Spotkanie z tym, który kiedyś uciekł

Marcin, 38-letni żonaty biznesmen, spotyka w hotelu byłą kochankę Aishę i ostro ją rżnie za plecami żony.

9 min read September 19, 2026New

Marcin odchylił się na barowym stołku warszawskiego hotelu, palce owijając wokół szklanki z whisky. Trzydziestoośmioletni żonaty biznesmen, w mieście tylko na noc, rzekomo na spotkanie z inwestorem. Żona czekała w domu pod Warszawą, pisała już trzeciego smsa o kolacji. On patrzył w lustro za barem i nagle zobaczył ją.

Aisha.

Trzydzieści cztery lata, rozwódka, ta sama jebana figura, która kiedyś rozwaliła mu życie. Czarne, długie włosy, czerwona sukienka obcisła na cyckach i biodrach, usta pomalowane na kolor, który pamiętał z łóżka. Kiedyś uciekła od niego do innego faceta. Zostawiła go z twardym kutasem i pustym mieszkaniem. Minęły lata. Chemia wróciła w sekundę, jakby ktoś wcisnął mu dłoń prosto w jaja.

— Marcin? — odezwała się, głos niski, ochrypły. Podeszła bliżej, uśmiech krzywy. — Serio ty?

— Aisha. — Omiotł ją wzrokiem bez ceregieli. — Wyglądasz, jakbyś wciąż chciała, żebym cię zniszczył.

Usiedli obok siebie. Zamówiła gin z tonikiem, on dorzucił drugą whisky. Pili powoli, bez upijania się, tylko żeby mieć pretekst trzymać szklanki i nie wpierdalać się od razu w gębę. Świadomość, że żona czeka z kolacją i pytaniem „kiedy wrócisz, kochanie”, podkręcała mu jaja do czerwoności. To było brudne. Dokładnie tak, jak lubił.

— Nigdy nie przestałam fantazjować o twoim kutasie — powiedziała wprost, przechylając głowę. Palec obwodził brzeg szklanki. — Gruby, twardy, jak wpychałeś mi go do gardła, aż łzy leciały. Nadal to robię w głowie. Rano, w nocy, kiedy rżnę się wibratorom. Zawsze ty.

Marcin poczuł, jak mu spływa krew prosto w krocze. Spodnie robiły się ciasne.

— A ja wciąż wyobrażam sobie, jak cię rżnę — odparł cicho, nachylając się. — Jak rozpierdalam ci cipkę, aż krzyczysz, że jesteś moja. Żona siedzi w domu i gotuje, a ja tu myślę tylko o tym, żeby cię znowu zerżnąć jak sukę, którą byłaś.

Flirt poszedł w chuj od razu. Żadnych ogródek. Ona wsunęła dłoń pod stół, musnęła mu udo, potem wyżej, palce po zgrubieniu w spodniach. Otarła się o jego twardego fiuta przez materiał, raz, drugi, powoli.

— Jebanie twardy — szepnęła. — Pamiętam, jak pulsował ci w gardle.

On pochylił się do jej ucha, oddech gorący.

— Chcę cię zerżnąć jak kiedyś. Rozłożyć, złapać za włosy i wpierdalać ci tak mocno, że zapomnisz imię tego chuja, do którego uciekłaś. Chcę, żebyś ociekała moją sperma i wracała do domu z rozwaloną cipką. Będziesz moją kurwą znowu, Aisha. Na jedną noc. Albo dłużej.

Ona ścisnęła mu kutasa mocniej, spódnica uniosła się przy ruchu uda. Oboje nie wytrzymali. Rachunek, szybki podpis, klucz do pokoju. Ukradkiem, jak złodzieje, windą na górę. W korytarzu jeszcze musnął jej tyłek, wcisnął palce między pośladki przez sukienkę. Ona dyszała, mówiąc „szybciej, kurwa”.

Pokój. Drzwi zatrzasnęły się. Światło półmroku, wielkie łóżko. Aisha nie czekała. Klęknęła od razu na dywanie, rozpięła mu spodnie, wyciągnęła kutasa. Gruby, żyłowany, już mokry na główce. Oblizała wargi i wzięła go głęboko, aż nos otarł się o owłosienie u nasady. Dławiła się głośno, ślina spływała po brodzie, oczy łzawiły, ale nie odsuwała się. Ssąc, cmokała, cofała się tylko po to, by znów wziąć głębiej.

— Więcej — prosiła ochryple, kiedy wyjęła go na chwilę z gardła. — Pieprz mnie w usta mocniej. Chcę się dusić twoim fiutem.

Marcin złapał ją za włosy i wpierdalał jej w gardło rytmicznie, słysząc mokre odgłosy i jej stłumione chrząkania. Czuł, jak język owija się wokół, jak gardło zaciska. Wyciągnął się dopiero, kiedy był blisko, bo chciał jej cipki.

Podniósł ją, odwrócił, pchnął na łóżko na czworaka. Sukienkę zarzucił na biodra, stringi zerwał. Cipka mokra, lśniąca, gotowa. Wbił się od tyłu jednym pchnięciem, aż weszła cała długość. Ona krzyknęła w poduszkę. On rżnął ostro, biodra uderzały o jej tyłek z mokrym klaskaniem, ręka wpleciona w czarne włosy, ciągnąc głowę do tyłu.

— Moja kurwa — syczał. — Wróciłaś po dawkę, co? Tęskniłaś za tym kutasiem, który cię kiedyś rozjebał. Bierz. Bierz głęboko, suko.

— Tak, kurwa, tak — charczała. — Rżnij mnie. Mocniej. Jestem twoja na teraz. Pieprz swoją byłą jak dziwkę z ulicy.

Pociągał za włosy, drugiej ręki używał, by klapsami walić ją w tyłek, aż czerwieniał. Cipka oblewała go sokami, ściekało po jajach. Zmienił kąt, trafiał głęboko, czuł, jak ścianki ją zaciskają. Potem przewrócił się na plecy, wciągnął ją na siebie.

Pozycja na jeźdźca. Aisha usiadła na twardym kutasie, wbiła się do oporu i zaczęła ujeżdżać agresywnie. Biodra waliły w dół, cycki podskakiwały w dekolcie. On ścisnął je mocno, kciuki na sutkach, ściskając, tworząc, aż jęczała.

— Spuść się we mnie — zażądała, jadąc szybciej. — Chcę czuć, jak mi wypełniasz cipkę. Do końca.

Marcin parł biodrami do góry, doganiając jej rytm, jaja biły o mokre ciało. Spuszczał się głęboko, grubymi spływami, pulsując w niej, wypełniając. Ona doszła z głośnym krzykiem, cipka zacisnęła się w drgawkach, ciało zesztywniało, paznokcie wpiły mu się w pierś. Krzyczała jego imię i przekleństwa, aż głos jej siadł.

Chwilę leżeli, spoceni, jego kutas jeszcze w niej, sperma powoli wypływająca, kiedy uniosła biodra. Aisha wstała powoli. Ubierała się bez pośpiechu: stringi podniosła z podłogi, sukienkę poprawiła na cyckach, włosy starła z twarzy. Uśmiech złośliwy, pewny siebie.

— Tym razem to ja ucieknę pierwsza — powiedziała, poprawiając szminkę w lustrze. — Ale na pewno jeszcze wrócę po więcej. Twój kutas jest nadal mój, kiedy zechcę. Żona może czekać. Ja nie muszę.

Pocałowała go brudno, wcisnęła język, dała mu posmakować samej siebie, potem odeszła do drzwi. Zatrzasnęła je za sobą.

Marcin został sam na zmiętym łóżku, kutas obwisły, brudny od niej, serce walące. Żona pisała znowu. On gapił się w sufit, czując winę jak gorący kamień w żołądku i jednocześnie syty, tłusty spokój po wjechaniu w byłą. Wiedzał, że to się nie skończyło. Aisha wróci. A on otworzy drzwi.

Marcin leżał jeszcze chwilę, kutas oblepiony jej sokami i swoją spustem, który wolno ściekał mu po jajach na prześcieradło. Telefon wibrował non-stop. Żona. „Kolacja stygnie. Kiedy wracasz? Tęsknię”. Napisał coś o przedłużonym spotkaniu, o inwestorze, który nie umie skończyć wcześniej. Kłamstwo spływało mu z palców tak samo łatwo jak sperma z cipki Aishy chwilę wcześniej. Wstał, umył fiuta w łazience, ale zapach jej cipy został na skórze, w nosie, w głowie. Wiedział, że to nie koniec. Chemia paliła jak kwas.

Drzwi otworzyły się bez pukania. Aisha wróciła. Sukienka znowu na niej, ale stringi trzymała w dłoni, uśmiech jeszcze brudniejszy.

— Zapomniałam czegoś — rzuciła, zamykając za sobą. — Twojego kutasa w dupie. I tego, żebyś mi spuścił na twarz, zanim wrócę do siebie i będę udawać porządną.

Marcin nie pytał. Zerwał z niej sukienkę jednym szarpnięciem, cycki wypadły wolne, ciężkie, sutki już twarde. Wcisnął ją twarzą w materac, kolana rozchylił szeroko. Palce wcisnął jej najpierw w jeszcze ociekającą spermą cipkę, namaczał je dokładnie, potem przeniósł wyżej, do ciasnego tyłka. Aisha jęknęła głośno, gdy pierwszy palec wszedł po kostkę.

— Luźniejsza niż kiedyś, ale nadal żarłoczna — warknął. — Tęskniłaś za tym, co? Żebym ci rozjebał obie dziury, a żona niech sobie grzeje zupę.

— Pieprz mnie w dupę, kurwa — syczała, pchając się na jego rękę. — Chcę czuć, jak mnie rozrywasz. Jak kiedyś, kiedy uciekłam, bo bałam się, że mnie uzależnisz. No dalej, Marcin. Weź swoją byłą jak tanią dziwkę.

Wyciągnął kutas, już znowu twardy jak beton, plunął na główkę i przyłożył do jej pomarszczonego otworu. Wbił się wolno, centymetr po centymetrze, czując jak zwieracz pali i puszcza. Aisha wyła w poduszkę, paznokcie drapały prześcieradło. Kiedy wszedł do oporu, jaja uderzyły o jej mokre wargi, zaczął rżnąć. Głęboko, mocno, bez litości. Biodra klaskały o tyłek, dźwięk mokry, obsceniczny. Drugą ręką sięgnął pod spód, znalazł łechtaczkę i tarł ją kółkami, aż ona zaczęła się trząść.

— Jesteś moją tajemnicą — szeptał jej do ucha, ciągnąc za włosy aż głowa odgięła się do tyłu. — Żona czeka z obiadem, a ja tu wpierdalam ci fiuta w tyłek tak mocno, że jutro będziesz kulała. Spójrz na siebie. Ociekasz moim jebanym nasieniem z przodu, a z tyłu bierzesz jak ostatnia suka.

— Tak, bierz mnie — charczała, głos złamany. — Rozwal mi dupę. Chcę wrócić do domu z twoją spermą w środku i myśleć o tobie, kiedy będę sikać. Pieprz mocniej. Jestem twoja kurwa na tę noc, na każdą noc, kiedy zadzwonisz.

Marcin przyspieszył. Kutas wchodził i wychodził z głośnym mlaskaniem, ścianki zaciskały się wokół niego jak gorąca pięść. Czuł, jak zbliża się drugi raz, ale wyciągnął się nagle, przewrócił ją na plecy. Wsunął się z powrotem w cipkę jednym pchnięciem, mokra od poprzedniego spustu, śliska, gorąca. Rżnął ją twarzą w twarz, patrząc w oczy, dłonie na jej gardle — nie dusił mocno, tylko trzymał, przypominał kto tu rządzi.

— Powiedz, że jesteś moja — zażądał. — Że ten chuj, do którego uciekłaś, nigdy cię tak nie zerżnął.

— Jestem twoja — wyjąkała, nogi owijając mu wokół bioder. — Zawsze byłam. Pieprz mnie, aż zapomnę własne imię. Spuść się we mnie znowu. Albo na pysk. Chcę smeared.

Wyciągnął się w ostatniej chwili, wspiął na kolana, kutas pulsujący tuż nad jej twarzą. Aisha otworzyła usta, wystawiła język. Marcin spuścił się grubymi, gęstymi strugami prosto na język, na policzki, na czoło. Część wpadła jej do gardła, reszta spływała po brodzie na cycki. Ona przełknęła to, co mogła, potem oblizała wargi z zadowoleniem, palcem zbierając resztki z twarzy i wciągając do ust.

— Smakujesz jak zdrada — mruknęła. — Najlepszy smak na świecie.

Nie dali sobie wytchnienia. Marcin usiadł na skraju łóżka, ona uklękła między jego nogami i wzięła go znowu do ust, czyszcząc z mieszaniny spustu i swoich soków. Ssąc głęboko, mrucząc, aż znowu stwardniał. Potem wspięła się na niego tyłem, odwrócona, i wbiła sobie kutasa najpierw w cipkę, potem, po namoczeniu, z powrotem w tyłek. Ujeżdżała go wolno na początku, potem coraz dziczej, pośladki uderzając o jego uda. On trzymał ją za biodra, pomagając, wbijając się w górę przy każdym zjeździe.

— Twoja żona nigdy nie weźmie cię tak — syczała przez zęby. — Nigdy nie pozwoli, żebyś jej rozjebał dupę i spuścił na gębę w hotelu. Ja tak. Ja wrócę, kiedy zechcę, i będziesz otwierał drzwi jak pies.

Marcin czuł, jak trzeci orgazm buduje się w jajach. Sięgnął do przodu, tarł jej łechtaczkę, aż Aisha doszła z głośnym, długim krzykiem, ciało drgające, tyłek zaciskający się wokół fiuta tak mocno, że prawie go zbolało. To go pchnęło przez krawędź. Wbił się głęboko i spuścił znowu, pulsując w jej cieple, wypełniając dupę do oporu. Ona opadła na niego, spocona, dysząca, sperma zaczęła wyciekać, kiedy uniosła się lekko.

Leżeli tak, sklejeni, brudni. Telefon znowu zawibrował. Marcin sięgnął po niego jedną ręką, drugą wciąż trzymając Aishę za cycek. Żona: „Kocham cię. Przyjedź wreszcie”. On odpisał „Zaraz, kończę”. Aisha zobaczyła ekran, zaśmiała się cicho, brudno, i wsunęła mu dłoń z powrotem na kutasa, jeszcze półtwardy, oblepiony wszystkim.

— Jeszcze raz — szepnęła. — Zanim pójdę. Chcę, żebyś mnie zerżnął stojąco, przy oknie, na tych jebanych żaluzjach. Żeby ktoś mógł zobaczyć, jak żonaty biznesmen pieprzy byłą jak ostatnią szmatę.

Podniósł ją, przycisnął do zimnej szyby. Nogi rozstawione, on od tyłu, kutas znowu w cipce, bo tyłek był zbyt obolały nawet dla niej. Rżnął ostro, krótko, mocno. Dłoń na jej ustach, żeby krzyki nie wyszły za głośno na korytarz. Ona gryzła mu palce, pchała się do tyłu, bucząc o więcej. Doszedł czwarty raz, sucho prawie, ale wciąż pulsując w niej, a ona za nim, cipka drgająca, soki mieszające się z tym, co zostało.

Potem ubrali się w milczeniu. Aisha poprawiła szminkę nad rozmazanym spustem na brodzie, pocałowała go tak, że poczuł własny smak. Wyszła, zostawiając go z zapachem sexu w całym pokoju i z wiadomościami od żony, które rosły jak oskarżenie.

Marcin spakował się, zapiął spodnie na brudnym jeszcze kutasie, zjechał windą. W taksówce do domu pod Warszawę gapił się w ciemność za oknem, czując każdy ślad Aishy na skórze, w mięśniach, w sumieniu, które piekło i jednocześnie rżnęło go od środka przyjemnością. Żona otworzy drzwi, pocałuje, zapyta o spotkanie. On będzie kłamał, jadł stygnącą kolację i już planował, kiedy znowu wynajmie ten sam pokój.

Wiedział jedno na pewno, gdy wjeżdżał na podjazd rodzinnego domu: ta noc dopiero zaczęła pękać w szwach, a on nie zamierzał ich zszywać.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged blowjob deepthroat doggy-style cowgirl creampie

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.