Surrender on the Waves

29-letnia kapitan Selena i 23-letni mechanik Grant zostają sami na jachcie i ona staje się jego pierwszą kobietą.

10 min read September 15, 2026New

Selena miała dwadzieścia dziewięć lat i od sześciu sezonów dowodziła jachtem „Nereida”. Grant dopiero skończył dwadzieścia trzy i dołączył do załogi trzy tygodnie wcześniej jako mechanik pokładowy. Reszta ekipy zeszła na ląd w małym porcie na Sardynii jeszcze przed zmrokiem, zostawiając ich samych na kotwicy. Noc była ciepła, wiatr ledwo muskał żagle, a jacht kołysał się leniwie na spokojnych falach.

Od pierwszych dni iskrzyło. W ciasnej maszynowni, kiedy nachylała się nad mapą, a on sprawdzał pompę, ich ramiona ocierały się o siebie. Ona łapała jego spojrzenia na swoich udach, kiedy wsiadała na reling w krótkich spodenkach. On czerwienił się i odwracał wzrok, ale wracał do tego co chwilę. Teraz, kiedy zostali sami, ta niepewna żądza w nim wreszcie wypłynęła na wierzch. Leżał w swojej koi i czuł, jak kutas twardnieje mu tylko od myśli o jej mokrym dekolcie i o tym, jak pachnie solą i słońcem. Nigdy wcześniej nie dotknął kobiety w ten sposób. Palce miał spocone, oddech płytki. Wstał i wyszedł na pokład, bo w kabinie robiło mu się za gorąco.

Selena stała przy sterze w samej białej koszulce przesiąkniętej morską wodą. Materiał przykleił się do piersi, sutki odciskały się wyraźnie. Spodenki miała mokre od fal, które chwilę wcześniej chlusnęły na burtę. Grant nie mógł oderwać wzroku. Stał dwa metry dalej, ręce w kieszeniach, i gapił się jak spłoszony chłopak.

— Widzę cię, Grant — rzuciła spokojnie, nawet nie odwracając głowy. — Od tygodnia tak na mnie patrzysz. Myślisz, że nie zauważam?

Podszedł bliżej. Fale kołysały pokładem, a on poczuł, jak krew uderza mu w skronie.

— Przepraszam. Nie chciałem…

— Nie przepraszaj. Chodź tu.

Pociągnęła go za nadgarstek, aż stanął tuż za nią. Odwróciła się, wzięła jego dłoń i położyła sobie na biodrze, mokrym od wody.

— Czujesz to? — szepnęła. — Jak twardo stoisz. Cały drżysz.

Grant przełknął ślinę. Kutas parzył go w spodenkach, a ona przesunęła jego dłoń wyżej, pod koszulkę, na nagi brzuch.

— Nigdy nie byłem z kobietą — wyrwało mu się nagle, głosem ochrypłym z wstydu i pożądania. — Ani razu. Nie wiem nawet, jak… kurwa, Selena, nie wiem, co robić.

Ona spojrzała mu prosto w oczy. Coś w niej zapłonęło dziko, drapieżnie. Dwudziestodziewięcioletnia kapitan, która widziała niejedno, poczuła nagłą, gorącą potrzebę wzięcia go w całości.

— To dobrze — powiedziała cicho, ale twardo. — Bo ja chcę być twoją pierwszą. Świadomie. Chcemy tego oboje?

Skinął głową tak gwałtownie, że prawie zachwiał się na fali.

— Tak. Chcę. Od pierwszego dnia, jak wszedłem na ten jacht.

Selena wzięła go za twarz i pocałowała głęboko, wsuwając język między jego wargi. On odpowiedział niezdarnie, ale z głodem, ręce wpił jej w pośladki. Pocałunek smakował solą i adrenaliny. Zerwała się od niego tylko po to, by ściągnąć go za sobą do kajuty.

W ciasnej koi prawie nie było miejsca. Światło lampy olejowej rzucało cienie na ściany. Selena ściągnęła mokrą koszulkę, piersi wyszły wolne, ciężkie, sutki twarde od zimna i podniecenia. Klęknęła przed nim na materacu i rozpięła mu spodenki. Kutas wyskoczył gruby, twardy, wilgotny na czubku. Grant westchnął, kiedy jej dłoń zamknęła się wokół trzonu.

— Patrz na mnie — rozkazała. — Będziesz patrzył, jak cię ssę.

Wzięła go do ust powoli, najpierw tylko główkę, liząc spód języka, potem coraz głębiej. Ssała mokro, głośno, ślina spływała jej po brodzie. Jedną ręką masowała jądra, drugą trzymała go u nasady. Grant wpił palce w jej włosy, biodra same drgały do przodu.

— Selena… kurwa… tak dobrze…

Ona puściła go z głośnym mlaskiem i lizała wzdłuż żył, od nasady po czubek, kręcąc językiem wokół dziurki. Potem znów wzięła głęboko, aż nos dotknął jego brzucha. On jęczał, całe ciało mu drżało. Kiedy poczuła, że jest bliski, odeszła.

— Nie teraz. Najpierw mnie.

Wsunęła się na niego okrakiem, rozsunęła wargi cipki i powoli, centymetr po centymetrze, opuściła się na twardego kutasa. Była mokra i ciasna. Grant wydał z siebie dźwięk, jakby go ktoś uderzył. Oczy miał szeroko otwarte.

— Oddychaj — szepnęła, kręcąc biodrami. — Czujesz, jak cię ściskam? Tak. Teraz ruszaj się do góry. Głębiej. Pieprz mnie.

Chwyciła go za biodra i uczyła rytmu. Podnosiła się i spadała, pozwalając mu wchodzić coraz głębiej. Jej piersi kołysały się mu przed twarzą; wziął sutek do ust i ssał niezdarnie, ale chciwie. Selena jęczała głośno, paznokcie wbijając mu w klatkę.

— Tak, właśnie tak… twardziej… wbijaj się we mnie…

Grant złapał wprawę szybciej, niż myślała. Chwycił ją za tyłek, uniósł i sam zaczął pchać w górę, mocno, głęboko. Cipka chlupotała przy każdym uderzeniu. Ona odgięła głowę do tyłu i krzyczała jego imię.

Potem coś w nim pękło. Odwrócił ich gwałtownie, położył ją na brzuchu, na brzegu koi. Kolana jej rozsunął, chwycił za biodra i wbił się od tyłu jednym pchnięciem. Selena krzyknęła w poduszkę. On pieprzył ją ostro, bez litości, jaja uderzały o jej cipkę, ręce trzymały ją mocno.

— Jesteś taka ciasna… kurwa, Selena…

— Nie przestawaj — wydyszała. — Bierz mnie. Twardziej.

Robił to, aż oboje byli spoceni i dyszący. Wtedy znów ich odwrócił, położył na plecach i wszedł w pozycji misjonarskiej. Patrzył jej prosto w oczy, kiedy pchał się do samego końca. Selena oplotła go nogami, paznokcie wbiła w plecy.

— Dochodzę… — jęknęła. — Grant, kurwa, dochodzę…

Orgazm szarpnął nią gwałtownie, cipka zacisnęła się na nim falami. Ona krzyczała głośno, bez wstydu, całe ciało drżało. Grant jeszcze kilka razy mocno wbił się w nią i doszedł głęboko, z głośnym stęknięciem, patrząc jej w oczy, wlewając się gorąco do środka. Spędził się długo, drgając, aż wreszcie opadł na nią ciężko.

Leżeli spleceni, wciąż złączeni, oddechy nierówne. Fale na zewnątrz kołysały jachtem delikatnie. Grant tulil ją mocno, twarz wcisnął w jej szyję, wciąż drżąc po wszystkim. Jego kutas powoli miękł w niej, ale nie wyjmował.

— Selena… — szepnął jej prosto do ucha, głosem chrapliwym i szczerym. — Chcę, żeby to była dopiero początek. Nie chcę, żeby to był tylko ten jeden raz. Chcę więcej. Chcę ciebie jeszcze, jutro, i kolejnej nocy, i jak tylko będziemy sami. Naucz mnie wszystkiego. Chcę czuć cię tak, aż przestaniemy wiedzieć, gdzie kończy się jacht, a zaczynamy my.

Selena gładziła go po spoconych plecach, serce biło jej jeszcze mocno. Uśmiechnęła się w ciemność kajuty, ale nic nie powiedziała od razu. Za oknem falowało morze, a w jej głowie już kłębiły się myśli o tym, co jeszcze może z nim zrobić, zanim reszta załogi wróci. Grant czekał na jej odpowiedź, tuliąc ją mocniej, jakby bał się, że ta noc się skończy zbyt szybko.

Selena wciąż gładziła go po plecach, kiedy wreszcie odezwała się chrapliwym szeptem prosto w jego ucho. — Jeszcze nie skończyliśmy, Grant. Chcę więcej. Chcę, żebyś poczuł wszystko.

Jej dłoń zsunęła się między ich ciała, owinęła wokół jego półtwardego kutasa, który wciąż leżał w środku niej. Powoli masowała go, wyczuwając, jak znów nabrzmiewa, twardnieje, wypełnia ją na nowo. Grant westchnął głośno, biodra drgnęły do przodu niemal odruchowo. Fale kołysały kajutą, a olejowa lampa rzucała drżące cienie na ich spocone skóry.

— Wstań — rozkazała cicho, ale twardo. — Na kolana. Teraz ty będziesz lizał.

Zsunęła się z niego, sok i jego sperma spłynęły po jej udach na materac. Usiadła na skraju koi, rozsunęła nogi szeroko, pokazała mu spuchniętą, mokrą cipkę, wciąż pulsującą po orgazmie. Grant klęknął między jej udami, twarz tuż przy niej. Pachniała solą, sexem i nim samym. Nigdy tego nie robił, ale głód pchał go naprzód. Wsunął język niezdarnie między wargi, lizał spód łechtaczki, smakując własny wytrysk wymieszany z jej sokami. Selena syknęła i chwyciła go za włosy.

— Głębiej. Ssij. Używaj języka, kurwa. Tak… wokół. Wsuń go do środka.

Grant zanurzył się w niej całym pyszczkiem, ssał, mlaskał, wsuwał język tak głęboko, jak tylko mógł. Jego nos tarł o łechtaczkę, a ona zaczęła kręcić biodrami o jego twarz. Druga ręka Selena wsunęła się mu między nogi, złapała twardego już kutasa i pompowała go wolno, kciukiem rozcierając kroplę preejakulatu po główce. On jęczał w jej cipkę, wibracje szły wprost w nią. Kiedy poczuła, że znów się zbliża, odepchnęła go.

— Leż. Na plecach.

Położyła go na materacu, same wsiadła okrakiem, ale tyłem do niego. Oparła dłonie na jego udach i powoli opuściła się na twardego fiuta, biorąc go do końca. W tej pozycji wchodził jeszcze głębiej, czubek uderzał o jej szyjkę. Selena zaczęła jeździć, podnosząc się i spadając ciężko, pośladki klaskały o jego brzuch. Grant widział wszystko: jak jego gruby kutas znika w jej ciasnej dziurce, jak wargi otwierają się i zamykają wokół trzonu, jak spływa po nim gęsty sok. Chwycił ją za biodra i pchał w górę, spotykając każdy jej ruch.

— Kurwa, jak Cię ściskam… czujesz? — dyszała. — Pieprz mnie od dołu. Mocniej. Wbijaj się aż do jaj.

Robił to. Biodra pracowały jak tłok, jaja uderzały o jej cipkę przy każdym pchnięciu. Selena odgięła się do tyłu, oparła się dłońmi o jego klatkę, piersi kołysały się swobodnie. Jedną ręką tarła sobie łechtaczkę szybko, bezlitośnie. Orgazm nadszedł gwałtownie — krzyknęła jego imię, cipka zaciśnięła się falami, mleko spłynęło po jego kutasie aż na jaja. Grant nie wytrzymał. Odwrócił ich gwałtownie, położył ją na brzuchu, kolana rozsunął szeroko i wbił się od tyłu jednym, długim pchnięciem.

— Selena… jebię Cię… tak ciasno…

Pieprzył ją ostro, bez litości, trzymając za barki, wbijał się aż po nasadę. Matrac skrzypiał, fale na zewnątrz mieszały się z odgłosami mokrego chlupotania. Selena wsuwała dłoń pod siebie, masowała łechtaczkę w rytm jego pchnięć. Kiedy poczuła drugi orgazm, krzyknęła w poduszkę, całe ciało drżało. Grant nie zwalniał. Wyjął się nagle, odwrócił ją na plecy, uniósł jej nogi na ramiona i wszedł znowu, patrząc jej prosto w oczy.

— Chcę widzieć, jak dochodzisz jeszcze raz — wycharczał. — Dla mnie. Tylko dla mnie.

Pchał wolniej, głęboko, kręcąc biodrami, ocierając się o każdy punkt w środku. Selena oplotła go nogami za plecami, paznokcie wpiła w jego ramiona. Trzeci orgazm był cichszy, ale silniejszy — wygięła się w łuk, cipka zassała go, a ona szeptała jego imię jak mantrę. Grant nie wytrzymał. Wbił się do samego końca i spuścił się z głośnym stęknięciem, wlewając w nią gorące strumienie, drgając, aż jaja bolały od wysiłku. Opadł na nią ciężko, wciąż w środku, oddech rwał mu pierś.

Leżeli tak długo, związani potem i spustem. Grant tulił ją, całował w szyję, w ramię, w pierś. Selena gładziła go po włosach, ale w jej oczach pojawiło się coś innego. Coś ciężkiego.

— Grant… — odezwała się wreszcie cicho. — To było… dobre. Naprawdę.

On uniósł głowę, uśmiechnięty, jeszcze pijany orgazmem. — Chcę więcej. Nauczyć się wszystkiego. Jutro rano, zanim wrócą. Chcę Cię znowu. Chcę Cię zawsze, kiedy będziemy sami na morzu.

Selena odwróciła wzrok ku illuminatorowi, gdzie falowało czarne morze. Jej dłoń na jego plecach zwolniła, stała się niemal nieobecna. Pomyślała o porcie, o załodze, która wróci za kilkanaście godzin. O tym, że on ma dwadzieścia trzy lata, a ona dwadzieścia dziewięć i jest kapitanem. O tym, jak łatwo będzie zniszczyć dyscyplinę na jachcie, jak plotki rozlecą się po wszystkich marinach. O tym, że on dopiero zaczyna, a ona… ona już wiedziała, jak to się kończy. Gorąco w jej brzuchu stygnęło, zostawiając zimny osad.

— Nie mów tak — szepnęła. — Nie teraz.

Grant poczuł zmianę. Próbował ją objąć mocniej, ale ona delikatnie odsunęła się, wyjęła go z siebie. Sperma spłynęła po jej udzie na prześcieradło. Usiadła, owinęła się ręcznikiem, nie patrząc na niego.

— Selena? Co jest?

— Nic. Wszystko w porządku. — Głos miała równy, zbyt równy. — Po prostu… to była jedna noc. Piękna. Ale jutro wrócą. I wszystko wróci do normy. Ty do maszynowni, ja do steru. Nie możemy…

On usiadł, nagi, wciąż spocony, kutas miękki i mokry od niej. W oczach miał niedowierzanie i coś, co wyglądało jak ból. — Ale mówiłaś… że chcesz być moją pierwszą. Świadomie. Że chcesz mnie nauczyć…

— I nauczyłam. — Uśmiechnęła się krzywo, bez radości. — Reszta… reszta to tylko fale. Przychodzą i odpływają. Nie trzymaj się ich, Grant. Zatoniesz.

Wstała, wzięła mokrą koszulkę z podłogi, narzuciła ją na siebie. Sutki odciskały się przez materiał, ale teraz nie było w tym nic erotycznego. Podeszła do drzwi kajuty, otworzyła je na oścież. Ciepły wiatr wpadł do środka, pachnący solą i nadchodzącym świtem.

— Idź spać do swojej koi — powiedziała cicho. — Ja zostanę na pokładzie. Muszę sprawdzić kotwicę.

Grant chciał coś powiedzieć, wstać, złapać ją za rękę. Ale nie zrobił tego. Siedział na materacu, patrząc, jak wychodzi. Drzwi zamknęły się za nią miękko. Został sam w ciasnej kajucie, pachnącej sexem i jej ciałem. Kutas trochę drgnął jeszcze na samo wspomnienie, ale w piersi rosło coś ciężkiego, zimnego. Żal. Wątpliwość. Pytanie, czy w ogóle powinno było dojść do tego wszystkiego.

Wyszedł za nią po chwili. Selena stała przy sterze, twarz zwrócona ku horyzontowi, gdzie niebo zaczynało szarzeć. Nie odwróciła się, kiedy podszedł. Grant stanął dwa metry dalej, ręce w kieszeniach spodenek, które założył w pośpiechu. Chciał podejść, objąć ją od tyłu, położyć dłoń znowu na jej biodrze. Zamiast tego tylko patrzył.

— Przepraszam — rzucił w końcu ochryple. — Jeśli to było za dużo…

— Nie przepraszaj — odpowiedziała, wciąż nie patrząc. — Chcieliśmy oboje. I skończyło się. Teraz jest tylko morze i jutro. Idź spać, Grant. Naprawdę.

On skinął głową, choć ona tego nie widziała. Wrócił do swojej koi na dziobie. Położył się na twardym materacu, gapił w sufit. Jacht kołysał się leniwie. Wciąż czuł ją na skórze, w ustach, wokół kutasa. Ale w głowie kłębiło się coś innego: czy ona żałuje? Czy on powinien żałować? Czy ta noc, zamiast początku, była już końcem?

Selena na pokładzie zapaliła papierosa, choć rzadko paliła. Dym unosił się w ciepłym powietrzu. Dotknęła warg, wciąż spuchniętych od pocałunków. Między nogami bolało słodko, pełno jej było po nim. A jednak w środku rosła dziura. Pomyślała o jego oczach, kiedy dochodził, o tym, jak drżał, jak prosił o więcej. I o tym, że za kilka godzin załoga wróci, a ona będzie musiała udawać, że nic się nie stało. Że dwudziestotrzyletni mechanik nie jest już w niej, że nie nauczyła go jeść jej cipki, że nie wzięła jego dziewictwa na swoim jachcie.

Zgasiła papierosa o reling. Fale szumiały spokojnie. W kajucie Grant nie spał. Ona też nie. Oboje leżeli w osobnych ciemnościach, każdy z własnym żalem, który rósł z każdą minutą oddalającą ich od tego, co właśnie zrobili. Noc na falach skończyła się, a razem z nią coś, czego nie dało się już cofnąć — i czego żadne z nich nie było pewne, czy w ogóle chciało zatrzymać.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged blowjob cowgirl doggy-style missionary creampie

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.