Parny uścisk po miesiącach rozłąki
Marcin, 32-letni żonaty facet, po pół roku rozłąki nie wytrzymuje i ostro ruchając szwagierkę Estelle, 28-latkę, w jej
Nigdy nie myślałem, że po sześciu miesiącach pracy za granicą wrócę do domu i od razu będę chciał wyjebać swoją szwagierkę. Mam trzydzieści dwa lata, jestem żonaty z Marisol od ośmiu lat, a jednak kiedy otworzyłem drzwi mieszkania i zobaczyłem Estelle, dwudziestoośmioletnią siostrę mojej żony, coś we mnie pękło. Stała w salonie w obcisłych legginsach i luźnym swetrze, który zsunął się z ramienia, odsłaniając gładką skórę. Marisol przywitała mnie pocałunkiem w usta, ciepłym, domowym, ale moje oczy już wtedy uciekły do Estelle. Mieszkała u nas od miesiąca, po rozstaniu z chłopakiem. Wiedziałem o tym z wideorozmów. Wiedziałem też, że od lat iskrzyło między nami – spojrzenia za długie, żarty za ostre, przypadkowe otarcia bioder przy stole. Teraz, po miesiącach bez dotyku żony, bez prawdziwego seksu, ta iskra stała się pożarem.
Marisol ugotowała kolację, gadaliśmy o pracy, o tym, jak bardzo za mną tęskniła. Estelle siedziała naprzeciwko, wsuwając makaron na widelec, a ja nie potrafiłem oderwać wzroku od jej ust. Kiedy Marisol poszła wcześnie spać – zmęczona dyżurem w szpitalu, miała kolejny rano – zostaliśmy we dwoje w salonie. Otworzyłem butelkę czerwonego wina. Nie po to, żeby się urżnąć. Po łyku, po dwóch. Żeby mieć coś w rękach, bo ręce mnie swędziały.
Estelle usiadła bliżej na kanapie, podciągnęła nogi pod siebie. Sweter zsunął się jeszcze niżej.
– Myślałam o tobie – powiedziała prosto, bez uśmiechu. Głos miała niski, spowiedniczy, jakby bała się własnych słów i jednocześnie chciała je wypluć. – Przez te wszystkie miesiące. Wieczorami, w twoim łóżku gościnnym, bo Marisol dała mi waszą starą sypialnię na czas remontu. Wyobrażałam sobie, jak wracasz. Mokłam na samą myśl o twoich rękach.
Poczułem, jak kutas twardnieje w spodniach. Przełknąłem ślinę.
– Estelle… to zdrada. Jestem żonaty. Z twoją siostrą.
– Wiem. – Nie odwróciła wzroku. Wzięła moją dłoń i bez wahania położyła ją sobie na piersi, przez cienki materiał swetra. Sutek stwardniał pod moją dłonią od razu. – Ale ja nie wytrzymuję. A ty patrzysz na mnie tak, jakbyś chciał mnie zerżnąć od progu.
Chciałem cofnąć rękę. Naprawdę chciałem. Zamiast tego ścisnąłem. Ciepła, pełna, idealnie leżąca w dłoni. Estelle westchnęła cicho, przechyliła głowę. Pocałowałem ją. Zachłannie, jak człowiek, który pół roku żarł suchy chleb i nagle dostał stek. Jej język wsunął się do moich ust, wilgotny, głodny. Zerwaliśmy z siebie ubrania w ciągu minuty – mój sweter, jej legginsy, biustonosz, majtki. Stanęła naga przede mną, cycki ciężkie, cipka już lśniąca od soków, i pociągnęła mnie do sypialni, którą zajmowała pod moją nieobecność. Zapach jej perfum i pościeli uderzył mnie od progu.
