Zakazany Masaż Przyjaciółki Żony na Farmie

Marcin masuje napięte plecy 38-letniej rozwódki Katarzyny na stole w stodole i szybko kończy, liżąc jej mokrą cipkę od tyłu

9 min read September 18, 2026New

Marcin zjechał podjazdem starej rodzinnej farmy Anny późnym piątkowym popołudniem, kiedy słońce już kładło się nisko nad łąkami. Czterdzieści dwa lata na karku, zmęczony tygodniem w biurze, liczył tylko na ciszę, koniak i żonę, która miała dojechać dopiero w niedzielę. Zamiast tego ujrzał Katarzynę.

Trzydziestoośmioletnia rozwódka, najlepsza przyjaciółka Anny z czasów studiów, stała przy ogrodzeniu padoku w obcisłych dżinsach, które oblepiły jej pełne biodra jak druga skóra, i w wyciągniętej koszulce, pod którą wyraźnie rysowały się piersi bez stanika. Blond włosy spięte niedbale, twarz zaróżowiona od wiatru, dłonie w rękawiczkach do pracy z końmi. Kiedy go zobaczyła, uśmiechnęła się szeroko, jakby na niego czekała.

— Marcin. Anna mówiła, że wpadniesz. Ja tu pomagam przy klaczach i nocuję w domu gościnnym. — Podeszła bliżej, otarła pot z czoła grzbietem dłoni. — Cholera, plecy mam jak deska po całym dniu w siodle. Zesztywniałe totalnie. Nie mógłbyś… no wiesz, przyjacielsko?

Marcin poczuł, jak gardło mu się zaciska. Wiedza, że ma przed sobą kobietę, której dotykanie było absolutnym tabu — żonę najlepszej przyjaciółki swojej żony, kobietę, która spędzała z Anną sylwestry, urlopy, kawy — uderzyła go jak młot. A jednak nie mógł oderwać wzroku od linii jej bioder, od tego, jak dżinsy wcisnęły się między pośladki, kiedy się odwróciła, żeby pokazać mu drogę do stodoły.

— Pewnie — usłyszał własny głos, trochę zbyt niski. — Pokaż, gdzie.

Weszli do starej stodoły pachnącej sianem, skórą i końskim potem. Na środku stał masywny dębowy stół, przykryty starym kocem. Katarzyna bez wahania wspięła się na niego, położyła się na brzuchu, twarz oparta na skrzyżowanych ramionach. Koszulka podjechała do góry, odsłaniając gładki, opalony kawałek skóry nad dżinsami.

— Tu — powiedziała cicho, wskazując na łopatki. — I niżej, przy krzyżu. Rób co chcesz, byle rozluźnić.

Marcin stanął za nią, dłonie zawisły w powietrzu. Wiedział, że to błąd. Że każde dotknięcie może rozwalić małżeństwo i przyjaźń, które trwały lata. A jednak położył ręce na jej plecach. Skóra była gorąca, napięta. Zaczął od niewinnych ruchów — kciuki wzdłuż kręgosłupa, dłonie rozcierające mięśnie barków. Katarzyna westchnęła głęboko, prawie jęknęła.

— O kurwa… tak. Właśnie tak.

Jej biodra lekko uniosły się, jakby nieświadomie, wypinając pośladki w jego stronę. Marcin poczuł, jak krew odpływa mu do krocza. Dłonie sunęły coraz niżej, pod brzeg koszulki, po gładkim brzuchu, z powrotem w górę. Kiedy kciuk zahaczył o ramiączko stanika, ona nie zaprotestowała. Wręcz przeciwnie — wsunęła rękę pod siebie i rozpięła haftki jednym ruchem.

— Fantazjuję o tym od miesięcy — wyszeptała, odwracając głowę, mokre spojrzenie wlepione w jego twarz. — Jak by to było poczuć kutasa męża mojej najlepszej przyjaciółki. Ania nigdy nie mówi, jak cię bierzesz. A ja… ja chcę wiedzieć. Dotykaj mnie tak, jak nigdy nie dotyka cię żona.

Marcin sapnął. Wsunął dłonie pod koszulkę, objął jej piersi, pełne, ciężkie, z twardymi sutkami, które natychmiast stwardniały pod jego palcami. Ucisnął je, pociągnął, a Katarzyna głośno jęknęła, wypinając się jeszcze mocniej. Jej dżinsy były już wilgotne w kroku — czuł to, kiedy jedna dłoń zjechała niżej, wsunęła się między jej uda.

— Jesteś mokra jak suka — mruknął jej do ucha, i nie było w tym oskarżenia, tylko czysta, brudna potrzeba.

— Bo ciebie chcę. Zdejmij mi to. Proszę.

Zerwał z niej dżinsy jednym szarpnięciem, razem ze stringami. Katarzyna klęknęła na stole na czworaka, pośladki uniesione, cipka lśniąca, różowa, otwarta. Marcin ukląkł za nią, rozchylając ją kciukami, i wbił twarz prosto między jej uda. Polizał od dołu do góry, szeroko, zbierając jej soki, a ona krzyknęła, wbijając paznokcie w stół.

— O kurwa, Marcin… liż mnie. Głębiej.

Wsunął język do środka, ssał jej łechtaczkę, lizając ostro, rytmicznie, podczas gdy ona kręciła biodrami, pychając się na jego twarz. Smakowała słono-słodko, pachniała sianem i podnieceniem. Jego kutas bolał w spodniach, twardy jak kamień. Kiedy odsunął się na chwilę, żeby złapać oddech, ona odwróciła się, zsunęła z stołu na kolana przed nim i rozpięła mu spodnie.

— Patrz mi w oczy — szepnęła, zanim wzięła go głęboko w usta.

Jej usta były gorące, wilgotne, gardło otwarte. Ssała go bez wstydu, śliniąc się, jęcząc wokół jego trzonu, dłonią masując jądra. Marcin wplótł palce w jej blond włosy, prowadząc ją, ale ona i tak brała wszystko, aż nos oparł się o jego brzuch. Wyjęła go z trzaskiem, nitka śliny łączyła jej usta z jego żołędem.

— Pieprz mnie. Tu, na sianie. Mocno.

Pociągnął ją z powrotem na stół, potem zrzucił na stertę siana w kącie stodoły. Ustawił ją na czworaka, chwycił za biodra i wbił się w nią jednym, głębokim pchnięciem. Katarzyna wrzasnęła z rozkoszy, cipka zacisnęła się wokół niego jak mokry imadło. Pieprzył ją twardo, bez litości, uderzając biodrami o jej pośladki, ciągnąc za włosy tak, że musiała odgiąć głowę do tyłu.

— Zakazana dziwka — syknął jej do ucha, nie zwalniając. — Najlepsza przyjaciółka mojej żony, a bierzesz mój kutas jak ostatnia kurwa. Czujesz, jak cię wypełniam? Ania nigdy nie jęczy tak głośno.

— Bo Ania nie jest mną — wykrztusiła, pychając się do tyłu na każde pchnięcie. — Pieprz mnie mocniej. Nazwij mnie jeszcze. Chcę usłyszeć, jak bardzo to zabronione.

Marcin przyśpieszył, jedna dłoń ściskając jej pierś, druga wciąż wplątana we włosy. Siano wżynało się w jej kolana, w jego, powietrze w stodole wypełniło się odgłosami mokrego tarcia, jej głośnymi jękami i jego lowieniem. Czuł, że zaraz wybuchnie, ale nie chciał jeszcze. Wysunął się prawie do końca, wbił znowu, aż do końca, a Katarzyna drżała, cipka pulsując wokół niego w pierwszej fali orgazmu.

— Nie skończ we mnie — wysapała, choć jej ciało wciąż go ssło. — Chcę więcej. Chcę, żebyś mnie wziął jeszcze raz, zanim Ania wróci. Żebym czuła cię przez całą noc w domu gościnnym, wiedząc, że jutro usiądę z nią do śniadania i będę udawać, że nic się nie stało.

Marcin zwolnił, wciąż twardy w jej środku, dłonie gładząc jej spocone plecy. Za oknem stodoły zapadał zmrok, a w oddali słychać było rżenie koni. Wiedzieli oboje, że to dopiero początek — że granica, którą właśnie przekroczyli, była tylko pierwszą z wielu, i że każda kolejna minuta w tej stodole mogła rozwalić wszystko, co budowali latami. A mimo to Katarzyna odwróciła głowę, spojrzała na niego przez ramię tym samym mokrym, głodnym wzrokiem i szepnęła:

— Nie wychodź jeszcze. Pokaż mi, jak daleko potrafisz zajść, zanim sami się zatrzymamy.

Marcin nie wyszedł. Został w niej, głęboko, pulsując, czując, jak jej cipka wciąż drży po orgazmie, mokra i ciasna, jakby chciała go zatrzymać na zawsze. Katarzyna oddychała ciężko, twarz wciśnięta w siano, blond włosy rozrzucone, spocone plecy lśniące w gasnącym świetle stodoły. Jego dłonie gładziły jej biodra, kciuki wsuwały się w zagłębienia nad pośladkami, a on myślał tylko o tym, że to kobieta Anny, że jutro usiądzie z nią przy stole i będzie musiał udawać, że nie zna smaku tej cipki.

— Jeszcze nie — wyszeptał, i zamiast wyciągnąć się, zaczął poruszać się wolno, prawie niedbale, długimi pchnięciami, które sięgały dna. Katarzyna jęknęła, wypychając się do tyłu, a jej sok spływał po jego jądrach, po sianie pod nimi.

— Głębiej — zażądała, odwracając głowę. Oczy miała szkliste, usta spuchnięte od ssania. — Chcę czuć, jak mnie rozciągasz. Ania nigdy nie bierze tak głęboko, prawda? Opowiedz mi.

Marcin schwycił ją za biodra mocniej i wbił się do oporu, aż uderzył o jej macicę. — Ania jest grzeczna — syknął. — Ty jesteś zakazaną dziwką, która prosi o kutasa męża najlepszej przyjaciółki. Czujesz, jak cię napełniam? To mój kutas, ten sam, który pieprzy twoją Anię w naszym łóżku.

Ona krzyknęła, cipka zacisnęła się wokół niego jak pięść. Marcin wyciągnął się prawie do końca, spojrzał w dół na to, jak jej wargi otwierają się wokół jego grubej żołędzia, lśniące od jej soków, i wbił się znowu, twardo, rytmicznie. Siano chrupało pod kolanami, powietrze pachniało sexem, końskim potem i zakazaną potrzebą. Katarzyna sięgnęła do tyłu, rozchyliła sobie pośladki szerzej, dając mu pełny dostęp.

— Liż mnie znowu — wysapała. — Chcę twojego języka, zanim skończysz. Chcę, żebyś mnie zjadł jak sukę, której nie wolno.

Wysunął się z trzaskiem, mokry i twardy, i ukląkł za nią. Rozchylił jej pośladki kciukami, wbił twarz prosto w lśniącą cipkę. Polizał szeroko od łechtaczki aż po tyłek, zbierając własne śliny i jej soki, ssał wargi, wsuwał język głęboko, kręcąc nim w środku. Katarzyna wrzasnęła, wbijając paznokcie w siano, biodra kręcąc mu po twarzy.

— O kurwa, Marcin… tak, żryj mnie. Język w dupie też. Chcę wszystko.

Wsunął język w jej tyłek, krążąc, podczas gdy kciuk masował łechtaczkę. Ona drżała, pychając się na jego usta, a on lizał ją bez litości, głośno, mokro, aż jej uda zaczęły drżeć. Smakowała intensywniej teraz, mieszanka ich ciał, soli i siana. Kiedy poczuł, że zbliża się znowu, wstał, chwycił ją za biodra i wbił kutasa z powrotem, jednym pchnięciem po sam trzon.

Pieprzył ją twarzą w siano, jedną ręką ciągnąc za włosy, drugą spuszczając jej po plecach, po piersiach, ściskając sutki. — Zakazana cipka — mruczał. — Najlepsza przyjaciółka mojej żony, a rozpychasz się na mnie jak ostatnia kurwa. Wyobraź sobie Anię. Wyobraź sobie, jak jutro będzie cię pytać, czy dobrze spałaś w domu gościnnym, a ty będziesz czuła mój spermię spływającą po udach.

— Tak — wykrztusiła. — Chcę tego. Pieprz mnie mocniej. Nazwij mnie jej imieniem, kiedy skończysz.

Marcin przyśpieszył, uderzenia suche i mokre jednocześnie, skóra o skórę, pośladki trzepoczące. Odwrócił ją na plecy na sianie, uniósł jej nogi na ramiona i wbił się znowu, patrząc jej w oczy. Katarzyna, trzydziestoośmioletnia rozwódka, pełne piersi kołyszące się przy każdym pchnięciu, brzuch spięty, cipka otwarta i czerwona. Wsunął kciuk między ich ciała, tarł jej łechtaczkę w kółko, a ona zaczęła krzyczeć, drgać, cipka szarpiąc go falami drugiego orgazmu.

— Nie wychodź — błagała, kiedy czuł, że zaraz wybuchnie. — We mnie. Chcę czuć, jak mnie napełniasz. Jutro usiądę z Anią i będę wiedziała, że noszę w sobie twoje nasienie.

Marcin sapnął, wbił się do końca i spuścił, pulsując, zalewając ją gorącymi strumieniami. Katarzyna wciągała go w siebie biodrami, jęcząc, drżąc, biorąc wszystko. Kiedy skończył, nie wyciągnął się od razu. Został w niej, spocony, oddychający, patrząc, jak jego kutas drży w jej mokrej cipce. Dopiero po chwili wysunął się powoli, a z niej spłynął gęsty strumień spermy, spływając po pośladkach na siano.

Katarzyna wstała na drżących nogach, podniosła jego koszulę z podłogi i otarła się nią między nogami, nie dbając, że zostawia ślady. Potem uklęknęła znowu, wzięła jego wciąż półtwardego kutasa do ust i wylizała go czysto, ssąc resztki, patrząc mu w oczy.

— Jeszcze raz — szepnęła. — W domu gościnnym. Na łóżku, w którym Ania śpi, kiedy tu przyjeżdża. Chcę, żebyś mnie pieprzył na jej pościeli.

Marcin podniósł ją, pocałował twardo, smakując siebie na jej ustach, i wyniósł z stodoły w stronę małego domu gościnnego za padokiem. Wewnątrz pachniało lawendą i starym drewnem. Rzucił ją na łóżko z białą pościelą, zerwał resztki ubrań i wszedł w nią znowu, twarzą w twarz, wolniej teraz, głębiej, patrząc, jak jej twarz wykrzywia się z rozkoszy. Pieprzył ją godzinami, zmieniając pozycje — ona na nim, on od tyłu przy oknie, na boku z nogą uniesioną — aż siano z ich ciał mieszało się z pościelą, aż Katarzyna nie mogła już krzyczeć, tylko szeptać jego imię i imię Anny na przemian.

Kiedy w końcu skończyli trzeci raz, leżeli spleceni, spoceni, jego kutas wciąż w niej, miękki, ale nie wyciągnięty. Za oknem było już czarno. Katarzyna gładziła mu pierś, a potem szepnęła prosto w ucho:

— Jutro rano zadzwonię do Ani i powiem, że wszystko w porządku. Że spałam jak dziecko. A ty usiądziesz obok i będziesz wiedział, że twoja sperma wciąż we mnie jest.

Marcin zamknął oczy, czując, jak granica, którą przekroczyli, staje się nieodwracalna, i jak każde kolejne tchnienie tej kobiety w jego ramionach niszczy coś, czego już nie da się odbudować.

Kiedy Ania wróci w niedzielę, usiądzie z nimi do śniadania i nigdy nie zrozumie, dlaczego jej mąż i najlepsza przyjaciółka nie potrafią spojrzeć sobie w oczy.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged cunnilingus doggy-style blowjob creampie rough-sex

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.