem, gruby, lśniący, gotowy pęknąć. Ona od razu odwróciła się na czworaka znowu, tyłek w moją stronę, twarz przy jego krocza, i wzięła go do gardła. Ssąc głośno, głęboko, ślina spływała strumieniami, a jednocześnie sięgnęła ręką do tyłu i rozchyliła sobie pośladki, pokazując ociekającą dziurę.
— Wbij znowu — bąknęła z pełnymi ustami. — Oba dziury. Chcę czuć cię wszędzie.
Felix nie wahał się. Ustawił się za nią, wcisnął główkę do jej cipki najpierw, kilka mocnych pchnięć, potem wyciągnął i przycisnął do ciasnego tyłka. Petra jęknęła wokół jego kutasa, ale rozluźniła się, oddychając. On pchał powoli, centymetr po centymetrze, aż wszedł do połowy. Potem głębiej. Petra wyła, wibracje przenosiły się na jego fiuta w jej gardle. Kiedy wszedł po jaja, zaczął rżnąć jej tyłek krótkimi, twardymi ruchami, jednocześnie pieprząc usta.
Ja patrzyłem z kilkudziesięciu centymetrów, kutas drżący w pustce, jaja ściągnięte boleśnie. Petra od czasu do czasu odrywała się od ssania, żeby sapnąć do mnie:
— Czuję go w dupie… kurwa, rozciąga mnie… twoja żona bierze kutas w tyłek na twoich oczach… i kocha to… Desmond… jestem jego szmatą…
Felix walił coraz mocniej. Pośladki falowały, skóra klaskała. Petra dochodziła znowu — tym razem ciszej, ale ciałem drgającym tak, że prawie spadała. On wykorzystał to, wbił się do oporu w jej tyłek i zaryczał, pompując trzeci ładunek głęboko. Gorąca fala wypełniła ją, a kiedy powoli wyciągnął, gęsta sperma wypłynęła z otwartego, spuchniętego otworu, spływając po cipce i udach.
Petra padła na materac twarzą w dół, oddychając ciężko, ale po chwili uniosła biodra znowu. Sięgnęła do Felixa, złapała jego wciąż półtwardego kutasa i masowała, rozmazując spust po całej długości, aż znowu stwardniał w pełni. Spojrzała na mnie, oczy szkliste, usta spuchnięte, i szepnęła:
— Deszcz nie ustaje. Noc długa. A ja wciąż nie mam dość. Felix… weź mnie jeszcze. Chcę leżeć na boku, twarzą do męża, żebyś rżnął mnie powoli, głęboko, a ja żebym mogła liż jego kutasa bez brania do usta. Tylko teatr. Żeby cierpiał. A ty, kochanie… będziesz leżał z twardym fiutem, patrzył jak twoja żona ocieka spustem i brała fiuta najlepszego przyjaciela jak ostatnia dziwka. I nie skończysz. Aż ja powiem. Aż deszcz ustanie. A może i wtedy nie.
Felix już się układł za nią, uniósł jej nogę, wsunął się z powrotem w spuchniętą, ociekającą cipkę jednym płynnym ruchem. Petra westchnęła długo, zadowolona, i wyciągnęła język, liżąc moją główkę wolno, mokro, zbierając preejakulat, podczas gdy on zaczął pompować znowu — wolno, demonstracyjnie, z mokrym mlaśnięciem przy każdym pchnięciu. Namiot pachniał seksem, potem i spustem. Deszcz walił. Mój kutas drgał o jej język, a ja wiedziałem, że to wciąż nie koniec — że ta burzowa noc dopiero rozkręca się na dobre, a ja będę patrzył i cierpiał, aż Petra pozwoli mi cokolwiek więcej.
Deszcz walił w nylon jakby chciał rozerwać świat na strzępy, a w namiocie powietrze było gęste, słodko-kwaśne od spermy, potu i cipkowego soku. Felix leżał za Petrą, jej noga uniesiona wysoko, i pompował wolno, głęboko, z mlaszczącym odgłosem za każdym razem, kiedy jego gruby pień wchodził po jaja w spuchniętą, ociekającą dziurę. Biała maź wyciekała bokami, spływała jej po udzie prosto na materac obok mojej twarzy. Petra wyciągnęła język i lizała moją główkę – wolno, mokro, zbierając preejakulat, ale nigdy nie biorąc głębiej. Tylko teatr. Tylko żeby mnie dobić.
— Czujesz, jak cieknie? — sapnęła, oddech gorący na moim fiucie. — To już trzeci ładunek. Czwarty zaraz. Twoja żona jest pełna cumy twojego kumpla… i wciąż bierze.
Felix chwycił ją mocniej za udo i przyspieszył. Klap, klap, klap – skóra o skórę, jaja bijące o jej mokre wargi. Petra jęczała prosto na mojego kutasa, wibracje przechodziły mi aż do jaj. Ja trzymałem się nasady tak mocno, że biało mi się robiło przed oczami. Żyły pulsowały, koniec lśnił, ale nie wolno było. Ona powiedziała. Cierp.
— Opowiadaj mu dalej — warknął Felix, wbijając się aż do oporu. — Mów, jaka jesteś teraz.
Petra spojrzała mi w oczy, usta błyszczące od śliny i mojego soku.
— Jestem rozjebana… cipka spuchnięta, dupa wciąż otwarta po jego fiucie… czuję, jak jego kutas rozciąga mnie od nowa, wyciska starą spermę i wpycha nową… Desmond, twoja dziura jest jego. Na zawsze w tej nocy. Chcę, żebyś rano lizał mnie czystą… albo nie. Chcę, żebyś tylko wąchał i wiedział.
Felix wyciągnął się nagle. Fiut wyskoczył z mokrym plaskiem, gruby, lśniący, ociekający mieszaniną. Petra jęknęła z pustki, ale on już przewracał ją na plecy, rozkładał nogi szeroko jak lalkę i klękał między nimi. Chwycił swojego kutasa i oblizał główkę sam, potem wbił z powrotem jednym długim pchnięciem. Petra wrzasnęła, paznokcie wpiły się w materac. On rżnął teraz misjonarsko, mocno, demonstracyjnie, biodra unoszące się i spadające z siłą, która trzęsła całym namiotem. Jej piersi skakały, sutki twarde, czerwone. Ja widziałem wszystko z kilkunastu centymetrów – jak wargi cipki obcisłe wokół jego pnia, jak białe smugi wyciskają się przy każdym wycofaniu, jak jej łechtaczka puchnie i błyszczy.
— Zbliż pysk — rozkazał Felix. — Patrz. Albo liż jej cycki znowu. Tylko to.
Pochyliłem się, wziąłem twardy sutek w usta, ssałem, gryzłem lekko, podczas gdy mój kutas drgał w pustce, boląc jak cholera. Petra wplotła palce w moje włosy i przycisnęła mnie mocniej do piersi.
— Tak… ssij żonę, podczas gdy kumpel ją niszczy… kurwa, Felix, mocniej… rozjeb mnie… chcę czuć cię w gardle jutro przy każdym łyku kawy…
Felix złapał ją za gardło, nie dusząc, tylko trzymając, i walił jak maszyna. Petra zaczęła drżeć znowu – czwarty orgazm tej nocy. Ciało wygięło się, cipka zacisnęła się audytywnie, soki trysnęły na jego brzuch, na moją twarz nawet. Krzyczała brudno, mieszając nasze imiona, aż głos jej siadł. On nie zwolnił. Wykorzystał drgawki, wpierdalał przez cały spust, aż wyciągnął się, kutas pulsujący, i klęknął nad jej twarzą.
— Otwórz — warknął.
Petra otworzyła usta szeroko, wystawiła język. Felix wsunął się jej do gardła jednym ruchem, aż nos uderzył o jego jaja. Pieprzył usta krótko, głęboko, ślina bulgotała, spływała po brodzie na cycki. Potem wyciągnął, złapał ją za włosy i przewrócił znowu na czworaka, tyłek wysoko, twarz tuż przy moim fiucie.
— Liż go. Tylko liż. A ja biorę dupę znowu.
Wbił główkę w jej ciasny tyłek – wciąż luźniejszy po poprzednim razie, ale wciąż ciasny – i pchał powoli, centymetr po centymetrze, aż wszedł po jaja. Petra wyła na mojego kutasa, język drżący na żołędzi, zbierający preejakulat, ale nie biorący. Felix zaczął rżnąć jej tyłek pełną mocą. Pośladki falowały, klaskały, czerwone ślady od jego dłoni. Sperma z cipki spływała w dół, mieszając się z nową mazią wyciekającą z dupy. Petra dochodziła piąty raz – ciszej, ale ciałem szarpanym tak, że prawie spadała twarzą w mój kutas.
— Kurwa… w dupie… czuję każdy guzek… Desmond, twoja żona bierze fiuta w tyłek i cipkę na zmianę… i kocha to bardziej niż ciebie…
Felix sapnął głośniej, ruchy stały się chaotyczne. Wbił się do oporu w jej tyłek i zaryczał, pompując czwarty ładunek głęboko. Gorąca fala wypełniła ją, a kiedy powoli wyciągnął, gęsta, biała maź wylała się grubym strumieniem prosto na materac między nami, kapnęła nawet na moją dłoń. Petra padła twarzą w dół, oddychając ciężko, ale po chwili uniosła się na łokciach, odwróciła do mnie i uśmiechnęła się brudno, usta spuchnięte, oczy szkliste.
Sięgnęła do Felixa, złapała jego wciąż twardego kutasa – kurwa, jak on to robił – i masowała, rozmazując świeży spust po całej długości, aż znowu stał jak drąg. Potem wspięła się na niego okrakiem twarzą do mnie, opuściła się na cipkę jednym ruchem i zaczęła ujeżdżać dziko. Cycki skakały mi przed nosem. Felix rozchylał jej pośladki, pokazując, jak dziura łyka go bez reszty, soki i sperma bulgoczące.
— Ssij mi cycki — sapnęła. — I patrz. Tylko patrz, jak kończę na nim jeszcze raz… a ty zostajesz z twardym, żałosnym fiutem…
Pochyliłem się, ssałem, lizałem, podczas gdy ona skakała jak szalona. Felix podrzucał ją od dołu, wpierdalając się jeszcze głębiej. Petra wrzasnęła, cipka zacisnęła się, spuściła głośno, soki pryskające na jego jaja. On złapał ją za biodra, przycisnął do siebie i wbił do oporu, pompując piąty, ostatni ładunek prosto w głąb. Petra kręciła biodrami, wyciskając każdą kroplę, aż wolno uniosła się i usiadła mu na udach. Fiut wyskoczył, a z jej dziury wylała się gęsta, biała powódź – spust mieszający się z jej sokami, spływający po udach, kapający na materac, na jego brzuch, wszędzie.
Petra zsunęła się, położyła na boku twarzą do mnie, nogi wciąż rozchylone. Felix legł za nią, wsunął półtwardego kutasa z powrotem w ociekającą cipkę – już tylko tak, na spokojnie, trzymać ją pełną – i objął ramieniem. Petra wyciągnęła rękę, pogłaskała mojego drżącego fiuta raz, dwa, zbierając preejakulat na palce, i wsunęła je sobie do ust, oblizując.
— Deszcz… wciąż pada — wyszeptała ochryple. — A ja jestem pełna. Cała. Twoja żona wraca do ciebie z cipką i dupą pełną cumy najlepszego przyjaciela. I ty nic nie dostaniesz. Ani dziś. Ani może jutro. Będziesz leżał z twardym kutasem i wąchał mnie, wiedział, kto mnie zerżnął na śmierć w tym jebanym namiocie.
Felix poruszył biodrami lekko, wpychając resztki głębiej. Petra westchnęła zadowolona, zamknęła oczy, uśmiechnięta jak kot. Ja leżałem z fiutem bolącym, jajami ściągniętymi, nie mogąc spuścić, patrząc jak z jej spuchniętej dziury wciąż sączy się biała maź, jak jej uda lśnią, jak oddycha spokojnie, pełna niego.
Deszcz bębnił. Namiot pachniał seksem i zdradą. Petra otworzyła jedno oko, spojrzała na mój kutas, potem na mnie, i szepnęła ostatnie, najbrudniejsze:
— Kocham cię, Desmond… ale jego fiut zostaje we mnie do rana. A ty tylko patrz i cierp.
Felix uśmiechnął się w ciemności i wpchnął się jeszcze głębiej, zostając tam. Petra zasnęła prawie od razu, ociekająca, zadowolona, a ja zostałem z twardym, niezałatwionym kutasem i wiedzą, że ta noc zmieniła wszystko na zawsze.
Nigdy już nie będziesz jadł śniadania, nie czując w ustach smaku jego spermy na jej wargach.
Rate this story
Popular Collections
Browse Categories