Deszcz w stajni – pocałunek najlepszej przyjaciółki męża
Katarzyna, 32-letnia rozwódka, w stajni podczas ulewy namiętnie przeleciała się z mężem swojej najlepszej przyjaciółki.
Deszcz lał z nieba jak z wiadra, dudniąc o stary, drewniany dach stajni tak mocno, że zdawało się, iż cały świat tonie w szarej ścianie wody. Katarzyna, 32-letnia rozwódka o pełnych, ciężkich piersiach i biodrach, które kołysały się zmysłowo przy każdym kroku, stała oparta o belkę tuż przy Juliusie. Razem z Ingrid, swoją najlepszą przyjaciółką od czasów studiów, i jej mężem Juliusem przyjechali na ten weekend na wieś, żeby odetchnąć od miasta, pogadać przy winie i może pojeździć konno. Katarzyna jednak od lat pożerała Juliusa wzrokiem ukradkiem – ten 35-letni, barczysty facet z twardymi mięśniami ramion i tym leniwym, pewnym siebie uśmiechem, który pojawiał się na jego twarzy, gdy patrzył na kobietę, rozpalał w niej ogień. W samotne noce po rozwodzie dotykała się, wyobrażając sobie właśnie jego kutasa w sobie, jego dłonie na jej tyłku, jego oddech na karku. Nigdy nie powiedziała ani słowa. Aż do dzisiaj.
Ulewa zaskoczyła ich podczas spaceru po polu. Schronili się w starej stajni, gdzie pachniało sianem, mokrym drewnem i końmi stojącymi w boksach dalej. Powietrze było ciężkie, wilgotne, gęste. Ingrid, otrząsając włosy z wody, zaklęła cicho.
– Kurwa, nic nie widać. Idę do domu po latarkę i jakieś płaszcze. Zostańcie tu, bo jeszcze się potopimy. Zaraz wracam, najwyżej pięć minut.
Katarzyna skinęła głową, ale w środku wszystko w niej zawyło. Drzwi stajni zamknęły się za Ingrid, a deszcz natychmiast pochłonął jej sylwetkę. Zostali sami. Tylko ona i Julius. Cisza między nimi była tak gęsta, że dało się ją kroić nożem. Stali blisko, bo z dachu kapało. Jej ramię musnęło jego biceps – przypadkiem, a jednak ten dotyk przeszył ją prądem prosto do cipki. Spojrzała na niego ukradkiem. On patrzył. Jego oczy były ciemniejsze niż zwykle, oddech cięższy. Ona czuła, jak sutki jej twardnieją pod mokrą bluzką, a między udami robi się ślisko. „Od lat o tym marzyłam. O nim. O mężu mojej najlepszej przyjaciółki. To chore. Ale Boże, jak ja go pragnę” – myślała, gryząc wargę.
Julius przestąpił z nogi na nogę. Jego kutas już zaczynał nabrzmiewać w spodniach. Te ukradkowe spojrzenia Katarzyny przez lata, sposób, w jaki czasem oblizywała wargi, gdy myślała, że nikt nie widzi – wszystko to go podniecało. Fantazjował o niej, rżnąc ją w wyobraźni na kuchennym stole, podczas gdy Ingrid spała piętro wyżej. Teraz napięcie wisiało w powietrzu jak burza.
Katarzyna zebrała całą odwagę. Jej głos był niski, drżący od pożądania.
– Julius… nie wytrzymam już tego dłużej. Od lat cię chcę. Od lat, kurwa, pożeram cię oczami, kiedy Ingrid nie patrzy. Marzę o twoim kutasie w moich ustach, w mojej cipce. Wiem, że to zdrada. Wiem, że to podłe wobec niej. Ale nie mogę przestać. Chcę cię. Teraz.
Julius zamarł. Przez sekundę na jego twarzy walczyły sprzeczne uczucia – winę, lojalność, pożądanie. Potem westchnął ciężko, jakby zrzucił z siebie wielki ciężar.
– Ja też, Katarzyna. Kurwa, od lat. Patrzyłem na ciebie i myślałem, jak byś wyglądała na kolanach, z moim kutasem w gardle. Jak byś jęczała, gdybym cię rżnął od tyłu. Nie powinienem tego mówić… ale pożądanie jest silniejsze. Chcę cię. Świadomie. Pieprzyć winę.
To wystarczyło. Rzucili się na siebie jak wygłodniałe zwierzęta. Ich usta zderzyły się w głębokim, mokrym, łapczywym pocałunku. Języki wślizgiwały się nawzajem, ssąc, gryząc wargi, smakując deszcz i pożądanie. Katarzyna jęknęła mu prosto w usta, a jej dłonie natychmiast powędrowały do jego rozporka. Rozpięła go drżącymi palcami, wsunęła rękę do środka i wyjęła jego grubego, pulsującego kutasa. Był już w pełni twardy, żyły nabrzmiałe, główka gładka i gorąca. Zaczęła go masować mocno, od nasady po sam czubek, czując, jak jej cipka zaciska się z głodu.
Julius nie czekał. Chwycił brzeg jej mokrej bluzki i podciągnął ją razem ze stanikiem. Jej duże, ciężkie piersi wyskoczyły na zewnątrz, sutki sterczały sztywno od chłodu i podniecenia. Pochylił głowę i złapał jeden sutek ustami, ssąc go mocno, zachłannie, jakby chciał go pożreć. Język wirował wokół, zęby delikatnie gryzły. Drugą pierś ugniatał dużą dłonią, szczypiąc sutek między palcami. Katarzyna wygięła plecy, wbijając palce w jego włosy.
– O tak… ssij mocniej, Julius. Gryź je. Są twoje… od lat chciałam, żebyś je ssał. Zdradzamy ją i mnie to podnieca jeszcze bardziej – wysapała między jękami.
On oderwał usta na chwilę, dysząc.
– Masz najpiękniejsze cycki, jakie widziałem. Twarde sutki… kurwa, czuję, jak mokra jesteś. Wybraliśmy to. Oboje. Żadnych kłamstw.
Powietrze w stajni zrobiło się parne od ich oddechów. Deszcz zagłuszał wszystko, ale oni i tak czuli się jak w innym świecie – świecie, w którym liczyło się tylko gorące, zakazane pożądanie.
Katarzyna opadła na kolana na miękkim sianie, nie spuszczając z niego oczu. Patrzyła prowokująco, z tym spojrzeniem „weź mnie, jestem twoją dziwką”. Chwyciła jego kutasa w dłoń, oblizała wargi i wessała go głęboko. Główka uderzyła o gardło, ale nie cofnęła się – wzięła go całego, aż po jaja, z gardłowym pomrukiem. Zaczęła ruszać głową, ssąc mocno, mokro, ślina spływała jej po brodzie. Patrzyła mu prosto w oczy, prowokując, drażniąc językiem spód kutasa, ssąc policzki, by było ciaśniej. Julius chwycił ją za mokre włosy, biodra mu drżały.
– Kurwa mać, Katarzyna… bierz go głęboko do gardła. Ssij kutasa męża swojej najlepszej przyjaciółki. Jesteś taka napalona… taka dobra suka.
Jej cipka pulsowała, sok spływał po udach. Kochała to upokorzenie i jednocześnie władzę, jaką nad nim miała. Ssała coraz szybciej, masując mu jaja, krztusząc się lekko, ale nie przestając. Chciała, żeby zapamiętał każdy milimetr jej gardła.
W końcu wstała, odwróciła się tyłem i oparła mocno o grubą drewnianą belkę. Rozsunęła nogi, wypinając mokry, lśniący tyłek. Zsunęła spodnie i majtki w dół, odsłaniając gładką, nabrzmiałą cipkę, której wargi były czerwone i mokre od pożądania.
– Wejdź we mnie. Teraz. Rżnij mnie od tyłu, mocno i szybko – wyszeptała ochryple.
Julius nie potrzebował zachęty. Stanął za nią, chwycił ją za biodra swoimi silnymi dłońmi i wbił kutasa jednym głębokim, brutalnym pchnięciem. Jej cipka rozciągnęła się wokół niego, gorąca, ciasna, śliska. Zaczął pieprzyć ją mocno, szybko, rytmicznie – biodra uderzały o jej tyłek z głośnym, mokrym plaśnięciem. Trzymał ją mocno, palce wbijały się w miękkie ciało, jedną ręką klepnął ją w tyłek, zostawiając czerwony ślad.
– Twoja cipka jest idealna… taka ciasna na moim kutasie. Jęcz dla mnie, zdradziecka dziwko – warczał jej prosto do ucha, pochylając się nad nią. Deszcz dudnił, błyskawice oświetlały ich spocone ciała.
Katarzyna gryzła wargę, jęcząc głośno przy każdym pchnięciu. Czuła go tak głęboko, że oczy zachodziły jej mgłą.
– Mocniej! Pieprz mnie, Julius… czułam to od lat. Twoja gruba pała w cipce żony mojej najlepszej przyjaciółki… o kurwa, tak!
Po kilkunastu sekundach odwrócił ją gwałtownie. Podniósł jedną z jej nóg, oparł o belkę, rozciągając ją szeroko, i wszedł znowu, tym razem twarzą w twarz. Patrzyli sobie w oczy, gdy pieprzył ją stojąc – głęboko, powoli, ale z całą siłą. Jej piersi podskakiwały przy każdym uderzeniu, sutki ocierały się o jego mokrą koszulę. Całowali się łapczywie, gryząc wargi, dysząc sobie w usta.
– Jesteś moja w tej chwili – wysapał. – Cała moja.
Przenieśli się na stertę świeżego siana. Katarzyna pchnęła go na plecy i wspięła się na niego okrakiem. Chwyciła jego kutasa, potarła główką o swoją mokrą szparkę i nasadziła się na niego powoli, centymetr po centymetrze, aż usiadła na nim całym. Zaczęła ujeżdżać – mocno, rytmicznie, kręcąc biodrami w kółko, unosząc się i opadając z plaśnięciem. Jej duże piersi podskakiwały przed jego twarzą, Julius chwytał je, ssąc sutki, gryząc, uderzając dłonią po tyłku.
– Ujeżdżaj mnie, Katarzyna… ruszaj tą cipką. Jesteś taka mokra, że wszystko spływa mi po jajach – stękał, pchnięciami bioder spotykając każdy jej ruch.
Ona przyspieszyła, czując, jak orgazm zbiera się w dole brzucha. Jej cipka zaciskała się wokół jego kutasa rytmicznie, soki spływały obficie. Julius chwycił ją za biodra, pomagając jej jeździć jeszcze mocniej. Ich ciała były śliskie od potu i deszczu, oddechy urywane, jęki głośniejsze niż huk burzy.
– Zaraz dojdę… nie przestawaj, Julius… pieprz mnie dalej…
W tym momencie, przez ścianę deszczu, usłyszeli odległe wołanie Ingrid. Latarka zamigotała gdzieś przy drodze. Wracała. Serca im zamarły, ale ciała nie chciały przestać – Katarzyna nadal poruszała się na nim, wolniej, głębiej, z desperacją w oczach. Julius patrzył na nią, nie wychodząc z niej ani na milimetr, napięcie między nimi eksplodowało jeszcze mocniej. Co teraz? Jak skończą? Jak ukryją to, co właśnie zaczęli?
Deszcz dudnił o dach stajni jak szalone serce, a wołanie Ingrid rozcinało ulewę coraz bliższymi krzykami. Katarzyna jednak nie potrafiła zejść z Juliusa. Jej cipka, gorąca i obrzmiała po tym całym pieprzeniu, wciąż ściskała jego grubego kutasa, a biodra same poruszały się w powolnym, głębokim rytmie, jakby ciało odmawiało posłuszeństwa rozumowi. Czuła, jak jego sperma z poprzednich pchnięć już zaczyna się przelewać, mieszając z jej sokami, ale to tylko podkręcało żar. „Ona jest dziesięć metrów stąd, a ja siedzę na kutasie jej męża i nie mogę przestać. Kurwa, to jest lepsze niż wszystkie moje samotne noce, kiedy dochodziłam, myśląc właśnie o nim.”
Julius zacisnął palce na jej biodrach tak mocno, że na pewno zostaną siniaki. Jego oddech był gorący przy jej uchu, a oczy ciemne z pożądania i tej chorej ekscytacji, że zaraz mogą zostać przyłapani.
– Nie schodź – wychrypiał, unosząc biodra i wbijając się w nią jeszcze głębiej. – Jeszcze chwilę, Katarzyna. Ujeżdżaj mnie. Chcę poczuć, jak dochodzisz, zanim ona otworzy te drzwi. Twoja cipka mnie dusi… taka ciasna, taka zdradziecka.
Przyspieszyła. Ciężkie piersi podskakiwały przed jego twarzą, sutki twarde i czerwone od wcześniejszego ssania. Julius złapał jedną z nich w usta, gryząc i ssąc zachłannie, jakby chciał zostawić ślad. Drugą dłonią uderzył ją otwartą ręką w tyłek – plaśnięcie utonęło w huku deszczu, ale pieczenie rozlało się po jej skórze słodką falą. Katarzyna jęknęła mu prosto w szyję, przyspieszając ruchy. Teraz już nie jechała – rżnęła się na nim, opadając całym ciężarem, kręcąc biodrami tak, że jego główka masowała każdy zakamarek jej cipki. Siano kleiło się do ich spoconych ciał, zapach seksu był ciężki, słony, mokry.
– Gryź mnie… zostaw ślady – wysapała, czując, jak orgazm zbiera się w dole brzucha jak czarna burza. – Chcę nosić twoje ślady przez cały weekend, siedząc przy stole z nią. Pieprz cipkę żony swojej żony, Julius. Mocniej. Szybciej. Zaraz będę dochodzić…
Ingrid wołała już prawie przy drzwiach stajni. Światło latarki zamigotało w szparach między deskami. To ryzyko sprawiło, że wszystko stało się ostrzejsze, bardziej zwierzęce. Katarzyna zacisnęła mięśnie cipki wokół niego, masując go rytmicznie, czując każdą żyłę na jego pałę. Julius stęknął, chwycił ją za mokre włosy i pociągnął jej głowę w tył, by patrzeć jej prosto w oczy.
– Jesteś moją napaloną suką – warczał cicho, tłukąc w nią z dołu krótkimi, brutalnymi pchnięciami. – Ssij mnie tą cipką. Dojdź na kutasie najlepszego przyjaciela twojej mężatki. Teraz.
Orgazm uderzył w nią jak grom. Całe ciało Katarzyny zesztywniało, plecy wygięły się w łuk, a cipka zaczęła pulsować gwałtownie, zaciskając się na nim seriami mocnych skurczów. Gorące soki trysnęły, spływając po jego jajach i udach, mocząc siano. Gryzła własną pięść, żeby nie krzyczeć, ale i tak z jej gardła wydobył się zduszony, ochrypły jęk rozkoszy, który prawie przebił się przez ścianę deszczu. Fala za falą, tak mocno, że łzy stanęły jej w oczach. Czuła się jak dziwka, jak zdrajczyni, i właśnie to ją rozjebało najmocniej.
Julius nie wytrzymał. Jego biodra drgnęły spazmatycznie, kutas spęczniał jeszcze bardziej i zaczął strzelać gęstą, gorącą spermą prosto w jej wnętrze. Pulsował, wypełniając ją po brzegi, aż poczuła, jak przelewa się i wycieka wokół jego pały. Trzymał ją mocno za tyłek, wbijał się aż po same jaja, oddając jej każdą kroplę, jakby chciał oznaczyć ją na zawsze.
– Biorę cię… napełniam cię, kurwa… jesteś moja – wysapał jej prosto w usta, gryząc dolną wargę.
Przez kilka sekund trwali w tym gorącym, spoconym uścisku, dysząc, czując, jak jego sperma powoli wycieka z jej cipki. Ale drzwi już skrzypnęły. Katarzyna zerwała się z niego z żalem, jego kutas wysunął się z głośnym, mokrym cmoknięciem. Szybko podciągnęła majtki – materiał natychmiast nasiąkł ciepłą mieszanką ich soków. Poprawiła bluzkę, otrzepała siano z włosów i tyłka. Julius zapinał rozporek drżącymi palcami, koszula kleiła mu się do piersi.
Weszła Ingrid, cała mokra, z latarką w jednej ręce i dwoma starymi płaszczami w drugiej. Światło omiotło ich twarze.
– No wreszcie! Myślałam, że się zgubiliście. Co wy tu robiliście tyle czasu? – zapytała ze śmiechem, nie zauważając rumieńców, rozmazanej szminki Katarzyny ani lekkiego drżenia ich nóg.
Katarzyna przełknęła ślinę. Czuła, jak sperma Juliusa powoli spływa jej po wewnętrznej stronie uda.
– Ukryliśmy się głębiej, przy belkach. Deszcz lał tak, że baliśmy się wyjść – powiedziała, starając się, żeby głos brzmiał normalnie. – Julius opowiadał o tym, jak kiedyś jeździł konno z ojcem. Prawda, Julius?
Skinął głową, rzucając jej szybkie, palące spojrzenie.
– No. A ty co, kochanie, znalazłaś wszystko?
Ingrid podała im płaszcze.
– Tak. Wino czeka, kominek też. Chodźmy, bo zaraz się rozchorujemy.
Wyszli w ulewę. Deszcz chłodził rozgrzane ciała, ale Katarzyna i tak czuła żar między nogami. Każdy krok przypominał jej, co właśnie zrobili. Szła obok Juliusa, Ingrid kilka kroków przed nimi oświetlała drogę. W głowie Katarzyny już rodził się plan – klarowny, bezczelny, podniecający.
„To nie może być ostatni raz. Nie po tym, jak mnie wypełnił. W przyszłym tygodniu Ingrid ma ten wyjazd na konferencję do Gdańska – dwa pełne dni i noce. Powiem jej, że zostaję w mieście, bo mam spotkanie z klientem. Zamiast tego wyślę Juliusowi wiadomość: »Hotel Pod Dębem, pokój 212, 19:00. Drzwi otwarte. Wejdź i weź mnie od razu, bez słowa.« Będę na niego czekać w czarnej halce, bez majtek, na czworaka na łóżku. Najpierw weźmie mnie w usta – chcę czuć, jak jego kutas wbija mi się w gardło, aż się zakrztuszę. Potem przeleci mnie od tyłu, mocno, trzymając za włosy, nazywając mnie swoją tajną cipką. Chcę, żeby mnie obrócił, położył na plecach i rżnął twarzą w twarz, patrząc mi w oczy, kiedy będzie dochodził drugi raz. Całą noc. Bez pośpiechu. Będziemy się pieprzyć w wannie, na balkonie, na podłodze. A potem zaplanujemy kolejne – szybki numerek w jego samochodzie na parkingu pod jej biurem, weekend w górach, kiedy ona będzie u matki. Będę jego kochanką. Będę ssać kutasa męża mojej najlepszej przyjaciółki tak długo, jak tylko zechce. Ta zdrada smakuje zbyt dobrze, żeby przestać.”
Julius jakby wyczuł jej myśli. Kiedy Ingrid na moment odwróciła się, by ominąć kałużę, nachylił się i szepnął jej prosto do ucha:
– Następnym razem chcę cię całą noc. Chcę usłyszeć, jak błagasz o mojego kutasa. Zadzwoń, kiedy tylko będziesz mogła.
Katarzyna uśmiechnęła się w ciemności, czując nowe mrowienie w podbrzuszu i ciepłą wilgoć między nogami.
– Już wszystko zaplanowałam – odszepnęła. – Będziesz mnie rżnął tak, że nie zapomnisz. To dopiero początek, Julius.
Deszcz powoli słabnął, gdy dochodzili do domu. Światło w oknach wyglądało przyjaźnie, ale w ich ciałach płonął zupełnie inny, zakazany ogień. I oboje wiedzieli, że następnym razem nie będzie pośpiechu. Będzie tylko długie, brudne, namiętne pieprzenie.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories