Szept demonicznego współlokatora
28-letnia historyczka sztuki Delphine pieprzy się ostro z demonem Azathorem w starym krakowskim dworze.
Delphine, dwudziestoośmioletnia historyczka sztuki, która przyjechała do Krakowa z zamiarem napisania książki o zapomnianych gotyckich dworach i ich ukrytych symbolach, z ulgą zamknęła za sobą ciężkie, dębowe drzwi. Wynajęła ten podupadły dwór na obrzeżach miasta tanio przez internet – ledwie kilkaset złotych miesięcznie za całą posiadłość. Nikt inny nie chciał go, bo plotki o dziwnych szeptach krążyły od pokoleń, ale ona, kobieta przyzwyczajona do archiwów i starych manuskryptów, uznała to za doskonałą okazję. Budynek był piękny w swojej ruinie: wysokie sklepienia, rzeźbione portale, gobeliny pokryte kurzem, a w głównej sypialni ogromne łoże z baldachimem, które pamiętało pewnie jeszcze czasy króla Jagiełły. Rozpakowała walizki przy świetle świec, bo prąd mrugał kapryśnie, jakby sam dwór oddychał. Kiedy w końcu położyła się w pościeli pachnącej lawendą i stęchlizną, poczuła pierwsze muśnięcie niepokoju. Nie strach – raczej ciekawość, która zawsze prowadziła ją w ciemne zakamarki historii.
Tej pierwszej nocy, gdy ogień w kominku dogasał, usłyszała go.
– Delphine… – Głos był głęboki, aksamitny, jakby sam aksamit ocierał się o jej ucho. – Jaka z ciebie śmiała śmiertelniczka. Wiesz, że te ściany pamiętają więcej orgii niż twoje książki opisują bitew.
Usiadła gwałtownie, serce waliło jej jak młot. Rozejrzała się po pokoju oświetlonym tylko jedną świecą. Cienie tańczyły na ścianach, a portrety dawnych właścicieli wydawały się poruszać oczami.
– Kto mówi? – zapytała głośno, czując się jednocześnie głupio i podniecona tym absurdem.
– Nazywam się Azathor. Starożytny inkub, uwięziony w tym dworze od czasów, gdy wasi przodkowie budowali katedry. Byłem tu, zanim Kraków stał się miastem. Opowiem ci o rozkoszach, których nie znajdziesz w żadnym archiwum. O kobietach, które klękały przede mną dobrowolnie, o tym, jak ich ciała drżały w ekstazie przez całe noce, aż świt zastawał je mokre i błagające o więcej. Powiedz mi, Delphine… naprawdę chcesz, żebym pozostał tylko widmem? Tylko szeptem w ciemności?
Jego głos otaczał ją jak ciepły dym. Nie brzmiał groźnie. Brzmiał jak obietnica. Opowiadał dalej – o tym, jak kiedyś brał szlachetnie urodzone panie na tym samym łożu, jak ich cipki pulsowały wokół jego kutasa, jak krzyczały jego imię w starym polskim, łacinie i zapomnianych dialektach. Delphine leżała nieruchomo, ale jej oddech przyspieszył. Sutki stwardniały pod cienką koszulą nocną. Nie uciekła. Zamiast tego wsłuchiwała się, a między udami zrobiło się jej mokro. „To szaleństwo – myślała – ale ten głos… on wie, czego pragnę, choć sama przed sobą nie przyznaję tego od lat.”
Następne noce przyniosły większą intymność. Szept Azathora stał się nieprzyzwoity, dokładny, niemal chirurgiczny w opisywaniu tego, co chciał jej zrobić.
– Chciałbym rozchylić twoje uda językiem, Delphine. Lizać twoją cipkę powoli, aż będziesz ociekała, a potem wbić w ciebie dwa palce, grube i gorące jak rozpalone żelazo. Wyobraź sobie, jak bym cię rżnął od tyłu, trzymając za biodra, aż twoje jęki wypełnią całą salę. Mój kutas jest wielki, żyłasty, czarny jak moja skóra. Wypełniłbym cię tak, że poczułabyś mnie w brzuchu. Chcesz tego, prawda? Chcesz, żeby demon cię zerżnął?
Zamiast milczeć, zaczęła odpowiadać. Najpierw szeptem, potem głośniej.
– Azathor… kurwa, co ty ze mną robisz? – jęknęła, gdy jej ręka sama powędrowała pod kołdrę. Najpierw ścisnęła pierś, potem drugą. Palce ześlizgnęły się niżej, rozsunęły wilgotne wargi i zaczęły masować łechtaczkę okrężnymi ruchami. Czuła, że on na nią patrzy. Choć go nie widziała, jego spojrzenie paliło jej skórę. – Tak… mów dalej. Opowiedz mi dokładnie.
– Twoja cipka jest już mokra, słyszę to w twoim oddechu. Wsuwaj palce głębiej. Wyobraź sobie, że to ja cię rozciągcam. Będę cię brał godzinami, bez litości, ale zawsze tak, żebyś błagała o więcej. Jesteś głodna, Delphine. Głodna ciemności. Dotykaj się mocniej. Chcę słyszeć, jak dochodzisz dla mnie.
Jej palce poruszały się coraz szybciej. Wsunęła dwa w siebie, potem trzy, wyobrażając sobie jego głos jako dotyk. Jęczała otwarcie, biodra unosiły się z łóżka. Orgazm nadszedł gwałtownie – zacisnęła uda, drżąc i wykrzykując jego imię. Gdy opadła na poduszki, dysząc, wyszeptała wreszcie to, czego oboje pragnęli:
– Pokaż się. Cały. Materialny. Chcę cię dotknąć. Pragnę cię, Azathor. Nie ze strachu. Z ciekawości i z głodu, który we mnie obudziłeś. Chodź do mnie.
Powietrze zgęstniało. Świeca zamigotała dziko, a potem z cienia przy łóżku wyłonił się on. Wysoki, ponad dwa metry, o skórze koloru głębokiej, lśniącej nocy – nie całkiem czarnej, lecz nasyconej indygo i granatem, jakby pochłonął całe ciemności tego dworu. Muskularny tors, szerokie ramiona, długie czarne włosy opadające na plecy. Oczy żarzyły się jak rozpalone węgle, czerwone i hipnotyczne. Między potężnymi udami kołysał się jego kutas – ogromny, gruby, pulsujący czarnymi, nabrzmiałymi żyłami, z głową błyszczącą od przedwczesnego płynu. Był piękny w swojej grozie.
– Pragnę cię od wieków, Delphine – powiedział niskim, dudniącym głosem, w którym słychać było starożytny akcent. – Żadna kobieta nie patrzyła na mnie tak, jak ty teraz. Wybierasz to. Wybierasz mnie. To nie przymus. To głód.
– Tak – wyszeptała, wstając z łóżka. Jej koszula nocna opadła na podłogę. Stała przed nim naga, piersi ciężkie, sutki sterczące, cipka błyszcząca od soków. – Pragnę twojego dotyku. Weź mnie. Jestem twoja tej nocy.
Uklękła przed nim na zimnych deskach. Chwyciła jego kutasa obiema dłońmi – ledwo mogła je objąć. Był gorący, niemal parzył. Przesunęła językiem po żyle biegnącej od nasady aż po sam czubek, smakując słoną, piekielną esencję. Potem otworzyła usta szeroko i wzięła go głęboko. Ssąc zachłannie, poruszała głową w przód i w tył, policzki jej zapadały się, ślina spływała po brodzie i po jego jajach. Azathor chwycił ją za włosy, nie brutalnie, ale stanowczo, i mruczał gotyckie, sprośne przekleństwa:
– O tak… ssij mojego demonicznego kutasa, ty spragniona kurwo historii. Głębiej. Weź go w gardło. Czuję, jak twoja śmiertelna gardziel zaciska się wokół mnie. Ssij mocniej, jakbyś chciała wyssać ze mnie całe stulecia samotności.
Delphine jęczała wokół jego grubości, jej cipka pulsowała pusto, ociekając na podłogę. Kochała to – smak, ciężar, sposób, w jaki żyły pulsowały na jej języku. Ssala go długo, aż jego biodra zaczęły drgać.
W końcu podniósł ją jak piórko i rzucił na rzeźbione łoże. Obrócił ją na brzuch, uniósł jej biodra i wszedł w nią od tyłu jednym mocnym pchnięciem. Krzyknęła – rozciągnięta do granic, wypełniona po sam brzuch. Jego kutas był tak wielki, że czuła każdy centymetr, każdą żyłę. Rżnął ją ostro, głęboko, biodra uderzały o jej tyłek z głośnym, mokrym plaśnięciem. Łóżko skrzypiało jak stare kości.
– Czujesz mnie? – warczał. – Czujesz, jak demon cię pieprzy? Twoja cipka ssie mnie tak mocno, jakby nigdy nie chciała puścić.
Zmienił pozycję. Przewrócił ją na plecy, zarzucił jej nogi na swoje ramiona i wbił się jeszcze głębiej w pozycji misjonarskiej. Twarzą w twarz, żarzące się oczy patrzyły prosto w jej. Każdy ruch był powolny i miażdżący, potem znów szybki i brutalny. Delphine dochodziła raz za razem – jej ścianki zaciskały się wokół niego, soki spływały po jej udach i po jego jajach. Krzyczała jego imię, paznokcie wbijała w jego plecy, które nawet nie krwawiły – tylko pulsowały gorącem.
W końcu pozwolił jej przejąć kontrolę. Położył się na wznak, a ona dosiadła go okrakiem. Opuszczała się powoli na jego pulsujący, mokry od jej soków kutas, czując, jak znów ją wypełnia do granic możliwości. Zaczęła ujeżdżać – najpierw powoli, kręcąc biodrami, potem coraz szybciej, opierając dłonie na jego szerokiej piersi. Piersi jej podskakiwały, włosy kleiły się do spoconego czoła. Azathor ściskał jej tyłek, palce wbijały się w miękkie ciało, a jego głos brzmiał jak grzmot:
– Ujeżdżaj mnie mocniej, Delphine. Weź całą rozkosz, jaką ci daję. Twoja cipka jest idealna… gorąca, mokra, stworzona dla demona.
Jej ruchy stawały się coraz bardziej dzikie. Czuła, jak kolejny orgazm buduje się w niej jak burza nad Krakowem, jak jego kutas pulsuje wewnątrz, jakby miał zaraz eksplodować. Ale w tym momencie, gdy oboje byli blisko krawędzi, Azathor uśmiechnął się drapieżnie, a jego oczy rozbłysły jaśniej. W szeptach, które nagle wypełniły cały pokój, usłyszała obietnicę czegoś więcej – jakiejś starszej umowy, jakiejś ceny za tę rozkosz, która dopiero miała nadejść. Noc była jeszcze młoda, dwór oddychał wokół nich, a ich ciała wciąż poruszały się w jednym, głodnym rytmie, nie chcąc przestać. Jeszcze nie. Jeszcze nie teraz.
Delphine zacisnęła uda mocniej wokół jego bioder, ocierając się o niego z desperacką zachłannością, jakby chciała wtopić się w to gorące, nieziemskie ciało raz na zawsze. Jej cipka pulsowała wokół jego grubego, żyłastego kutasa, ssąc go rytmicznie przy każdym opadnięciu bioder. Pot spływał po jej plecach, klejąc długie włosy do karku, a piersi podskakiwały ciężko, sutki twarde i wrażliwe na każdy podmuch ciepłego powietrza z kominka. „Kurwa, to jest lepsze niż wszystkie manuskrypty razem wzięte” – myślała, czując, jak demon wypełnia ją tak całkowicie, że brzuch jej się wybrzuszał przy każdym głębokim pchnięciu. Noc była jeszcze młoda, dwór oddychał wokół nich, a ich ciała wciąż poruszały się w jednym, głodnym rytmie, nie chcąc przestać. Jeszcze nie. Jeszcze nie teraz.
Azathor chwycił jej tyłek obiema wielkimi dłońmi, palce wbijały się w miękkie ciało z siłą, która zostawiała ślady gorąca, ale nigdy bólu. Uniósł ją lekko i zaczął wbijać się w nią z dołu, mocnymi, krótkimi uderzeniami, które trafiały prosto w ten wrażliwy punkt głęboko wewnątrz. Każdy ruch wywoływał mokre, obsceniczne plaśnięcia, a jej soki spływały obficie po jego jajach, po wewnętrznej stronie jej ud, aż na prześcieradła pachnące lawendą i stęchlizną wieków.
– Ssij mnie swoją cipką, Delphine – warczał niskim, dudniącym głosem, w którym brzmiał starożytny akcent Krakowa sprzed katedr. – Jesteś taka ciasna, taka gorąca… jakbyś od lat czekała na demonicznego kutasa, który rozepchnie cię do granic. Czuję, jak dochodzisz znowu. Daj mi to. Chcę czuć, jak twoje ścianki drżą wokół mnie.
Jej oddech przerodził się w głośne, urywane jęki. Delphine oparła dłonie na jego szerokiej, muskularnej piersi, paznokcie drapały indygo-czarną skórę, która zdawała się pochłaniać światło świec. Orgazm nadchodził jak fala z Wisły – najpierw drżenie w podbrzuszu, potem nagłe zaciskanie się cipki, aż w końcu eksplodowała, wykrzykując jego imię tak głośno, że gobeliny na ścianach zafalowały. Jej soki trysnęły, zalewając jego krocze i brzuch, a ona sama drżała nad nim, biodra szarpane niekontrolowanymi skurczami. „To nie jest zwykły seks. On mnie zmienia, czuję to w kościach” – pomyślała, ale ta myśl tylko spotęgowała rozkosz. Nie bała się. Pragnęła tego.
Nie dał jej czasu na odpoczynek. Z łatwością, jakby ważyła tyle co piórko, obrócił ją na brzuch i pociągnął biodra w górę. Uklękła na czworaka na starym łożu, które skrzypiało jak kości przodków. Azathor ukląkł za nią, jego ogromny kutas, wciąż lśniący od jej soków, otarł się o jej mokre wargi sromowe. Jednym mocnym pchnięciem wszedł do końca, wypełniając ją tak, że poczuła go aż w gardle. Zaczęło się ostre, bezlitosne rżnięcie – biodra uderzały o jej tyłek z głośnym klaskaniem, jaja obijały się o jej łechtaczkę. Delphine opuściła głowę na poduszki, gryząc materiał, ale i tak jej krzyki wypełniały sypialnię.
– Mocniej, Azathor! Pieprz mnie jak te szlachetnie urodzone kurwy z dawnych czasów! – błagała między jękami, wypinając się jeszcze bardziej, by wziąć go głębiej. Czuła każdą żyłę na jego kutasie, każdy puls, każdy centymetr, który rozrywał ją i jednocześnie dawał rozkosz tak intensywną, że łzy spływały jej po policzkach. Demon chwycił ją za włosy, pociągając głowę do tyłu, by mogła patrzeć na rzeźbione portale i portrety, których oczy zdawały się ożywać w blasku dogasającego ognia.
– Jesteś moją najlepszą suką, Delphine – mruczał jej prosto do ucha, pochylając się nad nią tak, że jego gorący tors dotykał jej pleców. – Twoja cipka jest stworzona dla mnie. Ssie mnie, jakby chciała wyssać moją esencję. Czujesz, jak cię rozciągam? Jak wypełniam twój śmiertelny brzuch?
Zmienił kąt, wbijając się nieco niżej, i nagle trafiła w punkt, który sprawił, że jej nogi zadrżały. Drugi orgazm uderzył szybciej, mocniej – cipka zacisnęła się konwulsyjnie, a ona trysnęła znowu, mokre plamy rozlewały się po łóżku. Azathor nie zwalniał, rżnął ją przez ten orgazm, przedłużając go aż do granicy bólu i ekstazy. W końcu wyciągnął się z głośnym mlaśnięciem i położył się na wznak, jego kutas sterczał jak obelisk, pulsujący, nabrzmiały, z głową błyszczącą od mieszaniny ich soków.
Delphine nie musiała pytać. Wpełzła na niego natychmiast, tym razem twarzą do niego, i opuściła się powoli, centymetr po centymetrze, czując, jak ją rozrywa na nowo. Kiedy usiadła na nim całkowicie, jęknęła przeciągle – czuła go tak głęboko, że wydawało jej się, iż dotyka jej serca. Zaczęła ujeżdżać go z furią, biodra krążyły, unosiły się i opadały, piersi podskakiwały dziko. Azathor ściskał je mocno, ugniatał, pociągał za sutki, a jego czerwone oczy hipnotyzowały ją z dołu.
– Ujeżdżaj mnie, historyczko. Weź całą moją demoniczną moc. Twoja cipka jest idealna… gorąca, mokra, głodna od stuleci – warczał, a jego głos mieszał się z szeptami, które teraz dochodziły ze wszystkich ścian naraz. Dwór żył. Stare belki skrzypiały w rytm ich ruchów, świece migotały dziko, cienie tańczyły sprośne figury na suficie.
Delphine czuła, jak trzeci, najpotężniejszy orgazm zbiera się w niej jak burza nad Kleparzem. Jej ruchy stały się chaotyczne, desperackie – opadała na niego z całej siły, kręcąc biodrami, by ocierać łechtaczkę o jego ciało. „To jest moje przeznaczenie. Nie książka, nie badania. To on. Ta rozkosz. Ta ciemność, którą wybrałam z otwartymi oczami” – myślała, a jej oddech zmienił się w ciągłe, głośne jęki.
Azathor napiął się pod nią, jego dłonie wbiły się w jej biodra tak mocno, że wiedziała, iż zostanie po nim znak na wiele dni.
– Nadchodzę, Delphine… Przyjmij mnie całego. Weź moje piekielne nasienie i pieczętuj naszą umowę!
– Wypełnij mnie! Daj mi wszystko, kurwa! – wrzasnęła, dochodząc tak mocno, że jej cipka zaczęła mleć go rytmicznie, tryskając obficie.
Z rykiem, który wstrząsnął całym dworem, Azathor eksplodował. Gorące, gęste strumienie jego demonicznej spermy uderzały w jej wnętrze falami, wypełniając ją po brzegi, aż zaczęła się przelewać. Czuła, jak pali ją od środka rozkoszą tak czystą, że na chwilę straciła zmysły – widziała tylko czerwone oczy i słyszała szepty, które stały się chórem tysięcy lat pożądania. Jej własne ciało drżało w ostatnim, najdłuższym orgazmie, sokami mieszało się z jego nasieniem, tworząc kałużę na prześcieradłach.
Opadła na jego pierś, dysząc ciężko, spocona, drżąca, z cipką wciąż zaciskającą się wokół niego. Azathor gładził jej plecy wielką dłonią, szeptał coś w zapomnianym języku, a dwór wokół nich uspokajał się powoli. Świeca na stoliku zgasła z sykiem. W ciemności słychać było tylko ich oddechy.
I wtedy, gdy jego nasienie wciąż pulsowało w jej brzuchu, Delphine uniosła głowę, a na jej usta wypłynął uśmiech, którego Azathor nigdy wcześniej nie widział. To nie on był demonem, który szeptał do niej przez te wszystkie noce – to ona od wieków była uwięzionym w tym dworze demonem, a on właśnie dobrowolnie oddał jej swoje ciało i esencję, stając się jej nowym, wiecznym naczyniem.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories