Obserwując jak kocha jej najlepszego przyjaciela

Marta, 28-letnia mężatka, ostro zdradza Kubę z jego najlepszym kumplem Tomkiem, gdy ten wyjeżdża służbowo.

9 min read September 08, 2026New

Marta miała dwadzieścia osiem lat i od miesięcy nie mogła przestać myśleć o kutasie najlepszego kumpla swojego męża. Kuba, solidny, przewidywalny Kuba, zaprosił Tomka na weekend do domku na odludziu, bo „stary kolega potrzebuje oddechu od miasta”. Tomek miał trzydzieści lat, szerokie ramiona, ciemne oczy i sposób patrzenia, który sprawiał, że cipka Marty robiła się wilgotna jeszcze zanim zdążyła nalewać kawę.

Od piątkowego popołudnia napięcie wisiało w powietrzu jak gęsty dym. Kuba grillał kiełbaski, gadał o pracy, a Tomek siedział naprzeciwko Marty przy stole na tarasie i pożerał ją wzrokiem. Kiedy Kuba odwracał się do grilla, Tomek spoglądał jej prosto w dekolt, potem w oczy, i uśmiechał się tak, jakby już wiedział, że ją zerżnie. Marta czuła, jak wilgoć zbiera się w majtkach. Fantazjowała o tym, jak Tomek rozciąga jej cipkę, jak trzyma ją za biodra i wpierdala się do końca, podczas gdy Kuba jest daleko.

W sobotę rano telefon Kuby zadzwonił. Pilny wyjazd służbowy. Noc w hotelu dwieście kilometrów stąd. Musi jechać zaraz.

— Kurwa, sorry — mówił Kuba, pakując torbę. — Tomek, zostań, nie ma sensu, żebyś wracał. Marta was ogarnie. Wrócę jutro po południu.

Marta pocałowała męża na odchodne, uśmiechnęła się niewinnie i zamknęła drzwi. Dom na skraju lasu, żadnych sąsiadów, tylko szum drzew i ciężkie, gęste milczenie między nią a Tomkiem.

Wieczorem wyszli na taras z butelką czerwonego. Marta założyła krótką bawełnianą koszulkę bez stanika. Sutki od razu stwardniały od chłodnego powietrza i od tego, jak Tomek na nią patrzył. Siadła naprzeciwko, rozłożyła nogi trochę szerszej niż trzeba, i popijała wino, czując, jak jej cipka pulsuje.

Tomek odstawił kieliszek.

— Słuchaj — powiedział nisko, bez owijania. — Od lat chcę cię zerżnąć. Patrzę na ciebie, jak Kuba gadasz o pracy, i wyobrażam sobie, jak wbijam ci się po jaja, aż będziesz piszczała. Jesteś mokra, prawda?

Marta przełknęła ślinę. Serce waliło jej o żebra.

— Moknę na samą myśl o twoim kutasie — przyznała głośno, patrząc mu prosto w oczy. — Od miesięcy. Chcę, żebyś mnie użył. Świadomie. Za plecami Kuby.

Zerwali się prawie jednocześnie. Tomek chwycił ją za tył głowy i wessał jej usta. Pocałunek był brudny, głodny, pełen zębów i języka. Marta jęknęła mu w usta, przycisnęła się piersiami do jego klatki. Pachniał skórą, winem i męskim potem. Jej dłoń zjechała w dół, rozpięła mu pasek, suwak, wsunęła się do bokserów. Kutas Tomka był gruby, twardy, gorący. Wyjęła go, uklęknęła na drewnianych deskach tarasu i wzięła go do ust bez ceregieli.

— Kurwa, Marta… — syknął, wplątując palce w jej włosy.

Ssała głęboko, śliniąc się, pozwalając, by ślina spływała po trzonie na jaja. Krztusiła się odrobinę, kiedy dociskał jej głowę, ale nie odsuwała się. Chciała tego. Pokazywała mu, jak bardzo. Liznęła od nasady po żołądź, wzięła z powrotem, ssała z głośnym mlaskaniem, patrząc w górę na jego twarz. Tomek sapnął, biodra drgnęły do przodu.

— Do kuchni — warknął. — Zaraz cię rozjebię.

Wepchnął ją do środka, uniósł na blat. Marta ściągnęła majtki jednym ruchem, koszulkę przez głowę. Tomek rozchylił jej uda, plunął na kciuki i wtarł ślinę w napęczniałe wargi. Cipka była już ociekająca.

— Jebana dziwka mężatka — mruknął z uśmiechem i wbił się od tyłu jednym pchnięciem.

Marta krzyknęła. Był gruby, wypełnił ją do oporu. Trzymał ją za biodra i rżnął ostro, mokre odgłosy uderzeń skóry o skórę wypełniały kuchnię. Blat drżał. Ona pchała się do tyłu, biorąc każde pchnięcie głębiej.

— Mocniej, Tomek, jeb mnie jak sukę — jęczała.

Odwrócił ją na plecy, założył jej nogi na ramiona i wbił się znowu. Pod tym kątem dochodził jeszcze głębiej, bił o jej szyjkę. Marta wygięła się, cycki podskakiwały przy każdym uderzeniu. Tomek nachylił się, wziął sutek w usta, ssał, gryzł lekko, jednocześnie wpierdalając się w nią rytmicznie, twardo.

— Twoja cipka ssie mnie jak wściekła — syczał. — Kuba ci tak nie rżnie, co?

— Nie… o kurwa, nie… tylko ty… — bełkotała.

Przenieśli się na kanapę w salonie. Tomek usiadł, ona dosiadła go okrakiem, sięgnęła w dół, nastawiła główkę do dziurki i opuściła się powoli, aż weszła na niego do końca. Zaczęła jeździć. Sama regulowała tempo — najpierw wolno, kręcąc biodrami, potem szybciej, uderzając tyłkiem o jego uda. Jęczała głośno, bez wstydu, jak najtańsza dziwka.

— Tak, bierz mnie, użyj mnie — skomlała.

Tomek ściskał jej tyłek obiema dłońmi, rozchylał pośladki, wsuwał kciuk między nie, potem unosił twarz i lizał jej sutki na przemian, ssał je, mrucząc z zadowoleniem. Marta czuła, jak orgazm narasta nisko w brzuchu. Pochyliła się, oparła ręce o jego klatkę i rżnęła się na nim coraz szybciej, mokra cipka mlaskała wokół kutasa.

— Dochodzę… jebie… Tomek… — wrzasnęła i spięła się, zaciskając się na nim falami.

On nie pozwolił jej odpocząć. Przewrócił ją na bok, ułożył w pozycji na łyżeczkę, uniósł jej udo i wbił się znowu od tyłu. Rżnął głęboko, jednostajnie, trzymając ją mocno za pierś. Marta czuła każdy cal, czuła, jak jej soki spływają po udach.

— W ciebie — warknął jej do ucha. — Spuszczam się w twoją mężatkę cipę.

— Dawaj… całą… — jęknęła.

Kilka twardych pchnięć i Tomek wbił się do oporu, zadrżał, pumpuąc w nią gorącą spermę. Marta doszła drugi raz w tym samym momencie, krzycząc jego imię głośno, bez hamulców, zaciskając się wokół pulsującego kutasa, aż gwiazdy zatańczyły jej przed oczami.

Zostali tak chwilę, spoceni, dyszący. Jego kutas miękł w niej powoli, sperma zaczynała wypływać.

Następnego ranka Marta obudziła się naga. Między udami miała zaschnięte i świeże ślady jego wytrysku. Wstała, nie ubierając się, poszła do kuchni i zrobiła kawę. Tomek wyszedł w samych bokserach, podrapał się po klatce, spoglądając na jej nagi tyłek i na białe smugi na skórze ud.

Podała mu kubek. Uśmiechnęła się brudno.

— To nie będzie jednorazowa zdrada — powiedziała prosto. — Chcę więcej. Chcę, żebyś mnie rżnął, kiedy Kuba wyjeżdża. Albo nawet kiedy jest w pracy. Będę twoją tajną dziwką.

Tomek odstawił kawę, chwycił ją za kark i pocałował pożądliwie przy oknie, język głęboko w jej ustach, dłoń zjeżdżająca między nogi, zbierająca resztki swojej spermy z jej cipki i wtykająca jej z powrotem.

— Umówimy się — szepnął jej w usta. — Za dwa tygodnie on ma konferencję. Przyjadę tu. Albo ty do mnie. I zerżnę cię tak, że nie będziesz mogła normalnie chodzić, a on nic nie wyczuje.

Marta otarła się o jego dłoń, czując, jak znowu robi się mokra.

— I powiesz mi potem szczegóły, jak go okłamiesz — dodał Tomek, gryząc jej dolną wargę. — Chcę wiedzieć, że leżysz w waszym łóżku z moim nasieniem w środku.

Obejmowali się przy oknie, nagość Marty przyciśnięta do niego, kutas Tomka znowu twardniejący w bokserach. Las za szybą był cichy. Telefon Kuby milczał jeszcze kilka godzin. A oni już planowali kolejne dziury w kalendarzu, kolejne noce, kolejne razy, kiedy ona będzie brała w siebie kutasa jego najlepszego przyjaciela i wracała do męża z uśmiechem na twarzy.

Tomek nie odpuścił jej przy oknie. Przesunął bokserki w dół, chwycił Martę za biodra i uniósł ją, wbijając grubego kutasa z powrotem w ociekającą resztkami spermy cipkę. Marta oplotła nogami jego biodra, plecy uderzyły o zimną szybę, a las za nią był tylko tłem. Rżnął ją stojąco, ostro, każde pchnięcie wypychało z niej białą maź, która spływała po jego jajach i na drewnianą podłogę.

— Patrz na mnie — warknął, trzymając ją za gardło wystarczająco mocno, by czuła puls. — Mów, że jesteś moją dziwką.

— Jestem twoją jebaną dziwką — sapnęła, paznokcie wbijając w jego ramiona. — Rżnij mnie, Tomek, napełnij mnie znowu, zanim wróci ten frajer.

Doszli szybko, brudno, bez pretensji do czułości. Tomek spuścił się w nią drugi raz tego ranka, pulsując głęboko, a Marta skończyła z głośnym, załamanym krzykiem, zaciskając się na nim jak imadło. Kiedy ją opuścił, sperma bulgotała z jej dziurki i spływała po wewnętrznej stronie ud. Usiadła nago przy stole, piła kawę z rozchylonymi nogami i pozwoliła mu oglądać, jak cieknie.

Po południu Kuba wrócił. Marta otworzyła drzwi w dresie, umyta, pachnąca mydłem, uśmiechnięta jak zawsze. Pocałowała męża w usta, poczuła jego język i pomyślała o smaku kutasa Tomka. Tomek siedział na kanapie, pił piwo, uśmiechał się niewinnie. Wieczorem, kiedy Kuba poszedł spać, Marta wstała do łazienki, wsunęła sobie dwa palce w cipkę i posłała Tomkowi zdjęcie mokrych warg z podpisem: „Jeszcze twoje. Zaraz”.

Dwa tygodnie minęły jak mrugnięcie. Kuba pakował się na konferencję — trzy noce w hotelu, prezentacje, kolacje firmowe. Marta pomagała mu składać koszule, gładziła krawat, pocałowała go na odchodne pod drzwiami.

— Baw się dobrze — powiedziała miękko. — Ja sobie poradzę.

Gdy tylko samochód zniknął za zakrętem, napisała do Tomka: „Jedzie. Przyjeżdżaj. Chcę pierdolić się w naszym łóżku”.

Tomek stanął w progu po czterdziestu minutach. Nawet nie zdążyli dojść do sypialni. Marta zerwała z niego koszulę na korytarzu, uklękła i wzięła kutasa do gardła od razu, ssąc głośno, śliniąc się, dusząc się celowo, żeby łzy spłynęły jej po policzkach. Tomek trzymał ją za włosy i wpierdalał się w usta, aż ślina kapała na parkiet.

— Do łóżka — warknął. — Tego, w którym śpisz z nim.

Rzucił ją na pościel pachnącą proszkiem i Kubą. Marta rozłożyła się szeroko, uniosła biodra. Tomek wbił twarz między jej uda i żarł cipkę jak głodny, liżąc, ssąc łechtaczkę, wsuwając język głęboko, aż Marta wiła się i skomlała jego imię. Kiedy była już rozmiękła i ociekająca, odwrócił ją na czworaka, chwycił za biodra i wjechał do oporu jednym pchnięciem.

Blat łóżka stękał. Marta wpijała twarz w poduszkę Kuby, wdychała zapach męża, podczas gdy kutas najlepszego kumpla rozciągał ją od środka. Tomek rżnął bez litości — mokre, głośne uderzenia, jaja bijące o jej cipkę, kciuk wciśnięty w tyłek.

— Mów — syczał. — Jak mu skłamiesz.

— Powiem… o kurwa… że czytałam książkę… że spałam wcześnie… — bełkotała między jękami. — A ty będziesz we mnie… całą noc… jebie…

Przewrócił ją na plecy, założył nogi za głowę i wbijał się tak głęboko, że Marta widziała gwiazdy. Sutki miała obolałe od gryzienia, szyja w siniakach od ssania. Tomek pluł jej na cycki, rozcierał ślinę, potem nachylił się i ssał je z powrotem.

— Twoja mężatka dziura jest lepsza niż każda dziwka z miasta — mruczał. — Kuba nawet nie wie, jak mokra potrafisz być.

Marta doszła pierwszy raz, krzycząc w poduszkę, zaciskając się falami. Tomek nie wyciągnął. Kontynuował, wolniej, głębiej, aż ona znów zaczęła piąć się na drugą falę. Wtedy wyciągnął, usiadł jej na piersiach i wsunął kutasa między cycki, rżnąc je, plując na bruzdę, a Marta liżała żołądź przy każdym pchnięciu. Kiedy był blisko, wrócił do cipki, wbił się do końca i spuścił się w nią z głośnym, zwierzęcym rykiem, pompując gorąco, aż poczuła, jak wypełnia jej macicę.

Nie skończyli. Po godzinie leżenia w kałuży spermy i potu Tomek znowu stwardniał. Ułożył ją na boku, uniósł udo i rżnął powoli, jednostajnie, szeptając do ucha filmy o tym, jak będzie ją brał w samochodzie pod biurem Kuby, jak wsunie jej rękę do majtek na rodzinnej kolacji, jak każe jej dzwonić do męża z kutasa w ustach.

Następnego dnia rżnęli się w kuchni na blacie, na którym wcześniej kroili chleb. Marta stała z twarzą przyciśniętą do szafki, Tomek brał ją od tyłu, trzymając za włosy, a ona trzymała telefon — Kuba właśnie napisał „jak tam, kotku?”. Odpowiedziała drżącymi palcami: „Nudno. Oglądam serial. Tęsknię”, podczas gdy kutas Tomka walił w nią rytmicznie i sperma z poprzedniego wytrysku bulgotała przy każdym pchnięciu.

Wieczorem w salonie kazał jej klęczeć przy fotelu Kuby i ssać, aż ślina spływała na dywan. Potem dosiadła go tyłem, oparła ręce o podłokietniki i jeździła jak wściekła, tyłek uderzający o uda, cipka mlaskająca głośno. Tomek ściskał jej cycki, szczypał sutki, szeptał:

— Jutro wraca. Chcę, żebyś poszła z nim spać z moim nasieniem w środku. Żeby kapało na waszą pościel. Żebyś poczuła, jak ci wylewa, kiedy on cię pieści.

Marta doszła na tych słowach, drżąc, jęcząc bez wstydu. Tomek spuścił się w nią po raz kolejny, przytrzymując biodra tak mocno, że zostały siniaki w kształcie palców.

Ostatnią noc spędzili w łóżku małżeńskim. Tomek kazał jej założyć obrączkę i nic więcej. Rżnął ją powoli, patrzył w oczy, kazał powtarzać, że kocha zdradzać. Marta szeptała to między orgazmami, mokra, rozbita, uzależniona. Nad ranem wstała, wzięła prysznic tylko zewnętrznie — w środku zostawiła wszystko — i ubrała się w sukienkę, którą Kuba lubił.

Kiedy Tomek wychodził, pocałował ją w progu, wsunął dwa palce w cipkę, wyciągnął mokre od spermy i włożył jej do ust.

— Liż. I pamiętaj smak, kiedy będziesz z nim.

Zostawił ją samą. Marta posprzątała ślady, przewietrzyła, zmieniła poszewki, ale w głębi macicy wciąż czuła ciepło. Wieczorem Kuba wrócił zmęczony, uśmiechnięty, z kwiatami. Przytulił ją mocno.

— Tęskniłem — powiedział.

Marta wtuliła twarz w jego szyję, bare stopy na zimnej podłodze, i poczuła, jak powoli, gęsto, nieubłaganie spływa jej po udzie kolejna kropla tego, co Tomek w niej zostawił.

Nigdy już nie będzie tylko jego.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged blowjob doggy-style creampie cowgirl rough-sex

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.