Słodki dym z jej ust

Marcin, 34-letni żonaty kierowca, spotyka się z 29-letnią Gwen na odludnym parkingu i ostro zdradza żonę, paląc

10 min read September 21, 2026New

Marcin zaciągnął ręczny i zgasił silnik. Ciemność parkingu przy lesie wcisnęła się w kabinę od razu, jakby ktoś opuścił firanki. Trzydzieści cztery lata na karku, żona w sobotę rano wyjechała do matki „na cały weekend, odpocznij, kochanie”, a on siedział tu z pulsującą w kieszeni telefonu rozmową, której nie powinien był w ogóle odbierać. Gwen. Dwudziesty dziewiąty rok życia, koleżanka żony z biura, ta sama, która od miesięcy słała mu po nocy zdjęcia w biustonoszu i opisy, jak mocno chciałaby go wziąć w usta, kiedy tylko Yara wyjdzie z domu. Wiedzieli oboje. Wiedzieli od pierwszej wiadomości. I mimo to nie umieli przestać.

Zobaczył jej samochód już wcześniej, zaparkowany dalej, pod drzewami. Gwen wysiadła bez pośpiechu, w kurtce na gołe ramiona i spódnicy, która w świetle latarni wyglądała jak zaproszenie. Podeszła do drzwi po stronie pasażera, otworzyła je i wsunęła się do środka z zapachem papierosów, perfum i czegoś słodkiego, co trzymała w sobie od tygodni.

— Myślałam, że się spóźnisz — powiedziała cicho, zamykając drzwi. — Że się rozmyślisz.

— Rozmyśliłbym się, gdybym był lepszym człowiekiem — odparł Marcin, nie odrywając od niej wzroku. — A nie jestem. Od trzech miesięcy nie jestem.

Gwen uśmiechnęła się bokiem ust, jakby ten fakt smakował jej lepiej niż cokolwiek innego. Wyjęła z torebki papierosa, wsunęła go między usta i zapaliła zapalniczką. Żarówka w kabinie była wyłączona; tylko końcówka papierosa tliła się pomarańczowo, oświetlając jej policzki, usta, spód brody. Wzięła głęboki haust, przytrzymała dym w płucach i odwróciła się do niego twarzą.

— Otwórz usta — szepnęła.

Zrobił to bez wahania. Gwen zbliżyła się, aż jej wargi zawisły tuż nad jego, i powoli, bardzo powoli, wypuściła słodki, gęsty dym prosto w jego gardło. Marcin wciągnął go, poczuł nikotynę i jej oddech jednocześnie, poczuł, jak wszystko w nim twardnieje od razu, bez żadnego wstępu. Gwen nie odsunęła się. Zostawiła usta otwarte, prawie przyklejone do jego, i zaciągnęła się jeszcze raz, tym razem krócej, po to tylko, by znów odetchnąć w niego tym samym dymem, tym samym ciepłem.

— Kurwa, Gwen… — wydusił, kiedy dym już opadł.

— Wiem — odparła. — Wiem, że zdradzamy Yarę. Wiem, że jak wróci w poniedziałek, usiądziemy przy tym samym stole w firmie i będę udawać, że nic nie było. I i tak tu jestem.

Pocałowała go wtedy na serio. Nie delikatnie. Wepchnęła język głęboko, jakby chciała sprawdzić, czy dym jeszcze w nim siedzi, a Marcin złapał ją za kark i przyciągnął mocniej, aż fotele zaskrzypiały. Jej dłoń zjechała mu na udo, potem wyżej, na wypukłość w spodniach, i ścisnęła przez materiał z taką pewnością, że jęknął jej prosto w usta. Gwen oddała ten dźwięk zadowolonym mruknięciem.

— Czekasz na to od miesięcy — wyszeptała mu w wargi, nie przestając go głaskać. — Ja też. Za każdym razem, kiedy pisałam ci, że chcę twojego kutasa w gardle, robiłam to z pełną świadomością. Że jesteś żonaty. Że ona jest moją koleżanką. I że i tak bym cię wzięła, gdybyś tylko podjechał.

— Przestań mówić o niej — warknął, ale głos mu drżał nie z gniewu, tylko z tego, jak mocno już stał.

— Nie — odparła Gwen spokojnie, rozpinając mu rozporek. — Właśnie o to chodzi. Że wiemy. Że robimy to mimo wszystko. Że ty teraz trzymasz mnie za cycki w aucie przy lesie, a ona myśli, że oglądasz mecz.

Wsunęła dłoń w majtki i złapała go wreszcie skórą o skórę. Marcin syknął przez zęby. Był gruby, gorący, już mokry na czubku. Gwen przesunęła kciukiem po żołędzi, rozmazując preejakulat, i znów zbliżyła twarz do jego.

— Pal jeszcze — poprosił chrapliwie.

Uśmiechnęła się, zapaliła drugiego papierosa jednym ruchem, nie wypuszczając go z ręki. Zaciągnęła się, wsunęła kolano między jego uda i znów wdmuchnęła dym mu do ust, tym razem w trakcie pocałunku, tak że dym mieszał się ze śliną, a jej język smakował tytoniem i czymś metalicznym od pożądania. Marcin wcisnął dłonie pod jej kurtkę, znalazł gołą skórę, potem biustonosz, odchylił miseczki i wziął jej piersi w garście. Sutki miał twarde. Gwen wypięła się do jego rąk, nie przestając go pieścić.

— Powiedz — szepnęła mu w ucho, dym wciąż ulatujący z kącików ust. — Jak bardzo tego chcesz. Żebym wiedziała, że nie tylko ja jestem suką.

— Chcę cię zerżnąć na tylnym siedzeniu, dopóki nie będziesz krzyczeć — warknął bez owijania. — Chcę wejść w ciebie bez gumy i wiedzieć, że robimy coś, czego nie wolno. Chcę, żebyś wróciła do biura w poniedziałek z moim spermem jeszcze w środku i uśmiechnęła się do Yary jakby nigdy nic.

Gwen zamknęła oczy na ułamek sekundy, jakby te słowa ją uderzyły dokładnie tam, gdzie trzeba.

— Właśnie dlatego tu jestem — powiedziała. — Bo ty też nie umiesz przestać.

Przesunęła się na niego, rozkraczając się nad jego udami w wąskiej kabinie. Spódnica wjechała jej aż pod biodra. Marcin poczuł przez majtki, jaka jest mokra — materiał kleił się do niej, gorący i śliski. Gwen potarła się o jego kutas przez tkaninę, w przód i w tył, powoli, świadomie, patrząc mu prosto w oczy.

— Ostatnia granica — wyszeptała. — Jak przesunę majtki i posadzę się na tobie, to już nie będzie tylko flirt i dym w usta. To będzie pełna zdrada. Jesteś gotowy?

Marcin złapał ją za biodra tak mocno, że na pewno zostawi ślady.

— Jestem gotowy od pierwszego twojego zdjęcia w toalecie firmowej — odparł. — Przesuń je.

Gwen nie spieszyła się. Sięgnęła w dół, odsunęła majtki na bok, wzięła go znowu w dłoń i przyłożyła czubek do siebie. Była tak mokra, że wsunął się od razu o kilka centymetrów, bez oporu. Oboje wciągnęli powietrze jednocześnie. Nie zeszła jeszcze do końca. Trzymała go tak, tylko na brzegu, dymiący papieros w drugiej ręce, i patrzyła mu w twarz.

— Powiedz jeszcze raz, że chcesz — zażądała. — Że wiesz, kogo zdradzasz, i że i tak mnie pierdolisz.

— Chcę cię — wydusił Marcin, biodra same unosząc się do góry. — Chcę cię, Gwen. Yara nie ma o tym pojęcia i kurwa, właśnie to mnie jeszcze bardziej kręci. Wejdź na mnie. Całego.

Uśmiechnęła się wtedy prawdziwie, drapieżnie, i zaciągnęła się papierosem po raz ostatni, zanim zgasiła go w popielniczce. Dym wyszedł jej z ust w cienkiej strudze, kiedy powoli, centymetr po centymetrze, opuszczała się na jego kutasa. Marcin czuł, jak wchodzi w nią, jak jej ścianki obejmują go ciasno, gorąco, bez żadnej przeszkody. Gwen jęknęła cicho, kiedy usiadła do końca, biodra na jego biodrach, pełna niego.

— Jezu… — szepnęła, nieruchomiejąc na chwilę, przyzwyczajając się. — Jesteś grubszy, niż myślałam po samych wiadomościach.

— A ty ciaśniejsza, niż wolno ci być u żonatego faceta — odgryzł się, trzymając ją w pasie.

Zaczęła się ruszać. Najpierw tylko okrężnie, małe ruchy, żeby poczuć go w sobie pod każdym kątem. Potem wyżej i niżej, mokre dźwięki wypełniające kabinę razem z ich oddechami. Marcin wsunął dłonie pod spódnicę, złapał ją za gołe pośladki i pomagał jej, unosząc ją i wbijając z powrotem. Gwen odchyliła głowę, włosy opadły jej na ramiona, a z ust wydobywał się niski, chrapliwy dźwięk przy każdym zejściu.

— Będę do ciebie pisać jutro rano — wysapała, jadąc na nim coraz szybciej. — Będę pisać, jak bardzo mnie rozpierdoliłeś, a ty będziesz czytał to w domu, w łóżku, w którym śpisz z nią.

— Zamknij się i bierz głębiej — warknął, ale w głosie nie było złości, tylko czysta, brudna żądza.

Gwen pochyliła się, wzięła jego twarz w dłonie i pocałowała go znowu, wilgotno, głęboko, wciąż koczując na kutasie. Pocałunek smakował jeszcze resztką dymu i jej śliną. Marcin poczuł, że zaraz nie wytrzyma, jeśli tak będzie dalej — że ta pierwsza runda skończy się za wcześnie, a on chce więcej, chce ją przełożyć na tylne siedzenie, rozłożyć, wejść od tyłu, usłyszeć, jak prosi o twardsze.

Odsunął ją więc o centymetr, wciąż w niej, i spojrzał jej w oczy w ciemności.

— Tylne siedzenie — powiedział chrapliwie. — Teraz. Chcę cię wziąć porządnie, zanim skończymy tu jak nastolatki.

Gwen kiwnęła głową, oddech nierówny, usta spuchnięte od całowania. Powoli uniosła się z niego — ześlizgnęła się z kutasa z mokrym, głośnym dźwiękiem — i przełożyła się między fotele na tył, spódnica wciąż podwinięta, majtki wciąż na boku. Marcin wdrapał się za nią, serce waliło mu jak młot, kutas lśnił od niej w półmroku. Gwen klęknęła na siedzeniu, oparła dłonie o oparcie i odwróciła do niego twarz przez ramię.

— No dawaj, Marcin — szepnęła. — Przekrocz tę granicę do końca. Wbij się i nie myśl już o niczym innym.

Wziął ją za biodra, ustawił się i wsunął z powrotem jednym długim, twardym ruchem. Gwen krzyknęła w poduszkę siedzenia, a on poczuł, jak wszystko w nim napina się do pęknięcia — świadomość zdrady, słodki dym wciąż gdzieś w tle, jej mokrość, jej głos, fakt, że Yara jest daleko i nic nie wie. Zaczął ją rżnąć głęboko, miarowo, kabina zadygotała, a las za oknami milczał, jakby trzymał ich sekret.

Jeszcze nie skończyli. Jeszcze mieli przed sobą całą noc, kolejne pozycje, kolejne słowa, których nie powinni wypowiadać. Marcin pochylił się nad jej plecami, ugryzł ją w ramię przez kurtkę i szepnął jej prosto w skórę:

— To dopiero początek.

Marcin wciąż tkwił w niej po uszy, kiedy Gwen odwróciła twarz i spojrzała mu w oczy przez ramię. Nie zdążył nawet wyciągnąć się do końca, a ona już się wyślizgnęła, odwróciła na kolanach i wczołgała się między fotele. Spódnica została podwinięta pod pachy, majtki zjechały jej na jedno udo. Klęczała teraz w wąskiej przestrzeni, dłonie na jego udach, a kutas Marcina, mokry od niej, sterczał prosto w jej twarz.

— Patrz na mnie — szepnęła i wzięła go do ust jednym ruchem.

Nie bawiła się. Wessała go głęboko, aż żołądź uderzył w tylną ścianę gardła, a nos prawie dotknął jego brzucha. Marcin syknął, ręce wczepiły się w jej włosy. Gwen uniosła wzrok, nie odrywając warg, i patrzyła mu prosto w oczy, prowokująco, z tym samym zadziornym uśmiechem, który miał w kącikach nawet wtedy, gdy jej usta były pełne. Język wirował pod spodem, policzki wciągnęła, ślina spłynęła jej po brodzie i kapnęła na jego jądra. Ssła wolno, głęboko, aż on poczuł, jak jaja twardnieją, a z tyłu głowy strzela mu myśl: Yara śpi teraz w domu matki, a ja mam koleżankę żony z kutasem w gardle.

— Kurwa, Gwen… — wydusił.

Ona tylko mruknęła wokół niego, wibracja poszła mu po całej długości. Wyjęła go z ust z głośnym mlaskiem, oblizała od nasady do czubka, wzięła znowu, jeszcze głębiej, aż zakrztusiła się i łzy stanęły jej w oczach — a mimo to nie spuściła wzroku. Marcin trzymał ją za głowę, ale nie pchał; ona sama rytmowała, ssała jakby chciała wyssać z niego każdą myśl o żonie. Kiedy w końcu odsunęła się, kutas lśnił od śliny, a ona otarła usta grzbietem dłoni.

— Teraz ja — powiedziała chrapliwie i wspięła się z powrotem na niego.

Siadła okrakiem, wciąż w wąskiej kabinie, złapała go u nasady i opuściła się jednym, twardym ruchem. Oboje jęknęli. Gwen zaczęła ujeżdżać od razu ostro, biodra w dół i w górę, mokre uderzenia, cipka obcisła go jak gorąca rękawiczka. Pochyliła się, wzięła jego twarz w dłonie i jęczała prosto w usta — głośno, bez wstydu, każde zejście wyrywało z niej niski, chrapliwy dźwięk. Marcin złapał ją za pośladki, pomagał, wbijał się do góry, a ona gryzła mu wargę, szeptała między oddechami:

— Jebie mnie żonaty facet… kurwa, jak mnie jebie…

Jechała coraz szybciej, cycki podskakiwały pod otwartą kurtką, sutki ocierały się o jego koszulę. Kabina pachniała seksem, potem i resztką dymu. Marcin czuł, że zaraz wybuchnie, ale nie chciał tu. Odsunął ją, wyciągnął się z niej z mokrym dźwiękiem i mruknął:

— Na maskę. Chcę cię wziąć porządnie.

Gwen nie protestowała. Wyskoczyli z auta, nocne powietrze owinęło nagie uda, kutas Marcina parował w chłodzie. Zaprowadził ją do przodu, położył twarzą na masce, spódnica zjechała jej całkiem, majtki zniknęły gdzieś w trawie. Stanął za nią, złapał mocno za biodra — palce wcisnęły się w miękkie ciało — i wbił się jednym pchnięciem. Gwen krzyknęła w metal, a on zaczął rżnąć. Twardo, głęboko, bez litości. Biodra uderzały o jej pośladki z głośnym klaskaniem, maska zadrżała, a ona rozstawiła nogi szerzej, wypięła się, brała wszystko.

— Mocniej — wysapała. — Jeszcze ostrzej, Marcin, rżnij mnie jak sukę. Jesteś moim kochasiem, słyszysz? Oddaję ci tę cipkę za plecami żony. Całą. Bierz.

Marcin wbił się jeszcze twardziej, trzymał ją jak imadło, kciukami rozchylał pośladki, patrzył, jak jego kutas znika w niej po jaja. Gwen jęczała głośno, bez hamulca, prosiła o więcej, nazywała go swoim, tylko swoim w tej chwili. Orgazm wziął ją nagle — spięła się, cipka zassała go rytmicznie, sok spłynął po udach, a ona krzyczała jego imię w ciemność. Marcin nie wytrzymał. Wbił się do końca i zalał ją od środka, gorąco, pulsująco, z myślą o Yarze, która nie wie, i o tym, jak Gwen wróci do biura z jego spermą jeszcze w środku. Trzęśli się oboje, spoceni, nadzy od pasa w dół, oddech rwał się jak po biegu.

Jeszcze chwilę stali tak, on w niej, ona na masce. Potem powoli się rozłączyli. Marcin wciągnął spodnie, Gwen podniosła majtki z trawy, ale nie ubrała się od razu. Siadła na masce naga, piersi wciąż odkryte, włosy sklejone potem. Wyjęła papierosy, zapaliła jednego, zaciągnęła się głęboko i podała mu. Palili w milczeniu, dym mieszał się z zapachem seksu. Gwen uśmiechnęła się zadziornie, dmuchnęła mu prosto w twarz słodką chmurę i powiedziała cicho:

— To nie będzie nasz ostatni raz. Wiesz o tym, prawda? Będziesz do mnie pisał, a ja będę przyjeżdżać, kiedy ona wyjedzie. I znowu wdmuchnę ci dym w gardło, zanim posadzę się na twoim kutasie.

Marcin zaciągnął się, poczuł nikotynę i ją jednocześnie. Ubierali się powoli, bez pośpiechu. Kurtka, spódnica, rozporek. Wrócili do swoich samochodów. Gwen odjechała pierwsza, a on siedział jeszcze chwilę, silnik wyłączony, w głowie huk zdrady i ekscytacji. Jechał do pustego domu z kutasa wciąż pachnącym nią i z poczuciem winy, które paliło równie mocno jak pożądanie. W nocy, już w łóżku, w którym spał z żoną, otworzył telefon.

Gwen napisała: „Nadal czuję cię w sobie. Kiedy znowu?”.

Marcin patrzył na ekran długo, palce zawisły nad klawiaturą, a potem odpisał jednym zdaniem, które było jednocześnie pytaniem i przyznaniem się do wszystkiego:

— A jakbyś przyjechała jutro wieczorem, kiedy ona jeszcze nie wróci, to dasz mi znowu wessać ten dym prosto z twoich ust, zanim wbiję ci się do końca?

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged smoking blowjob cowgirl doggy-style creampie

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.