Zakazana Pokusa w Księgarni
Marta, napalona 42-letnia MILFka, w końcu daje się ostro wyruchać młodemu Kubie na ladzie swojej księgarni.
Marta odwróciła tabliczkę na drzwiach na „Zamknięte” i z westchnieniem oparła się o framugę. Mała księgarnia na obrzeżach miasta pachniała kurzem, papierem i jej tanim perfumem z nutą wanilii. Miała czterdzieści dwa lata, pełne, soczyste ciało brunetki, które latami dźwigało życie i wciąż wyglądało jak grzech – wielkie, ciężkie cycki w obcisłym swetrze, szerokie biodra w spódnicy, która podkreślała każdy ruch tyłka. Zawsze czuła na sobie wzrok Kuby.
Dwudziestodwuletni student wpadał tu od miesięcy. Chudy, ale umięśniony, z wiecznie rozczochranymi włosami i spojrzeniem, które pożerało ją żywcem. Marta wiedziała. Widziała, jak ślini się na jej dekolt, kiedy niby przeglądał podręczniki. I cholernie jej się to podobało. Dziś został dłużej, niby szukał jakiejś rzadkiej pozycji z półki z literaturą. Zostali sami. Cisza po zamknięciu była gęsta jak miód.
Podeszła do ladę, udając, że układa faktury. Kuba stał tuż za nią, zbyt blisko. Marta uśmiechnęła się crokiem do samej siebie, cofnęła biodra i świadomie oczyma się o niego tyłkiem – powoli, zalotnie, czując przez spódnicę twardniejący już kutas. – Co, Kuba? Znów gapić się będziesz, czy w końcu coś weźmiesz? – rzuciła niskim, ochrypłym głosem, odwracając głowę. W oczach miała błysk. Oboje od dawna chcieli tego samego. Ona czuła mokrą cipkę już od samego jego oddechu na karku.
Kuba przełknął ślinę głośno. – Pani Marto… – zaczął, a potem wyrzucił z siebie prosto, bez owijania: – Od miesięcy marzę o tym, żeby panią zerżnąć. Żeby panią rozjebać na tej ladzie, na tych regałach, wszędzie. Chcę pani cycki w gębie i tę dojrzalszą, mokrą cipę na moim kutasie.
Marta nie obraziła się. Wręcz przeciwnie – coś w niej pękło z ulgą i żądzą. Odwróciła się błyskawicznie, chwyciła go za kark obiema dłońmi i wpija się w jego usta gorącym, głodnym pocałunkiem. Język wsunęła głęboko, ssała mu wargi, sapnęła mu w usta: – Kurwa, w końcu. Moja cipka jest już dawno mokra na twój widok, od miesięcy. Za każdym razem, jak tu wchodzisz, czuję, jak mi cieknie po udach. Chcę, żebyś mnie użył, Kuba. Teraz.
Zerwali z siebie ubrania w szale. Sweter poleciał na podłogę, biustonosz odpięła sama, wielkie, ciężkie cycki wyskoczyły wolne, sutki już stwardniałe. Spódnica wylądowała na krześle, majtki – czarne, koronkowe – Kuba zerwał jej w dół jednym szarpnięciem. Marta sama wślizgnęła się na ladę, rozłożyła grube uda szeroko, pokazała mu lśniącą, dojrzałą cipę, wargi spuchnięte, soki już ciągnęły się nitką. – Patrz. Widzisz, jak cię pragnę? Wbijaj się, zanim zwariuję.
Ale najpierw uklęknęła. Zsunęła się na kolana na twardą podłogę księgarni, rozpięła mu dżinsy, wyciągnęła grubego, nabrzmiałego kutasa. Był twardy jak skała, żyły pulsowały pod jej palcami. Nie czekała – wzięła go głęboko do gardła, ssała chciwie, wilgotno, aż ślina kapiała jej po brodzie i spływała na wielkie cycki. – Mmm, jaki gruby… – mruczała między pociągnięciami, dławiąc się lekko, gdy wpychał jej jeszcze głębiej. Liżała główkę, ssała jaja, pluła na trzon i znów brała całość, patrząc mu w oczy od dołu jak napalona suką. Kuba sapnął, wplótł jej palce we włosy, ale nie pchał – pozwalał jej żreć.
