Przed Świtem w Piekarni

Młody Marcin w końcu zerżnął pulchną szefową Grażynę w nocnej piekarni, aż trysnęła na stół.

26 min read September 04, 2026

Marcin otarł pot z czoła rękawem fartucha i znów zerknął na Grażynę. Dwudziestodwa lata na karku, studia za dnia, a noce w tej pierdolonej piekarni, gdzie od miesięcy jebało go w łeb samo patrzenie na nią. Czterdzieści dwa lata, pulchna, dojrzała, z tymi wielkimi ciężkimi cyckami, które w obcisłej bluzce poruszały się przy każdym ruchu, i szerokimi biodrami, które aż prosiły się o złapanie. Grażyna wiedziała. Uśmiechała się krzywo, kiedy łapał ją na tym, że patrzy, jak schyla się po worki z mąką, i dekolt wtedy otwierał mu widok na doliny między piersiami, wilgotne od ciepła pieców. Tej nocy lokal był już zamknięty, ulica cicha, tylko oni dwoje i zapach świeżego chleba mieszający się z czymś gęstszym, brudniejszym.

Stała przy piecu, sprawdzała temperaturę, a on zamiatał podłogę, ale wzrok miał wbity w jej tyłek obciągnięty czarnymi legginsami. Grażyna odwróciła się nagle, złapała jego spojrzenie i uśmiechnęła się szeroko.

— Znowu gapisz się na moją dupę, Marcin? — szepnęła, podchodząc bliżej. Celowo otarła się o niego biodrem, kiedy sięgała po łopatkę. Ciepło jej ciała uderzyło go prosto w krocze. — Lubię to. Jak ten młody kutas w spodniach twardnieje, tylko patrzysz. Od miesięcy tak robisz.

Marcin poczuł, jak krew uderza mu do głowy i niżej. Chuj już był twardy, naciągał dżinsy. Grażyna nachyliła się, wcisnęła mu usta prawie do ucha, oddech gorący, pachnący kawą i czymś słodkim.

— Wiesz, co? Od tygodni jestem mokra jak sukinsyn, jak tylko pomyślę o twoim młodym, twardym kutasie. Rano w łóżku wsuwam sobie palce i wyobrażam, że to ty mnie rżniesz na tym stole. Duży, gruby, młody... jebie mnie sama myśl.

Nie wytrzymał. Rzucił szczotkę, chwycił ją oburącz za biodra, wcisnął w nią swoje erekcję przez materiał i pocałował mocno, głęboko, językiem wchodząc od razu głęboko. Grażyna jęknęła w jego usta, odpowiedziała tak samo dziko, ręce wpiła mu we włosy. Obaj chcieli tego jak cholernie. Ona sama oderwała się na sekundę, złapała za brzeg bluzki i rozdarła guziki jednym ruchem. Ogromne, dojrzałe piersi wylały się na wolność, ciężkie, z szerokimi brązowymi sutkami już twardymi. Żadnego stanika.

— Zerżnij mnie jak należy, Marcin — błagała ochryple, łapiąc go za rękę i kładąc mu dłoń prosto na cycku. — Te wielkie, dojrzałe cycki są twoje. Wszędzie. Chcę czuć ten młody kutas w cipie, aż będę piszczeć.

Marcin ugniótł piersi mocno, kciukami ocierając sutki, a potem pchnął ją delikatnie w dół. Grażyna klęknęła na brudnej podłodze piekarni, między workami mąki i resztkami ciasta. Rozpięła mu rozporek, wyciągnęła grubego, twardego kutasa — żyły pulsowały, żołądź lśniła już preejakulatem. Nie czekała. Wzięła go głęboko do ust od razu, policzki wciągnęła, śliniąc obficie. Ślina spływała jej po brodzie, po szyi, na te wielkie cycki. Patrzyła mu prosto w oczy, kiedy cofała głowę i znowu nabijała się gardłem, dławiąc się trochę, ale nie odpuszczając. Marcin trzymał ją za włosy, spoglądał z góry, jak jej usta rozciągają się wokół jego grubej rury, jak język krąży po żołędzi, a potem bierze wszystko aż do jaj.

— Kurwa, Grażyna... tak głęboko ssiesz — warknął, biodrami lekko popychając. Ona tylko mruknęła wokół kutasa, wibracja poszła mu po całym ciele, a ręką masowała mu jądra, drugą zaś wsuwała sobie pod legginsy, macając własną mokrą cipę.

Kiedy już prawie spuścił jej do gardła, wyciągnął się z ust z głośnym mlaskiem. Podniósł ją jakby nic nie ważyła — a ważyła, pulchna, mięsista — i posadził tyłkiem na stole do wyrabiania ciasta. Mąka pyleła w powietrzu. Zdarł z niej legginsy razem z majtkami jednym szarpnięciem, rzucił na bok. Cipa była ogolona gładko, wargi spuchnięte, lśniące od wilgoci, łechtaczka wystająca. Rozłożył jej uda szeroko, wbił się misjonarsko jednym mocnym pchnięciem. Grażyna krzyknęła, paznokcie wpiła mu w plecy.

— Jebie... jaki gruby... wypełniasz mnie całego — szeptała, a on rżnął ostro, rytmicznie, stołem aż dudniło. Dłonie miał na jej wielkich cyckach, ugniatał je, ściskał, sutki tarmosił palcami, aż czerwieniały. Piersi podskakiwały przy każdym uderzeniu bioder, ciężkie, dojrzałe, a on schylał się i brał sutek do ust, ssał mocno, gryzł lekko. Cipa Grażyny ssała go z powrotem, mokra, gorąca, obcisła mimo lat, sokami chlupotała przy każdym wyjęciu i wbiciu.

— Mocniej, młody... rżnij tę dojrzałą pizdę — jęczała, nogi owijając mu wokół pasa. Marcin przyspieszył, pot spływał im obu, mąka kleiła się do skóry. Czuł, jak jej ściany zaciskają się, jak zaraz dojść.

Wyjął się nagle, obrócił ją gwałtownie na brzuch, nogi ściągnął na podłogę, a tors zostawił na stole. Tyłek wypięty, szeroki, mięsisty, cipka lśniąca od tyłu. Wbił się od razu z powrotem, biorąc ją jak sukę, rękami trzymając za biodra i waląc z całej siły. Skóra o skórę klaskała głośno w pustej piekarni. Jeden palec wsunął jej między pośladki, znalazł ciasną dziurkę dupy i drażnił, okręcał, wpychał po pierwszy staw, potem głębiej. Grażyna wyła, pchała się na niego, na kutas i na palec jednocześnie.

— Tak... pal digę, rżnij cipę... kurwa, zaraz trysnę — krzyczała. Marcin czuł, jak jej cipa zaczyna pulsować szaleńczo, ściany drżą. Kilka twardych pchnięć później Grażyna doszła z głośnym, długim krzykiem, ciało szarpnęło się, a z cipki trysnęła strużka przezroczystego soku prosto na blat stołu, na mąkę, chlupocząc i spływając. Marcin nie wytrzymał. Wbił się do końca, jajami uderzył o jej cipę i spuścił się gorącym, gęstym nasieniem głęboko w nią, falami, wypełniając, aż poczuł, jak cieknie mu już po jajach mieszanka ich soków.

Oddychali ciężko, on wciąż w niej, pulsując resztkami spermy, ona leżała rozwalona na stole, cycki spłaszczone na blacie, dupa wciąż uniesiona. Marcin powoli wyciągnął kutasa, zobaczył, jak biała spustowa maź wypływa z jej spuchniętej cipki i kapie na podłogę. Grażyna odwróciła głowę, spojrzała na niego przez ramię, oczy zamglone, uśmiech zadowolony i głodny jednocześnie.

— Pierwszy raz... i już tak mnie zerżnąłeś, że stół mokry — wydyszała. Wstała powoli, na niepewnych nogach, spermą spływającą jej po wewnętrznej stronie ud. Podeszła blisko, złapała go za wciąż półtwardego kutasa, umazanego ich obojga. — Ale to nie koniec nocy, prawda? Piece jeszcze gorące, a ja... ja chcę więcej. Może teraz tę dupę ci oddam, albo znów cię poszarpię ustami, aż znowu będziesz twardy jak kamień. Albo... — urwała, spoglądając w stronę drzwi prowadzących na zaplecze, gdzie stały torby i jeszcze jeden stół. — Albo weźmiemy się za te worki mąki. Chcę, żebyś mnie użył tak, żebym rano ledwo chodziła. I żeby nikt nie wiedział, że szefowa dała się młodemu studentowi wydymać jak ostatnią dziwkę.

Marcin poczuł, jak kutas znowu drga jej w dłoni. Noc była długa, do świtu sporo czasu, a napięcie zamiast opaść, tylko się zagęściło. Grażyna oblizała wargi, wciąż trzymając go, i szepnęła prosto w usta:

— Tylko powiedz, gdzie teraz mnie położysz. Bo ja już znowu cieknę na samą myśl.

Marcin ścisnął jej dłoń mocniej na swoim kutasie, który już znowu twardniał pod jej palcami, śliski od ich wspólnej maźi. Pchnął biodrami do przodu, wsuwając się jej w pięść, i warknął prosto w te spocone, rozmazane usta:

— Na worki. Zaraz cię tam rozłożę jak ciasto, Grażyna. Chcę widzieć, jak ta gruba dupa tonie w mące, a ja cię pierdolę od tyłu, aż zaczniesz kwiczeć.

Nie czekał na odpowiedź. Chwycił ją za nadgarstek i pociągnął w stronę zaplecza, mijając piec, z którego wciąż biło duszące ciepło. Grażyna biegła za nim niepewnie, spermą ściekającą jej po udach, cycki podskakujące ciężko z każdym krokiem. Drzwi na zaplecze trzasnęły, a zapach mąki uderzył ich jeszcze mocniej — worki piętrzyły się pod ścianą, niektóre rozcięte, biały pył wszędzie. Marcin szarpnął największy worek, przewrócił go, mąka wybuchła chmurą, osiadła na ich skórze, we włosach, na jej sutkach. Rzucił ją na ten miękki stos, twarzą w dół, biodra uniesione. Ona od razu wygięła plecy, rozchylając pośladki palcami, pokazując mu wszystko — spuchniętą, ociekającą cipę i tę ciasną, różową dziurkę dupy, którą wcześniej tylko muskał.

— No dawaj, młody... patrz, jak cieknę na mąkę — sapnęła, odwracając głowę. Oczy miała dzikie, głodne. — Wpierdol mi w dupę. Obiecałam. Chcę czuć ten gruby kutas rozciągający mnie tam, gdzie nikt mnie nie brał od lat. Rżnij szefową w odbyt, aż będę błagać.

Marcin klepnął ją otwartą dłonią w mięsisty tyłek, zostawiając czerwony ślad na mące. Ślina spłynęła mu z ust prosto na jej dziurkę; palcami rozmazal, wpychając dwa od razu, kręcąc, rozciągając. Grażyna zaskomlała, pchała się na nie, cipka przy tym znów zaczęła cieknąć gęstym sokiem. On wyjął palce, ustawił żołądź pod samym wejściem do tyłka i pchnął — powoli najpierw, czując opór, potem mocniej, kiedy pierścień się poddał. Gruba główka weszła z mokrym dźwiękiem, a Grażyna wrzasnęła w worek, pięści wbijając w mąkę.

— Kurwa mać... jaki gruby... rozrywasz mnie... nie zatrzymuj się — jęczała, głos stłumiony. Marcin chwycił ją za biodra oburącz, wbił się do połowy, potem do końca, jaja uderzyły o jej mokre wargi. Zatrzymał się na moment, dając jej złapać oddech, ale ona sama zaczęła się cofać i pchać, nabijając się na niego. — Ruszaj się, student! Pierdol tę dojrzałą dupę jak ostatnią szmatę!

Zaczął walić. Rytm twardy, głęboki, skóra o skórę klaskała głośno, mąka unosiła się z każdym uderzeniem. Jego kutas wchodził i wychodził, błyszczący od śliny i jej soków, a ona wyła coraz głośniej, cycki tarły o chropowaty materiał worka, sutki drapały się o pył. Marcin pochylił się, jedną ręką sięgnął pod spód, znalazł jej łechtaczkę i tarł szybko, kółkami, jednocześnie rżnąc odbyt. Drugą dłonią złapał jej włosy, odciągnął głowę do tyłu, żeby widzieć twarz — otwarte usta, ślina, oczy przewrócone.

— Jebie cię to, co? Szefowa piekarni z młodym kutasem w dupie, na workach mąki o trzeciej w nocy — syczał jej do ucha, przyspieszając. — Cipe masz mokrą jak rzeka, a dupa ssie mnie jak głodna. Zaraz cię napełnię znowu, ale najpierw ty trysniesz. Chcę czuć, jak się trzęsiesz na moim chuju.

Grażyna tylko kiwała głową chaotycznie, nie mogąc złapać słów. Jej ściany w cipie pulsowały pusto, ale odbyt ściskał go szaleńczo. Kiedy Marcin dodał trzeci palec do jej cipki, pompując w tandemie z kutasem, ona eksplodowała. Krzyk urwał się w gardle, ciało zesztywniało, a z cipki trysnęło znowu — silniej niż wcześniej, strumień soku uderzył w mąkę pod spodem, zrobił błoto, chlupotał przy każdym kolejnym pchnięciu. Marcin nie zwolnił. Walł dalej przez jej orgazm, czując, jak dupa zaciska się rytmicznie, jakby chciała go wydoić. Dopiero kiedy ona zwiotczała, drżąc, wyciągnął się z głośnym mlaskiem. Dziurka została otwarta, różowa, lekko spuchnięta, i z niej powoli wyciekła cienka strużka jego preejakulatu.

Przewrócił ją na wznak na workach. Mąka przykleiła się do jej spoconych piersi, brzucha, ud. Kutas sterczał mu czerwony, twarde żyły, gotowy znowu. Grażyna złapała go oburącz, przyciągnęła do ust i wzięła głęboko, smakując siebie na nim — dupa, cipa, wszystko. Ssła zachłannie, jęcząc wokół rury, dławiąc się, kiedy wpychał jej do gardła. Ślina bąbelkowała jej po brodzie, spływała na cycki. Marcin trzymał jej głowę, rżnął usta powoli, patrzył z góry, jak policzki wpadają, jak oczy łzawią z wysiłku, ale ona nie odpuszczała, ręką masując mu jaja.

— Dobra szmata... ssij, aż znowu będę mógł cię zerżnąć — mruknął, a w głowie miał już następny obraz: ją siedzącą na nim twarzą w twarz, te wielkie cycki w jego twarzy, albo jak klęczy przy stole i on bierze ją stojącą. Noc dopiero się rozkręcała. Wyciągnął się z jej gardła, zanim spuścił, i podniósł ją. Posadził na skraju worka, rozchylił uda szeroko i wbił w cipę jednym mocnym ruchem. Ona oplotła go nogami, paznokcie wpiła w jego plecy pod fartuchem, który wciąż miał na sobie, teraz umazanym mąką i ich sokami.

Rżnął stojąc, trzymając ją pod pośladkami. Piersi podskakiwały mu prosto w twarz; brał sutek do ust, ssał, gryzł, zostawiał ślady. Grażyna jęczała mu w ucho bez przerwy:

— Mocniej... wypełniaj mnie... czuję twoją spustę jeszcze w środku, a ty znowu mnie napełniasz. Młody kutas szefowej... jebie, jak dobrze. Użyj mnie. Użyj tej starej pizdy do woli.

Marcin poczuł, że znowu jest blisko, ale wyhamował. Wyciągnął się, odwrócił ją, kazał klęknąć na workach na czworaka. Wbił się znowu, tym razem w cipę, ale palce wrócił do jej rozluźnionej dupy, pompując oba otwory naraz. Mąka skrzypiała pod kolanami, pot kapał z jego brody na jej plecy. Ona pchała się w tył jak wściekła, cycki wiszące, kołyszące się ciężko. W pewnym momencie sięgnęła do tyłu, rozchyliła sobie pośladki jeszcze szerzej i błagała:

— W dupę znowu. Chcę czuć, jak spuszczasz mi w odbyt. Napełnij szefową do pełna, Marcin. Żebym rano czuła cię przy każdym kroku za ladą.

Posłuchał. Przestawił, wcisnął się z powrotem w ciasny tyłek, teraz już łatwiej, i zaczął ostrzejszy rytm. Ręką sięgnął pod spód, wsunął dwa palce w cipę i tarł punkt, który sprawiał, że ona drżała. Grażyna doszła trzeci raz z głośnym, łamiącym się krzykiem, sok chlupotał mu po dłoni, po worku. Marcin nie wytrzymał. Wbił się do końca, jaja przywarte, i spuścił głęboko w jej odbyt — gęste, gorące fale, pulsując, wypełniając, aż poczuł, jak nadmiar zaczyna spływać mu po jajach z powrotem. Jęknął nisko, trzymając ją mocno, aż ostatnia kropla wyszła.

Oddychali ciężko w chmurze mąki. On wciąż w niej, ona leżała twarzą w worku, dupa uniesiona, biała maź powoli wypływająca z obu dziurek. Marcin powoli wyciągnął kutasa, klepnął ją lekko w tyłek i zobaczył, jak wszystko ścieka na mąkę. Grażyna odwróciła się z trudem, usiadła na worku, rozłożyła uda i wsunęła sobie palce do cipki, mieszając ich soki, a potem polizała je z głośnym mlaskiem, patrząc mu prosto w oczy.

— Smakujemy razem... — szepnęła chrapliwie, uśmiechając się brudno. Kutas Marcina drgnął znowu na ten widok, półtwardy, ale już się budzący. Ona to zauważyła, wstała na drżących nogach, podeszła blisko i otarła się o niego całym ciałem — cycki o klatkę, mokra cipa o udo. — Piece jeszcze długo będą gorące. A ja... ja chcę, żebyś mnie teraz położył na tamtym czystym stole w kuchni. Albo wziął mnie pod prysznicem na zapleczu, gdzie zmywamy blachy. Albo... — złapała go za jaja, ścisnęła lekko — ...żebym usiadła ci na twarzy i zdusiła cię tymi udami, aż polizesz mnie do czysta, a potem znowu mnie zerżniesz stojącą pod ścianą. Noc długa, Marcin. Powiedz tylko, co zrobisz ze mną dalej. Bo moja dupa i cipa już znowu swędzą na samą myśl o twoim młodym chuju.

Marcin złapał ją za biodra, wcisnął erekcję między jej uda i pocałował brutalnie, gryząc wargę. W głowie kłębiły mu się obrazy — prysznic, stół, jej cipka na jego ustach, kolejny spust na te ciężkie cycki. Napięcie nie opadło; tylko gęstniało, gorące jak piece. Odsunął się na cal, spojrzał jej w zamglone oczy i szepnął:

— Najpierw polizesz mnie do twardości znowu. Potem weźmiemy ten prysznic. I nie skończysz, dopóki nie będziesz ledwo stać. Chodź.

Marcin nie musiał powtarzać. Grażyna opadła na kolana prosto w mąkę, która skrzypiała pod jej ciężkimi udami. Chwyciła jego kutasa obiema dłońmi — wciąż śliskiego od jej tyłka i własnej śliny — i wcisnęła sobie do ust jednym ruchem. Gardło otworzyło się jak na zawołanie. Ssła głęboko, wilgotno, z głośnym mlaskaniem, policzki zapadając się przy każdym pociągnięciu. Język wirował wokół żołędzi, zbierał resztki spermy i mąki, a ona mruczała przy tym jak głodna suka. Marcin wplótł palce w jej klejące się od potu i pyłu włosy, pchał biodrami powoli, czując, jak miękkie podniebienie tarze mu czubek.

— Kurwa, ssij mocniej… właśnie tak, szefowo — warknął, spoglądając w dół na te wielkie cycki, które kołysały się przy każdym jej ruchu. Mąka osiadła na sutkach, robiąc z nich brudne, słodkie smaczki. — Chcę być twardy jak kamień, zanim wejdziemy pod ten prysznic. Żebym mógł cię tam rozjebać na stojąco, aż woda będzie spływać z twojej cipki razem z moim spustem.

Grażyna wyjęła go na chwilę, nitka śliny ciągnęła się od jej ust do jego grubej rury. Oczy miała dzikie, rozmazane.

— Już jest twardy, młody… czuję, jak pulsuje mi na języku. Smakuję siebie na tobie — dupa, cipa, wszystko. Jebie mnie to. — I znowu nabiła się gardłem, dławiąc się celowo, aż łzy stanęły jej w oczach, a ślina bąbelkowała po brodzie i spływała na te ciężkie, dojrzałe piersi. Ręką masowała mu jaja, drugą wsunęła sobie między nogi i maczała wciąż ociekającą cipę. Palce chlupotały głośno. Marcin czuł, jak krew bije mu w skroniach i niżej. Kutas stwardniał do bólu, żyły nabrzmiałe, gotowy znowu zerżnąć tę pulchną szefową aż do utraty tchu.

Kiedy już prawie spuścił jej prosto do gardła, oderwał ją. Pociągnął za ramiona do góry, pocałował brutalnie — smak jej własnego tyłka i cipki na jej wargach podniecał go jeszcze mocniej. Chwycił ją w pasie i popchnął w stronę drzwi do łazienki na zapleczu. Woda w prysznicu dla pracowników zawsze była gorąca, bo piece grzały rury. Weszli, nie gasząc światła. Grażyna odkręciła kurek, strumień uderzył ich od razu — gorący, gęsty, zmywający mąkę z ciał w białawe strużki. Marcin docisnął ją do chłodnej ściany płytek. Cycki spłaszczyły się o gładką powierzchnię, a on wbił się w nią od tyłu jednym mocnym pchnięciem, prosto w spuchniętą, mokrą cipę.

— Aaaah… jebie, jak wypełniasz… — krzyknęła, głos odbijając się od ścian. Woda spływała po jej plecach, po szerokich biodrach, po miejscu, gdzie jego kutas wchodził i wychodził z mokrym, głośnym odgłosem. Marcin rżnął ostro, rękami ugniatając jej mięsisty tyłek, rozchylając pośladki, żeby widzieć, jak jego gruba rura znika w niej po jaja. Drugą dłonią sięgnął do przodu, znalazł łechtaczkę i tarł szybko, kółkami, aż Grażyna zaczęła trząść się i pchać w tył jak wściekła.

— Mocniej, student… rżnij tę dojrzałą pizdę pod prysznicem… czuję twoją starą spustę jeszcze w dupie, a ty znowu mnie napełniasz — sapała, odwracając głowę. Woda mieszała się z jej sokami, chlupotała przy każdym uderzeniu bioder. Marcin pochylił się, ugryzł ją w ramię, potem w kark, ssąc skórę, zostawiając ślady. Piersi tarły o mokre płytki, sutki twarde jak kamienie.

Nie wytrzymała długo. Ciało zesztywniało, cipka zacisnęła się wokół niego szaleńczo, i znowu trysnęła — silny strumień soku uderzył w jego jaja i spłynął po udach razem z wodą, robiąc kałużę na podłodze prysznica. Marcin wyciągnął się w połowie jej orgazmu, odwrócił ją twarzą do siebie i podniósł. Grażyna oplotła go nogami, ciężka, pulchna, ale on trzymał ją pod pośladkami jakby nic nie ważyła. Wbił z powrotem, stojąc, i walił w górę, głęboko, aż jej cycki podskakiwały mu prosto w twarz. Brał sutek do ust, ssał mocno, gryzł, pociągał zębami, podczas gdy woda spływała im po twarzach.

— Użyj mnie… kurwa, użyj tej starej szefowej do woli — jęczała mu w ucho, paznokcie wbijając w jego mokre plecy. — Chcę czuć, jak spuszczasz mi na te cycki, albo znowu w dupę… albo na twarz. Noc długa, Marcin. Piece jeszcze gorące, a ja cieknę non stop.

On spuścił ją na nogi, ale tylko po to, żeby pchnąć w dół. Grażyna klęknęła pod strumieniem, wzięła kutasa do ust znowu — teraz czystego od wody, ale wciąż pachnącego seksem. Ssła zachłannie, dławiąc się, kiedy on pchał jej do gardła. Ślina i woda spływały jej po brodzie. Marcin patrzył z góry, jak jej usta rozciągają się wokół jego grubej rury, jak te wielkie piersi lśnią mokro, sutki czerwone od gryzienia. Kiedy poczuł, że zaraz straci kontrolę, wyciągnął się i pociągnął ją do góry.

— Siadaj mi na twarzy — rozkazał ochryple. Położył się na mokrej ławeczce w prysznicu, a ona rozkrokiem wspięła się nad niego. Te szerokie, mięsiste uda otoczyły mu głowę, cipka — spuchnięta, ociekająca, wciąż tryskająca resztkami — opadła prosto na usta. Marcin wpił się w nią jak głodny. Język wszedł głęboko, liżąc, ssąc łechtaczkę, pijąc jej soki zmieszane z wodą. Grażyna jęknęła głośno, usiadła ciężko, dusząc go tymi udami, tarła się o jego twarz, cycki chwytając własnymi dłońmi i ugniatając.

— Tak… poliz szefową do czysta… jebie, twój język… głębiej… — wolała, bujając biodrami. Marcin ssał, gryzł lekko wargi cipki, wpychał język na przemian do cipki i wyżej, ku rozluźnionej dziurce dupy, którą wcześniej napełnił. Ona doszła czwarty raz na jego twarzy — ciało zadrżało, uda zacisnęły się, a sok trysnął mu prosto do ust i po brodzie. On pił wszystko, nie odpuszczając, aż ona zwiotczała i zsunęła się.

Ale napięcie nie opadło. Marcin wstał, postawił ją twarzą do ściany, uniósł jedną nogę i wbił się znowu — tym razem w dupę, bo była wciąż otwarta i śliska. Wszedł łatwiej, głęboko, jaja uderzyły o jej mokre wargi. Rżnął twardo, rytmicznie, jedna ręka na jej cycku, ściskając, druga na biodrze. Woda bębniła o ich ciała, para wypełniała małą łazienkę. Grażyna wyła, pchała się na niego, błagając o więcej.

— Napełnij mnie znowu… w odbyt… chcę czuć, jak cieknie mi po udach, kiedy rano będę sprzedawać bułki — sapała. Marcin przyspieszył, poczuł, jak jej dupa ssie go rytmicznie. Wbił się do końca i spuścił — gęste, gorące fale pulsowały głęboko w jej tyłku, wypełniając, aż nadmiar zaczął spływać po jajach i spływać z wodą do odpływu. Jęknął nisko, trzymając ją mocno, aż ostatnia kropla wyszła.

Oddychali ciężko pod strumieniem. On powoli wyciągnął kutasa, zobaczył, jak biała maź wypływa z jej różowej, spuchniętej dziurki i miesza się z wodą. Grażyna odwróciła się, złapała go za wciąż twardawego kutasa i potarła nim o swoje mokre cycki, o brzuch, o cipę.

— Piece… stół w kuchni… albo znowu worki — szepnęła chrapliwie, oczy zamglone, uśmiech brudny i głodny. — Albo weźmiesz mnie na blacie, gdzie wałkujemy ciasto. Chcę, żebyś mnie tam rozłożył na plecach, nogi na barkach, i rżnął tak długo, aż znowu trysnę ci na brzuch. Albo… — ścisnęła mu jaja lekko — …żebym cię ujeżdżała twarzą w twarz, te cycki w twojej gębie, aż spuścisz mi na sutki. Noc dopiero się rozkręca, Marcin. Powiedz, gdzie teraz mnie położysz. Bo ja już znowu cieknę na samą myśl o twoim młodym chuju w środku.

Marcin docisnął ją z powrotem do ściany, wcisnął erekcję między jej uda i pocałował dziko, gryząc wargę. Woda wciąż spływała, zmywając resztki, ale ich ciała paliły się goręcej niż piece. W głowie kłębiły mu się obrazy — stół, jej nogi szeroko, kolejny trysk, spust na te ciężkie, dojrzałe piersi. Napięcie tylko gęstniało.

— Na blat. Zaraz cię tam położę i zerżnę, aż blacha będzie mokra od ciebie. A potem… zobaczymy, czy stół wytrzyma. Chodź.

Marcin wyłączył wodę jednym szarpnięciem kurka. Para wciąż wypełniała małą łazienkę, ich ciała lśniły mokro, a resztki mąki spłynęły już do odpływu razem z jego spustem. Nie dał jej chwili na wytarcie. Chwycił Grażynę za nadgarstek i pociągnął przez drzwi prosto na kuchenne zaplecze, gdzie blat do wałkowania ciasta lśnił czystą stalą pod jarzeniówką. Piece w piekarni wciąż biły gorącem przez ścianę, powietrze było gęste, słodkie od drożdży i ich własnego smrodu.

Rzucił ją tyłem na blat. Stal była chłodna, Grażyna syknęła, kiedy spód jej tyłka i cipki dotknął metalu, ale od razu rozłożyła uda szeroko, unosząc kolana. Marcin wbił się w nią stojąc, jednym mocnym pchnięciem prosto w spuchniętą, ociekającą jeszcze wodą i sokami cipę. Blat zadrżał. Grażyna krzyknęła, paznokcie wpiła w krawędź stali, cycki podskoczyły ciężko, sutki wciąż czerwone od gryzienia.

— Kurwa… jakiś ty głodny, młody — sapała, nogi owijając mu wokół pasa. — Wypełniasz mnie znowu… czuję twoją starą spustę w dupie, a ty już znowu pompujesz mi cipę. Rżnij mocniej. Chcę, żeby ten blat był mokry ode mnie.

Marcin złapał ją pod kolana, uniósł nogi wyżej, prawie na swoje barki, i walił głęboko, rytmicznie. Skóra o skórę klaskała głośno w pustej kuchni. Cipa Grażyny chlupotała, ssała go obcisłą, gorącą ścianą, a sok spływał jej po pośladkach na stal, robiąc kałużę. On schylał się, brał sutek do ust, ssał mocno, gryzł, pociągał zębami, aż ona wyła i pchała biodrami w górę. Druga dłoń ugniatała jej drugą pierś, ściskała, tarła twardy sutek kciukiem.

W głowie miał tylko to: jej dojrzałe ciało rozłożone jak ciasto, te wielkie cycki kołyszące się przy każdym uderzeniu, spuchnięte wargi cipki rozciągnięte wokół jego grubej rury. Noc była ich. Nikt nie przyjdzie. Piece grzały, a on mógł jej używać do świtu.

Wyciągnął się nagle, przewrócił ją na brzuch na blacie. Tors spłaszczony na stali, cycki przyciśnięte, dupa wypięta wysoko. Wbił się z powrotem od tyłu, tym razem prosto w rozluźnioną dziurkę odbytu. Weszło łatwiej, mokro, z głośnym mlaskiem. Grażyna wrzasnęła w metal, pięści uderzając o blat.

— Tak… w dupę znowu… rozrywaj szefową… — jęczała, głos stłumiony. — Czuję każdy centymetr… jaja biją o cipę… nie zatrzymuj się, student.

Marcin trzymał ją za biodra oburącz, walił ostro, głęboko. Jedną ręką spuścił niżej, wsunął trzy palce w jej cipę i pompował w tandemie z kutasem w tyłku. Grażyna trzęsła się, pchała się w tył jak wściekła, dupa zaciskała się rytmicznie. Mąka z wcześniejszych worków wciąż pyliła gdzieś w powietrzu, mieszała się z zapachem seksu. On pochylił się, ugryzł ją w ramię, potem w kark, ssąc skórę, zostawiając kolejne ślady.

— Jebie cię to, co? Szefowa piekarni z młodym kutasem w obu dziurkach na blacie o czwartej w nocy — syczał jej do ucha, przyspieszając. — Zaraz znowu trysniesz. Chcę czuć, jak się kurczysz na moim chuju.

Ona tylko kiwała głową chaotycznie. Kiedy dodał kciuk do łechtaczki i tarł szybko, eksplodowała. Krzyk urwał się w gardle, ciało zesztywniało, a z cipki trysnęło silnym strumieniem prosto na jego dłoń, na blat, na podłogę. Marcin nie zwolnił. Walł dalej przez jej orgazm, czując, jak odbyt ssie go szaleńczo. Dopiero kiedy ona zwiotczała, wyciągnął się z głośnym odgłosem. Dziurka została otwarta, różowa, i z niej powoli wyciekła cienka strużka jego preejakulatu.

Przewrócił ją z powrotem na wznak. Wspiął się na blat, klęknął między jej udami i wbił się znowu w cipę. Nogi Grażyny uniósł wysoko, prawie do jej uszu, i rżnął z góry, głęboko, aż stół dudnił. Piersi podskakiwały mu prosto w twarz; brał oba sutki po kolei, ssał, gryzł, zostawiał mokre ślady. Ona oplotła go rękami, paznokcie wpiła w jego plecy, jęczała bez przerwy prosto w ucho.

— Mocniej… wypełniaj… czuję twoją spustę jeszcze w środku, a ty znowu mnie napełniasz — sapała. — Użyj mnie. Użyj tej starej pizdy do woli. Chcę, żebyś spuścił mi na te cycki. Albo w gardło. Albo znowu w dupę. Noc długa, Marcin.

On poczuł, że jest blisko, ale wyhamował. Wyciągnął się, usiadł na blacie i pociągnął ją na siebie. Grażyna rozkraczyła się nad nim, złapała jego kutasa i opuściła się powoli — najpierw na żołądź, potem do końca, aż jaja przywarły do jej tyłka. Zaczęła ujeżdżać. Biodra kręciły się, cycki podskakiwały ciężko mu prosto w twarz. Marcin chwycił je oburącz, ściskał, ssał sutki na przemian, gryzł lekko, podczas gdy ona pompowała się w górę i w dół, mokra cipka chlupocząc głośno.

— Jebie… jak głęboko siedzisz — warknęła, przyspieszając. Pot spływał im po twarzach, spływał po jej brzuchu na miejsce, gdzie łączyli się. Marcin pchał biodrami w górę, spotykając jej ruchy, jedną ręką sięgając do tyłu i wsuwając palec z powrotem w jej rozluźnioną dupę. Grażyna wyła, zaciskała się, ujeżdżała szybciej.

Doszła piąty raz siedząc na nim — ciało zadrżało, uda zacisnęły się, sok trysnął mu po brzuchu i po jajach. Marcin nie wytrzymał. Przytrzymał ją mocno za biodra, wbił się do końca i spuścił gorącym, gęstym nasieniem głęboko w cipę, falami, wypełniając, aż poczuł, jak nadmiar zaczyna spływać mu po jajach na blat. Jęknął nisko, trzymając ją, aż ostatnia kropla wyszła.

Oddychali ciężko. Ona wciąż na nim, kutas w środku, pulsując resztkami. Grażyna powoli uniosła się, zobaczyła, jak biała maź wypływa z jej spuchniętej cipki i kapie na stal. Oblizała palce, wsunęła je w siebie, zebrała ich soki i polizała z głośnym mlaskiem, patrząc mu prosto w oczy.

— Smakujemy znowu… — szepnęła chrapliwie. Kutas Marcina drgnął pod nią, półtwardy, ale już się budzący. Ona to poczuła, uśmiechnęła się brudno i zsunęła niżej. Wzięła go do ust, ssąc resztki spermy i własnego soku, język wirował, zbierał wszystko. Marcin wplótł palce w jej mokre włosy, pchał lekko, czując, jak twardnieje znowu w jej gardle.

Kiedy był znowu kamienny, oderwała się, nitka śliny ciągnęła się od jej ust. Wstała na drżących nogach, odwróciła się tyłem, pochyliła nad blatem i rozchyliła sobie pośladki palcami.

— Jeszcze raz w dupę. Potem chciałabym, żebyś mnie wziął pod ścianą przy piecu. Albo na workach znowu. Albo… — odwróciła głowę, oczy zamglone, głodne — …żebym klęczała przy ladzie i ty rżnął mnie od tyłu, patrząc przez szybę na pustą ulicę. Nikt nie wie. Piece jeszcze długo gorące. Powiedz, gdzie teraz mnie położysz, bo ja już znowu cieknę na samą myśl.

Marcin klepnął ją otwartą dłonią w mięsisty tyłek, zostawiając czerwony ślad. Ustawił żołądź pod jej dziurką i pchnął — powoli, potem mocniej, aż wszedł do końca. Zatrzymał się na moment, dając jej poczuć pełnię, potem zaczął twardy rytm. Ręką sięgnął pod spód, tarł łechtaczkę, drugą trzymał jej włosy, odciągając głowę do tyłu.

— Najpierw napełnię cię tu. Potem pod ścianą. I nie skończysz, dopóki nie będziesz ledwo stać na nogach, szefowo — warknął, waląc coraz ostrzej. Blat dudnił, ich ciała klaskały, pot kapał. Grażyna pchała się w tył, błagała o więcej, cycki tarły o stal.

Napięcie nie opadało. Tylko gęstniało, gorące jak piece za ścianą. Marcin czuł, że zaraz znowu straci kontrolę, ale wyhamował, wyciągnął się i pociągnął ją za sobą w stronę drzwi do sali sprzedaży. Lada świeciła pustką, szyba wychodziła na ciemną ulicę. Postawił ją twarzą do lady, uniósł jedną nogę i wbił z powrotem — tym razem w cipę, bo chciał widzieć, jak tryska na czystą powierzchnię.

Rżnął stojąc, patrząc przez szybę na puste chodniki. Jedna ręka na jej cycku, ściskając, druga na biodrze. Grażyna wyła, paznokcie wbijając w blat lady, sok chlupotał przy każdym pchnięciu.

— Mocniej… rżnij szefową przy ladzie… niech ktoś zobaczy, jak młody student jebie dojrzałą dziwkę o świcie — sapała. Marcin przyspieszył, poczuł, jak jej ściany zaciskają się. Kiedy dodał palce do dupy, ona eksplodowała znowu — silny strumień uderzył w ladę, spłynął po krawędzi. On nie zwolnił. Walł dalej, czując, że zaraz sam spuści.

Wyciągnął się w ostatniej chwili, odwrócił ją i spuścił grubymi, gorącymi falami prosto na jej ciężkie cycki, na sutki, na brzuch. Biała maź spływała po dojrzałych piersiach, kapiała na podłogę. Grażyna złapała sutki, rozmazała spust po sobie, polizała palce i uśmiechnęła się brudno.

— Piece… worki… prysznic znowu… albo z powrotem na blat — szepnęła, łapiąc jego wciąż twardawego kutasa. — Albo weźmiesz mnie na krześle w biurze. Noc dopiero się rozkręca. Powiedz, co zrobisz ze mną dalej. Bo moja cipa i dupa już znowu swędzą na twój młody chuj.

Marcin docisnął ją do lady, wcisnął erekcję między jej uda i pocałował dziko. W głowie kłębiły mu się kolejne obrazy — biuro, krzesło, jej uda na jego twarzy znowu, spust w gardło przy oknie. Napięcie tylko rosło. Odsunął się na cal, spojrzał w jej zamglone oczy i warknął:

— Do biura. Zaraz cię tam posadzę na tym starym fotelu i ujeżdżysz mnie twarzą w twarz, aż spuszczę ci znowu na te umazane cycki. A potem… zobaczymy, czy dotrwamy do świtu. Chodź.

Marcin pociągnął ją za nadgarstek przez salę sprzedaży, omijając ladę wciąż mokrą od jej soku. Biuro szefowej było małe, zagracone papierami i starym skórzanym fotelem, który skrzypiał przy każdym ruchu. Światło jarzeniówki migało słabo. Rzucił się na fotel, kutas sterczał mu pionowo, czerwony, żyły nabrzmiałe, lśniący jeszcze od jej cipki. Grażyna nie czekała. Rozkraczyła się nad nim, złapała go oburącz i opuściła się powoli — żołądź wcisnęła się między spuchnięte wargi, potem cała gruba rura weszła do końca, aż jaja przywarły do jej mokrego tyłka. Syknęła przez zęby, czując, jak wypełnia ją po brzegi.

— Kurwa, siedzisz we mnie jak kołek… — sapnęła, zaczynając kręcić biodrami. Cycki podskakiwały mu prosto w twarz, ciężkie, umazane jeszcze resztkami jego poprzedniego spustu, sutki twarde i czerwone. Marcin chwycił je oburącz, ścisnął mocno, wziął sutek do ust i ssał zachłannie, gryzł lekko, pociągał zębami. Ona ujeżdżała szybciej, cipka chlupotała głośno, sok spływał mu po jajach na skórę fotela. W głowie miała tylko to: młody student pod nią, jego kutas rozciągający dojrzałą pizdę szefowej o świcie, nikt nie wie, piece wciąż grzeją.

Marcin pchał biodrami w górę, spotykając jej ruchy. Jedną ręką sięgnął do tyłu, wsunął dwa palce w rozluźnioną dupę i pompował w tandemie. Grażyna wrzasnęła, zacisnęła się wokół niego szaleńczo.

— Tak… pal digę, rżnij cipę… jebie, zaraz znowu trysnę — jęczała, przyspieszając. Pot spływał im po twarzach, spływał po jej brzuchu na miejsce, gdzie łączyli się. Doszła gwałtownie, ciało zadrżało, uda zacisnęły się, a z cipki trysnęło silnym strumieniem prosto na jego brzuch i jaja, chlupocząc i spływając na fotel. Marcin nie wytrzymał. Przytrzymał ją za biodra, wbił się do końca i spuścił gorącym, gęstym nasieniem głęboko w nią, falami, wypełniając, aż nadmiar zaczął cieknąć mu po jajach.

Oddychali ciężko. Ona wciąż na nim, kutas pulsował resztkami. Grażyna uniosła się powoli, zobaczyła, jak biała maź wypływa z jej spuchniętej cipki i kapie na jego udo. Oblizała palce, wsunęła je w siebie, zebrała ich soki i polizała z głośnym mlaskiem.

— Smakujemy znowu, młody… — szepnęła chrapliwie. Kutas Marcina drgnął pod nią, półtwardy, ale już się budzący. Ona zsunęła się na kolana między jego nogami, wzięła go do ust i ssąc resztki spermy i własnego soku, język wirował, zbierał wszystko, dławiąc się celowo, aż ślina spływała jej po brodzie na cycki. Marcin wplótł palce w jej mokre włosy, pchał lekko, czując, jak twardnieje znowu w jej gardle.

Kiedy był kamienny, oderwał ją, wstał i postawił twarzą do biurka. Pochylił nad stertą faktur, rozchylił jej pośladki i wbił się prosto w cipę od tyłu. Blat zadrżał, papiery posypały się na podłogę. Rżnął ostro, rękami ugniatając jej mięsisty tyłek, rozchylając, żeby widzieć, jak gruba rura znika w niej po jaja. Druga dłoń sięgnęła do przodu, tarła łechtaczkę kółkami. Grażyna wyła, pchała się w tył, cycki tarły o chłodne drewno.

— Mocniej… użyj tej starej pizdy… czuję twoją spustę jeszcze w środku, a ty znowu mnie napełniasz — sapała. Marcin pochylił się, ugryzł ją w kark, ssąc skórę, zostawiając ślady. Przyspieszył, poczuł, jak jej ściany zaciskają się. Kiedy dodał palec do dupy, ona eksplodowała znowu — silny strumień soku uderzył w jego jaja i spłynął po udach na podłogę biura. On wyciągnął się w połowie jej orgazmu, odwrócił ją i spuścił grubymi falami prosto na jej ciężkie cycki, na sutki, na usta. Biała maź spływała po dojrzałych piersiach. Grażyna rozmazała spust po sobie, polizała palce i uśmiechnęła się brudno.

Nie dali sobie chwili. Marcin podniósł ją, posadził na skraju biurka, uniósł nogi wysoko na barki i wbił z powrotem w spuchniętą cipę. Walił z góry, głęboko, aż biurko dudniło. Piersi podskakiwały mu w twarz; ssał sutki na przemian, gryzł, pociągał. Ona oplotła go rękami, paznokcie wpiła w plecy.

— Jebie… wypełniasz mnie całego… rżnij szefową na własnym biurku — jęczała. Marcin czuł, że blisko, ale wyhamował. Wyciągnął, przewrócił ją na brzuch na biurku, wbił w rozluźnioną dupę. Weszło mokro, z mlaskiem. Rżnął twardo, jedną ręką pompując trzy palce w cipie. Grażyna wrzasnęła w papiery, trzęsła się, dupa ssąc go rytmicznie. Doszła znowu, sok chlupotał mu po dłoni. Marcin wbił się do końca i spuścił głęboko w odbyt — gęste fale, aż nadmiar spłynął po jajach.

Oddychali ciężko w ciemniejącym biurze. Za oknem niebo szarzało, pierwsze przebłyski świtu. On powoli wyciągnął kutasa, zobaczył, jak maź wypływa z obu dziurek i kapie na podłogę. Grażyna odwróciła się, usiadła na biurku, rozłożyła uda i wsunęła sobie palce, mieszając soki, potem polizała je, patrząc mu w oczy.

— Piece stygną… — szepnęła chrapliwie, kutas Marcina drgnął znowu. Ona wstała na drżących nogach, otarła się o niego całym ciałem — cycki o klatkę, mokra cipa o udo. — Ale ja… ja już myślę o następnej nocy. Jutro zamykamy wcześniej. Przyjdziesz o dziesiątej. Zamknę drzwi, zaciągnę rolety. Chcę, żebyś mnie wziął najpierw na workach znowu, potem pod prysznicem, aż woda będzie spływać z mojej cipki razem z twoim spustem. Potem na blacie, nogi na barkach, aż trysnę ci na brzuch. I na koniec… — złapała go za jaja, ścisnęła lekko — …ujeżdżę cię na tym fotelu twarzą w twarz, te cycki w twojej gębie, a ty spuścisz mi na sutki. Potem spuszczę cię do domu, a rano będę stała za ladą z twoją spustą w dupie i cipie, uśmiechając się do klientów. Nikt nie będzie wiedział, że szefowa dała się młodemu studentowi wydymać jak ostatnią dziwkę przez całą noc. I tak co tydzień. Albo częściej. Piece będą gorące, a ja będę cieknąć na samą myśl o twoim młodym chuju. Zgoda?

Marcin ścisnął jej biodra, wcisnął erekcję między uda i pocałował brutalnie, gryząc wargę. W głowie już układał szczegóły — jak przyjdzie wcześniej, jak zabierze jej majtki od razu, jak będzie jej używał aż do utraty tchu. Napięcie nie opadło; tylko przeszło w głód na następny raz.

— Zgoda, szefowo. Jutro o dziesiątej. I nie zakładaj majtek. Chcę cię mieć gotową od progu. A teraz… — klepnął ją w tyłek — …ubieraj się, zanim ktoś przyjdzie na poranną zmianę. Ale pamiętaj: to dopiero początek.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged dirty-talk kissing grinding breast-exposure

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.