Para zaprasza najlepszego przyjaciela do pary w saunie
Ola (28) otwiera się na kutasa Kamila (33) w saunie, a jej zazdrosny mąż Marco (32) może tylko siedzieć i patrzeć,
Para leżała już dobrą godzinę w prywatnej saunie hotelu, kiedy napięcie w powietrzu zrobiło się gęstsze od pary. Marco miał trzydzieści dwa lata i od miesięcy nosił w sobie coś, czego nie umiał nazwać – mieszankę zazdrości i podniecenia, która teraz, w tym drewnianym, upalnym pomieszczeniu, sięgała mu do gardła. Jego żona Ola, dwudziestoośmioletnia brunetka o pełnych piersiach i biodrach, które w mokrym ręczniku wyglądały jeszcze bardziej wyzywająco, siedziała naprzeciwko Kamila jakby to było najbardziej naturalne miejsce na świecie.
Kamil miał trzydzieści trzy lata, był najlepszym przyjacielem Marca od ponad dekady, wysoki, z ramionami zbudowanymi na siłowni i torsem, na którym pot spływał po wyraźnych bruzdach mięśni. Ręcznik ledwo trzymał się jego bioder. Ola patrzyła na niego otwarcie, bez wstydu, a Marco czuł, jak jaja mu się napinają mimo wstydu.
— Przestań udawać, że nie wiesz, po co tu jesteśmy — mruknęła Ola, otwierając nieco ręcznik na udach. Kropla potu spłynęła jej między piersi. — Flirtuję z Kamilem od miesięcy na twoich oczach, Marco. I ty to lubisz. Widzę, jak ci stoi, kiedy on na mnie patrzy.
Marco przełknął ślinę. Drewno ławki parzyło go w plecy. W saunie było tak gorąco, że oddychanie pejzażowało mu w głowie, a jednak kutas twardniał mu pod ręcznikiem wbrew wszystkiemu, co powinien czuć.
— Ola… — zaczął, ale głos mu się załamał.
Kamil uśmiechnął się krzywo, opierając łokcie o kolana, i spojrzał na kumpla z tą spokojną pewnością, która Marco od dawna irytowała i podniecała naraz.
— Twój mąż wie — powiedział cicho, niskim głosem. — Wie, że chcesz mojego fiuta. Powiedz mu wprost.
Ola odwróciła się do Marca. Oczy miała błyszczące, usta wilgotne. Uniosła brodę.
— Chcę, żeby Kamil mnie tu zerżnął. Teraz. Mocno. A ty, skarbie, dostajesz tylko prawo patrzeć. Nic więcej. Zgadzasz się, bo inaczej wychodzimy i koniec zabawy.
Marco poczuł, jak policzki mu płoną. Upokorzenie spłynęło mu po karku razem z potem. A jednocześnie kutas drgnął tak mocno, że musiał przycisnąć dłoń do ręcznika. Pokiwał głową, ledwo widocznie.
— Tak… patrzę. Tylko patrzę.
Ola wstała. Ręcznik zsunął się z jej ciała i spadł na podłogę sauny. Nagie piersi z twardymi, ciemnymi sutkami uniosły się przy głębszym oddechu; między nogami miała już wyraźnie lśniącą szparkę, naturalnie gładką, z wyraźnymi wargami. Podeszła do Kamila, wsunęła się między jego rozstawione uda i bez ceremonii pochyliła się, łapiąc go za kark. Pocałowała go głęboko, mokro, z jękiem, który Marco znał tylko z ich prywatnych nocy – tylko że teraz ten dźwięk należał do kogoś innego.
Kamil chwycił ją za tyłek obiema dłońmi, ściskając jędrne pośladki, i przyciągnął bliżej. Ręcznik na jego biodrach uniósł się; gruby, długi kutas twardniał mu wprost na brzuchu Oli. Ona natychmiast zaczęła się o niego ocierać, prowadząc wilgotną cipkę wzdłuż nabrzmiałego trzonu przez cienki materiał, aż ręcznik w końcu zsunął się całkiem. Fiut Kamila wypiął się gruby, żyłkowany, z ciemną główka już lśniącą od preejakulatu – wyraźnie większy niż to, co Marco widział u siebie w lustrze każdego ranka.