Potem uniósł ją z powrotem na ladę. Rozłożył jej grube uda jeszcze szerzej, ustawił się między nimi i wbił się mocno, jednym pchnięciem, aż do końca. Marta krzyknęła krótko, paznokcie wbiła mu w ramiona. – Jebię… tak głęboko! Rżnij mnie, Kuba, wal mocno! On walił ją na stojąco, biodra uderzały o jej szerokie, soki chlupotały głośno w cichej księgarni. Wielkie cycki podskakiwały z każdym mocnym pchnięciem, on nachylał się, brał sutek w usta, gryzł lekko, a ona wygięła się w łuk.
Zmienili pozycję bez słów. Marta odwróciła się tyłem, oparła ręce o regał z książkami – tomy zadrżały – i wystawiła tyłek. Kuba chwycił ją za biodra, wbił się od tyłu w mokrą, dojrzałą cipę i rżnął jak oszalały. Dłonie wsunął jej pod pachy, mocno ścisnął wielkie cycki, ugniatał je, szczypał sutki, podczas gdy kutas walił w nią bez litości. – Kurwa, jaka ciasna i mokra… – dyszał. Marta krzyczała z rozkoszy, głowa zwieszona między ramionami, włosy na twarzy: – Tak! Zerżnij tę starą cipę, napełnij mnie, nie przestawaj! Każde uderzenie bioder o jej mięsisty tyłek sprawiało, że książki na półce drżały, a ona czuła, jak orgazm buduje się w brzuchu jak fala.
Wylądowali na podłodze, na rozłożonym kocu, który trzymała pod ladą na chłodniejsze wieczory. Marta dosiadła go okrakiem, rozchylając wargi cipki nad jego mokrym, lśniącym kutasem, i opuściła się gwałtownie. Zaczęła ostro ujeżdżać – biodra kręciły się i spadały, wielkie cycki kołysały się mu przed twarzą, on łapał je, ssał, gryzł. Ona rżnęła się na nim bez zahamowań, cipka mlaskała, klątwy leciały z jej ust: – Biorę cię całego… jebię, dochodzę… Kuba…! Doszła głośno, krzycząc, cipą zaciskając się wokół niego falami, aż drżała cała. Kuba złapał ją za biodra, uniósł się i wbił jeszcze kilka razy, po czym wybuchnął – gorące nasienie wypełniło jej wnętrze, pulsując, lejąc się obficie, aż poczuła ciepło rozlewające się głęboko.
Jeszcze chwilę tak siedzieli, sapali, skóra przy skórze. Marta z lubieżnym uśmiechem uniosła się powoli, poczuła, jak sperma wypływa jej po udach. Zsunęła dłoń między nogi, zebrała gęsty, biały płyn na palce i z rozkoszą, powoli, wycierała go z wewnętrznej strony ud i z warg cipki – nie żeby się pozbyć, tylko żeby poczuć, namazać sobie jeszcze sutki, włożyć brudny palec do ust i posmakować. Spojrzała na Kubę spod rzęs, wciąż uśmiechnięta brudno, zadowolona, ale w oczach już tliło się coś więcej – niedosyt, obietnica.
– To dopiero początek, chłopcze – szepnęła ochryple, głaszcząc jego jeszcze półtwardego kutasa lepkim od spermy palcem. – Księgarnia jest zamknięta, a ja jeszcze nie skończyłam z tobą. Są tu tylne pokoje… i kilka rzeczy, o których od miesięcy myślałam, patrząc na ciebie. Chcesz usłyszeć, co jeszcze zrobisz tej napalonej milfce zanim wypuszczę cię stąd?
Marta nie dała mu nawet chwili na złapanie oddechu. Wciąż siedząc okrakiem na jego udach, z spermą cieknącą jej po wewnętrznej stronie grubych ud, pochyliła się i wzięła jego twarz w obie dłonie. Pocałowała go brudno, wilgotno, dzieląc się smakiem jego własnego nasienia, które właśnie zlizała z palców. Kutas Kuby drgnął pod nią, wciąż półtwardy, śliski od ich wspólnych soków.
– Wstań – szepnęła mu w usta, zsuwając się powoli. – Tylny pokój. Już.
Chwyciła go za rękę i pociągnęła przez wąski korytarz za regałami. Drzwi do magazynu skrzypnęły. Zapach kurzu i starych książek był tu jeszcze gęstszy. Na środku stał solidny stół do pakowania zamówień, obok sterta kartonów i stara kanapa, na której czasem drzemała po długim dniu. Marta pchnęła go na stół, rozsunęła mu uda i uklęknęła znowu. Tym razem nie śpieszyła się. Lizała go od jaj aż po główkę, zbierając resztki spermy i swoich soków, ssała wolno, mokro, z głośnym mlaskaniem. Kuba sapnął, dłonie wplótł jej we włosy.
– Kurwa, pani Marto…
– Mów mi Marta, kiedy masz kutasa w mojej gębie – mruknęła, spoglądając na niego od dołu. Wzięła go głębiej, aż nos dotknął jego brzucha, gardło zacisnęło się wokół główki. Ślina spływała jej po brodzie prosto na ciężkie, obwisłe trochę cycki. Ssała chciwie, dławiąc się lekko, kiedy on wreszcie zaczął delikatnie pchać biodrami. Marta pozwoliła. Chciała być użyta. Chciała czuć, jak ten młody kutas rozpycha jej gardło.
Kiedy znów stwardniał jak kamień, oderwała się z głośnym mlasknięciem i otarła usta grzbietem dłoni. Wspięła się na stół, uklękła na kolanach, tyłkiem do niego, i oparła się na łokciach między stertami faktur. Rozłożyła grube uda szeroko, sięgnęła między nogi i rozchyliła sobie wargi cipki palcami, pokazując mu różowe, spuchnięte wnętrze wciąż pełne jego nasienia.
– Patrz, jak mi cieknie. Wciąż. Wbijaj znowu. I tym razem nie żałuj.
Kuba stanął za nią, chwycił ją za biodra tak mocno, że zostawił czerwone ślady, i wbił się jednym długim pchnięciem. Marta krzyknęła w kartony. Był jeszcze bardziej napalony, twardszy, a ona mokra jak szmata. Rżnął ją od tyłu bez litości, biodra uderzały o jej mięsisty tyłek z głośnym klaskaniem. Każde pchnięcie wpychało resztki spermy głębiej, a nowe soki chlupotały wokół trzonu. Marta wygięła się w łuk, cycki zwisały ciężko, sutki ocierały się o szorstki blat.
– Jebiesz mnie jak sukę… tak, mocniej – dyszała. – Chcę czuć jutro, że mnie tu rozwaliłeś.
Kuba pochylił się nad nią, wsunął dłoń pod spód, znalazł jej łechtaczkę i zaczął pocierać twardymi, szybkimi kółkami, jednocześnie waliąc kutasa po same jaja. Marta dostała pierwszego orgazmu w magazynie po mniej niż minucie – zadrżała cała, cipka zacisnęła się konwulsyjnie, krzyk urwał się jej w gardle. Kuba nie zwolnił. Przeciwnie – złapał ją za nadgarstki, przycisnął dłonie do blatu i rżnął jeszcze szybciej, wykorzystując jej drżące, nadwrażliwe ciało.
Kiedy wyciągnął się z niej, Marta niemal zapłakała z pustki. Odwrócił ją na plecy, wspiął się na stół, rozsunął jej grube uda aż do bólu i wsunął się znowu twarzą w twarz. Teraz walił ją wolniej, głębiej, patrząc w oczy. Marta oplotła go nogami, pięty wbijała mu w pośladki, paznokcie w ramię.
– Ssij mi cycki – rozkazała chrapliwie. – Gryź. Chcę ślady.
Kuba pochylił się, wziął twardy sutek w usta, ssał mocno, zęby musnęły skórę. Marta wygięła się, druga dłoń wsunęła mu w rozczochrane włosy. Czuła, jak drugi orgazm buduje się nisko w brzuchu, cięższy, wolniejszy. Kiedy doszła, zacisnęła się wokół niego tak mocno, że on sapnął i prawie stracił rytm. Nie pozwoliła mu się zatrzymać. Pchnęła go w dół, zsunęła się ze stołu i uklękła znowu, tym razem odwracając się tyłem do kanapy.
– Połóż się – rozkazała. Kuba posłuchał. Ona usiadła mu na twarzy bez ceremoniału, rozchylając mokrą, spuchniętą cipę prosto na usta. – Liż. Dokładnie. I nie oddychaj, dopóki nie dam.
Kuba jęknął w nią i wziął się do roboty. Język wszedł głęboko, lizał, ssał łechtaczkę, zbierał mieszaninę ich soków. Marta ujeżdżała mu twarz powoli, biodra kręciły kółka, wielkie cycki kołysały się z każdym ruchem. Dłonią sięgnęła do tyłu, chwyciła jego kutasa i pompowała twardo, w rytm lizania. Kiedy poczuła, że znowu jest blisko, uniosła się, odwróciła i usiadła na nim twarzą do twarzy, wsuwając kutasa z powrotem do cieplej, śliskiej dziury.
Tym razem ujeżdżała go wolno, głęboko, prawie nie unosząc się – tylko kręciła biodrami, miażdżąc go swoją wagą i dojrzałą cipą. Kuba łapał jej cycki obiema dłońmi, ugniatał, szczypał sutki, unosił głowę, żeby ssać. Marta patrzyła mu w oczy, uśmiechnięta brudno, spocona, włosy przyklejone do twarzy.
– Czujesz, jak cię ssę od środka? – spytała ochryple. – To moja stara, napalona cipa. I jest twoja, kiedy tylko chcesz. Będziesz tu wracał. Zamknę wcześniej. Albo w ogóle nie otworzę.
Kuba odpowiedział tylko głośniejszym sapaniem i mocniejszym uniesieniem bioder. Marta przyspieszyła. Biodra spadały ciężko, cycki podskakiwały, cipka mlaskała głośno. Doszła trzeci raz z niskim, długim jękiem, całym ciałem drżąc nad nim. Kuba złapał ją za biodra, przewrócił na kanapę i wbił się z góry jak oszalały. Kilka gwałtownych pchnięć i wylał się znowu – gorąco, obficie, pulsując głęboko w niej. Marta oplotła go nogami i trzymała, dopóki nie skończył się trząść.
Leżeli na starej kanapie, sapali, skóra przy skórze. Spermа znowu wypływała jej powoli. Marta sięgnęła w dół, zebrała trochę na palce i wsunęła mu do ust. Kuba polizał bez wahania. Ona uśmiechnęła się zadowolona.
– Jutro nie przychodź – powiedziała cicho, gładząc go po piersi. – Pojutrze. O czternastej. Zamknę sklep na klucz od razu jak wejdziesz. I tym razem chciałabym… – urwała, wsuwając mu dłoń z powrotem między nogi, obejmując jeszcze wrażliwego kutasa. – Chcę, żebyś mnie rżnął przy oknie wystawowym, z opuszczoną żaluzją, ale tak, żeby ktoś przypadkiem mógł zobaczyć cień. I chcę, żebyś wziął mnie w tyłek. Myślę o tym od tygodni, jak stoisz przy półce z poezją i gapisz się na mój tyłek w spódnicy. Namaszczę się, ugniesz mnie nad ladą i wbijesz powoli, aż będę piszczeć. Potem dojebiesz mi do gardła i zostawisz ślady na cyckach, żebym rano, otwierając księgarnię, czuła jeszcze twoje zęby.
Pocałowała go wilgotno, powoli, już planując w głowie każdy szczegół. Jak ubierze się w tę obcisłą spódnicę bez majtek. Jak postawi na ladzie butelkę oliwy, którą trzyma w kuchence na zapleczu. Jak każe mu czekać, aż sama się przygotuje, klęcząc tyłem do niego. Już widziała jego minę, już czuła w wyobraźni ten pierwszy, piekący opór i potem pełnię.
– A potem – szepnęła mu w ucho, nadal gładząc go lepkim palcem – zamkniesz sklep ze mną na cały weekend. Weźmiesz wolne na uczelni. Ja wywieszę kartkę „Inwentaryzacja”. I nie wyjdziesz stąd, dopóki nie będę ledwo chodzić. Jasne, chłopcze?
Kuba tylko kiwnął głową, wciąż sapając, a Marta uśmiechnęła się do ciemnego sufitu magazynu, już licząc godziny do pojutrza.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories