Maska opada na falach
Ola (29 lat) na wakacjach otwarcie zdradza męża Marcina (32 lata) z pewnym ratownikiem Hassanem (34 lata), a ten upokorzony tylko się
Ola i Marcin weszli do apartamentu z panoramicznymi oknami na morze. Luksus, biel, zapach świeżego drewna. Dwudziestodziewięcioletnia Ola rzuciła torbę na kanapę i od razu podeszła do balkonu. Wiatr szarpał jej letnią sukienkę.
— Popatrz na to — powiedziała, nie odwracając się. — Tutaj wreszcie mogę to zrobić. Na twoich oczach, Marcinek.
Trzydziestodwuletni Marcin stał w progu, czując, jak coś ściska mu gardło. Od miesięcy słuchał jej fantazji. Chciała, żeby inny mężczyzna brał ją przy nim. Chciała, żeby patrzył. Upokorzenie paliło go pod skórą, a jednocześnie kutas w spodniach twardniał wbrew wszystkiemu.
— Ola… — zaczął cicho.
— Nie gadaj. Wiesz, że chcesz. Czerwienisz się już na samą myśl.
Wyszli na plażę po południu. Ola w skąpym czerwonym bikini, które ledwo zasłaniało sutki i cipkę. Marcin niósł ręczniki, czując wzrok obcych facetów na żonie. Wtedy pojawił się on.
Hassan, trzydziestoczteroletni ratownik, wysoki, szerokie ramiona, ciemna skóra spocona od słońca, pewny siebie uśmiech. Szedł wzdłuż brzegu w czerwonych spodenkach, gwizdek na szyi. Zatrzymał się przy ich leżakach.
— Wszystko w porządku? — zapytał niskim głosem, patrząc prosto na Olę.
Ona uniosła okulary przeciwsłoneczne.
— Lepiej niż w porządku. Jesteś stąd?
— Od sześciu lat. Hassan. — Podał rękę. Zamiast Marcinowi, najpierw jej. Palce zamknęły się na jej dłoni dłużej, niż trzeba. — A ty?
— Ola. To mój mąż, Marcin.
Hassan skinął mu głową, ledwo. Oczy wróciły do dekoltu Oli. Ona nie odsunęła się, gdy jego dłoń spoczęła na jej biodrze, jakby poprawiał pasek bikini. Kciuk musnął skórę tuż nad kością. Marcin siedział sztywno, serce biło mu jak młot. Ola roześmiała się głośno, pozwoliła, by Hassan przesunął dłoń niżej, prawie na pośladek.
— Lubisz ryzyko? — zapytał ratownik.
— Uwielbiam. Zwłaszcza kiedy ktoś patrzy.
Napięcie rosło z każdą minutą. Wieczorem przy basenie hotelowym Ola już nie udawała. Założyła jeszcze skromniejsze bikini — cienkie paski, mokre od wody, przyklejone do cipki. Muzyka grała z głośników. Hassan pojawił się po służbie, w zwykłych spodenkach. Ola podeszła do niego bez wahania, chwyciła za ręce i zaczęła tańczyć blisko, biodra ocierające się o jego krocze. Marcin siedział przy stoliku trzy metry dalej, szklanka w dłoni drżała.
Hassan pochylił się i pocałował ją głęboko. Język, ślina, głośne cmokanie. Dłonie zsunęły jej ramiączka, odsłaniając sutki na sekundę. Ola jęknęła mu w usta, potem szepnęła coś prosto do ucha. Marcin usłyszał fragmenty, bo wiatr niósł słowa:
— Chcę poczuć prawdziwego kutasa. Nie ten mój, mały. Twój. Dziś.
Hassan uśmiechnął się drapieżnie, złapał ją za tyłek i uniósł, przyciskając do siebie. Ola odwróciła głowę i spojrzała Marcinowi prosto w oczy. Twarz męża była czerwona, oczy błyszczały od wstydu i podniecenia. Kutas wyraźnie odznaczał się w jego szortach.
— Słyszysz, kochanie? — powiedziała głośno, wciąż w objęciach ratownika. — Zamierzam dziś zerżnąć się z Tomkiem… z Hassanem. Na twoich oczach. Będziesz siedział i patrzył, jak prawdziwy facet mnie jebie. Chcesz tego, prawda? Jesteś mokry z humoru już teraz.
Marcin kiwnął głową, niezdolny wydusić słowa. Gardło miał spalone.
Wrócili do apartamentu. Hassan zamknął drzwi za sobą. Ola nie czekała. Klęknęła przed nim na środku salonu, tuż przy stole jadalnym. Marcin usiadł na krześle naprzeciwko, jak mu kazała. Zdjęła spodenki ratownika. Gruby, ciemny kutas wyskoczył, żyły pulsowały. Ola wzięła go do ust od razu, głęboko, aż gardło zachrypiało. Głośne ssanie, ślinotok spływający po brodzie, odgłosy mokre i wulgarne. Patrzyła mężowi w oczy za każdym ruchem głowy.
— Mmmhh… patrz, jak go ssę. Taki twardy… grubszy niż ty kiedykolwiek.
Hassan złapał ją za włosy i pchał głębiej. Ola krztusiła się z przyjemnością, łzy w oczach, ale nie odsuwała się. Kiedy wyjęła, nitka śliny łączyła jej usta z żołędziem.
— Na stół — rzucił Hassan.
Ola wspięła się na blat, tyłem do niego, w pozycji doggy. Bikini zsunął jednym ruchem. Wbił się od razu, mocno, do oporu. Ola krzyknęła. Hassan trzymał ją za biodra, potem złapał grzywę i ciągnął do tyłu, waląc rytmicznie, jaja uderzały o jej cipkę. Skóra o skórę, mokry plask, stół skrzypiał.
— Jebię ci żonę, stary — powiedział do Marcina przez zęby. — Ciaśniejsza niż myślałem.
Ola odwróciła twarz do męża.
— Widzisz? Tak się rżnie kobietę. Nie tak jak ty, delikatnie. On mnie niszczy. Kurwa, głębiej!
Hassan przyspieszył, potem wyciągnął i przewrócił ją na plecy, usadził na sobie w jeźdźcu. Ola zsunęła się na kutasa sama, biodra pracowały dziko. Sutki podskakiwały. Krzyczała bez wstydu.
— Marcinek, patrz na mnie! Jego kutas jest tyle razy lepszy! Wypełnia mnie całą, czuję go w brzuchu! Ty nigdy tak nie dawałeś! Aaaah— jebie mnie jak należy!
Marcin siedział czerwony, dłoń nieświadomie ściskała własnego kutasa przez materiał. Hassan złapał Olę za piersi, podsadzał od dołu. Po kilku minutach ryku wbił się do końca i spuścił głęboko w jej cipkę. Gorące spusty, pulsowanie. Ola zadrżała, dochodząc razem z nim, paznokcie wbijając w jego klatkę.
Jeszcze mokra, zsuwając się, Ola złapała męża za ramiona i ściągnęła na kolana przed sobą.
— Teraz liż. Całą. Wylizuj mi z cipki spermę Hassana. Do czysta. Patrz mi w oczy.
Marcin klęknął. Zapach obcego nasienia uderzył go w nos. Język wsunął między wargi. Słona, gęsta spuma spływała mu po brodzie, gdy ssał i lizał, zbierając każdą kroplę z rozciągniętej dziurki żony. Ola trzymała go za głowę, lekko uśmiechnięta z politowaniem.
— Dobry chłopiec. Jedz to. To dowód, że nie jesteś wystarczający.
Hassan stał obok, wciąż na wpół twardy, i obserwował. Kiedy Marcin skończył, Ola podniosła się, oblizując usta. Podeszła do ratownika i pocałowała go namiętnie, długo, dzieląc się smakiem. Języki splatały się na oczach męża.
— Jutro znowu — szepnęła Hassanowi. — Chcę więcej. Może na plaży po zmroku. Albo tu, przy otwartych drzwiach balkonu.
Potem odwróciła się do Marcina. Uśmiech był lekki, prawie czuły, ale pełen politowania. Oparła dłoń na jego policzku, kciuk musnął resztki spuszczu na brodzie.
— Widz
— Widzisz mnie teraz, Marcinek? Prawdziwą. I lubisz to, bo twój mały kutas wciąż puchnie w tych szortach jak głupi.
Marcin nie odpowiedział. Oczy miał wilgotne, usta wciąż lekko otwarte, smak obcej spermy na języku. Hassan zaśmiał się cicho, podszedł bliżej i klepnął Olę w odsłonięty tyłek.
— Twój mąż ma smykałkę do tego, laska. Niech siedzi i patrzy dalej. Noc dopiero się zaczyna.
Ola pociągnęła Marcina za rękę, wciągnęła go na kanapę pod panoramicznymi oknami. Drzwi balkonu otworzyła na oścież. Wiatr od morza wdarł się do środka, chłodny, słony, poruszając firankami. Hassan stanął za nią, już znowu twardy. Ola schyliła się, rozłożyła nogi szeroko i oparła dłonie o parapet, wystawiając się. Marcin siedział tuż obok, mniej niż metr, z twarzą na wysokości jej bioder.
— Patrz uważnie — rzuciła przez ramię. — Zobacz, jak prawdziwy chuj wchodzi w twoją żonę.
Hassan wbił się jednym pchnięciem. Mokry, głośny dźwięk. Ola jęknęła nisko, głęboko, a jej cipka, wciąż pełna resztek poprzedniego spustu, głośno ssała gruby kutas ratownika. Hassan złapał ją za biodra mocno, palce wcisnęły się w skórę, i zaczął rżnąć spokojnym, ciężkim rytmem. Każde uderzenie sprawiało, że jej piersi kołysały się, a pośladki trzęsły. Marcin widział wszystko z bliska: rozciągnięte wargi, ciemną żyłę na kutasie Hassana, jak skóra naciąga się przy każdym wdechnięciu.
— Kurwa, jak on mnie wypełnia… — Ola mówiła prosto do męża, głos drżący od pchnięć. — Czujesz ten zapach? To ja, zmieszana z nim. Twoja żona jebie się z ratownikiem przy otwartym oknie, a ty tylko siedzisz i gnisz z żądzy. Weź się w rękę. Pokaż mi, jak się walisz na to.
Marcin rozpiął szorty drżącymi palcami. Jego kutas wyskoczył, mniejszy, bledszy, już mokry na czubku. Zaczął się masturbować powoli, wpatrując w to, jak Hassan wbija się coraz mocniej. Ratownik nachylił się, ugryzł Olę w kark i szeptał jej do ucha głośno, żeby mąż słyszał:
— Twoja cipka jest stworzona do prawdziwych kutasów. Nie do tego chudzielca. Powiedz mu.
— Słyszysz, Marcinek? — Ola krzyknęła, kiedy Hassan przyspieszył. — Nigdy nie byłeś wystarczający. Ten facet rozjebuje mnie tak, że czuję go aż w gardle. Aaaah… tak, głębiej, kurwa!
Hassan wyciągnął się, odwrócił Olę twarzą do męża i uniósł jej jedną nogę, wbijając się znowu na stojąco. Ola złapała Marcina za włosy i przyciągnęła twarz do swojego brzucha, do miejsca, gdzie kutas Hassana wchodził i wychodził. Marcin czuł ciepło, wilgoć, słyszał mokre plaski tuż przy policzku.
— Liż mnie przy nim — rozkazała. — Język na łechtaczkę, podczas gdy on mnie rżnie. Bądź użyteczny chociaż.
Marcin posłusznie wysunął język. Lizał spuchniętą łechtaczkę żony, smakując sól i spermy, a Hassan kontynuował pchnięcia, czasem ocierając się brodą kutasa o język męża. Upokorzenie paliło Marcina od środka, ale dłoń na własnym kutasie pracowała szybciej. Ola śmiała się przez jęki.
— Patrzcie na niego… mój mąż liże, jak pies, a obcy go rżnie. Kocham to. Jeszcze mocniej, Hassan.
Ratownik złapał ją pod kolana, uniósł całą i przeniósł bliżej kanapy. Usiadł, a Ola usiadła na nim tyłem, w odwróconym jeźdźcu, twarzą prosto do Marcina. Biodra Oli pracowały dziko w górę i w dół. Gruby kutas znikał w niej po jaja. Hassan rozłożył jej wargi palcami, żeby Marcin widział dokładnie, jak dziurka się rozciąga, jak biała piana zbiera się u nasady.
— Spuść się na mnie, kochanie — powiedziała Ola, patrząc mężowi w oczy. — Na moje piersi. Pokaż, jak cię to kręci, że jestem tylko dziwką dla lepszego faceta.
Marcin wstał, zbliżył się, kutas w ręce. Kilka pociągnięć i wystrzelił. Rzadkie, blade strugi spadły na piersi żony, na sutki, spłynęły w dół. Ola rozmazuje je dłonią, potem wsunęła palce do ust i oblizała.
— Słabe. Jak zawsze. A teraz Hassan…
Ratownik złapał ją za biodra, podsadził kilka razy mocno i ryknął, wbijając się do samego końca. Spuścił drugi raz tej nocy, głęboko, długo. Ola doszła na nim głośno, całe ciało drżało, paznokcie wbijając w uda Hassana. Kiedy zsunęła się, z cipki wypłynęła gęsta struga mieszaniny obu spustów. Spadła na podłogę między nogami Marcina.
— Na kolana — rozkazała cicho, ale twardo. — Wylizuj podłogę. Potem mnie.
Marcin ukląkł. Język po drewnie, zbierając krople. Potem znowu między nogi żony. Hassan stał nad nimi, zapalając papierosa z balkonu, i obserwował z uśmiechem, jak mąż czyści żonę po raz drugi.
Noc szła dalej. Ola zaprowadziła ich do sypialni. Położyła się na plecach, nogi szeroko, a Hassan wszedł w nią powoli, prawie czule, ale głęboko, na oczach męża. Tym razem kazała Marcinowi trzymać jej kostki rozwarte. Patrzył z bliska, jak cudzy kutas wchodzi i wychodzi, jak wargi Oli drżą, jak jej brzuch unosi się przy każdym spięciu. Ola szeptała bez przerwy:
— On jest lepszy… dłuższy… twardszy… jebie mnie jak pan… a ty tylko trzymasz mi nogi jak służący… tak, tak, właśnie tak…
Hassan doszedł w niej trzeci raz, tym razem wolniej, patrzył Marcina w oczy, kiedy pulsował. Ola nie pozwoliła mężowi lizać od razu. Najpierw wstała, podeszła do balkonu naga, sperma spływała jej po udach. Wiatr owiewał jej skórę. Hassan dołączył, objął ją od tyłu, ręce na piersiach, kutas wciąż półtwardy ocierający się o pośladki. Marcin siedział na łóżku, czerwony, spocony, kutas znowu drżący.
— Jutro rano zejdziemy na plażę — powiedziała Ola głośno, żeby mąż słyszał. — Przed świtem. Hassan weźmie mnie w wodzie, a ty będziesz stał na brzegu z ręcznikami. Potem wrócimy tu i zrobimy to przy otwartych drzwiach, żeby ktoś mógł zobaczyć. Chcę, żebyś to wszystko nagrywał w głowie, Marcinek. Żebyś pamiętał, kto tu rządzi cipką.
Hassan pocałował ją w ramiona, potem w szyję. Ola odwróciła się, uklęknęła przed nim i wzięła go do ust jeszcze raz, powoli, czule, ssąc resztki. Marcin patrzył, aż Hassan znowu stwardniał i spuścił jej na język i brodę. Ona przełknęła część, resztę rozmazała po piersiach.
Potem wszystko zwolniło. Hassan ubrał się powoli, pocałował Olę długo w usta, klepnął Marcina po ramieniu jak psa.
— Do jutra, rogacz.
Wyszedł. Drzwi zamknęły się cicho.
Ola została naga przy oknie. Marcin siedział na skraju łóżka. Ona podeszła, usiadła mu na kolanach twarzą w twarz, wciąż mokra, pachnąca sexem i morzem. Pogłaskała go po policzku, tym samym kciukiem, który wcześniej zbierał spermy.
— Spokojnie, kochanie — szepnęła. — Jesteś dokładnie tam, gdzie chciałeś być.
Nie pocałowała go. Po prostu oparła czoło o jego czoło. Oddech obojga zwolnił. Za oknem morze szumiało monotonną falą. Firanki lekko falowały. Żadne z nich nie mówiło już nic.
Tylko cisza.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories