Zakazany Hall Pass w Latarni z Przyjaciółką Żony
Zakazany hall pass: 42-letni mąż rżnie 29-letnią najlepszą przyjaciółkę żony w starej latarni.
Mam czterdzieści dwa lata i od lat jestem mężem pięknej Anny. Moja żona ma te długie, ciemne włosy, które zawsze pachną jej ulubionym szamponem, i uśmiech, który wciąż potrafi mnie rozłożyć na łopatki po tylu wspólnych latach. Jej najlepsza przyjaciółka, dwudziestodziewięcioletnia Kasia – ta sama, która stała obok niej jako świadkowa na naszym ślubie, w tej beżowej sukience, z bukietem w dłoniach – przyjechała do nas na weekend nad morze. Dom letniskowy pachniał solą i starym drewnem, fale biły o brzeg tuż za wydmami, a Kasia wpadła z torbą na ramię, w lekkiej sukience w kwiatki, z tym swoim jasnym śmiechem, który zawsze był trochę za głośny i za bliski.
Mąż Kasi właśnie wyjechał służbowo, coś z kontraktami w Gdańsku, na trzy dni. Anna, zmęczona po całym tygodniu w biurze i po drodze, usiadła na tarasie z kieliszkiem białego i powiedziała mi spokojnie, prawie od niechcenia:
— Lorenzo, zabierz Kasię na wieczorny spacer do starej latarni. Ja padam na twarz, a ona się nudzi. Pokaż jej ten widok o zmierzchu.
Kiwnąłem głową. Wsiadłem za kierownicę, Kasia usiadła obok, pachnąca kremem z filtrem i czymś słodkim spod sukienki. Już w samochodzie, gdy silnik zaterkotał i pojechaliśmy wąską drogą wzdłuż brzegu, poczułem to zakazane napięcie. Ona patrzyła na mnie dłużej niż powinna – te niebieskie oczy ślizgały się po mojej szczęce, po dłoniach na kierownicy, po udach w dżinsach. Ja wiedziałem, że to absolutnie niedopuszczalne. Zdradziłbym żonę z jej najbliższą przyjaciółką. Z kobietą, która tańczyła z nami na weselu, która znała każdy sekret Anny, która spała u nas na kanapie po pijackich wieczorach. Serce biło mi za mocno. Spodnie zrobiły się nagle za ciasne. Kasia uśmiechnęła się krzywo, odchyliła głowę i powiedziała cicho:
— Anna zawsze mówiła, że jesteś… niezawodny. Taki solidny. Czterdzieści dwa lata i wciąż wyglądasz, jakbyś mógł kogoś unieść jedną ręką.
Zaśmiałem się szorstko, ale w gardle miałem sucho.
— A ty wyglądasz, jakbyś miała zamiar kogoś wpuścić w kłopoty.
— Może.
Dotarliśmy do latarni tuż przed zachodem. Stara, ceglana, z poręczami przetartymi przez wiatr i sól. Weszliśmy krętymi schodami na szczyt, tam gdzie platforma otwierała się na morze. Wiatr szarpał jej sukienkę, unosił materiał wyżej na udach, pokazywał linię majtek. Kasia stanęła przy balustradzie, odwróciła się do mnie i wyznała szeptem, prawie wprost w usta:
— Lorenzo… od trzech lat fantazjuję o tobie. Od wesela. O twoich rękach, o tym, jak byś mnie wziął, gdyby Anna nie patrzyła. Dzisiejszy hall pass od męża… dał mi odwagę. On powiedział: „rób co chcesz, byle wrócisz”. A ja chcę ciebie.
Pocałowaliśmy się jak para nastolatków – głodni, mokrzy, z zębami stukającymi o siebie od wiatru i adrenaliny. Jej język wszedł mi głęboko, ręce zsunęły się po brzuchu, rozpięły pasek, wślizgnęły się do slipów. Chwyciła mojego twardego kutasa, owinęła palce wokół trzonu, ścisnęła, przeciągnęła kciukiem po wilgotnej główce. Ja wsunąłem dłoń pod jej sukienkę, pod mokre majtki – cipka była już rozchylona, śliska, gorąca. Wsunąłem dwa palce, rozmasowałem łechtaczkę, usłyszałem jej jęk w moje usta.
— Kurwa, nie powinniśmy — wyszeptałem jej w szyję, gryząc skórę. — To zdrada. Zdrada Anny. Zdrada ciebie samej.
— Wiem — sapnęła, pompując mojego fiuta dłonią. — Właśnie to mnie jara. Że nie wolno. Że jak się dowie, to koniec. A jednak nie potrafię przestać. Jeb mnie. Proszę.
Oboje powtarzaliśmy to sobie jak mantrę, między pocałunkami, między pchnięciami palców w jej ciasną dziurkę. „Nie powinniśmy… absolutnie nie… Anna jest piętro niżej w domu… ty jesteś jej świadkową…” A ręce nie słuchały. Kasia klęknęła na zimnej, betonowej podłodze latarni, sukienka uniosła się na biodrach, kolana pobrudziły się pyłem. Wyciągnęła mi kutasa w całości, oblizała wargi i wzięła mnie głęboko do gardła. Patrzyła mi w oczy, te niebieskie, mokre od wiatru i podniecenia. Ssąc, cofając się, znów biorąc aż do nasady, aż łzy jej nabiegły, a ślina spływała po jajach. Jęknąłem, złapałem ją za włosy, nie pchałem – tylko trzymałem, czując jak gardło zaciska się wokół główki.
— Tak, Kasiu… bierz głębiej… kurwa, twoja żona by mnie zabiła, gdyby widziała, jak jej najlepsza przyjaciółka ssie mi fiuta na latarni…
Ona tylko mruknęła wokół mojego kutasa, wibrując, ssąc mocniej. Potem odsunęła się, oblizując wargi, wstała, odwróciła się, oparła o poręcz i spojrzała przez ramię.
— Zerżnij mnie od tyłu. Teraz. Mocno. Żebym czuła, że to ty, nie mój mąż. Żebym jutro bolała i wiedziała, że zdradziłam go twoim kutasem.
Wsadziłem się w jej ciasną, mokrą cipkę jednym mocnym pchnięciem. Rozciągnięta wokół mnie, gorąca, śliska aż kapie po udach. Wbiłem się głęboko, aż biodra uderzyły o jej tyłek, i zacząłem rżnąć mocnymi, równymi pchnięciami. Jedną ręką ścisnąłem jej cycki przez sukienkę – twarde sutki, pełne, mieszczące się w dłoni – drugą złapałem za włosy, odciągnąłem głowę do tyłu, żeby jej kręgosłup się wygiął. Poręcz skrzypiała. Wiatr wył. Ona jęczała głośno, bez wstydu.
— Jeb mnie… mocniej… Lorenzo, kurwa, twoja żona… twoja żona nigdy by nie… aaach…
— Cicho — syknąłem jej do ucha, gryząc płatkiem. — Albo nie cicho. Niech morze słyszy, jak rżnę najlepszą przyjaciółkę mojej żony. Jesteś taka ciasna… taka kurwa grzeszna…
Przesunąłem dłoń z cycka niżej, znalazłem łechtaczkę, tarłem kółka w rytm pchnięć. Jej cipka zaciskała się, ssała mnie od środka. Potem przeszliśmy na pozycję na stojąco – uniosłem jej jedną nogę, oparłem o poręcz, wszedłem jeszcze głębiej, twarzą w twarz. Całowaliśmy się mokro, zębami, ona drapała mnie paznokciami po plecach pod koszulą. Kutas wchodził i wychodził, błyszczący od jej soków, uderzający o wejście z mokrym odgłosem. Wiedziałem, że zaraz spuszczę się w nią albo na jej brzuch, ale jeszcze nie – chciałem czuć dłużej to piekło.
— Hall pass… — sapnęła mi w usta. — Mój mąż dał mi hall pass, a ja wybrałam ciebie. Męża Anny. Najgorszy wybór. Najlepszy fiut.
Ścisnąłem jej tyłek, rozchylając bardziej, wbijając się aż po jaja. Ona drżała, cipka pulsowała, bliska orgazmu. Ja też. Ale w głowie miałem tylko jedno: jutro wrócimy do domu, Anna zapyta, jak było, a ja będę musiał patrzeć jej w oczy, mając na kutasie zapach jej przyjaciółki. I ta myśl tylko bardziej mnie napinała.
Kasia oplotła mnie nogą mocniej, wessała mój język, a ja rżnąłem ją stojąc, przy samej krawędzi latarni, z morzem pod nami i wiatrem w uszach, wiedząc, że to dopiero początek nocy, że schody w dół jeszcze nas poczekają, że w samochodzie znów będę mógł wsadzić w nią palce, że może nawet…
Ale na razie tylko pchałem, słuchałem jej jęków i powtarzałem sobie w myślach, jak bardzo to wszystko jest zakazane – i jak bardzo właśnie dlatego nie zamierzam przestać, zanim oboje nie skończymy drżąc, brudni i spoceni na tej zimnej platformie.
Wbiłem się w nią jeszcze raz, aż jaja uderzyły o mokry tyłek, a Kasia sapnęła tak głośno, że wiatr niemal porwał ten dźwięk i cisnął go w fale. Cipka ssała mnie od środka, ciasna, rozgrzana, śliska od własnych soków, które spływały już po wewnętrznej stronie jej ud i kapiały na beton. Trzymałem ją za biodra, palce wbijały się w miękkie ciało, i rżnąłem jak człowiek, który wie, że jutro będzie musiał spojrzeć żonie w oczy. Każde pchnięcie było zdradą. Każde westchnienie Kasi – ciosem w Annę. I właśnie to sprawiało, że mój kutas twardniał jeszcze bardziej, aż bolał.
— Głębiej — syczała, odchylając się, żeby wziąć mnie po same jaja. — Kurwa, Lorenzo, wbijaj się tak, żebym czuła twoje jaja na cipce. Żebym wiedziała, że to mąż mojej najlepszej przyjaciółki mnie pierdoli, nie mój chłop.
Odwróciłem ją gwałtownie twarzą do siebie, uniosłem obie nogi, oparłem o poręcz i wszedłem z nowym kątem. Główka otarła się o tę gąbczastą ściankę w środku, a Kasia wydała dźwięk, jakby ktoś ją dźgnął. Oczy miała szeroko otwarte, niebieskie, dzikie. Pocałowałem ją brudno, z językami i zębami, a ona wessała mój język jak przed chwilą mojego fiuta. Dłoń wsunąłem między nas, znalazłem twardą, spuchniętą łechtaczkę i tarłem ją kciukiem w rytm pchnięć. Jej cipka zaczęła się zaciskać falami.
— Spuść się na mnie — wyszeptałem jej w usta. — Chcę czuć, jak się trzęsiesz na moim kutasie, kurwo. Najlepsza przyjaciółka mojej żony. Świadkowa. Ta, która trzymała bukiet, kiedy ja brałem Annę.
— Tak… aaah… jeb mnie, jeb… zaraz… — Jej paznokcie wpiły się w moje ramiona. — Jestem twoją dziwką na jedną noc. Hall pass. Zakazany. Spuszczam się…
Orgazm wziął ją jak fala. Cipka zacięła się wokół mnie tak mocno, że prawie nie dało się ruszać, pulsowała, ssała, wylewała soki prosto na moje jaja. Kasia krzyczała w wiatr, głowa odrzucona, piersi podskakujące w rozpiętej sukience. Ja nie zwolniłem. Przerżnąłem ją przez cały orgazm, twardymi, głębokimi pchnięciami, aż jej nogi zaczęły drżeć i straciła oparcie. Dopiero wtedy wypiąłem się, odwróciłem ją z powrotem tyłem i wcisnąłem na kolana przy samej balustradzie.
— Otwórz gębę — warknąłem.
Wzięła mnie do gardła od razu, brudna od własnych soków, ślina i cipkowe soki mieszały się na moim trzonie. Ssąc, patrzyła w górę, łzy w oczach od głębokości. Chwyciłem ją za jasne włosy i pchałem się w usta, nie delikatnie – równo, mocno, aż nos uderzał o mój brzuch. Gardło zaciskało się, ona krztusiła się i brała dalej, bo tak chciała. Bo to było zakazane.
— Tak ssij tego fiuta, którym rżnę żonę. Ssij i myśl o Annie. O tym, jak jutro usiądziecie razem przy kawie, a ty będziesz miała w gardle smak mojej spermy.
Wyciągnąłem się z jej ust, podniosłem ją, oparłem o zimną cegłę latarni i wszedłem z powrotem w cipkę jednym pchnięciem. Teraz rżnąłem stojąc, jedną ręką podtrzymując jej udo, drugą ściskając gardło na tyle, żeby czuła presję, ale mogła oddychać. Oczy miała zamglone. Szepty leciały między nami jak przekleństwa:
— Twoja żona… nigdy nie bierze tak głęboko… — Bo nie jest taką kurwą jak ty. — Więcej… rozjeb mnie… — Już cię rozjebuję. Jutro będziesz szła krzywo i Anna zapyta, czemu.
Wypchnąłem się, odwróciłem ją jeszcze raz, rozłożyłem jej pośladki i przycisnąłem główkę do ciasniejszego otworu. Kasia sapnęła, ale od razu odepchnęła się w tył.
— Tak. Tyłek też. Weź go. Hall pass obejmuje wszystko.
Wsunąłem się powoli, centymetr po centymetrze, rozciągając jej dupa. Była piekielnie ciasna, gorąca, i kiedy wszedłem do połowy, jęknęła tak, że kręgosłup mi się zestawił. Potem pchałem głębiej, aż jaja znów obijały się o mokre mięso. Rżnąłem jej tyłek mocnymi, równymi ruchami, jedną ręką masując łechtaczkę, drugą ściskając pierś. Kasia trzęsła się, sapając moje imię i imię Anny na przemian, jak mantrę grzechu.
— Anna… kurwa… Lorenzo pierdoli mnie w dupę… twoja przyjaciółka bierze kutasa twojego męża w tyłek…
Spuszczała się drugi raz, słabiej, ale dłużej, z drżeniem w udach i głośnym, brudnym jękiem. Ja wytrzymałem jeszcze kilkanaście pchnięć, czując, jak jej mięśnie zaciskają się wokół trzonu. Potem wyciągnąłem się, odwróciłem ją na kolana i wcisnąłem fiuta z powrotem do ust.
— Teraz połknij. Wszystko.
Strzeliłem jej prosto w gardło, gęsto, długo, falami, które wstrząsały biodrami. Kasia przełykała, krztusiła się, ślina i sperma spływały jej po brodzie na cycki. Nie odsunąłem się, dopóki nie wypchnąłem ostatniej kropli. Dopiero wtedy pozwoliłem jej oddychać. Otarła usta grzbietem dłoni, wstała na drżących nogach, sukienka wciąż podniesiona, majtki gdzieś na betonie, cipka i dupa czerwone, rozjebane, cieknące.
Zeszliśmy schodami bez słowa. W samochodzie, zanim jeszcze odpaliłem silnik, Kasia wspięła się na mnie na fotelu kierowcy, wsunęła mój jeszcze półtwardy kutas z powrotem w spuchniętą cipkę i zaczęła jeździć. Siedzieliśmy tak, w ciemności parkingu pod latarnią, ona na mnie, ja w niej, ręce na jej tyłku, usta na jej sutkach. Rżnęliśmy się wolniej, głębiej, z mokrym odgłosem każdego opuszczenia się na mnie. Ona szeptała mi do ucha, jak bardzo boli ją dupa i jak bardzo jej to jara, że jutro usiądzie naprzeciw Anny z moją spermą w środku.
— Jeszcze raz — zażądała. — Spuść mi się w cipkę. Chcę wrócić do domu pełna ciebie.
Wbiłem się od dołu, trzymając ją za biodra, aż znów napełniłem ją gorącym, gęstym ładunkiem. Kasia zjechała na mnie do oporu, zacisnęła się i wzięła wszystko, aż po jaja. Potem zsunęła się, obciągnęła fiuta ustami do czysta, oblizała resztki z jaj i usiadła na fotelu pasażera z rozchylonymi nogami, sukienką wciąż podciągniętą, żeby powietrze chłodziło jej rozjebaną dziurę.
Jechałem wąską drogą z powrotem, ręka na jej udzie, palce od czasu do czasu wsuwające się w cieknącą cipkę. Ona trzymała moją dłoń tam, pchała głębiej, masturbowała się moimi palcami aż do trzeciego, cichego orgazmu przy dźwięku fal. W domu Anna spała. Kasia weszła prosto pod prysznic, a ja zostałem na tarasie z zapachem jej cipki na palcach i kutasie.
Rano usiedliśmy we trójkę do śniadania. Anna uśmiechała się, pytała o widok z latarni. Kasia siedziała naprzeciw, w lekkich szortach, bez majtek, i kiedy Anna odwróciła się po kawę, rozłożyła nogi pod stołem i pokazała mi, jak z jej spuchniętej, zarumienionej cipki wciąż sączy się moja wczorajsza sperma, gęsta, biała, spływająca po udzie na krzesło.
Patrzyłem i wiedziałem, że zaraz znów będę musiał ją zerżnąć, może w łazience, może w aucie przed wyjazdem, bo ta dziura wciąż była otwarta, mokra i gotowa wziąć kolejny ładunek od męża najlepszej przyjaciółki, dopóki nie zacznie cieknąć nią po kostki.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories