Znowu czuję jego czarnego kutasa

28-letnia Nadia nie wytrzymuje i daje się zerżnąć potężnemu czarnemu trenerowi na macie w pustej siłowni.

24 min read September 04, 2026

Jestem 28-letnią mężatką i od miesięcy płonę za każdym razem, kiedy Kofi kładzie na mnie ręce podczas treningu. On jest potężny, czarnoskóry, barki jak z rzeźby, uda grube jak moje obie nogi razem, a ten uśmiech drapieżny, kiedy poprawia mi postawę i „przypadkiem” ociera się o biodro. Flirtujemy wzrokiem, niewinnymi żartami o tym, jak mocno „pracuję nad pośladkami”, a ja wracam do domu mokra, wyobrażając sobie jego czarnego kutasa rozrywającego mnie na pół. Mąż wyjechał w delegację na dwa tygodnie. Kiedy zamykał drzwi, poczułam ulgę tak fizyczną, że prawie jęknęłam. Wiedziałam, że dłużej nie wytrzymam. Oboje z Kofim wiedzieliśmy. On też to czuł – sposób, w jaki jego wzrok schodził na moje cycki w obcisłym topie, jak przedłużał każde powtórzenie, żeby mieć pretekst, by mnie trzymać.

Wieczorem siłownia była pusta. Tylko my. Zapach gumy, potu i metalu. Kofi kazał mi robić hip thrusty na macie. Stał za mną, dłonie na biodrach, kciuki wciskające się w miękkie miejsce tuż nad legginsami. Zamiast odsunąć je po trzech sekundach, zostawił je dłużej. Przesunął się bliżej, tak że poczułam twardy zarys przez spodenki treningowe. Mój tyłek sam się wypiął, jakby miał własną wolę. Obróciłam głowę przez ramię.

— Od tygodni marzę o tym, żebyś mnie zerżnął — powiedziałam wprost, głosem ochrypłym od pragnienia. — Twój wielki czarny kutas. Chcę go w sobie. Nie udawaj, że nie wiesz.

Uśmiechnął się powoli, pokazał białe zęby. Oczy mu pociemniały.

— Na pewno tego chcesz, Nadia? Bo jak raz wejdę, to nie będę delikatny.

— Tak, kurwa, chcę — wyszeptałam. — Zerżnij mnie.

Przyciągnął mnie gwałtownie. Usta wpadły na moje, język od razu głęboko, smak miętowej gumy i męskiego głodu. Całował zachłannie, rękami ściskając mój tyłek, unosząc mnie prawie z ziemi. Pociągnął mnie na środek maty. Zapaliły się tylko światła awaryjne przy oknach, reszta hali tonęła w półmroku.

Uklękłam przed nim, bo nie umiałam już czekać. Rozpięłam mu spodenki, wyciągnęłam tego potwora. Kutas Kofiego był gruby, ciemny jak heban, żyły pulsowały pod skórą, główka lśniła od preejakulatu. Wziąłam go w obie dłonie, oblizałam od jaj do czubka, a potem otworzyłam usta szeroko i wzięłam głęboko. Ślina spływała mi po brodzie, gdy wpychał się dalej, aż poczułam go w gardle. Dławiłam się z rozkoszą, ssąc mokro, głośno, patrząc mu w oczy. On trzymał mnie za włosy, ale nie rwał — dawał mi kontrolę, a jednocześnie popychał biodrami w rytm, który mówił „bierz więcej”. Bawiłam się nim językiem, krążyłam wokół żołędzi, spuszczałam ślinę na trzon i rozcierałam dłonią. Smakował słono, męsko, i ja ssałam jak głodna, aż moje szczęki bolały, a cipka pulsowała w rytm każdego pociągnięcia.

Kofi syknął, odsunął mnie i zrzucił ze mnie legginsy razem z majtkami jednym szarpnięciem. Top podciągnął nad cycki, zostawił tak. Odwrócił mnie, ustawił na czworaka na stojąco, dłonie na drabinkach przy ścianie. Wszedł ode mnie od tyłu bez przygotowania — tylko ślina z moich ust i mój własny sok. Pierwszy pchnięcie rozwarło mnie szeroko. Jęknęłam głośno, głowa opadła między ramionami. Był ogromny, rozciągał mnie do granic, a ja wypinałam się jeszcze mocniej, biorąc centymetr po centymetrze. Trzymał mnie za biodra, palce wbijały się w mięso, i rżnął równo, głęboko, tak że każde uderzenie uderzało o mój tyłek z mokrym klapsem. Słyszałam własne mokre odgłosy, jego ciężki oddech, własne przekleństwa.

— Jebana ciasna biała cipka — mruczał. — Czujesz, jak cię napełniam?

— Tak… kurwa, tak, Kofi, głębszej…

Wziął mnie jeszcze kilka razy stojąc, potem położył na macie na plecach. Rozchylił mi nogi szeroko, wbił się w pozycji misjonarskiej i patrzył mi prosto w oczy, kiedy pieprzył. Powoli na początku, żebym czuła każdy gruby cal, potem mocniej, biodra uderzające o mnie rytmicznie. Pot ciągł mi po skroniach, po piersiach. On nachylał się, ssał mi sutek, gryzł lekko, a cały czas mówił:

— Taka ciasna… kurwa, Nadia, ściskasz mnie jak imadło. Patrz na mnie. Chcę widzieć, jak się rozpływasz na moim czarnym kutasie.

I patrzyłam. Widziałam, jak jego mięśnie brzucha napinają się przy każdym pchnięciu, jak pot spływa mu po ciemnej skórze na moją białą. Cipka mlaskała głośno, wciągała go chciwie. Orgazm nadchodził falami — najpierw lekki dreszcz, potem pełna fala, która zmusiła mnie do wygięcia się w łuk i krzyku. On nie zwolnił. Pieprzył mnie przez orgazm, aż stałam się jeszcze bardziej mokra, aż soki spływały mi po kroczy na matę.

Potem przewrócił się na plecy i pociągnął mnie na siebie. Dosiedliśmy pozycji jeźdźca. Uklękłam nad nim, wzięłam ten gruby kutas w dłoń, ustawiłam przy wargach i opuściłam się powoli, aż wszedł do oporu. Załkałam z rozkoszy. Zaczęłam jeździć. Najpierw powoli, kręcąc biodrami, żeby czuć, jak rozpycha mnie od środka, potem szybciej, uderzając tyłkiem o jego uda. Cycki podskakiwały, on chwytał je, ściskał, kciukami ocierał sutki. Ja trzymałam się jego szerokiej piersi, paznokcie wbijając w skórę, i rżnęłam się na nim jak szalona. Czułam, jak zbliża się moje drugie, mocniejsze. On też — jego oddech stał się nierówny, biodra unosiły się naprzeciwko moich.

— Spuść mi się w środku — błagałam. — Chcę czuć, jak wypełniasz mnie do pełna.

Jego dłonie wpiły się w mój tyłek, przycisnął mnie mocno w dół i zaryczał, kiedy zaczęło strzelać. Gorące spusty biły we mnie falami, głęboko, pulsując. W tym samym momencie moja cipka zassała go kurczami orgazmu, ściskając rytmicznie, doiąc z niego każdą kroplę. Drżałam nad nim, spocona, z włosami przyklejonymi do twarzy, i czułam, jak jego nasienie wypełnia mnie, lekkie przelewa się już przy nasadzie.

Zostałam na nim. On nadal we mnie, twardy nawet po spuszczeniu. Leżeliśmy spoceni, uśmiechnięci debilnie, oddychając ciężko. Mata była mokra pod nami. Położyłam się mu na piersi, usta przy jego uchu.

— To nie będzie ostatni raz — szepnęłam. — Mąż wraca dopiero za dwa tygodnie. Chcę tego znowu. I znowu. Będę przychodzić, kiedy tylko siłownia będzie pusta.

Kofi uniósł moją twarz, pocałował leniwie, wolno, smakując. Język przesuwał się po moim, spokojnie, jakby przypieczętowywał umowę. Jego kutas drgnął we mnie na to wyznanie.

— Będziesz — potwierdził niskim głosem. — I następnym razem wezmę cię dłużej. Może nawet przy oknie, jak ktoś będzie chciał zajrzeć.

Uśmiechnęłam się w pocałunek. Powoli zsunęłam się z niego. Nasienie spłynęło mi po udzie grubą strużką, wycierałam je ręcznikiem, który leżał obok. Ubieraliśmy się w milczeniu pełnym znaczenia — legginsy z powrotem, top, jego spodenki. Wyszliśmy z siłowni jedno za drugim, jak gdyby nigdy nic, jakby to był zwykły trening siłowy. Na parkingu tylko spojrzeliśmy na siebie raz. On uniósł brew. Ja przegryzłam wargę.

W aucie jeszcze czułam go w sobie — rozciągnięcie, ciepło, ciężar tego, co we mnie zostawił. Wiedziałam, że jutro znów przyjdę. I pojutrze. Że to dopiero początek, że mój mąż nie ma pojęcia, jak bardzo jego żona właśnie oddała się czarnoskóremu trenerowi na macie i jak bardzo będzie wracać po więcej. Serce biło mi jeszcze długo, kiedy skręcałam w naszą ulicę, a między nogami wciąż tętniło echo jego kutasa.

Następnego dnia nie mogłam się skupić na niczym. W pracy gapiłam się w monitor, a w głowie tylko wracało, jak jego gruby czarny kutas rozpychał mi cipkę, jak pulsował, kiedy strzelał we mnie gorącym spermem. Między nogami wciąż czułam lekkie pieczenie i pełność, jakby ciało pamiętało każdy cal. Wieczorem założyłam te same legginsy, ale bez majtek – chciałam, żeby od razu wiedział. Top obcisły, cycki prawie wychodziły. Serce biło mi jak młot, kiedy parkowałam pod siłownią. Hala znowu pusta, tylko awaryjne światła i zapach maty.

Kofi już na mnie czekał przy drabinkach. Uśmiechnął się tym samym drapieżnym uśmiechem, a oczy mu zjechały od razu na moje biodra.

— Przyszłaś po więcej, biała dziwko — powiedział nisko, bez wstępów. — Czułem to wczoraj. Twoja cipka wciąż chce mojego kutasa.

Podeszłam blisko, aż poczułam ciepło jego ciała. Położyłam dłoń na jego spodenkach i ścisnęłam twardy zarys.

— Marzyłam o tym całą noc. Mąż daleko, a ja mokra od rana na samą myśl, że znowu mnie zerżniesz. Weź mnie dłużej, tak jak mówiłeś.

Nie czekał. Wciągnął mnie w głąb, za rzędem hantli, gdzie cień był gęstszy. Usta wpadły na moje brutalnie, język głęboko, zęby lekko gryzły dolną wargę. Ręce zsunęły mi legginsy do kolan jednym ruchem. Palce wsunął od razu między wargi – byłam już śliska, gotowa.

— Kurwa, Nadia… jak ty ciekniesz. Tylko na mnie, co?

— Tylko na ciebie — wyszeptałam, rozchylając nogi. — Twojego czarnego potwora. Chcę go znowu w gardle, a potem w cipce aż do oporu.

Uklękłam na twardej macie. Rozpięłam mu spodenki, wyciągnęłam kutasa – jeszcze grubszy niż wczoraj, żyły nabrzmiałe, główka już błyszcząca. Oblizałam go od nasady do czubka, smakując sól i skórę. Potem otworzyłam szeroko i wzięłam głęboko, aż uderzył o tylną ścianę gardła. Dławiłam się świadomie, ślina lała się po brodzie na cycki. On trzymał mnie za tył głowy, ale dawał tempo – powoli wpychał, wyciągał, znowu głębiej. Patrzyłam w górę, na jego ciemną twarz, na to, jak zaciska szczękę.

— Ssij mocniej. Baw się nim. Chcę, żebyś pamiętała smak, jak będziesz leżeć obok męża.

Krążyłam językiem wokół żołędzi, ssałam mokro, głośno, dłonią pompowałam to, czego nie brałam ustami. Moja cipka pulsowała, soki spływały mi po udach. Kiedy już prawie dusiłam się z rozkoszy, odsunął mnie, podniósł i położył twarzą do ściany przy oknie. Z drżeniem rozejrzałam się – ulica pusta, ale ktoś mógł przejść. To mnie jeszcze bardziej rozgrzało.

Legginsy zrzucił całkiem. Ustawił mnie w rozkroku, dłonie na szybie. Wszedł od tyłu jednym długim pchnięciem. Jęknęłam głośno, czoło oparłam o chłodne szkło. Był ogromny, rozciągał mnie do bólu mieszanego ze słodyczą. Stał nieruchomo chwilę, żebym poczuła każdy gruby cal, potem zaczął rżnąć. Równo, głęboko, biodra uderzały o mój tyłek z mokrym dźwiękiem. Palce wbijał w biodra, przyciągał mnie na siebie przy każdym uderzeniu.

— Patrz na ulicę — mruczał mi do ucha. — Wyobraź sobie, że ktoś stoi i patrzy, jak czarny trener jebie żonatą białą cipkę przy oknie. Czujesz, jak cię napełniam?

— Tak… kurwa, Kofi, mocniej. Rozpieraj mnie.

Przyspieszył. Jedną ręką sięgnął z przodu, znalazł łechtaczkę i tarł ją kółkami w rytm pchnięć. Orgazm przyszedł gwałtownie – wygięłam się, krzyknęłam, cipka zassała go kurczami. On nie zwolnił, pieprzył mnie przez falę, aż nogi mi się ugięły. Wyciągnął się, odwrócił mnie, podniósł jak piórko i położył na ławce do wyciskania. Nogi zarzucił mi na ramiona, prawie złożył na pół, i wbił znowu. W tej pozycji wchodził jeszcze głębiej. Widziałam wszystko – jak jego ciemny trzon znika w mojej jasnej, mokrej dziurce, jak wargi rozciągają się wokół niego.

— Taka ciasna jeszcze po wczorajszym — syknął. — Ściskasz mnie jak cholernie. Będę cię rżnął aż do rana, jeśli będziesz chciała.

— Chcę. Nie przestawaj. Mów do mnie brudno.

Nachylił się, ssał mi sutek przez top, gryzł lekko, a biodra waliły nieprzerwanie. Pot spływał mu po klatce na moje brzuch. Ja trzymałam się krawędzi ławki, paznokcie wbijając w skórę, i nabijałam się na niego od dołu. Drugi orgazm narastał wolniej, głębiej – fala po fali, aż wreszcie wybuchłam znowu, drżąc, jęcząc jego imię. Soki chlupotały przy każdym ruchu, spływały na skórę ławki.

Wyciągnął się mokry, lśniący. Przewrócił mnie na brzuch na macie, podniósł biodra, wsunął poduszkę z rolki ręczników pod brzuch i wszedł znowu od tyłu, ale teraz wolniej, bardziej świadomie. Dłonie rozłożył mi pośladki, patrzył, jak jego kutas wchodzi i wychodzi.

— Patrzę, jak twoja biała dziurka bierze czarnego kutasa. Kurwa, Nadia… to uzależnia. Będziesz przychodzić codziennie, aż mąż wróci. A potem i tak znajdziemy sposób.

— Znajdziemy — wysapałam. — Chcę, żebyś mnie brał wszędzie. Na tej macie, przy oknie, w szatni. Wypełniaj mnie. Spuść mi się znowu w środku.

Przyspieszył. Ręka oplotła mi gardło lekko, nie dusząc, tylko trzymając, a druga waliła w tyłek klapsami, które zostawiały gorące ślady. Pieprzył mnie bez litości, głęboko, aż macie pod nami skrzypiały. Czułam, jak zbliża się jego spust – oddech nierówny, ruchy szarpane. Wsunął mi palce do ust, żebym ssała, i zaryczał, wbijaąc się do końca. Gorące fale biły we mnie, pulsując, wypełniając. Cipka doiła go rytmicznie przy moim trzecim orgazmie, który przyszedł razem z jego. Drżałam pod nim, spocona, z twarzą wciśniętą w matę, czując jak sperm przelewa się już przy nasadzie i spływa po udach.

Został we mnie długo, ciężki, oddychający. Powoli wyciągnął, a ja poczułam pustkę i ciepło wyciekające. Odwróciłam się, usiadłam na macie, wzięłam jego kutasa z powrotem do ust – oblizywałam go czysto, smakując nas razem, aż zmiękł trochę. On głaskał mi włosy, patrzył z góry tym samym uśmiechem.

— Jutro wcześniej — powiedział. — Zamknę siłownię na klucz na godzinę. Wezmę cię w każdej pozycji, jaką zechcesz. Może nawet spróbujemy twojego tyłka. Ciasny będzie, wiem.

Serce mi podskoczyło. Uśmiechnęłam się, nadal z jego smakiem w ustach.

— Chcę. Chcę wszystkiego. Będę twoją białą dziwką przez te dwa tygodnie. I dłużej, jeśli dasz radę.

Ubrał się pierwszy. Ja wolno wciągnęłam legginsy, czując, jak jego nasienie wsiąka w materiał. Wyszliśmy osobno. W aucie siedzałam chwilę z rękami na kierownicy, nogi zaciśnięte, cipka wciąż tętniąca. W lusterku widziałam czerwone ślady na szyi i biodrach. Jechałam do pustego domu, a w głowie już układałam, co jutro założę – może tylko płaszcz na gołe ciało. Mąż pisał sms-y o delegacji, a ja odpisywałam zdawkowo, mając wciąż w sobie echo czarnego kutasa. To dopiero się rozkręcało. Chciałam więcej ryzyka, więcej jego głosu mówiącego brudne rzeczy, więcej wypełnienia. Jutro miał zamknąć drzwi na klucz. A ja już wiedziałam, że dam mu wszystko, o co poprosi – i poproszę o jeszcze więcej, zanim te dwa tygodnie miną.

Następnego dnia zamknęłam drzwi do biura wcześniej, kłamiąc o migrenie. W aucie ściągnęłam majtki jeszcze na parkingu przed domem i włożyłam tylko długi płaszcz na gołe ciało – cycki, cipkę, wszystko wystawione na chłodne powietrze, kiedy wsiadałam. Między nogami już było mokro od samej myśli o kluczu w drzwiach siłowni. Parkowałam pod bocznym wejściem, serce waliło mi tak mocno, że bałam się, czy nie usłyszy go ktoś z ulicy. Kofi otworzył zanim zdążyłam zapukać. Wciągnął mnie do środka, zamknął na dwa spusty i przekręcił zasuwę. Hala tonęła w półmroku awaryjnych lamp, maty pachniały gumą i wczorajszym naszym seksem.

— Spóźniłaś się o trzy minuty, biała dziwko — mruknął, ściągając mi płaszcz jednym szarpnięciem. Zostałam naga, a on wciąż w spodenkach i koszulce. — Patrz, jak stoisz. Cycki twarde, sutki jak gumki, a tu… — wsunął dwa palce między wargi i westchnął, kiedy znalazł je ociekające. — Już ciekniesz na samą myśl, że cię zamknąłem. Chodź.

Poprowadził mnie na środek największej maty. Nie dał mi klękać od razu. Najpierw kazał mi się pochylić, dłonie na drabinkach, i obmacał mnie dokładnie – od karku po pośladki, kciuki rozchylające mnie, żeby zobaczyć, jak cipka mruży się i puszcza sok. Potem rozpiął spodenki. Jego kutas wyskoczył gruby, ciemny, żyły napuchnięte, główka już lśniąca. Wziął mnie za włosy i wcisnął mi go do ust.

— Ssij. Głęboko. Chcę, żebyś go namoczyła, bo dzisiaj wejdzie ci nie tylko w cipkę.

Otworzyłam szeroko, wzięłam go aż do gardła. Ślina spływała mi po brodzie na piersi, dusiłam się świadomie, patrząc w górę na jego twarz. On pchał biodrami powoli, kontrolując, aż łzy stanęły mi w oczach z rozkoszy i braku powietrza. Bawiłam się nim językiem, krążyłam wokół żołędzi, ssałam mokro, głośno, dłonią pompowałam jaja. Smakował solą i skórą, męsko, uzależniająco. Kiedy już prawie wymiotowałam z ekscytacji, wyciągnął się z trzaskiem śliny.

Położył mnie na plecach, rozchylił nogi szeroko i wbił się jednym pchnięciem. Jęknęłam tak głośno, że echo odbiło się od ścian. Był jeszcze grubszy niż wczoraj, rozpychał mnie do granic, aż poczułam pieczenie mieszające się ze słodyczą. Rżnął równo, głęboko, biodra uderzały o mnie z mokrym klapsem. Ja nabijałam się od dołu, paznokcie wbijałam w jego barki, i błagałam.

— Mocniej, Kofi… kurwa, rozpieraj mnie. Twój czarny kutas… jebie mnie na śmierć.

— Patrz na mnie — syknął. — Chcę widzieć, jak twoja zamężna cipka bierze to, czego mąż ci nie da. Ściskasz jak imadło. Jeszcze ciaśniejsza po dwóch dniach.

Przyspieszył. Jedną ręką ścisnął mi gardło lekko, drugą tarł łechtaczkę kółkami. Orgazm uderzył gwałtownie – wygięłam się w łuk, krzyknęłam jego imię, cipka zassała go kurczami, soki chlupotały przy każdym ruchu. On nie zwolnił. Pieprzył mnie przez falę, aż zrobiłam się jeszcze bardziej śliska, aż mata pod nami była mokra. Potem wyciągnął się, przewrócił mnie na brzuch, podniósł biodra i wsunął poduszkę z ręczników pod brzuch. Wszedł znowu od tyłu, ale wolniej, rozchylając pośladki palcami.

— Patrzę, jak twoja biała dziurka łyka czarnego kutasa centymetr po centymetrze. Kurwa, Nadia… to uzależnia. Dzisiaj spróbujemy tyłka. Powiedz, że chcesz.

— Chcę — wysapałam w matę. — Chcę, żebyś mi go zerżnął. Ciasny będzie, wiem. Namocz go w mojej cipce i wejdź.

Wyciągnął się mokry, lśniący od moich soków, i przyłożył główkę do mojego tyłka. Pchał powoli, centymetr po centymetrze. Pieczenie było ostre, słodkie, mieszane z pełnością, której nigdy nie czułam. Ja wypinałam się, oddychałam głęboko, szeptałam „tak, dalej, dalej”. Kiedy wszedł do połowy, zatrzymał się, dał mi chwilę, potem pchnął do oporu. Jęknęłam długo, głucho. Był ogromny, wypełniał mnie tak, że czułam go w brzuchu. Zaczął ruszać – krótko, ostrożnie na początku, potem coraz głębiej, coraz mocniej. Dłonie trzymały mnie za biodra, klapsy spadały na pośladki, zostawiając gorące ślady.

— Jebany ciasny biały tyłek — mruczał. — Bierzesz mnie cały. Czujesz, jak cię napełniam? Twoja cipka cieknie na matę z samego rżnięcia w dupę.

— Tak… kurwa, Kofi, nie przestawaj. Rżnij mnie. Spuść mi się w tyłku.

Przyspieszył. Jedną ręką sięgnął z przodu, wsunął trzy palce w mokrą cipkę i pompował w rytm pchnięć. Drugi orgazm przyszedł falą – drżałam, krzyczałam w matę, cipka i tyłek ściskały go rytmicznie. On zaryczał, wbił się do końca i strzelał. Gorące spusty biły we mnie głęboko, pulsując, wypełniając. Czułam, jak przelewają się już przy nasadzie i spływają po jajach na moje uda. Został we mnie długo, ciężki, oddychający, kutas wciąż twardy.

Powoli wyciągnął. Nasienie spłynęło mi grubą strużką. Odwróciłam się, usiadłam i wzięłam go z powrotem do ust – oblizywałam czysto, smakując nas razem, aż zmiękł trochę. On głaskał mi włosy, uśmiechał się tym drapieżnym uśmiechem.

— Jeszcze nie skończyliśmy. Masz godzinę. Chcę cię w każdej pozycji.

Podniósł mnie, posadził na ławce do wyciskania tyłem do siebie, nogi rozchylone szeroko. Wszedł znowu w cipkę – łatwiej teraz, mokro od wszystkiego. Rżnął od dołu, trzymając mnie za cycki, ściskając sutki, gryząc kark. Ja jeździłam na nim, kręcąc biodrami, i błagałam o więcej brudnych słów. Mówił. Nazywał mnie zamężną dziwką, białą szmatą na czarnym kutasie, żoną, która oddaje tyłek trenerowi, bo mąż nie umie. Trzeci orgazm zaskoczył mnie w połowie zdania – zassałam go kurczami, soki chlupotały, spływały na jego uda.

Potem postawił mnie przy oknie znowu, twarzą do szyby. Ulica była prawie pusta, ale ktoś mógł przejść. Wszedł od tyłu w cipkę, rżnął twardo, jedną ręką na szyi, drugą na łechtaczce. Szeptał mi do ucha, żebym wyobraziła sobie, że mąż stoi na chodniku i patrzy, jak jego żona bierze czarnego kutasa przy oknie. To mnie dobiło. Czwarty orgazm był tak silny, że nogi się ugięły. On trzymał mnie, pieprzył przez falę, aż sam zbliżył się znowu. Wyciągnął, odwrócił mnie, kazał klęczeć i strzelił mi na twarz, na cycki, na język. Połykałam, co mogłam, resztę rozcierałam po skórze.

Leżeliśmy potem na macie, spoceni, jego kutas wciąż półtwardy na moim udzie. Głaskał mi tyłek, gdzie zostały czerwone ślady klapsów.

— Jutro przyjdziesz do mnie do mieszkania — powiedział nisko. — Siłownia to za mało. Chcę cię w łóżku, na stole, pod prysznicem. Całą noc. Mąż wraca za jedenaście dni. Do tego czasu zrobimy z ciebie moją stałą dziwkę. A potem… znajdziemy sposób, żebyś wciąż wracała.

Uśmiechnęłam się w jego pierś, serce biło mi jak szalone. Już widziałam to mieszkanie, jego szerokie ramiona nad sobą w prawdziwym łóżku, możliwość krzyczenia bez strachu. Ale w głowie tliło się coś jeszcze – ryzyko, adrenalina okna, myśl, że ktoś mógł nas zobaczyć. Chciałam więcej. Chciałam, żeby następnym razem zostawił drzwi siłowni uchylone. Albo wziął mnie w szatni męskiej, kiedy ktoś mógł wejść. Albo… żebym nagrała się dla niego, jak w domu masturbuję się, mając wciąż jego spermę w tyłku, i wysłała film, zanim mąż wróci.

Powoli wstałam, wcisnęłam się w płaszcz. Nasienie spływało mi po udach na podszewkę. Kofi otworzył drzwi, sprawdził, czy nikt nie idzie. Wyszłam pierwsza. W aucie siedzałam z rozchylonymi nogami, płaszcz otwarty, palce wsuwałam w siebie i czułam, jak wciąż jestem pełna, rozciągnięta, jego. Telefon zawibrował – sms od męża: „Jak tam, kotku? Tęsknię”. Odpisałam „Dobrze, też tęsknię”, a w głowie już układałam, co założę jutro do jego mieszkania. I jak poproszę, żeby następnym razem w siłowni zostawił drzwi na oścież. To dopiero się rozkręcało. Dwa tygodnie to było za mało. Chciałam, żeby ten czarny kutas został we mnie na zawsze – w cipce, w tyłku, w gardle, w pamięci ciała, które już nie umiało się bez niego spiąć. Jechałam do pustego domu z uśmiechem na twarzy i tętnieniem między nogami, które obiecywało, że jutro dam mu jeszcze więcej, i poproszę o rzeczy, których jeszcze nie śmiałam nazwać na głos.

Następnego dnia nie mogłam już udawać, że praca ma jakiekolwiek znaczenie. Wyszłam z biura przed trzynastą, kłamiąc o ważnym spotkaniu, i pojechałam prosto pod adres, który Kofi wysłał mi rano. Dwupokojowe mieszkanie na trzecim piętrze, cicha uliczka, zero kamer. Winda była mała, duszna, a ja stałam w niej w samej mini i topie bez stanika, majtki w torebce, bo nie chciałam tracić ani sekundy. Między nogami było już mokro od samej drogi – cipka tętniła, pamiętając wczorajszy tyłek i gorące fale spermy.

Otworzył drzwi w samych dresach, nagi tors, ciemna skóra lśniąca, kutas już zarysowany grubo. Uśmiechnął się drapieżnie i wciągnął mnie do środka jednym ruchem. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, zasuwa kliknęła.

— Wreszcie moja biała dziwka w prawdziwym łóżku — mruknął, ściągając mi top. Cycki wypadły ciężkie, sutki twarde od razu. — Całą noc. Żadnych awaryjnych świateł, żadnego strachu, że ktoś wejdzie. Tylko ty i mój kutas.

Nie dałam mu skończyć. Padłam na kolana na parkiecie, rozpięłam dresy i wyciągnęłam tego potwora. Był jeszcze twardszy niż w siłowni, żyły pulsowały, główka ciemna i lśniąca. Oblizałam go od jaj po czubek, smakując sól i skórę, potem otworzyłam szeroko i wzięłam głęboko, aż uderzył o gardło. Ślina spływała mi po brodzie na piersi, dusiłam się świadomie, patrząc w górę. On trzymał mnie za włosy, pchał biodrami powoli, kontrolując.

— Ssij mocniej, Nadia. Baw się nim językiem. Chcę, żebyś pamiętała smak, jak będziesz ssać męża za jedenaście dni i myśleć tylko o mnie.

Krążyłam wokół żołędzi, ssałam mokro, głośno, dłonią pompowałam to, czego nie brałam. Cipka ciekła mi po udach, soki wsiąkały w mini. Kiedy już prawie wymiotowałam z rozkoszy, podniósł mnie, zrzucił resztę ubrań i przeniósł do sypialni. Duże łóżko, czarna pościel, lustro na szafie. Rzucił mnie na materac, rozchylił nogi szeroko i wbił się jednym długim pchnięciem. Jęknęłam tak głośno, że echo odbiło się od ścian. Był ogromny, rozpychał mnie do granic, aż pieczenie zmieszało się ze słodyczą. Rżnął równo, głęboko, biodra waliły o mnie z mokrym klapsem.

— Patrz w lustro — syknął, łapiąc mnie za brodę i odwracając głowę. — Patrz, jak twoja zamężna cipka łyka czarnego kutasa. Ściskasz jak imadło. Jeszcze ciaśniejsza po wczorajszym tyłku.

Patrzyłam. Widziałam, jak jego ciemny trzon znika w mojej jasnej, mokrej dziurce, jak wargi rozciągają się, jak pot spływa mu po klatce na mój brzuch. Ja nabijałam się od dołu, paznokcie wbijałam w jego barki, i błagałam.

— Mocniej, Kofi… kurwa, rozpieraj mnie. Twój czarny kutas jebie mnie na śmierć. Mów brudniej.

— Jebana biała szmata. Oddajesz mi wszystko, bo mąż nie umie napełnić cię tak, jak trzeba. Czujesz, jak cię rozciągam? Będę cię rżnął, aż zapomnisz, że masz męża.

Przyspieszył. Jedną ręką ścisnął mi gardło lekko, drugą tarł łechtaczkę kółkami. Orgazm uderzył gwałtownie – wygięłam się w łuk, krzyknęłam jego imię, cipka zassała go kurczami, soki chlupotały. On nie zwolnił. Pieprzył mnie przez falę, aż zrobiłam się jeszcze bardziej śliska, aż pościel pod nami była mokra. Potem wyciągnął się, przewrócił mnie na brzuch, podniósł biodra i wsunął poduszkę pod brzuch. Wszedł znowu od tyłu, ale wolniej, rozchylając pośladki.

— Dzisiaj bierzemy tyłek dłużej — powiedział. — Namoczę go w twojej cipce i wejdę. Powiedz, że chcesz.

— Chcę — wysapałam w materac. — Chcę, żebyś mi go zerżnął. Ciasny będzie. Wejdź.

Wyciągnął się mokry, lśniący, i przyłożył główkę do mojego otworu. Pchał powoli, centymetr po centymetrze. Pieczenie było ostre, słodkie, mieszane z pełnością, której nigdy nie czułam tak intensywnie. Ja wypinałam się, oddychałam głęboko, szeptałam „dalej, dalej, bierz mnie”. Kiedy wszedł do oporu, jęknęłam długo, głucho. Był ogromny, wypełniał mnie tak, że czułam go w brzuchu. Zaczął ruszać – krótko na początku, potem coraz głębiej, coraz mocniej. Dłonie trzymały mnie za biodra, klapsy spadały na pośladki, zostawiając gorące ślady.

— Jebany ciasny biały tyłek — mruczał. — Bierzesz mnie cały. Twoja cipka cieknie na pościel z samego rżnięcia w dupę. Będziesz moją stałą dziwką, Nadia. Nawet jak mąż wróci.

— Tak… kurwa, nie przestawaj. Rżnij mnie. Spuść mi się w tyłku. Chcę czuć, jak wypełniasz.

Przyspieszył. Jedną ręką wsunął trzy palce w mokrą cipkę i pompował w rytm. Drugi orgazm przyszedł falą – drżałam, krzyczałam w poduszkę, oba otwory ściskały go rytmicznie. On zaryczał, wbił się do końca i strzelał. Gorące fale biły we mnie głęboko, pulsując, przelewając się już przy nasadzie. Został we mnie długo, ciężki, oddychający.

Powoli wyciągnął. Nasienie spłynęło grubą strużką. Odwróciłam się, wzięłam go do ust i oblizywałam czysto, smakując nas razem. On głaskał mi włosy.

— Jeszcze nie skończyliśmy. Chodź pod prysznic.

W łazience woda spływała po nas, on postawił mnie twarzą do ściany, wszedł znowu w cipkę od tyłu i rżnął twardo, trzymając za cycki. Para unosiła się, ja jeździłam na nim, kręcąc biodrami. Trzeci orgazm zaskoczył mnie pod strumieniem – zassałam go, soki spływały z wodą. Potem usiadł na krześle przy stole w salonie, posadził mnie na sobie twarzą do siebie. Weszłam na kutasa, zaczęłam jeździć. Cycki podskakiwały, on ssał sutki, gryzł lekko, a ja trzymałam się jego barków i rżnęłam się jak szalona.

— Jutro wracamy do siłowni — powiedział nisko, biodra unosząc naprzeciwko. — Ale zostawię drzwi uchylone. Chcę, żebyś bała się, że ktoś wejdzie. Albo… weźmiemy kogoś. Znajomego z siłowni. Dwóch czarnych kutasów w twojej białej dziwce. Chcesz?

Serce mi podskoczyło. Orgazm czwarty nadchodził.

— Chcę — wyszeptałam. — Chcę wszystkiego. Dwóch. Trzech. Byle twoich. Byle czarnych. Zerżnijcie mnie na macie, w szatni, wszędzie.

On uśmiechnął się, przycisnął mnie mocno i strzelił znowu, gorąco, głęboko. Ja zawyłam, cipka doiła go, drżąc. Zostaliśmy tak, spoceni, jego kutas wciąż we mnie twardy.

Leżeliśmy potem w łóżku, ja na jego piersi, spermą spływającą po udach. On głaskał mi tyłek.

— Mąż wraca za dziesięć dni. Do tego czasu zrobimy z ciebie moją na stałe. Jutro siłownia z uchylonymi drzwiami. A pojutrze… mój kolega. Wysoki, jeszcze grubszy kutas. Zobaczymy, jak twoja cipka bierze dwóch naraz.

Uśmiechnęłam się w jego skórę, serce waliło. Już widziałam to – uchylone drzwi, cień w korytarzu, drugi ciemny trzon wchodzący mi do ust, kiedy Kofi rżnie mnie od tyłu. Albo obaj naraz, jeden w cipce, drugi w tyłku. Adrenalina mieszała się z pożądaniem. Telefon zawibrował – sms od męża. Nie otworzyłam. Wstałam powoli, ubrałam się, czując jak jego nasienie wsiąka w majtki. Pocałował mnie leniwie przy drzwiach.

— Jutro o ósmej. Drzwi uchylone. Przygotuj się na więcej, biała dziwko.

Wyszłam. W aucie siedzałam z rozchylonymi nogami, palce wsuwałam w siebie i czułam pełność, rozciągnięcie, echo. Jechałam do pustego domu z uśmiechem i myślą, że jutro dam mu jeszcze więcej – i poproszę o rzeczy, których mąż nigdy nie zobaczy. To dopiero się rozkręcało. Dziesięć dni. Za mało. Chciałam, żeby ten czarny kutas i jego znajomi zostali we mnie na zawsze.

Następnego dnia stawiłam się pod siłownią o ósmej rano, serce waliło jak oszalałe. Drzwi boczne były uchylone na palec, dokładnie tak, jak obiecał. Wsunęłam się do środka, zamek cicho kliknął za mną, ale nie domknęłam. Półmrok awaryjnych lamp, zapach gumy i wczorajszej spermy wsiąkniętej w maty. Kofi stał nagi od pasa w górę, dresy już zsuwały mu się z bioder, kutas gruby, ciemny, żyły nabrzmiałe, gotowy.

— Biała dziwko — syknął, ściągając mi bluzkę jednym ruchem. Cycki wypadły ciężkie, sutki natychmiast twarde. — Drzwi otwarte. Ktokolwiek może wejść. I chcesz tego, prawda?

— Tak — wyszeptałam, już na kolanach. Wzięłam go głęboko, aż główka uderzyła o tylną ścianę gardła. Ślina spływała po brodzie na piersi, dławiłam się świadomie, patrząc w górę na jego drapieżny uśmiech. Ssąc, kręciłam biodrami, cipka ciekła mi po udach na matę. On trzymał mnie za włosy, pchał powoli, kontrolując każde pociągnięcie.

— Głośniej. Żeby słyszeli z korytarza.

Jęczałam wokół jego kutasa, mokro, obscenicznie. Kiedy już prawie wymiotowałam z rozkoszy, podniósł mnie, rzucił na matę twarzą w dół i wszedł od tyłu jednym długim pchnięciem. Jęknęłam tak głośno, że echo odbiło się od ścian. Rozpychał mnie do granic, pieczenie mieszało się ze słodyczą, biodra waliły o mój tyłek z mokrym klapsem. Dłonie trzymały mnie za biodra, kciuki rozchylały pośladki, żebym czuła każdy gruby cal.

— Patrz na drzwi — mruczał. — Wyobraź sobie, że ktoś stoi i patrzy, jak żonata biała szmata bierze czarnego trenera.

Przyspieszył. Jedną ręką tarł mi łechtaczkę, drugą ściskał cycek. Orgazm uderzył nagle – wygięłam się, krzyknęłam jego imię, cipka zassała go kurczami, soki chlupotały. On nie zwolnił, pieprzył mnie przez falę, aż nogi straciły siłę. Wtedy usłyszeliśmy kroki na korytarzu. Zatrzymał się głęboko we mnie, kutas pulsował. Kroki minęły. Adrenalina zalała mnie jak gorąca fala. Zaczęłam pchać się na niego sama.

— Weź mnie mocniej. Chcę, żeby weszli.

Kofi wyciągnął się, odwrócił mnie na plecy, zarzucił nogi na ramiona i wbił znowu. W tej pozycji wchodził aż do oporu, trzon znikał w mojej jasnej, ociekającej dziurce. Patrzyłam mu w oczy, kiedy rżnął, pot spływał mu po ciemnej klatce na mój brzuch.

— Jutro mój kolega — powiedział między pchnięciami. — Kwame. Jeszcze grubszy. Chcesz dwóch czarnych kutasów naraz?

— Chcę — wysapałam. — Chcę, żebyście mnie zerżnęli na tej macie. W cipce i w tyłku. Wypełnijcie mnie do pełna.

Orgazm drugi nadszedł wolniej, głębiej, fala po fali, aż zawyłam i drżałam. On zaryczał, wbił się do końca i strzelił. Gorące spusty biły we mnie, pulsując, przelewając się już przy nasadzie i spływając na matę. Został we mnie długo, ciężki, oddychający.

Po południu w jego mieszkaniu czekał już Kwame – wyższy, barki szersze, kutas naprawdę grubszy, ciemniejszy, żyły jak liny. Kofi zaprezentował mnie nago.

— To nasza biała dziwka. Bierz.

Uklękłam między nimi. Wzięłam Kofiego do ust, Kwamego w dłoń, potem zamieniłam. Ssłam na przemian, ślina lała się po brodzie, cyckach, brzuchu. Oni trzymali mnie za włosy, pchali biodrami, nazywali zamężną szmatą, białą kurwą na dwóch czarnych kutasach. Potem Kofi położył się na łóżku, ja dosiadłam go tyłem, opuszczając się na gruby trzon aż do oporu. Kwame stanął z przodu, wcisnął mi się do gardła. Rżnęli mnie w rytm – jeden od dołu, drugi w usta. Ja jeździłam, kręciłam biodrami, cipka mlaskała głośno.

Kofi wyciągnął się, namoczył kutasa w mojej cipce i przyłożył do tyłka. Pchał powoli, centymetr po centymetrze, aż wszedł do oporu. Jęknęłam głucho, wypełniona tak, że czułam go w brzuchu. Wtedy Kwame wszedł w cipkę. Dwóch naraz. Rozciągnęli mnie do granic, pieczenie i pełność mieszały się w rozkosz, której nigdy nie znałam. Ruszali się przeciwnie – kiedy jeden wchodził, drugi wychodził. Ja trzymałam się Kofiego za barki, krzyczałam, błagałam o więcej.

— Jebana ciasna biała dziwka — warczał Kwame. — Bierzesz nas obu. Twoja cipka i dupa łykają czarne kutasy jak głodne.

— Tak… kurwa, rżnijcie mnie. Spuśćcie się we mnie. Chcę być pełna waszego spermy.

Orgazm trzeci rozszarpał mnie – drżałam, oba otwory ściskały ich rytmicznie, soki i ślina spływały wszędzie. Kofi strzelił pierwszy, gorąco w tyłku, pulsując. Kwame chwilę później, wypełniając cipkę aż przelewało się na jaja Kofiego. Zostali we mnie, ciężcy, spoceni. Powoli wyciągnęli. Nasienie spływało mi grubymi strużkami po udach. Oblizałam obu czysto, smakując nas razem.

Kolejne dni zlewały się w jeden długi orgazm. Siłownia z uchylonymi drzwiami, mieszkanie Kofiego, szatnia męska gdzie prawie nas złapano. Dwóch, czasem tylko Kofi, czasem Kwame osobno. Brali mnie na macie, na ławce, pod prysznicem, na stole kuchennym. Mówili brudno, klapsy zostawiały ślady, sperma wsiąkała w legginsy, w pościel, w moją skórę. Mąż pisał sms-y, ja odpisywałam zdawkowo, mając wciąż w sobie echo ich kutasów. Dziewięć dni. Osiem. Siedem. Ciało bolało słodko, cipka i tyłek pamiętały każdy cal, każdy spust. Stałam się ich stałą dziwką, uzależnioną, głodną.

Ostatniego dnia przed powrotem męża zamknęli mnie w mieszkaniu na całą noc. Rżnęli na zmianę i naraz, aż straciłam rachubę orgazmów. Nad ranem leżałam między nimi, pełna, ociekająca, uśmiechnięta debilnie. Kofi głaskał mi tyłek.

— Mąż wraca jutro. Ale znajdziemy sposób. Będziesz wracać.

Pocałowałam ich obu i wyszłam. W aucie siedziałam z rozchylonymi nogami, czując jak ich nasienie wciąż spływa. Jechałam do pustego domu, prałam pościel, wietrzyłam, udawałam normalność. Wieczorem mąż wrócił. Uściskał mnie, pocałował, pachniał lotniskiem i swoim kolonialnym. W nocy chciał mnie. Położyłam się pod nim, zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie czarne barki, grube kutasy, mokre odgłosy. Spuściłam się cicho, myśląc o Kofim. Potem, kiedy mąż zasnął, wstałam, wzięłam telefon i napisałam: „Jutro o ósmej. Drzwi uchylone”.

Rano poszłam. Kofi czekał. Wziął mnie twardo przy oknie, patrząc mi w oczy.

— Wiedziałem, że wrócisz.

Rżnął mnie długo, spuścił się głęboko, a ja leżałam spocona na macie, czując znowu to samo ciepło i pełność. Wstałam, ubrałam się, pocałowałam go leniwie.

Wróciłam do domu. Mąż siedział w salonie z kawą i uśmiechem, którego nie rozumiałam. Podszedł, objął mnie od tyłu, dłoń wsunął między nogi, gdzie wciąż było mokro i pełno.

— Opowiedz mi wszystko jeszcze raz, kochanie — szepnął mi do ucha. — Od początku. Bo to ja zapłaciłem Kofiemu, żeby cię wreszcie porządnie zerżnął.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged dirty-talk rough-sex kissing ass-grabbing

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.