Masaż najlepszego przyjaciela na houseboacie

Najlepszy kumpel Kuba (30 lat, trener) rozbiera 32-letniego architekta Marka i ostro rżnie go na houseboacie po tym,

9 min read September 12, 2026New

Marek stał przy otwartym oknie kajuty houseboatu i wpatrywał się w ciemną taflę mazurskiego jeziora. Trzydzieści dwa lata, architekt z Warszawy, od tygodnia siedział przy desce kreślarskiej po dwanaście godzin dziennie i teraz każdy mięsień między łopatkami krzyczał. Kuba, najlepszy kumpel od dziesięciu lat, trzydziestoletni trener personalny z ciałem rzeźbionym na siłowni, nalał im kolejną rundę czerwonego wina i usiadł na kanapie naprzeciwko.

— Znowu pierdolisz o tych plecach? — rzucił z uśmiechem, który zawsze sprawiał, że Marekowi coś drgało nisko w brzuchu. — Daj spokój. Mam olejki. Profesjonalny masaż, zero grzeczności. Rozbieraj się.

Marek poczuł, jak gorąco spływa mu po karku. Od lat ukradkiem gapił się na ramiona Kuby, na to, jak spodenki treningowe obcisłe przylegały do jego ud, jak żyła na przedramieniu pulsowała, kiedy Kuba podnosił ciężary. Fantazjował o tym kutasie, o tym, jak by smakował, jak by pchał. Nigdy nie przekroczyli granicy. Przyjaźń. Bezpieczeństwo. A teraz, na środku jeziora, z winem w żyłach i nocą wokół, granica pękała.

— Dobra — mruknął Marek, odstawiając kieliszek. — Ale bez śmiechu, jak zobaczysz moje białawe biurowe ciało.

Kuba wstał, podszedł blisko, blisko na wyciągnięcie ręki. Pachniał mydłem i czymś męskim, skórą rozgrzaną słońcem.

— Rozbieraj się, Marek. Całkiem. Na brzuch, na łóżko. Szerokie jest, jak chciałeś.

Marek ściągnął koszulę, potem spodnie i bokserki. Kutas już twardniał, ciężki, półwzwiedziony z samego napięcia. Położył się na brzuchu na świeżych prześcieradłach. Usłyszał, jak Kuba otwiera buteleczkę, jak olejek bulgocze. Potem mocne, śliskie dłonie wylądowały na jego łopatkach.

Kuba pracował powoli, głęboko. Kciuki wciskały się w napięte pasma mięśni, ślizgały w dół kręgosłupa, rozcierały pośladki. Marek westchnął głośno, kiedy dłonie zsunęły się niżej, między uda, kciuk ocierając się o jądra od spodu. Serce waliło mu jak oszalałe. Myślał: kurwa, czuję jego kutas przez spodenki, twarde jak kamień, przykłada się do mojego uda.

— Kuba… — głos mu się złamał. — Ja… od lat chcę poczuć twojego kutasa. Naprawdę. Chcę go w gębie, w dupie, wszędzie. Fantazjuję o tym, jak mnie rżniesz, jak mnie niszczysz.

Dłonie Kuby zatrzymały się na moment. Potem ścisnęły mocniej pośladki Marka, rozchylając je.

— Ja też, kurwa — szepnął Kuba prosto w ucho, nachylając się tak, że gorący oddech łaskotał skórę. — Marzę o twojej ciasnej dupie od zawsze. Chcę cię zerżnąć tak, żebyś nie mógł chodzić. Dajesz zielone światło?

— Biorę. Wszystko. Rób ze mną co chcesz.

Kuba odwrócił go gwałtownie, wgryzł się w usta. Pocałunek był brudny, pełen języków, śliny, zębów. Marek ssał język kumpla jakby chciał go połknąć, ręce wpił w twarde peczki, w krótkie włosy. Kuba wcisnął mu dłoń między nogi, ścisnął twardego fiuta, przeciągnął kciukiem po wilgotnej główce.

— Leż — rozkazał.

Kuba zsunął się niżej, wziął kutasa Marka głęboko do gardła za jednym razem. Mokry, gorący ssący dźwięk wypełnił kajutę. Język wirował pod żołędziem, gardło zaciskało się, kiedy Kuba połykał aż do jaj. Marek wygiął się, łapiąc za włosy trenera, popychając biodrami.

— Jebać, Kuba… twoja morda na moim kutasie… tak głęboko…

Kuba obciągał długo, głośno, śliniąc się, puszczając ślinę po jądrach, po kroczu, aż do dziurki. Palec olejem natarty wcisnął się do środka, kręcił, rozciągał. Marek jęczał jak suka, otwarty, gotowy.

Potem Kuba podniósł mu nogi, złożył prawie na pół, główkę swojego grubego, nabrzmiałego fiuta przyłożył do luźniejszej już dziurki.

— Patrz mi w oczy, kiedy cię biorę — warknął i wbił się jednym długim pchnięciem.

Marek krzyknął, piekący rozrost wypełnił go do oporu. Kuba walił mocno od razu, misjonarsko, biodra uderzały o pośladki z mokrym klaśnięciem, kutas wchodził i wychodził, rozciągając, głaszcząc prostatę przy każdym ruchu. Olejek chlupał, skóra o skórę, pot spływał im po piersiach.

— Jaka ciasna cweńska dupa — syczał Kuba. — Najlepszy przyjaciel pierdoli cię jak dziwkę. Czujesz, jak cię rozciągam? Będziesz chodzić z moim kutasem w głowie przez tydzień.

Marek trzymał się za kostki, nogi szeroko, patrzył, jak gruby wał wchodzi w niego po jaja. Każde pchnięcie wywoływało iskry za powiekami. Chciał więcej, brudniej.

Kuba wyciągnął się, rzucił go na czworaka. Chwycił za biodra żelaznym uchwytem i wbił znowu, jeszcze głębiej, grzmotając od tyłu. Jaja uderzały o krocze Marka, ręka spięła mu kark i przycisnęła twarz do poduszki.

— Weź kutasa najlepszego przyjaciela głęboko w swoją cweńską dupę — pluł Kuba, rżnąc bez litości. — Jęcz głośniej. Powiedz, czyja jesteś dziura.

— Twoja… kurwa twoja… rżnij mnie mocniej, Kuba, zniszcz mnie…

Kuba walił tak, że łóżko skrzypiało, houseboat lekko kołysał się na fali. Brudny talk lał się bez przerwy: o tym, jak Marek zawsze był stworzony do brania fiuta kumpla, jak będzie spuszczał tylko z kutasem w dupie, jak ładnie wygląda z rozciągniętą dziurką. Marek pocił się, ślinił na prześcieradło, kutas wił się nie tykany, cieknąc na materac.

W końcu Kuba wyciągnął go, położył się na plecach.

— Siadaj. Sam się nabij. Chcę widzieć, jak twoja dupa pożera mój kutas.

Marek wspiął się, rozstawił kolana, złapał grubego fiuta i powoli, centymetr po centymetrze, nabijał się na niego. Kiedy dosiadł do końca, obaj jęknęli. Zaczaił się kołysać, podskakiwać, rżnąć się od góry, pośladki klaszcząc o uda Kuby. Kuba szarpał go za włosy, ciągnął głowę do tyłu, drugą ręką ściskał sutki, potem dłoń zsunął na kutasa Marka i zaczął mu mocno walić w rytm.

— Tak, skacz na nim, kurwo… bierz głębiej… patrz, jak twoja dziura ssie mojego fiuta… zaraz cię napełnię, ale najpierw jeszcze…

Marek galopował, spocony, oczy zamknięte, czując każde żebro na kutasie kumpla, każde pchnięcie od dołu, kiedy Kuba zaczął go doganiać biodrami. Napięcie rosło, jądra kuby kurczyły się, oddech stawał się rzężeniem. Włosy bolały od szarpania, dupa piekła słodko, kutas tętnił w pięści Kuby. Byli blisko, tak blisko, że powietrze w kajucie gęstniało od jęków i mokrych odgłosów, a houseboat kołysał się delikatnie, jakby sam brał udział w tym brudnym, wygłodniałym pierdoleniu dwóch facetów, którzy wreszcie przestali udawać.

Kuba złapał go za biodra i zaczął pchać od dołu jak piston, każde uderzenie wchodziło głębiej, aż jądra klepały o spocone pośladki Marka z głośnym, mokrym dźwiękiem. Marek wygiął się do tyłu, dłonie oparte na twardych udach kumpla, i galopował jeszcze szybciej, czując, jak gruby wał rozpycha go od środka, jak żebra na kutasie ocierają prostatę przy każdym zejściu.

— Kurwa, twoja dupa… ssie mnie jak głodna dziura — warknął Kuba, głos niski, ochrypły. — Patrz na mnie. Otwórz te oczy i patrz, jak cię napełniam.

Marek spojrzał w dół. Twarz Kuby była spocona, szczęka napięta, żyły na szyi pulsowały. W oczach miał czystą, brudną żądzę. Marek poczuł, jak własne jądra się kurczą. Kutas wił mu się między nimi, czerwony, cieknący długimi nitkami na brzuch trenera. Kuba złapał go w pięść i zaczął walić w rytm pchnięć — twarde, szybkie ruchy, kciuk ocierający wilgotną główkę.

— Zaraz spuszczę — wydusił Marek. — Kuba, kurwa, zaraz…

— Nie. Jeszcze nie. — Kuba gwałtownie uniósł biodra, wbił się do oporu i przytrzymał Marka na miejscu. — Najpierw ja. Chcę cię zalać. Chcę, żebyś poczuł, jak mój sperma leci ci do środka, jak twoja cweńska dziura puchnie od mojego soku.

Wypchnął Marka z siebie jednym ruchem. Kutas wysunął się z głośnym, mokrym dźwiękiem, zostawiając dziurkę rozwartą, drgającą, lśniącą od olejku. Marek jęknął z pustki, ale Kuba już go przerzucał na brzeg łóżka, stawał za nim, wsuwał z powrotem jednym długim pchnięciem. Marek krzyknął w poduszkę, kiedy gruby fiut otworzył go znowu, jeszcze mocniej, jeszcze głębiej. Kuba złapał go za kark, przycisnął twarz do materaca i zaczął rżnąć bez litości — krótkie, twarde pchnięcia, biodra uderzające o pośladki jak młot.

Kajuta pachniała sexem, potem i winem. Houseboat kołysał się mocniej na fali, jakby sama woda brała udział. Marek czuł każde uderzenie aż w zębach. Jego własny kutas fruwał nie tykany, bijąc o brzuch, zostawiając mokre ślady. Kuba nachylił się, wgryzł w kark, syczał prosto w ucho:

— Dziesięć lat patrzyłem na ciebie i myślałem o tej dupie. Myślałem, jak cię rozjebię. Jak cię napełnię. Jak będziesz spływał moim sokiem po udach, kiedy będziesz stał rano przy oknie. Jesteś moją dziurą, Marek. Powiedz to.

— Jestem… twoją dziurą — wyjęczał Marek, ślina spływała mu po brodzie. — Rżnij mnie, Kuba… napełnij mnie… chcę twoją spermę…

Kuba przyspieszył. Dźwięk skóry o skórę stał się głośniejszy, brudniejszy. Olejek chlupał przy każdym wyjęciu. Marek czuł, jak kutas trenera twardnieje jeszcze bardziej w środku, jak jądra cuby kurczą się i uderzają o jego krocze. Potem Kuba wrzasnął, wbił się do samego dna i spuścił — gorące, gęste strugi lały się głęboko, pulsując, wypełniając. Marek czuł każdy puls, każdy wyrzut, jakby Kuba pompował w niego całe napięcie dziesięciu lat.

— Bierz… bierz to wszystko — rzęził Kuba, nadal pchaąc, wciskając resztki. — Twoja dupa jest pełna mojego soku… kurwa, jaka ciasna…

Dopiero wtedy Kuba wyciągnął dłoń pod Marka i złapał jego kutasa. Kilka twardych, szybkich ruchów wystarczyło. Marek krzyknął, wygiął się i spuścił na prześcieradło — długie, gęste strugi, które brudziły materac, spływały po jego brzuchu, mieszały się z potem. Kutas drgał w pięści Kuby, a dupa zaciskała się rytmicznie wokół wciąż twardego fiuta trenera, wyciskając z niego ostatnie krople.

Przez chwilę stali tak, złączone, dyszący. Kuba powoli wyciągnął się. Sperma wypłynęła z rozwartej dziurki Marka grubą strugą, spłynęła po jądrach, po udach, kapnęła na podłogę kajuty. Marek leżał na brzuchu, nogi szeroko, dupa otwarta, czerwona, lśniąca. Oddychał ciężko, twarz wciśnięta w poduszkę, która pachniała ich potem i sperma.

Kuba usiadł obok, pogładził go po spoconym grzbiecie, potem wsunął dwa palce z powrotem do środka i powoli kręcił, wyciskając więcej swojego soku. Marek jęknął, ale nie uciekał — otworzył się jeszcze szerzej, pozwalając.

— Kurwa, patrz na to — mruknął Kuba, głos już cichszy, ale wciąż brudny. — Twoja dziura cieknie moim sokiem. Najlepszy kumpel wypełnił cię do oporu. Czujesz, jak to wypływa?

— Czuję… — Marek odwrócił głowę, spojrzał na niego przez ramię. Oczy miał zamglone, usta spuchnięte od gryzienia. — Chcę więcej. Nie kończ. Chcę, żebyś mnie jeszcze raz wziął. Chcę smakować twojego kutasa, kiedy jest cały w mojej sperma i twojej.

Kuba uśmiechnął się krzywo, wstał, podszedł bliżej. Jego kutas wciąż był twardy, lśniący od olejku i spermy, ciężki. Przyłożył go do ust Marka.

— Liż. Wyczyść mnie. Potem zobaczymy.

Marek otworzył usta chętnie, wziął go głęboko, ssał głośno, język zbierał resztki z żołędzi, z trzonu, schodził niżej, do jąder. Smakował siebie i Kubę naraz — słony, gorzki, brudny. Kuba złapał go za włosy i pchał powoli, pozwalając gardłu zaciskać się wokół główki. Marek krztusił się trochę, ale nie odsuwał — ślina spływała mu po brodzie, po szyi, a dupa wciąż drgała, wypuszczając kolejne krople.

Kiedy kutas znów był twardy jak kamień, Kuba wyciągnął się z ust, podniósł Marka jak lalkę i położył na plecach na brzegu łóżka. Nogi Marka w górę, kostki przy uszach. Kuba wbił się znowu, tym razem wolniej, głębiej, patrząc mu w oczy. Każde pchnięcie było kontrolowane, ale twarde — wchodził do końca, zostawał, kręcił biodrami, potem wyjmował prawie cały i znowu walił.

— Widzisz? — szeptał. — Twoja dupa już wie, do kogo należy. Już nie jesteś tylko kumplem. Jesteś moją dziurą na houseboacie. Będę cię brał, kiedy zechcę. Na jeziorze, w Warszawie, gdziekolwiek. Zgadzasz się?

— Zgadzam… kurwa tak… — Marek łapał go za barki, wsuwał paznokcie w skórę. — Bierz mnie zawsze. Chcę twojego kutasa w sobie codziennie. Chcę, żebyś mnie niszczył.

Kuba przyspieszył znowu. Łóżko skrzypiało głośniej. Houseboat kołysał się. Marek czuł drugą falę rosnącą — prostatę miażdżoną przy każdym ruchu, kutasa znowu twardniejącego między nimi. Kuba złapał go za oba nadgarstki, przycisnął nad głową i rżnął jak maszyna, aż sperma z pierwszego orgazmu chlupała przy każdym wyjęciu, aż Marek znowu krzyczał i spuszczał — tym razem na własną pierś, na brodę, na usta.

Kuba dobił kilka sekund później. Wbił się, zaryczał i zalał go drugi raz — gorące, gęste, pulsujące. Tym razem nie wyciągnął od razu. Został w środku, dysząc, czoło oparte o czoło Marka, kutas drgający w ciasnej, pełnej dupie.

Leżeli tak długo. Pot spływał im po skroniach. Serce biły jak oszalałe. W końcu Kuba powoli wyciągnął się. Gruba struga spermy wypłynęła natychmiast, spłynęła po pośladkach Marka na prześcieradło. Kuba wsunął palce, rozprowadził ją, wcisnął z powrotem do środka, jakby chciał, żeby została.

Marek leżał rozwalony, nogi szeroko, dupa otwarta i czerwona, cała pierś brudna od własnego soku. Oddychał głęboko, uśmiechał się krzywo, zmęczony i nasycony.

Kuba położył się obok, przetarł kciukiem po dolnej wardze Marka, zbierając kroplę spermy, i wsunął mu ten kciuk do ust. Marek ssał automatycznie.

— Jutro rano znowu — powiedział Kuba cicho, ale stanowczo. — Zbudzę cię kutasem w dupie. Potem wyjdziemy na pokład i będziesz stał nago przy relingu, a ja będę cię brał od tyłu, patrząc na jezioro. Żeby każdy, kto przepłynie, wiedział, że jesteś moją dziurą. Dobrze?

Marek przełknął, spojrzał mu prosto w oczy, wciąż z kciukiem w ustach, i wyjął go dopiero po chwili.

— A jak nie starczy nam olejku… to użyjesz mojej śliny i twojej spermy z mojej dupy, tak?

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged blowjob deepthroat anal doggy-style missionary

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.