Zamknęła drzwi. Uklękła przede mną na dywanie, nie pytając. Wzięła mojego kutasa w dłoń, oblizała główkę, patrząc mi prosto w oczy, i wsunęła go głęboko w gardło. Wilgotne ciepło, ssanie, język wirujący wokół żyły. Jęknąłem, wplotłem palce w jej włosy. Robiła mi loda łapczywie, ze śliną spływającą po brodzie, jakby chciała wessać z mnie te pół roku tęsknoty. Od czasu do czasu wyjmowała go z ust, liżąc od jaj do czubka, i szeptała:
– Taki twardy… kurwa, Marcin, jak ja o tym myślałam.
Nie dałem jej skończyć. Podniosłem ją, rzuciłem na łóżko na brzuch, uniosłem biodra. Cipka była ociekająca, gotowa. Wsunąłem się jednym długim pchnięciem, aż jaja uderzyły o jej tyłek. Estelle krzyknęła w poduszkę, a ja złapałem ją mocno za biodra i zacząłem walić. Mocno, rytmicznie, ze skórą klaszczącą o skórę. Patrzyłem, jak mój kutas znika w niej po jaja, jak jej cipka zaciska się przy każdym wycofaniu. Ona pchała się do tyłu, doganiając tempo, jęcząc:
– Mocniej… tak, rżnij mnie, kurwa…
Trzymałem ją stabilnie, kciukami wbijając się w miękkie mięso pośladków, i jebałem bez litości, aż łóżko stukało w ścianę. Potem przewróciłem się na plecy, wciągnąłem ją na siebie. Usiadła okrakiem, wsunęła mnie z powrotem i zaczęła ujeżdżać dziko, biodra kręcące się w kółko, cycki podskakujące. Schyliła się, piersi przy mojej twarzy, i szepnęła mi prosto do ucha, gorącym oddechem:
– Jesteś lepszy od mojego byłego. On nigdy mnie tak nie napełniał. Nigdy nie walił tak głęboko. Kurwa, Marcin, twoja żona nie wie, co traci, jak cię nie ma…
Chwyciłem ją za tyłek, pomagając w ruchach, unosząc biodra do góry, żeby wbijać się jeszcze głębiej. Ona tarła łechtaczkę o moją kość łonową, mokra, głośna, bez wstydu. Pocałowałem jej sutek, przygryzłem lekko, i poczułem, jak jej cipka drży.
W końcu przewróciłem ją na plecy. Uniosłem jej nogi, położyłem je sobie na ramionach, prawie składając na pół, i wszedłem znowu – misjonarz, twarzą w twarz. Wchodziłem wolniej teraz, głęboko, patrząc jej w oczy. Estelle trzymała mnie za kark, paznokcie wbijające się w skórę. Oddychaliśmy tym samym powietrzem. Każde pchnięcie wyciągało z niej cichy jęk, każde wycofanie zostawiało ścieżkę jej soków na moim kutasie. Przyspieszyłem, kiedy poczułem, że zaraz dojść. Ona też – zacisnęła się wokół mnie rytmicznie, oczy rozszerzone.
– Spójrz na mnie – wyszeptała. – Spójrz, jak dochodzę na twoim chuju.
Doszliśmy razem. Jej cipka zassała mnie falami, a ja wylałem się w nią głęboko, pulsując, fillując ją sperma, aż poczułem, jak cieknie między nami. Leżeliśmy jeszcze chwilę złączeni, ja wciąż w niej, twarde mięso powoli mięknące w mokrym cieple. Jej nogi zsunęły się z moich ramion, oplotły biodra. Oddychała mi w szyję. Pocałowałem jej skroń, a w głowie dudniło jedno: Marisol śpi za ścianą. Za parę godzin wstanie do pracy. A ja leżę w pościeli szwagierki, z kutasem oblepionym naszymi sokami, i już wiem, że to nie koniec.
Estelle przesunęła biodrami lekko, jakby sprawdzając, czy jeszcze we mnie jest. Uśmiechnęła się krzywo, spocona, z włosami przyklejonymi do czoła.
– Zostań jeszcze chwilę – powiedziała cicho. – Nie wychodź od razu. Marisol śpi głęboko po dyżurach. A ja… ja jeszcze nie skończyłam o tobie myśleć.
Poczułem, jak znowu twardnieje we mnie coś nie tylko między nogami. Wina, pożądanie, głód na więcej. Jej dłoń spoczęła na mojej piersi, palce bawiły się sutkiem. Za oknem było ciemno, w mieszkaniu cicho, tylko nasze oddechy. Nie powiedziałem, że kocham żonę. Nie powiedziałem, że żałuję. Bo w tej chwili, wciąż w niej zatopiony, żałowałem tylko tego, że pół roku musiałem czekać. I że jutro rano będę musiał spojrzeć Marisol w oczy przy śniadaniu, pachnąc jeszcze cipką jej siostry.
Estelle pocałowała mnie wolno, głęboko, jakby pieczętowała umowę, której nikt nie spisał. Jej noga przesunęła się wyżej po moim boku. Czułem, jak moja sperma powoli wypływa z niej, kiedy lekko się poruszyłem, i wiedziałem, że za chwilę znowu będę chciał wejść. Że ta noc dopiero się rozkręca. Że zdrada smakuje dokładnie tak, jak wyobrażałem sobie w najgorszych, najgorętszych snach za granicą – słono, słodko, i absolutnie nie do odwrócenia.
Estelle poruszyła biodrami znowu, tym razem wyraźniej, i poczułem, jak moja sperma sączy się po jajach, gdy jej cipka zacisnęła się wokół mnie. Wciąż byłem w niej, półtwardy, a ona uśmiechała się do mnie w półmroku, z tymi przekrwionymi, głodnymi oczami.
– Nie wychodź – powtórzyła, tym razem głośniej. – Chcę czuć, jak znowu twardniejesz. Chcę, żebyś jebał mnie, aż zapomnę, że za ścianą śpi twoja żona.
Nie musiała prosić drugi raz. Moja dłoń zsunęła się po jej boku, złapała za pełny tyłek i uniosła ją lekko, żeby wejść głębiej, zanim w ogóle znowu stwardniałem do końca. Estelle wciągnęła powietrze przez zęby, paznokcie wbiła mi w ramiona. Pocałowałem ją brutalnie, gryząc wargę, a ona odwzajemniła to z taką samą wściekłością. Język, zęby, ślina – jakby chcieliśmy pożreć siebie nawzajem za te pół roku.
Przewróciłem ją na bok, wsunąłem się od tyłu, łyżeczką, jedną ręką pod jej kolanem, drugą na cycku. Wbiłem się wolno, czując, jak moja sperma miesza się z jej sokami i robi z niej śliski, gorący bałagan. Estelle jęknęła w poduszkę, tyłkiem wpychając się na mnie.
– Kurwa, Marcin… czuję twoją spiernię w sobie. Wciąż cieknie. Jeb mnie nią, jeb mnie swoim bałaganem.
Zacząłem pchać. Najpierw głęboko i wolno, potem coraz szybciej, aż skóra klaszczała o skórę z mokrym, brudnym dźwiękiem. Jej cycek wypełniał mi dłoń, sutek twardy jak kamień. Przygryzałem jej kark, szeptałem jej do ucha rzeczy, których nigdy nie powiedziałbym Marisol:
– Jesteś taką zdzirą. Leżysz w naszym łóżku gościnnym i bierzesz kutasa swojego szwagra po jaja. Twoja siostra śpi metr stąd, a ty ociekasz moim spierdoleniem.
– Tak – syknęła. – Jestem. Rżnij mnie jak zdzirę. Mocniej.
Przyspieszyłem. Łóżko stukało o ścianę rytmicznie, głośniej niż wcześniej. Na sekundę zamarłem, nasłuchując. Cisza. Tylko oddech Estelle i wilgotne mlaskanie jej cipki. Wróciłem do tempa, tym razem wbijając się tak, że jej ciało podskakiwało na materacu. Wyciągnąłem się prawie do końca i wbiłem z hukiem. Znowu. Znowu. Estelle zakryła sobie usta dłonią, ale jęki i tak uciekały między palcami.
Odwróciłem ją na brzuch, uniosłem biodra wysoko, wcisnąłem twarz w poduszkę. Wszedłem z góry, kciukiem rozchylając pośladki, patrząc, jak mój kutas znika w tej zaczerwienionej, spuchniętej cipce. Była cała w naszej spiernie, lśniąca, otwarta. Wbiłem dwa palce obok kutasa na chwilę, rozciągając ją, i usłyszałem, jak skomli z rozkoszy.
– Rozszerz mnie… tak, kurwa… twoja żona nigdy by ci na to nie pozwoliła.
Nie pozwoliłaby. Marisol lubiła delikatnie, z czułością, przyciemnionym światłem. Estelle chciała być użyta. I ja jej tego dawałem. Waliłem bez litości, aż pot spływał mi po plecach, aż jej uda drżały. Kiedy poczułem, że zaraz dojść drugi raz, wyciągnąłem się, przewróciłem ją na plecy i klęknąłem nad jej twarzą.
– Otwórz – rozkazałem.
Otworzyła usta bez wahania. Wsunąłem kutasa między jej wargi, oblepionego jej sokami i moją poprzednią spiernią. Estelle ssała chciwie, liżąc, przełykając, patrząc mi w oczy. Ślina spływała jej po brodzie na cycki. Wplatłem palce w jej włosy i jebałem jej gardło płytko, kontrolując oddech. Kiedy dostała air, wyszeptała:
– Wlej mi to w gardło. Albo w cipkę. Albo na twarz. Wszystko mi jedno, byle twoje.
Zsunąłem się w dół, rozchyliłem jej nogi szeroko i wbiłem się znowu misjonarzem. Twarzą w twarz, nos w nos. Pchałem wolniej, głęboko, tarając się o łechtaczkę przy każdym ruchu. Estelle oplotła mnie nogami, pięty wbijała w moje plecy, ciągnąc bliżej.
– Spójrz na mnie, kiedy dochodzisz – powiedziała. – Chcę widzieć, jak zdradzasz moją siostrę.
Patrzyłem. Jej oczy, spocone czoło, usta spuchnięte od ssania. Każde pchnięcie wyciągało z niej cichy, załamany dźwięk. Czułem, jak jej cipka zaczyna drżeć, zaciskać się falami. Przyspieszyłem, jedną ręką przytrzymując jej nadgarstki nad głową, drugą ściskając cycek.
– Dochodzę – wyszeptała. – Kurwa, dochodzę na chuju męża mojej siostry…
Zassała mnie rytmicznie, mokro, głośno, a ja wlałem się w nią drugi raz tej nocy, pulsując głęboko, wypełniając ją aż po brzegi. Sperma wypływała bokiem przy każdym drganiu. Leżeliśmy złączeni, spoceni, lepiący się od siebie. Oddychałem jej w szyję, a w głowie huczało tylko jedno: jeszcze. Jeszcze nie dość.
Estelle nie dała mi wypocząć. Po kilku minutach, kiedy wciąż byłem w niej miękki i mokry, zsunęła się w dół i wzięła mnie do ust znowu. Liżała, ssała, czyściła mnie językiem z naszej mieszaniny, aż znowu stwardniałem. Potem usiadła na mnie odwrócona tyłem, wsunęła mnie w siebie i zaczęła ujeżdżać, pokazując mi cały ten mokry tyłek i zaciskającą się cipkę. Trzymałem ją za biodra, pomagając, wbijając się do góry.
– Patrz, jak cię biorę – szeptała przez ramię. – Patrz, jak twoja spierna we mnie bulgocze. Jutro rano usiądę z Marisol do śniadania z twoim spierdoleniem w cipce i uśmiechnę się do niej słodko.
Jebałem ją od dołu jak oszalały. Ona tarła łechtaczkę palcami, jęczała coraz głośniej. W pewnym momencie drzwi do salonu skrzypnęły lekko – albo mi się wydawało. Zamarliśmy oboje, ja wciąż w niej po jaja. Cisza. Potem znowu odgłos oddychania Marisol zza ściany. Estelle uśmiechnęła się krzywo i zaczęła się poruszać wolniej, prowokująco.
– Boisz się? – wyszeptała. – Że wejście? Że zobaczy, jak jej mąż rżnie jej siostrę?
Nie odpowiedziałem. Zamiast tego przewróciłem ją na czworaka i wbiłem się z całą siłą, aż łóżko zaskrzypiało głośno. Jebałem ją bez opamiętania, trzymając za włosy, wyginając jej plecy. Estelle wpychała się na mnie, brała wszystko, szeptała brudne zachęty. Kiedy poczułem trzeci orgazm, wyciągnąłem się w ostatniej chwili i wylałem jej na tyłek, na plecy, na spocone włosy. Strumienie spływały po jej skórze, spływały w rozcięcie pośladków. Estelle sięgnęła ręką, zebrała trochę palcami i włożyła do ust, ssąc.
Leżeliśmy potem długo, niemal do pierwszych szarych przebłysków za oknem. Ja na plecach, ona z głową na mojej piersi, palce bawiły się moim kutasem, który wciąż był wrażliwy i mokry. Od czasu do czasu wsuwała mnie z powrotem na chwilę, tylko żeby poczuć, albo lizała, albo tarła się o moje udo. Mówiliśmy szeptem o tym, jak będzie dalej. Że to nie koniec. Że kiedy Marisol będzie na dyżurze, Estelle wejdzie do naszej sypialni. Że może nawet w łóżku małżeńskim. Że ja wrócę z zagranicy częściej, albo wcale nie wrócę na długo.
Pocałowałem ją w czoło, potem w usta, smakując siebie na jej języku. Wina siedziała gdzieś głęboko, ale pożądanie było silniejsze. Czułem zapach jej cipki na swoich palcach, na brzuchu, na twarzy. Wiedziałem, że rano będę musiał wziąć prysznic, umyć zęby, pocałować żonę i udawać, że nic się nie stało. A jednocześnie już planowałem, jak wsunę się w Estelle znowu, zanim Marisol wróci z pracy.
Kiedy wstałem, żeby wrócić do sypialni małżeńskiej, Estelle złapała mnie za rękę. Klęczała naga na łóżku, spierna na udach, włosy w nieładzie.
– Jeszcze raz – powiedziała. – Szybko. Stojąc.
Przycisnąłem ją do ściany obok drzwi. Uniosłem jedną nogę, wsunąłem się w nią łatwo, bo była cała mokra i pełna. Jebałem ją krótko, ostro, ręką na jej gardle, drugą pod kolanem. Estelle gryzła mnie w ramię, żeby nie krzyczeć. Doszliśmy cicho, drżąc, ja w niej znowu, ona zaciskając się wokół mnie jak imadło. Potem pocałowała mnie długo, wolno, i szepnęła:
– Idź do niej. Pachnij mną.
Wyszedłem na korytarz nago, z kutasem lśniącym od niej. Drzwi do sypialni Marisol były uchylone. Słyszałem jej równy oddech. Wszedłem cicho, położyłem się obok żony, która nawet się nie obudziła. Przyciągnęła się do mnie przez sen, twarzą w moją pierś. Czułem jej ciepły oddech i jednocześnie zapach cipki Estelle wciąż na mojej skórze, w nosie, na języku.
Leżałem tak aż do rana, z otwartymi oczami, kutasem półtwardym na samą myśl o tym, że za kilka godzin znowu wejdę w siostrę mojej żony, a potem usiądę z nimi obiema do stołu.
Marisol obudziła się pierwsza, pocałowała mnie w usta i powiedziała, że cieszy się, że wróciłem, a ja uśmiechnąłem się do niej, mając jeszcze w ustach smak jej siostry.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories