Zazdrosny mąż patrzy, jak maska spada
Zazdrosny Marek patrzy, jak jego żona Monica ostro rżnie się z Dariusem w klubie swingerskim, dochodząc na jego wielkim kutasie.
Marek od tygodni kręcił się wokół tego tematu jak pies wokół miski. Siedzieli w kuchni, późny wieczór, Monica w samej koszulce, która ledwo zakrywała uda, a on czuł, jak fantazja pali go od środka. Patrzył na jej piersi, na sposób, w jaki przesuwała łyżeczkę w herbacie, i wyobrażał sobie cudze dłonie na jej biodrach.
— Chcę, żebyś to zobaczyła na własne oczy — powiedział w końcu, głosem ochrypłym. — Klub. Swingerski. Nie musimy nic robić. Tylko… być. Popatrzeć. Albo nie.
Monica uniosła brew. Miała dwadzieścia osiem lat, ciało, które wciąż przyciągało spojrzenia, i te ciemne oczy, w których mieszała się irytacja z czymś głębszym, czego od dawna nie nazywała głośno.
— Marek. Naprawdę?
— Naprawdę. Od miesięcy mi się śni. Ty z kimś innym. Ja patrzę. Stoję z boku i… jebię, stoi mi od samego myślenia.
Zarumieniła się, ale nie odwróciła wzroku. Przez chwilę bawiła się brzegiem koszulki.
— A jeśli… jeśli będę chciała więcej niż patrzenie?
Serce mu zabiło mocniej. Krew spłynęła w dół tak gwałtownie, że musiał się poprawić na krześle.
— To też. Zwłaszcza to.
Wahała się jeszcze dwa dni. Pakowała sukienkę, wypakowywała, znowu pakowała. W samochodzie, w drodze do klubu, siedziała z rękami splecionymi na kolanach, a pod krótką czarną sukienką nie miała majtek — sam to sprawdził, gdy wjechali na parking i wsunął jej dłoń między uda. Była już wilgotna.
— Kurwa, Monica…
— Zamknij się i jedź — szepnęła, ale w kąciku ust drżał uśmiech.
Klub pachniał alkoholem, skórą i seksem. Półmrok, czerwone światła, bas z głośników wchodzący w kości. Marek trzymał ją za rękę, jakby bał się, że zaraz zniknie, a jednocześnie pchając ją delikatnie w stronę salonu z kanapami. I wtedy zobaczyli go.
Darius. Wysoki, pewny siebie, ramiona szersze niż u Marka, ciemne włosy, spokojny uśmiech człowieka, który wie, czego chce i bierze to bez pośpiechu. Podszedł bez ceregieli, spojrzał najpierw na Monicę, potem na Marka — jakby od razu wyczuł układ.
— Pierwszy raz? — zapytał niskim głosem, podając Monice drinka, którego ona nawet nie zamówiła.
— Może — odparła, mierząc go wzrokiem. — A ty?
— Będę tu, dopóki będzie ciekawie.
Flirt poszedł szybko. Darius mówił do niej, nie do niego. Opowiadał coś o podróżach, o tym, jak lubi kobiety, które wiedzą, że mąż patrzy. Marek siedział obok na kanapie w ciemnym kącie, czując, jak mu twardnieje w spodniach z każdą sekundą. Kiedy Darius położył dłoń na udzie Moniki, ona nie odsunęła się. Kiedy przechylił się i pocałował ją w szyję, westchnęła głośno.
Marek przełknął ślinę. „To się dzieje. Naprawdę się dzieje.”
Pocałunki stały się głębsze. Języki, zęby, dłonie Dariusza wsuwające się pod dekolt, ściskające pierś przez materiał, potem bezpośrednio — kciuk na sutku, mocno. Monica jęknęła mu w usta i odwróciła głowę akurat tak, by złapać wzrok męża. Jej oczy były czarne od pożądania.
— Patrz na mnie — wyszeptała do Marka, podczas gdy Darius wsuniął rękę pod sukienkę.
Palce obcego faceta znalazły jej cipkę od razu. Mokre, opuchnięte wargi, łechtaczka twarda. Rozchylił ją, wsunął dwa palce głęboko, zaczął pompować powoli, kciukiem masując. Monica rozchyliła uda szerzej, nie odrywając wzroku od Marka. Oddychała przez usta, biodra same się podrywały.
— Kurwa… on mnie pieści… czujesz? — zapytała szeptem, choć to nie do Dariusza było. — Chcę, żeby mnie zerżnął. Naprawdę mocno. Żebyś widział, jak biorę jego fiuta. Zgadzasz się?
Marek kiwnął głową. Język miał suchy, kutas bolał od napięcia.
— Zgadzam się. Rżnij ją.
Granica pękła jak cienkie szkło.
Darius podniósł ją bez wysiłku. Oparł o ścianę w jeszcze ciemniejszym korytarzu obok, gdzie ktoś inny już rżnął się głośno kilka metrów dalej. Podwinął jej sukienkę do pasa, rozpiął własne spodnie. Gruby, ciemny kutas wyskoczył twardy, żyłkowany. Przyłożył go do jej szpary, przetarł główką wzdłuż, zbierając soki, i wbił się jednym mocnym pchnięciem.
Monica krzyknęła. Paznokcie wbiła w jego ramiona.
— Jebie… jaki gruby…
Darius trzymał ją za biodra jak imadłem i rżnął od tyłu, ostro, głęboko, każde uderzenie bioder o jej tyłek głośne, mokre. Skóra o skórę. Monica patrzyła przez ramię prosto na Marka, który usiadł dwa metry dalej na niskim taborecie, rozparty, z ręką na własnym kutasie przez materiał. Widział wszystko: jak cipka żony rozciąga się wokół obcego fiuta, jak wargi wciągają go do środka, jak soki spływają po jej udach. Widział jej twarz — wykrzywioną przyjemnością, ustami otwartymi, śliną w kąciku.
— Mocniej — syczała. — Zerżnij mnie jak dziwkę. On ma patrzeć.
Darius przyspieszył. Uderzenia stały się brutalne, rytmiczne. Jedną ręką złapał ją za włosy, odgiął głowę do tyłu, drugą ściskał biodro tak, że zostaną sine ślady. Monica doszła pierwsza — całe ciało drżało, cipka pulsowała, zaciskała się, a z niej wydobywał się długi, łamiący się jęk. Marek czuł, że zaraz spuści w spodnie, ale wstrzymał się, zęby zaciśnięte.
Nie skończyli. Darius wyciągnął mokrego kutasa, odwrócił ją, usiadł na niskiej kanapie i posadził Monicę na sobie twarzą do Marka. Cowgirl. Ona sama chwyciła jego fiuta, ustawiła główkę pod spodem i opuściła się powoli, centymetr po centymetrze, aż weszła do końca, jaja przyciśnięte do jej tyłka. Zaczęła się bujać — wolno najpierw, potem mocniej, piersi podskakiwały pod podciągniętą sukienką, sutki twarde.
Darius spojrzał na Marka.
— Chodź tu. Na kolana. Liż jej łechtaczkę, jak się na mnie jebie.
Marek zsunął się z taboretu jak w transie. Uklęknął między ich rozstawionymi nogami. Zapach seksu uderzył go w nos — jej soki, jego preejakulat, skóra. Wysunął język i znalazł łechtaczkę żony, spuchniętą, śliską, wystającą. Lizał, ssał, wsuwał język tam, gdzie łączyła się z kutasa Dariusza wchodzącym i wychodzącym. Monica trzymała go za włosy i rżnęła się na obcym fiucie mocniej, ocierając cipkę o twarz męża.
— Tak… liż, kurwa… patrz, jak go biorę… cały… nienawidzę cię i kocham za to jednocześnie…
Darius złapał ją za biodra i zaczął pchać do góry, doganiając jej rytm. Głębokie, twarde pchnięcia. Monica krzyczała już bez zahamowań. Marek czuł na języku każde uderzenie, każde drżenie jej mięśni. Kiedy Darius ryknął i zaczął spuszczać — grubymi, gorącymi spustami głęboko w jej cipkę — Monica doszła drugi raz, głośniej, patrząc mężowi prosto w oczy, usta otwarte, łzy przyjemności w kącikach.
— Czu… czuję, jak leje… pełna jestem…
Sperm a wypływała wokół kutasa, spływała po jaja Dariusza, po udach Moniki, prosto na brodę i język Marka. On lizał dalej, mieszając jej soki z cumem obcego, serce waliło jak oszalałe, kutas w spodniach pulsował, niewydojony, bolący.
Darius nie wyciągnął się od razu. Trzymał ją jeszcze chwilę nabitą, głaskał po plecach, szeptał jej coś do ucha — coś, czego Marek nie dosłyszał, ale od czego Monica się uśmiechnęła wolno, drapieżnie. Kiedy wreszcie się uniosła, z jej cipki wypłynęła gęsta strużka. Wstała na niepewnych nogach, poprawiła sukienkę, która i tak nic już nie zakrywała, i spojrzała na męża wciąż klęczącego.
— To dopiero początek — powiedziała cicho, głosem chrypiącym po krzykach. — Darius mówi, że ma pokój na górze. I że nie skończył. A ja… ja chcę więcej. Chcę, żebyś widział, jak maska spada do końca.
Marek poczuł, jak mu się kręci w głowie. Zazdrość gryzła, ale pożądanie było silniejsze, brudniejsze. Wstał, nogi jak z waty. Darius już zapinał spodnie, ten spokojny uśmiech znowu na twarzy, dłoń spoczywająca właścicielsko na biodrze Moniki.
Gdzieś z głębi klubu dobiegały nowe jęki, nowe ciała. Monica wzięła Marka za rękę — nie czule, raczej prowadząc go — i pociągnęła za Dariusem w stronę schodów. Na jej udach błyszczały jeszcze ślady tego, co przed chwilą w niej zostało. Marek szedł za nimi, kutasa twardego jak kamień, umysł pełen obrazów, które dopiero się zaczynały, i napięcia, które nie miało zamiaru opadać.
Schody skrzypiały pod ich stopami, a czerwone światło z dołu gasło z każdym progiem. Darius szedł pierwszy, szerokie plecy wypełniające korytarz, Monica tuż za nim, wciąż trzymając Marka za nadgarstek tak mocno, że paznokcie wbijały mu się w skórę. Na jej wewnętrznych udach błyszczała jeszcze mieszanina soku i cumu, ściekająca wolno ku kolanom. Marek czuł zapach — ostry, zwierzęcy, obcy. Jego kutas w spodniach pulsował tak mocno, że każdy krok sprawiał ból.
Pokój na górze był większy, niż się spodziewał. Duże łóżko z czarną pościelą, lustro na całej ścianie naprzeciw, niska kanapa i stolik z butelką whisky oraz szklankami. Darius zamknął drzwi na zasuwę, odwrócił się i bez słowa ściągnął koszulę. Mięśnie brzucha, szeroka klatka, ciemne włosy na piersi. Monica stanęła przed nim, sukienka wciąż podciągnięta do pasa, cipka lśniąca, lekko rozchylona, z której wciąż sączyła się gęsta biel.
— Rozbierz ją do końca — powiedział Darius do Marka, głos niski, spokojny. — I nie spiesz się. Chcę, żebyś widział, jak zdejmujesz swoją żonę dla mnie.
Marek podszedł. Ręce mu drżały, gdy chwycił ramiączka sukienki. Pociągnął w dół. Tkanina zsunęła się po piersiach, po brzuchu, spadła na podłogę. Monica była naga. Sutki twarde, ciemne od wcześniejszego ssania, biodra z czerwonymi śladami po palcach Dariusza. Stanęła prosto, nogi lekko rozstawione, i spojrzała mężowi w oczy.
— Podoba ci się, jak wyglądam? — zapytała cicho. — Świeżo zjebana i wciąż głodna.
Zanim zdążył odpowiedzieć, Darius usiadł na skraju łóżka, rozpiął spodnie i wyciągnął kutasa. Był znowu twardy, gruby, żyłkowany, wciąż lśniący od jej cipki. Skinął na Monicę.
— Na kolana. Pokaż mężowi, jak ssiesz prawdziwego fiuta.
Monica uklęknęła między jego nogami bez wahania. Wzięła go oburącz, oblizała główkę wolno, zbierając resztki własnych soków i cumu, potem otworzyła usta szeroko i wzięła głęboko. Policzki wpadły, ślina spłynęła po brodzie, gdy napierała aż do gardła. Darius westchnął z zadowoleniem, wsunął dłonie w jej włosy i zaczął nią kierować — wolne, głębokie ruchy, aż nos Moniki dotykał jego brzucha.
Marek stał dwa metry dalej, spodnie wciąż zapięte, kutas bolący. Widział w lustrze wszystko: jak gardło żony rozszerza się wokół obcego fiuta, jak oczy jej łzawią z wysiłku, jak ślina kapie na jej piersi. Darius złapał go wzrokiem.
— Podejdź. Rozepnij się. Wyjmij to małe gówno i trzymaj, ale nie ruszaj. Tylko patrz i trzymaj.
Marek posłuchał. Suwak zsunął się z metalicznym dźwiękiem, kutas wyskoczył czerwony, napuchnięty, preejakulat już kapał z dziurki. Ujął go u nasady, jak kazano, i stał nieruchomo, podczas gdy Monica ssała głośno, mokro, z pełnym zaangażowaniem. Co chwilę odrywała usta, by powiedzieć coś przez oddech:
— Jaki gruby… czuję go aż w gardle… Marek, patrz, jak go łykam… cały…
Darius pociągnął ją za włosy do góry, kutas wypadł z ust z mokrym odgłosem, nitka śliny łączyła jej wargi z główką.
— Na łóżko. Na czworaka. Ty — wskazał Marka — siadaj na krześle pod lustrem. Będziesz miał najlepszy widok.
Monica wspięła się na materac, oparła na łokciach i kolanach, tyłek uniesiony wysoko, cipka otwarta, wciąż pełna, różowa i opuchnięta. Darius klęknął za nią, przyłożył główkę i wbił się jednym długim pchnięciem. Monica wrzasnęła, głowę wbiła w poduszkę, a potem uniosła twarz, by znów patrzeć na męża.
— Widzisz? — syczała między uderzeniami. — Cały wchodzi… rozciąga mnie… jaja mu biją o mój tyłek… kurwa, Marek, on mnie rżnie jak swoją…
Darius nie oszczędzał. Trzymał ją za biodra i walił mocno, rytmicznie, skóra o skórę z głośnym klaskaniem. Z każdym pchnięciem z cipki Moniki wypływało więcej — resztki jego poprzedniego spustu, jej własne soki, wszystko spływało po wewnętrznej stronie ud. Lustro pokazywało wszystko z boku: jak wargi otaczają gruby kutas, jak się wciągają i wywijaą, jak Monica drży.
— Chodź bliżej — rzucił Darius. — Liż jaja, jak w nią wchodzę. I nie waż się spuścić.
Marek zsunął się z krzesła na kolana przy łóżku. Twarz tuż przy miejscu, gdzie łączyły się ich ciała. Język wypuścił, znalazł ciężkie, spocone jaja Dariusza i lizał, ssał, czując, jak uderzają o jego nos przy każdym pchnięciu. Monica wyciągnęła rękę do tyłu, złapała męża za włosy i przycisnęła mocniej.
— Tak… oblizuj go… smakuj, jak mnie pierdoli… ja go kocham, ten kutas… jest lepszy… grubszy… napełnia mnie do końca…
Darius przyspieszył. Jedną ręką sięgnął pod spód, znalazł jej łechtaczkę i tarł kciukiem w kółko, podczas gdy rżnął bez litości. Monica doszła znowu — ciało wygięło się w łuk, cipka zacisnęła się konwulsyjnie, a z gardła wydobył się długi, łamiący się krzyk. Soki trysnęły na twarz Marka, na język, na policzki. On lizał dalej, zbierając wszystko, podczas gdy Darius nie zwalniał ani na sekundę.
— Nie skończyłem — mruknął. — Odwróć się. Chcę cię na plecach. Nogi na moich barkach.
Monica przewróciła się posłusznie. Darius wsunął się z powrotem, złożył jej nogi wysoko i zaczął wbijać się jeszcze głębiej, pod innym kątem. Każde pchnięcie wydobywało z niej stłumione „ah… ah… ah…”. Sutki podskakiwały, brzuch drżał. Spojrzała na Marka, który klęczał nadal, z własnym kutasem w dłoni, ale bez ruchu, jak kazano.
— Pocałuj mnie — rozkazała mężowi. — Pocałuj, jak on mnie jebie.
Marek wspiął się na łóżko, pochylił nad nią. Usta Moniki były gorące, słone od śliny i spermy. Język wsunął jej głęboko, a ona ssała go chciwie, jednocześnie jęcząc w jego usta przy każdym uderzeniu Dariusza. Darius złapał Marka za kark i przycisnął mocniej.
— Niech czuje twój język, jak ja jej napełniam cipę. Powiedz mu, Monica.
— Kocham to… — wyszeptała między pocałunkami. — Kocham, jak mnie używasz… a on patrzy… jestem twoją dziwką na tę noc… i on wie… on to widzi…
Darius wyciągnął się nagle, kutas lśniący, twardy jak skała. Usiadł na materacu.
— Usiądź na mnie tyłem. Odwrócona do męża. I bujaj się, aż spuszczę drugi raz.
Monica usiadła na nim odwrotnie, oparła stopy na materacu i opuściła się powoli. Kutas zniknął w niej centymetr po centymetrze, aż usiadła do końca. Zaczęła się unosić i opadać — najpierw wolno, potem coraz szybciej, piersi podskakiwały, tyłek klaskał o jego brzuch. Darius trzymał ją za talię i pompował do góry, doganiając.
Marek klęczał przed nimi. Widział wszystko z bliska: jak cipka żony połyka obcy fiut, jak się rozciąga, jak wypływa z niej biała piana. Monica złapała go za głowę i przyciągnęła do swojej łechtaczki.
— Liż. Liż, kurwa, jak się na nim rżnię. I mów, że lubisz.
Język Marka znów znalazł spuchniętą perłę. Lizał, ssał, wsuwał głębiej, czując na brodzie każde pchnięcie Dariusza od spodu. Monica rżnęła się mocniej, ocierając się o twarz męża, jemając go za włosy.
— Powiedz — syczała. — Powiedz, że lubisz, jak twoja żona bierze cudzy kutas.
— Lubię… — wydusił Marek, głos stłumiony jej cipką. — Lubię… patrzę… jebie cię…
— Głośniej.
— Lubię, jak cię rżnie! — krzyknął prawie. — Lubię widzieć, jak go bierzesz… jak cię napełnia…
Darius ryknął nisko. Przytrzymał ją mocno i spuszczał — grube, gorące spusty pompujące głęboko w jej wnętrze. Monica poczuła to od razu, doszła razem z nim, cipka pulsująca, zaciskająca się rytmicznie, a z oczu popłynęły jej łzy przyjemności. Sperma wypłynęła obficie, spłynęła po jaja Dariusza, po udach, prosto na język i usta Marka. On lizał, przełykał, mieszał smaki, kutas wciąż niewydojony, fioletowy z napięcia.
Darius nie wypuścił jej od razu. Trzymał nabitą jeszcze minutę, głaszcząc jej piersi od tyłu, szepcząc jej do ucha.
— Jeszcze nie koniec. Mam pomysły na resztę nocy. Twój mąż będzie lizał, trzymał i dziękował za każdy centymetr.
Monica uniosła się powoli. Z cipki wypłynęła gęsta strużka, kapnęła na pościel. Spojrzała na Marka z drapieżnym, zadowolonym uśmiechem, maska rzeczywiście spadła — została tylko pożądanie i głód.
— Wstań — powiedziała. — Przynieś ręcznik. I whisky. Darius chce mnie znowu, a ja chcę, żebyś stał przy łóżku i liczył, ile razy mnie zerżnie, zanim w ogóle ci pozwoli spuścić.
Marek wstał na niepewnych nogach. Kutas sterczał przed nim jak oskarżenie. Darius już sięgał po szklankę, spokojny uśmiech na twarzy, dłoń spoczywająca właścicielsko na mokrym udzie Moniki. Z dołu klubu dobiegały nowe dźwięki — śmiech, bas, czyjeś głośne dochodzenie. Noc była długa, a pokój na górze dopiero się rozgrzewał.
Marek przyniósł ręcznik i whisky jak posłuszny pies. Dłonie mu drżały, gdy nalewał do szklanek — bursztynowy płyn pluskał o brzegi, a kutas wciąż sterczał przed nim, fioletowy, mokry od preejakulatu, tak twardy, że bolał przy każdym ruchu. Darius wziął szklankę bez podziękowania, pociągnął łyk i położył wolną dłoń na mokrym udzie Moniki, rozmazując po skórze resztki swojej spermy. Monica siedziała naga na brzegu łóżka, nogi rozchylone, cipka wciąż lekko otwarta, z której sączyła się gęsta biel. Uśmiechała się do męża tym samym drapieżnym uśmiechem, który pojawił się na schodach.
— Wycieraj mnie — rozkazała cicho. — Dokładnie. Ale nie spiesz się. Chcę, żebyś czuł, jak dużo we mnie wlał.
Marek uklęknął. Ręcznik był miękki, ale on wolał użyć ust. Przesunął językiem po wewnętrznej stronie jej uda, zbierając słoną, gorzkawą mieszaninę. Monica westchnęła i rozchyliła uda szerzej. Darius obserwował zza szklanki, kutas już znowu twardniejący na udzie.
— Dobry chłopiec — mruknął. — Liż ją czysto, bo zaraz znowu ją zabrudzę. A ty, Monica… opowiedz mu, co czujesz, jak patrzysz na jego małe gówno, podczas gdy ja cię napełniam.
Monica wsunęła palce we włosy Marka i przycisnęła go mocniej do swojej szpary. Jego język wsunął się między spuchnięte wargi, smakując resztki cumu Dariusza i jej własne soki. Mówiła wolno, głosem chrypiącym:
— Czuję się… wolna. Jakby ktoś zdjął ze mnie tę cholerną maskę żony, która robi kolacje i udaje, że wystarczy jej to, co ma w domu. Twój kutas, Marek… jest słodki, jest mój, ale ten… — skinęła brodą w stronę Dariusza — ten mnie rozrywa. Wypełnia. Sprawia, że krzyczę jak suką. I kocham, że stoisz i patrzysz. Że twoje jaja bolą, a ty nic nie możesz zrobić, bo ja tak chcę.
Darius odstawił szklankę. Podniósł Monicę jednym ruchem, położył ją na plecach na środku łóżka i uniósł jej nogi wysoko, zginając w kolanach. Kutas przyłożył do mokrej dziurki i wbił się powoli, centymetr po centymetrze, aż jaja uderzyły o jej tyłek. Monica wygięła się w łuk, paznokcie wbiła w pościel.
— Kurwa… znowu cały… czuję żyły…
Zaczął rżnąć głęboko, miarowo, każde pchnięcie wydobywało z niej mokry odgłos. Lustro na ścianie pokazywało wszystko: jak gruby fiut rozciąga jej cipkę, jak wargi wciągają się i wywijają, jak brzuch Moniki drży. Marek klęczał z boku, trzymając własnego kutasa u nasady, dokładnie tak, jak kazano wcześniej. Preikum kapało mu na pościel.
— Podejdź bliżej — rzucił Darius. — Chcę, żebyś trzymał jej nogi. Rozchyl ją dla mnie. I patrz prosto, jak wchodzę.
Marek chwycił żonę za kostki. Skóra była gorąca, śliska od potu. Rozciągnął jej uda szeroko, dając Dariuszowi pełny dostęp. Z tej pozycji widział wszystko z centymetra — jak obcy kutas znika w cipce jego żony po same jaja, jak przy każdym wycofaniu wypływa biała piana. Monica złapała go wzrokiem.
— Całuj mnie w sutki — syknęła. — Ssij je, jak on mnie jebie. Mocno. Żebym czuła zęby.
Pochylił się. Wziął twardy, ciemny sutek do ust, ssał, gryzł lekko, a język krążył wokół. Monica jęczała w takt pchnięć. Darius przyspieszył. Skóra klaskała o skórę, łóżko skrzypiało. Jedną ręką złapał Marka za kark i przycisnął jego twarz bliżej piersi Moniki.
— Mów jej, jaka jest piękna, jak bierze cudzy fiut — rozkazał. — I dziękuj.
— Jesteś… kurwa, jesteś piękna — wydusił Marek między ssaniem. — Dziękuję… dziękuję, że pozwalasz mi patrzeć… że go bierzesz…
— Głośniej. I konkretniej.
— Dziękuję, że rżniesz się z nim na moich oczach! — krzyknął prawie, głos stłumiony jej piersią. — Dziękuję, że twoja cipka jest pełna jego spermy… że jesteś jego dziwką dzisiaj…
Monica doszła gwałtownie. Ciało spięło się, cipka zacisnęła się wokół kutasa Dariusza konwulsyjnie, a z gardła wydobył się długi, łamiący się krzyk. Soki trysnęły na brzuch Dariusza, na uda Marka. Darius nie zwolnił. Wbił się jeszcze kilka razy i wyciągnął się mokry, lśniący.
— Na twarz — powiedział spokojnie. — Chcę, żebyś zobaczył, jak maluję twoją żonę.
Monica uniosła głowę. Darius stanął nad nią, rżnął się ręką kilka razy i spuścił — grube, gorące strugi trafiły na jej usta, policzki, brodę, spłynęły na piersi. Monica otworzyła usta i złapała ile mogła, przełykając głośno. Reszta spływała jej po szyi. Marek patrzył, kutas pulsujący tak mocno, że bał się, że zaraz wystrzeli bez dotyku.
— Liż ją czysto — rozkazał Darius. — Całą. Od brody do sutków. A potem spójrz jej w oczy i powiedz, że smakujesz lepszego mężczyznę.
Marek pochylił się bez wahania. Język zbierał gęstą spermę z policzka żony, z kącika ust, z dołka między piersiami. Smak był ostry, obcy, mieszający się z jej potem. Monica trzymała go za włosy i prowadziła, ocierając twarz o jego usta.
— Smakujesz? — zapytała szeptem. — Smakujesz, jak on mnie znaczy?
— Smakuję — odpowiedział, głos chrapliwy. — Smakuję lepszego mężczyznę. Jego cum na twojej twarzy… kurwa, Monica…
Darius usiadł na kanapie, nalewając sobie kolejną whisky. Kutas wciąż półtwardy, lśniący. Skinął na Monicę.
— Chodź tu. Usiądź mi na kolanach tyłem do niego. Chcę, żebyś się bawiła swoją cipką, a on żeby klęczał i oglądał z bliska, jak sobie dogadzasz na moim fiucie.
Monica zsunęła się z łóżka, podeszła na niepewnych nogach i usiadła okrakiem na udach Dariusza, plecami do niego, twarzą do Marka. Wzięła gruby kutas, ustawiła go pod sobą i opuściła się powoli, aż wszedł do połowy. Zaczęła kręcić biodrami — wolne, zmysłowe ruchy, palce jednej ręki na własnej łechtaczce, drugiej na sutku. Darius trzymał ją za talię, pomagając, wsuwając się głębiej przy każdym opadnięciu.
Marek klęczał przed nimi, twarz o pół metra od miejsca, gdzie łączyły się ich ciała. Widział, jak wargi Moniki rozciągają się wokół obcego fiuta, jak jej palce szybują po spuchniętej perle, jak z każdym ruchem wypływa więcej białej piany. Monica patrzyła mu prosto w oczy, oddychając przez otwarte usta.
— Patrz… — szeptała. — Patrz, jak sama się na nim pieprzę. Jak tarłam sobie łechtaczkę, myśląc o tym, że ty klęczysz i nie możesz nic zrobić. Marek… maska spadła. Ja chcę być używana. Chcę, żeby cudze kutasy mnie napełniały, a ty żebyś lizał potem. Zgadzasz się nadal?
— Zgadzam się — wydusił. — Rżnij się. Używaj go. Ja… ja tylko patrzę.
— Liż jaja — wtrącił Darius. — I nie ruszaj swojego. Jak się spuścisz bez pozwolenia, nie wejdziesz jej do buzi przez resztę nocy.
Marek pochylił się. Język znalazł ciężkie jaja Dariusza, oblizał je dokładnie, ssąc lekko, czując, jak uderzają o jego nos przy każdym ruchu bioder Moniki. Ona rżnęła się coraz szybciej, piersi podskakiwały, palce na łechtaczce pracowały ostro. Doszła trzeci raz tej nocy — ciało drżało, cipka zacisnęła się, a z niej trysnęły soki prosto na twarz i język Marka. On lizał dalej, zbierając wszystko, serce walące jak oszalałe.
Darius uniósł ją nagle, kutas wypadł z mokrym odgłosem. Położył ją na brzuchu na łóżku, tyłek uniesiony, i wbił się od tyłu bez ostrzeżenia. Pchnięcia stały się brutalne, głębokie, każde uderzenie bioder o jej pośladki głośne jak klaps. Monica wrzeszczała w poduszkę, potem uniosła twarz, by znów patrzeć na męża.
— Trzymaj mnie za ręce — rozkazała Markowi. — Przytrzymaj, jak on mnie niszczy. I mów, że kochasz mnie taką.
Marek chwycił jej nadgarstki, przycisnął do materaca. Monica splotła z nim palce, ściskając mocno, podczas gdy Darius walił w nią bez litości. Skóra klaskała, soki pryskały, łóżko dudniło o ścianę. Marek czuł każde drżenie jej ciała przenoszące się przez dłonie. Kutas bolał go już nie do wytrzymania, ale trzymał się rozkazu — tylko trzymał, tylko patrzył.
— Kocham cię taką — szeptał ochryple. — Kocham, jak bierzesz… jak krzyczysz… jak twoja cipka połyka go całego…
— Głośniej. Żeby on słyszał.
— Kocham, że jesteś jego dziwką! — krzyknął. — Kocham widzieć, jak cię rżnie… jak zostawia ślady… kurwa, Monica, nie przestawaj…
Darius złapał ją za biodra mocniej, palce wbijały się w skórę, zostawiając kolejne sine odciski. Przyspieszył do końca. Ryknął nisko i spuścił trzeci raz — grube spusty pompujące głęboko, tak dużo, że od razu zaczęło wypływać wokół kutasa i spływać po jej udach. Monica doszła razem z nim, ciało w konwulsjach, łzy przyjemności na policzkach, usta otwarte w niemym krzyku.
Nie wyciągnął się od razu. Został w niej, pulsując, głaszcząc jej plecy. Potem powoli się uniósł. Z cipki Moniki wypłynęła gęsta strużka, kapnęła na pościel. Darius spojrzał na Marka.
— Teraz ty. Cała. Językiem. Aż będzie czysta. A potem usiądziesz na krześle i będziesz liczył. Bo ja jeszcze nie skończyłem. I ona też nie.
Monica przewróciła się na bok, nogi szeroko rozchylone, cipka lśniąca, opuchnięta, pełna. Spojrzała na męża z uśmiechem, w którym nie było już ani krzty wstydu.
— Dawaj — szepnęła. — Wyczyść mnie. I przygotuj się. Darius mówi, że ma pomysł z lustrami i z twoimi rękami związanymi. Chcę, żebyś widział wszystko z każdej strony, jak maska spada naprawdę do końca. Noc dopiero się rozkręca, kochany. A ty… ty będziesz dziękował za każdy kolejny centymetr.
Marek pochylił się między jej uda. Zapach seksu uderzył go jak ściana. Język wsunął głęboko, zbierając gęsty, obcy cum, mieszając go z jej sokami. Monica trzymała go za włosy i przyciskała mocniej, biodra podrywając się do jego twarzy. Darius stał obok, nalewając kolejną whisky, kutas już znowu twardniejący, spokojny uśmiech na twarzy. Z dołu klubu dobiegały nowe jęki, bas wibrujący w podłodze. Lustro odbijało ich trzech — żonę rozłożoną, męża klęczącego w jej sokach, kochanka czekającego na następną rundę. Napięcie w pokoju gęstniało jak dym, a Marek lizał, przełykał i wiedział, że to, co zaraz nastąpi, zabierze ich jeszcze dalej w dół.
Marek lizał głęboko, język drżący od gęstego cumu Dariusza mieszającego się z sokami Moniki. Ona przyciskała go biodrami, paznokcie wbijając w skórę głowy, a on przełykał wszystko, smak obcy i słony, kutas wciąż twardy jak kamień, bolący od niedojścia. Darius odstawił szklankę, podszedł i chwycił Marka za nadgarstki.
— Wystarczy. Ręcznik na podłogę. Ręce za plecy.
Marek posłuchał. Darius związał mu nadgarstki paskiem od spodni, mocno, skóra piekła. Potem pchnął go na krzesło naprzeciw lustra na całej ścianie. Lustro pokazywało wszystko: nagą Monicę na łóżku, cipkę lśniącą, opuchniętą, z której wciąż sączyła się biel, i Dariusza stojącego nad nią z kutasaem już znowu twardym, grubym, żyłkowanym.
— Patrz — rozkazał Darius. — I licz głośno każdy raz, jak w nią wejdę. Jak spuszczę. Jak ona dojdzie. Jak zapomnisz, że kiedyś wystarczyłeś.
Monica przewróciła się na czworaka, tyłek wysoko, spoglądając na męża przez ramię. Darius klęknął za nią, rozchylił jej pośladki kciukami i wbił się jednym pchnięciem po same jaja. Monica wrzasnęła, głowę wbiła w poduszkę, potem uniosła twarz do lustra.
— Jeden! — krzyknął Marek, głos ochrypły. Widział w odbiciu, jak gruby fiut znika w cipce żony, jak wargi rozciągają się, jak soki pryskają na uda.
Darius rżnął ostro, rytmicznie, biodra uderzały o jej tyłek z mokrym klaskaniem. Każde pchnięcie wydobywało z Moniki stłumione „ah… ah… ah…”. Trzymał ją za biodra, palce wbijały sine ślady, i walił głęboko, aż łóżko dudniło o ścianę.
— Dwa… trzy… kurwa, cztery… — liczył Marek, kutas sterczący między związanymi udami, preejakulat kapał na podłogę. W lustrze widział twarz żony — wykrzywioną, usta otwarte, ślina cieknąca. Widział, jak jej piersi podskakują, sutki twarde ocierające się o pościel.
Monica wyciągnęła rękę do tyłu, złapała Dariusza za jaja i ścisnęła.
— Mocniej… zerżnij mnie jak ostatnią dziwkę… niech on liczy, niech widzi, jak maska spada na dobre…
Darius przyspieszył. Pchnięcia stały się brutalne. Jedną ręką złapał ją za włosy, odgiął głowę, by patrzyła prosto w lustro, prosto na Marka.
— Pięć… sześć… jebie, siedem… — Marka głos łamał się. Czół, jak zazdrość gryzie trzewia, ale pożądanie paliło mocniej. Kutas pulsował, jaja bolały, a on nic nie mógł zrobić — tylko siedzieć związany i patrzeć, jak obcy fiut niszczy cipkę jego żony.
Monica doszła z wrzaskiem. Ciało spięło się, cipka zacisnęła się konwulsyjnie wokół kutasa, soki trysnęły na brzuch Dariusza. On nie zwolnił. Wbił się jeszcze kilka razy i ryknął, spuszczając czwarty raz — grube, gorące spusty pompujące głęboko, tak dużo, że od razu wypływało wokół i spływało po jej udach na pościel.
— Osiem… on spuszcza… dziewięć pchnięć w trakcie… — liczył Marek, ślina w kąciku ust. Widział w lustrze, jak sperm a wypływa, jak Monica drży, łzy przyjemności na policzkach.
Darius wyciągnął się mokry. Odwrócił Monicę na plecy, uniósł jej nogi na barki i wbił się znowu, pod innym kątem, jeszcze głębiej. Monica krzyczała, paznokcie szarpiąc pościel.
— Dziesięć… jedenaście… — Marek czuł, jak umysł pęka. To nie fantazja. To realne. Jego żona brała cudzy kutas na oczach, a on liczył jak posłuszny pies.
Darius złapał Marka wzrokiem w lustrze.
— Podejdź na kolana. Liż jaja, jak w nią wchodzę. I dziękuj za każdy centymetr.
Marek zsunął się z krzesła, ręce wciąż związane z tyłu. Pochylił twarz między ich ciała. Język znalazł ciężkie, spocone jaja Dariusza, oblizał je, ssał, czując uderzenia o nos przy każdym pchnięciu. Smak spermy i potu. Monica złapała go za włosy jedną ręką i przycisnęła mocniej.
— Dziękuję… — szeptał między lizaniem. — Dziękuję, że rżniesz moją żonę… dziękuję za twój gruby kutas w jej cipce…
— Głośniej — syknęła Monica. — I konkretniej. Maska spadła. Jestem jego.
— Dziękuję, że napełniasz jej cipę swoją spermą! — krzyknął Marek. — Dziękuję, że robisz z niej dziwkę na moich oczach… że jej cipka połyka cię całego… że jest lepszy ode mnie…
Darius rżnął bez litości. Monica doszła znowu, ciało w łuku, soki pryskające na twarz Marka. On lizał dalej, zbierając wszystko z jaj i nasady kutasa. Darius spuścił piąty raz — głęboko, pulsując, Monaica czując każde spusty, jęcząc głośno.
— Dwanaście… trzynaście spustów w sumie… — liczył Marek, twarz mokra od soków i cumu.
Darius wyciągnął się, kutas lśniący. Posadził Monicę na skraju łóżka twarzą do lustra i Marka. Stanął z boku, wsunął fiuta jej do ust.
— Ssij. Głęboko. A ty, mąż, liż jej cipę od spodu. Czyść to, co w niej zostawiłem, i spraw, żeby znowu spłynęła, jak ja rżnę jej gardło.
Marek klęczał między jej rozchylonymi udami. Język wsunął głęboko w opuchniętą cipkę, zbierając gęsty cum Dariusza, mieszając z jej sokami. Monica ssała głośno, mokro, policzki wpadające, ślina spływająca po brodzie na piersi. Darius trzymał ją za głowę i pchał, aż nos dotykał brzucha, gardło bulgotało.
W lustrze Marek widział wszystko: jak gardło żony rozszerza się wokół obcego fiuta, jak jej cipka drży na jego języku, jak sutki twarde. Liczył w myślach pchnięcia w usta — czternaście, piętnaście…
Monica odsunęła usta na chwilę, nitka śliny łączyła wargi z główką.
— Patrz, Marek… patrz, jak łykam prawdziwego fiuta… twój jest za mały, za słaby… ten mnie napełnia… maska spadła, jestem suką na cudze kutasy…
Wzięła znowu głęboko. Darius ryknął i spuścił szósty raz — prosto w gardło. Monica przełykała głośno, resztki spływając po brodzie. Marek lizał cipkę chciwie, ssał łechtaczkę, aż ona doszła na jego twarzy, soki tryskając.
Darius nie dał im odetchnąć. Położył Monicę na brzuchu, uniósł biodra i wbił się od tyłu znowu. Ręce Marka wciąż związane, klęczał z boku, twarz przy jej udzie.
— Trzymaj jej tyłek rozchylony — rozkazał Darius. — Palcami. Pokaż mi drogę.
Marek wsunął związane ręce jak mógł, rozchylił pośladki żony. Widział z bliska, jak gruby kutas wchodzi i wychodzi, jak wargi wciągają się, jak piana biała zbiera się wokół. Darius walił mocno, skóra klaskała.
— Szesnaście… siedemnaście… — liczył Marek. — Kurwa, osiemnaście…
Monica wrzeszczała w poduszkę, potem uniosła głowę do lustra.
— Kocham ten kutas… jest grubszy… dłuższy… napełnia mnie do końca… a ty, mąż, tylko liczysz i liżesz… jesteś moim cuckiem… moim psem…
Darius złapał ją za włosy, odgiął i spuścił siódmy raz — głęboko, tak że sperm a wypływała od razu na palce Marka trzymające pośladki. Monica doszła z nim, ciało konwulsyjne, łzy na policzkach.
Nie skończyli. Darius odwrócił ją, usiadł i posadził Monicę na sobie twarzą do Marka i lustra. Ona opuściła się sama, bujając biodrami ostro, piersi podskakujące. Marek klęczał przed nimi, język na jej łechtaczce, liżąc jak nakazano, czując każde pchnięcie od spodu.
— Dziewiętnaście… dwadzieścia… — głos Marka stłumiony cipką. Smakował cum i soki, przełykał, kutas fioletowy z bólu.
Monica złapała go za włosy, ocierała się o twarz.
— Mów, że lubisz. Mów, że chcesz, żebym brała więcej.
— Lubię… — wydusił. — Lubię, jak twoja cipka połyka jego fiuta… chcę, żeby cię rżnął… żeby napełniał… jestem twoim cuckiem…
Darius pompował do góry, doganiając. Spuścił ósmy raz, grube spusty, Monica dochodząca głośno, soki pryskające na Marka. W lustrze widać było wszystko: żonę nabitą, męża klęczącego w cumie, kochanka uśmiechniętego.
Darius uniósł ją, kutas wypadł z mokrym odgłosem. Sperm a spłynęła strużką na pościel. Spojrzał na Marka.
— Ostatnia runda. Na plecach ona. Nogi szeroko. Ty liżysz do czysta, a ja wjeżdżam znowu i spuszczam jej na język, jak ty czyszczysz. Licz do końca.
Monica położyła się, uda rozchylone maksymalnie. Marek pochylił się, język głęboko w cipce, zbierając gęsty cum ósmego spustu. Darius stanął nad jej twarzą, rżnął się ręką i spuścił dziewiąty raz — strugi na usta, język, policzki Moniki. Ona otworzyła szeroko, przełykała, a reszta spływała na piersi. Marek lizał cipkę, potem wspiął się i zbierał cum z jej twarzy, mieszając smaki, przełykając obcy spust.
Darius wbił się w nią jeszcze raz, ostro, głęboko, na stojąco trzymając jej nogi. Walił bez litości, aż łóżko skrzypiało. Monica krzyczała, dochodząc po raz kolejny, cipka zaciskająca się. Darius ryknął i spuścił dziesiąty raz — głęboko, pulsując, tak dużo, że wypływało od razu na język Marka, który klęczał gotowy.
Marek lizał, przełykał, twarz cała w cumie i sokach. Ręce związane, kutas sterczący, niewydojony, gotowy wystrzelić od samego widoku. Monica patrzyła na niego z lustra, usta pełne spermy Dariusza, uśmiech drapieżny.
— To koniec maski — wyszeptała chrypiąco. — Jestem jego dziwką. A ty… ty jesteś cuckiem, który liże cudzą spermę z mojej cipki i dziękuje.
Darius wyciągnął mokrego kutasa, otarł go o jej uda, potem o policzek Marka. Sperma kapała. Monica wsunęła palce w swoją cipkę, wyciągnęła gęstą biel i wtarła Markowi w usta.
— Przełykaj. Całą. I pamiętaj smak.
Marek przełknął, gardło pracujące. Darius rozwiązał mu ręce wreszcie, ale tylko po to, by kazać mu stać i trzymać własnego kutasa u nasady, bez ruchu.
— Nie spuszczaj. Nigdy tej nocy. Twoje jaja pękną, a ja jeszcze raz wejdę w twoją żonę na twoich oczach.
Monica rozłożyła się szeroko na łóżku, cipka otwarta, pełna, kapiąca. Darius wbił się jedenasty raz, ostro, brutalnie, rżnąc aż do kolejnego orgazmu obu. Marek stał, trzymał, patrzył w lustro, jak obcy fiut niszczy żonę, jak sperm a miesza się i wypływa, jak Monica krzyczy jego imię tylko po to, by potem syknąć „nie ty… on”.
Kiedy Darius wreszcie spuścił dwunasty, grubymi strugami prosto w jej otwartą cipkę, Monica wyciągnęła rękę, nabierała cum na palce i wciskała Markowi do gardła.
— Żryj to, cucku. Żryj spermę faceta, który zerżnął twoją żonę na twardego, aż maska spadła i została tylko dziwka pełna cudzego cumu, a ty z kutasaem bolącym i ustami pełnymi jego spustu.
Rate this story
Popular Collections
Browse Categories