Cicha Przyjaciółka Żony w Kącie Biurowej Imprezy

Marcin w końcu rżnie zakazaną 28-letnią Renatę, cichą najlepszą przyjaciółkę żony, w pustym biurze na firmowej imprezie.

10 min read September 16, 2026New

Marcin stał przy stole z drinkami i udawał, że interesuje go rozmowa o kwartalnych wynikach. Kłamstwo. Jego wzrok od godzin wracał w ten sam kąt sali konferencyjnej, gdzie biuro zamieniono w bożonarodzeniową imprezę. Girlandy, tanie lampki, wódka w plastikowych kubkach. Katarzyna, jego trzydziestodwuletnia żona, śmiała się głośno wśród koleżanek z marketingu, sukienka obcisła, biodra w rytm muzyki. A obok, trochę z boku, siedziała Renata.

Dwadzieścia osiem lat. Drobna, cicha najlepsza przyjaciółka żony od liceum. Zawsze ta sama: skromny sweter, spódnica do kolan, włosy spięte, oczy spuszczone. Od lat Marcin w nocy rżnął w wyobraźni właśnie ją – wąskie biodra, małe cycki, usta, które ledwo otwierała, gdy coś mówiła. Zakazana. Gdyby Katarzyna kiedykolwiek zobaczyła, jak on patrzy, małżeństwo i przyjaźń ległyby w gruzach. Renata wiedziała. Czasem ich spojrzenia się ścierały przez salę i wtedy ona szybko odwracała głowę, ale policzki jej się rumieniły, a uda zaciskała mocniej.

Dziś było gorzej. Renata w kącie trzymała kieliszek wina i co chwilę rzucała mu ukradkowe, głodne spojrzenia spod rzęs. Nie uciekała. Przygryzała dolną wargę, kiedy Katarzyna odwracała się do baru. Marcin poczuł, jak kutas twardnieje w spodniach. Myślał o tym, jak mokra musiała być pod tą spódnicą. Myślał, że za chwilę pęknie.

Katarzyna w końcu złapała dwie koleżanki za ręce i pociągnęła je na parkiet. Muzyka dudniła. Renata wstała. Przeszła przez salę niby po kolejnego drinka, ale zatrzymała się tuż przy nim, tak blisko, że poczuł zapach jej perfum i skóry. Pochyliła się, jakby chciała coś wziąć ze stołu, i szepnęła prosto w ucho, gorącym oddechem:

– Od miesięcy moknę na samą myśl o tobie, Marcin. Codziennie. W pracy, w domu, jak słyszę, jak Kasia o tobie gada. Dziś chcę, żebyś mnie rżnął jak swoją zakazaną dziwkę. Mocno. Żebym jeszcze jutro czuła cię w cipce.

Marcin nie odpowiedział. Serce waliło mu o żebra. Złapał ją za nadgarstek – cienki, gorący – i bez słowa pociągnął w stronę drzwi. Korytarz był ciemny, puste biura, światła tylko przy toaletach. Oboje drżeli. Wiedzieli, że za ścianą bawią się ludzie, że żona tańczy dwadzieścia metrów stąd, że jeden ktoś zajrzy i wszystko runie. To właśnie ich jebało najmocniej.

Wcisnął ją do ostatniego biura na końcu. Zamykane na klucz, biurko, żaluzje spuszczone, tylko blade światło z korytarza pod drzwiami. Renata odwróciła się do niego, piersi unosiły się szybko. Nie była już cicha. Na twarzy miała głód.

– Na kolana – warknął, głos niski, chropawy.

Klęknęła od razu. Dywan wbił się w kolana. Drżącymi palcami rozpięła mu pasek, ściągnęła suwak, wyjęła kutasa. Był gruby, twardy, żyła pulsowała pod skórą. Renata spojrzała mu w oczy – te same nieśmiałe, ale teraz mokre od pożądania – i wzięła go do ust. Głęboko. Gardło zacisnęło się wokół żołędzia, ślina spłynęła po brodzie, gdy zaczęła ssać, mlaskać, krztusić się trochę, ale nie odsuwać. Marcin wplótł jej palce we włosy i pchał się dalej.

– Patrz na mnie, suko. Ssij mężowi swojej najlepszej przyjaciółki. Jebana cicha Renata, zawsze taka grzeczna, a cipka cieknie ci na majtkach od miesięcy, co?

Ona tylko zacmokała głośniej, oczy wypełnione łzami od głębokości, ale nie przerywała. Język owijał się wokół trzonu, dłoń ściskała jaja. Marcin sapnął, prawie spuścił się od razu od samego widoku: ta drobna, zakazana dziewczyna na kolanach, usta rozciągnięte wokół jego fiuta, ślina na brodzie.

Wypchnął ją z ust ze śliskim dźwiękiem. Postawił na nogi, odwrócił, zsunął jej spódnicę i majtki jednym ruchem. Cipka była gładka, spuchnięta, sikiem śluzu spływał po wewnętrznej stronie uda. Wsadził dwa palce – weszły jak w masło.

– Jezu, jakaś ty mokra. Dla mnie. Dla męża Kasi.

Posadził ją na biurku, rozłożył uda szeroko, wbił się do końca jednym pchnięciem. Renata cruzaszyła, wysoka, ostra nuta. Marcin zatkał jej usta dłonią, drugą ręką trzymał ją za biodro i rżnął ostro, bez litości. Biurko skrzypiało. Jej małe cycki podskakiwały pod swetrem, sutki twarde. Za każdym razem, gdy wpadał do końca, jej ścianki zaciskały się jak wściekłe.

– Cicho, kurwa. Żona tańczy za ścianą, a ja cię tu jebię jak tanią dziwkę. Czujesz? Cały kutasy w twojej zakazanej dziurze.

Renata kiwała głową pod jego dłonią, oczy przewrócone, nogi owinięte wokół jego pasa. Kiedy odjął rękę, szeptała między jękami:

– Tak… rżnij mnie… jestem twoja… tylko nie przestawaj…

Wyciągnął się, obrócił ją twarzą do biurka, zgiął w pół. Wbił się od tyłu w pozycji doggy, biodra uderzały o jej tyłek z mokrym, głośnym klaskaniem. Skóra o skórę. Renata gryzła własną pięść, żeby nie wrzeszczeć. Marcin nachylił się, chwycił ją za włosy, szarpał głowę do tyłu i szeptał prosto w ucho, brudno, upokarzająco:

– Spójrz na siebie. Cicha przyjaciółka żony, z rozwaloną cipką na biurkowym blacie, ociekająca moim śluzem. Jakaś ty mokra dla męża swojej najlepszej koleżanki. Kasia nigdy by cię tak nie rżnęła. Tylko ja. Będziesz wracać do domu z moim wytryskiem w środku i uśmiechać się do niej jakby nic. Jebana mała zdrajczyni. Twoja cipka ssie mnie jak głodna suka.

Pchał mocniej, głębiej, jądra biły o jej łechtaczkę. Renata drżała, nogi się uginały, szeptała „tak, tak, jestem twoją dziwką, rżnij mocniej”. Za drzwiami ktoś przeszedł korytarzem – kroki, śmiech – i oboje zamarli na sekundę, kutasy wciąż wbity po jaja, serca w gardłach. Potem Marcin wznowił ruch, wolniej, groźniej, jakby chciał, żeby ona czuła każdy centymetr ryzyka.

Wciąż był twardy jak kamień. Nie skończył. Wyciągnął się z niej z mokrym dźwiękiem, odwrócił ją z powrotem, podniósł na biurko twarzą do siebie i znowu wbił. Chciał widzieć jej twarz, kiedy będzie mówił kolejne świństwa. Renata oplotła go nogami, paznokcie wbiła w jego plecy pod koszulą. Między pchnięciami szeptała mu do ucha, że od miesiąca masturbuje się myśląc o tym akurat momencie, że nosi mokre majtki na każde spotkanie z Kasią, że chce, żeby spuścił jej się głęboko i kazał iść na parkiet z rozwaloną, ociekającą cipką.

Marcin złapał ją za gardło – delikatnie, tylko nacisk – i przyspieszył. Biurko przesuwało się po podłodze. W korytarzu muzyka dudniła głośniej, ktoś otworzył drzwi sali, fala śmiechu. Oni nie przestali. On tylko szeptał jej dalej, jaka jest brudna, zakazana, jak bardzo chciałby, żeby Kasia wiedziała, że jej cicha Renata bierze fiuta męża jak ostatnia kurwa na firmowej imprezie.

Nie skończyli. Jeszcze. Marcin zwolnił, zostawił kutasa w niej po same jaja, oddychał jej w szyję i czuł, jak jej ścianki drgają wokół niego w drobnych skurczach. Renata trzęsła się w jego ramionach, spódnica zmięta na biurku, majtki leżały na podłodze, ślady śliny na brodzie. Za oknem żaluzji migotały lampki. Za drzwiami wciąż tańczyła żona.

Marcin wysunął się powoli, zostawił ją siedzącą na blacie z rozchylonymi udami, cipką otwartą, czerwoną, lśniącą. Wziął ją za brodę, zmusił do spojrzenia.

– Jeszcze nie koniec – powiedział cicho, brudnie. – Zaraz wrócimy. Albo nie wrócimy. Najpierw dokończysz to, co zaczęłaś na kolanach. A potem wezmę cię jeszcze raz, zanim ktokolwiek zauważy, że zniknęliśmy. I będziesz pamiętała każde słowo.

Renata skinęła, oczy ciemne, usta spuchnięte. Na korytarzu znowu ktoś przeszedł. Obje drżeli nadal – nie ze strachu już tylko, ale z tego, że za chwilę zrobią jeszcze więcej.

Marcin nie dał jej nawet chwili na złapanie oddechu. Pociągnął ją z biurka z powrotem na kolana, dywan znów wgryzł się w jej skórę, a on już stał nad nią z kutasaem lśniącym od jej śluzu. Renata otworzyła usta sama, bez rozkazu, i wessała go głęboko, gardło zaciskając wokół żołędzia jakby chciała wyssać z niego wszystko, co miał. Ślina spływała jej po brodzie, po szyi, kapie na sweter. Marcin trzymał ją za tył głowy obiema dłońmi i pchał biodrami, rżnąc jej gardło wolno, głęboko, z każdym ruchem czując, jak ona przełyka, krztusi się, ale nie odsuwa. Oczy miała pełne łez i pożądania.

– Ssij mocniej, mała zdrajczyni – syknął. – Poczuj, jak twój język pracuje na fiucie męża Kasi. Jakaś ty głodna. Od miesięcy mokniesz na samą myśl, a teraz masz go w gardle i nie możesz się najeść.

Renata zacmokała głośniej, dłoń ściskając mu jaja, drugą wsuwając sobie między nogi, by potarła własną spuchniętą cipkę. Marcin wyciągnął się z jej ust ze śliskim dźwiękiem, paskudnie brudnym, i wytarł kutasa o jej policzek.

– Wstań. Na biurko. Twarzą do mnie. Nogami szeroko.

Posłuchała natychmiast. Usiedli na blacie, uda rozchylone, cipka otwarta, czerwona, ociekająca. Marcin wszedł w nią jednym, twardym pchnięciem po same jaja. Renata krzyknęła w jego ramię, gryząc materiał koszuli, żeby nie wrzasnąć głośniej. Biurko znowu skrzypnęło. On złapał ją za biodra i zaczął rżnąć ostro, bez litości, każde pchnięcie słyszalne jako mokre klaskanie skóry o skórę. Małe cycki podskakiwały pod swetrem, sutki twarde jak guziki. On nachylił się, wgryzł się w jej szyję, ssał skórę, zostawiając ślady, które jutro będzie musiała ukrywać przed żoną.

– Patrz mi w oczy, suko – warknął, dłoń na jej gardle, lekki nacisk. – Czujesz, jak cię rozpinam? Twoja cicha, grzeczna cipka bierze mnie jak ostatnia dziwka z ulicy. Kasia tańczy za ścianą, a ja napełniam cię fiutem. Jutro usiądziecie razem na kawę i będziesz czuła moje nasienie w środku, prawda?

– Tak… kurwa tak… – szeptała Renata między jękami, nogi owinięte wokół jego pasa, paznokcie wbijające się w jego plecy. – Rżnij mnie mocniej… jestem twoja… tylko twoja… od miesięcy chciałam, żebyś mnie użył jak taniej dziwki… spuść mi się głęboko… chcę wrócić do niej z twoim wytryskiem cieknącym po udach…

Marcin przyspieszył. Biurko przesuwało się centymetr po centymetrze po podłodze. Za drzwiami muzyka dudniła głośniej, ktoś zaśmiał się tuż przy toaletach. Oni nie zwolnili. On tylko szeptał brudniej, upokarzająco, opowiadając jej, jak będzie wyglądała, kiedy wróci na parkiet – spódnica zmięta, majtki w kieszeni jego spodni, cipka rozwalona i ociekająca, uśmiech na twarzy jakby nic się nie stało. Renata drżała, ścianki zaciskały się wokół niego w rytmicznych skurczach, ona była blisko.

Wyciągnął się z niej nagle, odwrócił ją twarzą do blatu, zgiął w pół i wbił od tyłu jeszcze mocniej. Pozycja doggy, biodra uderzające o jej tyłek z głośnym, mokrym dźwiękiem. Jądra biły o jej łechtaczkę. Chwycił ją za włosy, szarpnął głowę do tyłu, drugą ręką spoliczkował jej tyłek, zostawiając czerwoną plamę.

– Spójrz na siebie w odbiciu szyby – syknął jej do ucha. – Cicha przyjaciółka żony, rozłożona na biurku jak mebel, cipka ssąca fiuta męża koleżanki. Jakaś ty brudna. Jebana mała zdrajczyni. Będziesz wracać do domu, myć się i uśmiechać do Kasi, a w nocy będziesz się pieścić, pamiętając, jak cię tu rżnąłem.

Renata tylko kiwała głową, gryząc pięść, szeptając „tak, tak, jestem twoją kurwą, napełnij mnie”. Marcin czuł, że zaraz pęknie. Wbił się jeszcze głębiej, zwolnił na chwilę, zostawił kutasa w niej po jaja i kazał jej zacisnąć. Ona posłuchała, ścianki zassały go jak głodne usta. Potem znów pchał, szybciej, brutalniej, aż biurko uderzyło o ścianę.

– Teraz – warknął. – Spuszczam ci się głęboko. Weź wszystko. Każdą kroplę.

Wszedł do końca i zaryczał cicho w jej kark, spuszczając się falami, grubymi, gorącymi strugami nasienia, które wypełniały jej cipkę, wylewały się bokiem po jego kutasie i spływały po jej udach na biurko. Renata doszła razem z nim, całe ciało drżące, ścianki pulsujące, ssące z niego ostatnie krople, ona jęczała w pięść, nogi ugięte, prawie upadając. Marcin pchał jeszcze kilka razy, wolno, wyciskając resztę, aż w końcu wysunął się z mokrym, brudnym dźwiękiem. Strużka białego śluzu spłynęła z jej otwartej cipki na blat.

Oddychali ciężko. On odwrócił ją, posadził z powrotem na biurku, rozchylił jej uda i wsunął dwa palce w pełną nasienia dziurę, mieszając, wpychając z powrotem to, co wypływało.

– Nie wyciekaj za dużo – mruknął brudnie. – Masz to nosić. Wrócisz na imprezę z moim spustem w środku. Uśmiechniesz się do Kasi. A ja będę patrzył, jak stoisz obok niej, wiedząc, że właśnie rżnąłem cię jak ostatnią sukę.

Renata skinęła, oczy ciemne, usta spuchnięte, policzki czerwone. Założyła majtki – mokre od razu od tego, co z niej ciekło – spódnicę, poprawiła sweter. Marcin zapiął spodnie. Oboje pachnieli seksem, potem, ryzykiem. Otworzył drzwi ostrożnie. Korytarz pusty. Wrócili osobno, w odstępie minutowym.

Na sali Katarzyna nadal tańczyła, spocona, szczęśliwa, pociągnęła Renatę za rękę, kiedy ta się pojawiła. Marcin stał przy barze, drink w dłoni, i patrzył, jak żona obejmuje swoją najlepszą przyjaciółkę, jak Renata uśmiecha się niewinnie, a pod spódnicą cieknie mu z niej nasienie. Serce waliło mu jak młot. Przez resztę wieczoru rzucali sobie ukradkowe spojrzenia. Renata przygryzała wargę za każdym razem, kiedy Katarzyna odwracała się. Marcin czuł, że kutas znowu twardnieje na samą myśl, że zaraz wrócą do domu osobno, a ona będzie spać z żoną w jednej głowie pełnej tego, co właśnie zrobiła.

Impreza trwała jeszcze godzinę. Potem taksówki, pożegnania, śmiech. W samochodzie Katarzyna położyła mu dłoń na udzie, pijana od wina i tańca, i powiedziała, że Renata wyglądała dziś jakoś… rozpalona. Marcin tylko mruknął coś niewyraźnego, myśląc o tym, jak jeszcze przed chwilą rżnął tę cichą przyjaciółkę na biurku, jak spuścił się w nią po brzegi.

W domu, kiedy Katarzyna poszła pod prysznic, on dostał SMS-a od Renaty: „Jeszcze czuję cię w środku. Jutro znowu? Albo dziś w nocy, jak ona zaśnie.” Odpisał tylko: „Przyjedź. Balkon. Za godzinę.”

I przyjechała. Cicho, w tej samej spódnicy, bez majtek. Weszli do gabinetu na dole, żeby nie budzić żony. Marcin rozłożył ją na fotelu, wszedł w nią znowu, powoli tym razem, bo było późno i ściany cienkie, ale brudno, głęboko, z ręką na jej ustach. Rżnął ją, szeptał te same upokarzające rzeczy, spuścił się drugi raz, jeszcze głębiej. Potem odesłał ją taksówką, zanim Katarzyna skończyła spać.

Następnego dnia wszystko wróciło do normy – śniadanie, kawa, Renata dzwoniąca do żony w sprawie weekendowego wyjazdu. Marcin siedział naprzeciwko i jadł tosty, a w głowie wciąż słyszał mokre odgłosy z biura, czuł zapach jej cipki na palcach.

Dopiero wieczorem, kiedy Katarzyna usiadła mu na kolanach i pocałowała go długo, głęboko, szepnęła prosto w usta coś, co zmieniło cały smak tej nocy:

– Wiedziałam od początku. To ja kazałam jej cię poderwać. Chciałam zobaczyć, jak rżniesz moją cichą przyjaciółkę. I nagrałam wszystko telefonem w torebce, którą „przypadkiem” zostawiła na biurku. Jutro oglądamy razem. A potem ty będziesz rżnął nas obie.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged blowjob doggy-style rough-sex dirty-talk creampie

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.