— Jebać, ale jesteś mokra — warknął Kamil jej do ust, patrząc przy tym prosto na Marca. Upokarzanie kumpla ewidentnie go kręciło; uśmiech miał drapieżny. — Powiedz mu głośno. Jaki mam fiuta w porównaniu do twojego męża.
Ola odchyliła głowę, wciąż trzymając dłoń na kutasie Kamila, i spojrzała przez ramię na Marca. Głos miała ochrypły od podniecenia.
— Kamil ma większego i lepszego fiuta niż ty, Marco. Grubszy. Dłuższy. Taki, od którego cipka mi cieknie, zanim jeszcze wejdzie. Twój jest słodki, kochanie… ale ten… ten mnie wypełni tak, jak ty nigdy nie dałeś rady.
Marco siedział spocony w kącie, dłonie wpięte w krawędź ławki, kutas bolący pod ręcznikiem. Każde słowo wbijało się w niego i jednocześnie pompowało mu krew do pachwiny.
Ola osunęła się niżej. Polizała Kamila po klatce, po soli na skórze, po twardym brzuchu, a potem uklękła między jego udami na gorącej podłodze. Wzięła jaja do ust, ssała je głośno, wilgotno, cmokając, podczas gdy dłonią powoli pompowała trzon. Język wsunęła pod worek, oblizując do korzenia, a potem znów wciągnęła jedno jajo głębiej, patrząc przy tym na męża.
— Smakuje lepiej niż ty — wyszeptała, odrywając się na moment. — Cięższe jaja. Więcej spierdolenia w nich.
Kamil złapał ją za mokre włosy i uniósł twarz.
— Powiedz mu, że chcesz mojego kutasa w żonie na jego oczach. A ty, Marco… poproś. Poproś, żeby cię zdradziła tu i teraz.
Marco nie wytrzymał. Głos wyszedł mu chrapliwy, złamany.
— Zdradź mnie… na moich oczach. Zerżnij ją, Kamil. Chcę widzieć. Proszę.
Ola westchnęła z czystej, brudnej ulgi i wstała. Kamil odwrócił ją twarzą do ściany z ciemnego drewna, uniósł jej jedną nogę i ustawił stopę na niższej ławce. Stanął za nią, rozchylił pośladki i przyłożył główkę do ociekającej szparki. Wsunął się jednym długim, twardym pchnięciem. Ola krzyknęła – wysokim, szczerym dźwiękiem, którego Marco nigdy u niej nie słyszał podczas ich seksu.
— Kurwa… jaki gruby… — jęknęła, paznokcie wbijając w drewno. — Marco, czujesz? On mnie rozpycha. Twój fiut nigdy tak nie wchodził.
Kamil trzymał ją za biodra i zaczął walić mocno od tyłu, stojąc, każde uderzenie mokre, głośne w parnej ciszy sauny. Uda Oli drżały; piersi kołysały się z każdym pchnięciem. Pot spływał im po plecach, po złączonych ciałach. Marco widział wszystko: jak grube jaja Kamila uderzają o jej krocze, jak wargi cipki oplatają trzon i wywijają się na zewnątrz przy wycofywaniu.
— Jesteś żałosny — rzucił Kamil przez ramię, nie zwalniając tempa. — Siedź i patrz, jak rucham twoją żonę. Powiedz to. Powiedz, że jesteś żałosnym cuckoldem.
Marco otworzył usta. Słowa piekły bardziej niż powietrze.
— Jestem… żałosnym cuckoldem.
— Głośniej.
— Jestem żałosnym cuckoldem — powtórzył Marco, a kutas mu szarpał pod ręcznikiem tak mocno, że musiał go przytrzymać.
Kamil wyciągnął się z niej z głośnym, mokrym dźwiękiem, usiadł szeroko na ławce i pociągnął Olę na siebie. Ona rozkrokiem usiadła na nim twarzą w twarz – cowgirl – i opuściła się powoli, biorąc go całego, aż po jaja. Zaczęła ujeżdżać, biodra pracowały okrężnie, potem góra-dół, piersi podskakiwały mu przed twarzą. Kamil wziął sutka w usta, ssał mocno, a ona krzyczała jak nigdy przy mężu, głos odbijał się od ścian.
— Tak, tak, głębszy… jebie mnie lepiej… Marco, patrz na moją cipkę, jak go bierze… ty nigdy nie wyciągałeś ze mnie takich dźwięków…
Marco patrzył, sparaliżowany i twardy jak kamień. Każdy jej jęk był nożem i pieszczotą naraz.
Po chwili Kamil obrócił ją na sobie tyłem do siebie – reverse cowgirl – żeby Marco miał idealny widok. Ola rozstawiła uda szeroko, stopy na ławce, i znów osiadła na grubym fiucie. Z tej perspektywy Marco widział wszystko bez litości: jak kutas Kamila znikał centymetr po centymetrze w cipce żony, jak jej mokre, spuchnięte wargi zaciskały się wokół trzonu, błyszczące od soków, jak przy każdym podskoku wyciekała z niej przezroczysta nitka.
— Powtarzaj — rozkazała Ola, ujeżdżając mocniej, patrząc mężowi prosto w oczy. — Jesteś żałosnym cuckoldem. Twoja żona pieprzy się z twoim kumplem. Powiedz.
— Jestem żałosnym cuckoldem — wydusił Marco. — Moja żona… pieprzy się z Kamilem… na moich oczach.
Kamil śmiał się nisko, trzymając ją za biodra i podrzucając do góry, żeby wbijać się jeszcze głębiej.
— Dobra dziewczyna. A ty, cucku, nie waż się nawet wyjąć fiuta. Ręce na ławce. Tylko oczy.
Ola jęczała bez opamiętania, cycki podskakiwały, brzuch napinał się przy każdym opadnięciu. Sauna huczała od ich ciał, od wilgoci, od upokarzających słów. Kamil sięgnął jej między nogi i zaczął trzeć łechtaczkę kciukiem w rytm pchnięć, a ona rzuciła głową do tyłu.
— Zaraz dojdę na jego fiucie… o wiele mocniej niż z tobą… Marco, patrz, jak twoja żona szczytuje na cudzym kutasie…
Marco siedział, spocony, z dłońmi wpiętymi w drewno, kutasem pulsującym boleśnie, i wiedział, że to dopiero początek. Kamil spowolnił na chwilę, wbił się do końca i przytrzymał Olę w dole, rozciągając ją, dając jej poczuć każdy centymetr.
— Jeszcze nie skończyliśmy — warknął Kamil, patrząc na Marca ponad ramieniem Oli. Uśmiech miał zimny i pełen obietnicy. — Twoja żona dostanie więcej. W buzię. Może w tyłek. A ty będziesz siedział i powtarzał, kim jesteś, aż głos ci siądzie. Ola, powiedz mu, czego jeszcze chcesz.
Ola, wciąż nabita po brzegi, odwróciła spoconą twarz do męża. Usta miała otwarte, oczy półprzymknięte z rozkoszy, a głos – niski, żądny, nie do odmówienia.
— Chcę, żeby mnie użył do końca. Żebyś widział, jak biorę wszystko, co mi da. I żebyś prosił o więcej upokorzenia, Marco. Bo to dopiero rozgrzewka…
Kamil wciąż trzymał Olę nabitą po brzegi, dłonie wpięte w jej mokre biodra, kciuk wciąż drgał na łechtaczce. Ona dyszała głośno, pierś unosiła się i opadała, pot spływał jej po szyi i spływał na sutki. Marco siedział sparaliżowany, ręcznik oblepiony potem i preejakulatem, który sączył się mu mimo woli. Każde jej westchnienie było jak pchnięcie nożem prosto w gardło i jednocześnie jak dłoń ściskająca mu jaja.
— Proś — syknęła Ola, patrząc mu w oczy. — Proś o więcej. Głośno.
Marco przełknął, gardło piekło od pary i wstydu.
— Proszę… upokarzaj mnie dalej. Użyj jej. Chcę widzieć wszystko. Jestem żałosnym cuckoldem. Proszę, Kamil… rżnij moją żonę mocniej.
Kamil uśmiechnął się drapieżnie i uniósł Olę z siebie. Gruby kutas wysunął się z mokrym, obelżywym dźwiękiem, nitka jej soków ciągnęła się od główki do rozwartej szparki. Postawił ją na drżące nogi, odwrócił twarzą do Marca i pchnął w dół.
— Na kolana. Buzia. Pokaż mężowi, jak ssiesz prawdziwego fiuta.
Ola padła na kolana na gorących deskach. Wzięła trzon obiema dłońmi — ledwo objęła grubość — i wsunęła główkę głęboko, aż policzki wpadły jej do środka. Ssała głośno, wilgotno, ślina spływała jej po brodzie i kapała na piersi. Kamil chwycił ją za mokre włosy i zaczął pchać biodrami, wpychając się coraz głębiej, aż Ola krztusiła się, a jednak nie cofała. Oczy miała pełne łez od wysiłku i rozkoszy, patrzyła prosto na Marca, podczas gdy gardło pracowało wokół żyłkowanego trzonu.
— Widzisz? — warknął Kamil, patrząc na kumpla. — Twoja żona dławi się moim kutasem i kocha to. Powiedz mu, Ola. Między pociągnięciami.
Ola odsunęła się na chwilę, nić śliny łączyła jej usta z główką. Głos miała zachrypnięty, zniszczony.
— Smakuje… kurwa, smakuje jak facet. Twój jest słodki, Marco, ale ten… ten wypełnia mi całą buzię. Chcę, żeby mnie nimi napełnił. I ty będziesz patrzył, jak łykam.
Wsunęła go z powrotem, tym razem aż do końca, nos przybiła do łona Kamila. Kamil jęknął nisko i trzymał ją tam kilka sekund, zanim puścił. Ola odchyliła się, kaszląc, ale uśmiechnięta, broda błyszcząca.
Marco czuł, jak jaja mu puchną boleśnie. Chciał wyjąć fiuta, potrzeć choć raz — ale pamiętał rozkaz. Ręce na ławce. Tylko oczy. Palce wpił w drewno tak mocno, że knykcie zbielały.
Kamil podniósł Olę, usiadł szeroko i położył ją twarzą w dół przez swoje kolana, tyłkiem do góry, nogami rozłożonymi. Marco miał idealny widok na spuchnięte, ociekające wargi i ciasny, różowy otwór między pośladkami. Kamil rozchylił jej pośladki kciukami.
— Chcesz tu? — zapytał nisko, klepiąc ją lekko po odbycie. — Powiedz głośno. I niech cuck słyszy.
— Tak — jęknęła Ola, wbijając paznokcie w udo Kamila. — Chcę cię w tyłku. Chcę, żeby Marco widział, jak bierzesz moją dziurę, której on prawie nie tykał. Rżnij mnie w tyłek na jego oczach.
Kamil splunął na miejsce, potarł śliną i preejakulatem, przyłożył główkę. Wchodził powoli, centymetr po centymetrze. Ola krzyczała — głęboki, szarpany dźwięk — a Marco widział, jak pierścień rozciąga się wokół grubego trzonu, jak wciąga go w siebie mimo oporu. Kiedy Kamil wbił się do połowy, Ola zaczęła sapać:
— Kurwa… większy… o wiele grubszy… Marco, patrz… twój nigdy tak nie wypełniał… jebie mnie w tyłek i jestem pełna…
Kamil złapał ją za biodra i zaczął pchać mocniej, coraz głębiej, aż jaja uderzały o jej cipkę. Każde pchnięcie było mokre, głośne, ciało Oli drżało. Piersi zwisały i kołysały się, pot spływał jej po plecach prosto na miejsce, gdzie ich ciała się łączyły. Marco siedział nieruchomo, oddech płytki, kutas drgał pod ręcznikiem tak mocno, że bolało.
— Powtarzaj — rozkazał Kamil, nie zwalniając. — Kim jesteś.
— Jestem żałosnym cuckoldem — wydusił Marco. Głos mu się łamał. — Moja żona bierze kutasa mojego kumpla w tyłek… na moich oczach… i proszę o więcej.
— Głośniej. I dodaj, że twój fiut jest za mały.
— Mój fiut jest za mały! — krzyknął Marco, policzki płonęły gorzej niż drewno ławki. — Jestem żałosnym cuckoldem, moja żona pieprzy się z lepszym fiutem, a ja tylko patrzę i proszę!
Ola doszła nagle, gwałtownie, cipka pulsowała pusto, a tyłek zaciskał się wokół Kamila tak mocno, że ten syknął. Krzyczała imię Kamila, nie męża, ciało wiło się, soki tryskały jej z przodu na deski. Kamil trzymał ją nabitą, dając jej dojść do końca, a potem wyciągnął się powoli, zostawiając otwór rozwarty, różowy, lekko drżący.
— Na czworaka — warknął. — Cipka teraz. Chcę w niej dojść.
Ola posłusznie ustawiła się na ławce na czworakach, tyłkiem do Kamila, twarzą do Marca. Kamil wszedł w nią jednym pchnięciem — cipka była tak mokra, że wciągnęła go bez oporu — i zaczął walić hardcore, skóra o skórę, głośne klaskanie wypełniało saunę. Ola patrzyła mężowi w oczy, usta otwarte, każdy oddech to jęk.
— Czujesz, jak mnie napełnia? — dyszała. — Zaraz weźmie we mnie. Chcę jego spierdolenia głęboko. A ty… ty nawet nie wolno ci się ruszyć. Tylko patrz, jak cudzy kutas pompuje twoją żonę.
Kamil przyśpieszył, biodra pracowały jak maszyna, jedna dłoń na karku Oli, druga na biodrze. Marco widział wszystko: jak wargi cipki wywijają się na trzonie, jak jaja Kamila uderzają, jak brzuch Oli napina się przy każdym głębokim wbijaniu. Ola doszła znowu, tym razem głośniej, nogi się pod nią ugięły, ale Kamil trzymał ją i rżnął dalej przez orgazm, aż ona tylko łkała z rozkoszy.
— Proś o to, Marco — rzucił Kamil przez zęby. — Proś, żebym spuścił się w twojej żonie.
— Proszę… — głos Marca był już tylko chrapliwym szeptem. — Spuść się w niej. Napełnij moją żonę. Chcę widzieć, jak wycieka. Jestem cuckiem… żałosnym… proszę…
Kamil wbił się do samego dna, zaryczał nisko i doszedł. Marco widział, jak trzon pulsuje, jak Kamil trzyma Olę przyciśniętą, jak jej biodra drżą, przyjmując wszystko. Kiedy w końcu się wycofał, gęsta, biała sperma wypłynęła z rozwartej cipki Oli i spłynęła po wewnętrznej stronie ud, kapie na deskę. Ola sięgnęła w dół, zebrała trochę palcami i wsunęła do ust, ssąc, patrząc na męża.
— Smakuje — wyszeptała. — I jest go dużo. Więcej niż ty kiedykolwiek dałeś.
Kamil usiadł ciężko, spocony, kutas wciąż na wpół twardy, lśniący od ich soków. Ola osunęła się obok niego, nogi szeroko, cipka wciąż otwarta, puszczająca resztki. Marco siedział z dłońmi na ławce, cały mokry, kutas pulsujący tak boleśnie, że czuł, jak zaraz sam wystrzeli bez dotyku — ale nie wolno mu było.
Kamil otarł pot z czoła i spojrzał na kumpla z zadowoleniem.
— Dobra robota, cucku. Siedziałeś ładnie. Ale to nie koniec waszej zabawy. Słyszysz mnie?
Ola uśmiechnęła się leniwie, wciąż łapiąc oddech, i oblizała wargi.
— Marco… w przyszły weekend jedziemy do tej samej sauny. Tylko we trójkę znowu. Ale tym razem… — uniosła brwi, oczy błyszczały od pomysłu — …zaproszę jeszcze jednego. Kolegę Kamila z siłowni. Wysoki, jeszcze grubszy fiut, tak mówił. Będziesz siedział w rogu i oglądał, jak dwóch ich rżnie mnie na zmianę. Może jednocześnie. A ty będziesz powtarzał głośno, kim jesteś, aż spierdolą mi się po twarzy i w środku. I poprosisz ich, żeby zostawili cię na koniec z wylizanymi resztkami. Zgadzasz się już teraz?
Marco skinął głową, gardło ściśnięte, kutas drgający.
— Tak… proszę. Chcę to. Chcę oglądać, jak mnie zdradzasz z dwoma. Jestem twoim żałosnym cuckoldem.
Kamil zaśmiał się cicho, klepiąc Olę po udzie.
— To ustalimy. Ja już napiszę do niego jutro. A ty, Marco, przez cały tydzień będziesz nosił w głowie ten widok — twoja żona na czworakach między nami, a ty tylko z rękami na kolanach. I nic więcej.
Ola wstała powoli, wciąż ociekająca, podeszła do męża i pochyliła się, całując go lekko w usta — smak Kamila na jej języku.
— Kocham cię — wyszeptała. — Właśnie za to. Za to, że patrzysz i prosisz. A teraz ubieramy się… i planujemy następny raz. Bo to dopiero początek, skarbie. Następnym razem sauna będzie głośniejsza.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories