Deszczowa noc w namiocie jego żony
Kasia (29) otwarcie błaga Tomka (34), żeby zerżnął ją na oczach podnieconego męża Marcina podczas ulewy w namiocie.
Deszcz walił w płótno namiotu jak grad kamieni, kiedy Marcin, trzydziestodwuletni kierowca tira z dwunastoletnim stażem na trasach, wcisnął się bokiem między żonę a najlepszego kumpla. Bieszczady były mokre do cna, ognisko zgasło w pierwszej minucie ulewy, a ich własny namiot leżał w kałuży – został tylko ten większy, Tomka. Trzydziestoczteroletni Tomek, stolarz z mocnymi przedramionami i wiecznym półuśmiechem, leżał na śpiworze z rękami pod głową i udawał, że nie czuje, jak Kasia, dwudziestodziewięcioletnia kelnerka z warszawskiej knajpy, ociera się o niego biodrem „przypadkiem”.
– Kurwa, Marcin, serio nie da się inaczej? – burknął Tomek, ale głos miał już niższy.
Marcin zaśmiał się cicho, kładąc dłoń na uda żony.
– Spoko, stary. Kasia i tak od trzech miesięcy pierdoli o tym w nocy, jak myślisz, że śpię. Opowiada, jak byś ją rozjebał. Na głos. Z detalami.
Kasia poczerwieniała, ale nie odwróciła wzroku. Deszcz bębnił monotonnie. Jej sutki były twarde pod cienką bluzką; czuła, jak majtki robią się mokre od samej bliskości Tomka – od zapachu jego skóry, od tego, jak koszulka przylegała mu do klatki.
– To prawda – wyszeptała, patrząc prosto w oczy mężowi, a potem Tomkowi. – Fantazjuję o tym, że mnie przelejesz. Że Marcin patrzy. Że pozwala. Chcę, żebyś mnie użył jak dziwkę, Tomek. Za jego zgodą. Od miesięcy mi mokro, jak tylko o tym myślę.
Marcin wsunął dłoń jej między nogi przez legginsy i lekko ścisnął.
– I ja chcę to zobaczyć – powiedział spokojnie, bez cienia wahania. – Chcę, żebyś mojej żonie wjebał tak, że będzie wyła. Podpuszczałem cię obie strony, Kasiu, nie udawaj, że nie. Tomek wie. Ja wiem. Ty wiesz.
Napięcie w namiocie zgęstniało mocniej niż wilgoć. Kasia drgnęła, otarła się biodrem o udo Tomka – już nie „przypadkiem”. Potem przekręciła się, usiadła mu na udzie i bez pytania wzięła go za twarz i wessała mu język. Głęboki, mokry, głośny pocałunek. Marcin sapnął obok, ale nie odsunął się; przeciwnie, przybliżył usta do ucha żony.
– Tak, kurwa. Całuj go. Chcę patrzeć, jak moja żona zachowuje się jak prawdziwa dziwka dla mojego kumpla. Pokaż mu, jaka jesteś głodna. Ściągnij majtki i rozłóż nogi. Błagaj go, żeby cię zerżnął.
Kasia zachłysnęła się oddechem. Ręce jej drżały, kiedy zsunęła legginsy i majtki w jedną kulkę, kopnęła je w kąt namiotu. Usiadła nago od pasa w dół, rozchyliła uda szeroko – cipka lśniła w bladej latarni namiotowej, wargi spuchnięte, łechtaczka wystająca. Popatrzyła Tomkowi w oczy i powiedziała ochryple:
– Zerżnij mnie. Proszę. Weź mnie na oczach męża. Wjeb mi twardego fiuta w tą mokrą dziurę i ruchaj, aż mi się w głowie pomiesza. Chcę czuć, jak mi wypełniasz cipę, Tomek. Błagam.
Tomek spojrzał na Marcina. Marcin kiwnął tylko głową, już z ręką w rozporku, wyjmując twardego kutasa.
– Rób, stary. Ona tego chce. Ja tego chcę.
Tomek nie kazał sobie dwa razy powtarzać. Zsunął spodnie, gruby, żyłowaty kutas wyskoczył mu ciężko. Kasia jęknęła na sam widok. Wsunął się między jej uda, przyłożył główkę do mokrego wejścia i jednym długim, twardym pchnięciem wbił się po jaja. Kasia krzyknęła, paznokcie wbiła mu w plecy.
– Jebie... jakie grube... o kurwa, Marcin, czujesz to? On mnie wypełnia całą—
Tomek zaczął ją rżnąć w misjonarskiej, mocno, rytmicznie, biodra uderzały o jej uda z mokrym odgłosem. Deszcz zagłuszał tylko częściowo jej krzyki. Marcin siedział bokiem, fiut w pięści, wcale nie wolno, tylko obserwował, jak kumpel rozpycha żonę.
– Głębiej, Tomek – sapnął Marcin. – Dawaj jej na całego. Popatrz, jak się wygina. To moja żona-suka, a ty jej jebiesz cipę.
Tomek przełożył nogi Kasi na ramiona i wbił się jeszcze głębiej. Ona doszła pierwszy raz szybko, głośno, z wulgaryzmem na ustach:
– Pierdol mnie, kurwa, pierdol tę żonę! Zapełnij mnie!
Ledwo zdążyła złapać oddech, a już Tomek przewrócił ją na siebie. Kasia usiadła okrakiem, wsunęła go z powrotem i zaczęła galopować, cycki podskakiwały, mokre dźwięki cipki mieszały się z deszczem. Marcin nachylił się, złapał ją za pierś, ścisnął sutek.
– Tak, Kasiu. Ruchaj się na nim jak ostatnia kurwa. Pokaż mu, do czego służy ta dziura, jak mąż patrzy.
Ona zjechała na kutasa Tomka aż do końca i zaszlochała z rozkoszy, dochodząc drugi raz – tym razem dłużej, drżąc, soki spływały jej po jajach kumpla męża.
– Jeszcze... jeszcze mnie weź od tyłu – wysapała. – Chcę, żebyś trzymał mnie za biodra i nazywał, kim jestem.
Tomek wypchnął ją na czworaki. Wbił się od tyłu jednym pchnięciem, ręce zacisnął na jej biodrach tak mocno, że zostaną ślady. Rżnął twardo, głęboko, jaja uderzały o jej łechtaczkę.
– Cudza żona-suka – warknął jej nad uchem. – Mokrasz mi fiuta, jakbyś nie miała własnego męża obok. Jaka z ciebie dziwka, Kasia. Biorę cię, a on wachluje sobie kutasa na ten widok.
Marcin przyśpieszył ruchy ręką, oddychając ciężko.
– Dawaj jej mocniej. Głębiej. Rozjeb tę cipę, stary. Ona błaga o twoją spermę od miesięcy.
Kasia wyła w śpiwór, dochodząc trzeci raz, nogi się pod nią uginały.
– Spuść się we mnie! Proszę, Tomek, wlej mi to wszystko głęboko w cipę! Chcę czuć twoje spust, chcę, żeby mi ciekło po udach, jak będę całować męża!
Tomek wbił się do oporu, zadygotał i ryczał cicho, pompowując gorącą spermę falami prosto w jej macicę. Kasia czuła każde uderzenie, każdy puls. Kiedy wyciągnął, z jej spuchniętej dziury wypłynęła gęsta, biała strużka.
Ona odwróciła się natychmiast, na czworakach podpełzła do Marcina. Wzięła go za kark i pocałowała z językiem – mokro, głęboko, smakując własny pot i oddech. Potem uniosła biodra, rozsunęła wargi cipki palcami i przycisnęła mokre, pełne creampie wejście do ust męża.
– Liż mnie – szepnęła, patrząc Tomkowi prosto w oczy przez ramię. – Liż to, co ci kumpel we mnie wlał. Smakuj nas.
Marcin jęknął i wessał, język zanurkował w rozciągniętej dziurze, zbierając mieszaninę jej soków i spermy Tomka. Kasia trzymała go za włosy i patrzyła na Tomka bez mrugnięcia, uśmiechając się brudno, zadowolona, wciąż lekko drżąca po orgazmach.
Deszcz nie ustawał. Leżeli potem blisko, spoceni, przytuleni we trójkę na jednym śpiworze – Kasia między nimi, naga od pasa w dół, z spermą wciąż wolno syczącą jej między nogami. Marcin całował ją w skroń. Tomek trzymał dłoń na jej brzuchu.
– Jutro znowu ma lać – mruknął Marcin z cichym śmiechem. – Może zostaniemy w namiocie cały dzień.
Kasia oblizała wargi, wciąż czując smak pocałunku i to, jak Tomek na nią patrzy – nie jak na żonę kumpla, tylko jak na coś, co już raz wziął i może wziąć znowu.
– Albo nie czekajmy na deszcz – powiedziała cicho, wsuwając stopę między uda Tomka, czując, że jego kutas znowu twardnieje. – Marcin... chcę, żebyście mnie wzięli obaj zanim stamtąd wyjdziemy. Po kolei. Albo naraz. Jeszcze tej nocy.
Tomek uniósł brwi. Marcin przełknął ślinę, fiut znowu stanął mu twardo o jej biodro. Ulewa dudniła w płótno, a w namiocie zrobiło się znowu gęsto od oddechu i niedopowiedzianego głodu. Nikt nie zasnął.
Deszcz walił dalej jakby chciał rozerwać płótno, a Kasia już nie czekała. Wsunęła dłoń pod kutas Tomka, ścisnęła go mocno u nasady i poczuła, jak pulsował jej w palcach – wciąż półtwardy, oblepiony jej sokami i resztkami spermy. Marcin sapnął za jej plecami, kiedy przeciągnęła paznokciem po żyłce.
– Chcę was obu naraz – wyszeptała ochryple, odwracając głowę tak, żeby patrzeć mężowi prosto w oczy. – Żeby jeden mi jebał gardło, a drugi cipę. Albo obaj w jedną dziurę po kolei, aż będę cieknąć jak rozwalona puszka. Marcin, trzymaj mnie, kiedy on będzie mi wpierdalał. Albo sam wejdź mi w dupę, jak Tomek będzie mnie rozciągał z przodu. Błagam.
Marcin nie odpowiedział słowami. Przesunął się bliżej, złapał ją za biodra i uniósł, żeby klęczała między nimi na śpiworze. Jego twardy fiut otarł się o jej pośladek, zostawiając ślad preejakulatu. Tomek usiadł wyżej, oparł się o plecak i pociągnął Kasię za włosy do swojego kutasa.
– Otwieraj pysk, żono kumpla – warknął. – Najpierw wyczyszczysz mi fiuta z twojej cipy, a potem będziesz się dławić, jak na to zasługujesz.
Kasia otworzyła usta szeroko i wzięła go głęboko od razu. Gruba główka uderzyła o tylną ściankę gardła, ślina spłynęła jej po brodzie, a ona jęknęła wokół niego, ssąc chciwie, oblizując resztki własnego smaku i jego spermy. Marcin klęknął za nią, rozchylił jej pośladki kciukami i splunął prosto na zaciśniętą dziurkę. Kasia drgnęła, ale nie odsunęła się – przeciwnie, wypięła się bardziej, kiedy mąż przyłożył główkę i zaczął wciskać.
– Luźniej, suko – sapnął Marcin, popychając biodra do przodu. – Chciałaś nas obu. Dostaniesz. Czuć, jak ci się tyłek rozchodzi na moim fiucie, a ty nadal ssiesz mojego kumpla.
Wbił się do połowy jednym długim pchnięciem. Kasia wyła na kutasa Tomka, łzy napłynęły jej do oczu z rozkoszy i napięcia. Marcin nie czekał – zaczął ruchami, krótkimi, twardymi, rozciągając ją, aż jaja uderzały o jej cipę wciąż pełną i lepką po poprzednim spuście. Tomek trzymał jej głowę obiema rękami i jebał gardło w tym samym rytmie, ślina bulgotała, a ona dławiła się z każdym pchnięciem, ssąc i przełykając.
Myślała tylko o tym, jak jest wypełniona – gardło i dupa naraz, mąż i kumpel używający jej jak wspólnej dziwki w namiocie w środku ulewy. Cipka pulsowała pusta, cieknąc na śpiwór, aż sama wsunęła tam trzy palce i zaczęła się pieprzyć w tym samym tempie.
– Kurwa, popatrz na nią – jęknął Tomek, wyciągając fiuta z jej ust z mokrym odgłosem. – Sama się rucha palcami, bo nie wytrzymuje. Dawaj jej, Marcin, rozjeb jej tyłek na maksa.
Marcin wbił się do oporu, złapał ją za barki i rżnął mocniej. Kasia krzyczała w śpiwór, dochodząc czwarty raz – tym razem z dupy, ściśnięta wokół fiuta męża tak mocno, że ten sapnął i musiał zwolnić, żeby nie spuścić się od razu. Kiedy odzyskała oddech, Tomek pociągnął ją do góry.
– Teraz na mnie. Siadaj na kutasa i bierz męża do buzi znowu.
Kasia osiadła na nim twarzą do twarzy, wsunęła grubego fiuta z powrotem w spuchniętą cipę jednym ruchem i jęknęła, kiedy wypełnił ją po brzegi. Marcin stanął nad nimi na kolanach, wsunął swojego kutasa – wciąż śliskiego od jej tyłka – prosto w jej otwarte usta. Zaczęli ją rżnąć synchronizowanie: Tomek od dołu, mocno, biodra uderzały o jej uda z mokrym klaskaniem, a Marcin jebał gardło, trzymając za włosy.
– To moja żona-kurwa – sapał Marcin, patrząc w dół, jak usta Kasi rozciągają się wokół niego. – Bierz go głębiej w cipę, Kasiu. Pokaż Tomkowi, jak lubisz, jak cię używamy. Jesteś nasza na tę noc. Nasza wspólna dziwka do jebania.
Kasia incomala na każdym pchnięciu, ślina spływała jej po brodzie na cycki, a soki z cipy chlapały na brzuch Tomka. Doszła piąty raz z głośnym, zduszonym wrzaskiem wokół fiuta męża, ściiskając Tomka tak mocno, że ten warknął i przyśpieszył.
– Zmiana – rzucił Tomek. – Chcę jej tyłka. Marcin, weź cipę.
Wyciągnęli się z niej na chwilę. Kasia padła na czworaki znowu, drżąca, mokra od potu i deszczowej wilgoci w namiocie. Marcin położył się pod nią, ona wsunęła się na jego kutasa od razu – cipka wzięła go łatwo, obślizgana, rozciągnięta. Tomek klęknął z tyłu, splunął jeszcze raz na jej dziurkę i wbił się w tyłek jednym twardym pchnięciem.
Teraz mieli ją naprawdę naraz. Marcin od dołu, Tomek z tyłu, ich fiuty oddzielone tylko cienką ścianką w środku niej. Kasia wyła, paznokcie wbijając w klatkę męża, kiedy zaczęli ją rżnąć na przemian, a potem razem, w tym samym tempie. Czuła każdy gruby centymetr, każde tarcie, jak się o siebie ocierają wewnątrz niej.
– O kurwa... dwaj... wypełniają mnie całą... – bełkotała. – Jebcie mnie twardziej. Użyjcie tej dziwki do końca. Chcę spustów w obu dziurach. Naraz. Proszę, kurwa, napełnijcie mnie.
Tomek złapał ją za biodra żelaznym chwytem i wpierdalał w tyłek jak w ostatnią dziurę na świecie, jaja uderzały o pośladki Marcina. Marcin unosił biodra, jebiąc cipę od dołu, palcami ściskając jej sutki.
– Słyszysz, jak chlupie? – warknął Tomek jej nad uchem. – Twoja cipka i dupa bierzemy fiuty jak głodne kurwy. Marcin patrzy ci w twarz, jak cię rozpierdalamy. Jaka z ciebie suką dla nas obu.
Kasia doszła szósty raz, a potem siódmy prawie bez przerwy – ciało drżało niekontrolowanie, soki tryskały na brzuch męża, a ona krzyczała imiona obu, błagając o więcej. Marcin sapnął pierwszy.
– Biorę... w cipę... bierz moją spermę, żono—
Wbił się do oporu i spuścił głęboko, falami, gorąco wypełniając ją. Tomek nie wytrzymał dłużej – wcisnął się do końca w jej tyłek, zadygotał i ryczał, pompując drugą porcję gęstej spermy prosto w głąb. Kasia czuła, jak obie dziury pulsują, przepełnione, jak cieknie jej już w trakcie ich orgazmów.
Kiedy wyciągnęli się, knęła dalej na czworakach, rozchylając się palcami. Z cipy i z dupy wypłynęły grube, białe strużki, mieszając się na udach i kapiąc na śpiwór. Odwróciła się do nich, wzięła oba kutasy – wciąż twarde, mokre – w dłonie i oblizała je po kolei, zbierając resztki ich spustów i własnego smaku.
– Jeszcze – sapnęła, patrząc na nich na zmianę. – Nie skończyliśmy. Chcę, żebyście mi spuścili na twarz i cycki. Żebym była cała w waszej sperma, jak prawdziwa wspólna kurwa.
Marcin i Tomek klęknęli przed nią. Ona klęczała między nimi, ssąc na przemian, dłonią pompując drugiego, aż obaj znowu stwardnieli do bólu. Kiedy byli blisko, odejmowała usta, otwierała szeroko i czekała z wystawionym językiem.
Najpierw Marcin – grube strumienie trafiły ją w policzek, w usta, spłynęły na szyję i sutki. Zaraz po nim Tomek, celując w otwarte usta i czoło, aż spermа mieszała się na jej twarzy w gęstą, lepką maskę. Kasia przełknęła to, co wpadło do gardła, resztę rozmazała po cyckach palcami i oblizała je na oczach obu.
Deszcz dudnił dalej. Ona została na kolanach, twarz i pierś oblepione ich spustami, cipka i dupa wciąż cieknące mieszaniną, uda drżące.
– Jutro rano znowu mnie weźcie – powiedziała chrapliwie, wsuwając dwa palce w siebie i wyciągając kolejne pasma ich spermy, żeby je polizać. – Najpierw w pysk, potem w obie dziury naraz, aż będę tylko mokrą, rozjebaną dziurą do jebania dla was dwóch.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories