Zakazana żądza na pokładzie
Marcin patrzy, jak jego żona Imani bierze kutasa Omara w cipkę i dupę na statku.
Marcin stał przy burcie luksusowego statku, wpatrując się w turkusowe fale Morza Śródziemnego, ale myślami był przy żonie. Imani, dwudziestoośmioletnia ciemnowłosa piękność o jędrnym, okrągłym tyłku, który w białej sukience bez pleców wyglądał jak zaproszenie do grzechu, opierała się o reling kilka metrów dalej. Wiatr unosił jej spódnicę, odsłaniając gładkie uda, a on czuł, jak w spodniach twardnieje mu od samego widoku. Właśnie wtedy podszedł Omar – wysoki Hiszpan o szerokich ramionach, ciemnych oczach i pewności siebie, która biła od niego jak upał. Nie ukrywał spojrzenia. Ocenił Imani od stóp do głowy, zatrzymując wzrok na jej pośladkach dłużej, niż pozwalała przyzwoitość.
— Bonito culo — rzucił bezpośrednio, z hiszpańskim akcentem, i uśmiechnął się do niej szeroko. — Jesteś najgorętszą kobietą na tym statku.
Imani zarumieniła się, ale nie odwróciła wzroku. Jej usta wygięły się w uśmiechu, a dłoń nieświadomie gładziła biodro. Marcin poczuł, jak żołądek ściska mu się w upokarzającym paleniu. Stał obok, słysząc każde słowo, a żona zamiast go odepchnąć, odpowiadała Diego – nie, Omarowi – flirtem.
— Dziękuję — szepnęła Imani, głos lekko drżący. — Lubię, kiedy ktoś mówi wprost.
Omar podszedł bliżej, prawie dotykając jej ramienia. Spojrzał na Marcina jak na mebel.
— Twój mąż? — zapytał bezceremonialnie. — Szczęściarz. Albo nie do końca. Kobieta jak ty zasługuje na prawdziwego faceta.
Marcin przełknął ślinę. Chciał coś powiedzieć, ale słowa uwięzły mu w gardle. Imani spojrzała na niego kątem oka – w jej źrenicach błyszczało coś nowego, mokre, głodne. Rumieniec na jej policzkach pogłębił się, kiedy Omar nachylił się i szepnął jej coś do ucha. Ona skinęła głową i zaśmiała się cicho. Marcin poczuł, jak krew uderza mu do twarzy. To napięcie rosło z każdą minutą – jego żona rozkwitała pod obcym spojrzeniem, a on stał tam bezużyteczny, z twardym kutsem w spodniach i wstydem paliącym gardło.
Wieczorna impreza na górnym pokładzie huczała muzyką i lampkami. Imani tańczyła blisko Omara, jej jędrny tyłek ocierał się o jego biodra w rytm basu. Marcin pił whiskey, obserwując z boku. Nagle Omar odwrócił się, podszedł prosto do niego i bez ogródek powiedział:
— Chcę przelecieć twoją żonę. Tutaj, na statku. Wziąć ją twardo, wypełnić jej dziurki. Widzę, że ona też tego chce.
Imani podeszła bliżej, stanęła twarzą w twarz z mężem. Jej oczy błyszczały. Położyła dłoń na piersi Marcina i powiedziała cicho, ale wyraźnie, patrząc mu prosto w oczy:
— Jestem cała mokra na samą myśl, kochanie. Cipka mi cieknie. Chcę jego kutasa.
Marcin poczerwieniał jak burak – wstyd mieszał się z podnieceniem tak mocno, że aż mu się kręciło w głowie. Kutas pocił mu się w majtkach. Kiwnął głową, ledwo zauważalnie. Głos odmówił mu posłuszeństwa. Omar złapał Imani za rękę i poprowadził ich w dół, do swojego apartamentu na dolnym pokładzie. Drzwi zamknęły się z miękkim kliknięciem. Pokój pachniał skórą i męskim zapachem. Marcin usiadł w fotelu w rogu, jak mu kazano, serce waliło mu jak młot.
Imani nie czekała. Stanęła przed Omarem, złapała spódnicę sukienki i zsunęła ją jednym ruchem. Stanęła naga – pełne piersi z ciemnymi sutkami, gładka cipka, ten jędrny tyłek, który Marcin kochał, ale teraz wystawiony na pokaz. Klęknęła przed Hiszpanem bez słowa. Rozpięła mu spodnie, wyciągnęła grubego, żyłkowanego kutasa – dłuższy i grubszy niż Marcinowski, z ciemną główką już lśniącą od preejakulatu. Imani otworzyła usta i wzięła go głęboko, głośno ssąc. Ślina spływała jej po brodzie, kiedy mlaskała, krztusiąc się lekko na każdym pchnięciu jego bioder. Omar trzymał ją za włosy, rżnąc jej gardło powoli.
— Tak, bierz go cały — warknął. — Twój mąż patrzy. Ssij mocniej.
Marcin siedział sparaliżowany, dłoń mimowolnie ściskała własnego twardego kutasa przez materiał. Imani odsunęła się, oddychając ciężko, i wspięła się na ogromne łóżko. Rozłożyła nogi szeroko, trzymając je za kolana, i spojrzała na Omara.
— Wjeżdżaj we mnie. Chcę czuć, jak mnie rozciągasz.
Omar wszedł między jej uda i wbił się jednym pchnięciem. Imani krzyknęła – głośno, szczerze. Gruby kutas wsunął się w jej mokrą cipkę aż po jądra. Rżnął ją w misjonarskiej pozycji ostro, mocno, łóżko skrzypiało. Ona owijała nogi wokół jego bioder, paznokcie wbijając w jego plecy.
— Boże, jaki jesteś wielki... — jęczała po polsku, głośno, żeby Marcin słyszał każde słowo. — Dużo większy niż mój mąż. Jego kutas to nic przy twoim. Rżnij mnie mocniej, wypełnij mnie!
Omar przewrócił ją na jeźdźca. Imani usiadła na nim, tyłkiem do męża, i zaczęła podskakiwać, jej jędrne pośladki klaśnięciem uderzały o jego uda. Cipka przełykała całą długość, soki spływały po jądrach Hiszpana. Marcin widział wszystko – jak otwór żony rozciąga się wokół obcego kutasa, jak jej piersi podskakują. Imani odwracała głowę, patrząc na męża przez ramię, usta otwarte w ciągłym jęku.
— Patrz, Marcin... patrz, jak mnie pieprzy. Lepiej niż ty kiedykolwiek.
Omar złapał ją za biodra, wbił się głęboko i zaryczał, spuszczając się w jej cipkę. Gorące nasienie wypełniło ją falami, wypływało bokami, kiedy wyciągnął kutasa. Biała masa spływała jej po udach. Nie dał jej chwili. Odwrócił Imani na brzuch, uniósł jej biodra i wcisnął grubą główkę w jej ciasną dupę. Ona jęknęła przeciągle, ale nie protestowała – pchała się do tyłu, biorąc go coraz głębiej.
— Ah, tak... w dupę... niszczysz mnie — szeptała, a potem głośniej, wpatrując się prosto w oczy Marcina, który siedział czerwony, spocony, z dłonią wciąż na własnym kutasie. — Jesteś żałosny, kochanie. Siedź i patrz, jak prawdziwy mężczyzna bierze twoją żonę w każdą dziurkę. Twoja mała pipka nigdy by mnie tak nie zapełniła.
Omar rżnął jej tyłek głębokimi, wolnymi pchnięciami, rozciągając zwieracz do granic. Imani drżała, dochodząc kolejny raz – cipka zaciskała się w pustce, dupa ściskała jego kutasa, a ona krzyczała jego imię. Marcin czuł, jak hańba i podniecenie mieszają mu się w gardle, kutas pulsował gotowy do wybuchu, ale nie wolno mu było ruszyć. Omar przyspieszył, jaja uderzały o jej mokre uda, i w końcu wbił się do końca, wypełniając jej dupę gorącym nasieniem. Strumienie spływały w niej, wypływały przy każdym drgnięciu. Imani trzęsła się w orgazmie, leżąc twarzą w poduszce, oczy wciąż utkwione w mężu, usta uśmiechnięte w zadowoleniu.
Omar wyciągnął kutasa powoli, oglądając, jak jego sperma wypływa z obu dziurek Imani. Pogładził jej spocone plecy i spojrzał na Marcina z uśmiechem.
— To dopiero początek. Twoja żona jest głodna. Jutro pokażemy jej więcej.
Imani uniosła się na łokciach, wciąż dysząc, i skinęła na męża, żeby podszedł bliżej. Jej głos był ochrypły, pełen obietnicy.
— Zostań z nami, Marcin. Chcę, żebyś widział wszystko, co on ze mną zrobi tej nocy... i nie tylko.
Omar nie dał Imani chwili na oddech. Wyciągnął z niej kutasa, wciąż twardy mimo dwóch wytrysków, i otarł główkę o jej spuchniętą, ociekającą spermą cipkę. Biała maź ciągnęła się nicią między jego członkiem a jej dziurkami. Marcin klęczał teraz przy łóżku, bo Imani przyciągnęła go za koszulę, kazała mu usiąść bliżej, na samej krawędzi, żeby nic mu nie umknęło. Serce waliło mu w żebrach jak w bęben. Zapach seksu – męski, ostry, mieszanka potu Omara, soków żony i spermy – wypełniał mu nozdrza, aż kręciło mu się w głowie.
— Liż — rozkazała Imani ochryple, rozchylając pośladki palcami. — Wyczyść mnie. Poczuj, co zostawił we mnie prawdziwy facet.
Marcin nachylił się, twarz płonęła wstydem. Język wyślizgnął się niepewnie, musnął najpierw wewnętrzną stronę uda, gdzie gęsta sperma spływała lepką ścieżką. Smak był słony, gorzki, obcy. Imani syknęła z zadowolenia, kiedy wsunął język głębiej, zbierając nasienie Omara prosto z jej rozwartej cipki. Zwieracz wciąż drgał po pieprzeniu w dupę, wypychając kolejne krople. Marcin lizał jak pies, głośno, mokro, czując, jak własny kutas w spodniach boli od napięcia. Omar stał nad nimi, machając ciężkim kutasem przed twarzą Marcina.
— Dobry chłopiec — zaśmiał się Hiszpan. — Twoja żona smakuje moim jebaniem. Ssij to z niej. Wszystko.
Imani złapała męża za włosy i przycisnęła jego usta mocniej do swojej dziury. Marcin czuł, jak jej ścianki wciąż pulsują, jak resztki spermy spływają mu po brodzie. Liznął też jej tyłek – luźny, czerwony od grubej rury Omara, otwór drżał pod językiem. Imani jęknęła basowo.
— Tak… wyliż moją zniszczoną dupę. Jesteś do tego stworzony, kochanie. Patrzyłeś, jak mnie rżnął, teraz sprzątaj.
Omar nie czekał długo. Położył się na łóżku, oparł plecami o zagłówek i skinął na Imani. Ona odsunęła Marcina jak zbędny mebel i wspięła się na Hiszpana tyłem, w pozycji cowgirl odwróconej. Rozchyliła pośladki i opuściła się powoli na jego kutasa – tym razem znów w dupę. Gruba żylasta rura weszła z oporem, rozciągając ją na nowo, a Imani wydała z siebie długi, gardłowy krzyk. Marcin widział wszystko z kilometra: jak zwieracz żony otwiera się wokół obcego kutasa, jak fałdy skóry wciągają się do środka, jak jądra Omara przylegają do jej mokrej cipki.
— Jezu, rozrywasz mnie — sapnęła Imani, zaczynając się podskakiwać. Jej jędrny tyłek klał o uda Hiszpana mokrym, głośnym dźwiękiem. — Szerszy… dłuższy… mój mąż nigdy by mnie tak nie wypełnił. Patrz na to, Marcin. Patrz, jak twoja żona bierze w dupę jak dziwka.
Omar trzymał ją za biodra żelaznym chwytem i pchał w górę, rżnąc ją od dołu. Każde pchnięcie wydobywało z Imani głośne, zwierzęce dźwięki. Cipka żony była pusta, ale ociekała sokami i resztkami spermy, które spływały na jaja Omara. Marcin siedział na podłodze, dłoń automatycznie wsunął do spodni i ścisnął własnego twardego kutasa. Był mniejszy, cieńszy – i wiedział, że oni to wiedzą. Wstyd palił go od środka, ale kutas tętnił, gotowy wystrzelić od samego widoku.
— Wyciągnij go — warknął Omar, patrząc na Marcina. — Pokaż nam tę żałosną pipkę. Niech twoja żona zobaczy, czym musiała się zadowalać.
Marcin posłusznie rozpiął rozporek. Wyciągnął kutasa – czerwonego, spoconego, z kroplą preejakulatu na czubku. Imani odwróciła głowę przez ramię i roześmiała się, nie przestając skakać na grubym kutasie w dupa.
— Boże, spójrz na to. Taki mały… taki miękki w porównaniu. Omar, pokaż mu, jak się jebie kobietę na serio.
Omar przyspieszył. Wbił się w jej tyłek aż po nasadę, a Imani krzyknęła imię Hiszpana, dochodząc gwałtownie. Jej ciało zesztywniało, cipka trysnęła sokami na prześcieradło, a dupa ścisnęła kutasa Omara konwulsyjnie. Marcin gapił się z otwartymi ustami, pompując własnego fiuta w dłoni, ale Omar nagle warknął:
— Nie. Nie wolno ci spuścić. Ręce na kolana. Tylko patrz.
Marcin puścił kutasa jak oparzony. Pulsował w powietrzu, bolący, zaniedbany. Imani zsunęła się z Omara, kutas Hiszpana wyszedł z jej dupy z mokrym odgłosem, a za nim popłynęła fala świeżej spermy – Omar nie wytrzymał i zalał ją od środka ponownie. Imani uklęknęła na czworaka, tyłem do męża, i rozchyliła pośladki szeroko.
— Zobacz, co ze mną zrobił. Obie dziurki otwarte, pełne jego nasienia. Chodź bliżej. Wsuń palce. Wyczuć, jak jestem rozciągnięta.
Marcin podpełzł na kolanach. Wsunął dwa palce w jej cipkę – ścianki były śliskie, rozluźnione, pełne gorącej masy. Potem w dupę – zwieracz ledwo stawiał opór, wpuścił go łatwo. Imani jęknęła zadowolona.
— Głębiej. Mieszaj jego spermę we mnie. Jesteś moim osobistym czyścicielem, Marcin. Taki użyteczny mały mąż.
Omar usiadł na skraju łóżka, kutas wciąż półtwardy, lśniący od soków Imani. Przyciągnął ją za włosy i wepchnął jej usta na swojego fiuta.
— Oczyść mnie. Zanim znów cię zerżnę.
Imani ssała chciwie, mlaskając, zbierając resztki własnych soków i spermy. Ślina i maź spływały jej po brodzie na piersi. Marcin klęczał obok, palce wciąż w jej dziurkach, i czuł, jak ona się zaciska, kiedy gardło wypełniał obcy kutas. Omar pchał jej głowę w dół, aż nos Imani dotykał jego brzucha, a ona krztusiła się głośno, łzy spływały jej po policzkach, ale nie odsuwała się. Przeciwnie – ręką sięgała do tyłu i trzymała dłoń Marcina w swojej dupa, żeby nie wyciągał palców.
Kiedy Omar znowu stwardniał w pełni, przewrócił Imani na plecy, uniósł jej nogi wysoko – prawie do uszu – i wbił się w cipkę jednym pchnięciem. Tym razem rżnął ją twardo, bez litości, łóżko uderzało o ścianę. Imani krzyczała pod każdym uderzeniem, piersi podskakiwały, a spoglądała prosto w oczy męża.
— Słyszysz te odgłosy? To mokre mlaskanie mojej cipki na jego kutasie. Nigdy tak nie brzmiała z tobą. Bo ty nigdy mnie tak nie napełniłeś. On jest we mnie cały… czuję go w brzuchu… zaraz znowu spuści… chce, żebym była pełna do rana.
Omar nachylił się, ugryzł jej sutek i przyspieszył. Jaja biły o jej tyłek. Marcin widział, jak brzuch Imani lekko wybrzusza się przy najgłębszych pchnięciach. Wstyd dusił go, ale jednocześnie chciał więcej – chciał widzieć, jak żona jest niszczona, jak traci kontrolę. Omar zaryczał i wbił się do końca, pompując trzecią porcję spermy prosto do macicy Imani. Ona doszła razem z nim, krzycząc, paznokcie wbijając w jego ramiona, a potem zwisła bezwładnie, nogi drżące.
Omar wyciągnął kutasa powoli. Z cipki Imani bulgotała gęsta, biała masa, spływając na prześcieradło w kałużę. Imani uniosła głowę, spojrzała na męża z uśmiechem pełnym czystej, brudnej rozkoszy.
— Podejdź. Otwórz usta. Chcę, żebyś połknął to, co z niego wyciekło.
Marcin nachylił się między jej uda. Język zbierał gęstą spermę prosto ze spuchniętej, czerwonej szparki. Smakował Omara, smakował żonę, smakował własną hańbę. Imani trzymała go za głowę i pocierała cipką o jego twarz, smarując go całą.
— Dobrze… tak… zjedz wszystko. Jutro rano Omar zabierze nas na prywatny pokład. Chcę, żeby rżnął mnie na leżaku przy basenie, na oczach innych pasażerów, a ty będziesz klęczał obok z otwartymi ustami. A potem… może znajdziemy kogoś jeszcze. Dwóch. Trzech. Chcę być pełna ze wszystkich stron, a ty będziesz tylko patrzył i lizał.
Omar zaśmiał się nisko, głaszcząc jej spocone udo.
— Twoja żona ma apetyt. A ja mam kolegów na statku. Mocnych. Głodnych. Jutro wieczorem pokażemy ci, co naprawdę znaczy być rogaczem. Na razie… weź ręcznik i wytrzyj nas. Potem usiądź w kącie i nie zasypiaj. Noc dopiero się rozkręca.
Imani przeciągnęła się jak kot, ociekająca, zadowolona, i pociągnęła Omara za rękę w stronę prysznica w apartamencie.
— Chodź, umyj mnie. A Marcin niech czeka tu i myśli o tym, jak jego żona będzie jutro brała kutasy jeden po drugim. Nie ruszaj się, kochanie. Będziesz potrzebny… do czyszczenia.
Marcin został na podłodze, kutas wciąż twardy, twarz mokra od ich soków, serce pełne upokorzenia i żądzy, która tylko rosła. Za drzwiami łazienki usłyszał śmiech Imani i niski głos Omara, potem mokre odgłosy – woda, pocałunki, znowu mlaskanie. Napięcie wisi w powietrzu jak ciężka burza. Jutro dopiero się zacznie na dobre.
Marcin siedział na podłodze apartamentu, plecami oparty o fotel, kutas wciąż twardy i bolący, oblepiony własnym preejakulatem. Za drzwiami łazienki woda szumiała, a głosy Imani i Omara mieszały się z mlaskaniem i mokrymi klapsami skóry o skórę. Słyszał, jak żona jęczy nisko, kiedy Hiszpan wciska ją twarzą w kafelki i wchodzi w nią od tyłu pod strumieniem.
— Głębiej… tak, pierdol mnie pod prysznicem, niech Marcin słyszy — szeptała Imani, a jej głos niósł się przez drzwi. — Chcę, żeby wiedział, że nawet mycie to dla ciebie okazja.
Omar warknął coś po hiszpańsku i przyspieszył. Marcin słyszał każde uderzenie bioder, każdy głośny, wilgotny odgłos, kiedy kutas wychodził i wpadał z powrotem w jej rozciągniętą dupę. Wstyd palił go jak kwas, ale dłoń drgnęła ku własnemu fiutowi. Powstrzymał się. Nie wolno. Omar kazał tylko patrzeć.
Drzwi łazienki otworzyły się. Imani wyszła pierwsza, naga, mokra, włosy przyklejone do twarzy, piersi lśniące od wody. Omar za nią, kutas półtwardy, kołyszący się ciężko. Podeszła do Marcina i kucnęła przed nim.
— Wstań. Chcę, żebyś mnie wysuszył. Językiem.
Marcin podniósł się na kolana. Imani rozłożyła nogi szeroko, stojąc nad nim, i przycisnęła mokrą cipkę do jego ust. Liznął. Smak mydła mieszał się z resztkami spermy Omara, która wciąż sączyła się z niej cienką strużką. Język wsunął głęboko, zbierając wszystko, a ona trzymała go za włosy i ocierała się o twarz.
— Dobrze… tak czyść swoją żonę po prawdziwym mężczyźnie. Czujesz, jak jestem otwarta? Jak luźna? Twój mały kutas nawet by nie poczuł ścianek.
Omar usiadł na łóżku i pociągnął ją za rękę. Imani odsunęła się od Marcina i wspięła na Hiszpana twarzą w twarz. Rozchyliła pośladki i opuściła się prosto na jego kutasa — tym razem w cipkę. Weszła z mokrym, głośnym dźwiękiem, aż po jaja. Zaczęła jeździć powoli, okrężnymi ruchami, piersi kołysząc się przed twarzą Omara. On złapał je w dłonie i ugniatał, ssąc sutki na przemian.
— Marcin, bliżej — rozkazała Imani przez ramię. — Klęknij za mną. Patrz, jak wchodzi. I wsuń język w moją dupę, kiedy on mnie rżnie.
Marcin posłusznie zbliżył twarz. Widział wszystko z centymetra: gruby, żyłkowany kutas Omara rozpychający różowe wargi żony, soki spływające po jądrach, fałdy skóry wciągające się przy każdym wzniesieniu. Wsunął język w jej tyłek. Zwieracz był wciąż luźny, łatwo przyjął go, a Imani jęknęła głośno, kiedy Omar pchnął biodrami w górę i jednocześnie Marcin lizał głęboko.
— Jezu… obaj… ale tylko on mnie jebie, ty tylko sprzątasz — sapnęła. — Rżnij mnie mocniej, Omar. Chcę, żeby mąż poczuł, jak drżę, kiedy dochodzę na twoim kutasie.
Omar złapał ją za biodra i zaczął wbijać się od dołu ostro, szybko. Imani krzyczała przy każdym pchnięciu, cipka mlaskała głośno, a dupa zaciskała się wokół języka Marcina. Dochodziła gwałtownie, ciało drżało, soki trysnęły na twarz męża. Omar nie zwolnił. Przewrócił ją na plecy, uniósł nogi na ramiona i wbił się jeszcze głębiej, aż brzuch Imani lekko wybrzuszał się od długości.
— Patrz na swoją żonę, rogaczu — warknął do Marcina. — Bierze cały mój kutas jak zawodowa dziwka. Jutro dam jej moich kolegów. Dwóch naraz. Jeden w cipkę, jeden w gardło, a ty będziesz klęczał z otwartymi ustami i zbierał to, co wycieknie.
Imani śmiała się przez jęki, oczy utkwione w Marcinie.
— Tak… chcę tego. Chcę być pełna kutasy, a ty tylko patrz i liż. Twój mały fiut zostaje w spodniach. Nikt go nie potrzebuje.
Omar przyspieszył, jaja biły o jej tyłek, i zaryczał, spuszczając czwartą porcję głęboko do środka. Imani doszła z nim, krzycząc jego imię, paznokcie wbijając w prześcieradło. Kiedy wyciągnął kutasa, z cipki bulgotała gęsta, biała masa, spływając na pośladki. Imani rozchyliła wargi palcami.
— Jedz, Marcin. Wszystko. Potem połknij.
Marcin nachylił się i ssał. Gęsta sperma spływała mu po języku, po brodzie, a on połykał, czując hańbę jak gorący węgiel w żołądku. Imani trzymała go mocno, ocierając spuchniętą szparkę o jego usta, aż twarz była cała śliska.
Omar wstał, kutas wciąż lśniący.
— Noc dopiero się zaczyna. Za chwilę wrócę z kimś. Kolega z pokładu. Chce zobaczyć twoją żonę. Chce jej spróbować.
Imani przeciągnęła się na łóżku, ociekająca, zadowolona, i spojrzała na Marcina z uśmiechem pełnym czystej żądzy.
— Zostań tu na kolanach. Nie ruszaj się. Kiedy wrócą, będziesz trzymał mnie za ręce, żeby nie uciekła… choć i tak nie dam rady. Chcę, żebyś czuł, jak drżę, kiedy obcy kutas wchodzi we mnie pierwszy raz.
Marcin kiwnął głową, gardło spalone wstydem i podnieceniem. Kutas pulsował, zapomniany, czerwony. Omar ubrał szorty i wyszedł. Za drzwiami słychać było kroki, niski śmiech, potem wrócił z wysokim, opalonym facetem o szerokiej klatce i grubym, ciemnym kutasie już wystającym ze spodni.
— To Carlos — powiedział Omar. — Też Hiszpan. Głodny.
Imani uniosła się na łokciach, nogi wciąż rozchylone, sperma Omara sączyła się z niej na prześcieradło.
— Chodź tu. Pokaż mi, co masz. Marcin, trzymaj mnie. Patrz uważnie.
Carlos podszedł, rozpiął się w pełni. Kutas był gruby jak nadgarstek, żyły pulsowały. Imani złapała go dłonią i wciągnęła do ust bez wahania, ssąc głośno, głęboko, aż policzki wpadły. Marcin klęczał przy głowie żony, trzymał jej nadgarstki, czując, jak drżą z ekscytacji. Carlos złapał ją za włosy i zaczął rżnąć gardło powoli, ślina spływała strużkami.
Omar stanął z boku i wsunął dwa palce w cipkę Imani, mieszając własną spermę.
— Dobra i mokra. Carlos, bierz ją. Ja wejdę w dupę jednocześnie.
Carlos wyciągnął fiuta z ust Imani i położył się na łóżku. Ona wspięła się na niego, opuściła na gruby kutas w cipkę jednym ruchem. Krzyknęła ostro, rozciągnięta do granic. Omar od razu klęknął za nią, plunął na jej tyłek i wcisnął główkę w luźny już zwieracz. Wszedł powoli, centymetr po centymetrze, aż oba kutasy były w niej po jaja.
Imani wyła. Ciało drżało, oczy wywrócone, usta otwarte.
— Boże… dwóch… czuję ich obu… Marcin, patrz… twoja żona bierze dwa kutasy naraz… nigdy nie byłaś taka pełna… rżnijcie mnie… niszczcie…
Zaczęli się ruszać w przeciwtakcie. Jeden wychodził, drugi wchodził. Mokre, głośne odgłosy wypełniały pokój — mlaskanie, klapsy, jęki Imani. Marcin trzymał jej ręce, twarz tuż przy jej twarzy, widział każdą zmarszczkę rozkoszy, każdą łzę ekscytacji. Cipka i dupa żony były rozwarte na oścież, wargi spuchnięte, białe pecherzyki spermy Omara wypychane na zewnątrz przy każdym pchnięciu.
— Jesteś żałosny — szeptała Imani mężowi między krzykami. — Trzymasz mnie, żeby obcy faceci mogli mnie pieprzyć. Twój kutas jest niczym. Nawet nie drgnie przy ich. Jutro przy basenie będzie nas trzech. Chcę, żebyś klęczał publicznie i lizał, kiedy będą mnie napełniać.
Carlos złapał ją za piersi i przyspieszył, wbijając się aż po brzuszek. Omar w dupa uderzał mocno, jaja klaszcząc o te Carlosa. Imani doszła gwałtownie, ciało zesztywniało, obie dziurki zacisnęły się konwulsyjnie. Carlos zaryczał i spuścił się głęboko w cipkę, fale gorącej spermy wypełniały ją. Omar chwilę później wbił się do końca w tyłek i zalał ją od środka.
Kiedy wyciągnęli kutasy, z obu dziurek Imani bulgotała mieszanka, spływając na łóżko gęstą kałużą. Ona leżała bezwładnie, drżąca, uśmiechnięta.
— Marcin… jedz. Teraz. Oboje. Zbierz wszystko. Jutro rano na pokładzie będzie więcej. Carlos ma brata. Omar obiecał. Chcę być pełna do rana i dalej. A ty będziesz tylko czyścił i patrzył, jak twoja żona staje się ich wspólną dziwką.
Marcin nachylił się między jej uda. Język zanurzył w spuchniętej cipce, ssąc gęstą, słoną masę dwóch mężczyzn. Potem w dupę. Smak był ostry, obcy, upokarzający. Imani trzymała go za głowę i ocierała się, a Omar i Carlos stali nad nimi, kutasami wciąż półtwardymi, śmiejąc się nisko.
— Noc długa — powiedział Omar. — Jeszcze nie skończyliśmy. Zaraz znów stwardniejemy. A jutro… basen, leżaki, pasażerowie. Twoja żona będzie rżnięta na oczach wszystkich, a ty klękniesz z otwartymi ustami jak dobry mały rogacz.
Imani uniosła biodra, wciskając twarz męża głębiej w swoje ociekające dziurki.
— Słyszysz, kochanie? To dopiero początek eskalacji. Chcę więcej. Chcę, żebyś czuł, jak tracę się całkowicie. Nie zasypiaj. Będziesz potrzebny do każdej kropli.
Marcin lizał, połykał, serce biło jak oszalałe, kutas bolący i zaniedbany. Napięcie rosło z każdą minutą — kolejna runda wisiała w powietrzu, a jutro miało przynieść publiczne upokorzenie i jeszcze więcej ciał.
Marcin wciąż klęczał między udami Imani, język głęboko w jej spuchniętej cipce, kiedy Omar i Carlos znów stwardnieli. Grube, lśniące od resztek kutasy kołysały się tuż przy jego policzku. Imani uniosła biodra wyżej, wciskając twarz męża mocniej w ociekające dziurki.
— Ssij mocniej, kochanie. Jeszcze trochę wycieka. Carlos, daj mu polizać twojego też.
Carlos chwycił Marcina za włosy i otarł ciemną, pulsującą główkę o jego usta. Słona, gorzka maź z cipki Imani mieszała się ze smakiem Hiszpana. Marcin otworzył usta posłusznie, wziął go na język, czując jak żyły drgają. Wstyd palił gardło jak kwas, ale kutas w spodniach tętnił boleśnie, zapomniany, czerwony od napięcia. Omar zaśmiał się nisko.
— Dobry rogacz. Teraz połóż się na plecach, Imani. Carlos wejdzie ci w gardło, ja znowu w dupę. A ty, Marcin, wsuń palce w cipkę i mieszaj to, co zostało.
Imani przełożyła się szybko, nogi szeroko rozchylone, głowa zwisająca z krawędzi łóżka. Carlos wsunął się jej do gardła jednym długim pchnięciem. Ślina trysnęła bokami, kiedy krztusiła się głośno, policzki wpadły, łzy popłynęły. Omar klęknął za nią, plunął grubą śliną na czerwony, luźny zwieracz i wbił się bez ceremonii. Dupa Imani przyjęła go z mokrym, głośnym odgłosem, wciąż rozciągnięta po poprzednich rundach. Marcin wsunął trzy palce w jej cipkę — ścianki były gorące, śliskie, pełne resztek spermy. Czuł, jak Omar rżnie obok, jak gruby kutas przesuwa się przez cienką ściankę.
— Jezu… gardło… dupa… — Imani bełkotała wokół fiuta Carlosa, głos zdławiony. — Marcin, głębsze palce… czuj, jak jestem zniszczona… twoja żona bierze dwóch jak kurwa… i kocha to…
Omar przyspieszył, jaja klaszcząc o jej pośladki. Każde pchnięcie wypychało powietrze z płuc Imani, a ona ssała chciwie, rękami trzymając biodra Carlosa. Marcin patrzył z bliska — jak wargi cipki drżą wokół jego palców, jak dupa wciąga Omara po nasadę, jak gardło nabrzmiewa od grubego kutasa. Hańba mieszała mu się z żądzą tak mocno, że aż mu się kręciło. Chciał spuścić, ale wiedział, że nie wolno. Ręce trzymał w niej, tylko mieszał, zbierał, czuł pulsowanie.
Carlos złapał ją mocniej za włosy i wbił się aż po jaja, spuszczając głęboko w gardło. Imani przełykała głośno, kaszląc, biała maź spływała jej nosem i brodą. Omar chwilę później zaryczał i zalał jej tyłek kolejną porcją, gorącą, gęstą. Kiedy wyciągnął, z obu dziurek bulgotało. Imani leżała bezwładna, dysząc, uśmiechnięta brudno.
— Marcin… teraz. Wyczyść gardło też. Liż mi twarz. Potem dupa i cipka. Chcę być sucha, zanim przyjdzie następny.
Marcin nachylił się nad jej twarzą. Język zbierał spermę Carlosa z brody, z ust, z policzków. Smakował obcego faceta, smakował żonę, smakował własną klęskę. Imani otworzyła usta i pozwoliła mu ssać resztki prosto z języka. Potem zsunął się niżej — wessał z cipki, z dupy, głośno mlaskając, połykając wszystko. Omar i Carlos stali nad nim, kutasami wciąż półtwardymi, głaszcząc się powoli.
Drzwi apartamentu otworzyły się bez pukania. Wszedł trzeci — wyższy od Carlosa, o jeszcze szerszych ramionach, ciemnej skórze i kutasie grubym jak przedramię, już twardym, z kroplą preejakulatu na czubku. Omar skinął.
— To Diego. Brat Carlosa. Obiecałem ci trzech, Imani. Chce spróbować tej polskiej cipki, o której opowiadaliśmy.
Imani uniosła się na łokciach, oczy błyszczące głodem. Sperma wciąż sączyła się z niej cienkimi strużkami.
— Chodź tu. Pokaż mi. Marcin, trzymaj moje nogi. Rozchyl mnie szeroko. Chcę, żebyś czuł, jak wchodzi pierwszy raz.
Marcin chwycił żonę za uda, uniósł je wysoko, rozciągając jej dziurki na oścież. Diego podszedł, otarł ogromną główkę o spuchnięte wargi cipki Imani i wbił się powoli, centymetr po centymetrze. Ona wyła — długi, gardłowy krzyk. Grubość rozrywała ją na nowo, brzuch lekko wybrzuszył się od długości. Marcin widział wszystko z centymetra: jak różowe ścianki wciągają się, jak fałdy skóry napinają się do granic, jak soki i resztki spermy spływają po jądrach Diega.
— Boże… większy… jeszcze grubszy… Marcin, patrz… twoja żona bierze trzeciego… nigdy nie byłaś taka pełna… rżnij mnie, Diego… niszcz tę cipkę…
Diego złapał ją za biodra i zaczął wbijać się twardo, głęboko. Łóżko dudniło o ścianę. Carlos wszedł jej z powrotem do gardła, a Omar wsunął dwa palce w dupa, przygotowując. Imani drżała cała, oczy wywrócone, ślina spływała strużkami. Marcin trzymał jej nogi, twarz tuż przy miejscu, gdzie obcy kutas znikał w żonie. Czuł wibracje każdego pchnięcia, słyszał mokre mlaskanie, czuł zapach trzech mężczyzn mieszający się z jej sokami.
— Jesteś niczym — szeptała Imani mężowi między krzykami. — Trzymasz mnie otwartą dla obcych kutasów. Twój mały fiut nawet by nie wypełnił jednej dziurki. Jutro przy basenie będzie nas czterech. Chcę, żebyś klęczał publicznie, z otwartymi ustami, kiedy będą mnie napełniać na leżaku. Żeby pasażerowie widzieli, jaki jesteś żałosny.
Diego przyspieszył, jaja biły o jej tyłek. Omar wyciągnął palce i wcisnął główkę w dupa jednocześnie. Imani krzyknęła ostro, ciało zesztywniało w podwójnej penetracji z Diego w cipce. Carlos rżnął gardło bez litości. Trzech naraz. Marcin patrzył, jak żona jest wypchana do granic, jak jej brzuch drga, jak oczy zalewają się łzami rozkoszy. Wstyd dusił go, ale kutas bolał tak, że aż łzy stanęły mu w oczach.
Imani doszła gwałtownie, tryskając sokami na brzuch Diega, obie dziurki zaciskając konwulsyjnie. Diego zaryczał i spuścił głęboko, fale gorącej masy wypełniały macicę. Omar chwilę później zalał dupa. Carlos wypompował resztę w gardło. Kiedy wyciągnęli, z Imani bulgotała gęsta, biała mieszanka trzech facetów, spływając na prześcieradło w kałużę. Ona leżała drżąca, uśmiechnięta, całkowicie zniszczona.
— Marcin… jedz. Wszystko. Teraz. Potem liż ich kutasy do czysta. Chcę, żebyś smakował każdego, kto mnie zerżnął.
Marcin nachylił się bez wahania. Język zanurzył w cipce, ssąc gęstą, słoną masę. Potem dupa. Potem gardło — ssał resztki z ust Imani. Omar, Carlos i Diego stali w kręgu, podsuwając mu półtwarde fiuty. Marcin brał je po kolei, czyścił, połykał, twarz cała śliska od spermy i soków. Imani głaskała go po włosach jak psa.
— Dobry mały mąż. Jutro rano idziemy na prywatny pokład. Będą leżaki, basen, inni pasażerowie. Chcę, żeby rżnęli mnie na oczach wszystkich — jeden w cipkę, jeden w dupę, jeden w gardło, a ty będziesz klęczał obok z otwartymi ustami i zbierał, co wycieknie. A potem… może znajdziemy jeszcze kogoś z załogi. Kapitana. Stewarda. Chcę być pełna do wieczora i dalej. A ty tylko patrz i sprzątaj.
Omar zaśmiał się, głaszcząc jej spocone udo.
— Twoja żona ma apetyt, rogaczu. Noc jeszcze nie skończona. Za godzinę znów stwardniejemy. A ty nie zasypiaj. Będziesz lizał każdą kroplę. Jutro dopiero zobaczysz, co znaczy prawdziwe upokorzenie.
Imani pociągnęła Marcina za włosy, wciskając jego twarz z powrotem między swoje uda, gdzie wciąż sączyło się nasienie trzech mężczyzn.
— Słyszysz, kochanie? To dopiero eskalacja. Chcę więcej ciał. Chcę, żebyś czuł, jak tracę się całkowicie dla nich. Nie ruszaj się. Będziesz potrzebny… do wszystkiego, co wycieknie. A rano… basen czeka.
Marcin lizał, połykał, serce biło jak oszalałe, kutas bolący i zaniedbany, twarz oblepiona ich sokami. Napięcie rosło z każdą minutą — kolejna runda wisiała w powietrzu jak burza, a jutrzejszy publiczny spektakl już palił mu wyobraźnię. Imani jęknęła zadowolona, kiedy wsunął język głębiej, a trzej Hiszpanie stali nad nimi, kutasami znów twardniejącymi, śmiejąc się nisko w oczekiwaniu na więcej.
Marcin wciąż klęczał między udami Imani, kiedy trzej Hiszpanie znów stwardnieli na dobre. Diego pierwszy pociągnął go za włosy i otarł ogromną, ciemną główkę o spuchnięte usta męża. Marcin otworzył je automatycznie, wziął gruby kutas na język, czując resztki własnej żony i wcześniejszej spermy. Smak był ostry, słony, obcy. Omar i Carlos stanęli po bokach, pompując swoje fiuty tuż przy jego policzkach.
— Na czworaka, Imani — warknął Omar. — Marcin pod spodem. Niech liże, kiedy my cię napełnimy.
Imani odwróciła się błyskawicznie, pośladki uniesione, cipka i dupa wciąż ociekające. Usiadła twarzą w dół na twarzy męża, rozchylając się szeroko. Marcin poczuł gorące, śliskie wargi na ustach, soki i resztki spermy spływające mu prosto do gardła. Diego klęknął z przodu i wbił się w jej gardło jednym pchnięciem. Carlos wszedł w cipkę, a Omar bez ceregieli wcisnął się w luźną już dupę. Trzech naraz. Imani wyła w dławiącym się rykach, ciało drżało, kiedy kutasy wchodziły i wychodziły w przeciwtakcie. Marcin lizał jak szalony — język wsuwał głęboko w każdą szczelinę, którą akurat nie zajmował ktoś inny, zbierał wypychane bańki spermy, ssał spuchnięte wargi. Czuł przez cienką ściankę, jak Carlos i Omar mijają się w środku żony. Wstyd palił go żywym ogniem, kutas bolał tak, że aż łzy stanęły mu w oczach, ale nie wolno mu było nawet dotknąć.
— Jesteś… niczym… — bełkotała Imani wokół Diega. — Trzymasz język… a oni mnie niszczą… Boże, jak pełna… rżnijcie mocniej… chcę czuć was w brzuchu…
Omar przyspieszył, jaja klaszcząc o te Carlosa. Każde pchnięcie wypychało z Imani głośne, zwierzęce dźwięki. Doszła gwałtownie, tryskając sokami prosto na twarz Marcina, obie dziurki zaciskając konwulsyjnie wokół obcych kutasów. Diego zalał jej gardło, Carlos macicę, Omar dupę. Kiedy wyciągnęli, z Imani bulgotała gęsta, biała masa trzech facetów. Spływała po udach, po piersiach, po brodzie męża. Marcin lizał i połykał bez przerwy, twarz cała śliska, serce walące jak młot.
Nie dali jej odpocząć. Carlos położył się na plecach, Imani usiadła na nim tyłem, wbijając się na kutasa w dupę. Diego wszedł od przodu w cipkę, a Omar znów wepchnął się do gardła. Marcin klęczał z boku, trzymając jej rozchylone pośladki, żeby nic mu nie umknęło. Widział, jak dwa grube fiuty rozciągają żonę do granic, jak fałdy skóry wciągają się, jak brzuch lekko wybrzusza się przy najgłębszych pchnięciach. Imani krzyczała imiona, dochodząc co chwilę, ciało drżące, oczy wywrócone.
Kiedy wreszcie spuścili się znowu — Diego w cipkę, Carlos w dupę, Omar na twarz — Imani zwisała bezwładnie, ociekająca, uśmiechnięta brudno. Marcin wessał wszystko, aż prześcieradło było mokre od jego śliny i ich resztek.
Świt wkradał się przez okna. Omar spoglądał na zegarek i uśmiechnął się.
— Basen. Teraz.
Wzięli ręczniki, nic więcej. Imani szła naga między nimi, sperma wciąż sączyła się cienkimi strużkami po wewnętrznych stronach ud. Marcin boso, w samych spodniach, kutas twardy i wyraźnie odznaczający się. Prywatny pokład był już prawie pusty o tej porze — tylko kilku wczesnych pasażerów przy leżakach, kelnerka rozstawiająca ręczniki. Omar położył Imani na szerokim leżaku tuż przy krawędzi basenu, nogami do wody. Carlos i Diego stanęli po bokach.
— Rozchyl ją, rogaczu — rozkazał Omar głośno. Kilka głów się odwróciło.
Marcin chwycił żonę za uda i uniósł je wysoko, rozciągając spuchnięte dziurki na oścież na oczach patrzących. Diego wszedł pierwszy — gruby kutas wsunął się w cipkę z mokrym odgłosem. Imani krzyknęła szczerze, piersi podskakując. Omar od razu klęknął z boku i wepchnął się w dupa. Carlos stanął nad jej głową i wypełnił gardło. Trzech naraz, publicznie. Mokre mlaskanie, klapsy skóry, jęki Imani niosły się po pokładzie. Pasażerowie nie odwracali wzroku. Jedna para nawet przysunęła leżaki bliżej.
— Patrzcie… — sapnęła Imani między pchnięciami, oczy utkwione w mężu. — Mój mąż trzyma mnie otwartą… żebym brała kutasy jak dziwka… jest taki żałosny… taki mały… nigdy mnie tak nie wypełnił…
Omar i Diego rżnęli ją synchronizowanie, głęboko, ostro. Marcin klęczał z otwartymi ustami tuż przy miejscu, gdzie kutasy znikały w żonie, zbierając każdą wypływającą kroplę. Kiedy Diego zaryczał i zalał cipkę, a Omar dupę, gęsta masa bulgotała na zewnątrz prosto na język Marcina. Carlos spuścił się na jej twarz i piersi. Imani drżała w kolejnym orgazmie, śmiejąc się głośno, kiedy Marcin ssał i połykał na oczach wszystkich.
Nie skończyli. Steward z barem podszedł z tacą, kutas już twardy w spodniach. Omar skinął. Steward rozpiął się, Imani wzięła go do ust, a Carlos i Diego zmienili się — jeden w cipkę, drugi w dupa. Marcin trzymał jej ręce nad głową, czując, jak drżą z rozkoszy. Pasażerowie filmowali telefonami, szeptali. Imani dochodziła bez przerwy, ciało konwulsyjne, soki tryskające na leżak i na twarz męża.
Kiedy steward zalał jej gardło, a dwaj Hiszpanie znowu wypełnili dziurki, Omar zawołał jeszcze kelnerkę i młodego pasażera z sąsiedniego leżaka. Imani brała ich po kolei — cipka, dupa, usta — aż leżak był kałużą spermy. Marcin lizał bez wytchnienia, twarz oblepiona, kutas wciąż bolący i nietknięty. Wstyd mieszał się z żądzą tak mocno, że aż mu się kręciło.
Wreszcie Imani legła bezwładna, ociekająca z każdej dziurki, uśmiechnięta, całkowicie zniszczona. Mężczyźni po kolei ocierali kutasy o jej usta i o twarz Marcina, a on czyścił ich do cna. Słońce grzało już mocno. Omar pogładził spocone udo Imani.
— Dosyć na teraz. Ale rejs długi.
Imani uniosła głowę, spojrzała na męża mokrymi oczami pełnymi czystej, brudnej satysfakcji. Pociągnęła go bliżej, pocałowała w usta pełne ich smaku i szepnęła tak, żeby tylko on słyszał:
— Kocham cię za to, Marcin. Naprawdę.
Marcin przytulił się do jej piersi, kutas wciąż twardy, serce pełne upokorzenia i dziwnej, mrocznej ulgi. Myślał, że to koniec, że wrócą do kajuty, że może nawet wróci normalność. Nie wiedział, że Imani już od tygodnia planowała coś więcej — że w jej telefonie leżała rezerwacja na osobny apartament dla Omara, Carlosa i Diega na cały pozostały rejs, a w skrzynce mailowej potwierdzenie, że za trzy miesiące składa wypowiedzenie w pracy i wyprowadza się do Barcelony, gdzie czekało już mieszkanie opłacone przez Hiszpanów. Miała zamiar zostać ich wspólną dziwką na stałe. A jemu powiedzieć dopiero, kiedy będzie za późno.
Rate this story
Popular Collections
Browse Categories