Śnieżna Noc na Jachcie
Białą 28-letnią żona biznesmena ostro rżnie się na jachcie z czarnym ochroniarzem męża w sylwestrową noc.
Jestem Carmen, dwudziestoośmioletnia biała Polka, żona bogatego biznesmena, i ta sylwestrowa noc na Mazurach miała być zwykłym luksusowym czekaniem na północ. Luksusowy jacht kołysał się lekko na czarnej wodzie, za oknami sypał gęsty śnieg, a mąż nagle dostał telefon i odleciał helikopterem „na godzinę, może dwie”. Zostałam sama z jego osobistym ochroniarzem.
Silas miał trzydzieści dwa lata, był czarnoskórym Amerykaninem o ramionach jak z betonu i spokojnym, niskim głosie. Zawsze stał kilka kroków za mężem, w czarnym swetrze, z rękami splecionymi z tyłu. Tego wieczoru, kiedy drzwi po helikoptere ucichły, wszedł do salonu z kominkiem i zapytał tylko:
— Pani Carmen, czegoś potrzebuje?
Patrzyłam na niego dłużej niż wypadało. Śnieg za szybą był olśniewająco biały, a jego skóra przy tym kontraście wydawała mi się jeszcze ciemniejsza, gładka, gorąca. W środku miałam już wilgotno od samego patrzenia na linię jego szczęki i na to, jak sweter oblekał mu klatkę.
— Zostań — powiedziałam. — Napij się ze mną. Jest sylwester, a ja nie zamierzam siedzieć sama jak muzealny eksponat.
Uśmiechnął się crookedly, usiadł naprzeciwko w fotelu, ale jego spojrzenie nie było służbowe. Spoczęło na moich ustach, potem na dekolcie sukienki, którą założyłam specjalnie „dla męża”, choć mąż już nie wrócił. Czułam, jak sutki twardnieją pod cienkim materiałem.
— Nie powinienem — mruknął, ale nie wstał.
— A jednak siedzisz.
Zaczęłam otwarcie. Przechyliłam się, żeby nalać mu whisky, dając mu widok na piersi. Powiedziałam, że jego dłonie wyglądają, jakby mogły zmiażdżyć orzechy, i że ta ciemna skóra na tle białego śniegu za oknem sprawia, że robi mi się gorąco między nogami. Silas nie udawał, że nie słyszy. Jego oczy zrobiły się ciemniejsze.
— Pani Carmen…
— Carmen. Po prostu Carmen. I nie udawaj, że nie patrzysz na moją dupę, kiedy schodzę po schodach.
Westchnął, ale w tym westchnieniu było pożądanie, nie protest. Oparł łokcie o kolana i spojrzał mi prosto w oczy.
— Od tygodni — przyznał nisko, szczerze, bez owijania — fantazjuję o twojej bladej dupie. O tym, jak by się spięła, kiedy bym cię trzymał. I o małych, różowych sutkach. Myślę o nich, kiedy stoję na warcie i udaję, że niczego nie widzę. Myślę, jak by smakowały na języku.
Serce mi zabiło tak mocno, że usłyszałam je w uszach. Wstałam, podeszłam do kominka, gdzie ogień trzaskał w suchych polanach, i pociągnęłam go za sobą. On wstał bez wahania. Kiedy stanęliśmy blisko, poczułam ciepło jego ciała nawet przez ubranie. Pocałowałam go pierwsza — wolno, sprawdzająco — a on odpowiedział głęboko, z ręką na moim karku, kciukiem muskającym żuchwę. Smakował whisky i czymś metalicznym, czystym.
Rozpięłam mu koszulę pod swetrem sama. Guziki ustępowały jeden po drugim, odsłaniając twardą, czarną klatkę, mięśnie brzucha ułożone jak płyty. Przesunęłam dłońmi po skórze — gorąca, gładka, lekko wilgotna już od napięcia. Jego sutki były ciemne, stwardniałe. Pocałowałam jedno, a on syknął przez zęby.
— Kurwa, Carmen…
Całowaliśmy się dalej, przytuleni do siebie przy ogniu. Jego wielka dłoń zsunęła mi ramiączko sukienki, odsłoniła pierś. Kciuk przetoczył się po różowym sutku, ścisnął lekko, i jęknęłam mu w usta. Szepnęłam prosto w jego wargi, nie odrywając się:
— Chcę poczuć, jak twój wielki czarny kutas rozciąga mi białą cipkę. Chcę, żebyś mnie rozjebał tak, żebym jutro bolała przy każdym kroku.
Kontrola pękła w nas obu w tej samej sekundzie. Zerwał mi sukienkę z ramion, materiał zsunął się na podłogę. Zostałam w stringach i szpilkach. On ściągnął sweter i koszulę jednym ruchem, potem rozpiął spodnie. Kiedy wylazł z nich jego kutas, odetchnęłam głośno. Był gruby, długi, ciemny jak reszta niego, z żyłą pulsującą po spodu i główką już lśniącą od preejakulatu. Wziąłam go w dłoń — ledwo objęłam — i przeciągnęłam kciukiem po wilgotnym czubku.
— Jebać — wyszeptał — od tygodni o tym myślałem.
Zerwałam stringi, on zrzucił resztę. Stanęliśmy nad grubym futrzanym dywanem przed kominkiem, nago, śnieg za oknem, ogień w środku. Silas odwrócił mnie, położył dłonie na moich biodrach i poprowadził na czworaka. Futro łaskotało kolana i dłonie. Poczułam, jak ustawia się za mną, jak główka jego kutasa muska wargi mojej cipki — już ociekającej, spuchniętej. Wejście bolo piekielnie ciasne; wcisnął się centymetr po centymetrze, rozciągając mnie tak, że krzyknęłam w dywan.
— Kurwa, jaka jesteś ciasna… — warknął, trzymając mnie mocno za biodra.
Wbił się do końca jednym długim pchnięciem. Poczułam, jak jego jądra uderzają o mnie, jak cała ta grubość wypełnia mnie aż po brzeg. Zaczął rżnąć mnie od tyłu rytmicznie, mocno, każde pchnięcie głębokie. Ja jęczałam bez wstydu, prosząc:
— Mocniej, Silas… jeb mnie mocniej, rozciągnij tę białą dziurę…
Jego dłonie zaciskały się na moich biodrach tak, że zostaną siniaki. Skóra o skórę — moja blada, jego czarna — i dźwięk mokrego uderzania ciał. Cipka ssała go zachłannie, z każdym ruchem robiąc się luźniejsza i jednocześnie bardziej głodna. Kiedy zwolnił na chwilę, wyciągnął się prawie całkiem i wbił znowu, aż zobaczyłam gwiazdy.
Potem wyciągnął się ze mnie, odwrócił mnie na plecy jak lalkę. Zarzucił moje nogi na swoje szerokie ramiona, pochylił się nade mną i wszedł znowu — misjonarska, głęboka, twarzą w twarz. Patrzył mi w oczy, kiedy pieprzył mnie powoli, a potem coraz szybciej. Jego kutas sięgał miejsc, których mąż nigdy nie dotykał. Trzymałam go za ramiona, paznokcie wbiłam w ciemną skórę.
— Jesteś lepszy od mojego męża — powiedziałam głośno, bez hamulców, patrząc mu prosto w źrenice. — Twój kutas jest grubszy, dłuższy, jebie mnie tak, że zapominam, jak się nazywam. On nigdy mnie tak nie napełniał. Nigdy nie rżnął mnie, jakby chciał mnie złamać i poskładać od nowa.
Silas syknął, przyspieszył. Pot spływał mu po skroniach, spadał na moje piersi. Sutki tarły się o jego klatkę przy każdym pchnięciu. Cipka pulsowała wokół niego, zbliżałam się do orgazmu tak szybko, że bałam się, że zaraz wrzasnę na cały jacht.
— Mów dalej — warknął, wbijając się aż po nasadę. — Mów, jaka jesteś jego żoną i jak cię pierdolę.
— Jego żona… a leżę pod jego ochroniarzem z nogami na ramionach i błagam o więcej czarnego kutasa. Jesteś lepszy. Jesteś kurwa lepszy.
Kiedy poczułam, że zaraz spłynę, wypchnął się ze mnie, usiadł na dywanie z oparciem o niską kanapę i pociągnął mnie na siebie. Usiadłam okrakiem — cowgirl — i złapałam jego kutasa u nasady, prowadząc go z powrotem do spuchniętej, mokrej dziury. Opuszczałam się powoli, czując, jak znowu mnie rozpycha, jak żołądek mi się zaciska z przepełnienia. Kiedy usiadłam całkiem, aż biodra stykały się z jego, odetchnęłam drżącym oddechem.
Zaczęłam się bujać. Najpierw wolno, kręcąc biodrami, potem coraz mocniej w górę i w dół, tarając łechtaczką o nasadę jego kutasa. Jego dłonie wędrowały po mojej bladej dupie, rozchylały pośladki, jeden kciuk muskał nawet miejsce dalej z tyłu, prowokująco. Piersi podskakiwały mu przed twarzą; nachylił się i wziął sutek w usta, ssał mocno, gryzł lekko.
— Tak… dosiadaj mnie — mruknął w moją pierś. — Używaj tego kutasa, Carmen. Jest twój dziś w nocy.
Jechałam na nim coraz szybciej, słysząc mokre odgłosy, własne jęki, trzask kominka. Śnieg walił za oknem jakby świat chciał nas zasypać. W środku było tylko nasze ciała — biała skóra na czarnej, moja ciasna cipka połykająca jego grubość przy każdym opadnięciu. Czułam, jak orgazm zbiera się znowu, większy, i wiedziałam, że zaraz go stracę, ale nie chciałam jeszcze kończyć. Chciałam więcej. Chciałam, żeby mnie odwrócił znowu, żeby wziął mnie przy oknie, na stole, żeby cała noc była tylko tym.
Silas uniósł biodra naprzeciw moim ruchom, wbijał się od dołu, trzymając mnie za talię. Patrzył mi w oczy z ekspresją człowieka, który od tygodni to planował w głowie i wreszcie ma. Ja spoglądałam w dół na miejsce, gdzie jego ciemny kutas znikał we mnie, na kontrast, na to, jak moje wargi były rozciągnięte wokół niego do granic.
— Nie przestawaj — wyszeptałam, już prawie bez tchu, wciąż unosząc się i opadając, wilgoć spływająca nam po udach na futro. — Jeszcze… jeszcze głębiej… chcę poczuć cię wszędzie, zanim…
Nie dokończyłam. Jacht kołysał się lekko, ogień trzaskał, a ja dosiadałam go dalej, z każdym ruchem goniąc coś, co dopiero się zaczynało, świadoma, że północ jeszcze nie wybiła, że mąż może wrócić, i że mimo to nie było mowy o zatrzymaniu się.
Kontynuowałam jazdę na nim, biodra w górę i w dół, cipka już obolała od rozciągania, ale głodna jak nigdy. Każde opadnięcie wbijało go głębiej, aż czułam główkę uderzającą o coś miękkiego w środku, coś, czego mój mąż nawet nie wiedział, że istnieje. Silas trzymał mnie za talię, kciuki wciskające się w bledszą skórę, i unosił biodra naprzeciw, żeby wypełniać mnie do końca. Ogień trzaskał, śnieg walił w szyby, a ja patrzyłam w dół na ten kontrast — moja blada cipka rozciągnięta wokół jego czarnego kutasa, wargi spuchnięte, błyszczące od śluzu, który spływał nam po jajach na futro.
— Kurwa, Carmen, tak cię jebać… — warknął, a ja pochyliłam się, żeby pocałować go mokro, zęby o zęby. Jego język wsunął mi się do ust, a ja ssałam go tak, jak chciałam ssać jego kutasa później. Myślałam o mężu, o tym, że może już leci z powrotem helikopterem, o tym, że jeśli wejdzie, zobaczy mnie na czarnym kutasie ochroniarza, i ta myśl tylko podkręciła mnie mocniej. Cipka zadrżała, skurczyła się wokół niego.
Orgazm uderzył bez ostrzeżenia. Krzyknęłam mu w usta, ciało wygięło się w łuk, paznokcie wbiły w jego ramiona. Fale szły jedna po drugiej, cipka mleła go, ssała, a ja trzęsłam się, mokra aż po uda. Silas nie przestał — trzymał mnie w dół i rżnął od spodu przez cały mój szczyt, aż zobaczyłam białe plamy przed oczami.
Nie dał mi odpocząć. Wypchnął mnie z siebie, podniósł jak piórko i posadził na niskim stoliku przed kanapą. Nogi rozchylił szeroko, kucnął i wsunął twarz prosto między nie. Jego język był szeroki, gorący, liznął mnie od dziurki po łechtaczkę jednym długim pociągnięciem. Ssał spuchnięte wargi, wsuwał język głęboko, a ja trzymałam się krawędzi stolika, głowa odrzucona do tyłu.
— Smakujesz jak grzeszna żona — mruknął w moją cipkę. — Słodka i rozjebana.
Wsunął dwa grube palce obok języka, zakręcił nimi, znalazł to miejsce i naciskał, aż znowu zaczęłam skomleć. Trzeci palec dołączył, rozciągał mnie, a język tylko na łechtaczce, szybkie, twarde ruchy. Drugi orgazm nadszedł wolniej, cięższy, rozlał się od środka po całe ciało. Wypłynęłam mu na brodę, a on lizał to wszystko, głośno, bez wstydu.
Podniósł się, otarł usta grzbietem dłoni i odwrócił mnie twarzą do wielkiej szyby. Za nią czarna noc i gęsty, biały śnieg. Oparł mnie o zimne szkło piersiami, sutki stwardniały od chłodu, a on wszedł we mnie od tyłu jednym pchnięciem. Krzyknęłam, oddech zaparował szybę. Rżnął mnie twardo, biodra uderzały o moją dupę z mokrym klaskaniem. Dłonie miał na moich piersiach, ściskał je, wykręcał sutki, a ja patrzyłam na swoje odbicie — bladą twarz wykrzywioną w rozkoszy, czarne ręce na białym ciele, gruby kutas znikający we mnie.
— Popatrz na siebie — szepnął mi do ucha, gryząc płat. — Żona biznesmena, przyciśnięta do szyby jachtu, bierze czarny kutas ochroniarza jak ostatnia dziwka. I kochasz to.
— Kocham — wysapałam. — Jeb mnie tak, żeby śnieg mnie widział. Żeby cały świat wiedział, jaka jestem głodna.
Przyspieszył. Jedną ręką zsunął się między moje nogi, tarł łechtaczkę w kółko, drugą trzymał mnie za gardło lekko, tylko tyle, żeby czuć kontrolę. Cipka trzaskała wokół niego, luźniejsza już po orgazmach, ale wciąż zaciskająca się zachłannie. Pchnięcia były głębokie, aż jądra biły o mnie, aż czułam go w brzuchu. Śnieg sypał gęściej, jakby chciał zakryć naszą hańbę, a ja tylko otwierałam nogi szerzej.
Wyciągnął się, obrócił mnie i położył na stole w jadalni — chłodne drewno pod plecami. Wsunął się znowu, nogi moje na jego barkach, i pieprzył wolno, patrząc mi w oczy. Pot spływał mu po piersi, spadał na mój brzuch. Ja sięgałam w dół, rozchylałam sobie wargi palcami, żeby widział, jak wchodzi.
— Twój mąż nigdy nie trafiał tak głęboko — powiedział cicho, rytmicznie. — Nigdy nie napełniał cię tak, że aż boli przyjemnie.
— Nie — zgodziłam się, głosem złamanym. — On jest mały przy tobie. Szybki. A ty… ty mnie rżniesz jak coś, co należy tylko do ciebie dziś w nocy.
Uśmiechnął się crookedly i przyspieszył. Stół skrzypiał. Brałam go za kark, ciągnęłam bliżej, całowałam słone usta. Trzeci orgazm był cichy, drżący, prawie płakałam z intensywności, cipka pulsowała tak mocno, że on musiał zwolnić, żeby nie dojść zaraz.
Ale nie skończył. Podniósł mnie znowu, usiadł na kanapie i posadził mnie tyłem do siebie — reverse cowgirl. Wsunęłam go sama, oglądając przez ramię, jak znika we mnie. Zaczęłam podskakiwać, dupa uderzała o jego brzuch, piersi podskakiwały. Jego dłonie rozchylały mi pośladki, kciuk muskał tyłek, wciskał się lekko do środka. Pieprzyłam go z góry, używając każdego centymetra, a on mruczał pochwały.
— Tak, Carmen… dosiadaj tego czarnego kutasa. Pokaż, jak biała żona umie jebać.
Czułam, że on też jest blisko — kutas twardniał jeszcze bardziej, żyły pulsowały. Zeskoczyłam, uklękłam między jego nogami i wzięłam go do ust. Smakowałam siebie na nim, ssałam głęboko, dłonią kręcąc u nasady, drugą masując jądra. Patrzyłam w górę na jego twarz, na to, jak zaciska szczękę. On trzymał mnie za włosy, ale nie pchał — pozwalał mi pracować.
— Do środka — poprosiłam, odrywając się. — Chcę, żebyś spuścił się we mnie. Żebym czuła twoje nasienie, kiedy wróci mąż.
Jego oczy pociemniały. Podniósł mnie, położył znowu na dywanie przed kominkiem, na czworaka. Wbił się od tyłu i rżnął bez litości, szybko, mocno, aż skóra klaskała. Ja krzyczałam w futro, prosząc o więcej, o twardziej, o głębszy. Jedna dłoń na moim karku przyciskała mnie w dół, druga trzymała biodro.
— Biorę cię — warknął. — Biorę żonę mojego szefa i napełniam ją.
Pchnął ostatni raz, głęboko, i poczułam, jak pulsował, jak gorące strumienie lały się we mnie, wypełniały, aż zaczęło wyciekać po bokach na uda. On jęczał nisko, trzęsąc się, a ja zaciskałam się wokół niego, doiłam go do ostatniej kropli. Kiedy wreszcie się wyciągnął, jego nasienie spływało mi gęsto z cipki na futro, białe na bladym.
Padliśmy obok siebie, oddychając ciężko. Śnieg wciąż sypał. Zegary na jachcie zbliżały się do północy. Silas gładził moją duszę dłonią, a ja czułam jego spermę w sobie, ciepłą, ciężką. Wstałam na drżących nogach, podeszłam do okna w samej skórze, otworzyłam na chwilę drzwi na pokład. Zimne powietrze uderzyło, śnieg padał mi na piersi, topniał. Odwróciłam się do niego.
On siedział nago przy kominku, kutas jeszcze półtwardy, błyszczący. Uśmiechnęłam się, wróciłam, uklękłam znowu i wzięłam go do ust, czyszcząc resztki. Ssałam wolno, smakując nas razem. Potem położyłam głowę na jego udzie.
Jacht kołysał się. W oddali jakby słyszałam oddalający się dźwięk śmigieł — albo mi się wydawało. Silas gładził mi włosy.
Wstałam, usiadłam mu na kolanach twarzą w twarz, jego kutas między nami. Pocałowałam go długo, miękko.
— Zostań we mnie jeszcze chwilę — szepnęłam. — Zanim wróci. Chcę poczuć, jak znowu twardniejesz.
On wszedł we mnie powoli, już na pół, i bujał lekko. Północ wybiła gdzieś w radiu na dole. Fajerwerki daleko na brzegu błysnęły za śniegiem. Ja kręciłam biodrami, cicho jęcząc.
Kiedy wreszcie się zatrzymaliśmy, oboje spoceni, mokrzy, on wciąż we mnie, spojrzałam mu prosto w oczy i powiedziałam cicho, jak wyznanie, które miało zostać tylko między nami na tę śnieżną noc:
— A jeśli mąż wróci za wcześnie i nas złapie… dasz mi wziąć cię jeszcze raz na jego oczach, żeby wiedział, kto naprawdę umie zerżnąć jego żonę?
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories