Śnieg Zasypał Nas w Ciemni
Dwie 29-letnie babki, surowa strażniczka graniczna i pewna siebie przemytniczka, zostają zasypane śniegiem w starej chatce i
Śnieg walił w dach starej chatki jak młotem. Za oknami była już tylko biel i ciemność, a drzwi zasypało tak, że nawet nie skrzypnęły, kiedy Kasia wściekle pchnęła je ramieniem. Dwudziestodziewięcioletnia strażniczka graniczna oparła się o zbutwiałą belkę i odwróciła do Oli.
— Gratuluję, przemytniczko. Twoja genialna ścieżka przez grzbiet właśnie nas pogrzebała.
Ola, też dwadzieścia dziewięć wiosen na karku, tylko wzruszyła ramionami. Kurtka zsuwała się jej z jednego barku, włosy mokre od topniejącego śniegu. Uśmiechnęła się tym swoim pewnym, wrednym uśmiechem, który Kasię drażnił od miesięcy.
— A ty miałaś mnie zakuć w kajdanki i zaciągnąć na posterunek. No i patrz. Siedzimy w chujowej ciemni, a ja nadal wolna. Może w końcu docenisz towarzystwo.
Lampa naftowa rzucała drżące światło na stary stół, dwa krzesła i pryczę w kącie. Zimno wpełzało pod ubrania szybciej, niż obie by chciały. Kasia zdjęła rękawice, otarła twarz.
— Trzymaj gębę na kłódkę. Jak tylko się odkopiemy, wracasz w kajdankach.
— Kajdanki… — Ola przejechała językiem po dolnej wardze. — Fantazja o mnie w kajdankach? Bo jak tak, to mogę się nawet podniecić. Wyobrażam sobie, jak ta surowa gęba Kasi nachyla się nade mną i mówi, żebym rozłożyła uda.
— Zamknij się.
Ale głos Kasi nie brzmiał tak ostro, jak chciała. Od miesięcy ta przemytniczka kręciła się po jej sektorze: te same oczy, ten sam uśmieszek, te same wulgarne teksty rzucane przez radiostację, kiedy myślała, że nikt nie słucha. A Kasia słuchała. I nienawidziła tego, jak mokro jej wtedy robiło się w majtkach.
Temperatura spadała. Oddech obu zamieniał się w białą parę. Po godzinie zęby Oli wystukiwały cichy rytm.
— No weź — mruknęła. — Albo się przytulimy, albo rano będą tu dwa zmarznięte trupy. A ja wolę twoje cycki przy swoich niż wieczny lód.
Kasia przez chwilę walczyła ze sobą. Potem usiadła na pryczy, oparła plecy o ścianę i skinęła.
— Tylko ciepło. Nic więcej.
Ola wsadziła się jej pod pachę bez wahania. Pachniała dymem, śniegiem i skórą. Kasia czuła, jak twardy brzuch Oli przylega do boku, jak udo ociera się o udo. Serce waliło jej za mocno.
Minęło kilka minut ciszy. Potem Ola szepnęła prosto w szyję Kasi, gorącym oddechem:
— Od miesięcy pierdolę się w wyobraźni tym, jak smakujesz między nogami. Jak byś jęczała, jakbym wsunęła ci język głęboko w cipkę. Jak byś wyglądała, jakbym trzymała cię za biodra i liżała, aż spłyniesz mi po brodzie. Myślisz, że nie widzę, jak na mnie patrzysz na kontroli? Myślisz, że nie wiem, że ta nienawiść to przykrywka?
Kasia poczerwieniała po same uszy. Chciała odepchnąć, kłamać, wrzasnąć. Zamiast tego jej dłoń sama pojechała na biodro Oli, ścisnęła mocno przez spodnie.
— Też tego chcę — wyszeptała chrapliwie. — Chcę cię wreszcie wziąć i przestać udawać. Tu i teraz. Zanim zamarzniemy na chuj.
Ola odwróciła głowę. Ich usta spotkały się brutalnie, z zębami, z językiem wpychającym się głęboko. Kasia złapała ją za grzywę, przyciągnęła bliżej, wstała z pryczy i pchnęła Olę tyłem na stary stół. Naczynia zadrżały. Ola parsknęła śmiechem, już rozpinając sobie pasek.
— No dawaj, strażniczko. Pokaż, do czego służą te twarde ręce.
Kasia szarpnęła jej spodnie w dół wraz z majtkami. Ola uniosła biodra, pomagając. Spod ciemnego trójkąta włosów lśniła już mokra szpara. Kasia uklękła, rozsunęła jej uda szeroko i wparowała twarz prosto między nie. Język przetarł się od dziurki do łechtaczki jednym długim, ostrym ruchem. Ola jęknęła głośno, pięty wpięła w plecy Kasi.
— Kurwa… właśnie tak. Liż mnie, jakbyś chciała mnie skazać.
Kasia ssała łechtaczkę, jednocześnie wsuwając dwa palce głęboko w ciasną, gorącą cipkę. Wpychała je ostro, zakręcała, szukała tego miejsca, aż Ola zaczęła wyginać plecy i trzaskać dłońmi o blat.
— Jeszcze… jeszcze mocniej, suko. Rozjeb mnie tymi palcami.
Kasia liżała, ssała, chrząkała w jej soki. Smak Oli był słony, ostry, uzależniający. Kiedy Ola zaczęła drżeć na skraju, Kasia nagle się odsunęła.
— Siadaj mi na twarz — rozkazała, kładąc się na podłodze obok stołu. — Teraz ty.
Ola zsunęła się z blatu, rozebrała do końca — bluzka, biustonosz, wszystko poleciało na kupę ubrań. Usiadła Kasi okrakiem na ustach, cipką prosto na otwarte usta. Zaczęła się trzeć, wolno na początku, potem coraz mocniej, rozmazując mokrość po brodzie i nosie Kasi. Kasia trzymała ją za pośladki, wsuwała język głęboko, ssała, mlaskała głośno.
— Tak, jedz mnie — dyszała Ola, trzymając się belki sufitu. — Jebana strażniczka z językiem w mojej dziurce. Patrz, jak ci cieknie po policzkach.
Kiedy obie były już rozedrgane, Ola zsunęła się niżej. Rozebrała Kasię w pośpiechu: kurtka, spodnie służbowe, termiczna bielizna. Zostały nagie, spocone mimo zimna, skóra przy skórze. Ułożyły się w szóstkę na twardych deskach podłogi. Ola od razu wsunęła twarz między uda Kasi, a Kasia z powrotem wzięła ją w usta.
Liżyły się chciwie, głośno, bez ogródek. Palce Oli weszły w Kasię najpierw dwa, potem trzy, rozciągając, pompując w rytm ssania łechtaczki. Kasia odpowiadała tym samym — język w cipce Oli, kciuk na jej tyłku, brudne słowa wyrywające się między mlaskaniem.
— Jakaś ty ciasna i mokra, kurwa… — mamrotała Ola w srom Kasi. — Od miesięcy chciałam spuścić cię jak tanią dziwkę na posterunku. No bierz, bierz moje palce. Dopierdol się na mojej ręce.
— A ty rozchyl się szerzej — odgryzła się Kasia, wsuwając język głębiej. — Chcę poczuć, jak ta przemytnicza cipka zaciska mi się na języku, jak będziesz dochodzić. Dawaj, pieprzona olo, lej mi do gęby.
Tempo rosło. Biodra trzęsły się, łykały powietrze, paznokcie wpiły się w uda i pośladki. Ola pierwsza runęła — głośny, urywany krzyk, całe ciało w łuk, soki spływające Kasi po brodzie. To pociągnęło Kasię. Doszła wstrząsana, z udiemi zaciśniętymi na głowie Oli, jęcząc jej imię jak przekleństwo i modlitwę naraz. Jeszcze chwilę liżyły się wolniej, dogryzając resztki drżenia, aż obie opadły na bok, spocone, z//redbreath, z udami lśniącymi od śliny i soków.
Leżały splątane na zimnej podłodze, piersi przy piersiach, nogi w nogach. Lampa naftowa dogasała. Kasia przesunęła wargi po szyi Oli, delikatnie, prawie czule, w kontrast do tego, co przed chwilą robiły.
— Chcę, żeby ta noc nigdy się nie skończyła — wyszeptała w skórę. — Żeby śnieg trzymał nas tu jeszcze długo. Żebym mogła brać cię tak, aż nie będziesz pamiętać własnego imienia.
Ola uśmiechnęła się krzywo, wciąż łapiąc oddech. Palce wplotła w krótkie włosy Kasi.
— Jak tylko odkopią nas rano…
Leżały jeszcze chwilę splątane, ale Ola już się niecierpliwiła. Pociągnęła Kasię za krótkie włosy i przewróciła ją na plecy na twardych deskach.
— Rano nas odkopią, strażniczko — wyszeptała prosto w usta, liżąc jej spierzchnięte wargi. — A ja chcę cię jebać tak, żebyś jutro na posterunku czuła to w każdym kroku. Żebyś sikała i przypominała sobie mój smak.
Kasia nie protestowała. Chwyciła Olę za biodra i przycisnęła do siebie, piersi do piersi, sutki twarde od zimna i podniecenia. Ich cipki zetknęły się mokro, wargi sromowe ślizgały się po sobie. Ola zaczęła się trzeć rytmicznie, rozmazując soki po całej długości szpary Kasi. Wilgoć chlupotała głośno w ciszy chatki.
— Kurwa, jakaś ty obślizgła — dyszała Ola, kręcąc biodrami. — Patrz, jak ci cieknie na te deski. Będziesz tu leżeć w kałuży własnej cipki, a ja będę cię dojebać do końca.
Kasia uniosła biodra, szukając tarcia. Jedną ręką wsunęła między nie, znalazła łechtaczkę Oli i tarła ją kciukiem na okrągło, mocno, bez litości. Drugą dłonią ścisnęła jej cycek, szczypiąc sutek aż Ola syknęła.
— Więcej — zarządała Kasia chrapliwie. — Chcę czuć twoją dziurę na mojej. Rozjeb mnie tym tarciem, przemytniczko.
Ola zaśmiała się brudno i przyspieszyła. Biodra uderzały o biodra, łechtaczki ocierały się o siebie przy każdym ruchu. Pot spływał im między piersiami mimo mrozu. Kasia jęczała otwartymi ustami, a Ola wsuwała jej język głęboko, ssąc go jak cipkę. Potem ześlizgnęła się niżej, ugryzła w szyję, w obojczyk, weszła ustami na sutek i ssała go twardo, jednocześnie wsuwając trzy palce w rozgrzaną dziurę Kasi.
— Taka ciasna, suko — mruczała między mlaskaniem. — Lata chwytasz przemytników, a sama jesteś rozjebana na mojej ręce. Czujesz, jak cię rozciągam? Cztery dam?
Kasia kiwnęła głową bez słowa, biodra podskakiwały naprzeciw palców. Ola wcisnęła cztery, zakręciła nimi w środku, szukała tego guzika i kiedy go znalazła, pompowała bez wytchnienia. Kciukem tarła łechtaczkę Kasi, a ustami przegryzała się od jednego cycka do drugiego.
— Dopierdol się — rozkazała. — Spuść się na moje palce jak tania dziwka z granicy. Chcę czuć, jak cię zaciska.
Kasia doszła gwałtownie, z krzykiem, który odbił się od belek. Cipka zassała palce Oli, soki trysnęły po nadgarstku. Ola nie wyjęła ich. Kontynuowała powolne ruchy, wyciągając każde drżenie, aż Kasia zaczęła szlochać z nadmiaru.
— Dobra — mruknęła Ola, wyciągając mokrą rękę i oblizując palce. — Teraz ty mnie rozwal. Chcę twojej pięści.
Kasia otworzyła oczy. Serce waliło. Ola już klęczała nad nią na czworaka, tyłem, rozchylając pośladki dłońmi. Ciemna, spuchnięta szpara lśniła od śliny i własnych soków. Kasia uklękła za nią, najpierw wsunęła język głęboko w dziurę, liżąc od środka, potem przeszła na odbyt, krążąc czubkiem, wsuwając go lekko. Ola stęknęła i pchnęła się do tyłu.
— Nie ma czasu na czułości — warknęła. — Wejdź mi ręką. Całą. Chcę czuć, jak mnie rozpierasz.
Kasia plunęła na dłoń, dodała soków z cipki Oli i zacisnęła pięść. Najpierw cztery palce, wolno, kręcąc, aż Ola zaczęła dyszeć i kląć. Potem kciuk do środka, powoli, centymetr po centymetrze. Ola wygięła plecy w łuk, paznokcie wpiły się w deski.
— Tak… kurwa… dalej… rozjeb mnie, strażniczko… chcę twoją całą jebaną rękę w środku…
Kasia pchała. Knuckles weszły z oporem, potem nagle cała pięść zniknęła w gorącym, wilgotnym wnętrzu. Ola wrzasnęła, ciało drżało. Kasia zaczęła powoli pompować, pięść wchodziła i wychodziła z mokrym odgłosem, rozciągając ścianki. Drugą ręką tarła łechtaczkę Oli na okrągło.
— Jakaś ty rozwalona — szeptała Kasia, patrząc jak otwór łyka jej dłoń. — Przemytnicza dziura bierze pięść jak nic. Czujesz, jak cię wypełniam? Będziesz chodzić z rozwaloną cipką przez tydzień.
Ola tylko kwiczała, pchała się do tyłu na pięść, soki spływały po przedramieniu Kasi aż do łokcia. Tempo rosło. Kasia wsuwała i wyjmowała coraz szybciej, skręcając nadgarstkiem w środku. Ola doszła z rykiem, całe ciało w konwulsjach, cipka zacisnęła się na pięści tak mocno, że Kasia ledwo mogła ruszyć. Soki trysnęły strumieniem po podłodze.
Nie dała jej odpocząć. Wyjęła rękę z mokrym chlupotem i od razu przewróciła Olę na plecy. Usiadła jej na twarzy tyłem, cipką prosto na otwarte usta, a sama pochyliła się i wessała spuchniętą łechtaczkę Oli. Liżyły się jak wściekłe, mlaskając, chrząkając, wsuwając języki tak głęboko, jak się dało. Kasia tarła się o twarz Oli, rozmazując soki po nosie, policzkach, brodzie. Ola ssała jej dziurę, wsuwała język w odbyt, drapała paznokciami po pośladkach.
— Jedz, kurwa — warczała Kasia, kręcąc biodrami. — Wypij mnie do suchej. Chcę, żebyś miała mój smak w gardle, jak cię jutro zakują.
Ola tylko mlaskała głośniej, dławiąc się sokami. Kasia wsunęła jej z powrotem trzy palce i pompowała w rytm ssania. Obie drżały, blisko kolejnego orgazmu. Kasia pierwsza — zuda zaciśnięte na głowie Oli, soki lejące się prosto do gardła. Ola przełknęła i zaraz potem runęła sama, wierzgając nogami, cisnąc Kasię udami.
Jeszcze nie skończyły. Kasia zsunęła się, odwróciła i ułożyła się bokiem, noga na nodze Oli, cipka przy cipcę. Zaczęły się trzeć znowu, tym razem wolniej, głębiej, wargi ocierające się o wargi, łechtaczki miażdżone o siebie. Ręce wędrowały wszędzie — po cyckach, po brzuchach, po tyłkach. Palce wsuwały się na zmianę, raz Kasia w Olę, raz Ola w Kasię, mokre, chlupoczące.
— Jeszcze raz — wyszeptała Ola, gryząc ją w ramię. — Chcę dojść, patrząc ci w oczy, jak ta surowa gęba się rozjeżdża.
Kasia przyspieszyła tarciem. Biodra uderzały o biodra. Wsunęła kciuk w odbyt Oli i kręciła nim, podczas gdy palce grzebały w cipcę. Ola odpowiedziała tym samym — kciuk w tyłku Kasi, trzy palce w dziurze, kciuk drugiej ręki na łechtaczce. Tempo stało się brutalne. Deski skrzypiały. Lampa dogasała, zostawiając tylko czerwień żaru.
Doszły razem, głośno, z przekleństwami, z ciałami w łukach, z sokami chlupiącymi między udami. Kasia jeszcze chwilę pompowała palcami w Olę, wyciągając ostatnie skurcze, aż Ola złapała ją za nadgarstek.
— Starczy… na razie — dyszała. — Ale nie myśl, że skończyłyśmy. Śnieg nas trzyma. Mam ochotę wsadzić ci język w tyłek i trzymać cię tak, aż będziesz błagać, żebym cię spuściła jeszcze raz.
Kasia uśmiechnęła się krzywo, spocona, z włosami przyklejonymi do czoła. Przewróciła Olę z powrotem na brzuch, rozchyliła jej pośladki i wparowała twarz prosto w szparę. Język wszedł głęboko w odbyt, kręcił się, ssał. Jednocześnie wsunęła z powrotem całą dłoń w cipkę, pięść znowu w środku, pompując wolno.
Ola wrzeszczała w deski, pchała się do tyłu, brała wszystko. Kasia liżała, ssała, jebała pięścią bez litości. Drugą ręką tarła sobie własną łechtaczkę, bo znowu miała mokro i bolało od pożądania.
— Bierz — syczała między liźnięciami. — Bierz moją rękę i mój język. Jesteś moją jebaną dziurą na tę noc. Będę cię napełniać, aż z ciebie wyleci.
Ola doszła znowu, słabiej, drżąc, soki lejąc po pięści. Kasia nie przestała. Wyjęła dłoń, wsunęła zamiast niej język głęboko w cipkę, piła, mlaskała, gryzła wargi sromowe. Potem wstała, usiadła Oli na plecach i tarła swoją mokrą szparę o jej spocone plecy, rozmazując soki aż do karku. Doszła tak, tarciem, z jękiem, lejąc po skórze Oli.
Zsunęły się w kupę, ale bez czułości. Kasia od razu wsunęła kolano między uda Oli i zaczęła ją trzeć znowu, twardo, wymagająco. Ola odpowiedziała, chwytając jej cycek i szczypiąc.
— Jeszcze — warknęła Kasia. — Chcę czuć twoją spuchniętą dziurę na moim udzie. Jeb się o mnie, przemytniczko. Pokaż, jaka jesteś chora na moją cipkę.
Ola tarła się o kolano Kasi jak wściekła, soki chlupotały, biodra uderzały. Kasia trzymała ją za kark, wciskając twarz w deski, druga ręka w jej cipcę, palce wbijające się głęboko. Ola kwiczała, brała, pchała się na wszystko naraz.
Śnieg walił dalej w dach. W chatce pachniało sexem, potem i starym drewnem. Kasia jebała Olę palcami bez wytchnienia, aż ta znowu runęła, a potem sama usiadła jej na twarzy i kazała ssać do kolejnego orgazmu.
Leżały w kałuży własnych soków, spocone, rozjebane, ale ręce już znowu wędrowały. Ola wsunęła Kasi dwa palce w tyłek i trzy w cipkę jednocześnie, pompując w przeciwnym rytmie.
— Rano cię zakują — dyszała Ola, grzebiąc w obu dziurach. — Ale teraz jesteś moją suką. Rozchyl się i lej mi na rękę, kurwa. Chcę, żebyś spłynęła jak rzeka, zanim ktoś nas znajdzie.
Kasia rozchyliła uda szerzej, pchała się na palce, jęczała brudno. Doszła znowu, głośno, z sokami tryskającymi po nadgarstku Oli. Ola wyjęła rękę, obliznęła ją do czysta i wsunęła z powrotem, tym razem pięść w cipkę Kasi, wolno, nieubłaganie.
— Bierz — szeptała. — Bierz całą. Jesteś rozwalona strażniczka z pięścią w dziurze, leżąca w śniegu i w swoich sokach. Jutro będziesz mnie eskortować z rozjebaną cipką, a ja będę się uśmiechać, bo wiem, jak smakujesz od środka.
Kasia brała, biodra w górę, pięść wchodząca głęboko. Ola tarła jej łechtaczkę wolną ręką i liżała sutki. Tempo rosło. Deski były mokre. Obie wiedziały, że śnieg ich nie puści szybko.
Kasia doszła na pięści z rykiem, zaciskając się tak mocno, że Ola musiała zwolnić. Wyjęła dłoń z chlupotem i natychmiast wsunęła język w rozwaloną dziurę, pijąc wszystko.
Ola uniosła głowę, usta lśniące od soków Kasi, i wyszeptała ostatnie brudne słowa prosto w spuchniętą szparę:
— A jak nas odkopią, to i tak będę pamiętać, jak twoja cipka łykała moją całą jebaną pięść i lała mi prosto do gardła, suko.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories