Zakazana Noc na Jachcie z Przybraną Siostrą

28-letni Marek ostro pieprzy swoją 22-letnią przybraną siostrę Hanę na jachcie pod gwiazdami.

10 min read September 11, 2026New

Marek stał na pokładie swojego dwudziestometrowego jachtu, gdy silnik taksówki wodnej ucichł przy trapach. Miał dwadzieścia osiem lat, prowadził firmę logistyczną, która właśnie domknęła kolejny kontrakt, i od trzech dni czekał tylko na nią. Hana weszła na pokład w skąpym, białym bikini, które ledwo zasłaniało piersi i z przodu tworzyło tylko wąski trójkąt materiału. Miała dwadzieścia dwa lata. Córka jego macochy. Przybrana siostra, której nie widział od pięciu lat.

– Cześć, braciszku – powiedziała, zrzucając torbę na pokład. Słońce obijało się od jej skóry, wilgotnej od bryzy. – Myślałam, że już nie przypłyniesz.

Marek nie mógł oderwać wzroku. Od bioder w dół nogi miała długie, umięśnione od jogi, a gdy odwróciła się, żeby zawołać kapitana o bagaż, krocze wbiło mu się w spodenki. Zakazane. Wiedzieli o tym oboje od zawsze. Macocha wyszła za jego ojca, gdy Hana miała szesnaście, on dwadzieścia dwa, i od tamtej pory każde spotkanie kończyło się milczeniem i spoglądaniem za długo.

– Jacht jest twój na tydzień – mruknął, starając się brzmieć normalnie. – Adriatyk, zatoki, zero ludzi. Tylko my.

Hana uśmiechnęła się krzywo i przeszła obok niego tak blisko, że ramię otarło mu się o sutek przez cienki top. Czuł zapach jej skóry – sól, krem i coś słodkiego. Przez resztę dnia unikał jej wzroku. Płynęli na południe, on przy sterze, ona leżała na leżaku z książką, rozparta, jedna noga zgięta, materiał bikini wbił się między wargi cipki. Marek pierdolony wiedział, że patrzy. I że ona wie, że patrzy.

Drugiej nocy zakotwiczyli w małej zatoczce między klifami. Żadnych świateł z brzegu. Tylko gwiazdy i ciche pluskanie. Wypili wino na rufie – dwa kieliszki, nie więcej, wystarczyło, żeby rozluźnić język, nie zamglić głowy. Hana siedziała naprzeciwko w tej samej białej narzutce, którą założyła na bikini, rozpiętej prawie do pępka.

– Od pięciu lat cię pierdolę w głowie – powiedziała nagle, bez uśmiechu. – Wiesz o tym?

Marek odstawił kieliszek. Serce waliło mu w gardło.

– Hana…

– Nie. Słuchaj. Fantazjowałam, jak mnie bierziesz w łazience u ojca, jak wchodzisz do mojego pokoju w nocy, jak mówisz „siostrzyczka” i wpychasz mi kutasa do gardła. Chcę wreszcie złamać to gówno. Chcę ciebie.

Wstała. Podeszła. Uklękła między jego rozstawionymi nogami na poduszce i położyła dłonie na udach. Ciepłe. Realne.

– Marek. Chcę cię, braciszku.

Jej głos był niski, pewny. Nie pijany. Świadomy. Przesunęła dłoń wyżej, po spodenkach, i wyczuła, jak mu twardnieje. Marek złapał ją za nadgarstek.

– To nie… jebanie, Hana. Jesteś córką mojej…

– Macochy. Nie krwi. I oboje mamy ponad dwadzieścia lat. I oboje tego chcemy od lat.

Puściła dłoń i ocierała się o niego całym ciałem – piersiami o klatkę, biodrami o erekcję, ustami tuż przy uchu.

– Albo powiesz nie i jutro wracamy. Albo pieprzysz swoją przybraną siostrę pod tymi gwiazdami.

Marek złapał ją za twarz obiema rękami i pocałował. Twardo, głęboko, z językiem, który wszedł od razu między jej wargi. Ona jęknęła mu w usta i wgramoliła się na kolana, ocierając mokre już bikini o wypukłość w spodenkach. Smakowali wina i soli. Ręce Marka zsunęły jej narzutkę, potem sznurki bikini. Piersi wylały mu się w dłonie – pełne, ciężkie, sutki twarde jak guziki. Ścisnął je, potarł kciukami, a Hana wierzgała biodrami.

– Jebany tabu – wyszeptał jej w usta. – Będziesz moją zakazaną dziwką na tym jachcie.

– Tak – oddychała. – Biorę.

Zsunęła mu spodenki. Kutas wyskoczył gruby, żyłkowany, już mokry na główce. Hana nie czekała. Klęknęła na pokładzie, chwyciła go u nasady i wzięła głęboko do gardła jednym ruchem. Ślina spłynęła po jądrach. Ssąc, mruczała, jak głodna suka, która wreszcie dostała kość. Marek złapał ją za włosy i popchnął głębiej. Gardło ściisnęło mu żołądź, ona nie cofnęła się, tylko przełknęła i zaczęła ruchać głową szybko, mokro, głośno. Ślina bulgotała. Co chwilę odrywała się, żeby polizać spód od jajek aż po szparę na czubku, i znów wpychała sobie do końca.

– Spójrz na mnie, gdy ssiesz bratu kutasa – warknął.

Hana uniosła mokre oczy. Łzy ze śliny. Uśmiechnęła się wokół jego fiuta i znowu go wessała. Marek czuł, że zaraz spuści, więc wyciągnął się z jej ust z mokrym dźwiękiem.

– Na leżak. Nogi szeroko.

Położyła się. Bikini na dole zsunął jej jednym ruchem. Cipka lśniła – wargi spuchnięte, łechtaczka wystająca, sok spływał już na uda. Marek ukląkł, rozłożył jej nogi i wbił twarz. Lizał szeroko, od dziury do łechtaczki, potem ssał ten twardy guziczek, wsuwając dwa palce głęboko. Hana wygięła się w łuk i złapała go za głowę.

– Jebie… tak, braciszku… liż mnie…

– Moja zakazana siostrzyczka – mruknął w jej cipkę, wibrując głosem. – Mokra dla brata od lat. Smakujesz jak grzech.

Wbił język głęboko, potem wrócił do łechtaczki i ssał rytmicznie, aż Hana dostała pierwszego orgazmu – uda zadrżały mu na uszach, sok trysnął mu na brodę. Nie dał jej odsapnąć. Wsunął się wyżej, złapał za biodra i wbił kutasa do samego końca jednym pchnięciem. Była ciasna, mokra, pulsująca. Hana krzyknęła w gwiazdy.

– Kurwa… pełna…

– Siadaj na mnie – powiedział, odwracając ich na leżaku.

Hana dosiadła go, oparła dłonie na jego klatce i zaczęła skakać. Cipka spływała po jajkach. Za każdym zejściem brała go do końca, a sutki skakały mu przed twarzą. Marek chwycił je i gryzł, ssąc, a ona jęczała bez wstydu.

– Mocniej, bracie… pierdol mnie mocniej… to twoja siostra na twoim kutasie…

– Jebana mała zdzira – syczał, unosząc biodra naprzeciw jej ruchom. – Od lat chciałaś tego fiuta. Bierz.

Hana pieprzyła się z nim dziko, aż znowu doszła – cipka zacisnęła się wokół niego falami. Marek nie wytrzymał pozycji. Wypchnął ją, odwrócił na brzuch, uniósł biodra i wszedł od tyłu. Trzymał mocno za talie, kciuki wciskał w dołeczki nad pupą, i walił. Głośne, mokre uderzenia skóry o skórę niosły się po zatoczce. Hana wciskała twarz w poduszkę i wypychała tyłek wyżej.

– Głębiej… napełnij mnie…

Marek przyspieszył. Widział, jak jego kutas znika w jej różowej dziurze, jak wargi oblepiają go przy każdym wyjściu. Pochylił się, złapał za piersi od spodu i jebał jeszcze mocniej.

– Dochodzę w tobie – warknął. – Biorę cię jak swoją własność.

Pierwszy strzał wszedł głęboko. Pulsował, napełniał ją gorącym spermatem, a Hana dostała kolejny orgazm na samym czuciu tego wypełnienia. Marek nie wyciągnął. Został w środku, twardy mimo spuszczenia, i po kilku oddechach zaczął znowu ruszać – wolniej, ale głęboko, rozmazując własne nasienie po jej ściankach. Hana jęczała bez przerwy, półprzytomna z rozkoszy.

– Jeszcze… nie wychodź…

Wbił się drugi raz do orgazmu, jeszcze mocniej, trzymając ją za biodra tak, że zostawiały się białe ślady. Sperma wypłynęła jej po udach, gdy w końcu zwolnił. Oddychali ciężko. Gwiazdy stały nieruchomo. Jacht lekko kołysał.

Marek wyciągnął się powoli. Hana odwróciła się na bok, cipka otwarta, biała ciecz ściekająca na leżak. Uśmiechnęła się do niego brudno, zmęczona i głodna jednocześnie.

– To dopiero początek nocy, braciszku – wyszeptała. – Jeszcze nie skończyliśmy łamać wszystkiego, co wolno.

Marek przetarł twarz dłonią. Wciąż czuł smak jej cipki na ustach i pulsowanie w jądrach. Gdzieś w tyle głowy wiedział, że jutro będzie wiadomość od ojca, że macocha dzwoni, że ten tydzień może ich spalić. Ale teraz, pod gwiazdami, patrzył tylko na to, jak Hana wsuwa dwa palce w siebie i rozmazuje jego spermę po łechtaczce, patrząc mu prosto w oczy.

– Chodź tu – powiedziała. – Pokaż mi, ile razy jeszcze dasz radę zerżnąć swoją przybraną siostrę, zanim wzejdzie słońce.

Marek pochylił się nad nią znowu.

Marek pochylił się nad nią znowu i wziął ją od razu, bez ceregieli. Wbił kutasa wciąż śliskiego od spermy prosto w rozwartą, pulsującą cipkę, aż Hana szarpnęła się i wpiła paznokcie w jego plecy. Leżak skrzypiał pod nimi, jacht kołysał się leniwie, a gwiazdy wisiały nisko, jakby patrzyły. Wchodził głęboko, do samego końca, rozmazując własne nasienie po jej ściankach, czując jak cieknie mu po jajkach z powrotem.

– Jeszcze mokra po bracie – warknął jej w ucho, gryząc płat. – Czuję, jak cieknie z ciebie. Chcesz więcej, siostrzyczko?

– Chcę wszystkiego – jęknęła, unosząc biodra naprzeciw każdemu pchnięciu. – Zerżnij mnie tak, żebym nie mogła chodzić. Żebym jutro przy śniadaniu czuła cię w każdej dziurze.

Marek przyspieszył. Dłonie wcisnął pod jej tyłek, uniósł wyżej i walił krótkimi, twardymi ruchami, aż biodra klaskały głośno. Hana krzyczała bez wstydu, głos niósł się po zatoczce i wracał echem od klifów. Cipka zaciskała się na nim falami, kiedy dostała kolejnego orgazmu – ścianki drgały, soki tryskały mu na brzuch. Nie zwolnił. Wyciągnął się tylko po to, by obrócić ją na bok, unieść górną nogę i wejść znowu, jeszcze głębiej. Z tej pozycji widział wszystko: jak jego gruby kutas rozpycha różowe wargi, jak biała rzeka jego spermy wypływa przy każdym wyjściu i spływa jej na udo.

– Patrz – kazał, trzymając ją za podbródek. – Patrz, jak brat pierdoli twoją zakazaną dziurę. Od lat chciałaś tego fiuta. Bierz go.

Hana patrzyła. Oczy miała szkliste, usta otwarte, ślina spływała jej po brodzie. Sięgnęła w dół i rozchyliła sobie wargi palcami, żeby on mógł widzieć jeszcze lepiej, jak znika w niej do nasady.

– Mów do mnie – wyszeptała. – Mów te brudne rzeczy. Chcę słyszeć.

– Jebię swoją przybraną siostrę pod gwiazdami – syczał, przyspieszając. – Napełniam ją spermą jak taną dziwkę. Jesteś moja na ten tydzień. Każda dziura. Każdy orgazm. Zero wstydu.

Wypchnął ją z leżaka na twarde deski pokładu. Hana kląknęła od razu, tyłkiem do góry, twarzą przyciśniętą do poduszki. Marek klęknął za nią, rozsunął jej pośladki kciukami i plunął prosto na cipkę, potem na różowy pępek anus. Hana drgnęła, ale nie cofnęła się.

– Tam też – powiedziała chrapliwie. – Chcę czuć cię wszędzie. Zerżnij mi tyłek, braciszku. Zrób ze mnie całkowicie swoją.

Namaszczał ją wolno, najpierw jednym palcem, potem dwoma, aż zwieracz puścił i wpuścił go. Kutas wcisnął powoli, centymetr po centymetrze, patrząc jak jej tyłek łyka go chciwie. Hana wyła w poduszkę, biodra cofała sama, bierząc coraz więcej.

– Kurwa, ciasno – wydyszał. – Twoja zadek ssie mnie jak głodny. Luzuj. Bierz brata do końca.

Wszedł do jajek. Zatrzymał się, dając jej oddech, potem zaczął ruszać. Najpierw wolno, głęboko, potem mocniej, aż skóra klaskała o skórę i echo niosło się po wodzie. Hana sięgała pod siebie i tarła łechtaczkę wściekle, spływając znowu, tym razem głośniej, z trzęsącymi się udami. Marek trzymał ją za biodra tak mocno, że zostawiał sine ślady, i jebał bez litości.

– Dochodzę w twoim tyłku – warknął. – Bierz. Całą.

Strzelił głęboko, pulsując, napełniając ją kolejną porcją gorącej spermy. Hana dostała kolejnego orgazmu na samym czuciu wypełnienia – cipka i tyłek zaciskały się rytmicznie, wyciskając z niego resztki. Kiedy wyciągnął, biała ciecz wypłynęła jej natychmiast i spłynęła po udach na deski. Hana odwróciła się, klęknęła przed nim i wzięła obślizganego kutasa do ust bez wahania. Lizała, ssała, zbierała wszystko – swoją i jego – aż lśnił czysto. Patrzyła mu w oczy, kiedy przełykała.

– Smakujemy razem jak grzech – mruknęła. – Jeszcze nie koniec.

Pociągnęła go za rękę do rufy, do relingu. Stanęła twarzą do morza, nogi szeroko, ręce na chromowanej poręczy. Marek wszedł od tyłu znowu – tym razem w cipkę, bo tyłek był jeszcze zbyt czuły – i pieprzył ją stojąc, patrząc jak jej piersi wiszą i kołyszą się w rytm pchnięć. Wiatr zrywał jej włosy, gwiazdy gasły powoli. Wbił się mocno, jedną ręką ściskając gardło lekko od tyłu, drugą tarł jej łechtaczkę.

– Krzycz – kazał. – Niech klify wiedzą, że przybrana siostra bierze kutasa brata jak ostatnia zdzira.

Hana krzyczała. Doszła znowu, nogi ugięły się pod nią, ale on trzymał ją i jebał dalej, aż sam poczuł narastanie. Wyciągnął w ostatniej chwili, obrócił ją i spuścił jej na twarz, na język, na piersi. Hana otworzyła usta i łapała strumienie, potem rozmazala spermę po sutkach palcami i wessała je, mrucząc.

Nie dali sobie wytchnienia. Zeszli na poduszki na środku pokładu. Hana usiadła mu na twarzy, cipką prosto na usta, a sama pochyliła się do jego kutasa i wzięła go głęboko, 69 w pozycji, która pozwalała im żreć się nawzajem. Marek lizał, ssał, wbijał język w obie dziury na przemian, pijąc mieszaninę ich soków i spermy. Hana ruchała głową szybko, mokro, aż ślina spływała mu po jajkach, a gardło zaciskało się na żołędzi. Doszła mu do brody, drżąc, a on spuścił jej znowu do gardła – mniej, ale gęsto – i ona przełknęła wszystko, nie gubiąc ani kropli.

Świt majaczył już na horyzoncie, niebo szarzało. Marek czuł, że jądra są puste, a kutas wciąż twardy z czystej żądzy tabu. Położył Hanę na plecach, wsunął się w nią wolno, twarzą w twarz, i pieprzył już prawie czule, głęboko, patrząc w oczy. Ona owijała nogi wokół jego bioder i szeptała bez przerwy.

– Kocham to. Kocham, że jesteś moim bratem i jednocześnie moim kochankiem. Zerżnij mnie jeszcze raz. Zostaw we mnie tyle, żebym czuła cię tydzień.

Doszli razem, cicho, intensywnie. Cipka doiła go falami, on wylał resztki głęboko, potem został w środku, oddychając jej w szyję. Leżeli spleceni, spoceni, ociekający, jacht kołysał ich jak kołyskę. Słońce pretowało już pomarańczową kreskę nad klifami. Hana głaskała go po piersi, uśmiechnięta brudno i szczęśliwie.

– Tydzień – wyszeptała. – Cały tydzień będziemy łamać wszystko. A potem… zobaczymy, czy damy radę wrócić do milczenia.

Marek pocałował ją w spocone czoło, wciąż w niej, wciąż twardy od echa. Myślał o ojcu, o macosze, o tym, jak ten sekret spali ich życie, jeśli wyjdzie. Ale teraz, w tej chwili, liczyła się tylko jej cipka pełna jego spermy i smak soli na jej skórze.

Nagle zza cypla dobiegł niski warkot silnika. Taksówka wodna. Zbyt wcześnie. Zbyt blisko. Marek uniósł głowę. Na pokład wchodzili już ojciec i macocha, uśmiechnięci, z torbami, wołając wesoło, że zrobili niespodziankę i dołączają na resztę rejsu — a Hana i on leżeli nadzy w kałuży cumu i potu dokładnie na środku rufy, w pełnym świetle wschodzącego słońca.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged deepthroat 69 creampie doggy-style cowgirl

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.