Ostatnia noc w karaoke z młodszą kochanką

48-letni Marek i 22-letnia barmanka Yvonne spędzają ostatnią namiętną noc w karaoke, zanim ona wyjedzie za granicę.

10 min read September 18, 2026New

Marek wszedł do klubu karaoke z tym samym co zawsze uczuciem – mieszanką ekscytacji i lekkiego wstydu. Czterdziestoośmioletni rozwiedziony biznesmen, który normalnie negocjował kontrakty warte setki tysięcy, teraz czuł się jak napalony uczniak. Serce waliło mu jak młot, bo wiedział, że to ostatnia noc z Yvonne. Dwudziestodwuletnia barmanka o niespożytej energii pracowała tu od dwóch lat i od sześciu miesięcy była jego potajemną, dużo młodszą kochanką. Jutro jej samolot odlatywał za granicę na rok. Oboje udawali, że to tylko zabawa, ale napięcie wisiało w powietrzu gęste jak dym z papierosów na parkingu.

Zobaczył ją od razu. Stała przy barze w tej swojej krótkiej czarnej spódniczce, która ledwo zasłaniała dolną krzywiznę pośladków, i w obcisłej bluzce z dekoltem tak głębokim, że jej młode, sterczące piersi prawie wyskakiwały przy każdym ruchu. Yvonne uśmiechnęła się szeroko, gdy go zauważyła, i puściła do niego oczko. Podeszła z dwoma drinkami, kołysząc biodrami w rytm grającej właśnie piosenki.

– No nareszcie, mój stary wilku – powiedziała cicho, nachylając się tak, że mógł poczuć jej zapach: słodki, z nutą wanilii i już lekkim podnieceniem. – Myślałam, że się rozmyśliłeś i będziesz siedział w domu jak grzeczny rozwodnik.

Marek parsknął śmiechem, ale jego oczy same powędrowały w dół – na te uda, na skrawek koronki majtek, który mignął, gdy się schyliła, żeby postawić szklanki.

– Z tobą? Nigdy. Tylko... kurwa, Yvonne, ta spódniczka jest jeszcze krótsza niż zwykle. Chcesz mnie zabić przed twoim wyjazdem?

Usiedli w ich ulubionym ciemnym boksie z boku sali. Yvonne wzięła pilot do karaoke i zaczęła przeglądać listę z figlarnym uśmieszkiem, który zawsze oznaczał kłopoty. Wybrała „Majteczki w kropeczki” i puściła ją na cały regulator. Śpiewała, patrząc mu prosto w oczy, celowo przeciągając fragmenty o zdejmowaniu bielizny, kołysząc się na krześle tak, że spódniczka podjechała jeszcze wyżej. Marek nie mógł oderwać wzroku. Jej dekolt, te jędrne, młode piersi, które ssął tyle razy – teraz były tak blisko, a on już czuł, jak mu stoi.

– Ty mała zdzirko – mruknął rozbawiony, gdy skończyła i sala nagrodziła ją oklaskami. – Ludzie patrzą.

– Niech patrzą – odparła, wzruszając ramionami. – Niech wiedzą, że ta dwudziestodwuletnia barmanka ma na własność najlepszego kutasa w mieście. Twój.

Kolejna piosenka była jeszcze bardziej sprośna – przerobiona przez nią wersja „Chcę cię” z tekstami, które dodawała na bieżąco. Śpiewała o tym, jak chce czuć go w sobie, jak chce, żeby ją zerżnął na tylnym siedzeniu. Marek siedział z rękami na udach, próbując ukryć erekcję, ale ona widziała wszystko. Jej oczy błyszczały złośliwą radością.

W końcu wybrała duet. Zamiast stać grzecznie obok, Yvonne po prostu usiadła mu na kolanach twarzą do niego, ocierając się cipką o jego twardego kutasa przez spodnie. Mikrofon trzymała w jednej ręce, drugą objęła go za kark. Zaczęli śpiewać, ale jej biodra poruszały się powoli, rytmicznie, jakby już go ujeżdżała.

– Wiesz, co zrobię z tobą tej nocy? – szepnęła mu prosto do ucha, tak że tylko on słyszał. – Najpierw wezmę twojego grubego kutasa do gardła i będę ssać, aż będziesz błagał. Potem dosiądę cię w tym samochodzie i ujeżdżę tak mocno, że koła odlecą. A na koniec chcę, żebyś spuścił mi się na twarz. Całą twarz, Marek. To ostatnia noc. Nie oszczędzaj się.

Jego dłoń sama ześlizgnęła się pod jej spódniczkę i złapała nagi, gorący tyłek. Palce wbiły się w miękkie ciało, ściskając mocno. Yvonne pisnęła cicho i przycisnęła się jeszcze mocniej, ocierając się o niego.

– O kurwa... – jęknął Marek, śmiejąc się bezradnie. – Mam czterdzieści osiem lat, a zachowuję się jak napalony dzieciak. Jak nas ktoś nakryje, to będzie koniec mojej reputacji biznesmena.

– No to niech będzie koniec – odparła, gryząc go w ucho. – I tak jutro wyjeżdżam. A teraz... skończmy to pieprzone karaoke. Jedźmy do twojego samochodu na tyłach. Już jestem mokra, czuję to. Palimy się do siebie od tygodni. Nie wytrzymam ani minuty dłużej.

Oboje parsknęli śmiechem, bo zabrzmiało to jak dialog z taniego porno, ale pożądanie było prawdziwe. Wstali, Yvonne poprawiła spódniczkę – bezskutecznie – i pociągnęła go za rękę przez całą salę. Na parkingu za klubem było ciemno i pusto. Wsiadł do SUV-a, odsunął siedzenie maksymalnie do tyłu. Yvonne nie czekała. Ledwo zamknęli drzwi, już siedziała na nim okrakiem, zdejmując bluzkę przez głowę.

Jej piersi były idealne – młode, sterczące, z ciemnoróżowymi sutkami już twardymi jak kamyczki. Marek chwycił je obiema rękami i zaczął ssać – mocno, zachłannie, zataczając językiem kółka, gryząc lekko. Yvonne jęknęła głośno i sięgnęła między siebie, rozpięła mu spodnie, wyjęła twardego, pulsującego kutasa i bez ceregieli nasadziła się na niego.

– Ooooch tak... – westchnęła, gdy wypełnił ją całego. – Taki gruby... zawsze mnie rozciąga.

Zaczęła ujeżdżać – głęboko, szybko, agresywnie. Jej cipka była gorąca, mokra i ciasna, ssąca go przy każdym ruchu w dół. Piersi podskakiwały mu przed twarzą, a on nie przestawał ich ssać, ciągnąć sutki zębami, masować dłońmi. Samochód zaczął się lekko kołysać. Marek czuł, jak jej soki spływają mu po jajach, słyszał mokre plaśnięcia za każdym razem, gdy opadała na niego całym ciężarem.

– Śmiejesz się? – sapnęła Yvonne, widząc jego rozbawiony grymas, gdy uderzył głową w podsufitkę.

– Bo to absurdalne – wysapał. – Czterdziestoośmioletni facet rżnie dwudziestodwulatkę na tylnym siedzeniu jak w amerykańskim filmie. I jeszcze mu się podoba.

– To się skup na tym, co lubisz – odparła i odwróciła się tyłem. Oparła ręce mocno o przednie fotele, wypięła tyłek i spojrzała na niego przez ramię z tym swoim diabelskim uśmiechem. – Teraz weź mnie od tyłu. Mocno. Chcę czuć, jak mnie walisz.

Marek chwycił ją za biodra i wszedł w nią jednym mocnym pchnięciem. Zaczęł uderzać głęboko, głośno, aż samochód naprawdę się zakołysał. Jej tyłek falował przy każdym zderzeniu bioder. Yvonne krzyczała bez zahamowań:

– Tak! Mocniej, kurwa! Rżnij swoją małą barmankę! Twój kutas jest taki wielki... rozrywasz mnie! Wal mnie, Marek! Wal mnie, aż będę piszczeć!

Śmiali się między jękami, bo wszystko było tak desperackie i jednocześnie tak cholernie dobre. On przyspieszył, wbijając się w nią z siłą, której sam się nie spodziewał. Jej cipka zaciskała się wokół niego, mokra, gorąca, idealna.

W końcu Yvonne zsunęła się, klęknęła między jego nogami na dywaniku i spojrzała mu w oczy z czystym, entuzjastycznym pożądaniem.

– Teraz ja – powiedziała i wzięła go głęboko do ust.

Robiła to z prawdziwą pasją – głęboko, mokro, bez cienia zahamowania. Głowa poruszała się szybko, język wirował wokół główki, jedna ręka masowała jądra, druga pompowała trzon. Patrzyła mu w oczy, uśmiechając się wokół kutasa, jakby to była najlepsza rzecz na świecie. Marek złapał ją za włosy, nie wytrzymując.

– Zaraz dojdę...

– Na twarz – wymamrotała, nie wyjmując go z ust. – Całą twarz, proszę.

Wybuchnął. Gęste, gorące strumienie spermy trysnęły na jej język, policzki, brodę, nos. Yvonne nie odsunęła się ani na centymetr – otwierała usta, łapała wszystko, co mogła, i z głośnym przełknięciem połknęła to, co wylądowało na języku. Resztę zlizała z warg i policzków palcami, patrząc na niego z triumfalnym, figlarnym uśmiechem.

Potem otarła usta wierzchem dłoni, założyła bluzkę z powrotem, poprawiła spódniczkę i usiadła obok niego na siedzeniu. Przez chwilę w samochodzie słychać było tylko ich ciężkie oddechy. Yvonne spojrzała na niego, wciąż z tym uśmiechem, który zapowiadał, że to wcale nie jest koniec.

– To była naprawdę... – zaczęła, oblizując dolną wargę.

I urwała, patrząc na niego tak, jakby miała w głowie jeszcze kilka bardzo niegrzecznych pomysłów na resztę nocy, zanim jej samolot odleci jutro rano.

Yvonne oblizała dolną wargę, wciąż czując na języku słony smak jego spermy, i spojrzała na Marka z tym diabelskim błyskiem w oku, który zawsze oznaczał, że jej 22-letnia głowa właśnie uknuła kolejny niegrzeczny plan. Siedziała obok niego w tym ciasnym SUV-ie, spódniczka podciągnięta wysoko, bluzka ledwo narzucona na sterczące piersi, a na policzku i brodzie miała rozmazane ślady po tym, co przed chwilą z siebie wystrzelił.

– To była naprawdę niezła rozgrzewka – dokończyła w końcu, śmiejąc się cicho i przeciągając się jak kotka. – Ale ty chyba nie myślisz, że na tym skończymy, co? Mam jeszcze całą noc, zanim ten samolot jutro rano zabierze mnie stąd na rok. I chcę, żebyś mnie zerżnął tak, jak nigdy wcześniej. W każdym otworze, stary.

Marek parsknął śmiechem, choć jego serce waliło jak młot. Czterdziestoośmioletni facet, który normalnie siedzi w garniturze na spotkaniach zarządu, teraz siedział z opuszczonymi spodniami, spocony i z na wpół twardym kutasem, który na sam dźwięk jej głosu znowu zaczynał się podnosić. „Kurwa, ona ma dwadzieścia dwa lata i energię wulkanu, a ja czuję się jakbym miał osiemnaście i jednocześnie sto” – pomyślał, patrząc na jej młode, jędrne ciało.

– Ty mała nienasycona suczko – mruknął rozbawiony, ale już sięgał ręką między jej uda, gdzie cipka była wciąż gorąca, mokra i lepiąca się od ich soków. Palce wsunęły się bez oporu, a Yvonne pisnęła cicho i rozłożyła nogi szerzej, opierając jedną stopę o deskę rozdzielczą.

– No właśnie, właśnie tak – sapnęła, kręcąc biodrami na jego dłoni. – Palcami mnie rozgrzej, a potem chcę twojego grubego kutasa w dupie. Przygotowałam lubrykant, widzisz? Nie mów, że się boisz. To nasza ostatnia noc, Marek. Chcę czuć, jak mnie całkowicie wypełniasz.

Roześmiał się bezradnie, bo to wszystko brzmiało jak dialog z taniego porno, ale jednocześnie jego kutas stał już na baczność. Yvonne sięgnęła do schowka, wyjęła małą buteleczkę i hojnie polała jego palce oraz swój tyłek. Potem odwróciła się tyłem, wypięła ten swój idealny, okrągły, młody tyłek i spojrzała na niego przez ramię z tym samym figlarnym uśmieszkiem.

– Delikatnie na początek, okay? Ale potem wal mnie jak chcesz. Jestem twoja.

Marek przyłożył głowę kutasa do jej ciasnego otworu i zaczął powoli napierać. Czuł, jak jej ciało najpierw się opiera, potem ustępuje, centymetr po centymetrze wchłaniając go w siebie. Yvonne jęknęła głośno, zaciskając dłonie na oparciu fotela. Samochód znowu się zakołysał, gdy w końcu wszedł w nią cały. Było ciasno, gorąco i tak intensywnie, że oboje na chwilę zamarli.

– O kurwa… jesteś taki wielki – wyszeptała drżącym głosem, ale zaraz potem zaczęła się poruszać, pchać tyłkiem do tyłu. – Ruszaj się, Marek. Pieprz moją dupę. Chcę czuć każdy twój centymetr.

Zaczął powoli, ale szybko przyspieszył, bo jej jęki i to, jak jej tyłek falował przy każdym zderzeniu bioder, kompletnie go rozbrajały. Plaśnięcia były głośniejsze niż wcześniej, mokre, obsceniczne. Marek chwycił ją za biodra, wbijając się głębiej, a Yvonne krzyczała bez zahamowań:

– Tak! Wal mnie w dupę! Rżnij swoją małą barmankę, ty stary ogierze! Czuję cię tak głęboko, że zaraz znowu dojdę!

Śmiali się między jękami, bo Marek zahaczył głową o podsufitkę i zaklął kreatywnie, a ona parsknęła śmiechem, który szybko przeszedł w przeciągły, gardłowy jęk. Jej cipka, choć pustą, pulsowała i ociekała sokami, które spływały mu po jajach. Kiedy doszła, zacisnęła się wokół jego kutasa tak mocno, że prawie stracił kontrolę.

– Spuść się we mnie – błagała zdyszana. – Całego. Chcę czuć, jak we mnie strzelasz.

Nie wytrzymał. Wybuchnął głęboko w jej tyłku, gorącymi, gęstymi strumieniami, warcząc jej imię i ściskając jej biodra tak mocno, że na pewno zostaną siniaki. Yvonne drżała, opadła na fotel, ale nie pozwoliła mu odpocząć. Po kilku minutach, gdy oboje łapali oddech, odwróciła się, wzięła jego wciąż mokrego kutasa do ust i zaczęła go czyścić z mieszanki ich soków, patrząc mu prosto w oczy z tym samym triumfalnym uśmiechem.

– Smakujemy razem najlepiej – mruknęła, liżąc go od nasady po sam czubek. – A teraz chcę cię znowu w cipce. Na mnie. Chodź.

Usiadła na nim okrakiem twarzą do niego, kierując nabrzmiałego kutasa w swoją cipkę i opadając na niego całym ciężarem. Zaczęła ujeżdżać go powoli, głęboko, kołysząc biodrami w leniwym, zmysłowym rytmie. Jej piersi podskakiwały mu przed twarzą, więc Marek chwycił je obiema dłońmi, ssał sutki, gryzł, ciągnął, aż Yvonne zaczęła piszczeć i przyspieszać.

Samochód wypełniał zapach seksu – wanilia z jej skóry, pot, cipka i sperma. Marek czuł, jak jej ścianki ssą go przy każdym ruchu w dół, jak jest gorąco i mokro. „W tym wieku powinienem już leżeć w łóżku z książką, a nie rżnąć dwudziestodwulatkę w aucie na tyłach karaoke” – myślał, ale jednocześnie śmiał się w głos, bo to było absurdalnie dobre.

– Co cię bawi, stary? – sapnęła Yvonne, nie zwalniając.

– To, że zaraz znowu mi serce wyskoczy, a ty wyglądasz, jakbyś dopiero zaczynała – odparł, chwytając ją za tyłek i pomagając jej nabijać się na siebie mocniej.

Zmienili pozycję jeszcze dwa razy. Najpierw wziął ją od tyłu na tylnym siedzeniu, waląc tak mocno, że cały samochód trząsł się, a ona wrzeszczała, żeby nie przestawał, że chce być jutro obolała w samolocie. Potem kazała mu usiąść i usiadła na nim tyłem, opierając ręce o kierownicę, wypinając się i ujeżdżając go w kółko, aż oboje nie mogli złapać tchu. Śmiali się, gdy prawie kopnęła go w brodę nogą przy nagłym skręcie bioder.

Kolejny orgazm przyszedł, gdy Marek lizał jej cipkę, a ona jednocześnie ssała go w pozycji sześćdziesiąt dziewięć na tylnym siedzeniu. Jej soki spływały mu po brodzie, a ona brała go tak głęboko do gardła, że łzy ciekły jej po policzkach, ale nie przestawała. Dochodzili prawie jednocześnie – ona zalewając mu twarz, on wypełniając jej usta kolejną porcją spermy, którą połknęła z entuzjazmem, oblizując wargi jak kotka, która właśnie skończyła miseczkę śmietany.

Leżeli potem przytuleni, spoceni, zmęczeni, ale wciąż głodni siebie. Marek gładził jej plecy, czując pod palcami młodą, napiętą skórę. Yvonne całowała jego klatkę piersiową i szeptała mu do ucha wszystkie te brudne rzeczy, które jeszcze chciała z nim zrobić przed świtem. Robili to jeszcze raz – powoli, niemal leniwie, patrząc sobie w oczy, gdy dochodzili razem, jej cipka zaciskająca się wokół niego, jego ręce w jej włosach.

Kiedy noc wreszcie się kończyła, a pierwsze promienie słońca zaczęły wpadać przez przyciemniane szyby, Yvonne podniosła głowę, spojrzała na niego i uśmiechnęła się smutno.

A jednak jutro zostaniesz sam ze wspomnieniem mojej cipki i pustym fotelem obok.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged riding doggy-style blowjob facial 69

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.