Wdowa budzi ogień w jego ramionach
Wdowa Kasia (38) otwarcie zdradza nieśmiałego męża Marka (42) z dominującym Tomkiem, a on patrzy i się podnieca.
Marek, czterdziestodwuletni księgowy z perpetualnym rumieńcem na policzkach, wtoczył walizki do pensjonatu „Leśna Przystań” nad jeziorem i od razu poczuł, że te wakacje będą inne. Jego żona Kasia, trzydziestoośmioletnia zmysłowa wdowa po pierwszym mężu, weszła za nim w obcisłej sukience w kwiatki, która podkreślała pełne piersi i biodra. Marek kochał te biodra. Kochał też to, że Kasia czasem z ironią mówiła o jego „skromnym wyposażeniu”, a on wtedy twardniał jak nastoletni gówniarz. Tylko nigdy nie poszli dalej.
W holu stał on. Tomek, trzydziestopięcioletni były strażak, szeroki w barkach, z brodą przystrzyżoną na krótko i uśmiechem człowieka, który wie, że drzwi same się przed nim otwierają. Podniósł walizkę Kasi jednym palcem.
— Pozwolicie? — zapytał niskim głosem. — Tomek. Były strażak, obecnie fachowiec od wszystkiego, co się pali.
Kasia zaśmiała się gardłowo.
— To dobrze, bo ja akurat lubię, jak coś się pali — odparła, patrząc mu prosto w oczy.
Marek poczuł, jak żołądek mu opada, a kutas jednocześnie drga w majtkach. Upokorzenie i podniecenie zmieszały się w jedną gorącą kulę. Stanął za żoną jak cień, niski, nieśmiały, w koszuli w kratę, którą Kasia zawsze nazywała „strojem ofiary losu”.
Przy kolacji na tarasie Tomek usiadł naprzeciwko. Kasia otwarcie muskała jego dłoń nad solniczką, opowiadała o swoim pierwszym mężu („solidny człowiek, ale w łóżku jak termometr — tylko leżał i mierzył temperaturę”) i co chwilę zerkała na Marka z figlarnym błyskiem.
— A mój Marek — powiedziała głośno, żeby słyszał cały stół — jest słodki. Tylko trochę… delikatny. Prawda, kochanie?
Marek przełknął ślinę. Wina w kieliszku drżało mu w dłoni.
— Prawda — wymamrotał. W spodniach miał już kamień.
Tomek uśmiechnął się szeroko, jakby dostał prezent.
— Delikatność ma swoje uroki. Ale ogień też. Szczególnie przy jeziorze.
Kasia przechyliła się do przodu, dekolt prawie wpadł jej do talerza.
— A ty wyglądasz na faceta, który umie gasić pożary… albo je rozniecać.
Marek siedział cicho, czerwony po same uszy, a w głowie kręciło mu się tylko jedno: chce, żeby ona to robiła. Chce patrzeć. Chce czuć się mały. I nienawidził się za to tak samo mocno, jak kochał.
Następnego wieczoru na tarasie grała cicha muzyka z głośników. Kilka par tańczyło. Kasia pociągnęła Marka na bok, a Tomek i tak się pojawił jak wezwany. Żarty leciały lekkie: o wędkarzach, którzy łowią tylko małe rybki, o strażakach z długimi wężami. Kasia tańczyła z Tomkiem blisko, biodra do bioder, a Marek stał przy balustradzie i czuł, jak mu drżą kolana.
Potem Kasia podeszła do niego, wzięła go za twarz obiema dłońmi i powiedziała wprost, bez owijania:
— Słuchaj, kochanie. Mam ochotę poczuć w sobie prawdziwego mężczyznę. Tego wielkiego. I chcę, żebyś patrzył. Bo wiem, że cię to jara. Przyznaj się.
Marek spłonął. Uszy mu parowały. Ale kiwnął głową tak szybko, że prawie stracił okulary.
— Chcę… chcę na to patrzeć — wyszeptał. — Kurwa, Kasia, tak. Chcę.
Tomek usłyszał. Podszedł, położył wielką dłoń na ramieniu Kasi.
— To chodźcie. Wasz apartament. Ja prowadzę.
Weszli. Marek usiadł w fotelu naprzeciw łóżka, jak na premierze filmu, w którym gra główną rolę ofiary losu. Serce waliło mu jak młot. Kasia stanęła przed Tomkiem i od razu wpiła się w jego usta. Namiętnie, głośno, z mlaskaniem. Języki splotły się, ręce Tomka zjechały na jej tyłek i ścisnęły mocno.
— Rozbieraj się, wdowo — warknął Tomek z uśmiechem. — Pokaż mężowi, na co patrzy.
Kasia ściągnęła sukienkę jednym ruchem. Stanik wyleciał za nią. Pełne, ciężkie piersi z ciemnymi sutkami drgnęły. Stringi zsunęła wolno, odwracając się tyłem do Marka, żeby ten widział, jak mokra już jest między nogami. Tomek zerwał koszulę. Klatka szeroka, blizna po oparzeniu na boku, brzuch twardy. Spodnie i bokserki poleciały na podłogę.
I wtedy Kasia sapnęła z teatralnym zachwytem.
— O kurwa, Marek, patrz. To nie jest kutas. To jest narzędzie do burzenia murów.
Tomek miał grubego, długiego fiuta, żyły wystawały, żołądź lśniła od preciki. Marek w fotelu skulił się, a własny mały, sztywny jak drut penis drgał w spodniach. Wstyd palił go żywcem i jednocześnie sprawiał, że był twardszy niż kiedykolwiek.
— Porównaj, kochanie — szydziła Kasia czule, łapiąc Tomka za jaja. — Twój to taki… miły ołówek. A to jest drąg. Gruby, ciężki. Czuć od razu, że facet nie żartuje.
Tomek zaśmiał się basowo.
— Nie martw się, Marek. Twoja żona i tak wróci do ciebie. Tylko najpierw trochę ją… rozciągnę.
Kasia klęknęła przed nim na dywanie. Wzięła grubego kutasa obiema rękami, oblizała od jaj do żołędzi i wessała głęboko. Policzki jej zapadły. Ślina spłynęła po brodzie. Uniosła wzrok i wbiła go prosto w oczy Marka.
— Patrz, jak się nim dławię, kochanie — wyksztusiła, kiedy wyjęła fiuta z ust na chwilę. — Taki gruby… ledwo mi się mieści. A ty zawsze miałeś problem, żebym w ogóle coś poczuła. Mmm.
Wzięła znowu, głębiej, aż krztusiła się z zadowoleniem. Tomek trzymał ją za włosy, ale nie szarpał brutalnie — prowadził. Marek siedział z otwartymi ustami, ręka nieświadomie wędrowała do rozporku. Rozpiął, wyciągnął swojego małego, czerwonego od wstydu kutasa i zaczął powoli machać, nie odrywając wzroku.
— Dobra dziewczynka — mruknął Tomek. — A teraz na łóżko. Będziesz jeździć.
Kasia wspięła się na materac na czworaka, odwróciła się tyłem, ale Tomek przewrócił ją na plecy, a potem sam położył się i posadził ją na sobie w pozycji na jeźdźca. Gruby fiut tarł o mokre wargi sromu. Kasia złapała go u nasady, naprowadziła i opuściła się jednym długim, jękliwym ruchem.
— Aaaah, kurwa! — wrzasnęła. — Jaki on gruby… Marek, on mnie rozpycha! Czuć każdą żyłę!
Tomek chwycił ją mocno za biodra, wbił w górę i zaczął podrzucać. Kasia podskakiwała, piersi biły o własną klatkę, paznokcie wpiły się w jego tors. Krzyczała głośno, bez wstydu, mieszając przekleństwa z imieniem męża.
— Patrz na mnie, Marek! Patrz, jak twoja żona pieprzy się z prawdziwym kutasem! O ja pierdolę, tak głęboko…
Marek mamrotał coś nieskładnego, rwał sobie fiuta szybciej. Wstyd spływał mu po plecach potem, a jednocześnie czuł, że zaraz spuści od samego patrzenia.
Po dłuższej chwili Tomek uniósł Kasię, odwrócił ją i ustawił na czworaka przy brzegu łóżka, tak żeby Marek miał idealny widok. Wbił się od tyłu jednym mocnym pchnięciem. Kasia wydała z siebie pisk, a potem niski, zwierzęcy jęk. Tomek trzymał ją za biodra, uderzał rytmicznie, jaja plaskały o jej cipkę. Skóra o skórę, mokre odgłosy, łóżko skrzypiało.
— Powiedz mu — warknął Tomek, nie zwalniając.
Kasia odwróciła spoconą twarz do męża, oczy szkliste od rozkoszy.
— Kocham cię, Marek… ale ten kutas… ten kutas mnie niszczy w najlepszym sensie. Jeszcze… jeszcze nie kończ, Tomek. Chcę więcej. Chcę, żeby mój mąż zobaczył, jak dochodzę na tobie. I żebyś ty, kochanie, siedział tam i jarał się swoją małością.
Marek kiwnął głową jak idiotka, dłonią wciąż pracując nad sobą. Tomek przyspieszył, głębokie pchnięcia sprawiały, że brzuch Kasi wzdęło się lekko od środka. Ona krzyczała już bez słów, tylko wysokie, urywane dźwięki. Apartament pachniał seksem, potem i jeziorem dobiegającym przez uchylone okno.
Nagle Tomek zwolnił, prawie wyciągnął się z niej, zostawiając tylko żołądź w środku, i spojrzał na Marka z półuśmiechem.
— Spokojnie, księgowy. To dopiero rozgrzewka. Twoja żona dopiero się rozkręca. A ja mam jeszcze kilka pomysłów, jak cię tu upokorzyć, zanim w ogóle pomyślisz o spuszczeniu.
Kasia zachichotała chrapliwie, wciąż nabita na niego, i mrugnęła do męża mokrymi rzęsami.
— Zostań w tym fotelu, kochanie. Noc dopiero się zaczyna. I nie waż się dochodzić za wcześnie. Chcę, żebyś wszystko widział.
Tomek nie dał im nawet chwili na oddech. Wbił się z powrotem w Kasię jednym płynnym ruchem, aż ta wrzasnęła z mieszaniny bólu i rozkoszy, a łóżko zaskrzypiało jak stare drzwi w horrorze. Marek w fotelu siedział z otwartymi ustami, mały czerwony kutas w dłoni drgał jak niespokojny owad, a w głowie huczało mu tylko jedno: kurwa, jak ona to bierze. I jak bardzo mi się to jara.
— No no, księgowy — burknął Tomek, nie zwalniając tempa, jaja głośno plaskające o mokre uda Kasi. — Patrz uważnie. Twoja żona właśnie odkrywa, że cipka to nie tylko ozdoba do majtek. To porządny warsztat.
Kasia zaśmiała się chrapliwie między jękami, odwracając spoconą twarz do męża. Włosy kleiły się jej do czoła, sutki twarde jak guziki od koszuli.
— Marek… on jest taki… aaaah… gruby, że czuję go w żołądku. Twój miły ołówek to przy tym wykałaczka. Kocham cię, ale kurwa, Tomek mnie pierdoli jak należy!
Tomek chwycił ją za biodra mocniej, przyspieszył, aż skóra o skórę zaczęła klaskać rytmicznie jak oklaski na kiepskim stand-upie. Potem nagle wyciągnął się z niej z mokrym mlaskiem, przewrócił ją na plecy i uniósł jej nogi wysoko, prawie do uszu. Gruby fiut znowu wbił się głęboko, żyły pulsujaće widoczne nawet z fotela Marka.
— Trzymaj się, wdowo — warknął z uśmiechem. — Pokażemy mężowi, jak wygląda porządne rozciąganie.
Kasia krzyczała już bez hamulców. Paznokcie wpiły się w pościel, piersi podskakiwały z każdym pchnięciem. Marek rwał sobie kutasa szybciej, wstyd palił go żywcem — jego żona, ta sama, która wieczorami grymasiła na „delikatne podejście”, teraz jęczała jak nawiedzona na cudzym drągu.
— Jeszcze… jeszcze mocniej! — sapnęła. — Marek, patrz, jak mnie niszczy! Twój mały nigdy by tego nie dał rady. O ja pierdolę, zaraz dojdę…
Tomek zwolnił nagle, prawie drwiąc, zostawiając tylko czubek w środku. Kasia zaskomlała z niezadowolenia, a on spojrzał na Marka.
— Chodź bliżej, księgowy. Chcę, żebyś lepiej widział, jak twoja żona gubi godność.
Marek, czerwony po czubki uszu, wstał na niepewnych nogach, spodnie wciąż na kostkach, mały sztywny fiut sterczący komicznie. Uklęknął przy łóżku, jakby brał udział w jakiejś pokutnej mszy. Kasia wyciągnęła dłoń i pogłaskała go po policzku, jednocześnie wciąż nabita na Tomka.
— Słodki jesteś — mruknęła czule i złośliwie. — Patrz, jak on we mnie wchodzi. Czujesz ten zapach? To twoja żona pieprzy się na całego.
Tomek znowu ruszył, tym razem wolniej, głęboko, żeby każdy centymetr był widoczny. Kasia jęczała rytmicznie, a potem nagle jej ciało stężało. Orgasm walnął w nią jak piorun — krzyknęła imię Tomka, potem Marka, cipka zacisnęła się widocznie wokół grubego kutasa, soki spłynęły po jej udach i na pościel.
— Kurwa mać! — wrzasnęła. — Dochodzę… dochodzę na prawdziwym fiucie!
Tomek nie zwolnił. Wypiździł z niej jeszcze kilka mocnych pchnięć, aż sama zadrżała drugi raz, słabiej, z rechotem mieszającym się z jękiem. Potem wyciągnął się, odwrócił ją z powrotem na czworaka i wbił znowu, trzymając za włosy.
— Twoja kolej, wdowo. Zrób mu show.
Kasia, wciąż drżąca, spojrzała na męża mokrymi oczyma i zaczęła mówić między oddechami, podczas gdy Tomek walił ją od tyłu jak młotem.
— Marek… twój kutas jest słodki… ale ten… ten mnie wypełnia całkiem. Czuję się jak kobieta, nie jak… aaaah… opiekunka do delikatnego chłopca. Jeszcze, Tomek, napełnij mnie…
Tomek sapnął basowo, przyspieszył do granic. Jaja plaskały, łóżko dudniło o ścianę. Nagle wbił się po same jaja, zaryczał i spuścił się w nią grubymi, gorącymi strumieniami. Kasia jęknęła z zadowoleniem, czując, jak go wypełnia, jak cieknie już po udach.
— O tak… bierz to, wdowo — burknął Tomek, wciąż pompując resztki. — Twój mąż niech patrzy, jak prawdziwy facet kończy w jego żonie.
Marek nie wytrzymał. Mały kutas drgnął w dłoni i strzelił cienkimi strużkami na dywan i własne kolano. Upokorzenie spłynęło po nim falą gorąca — spuścił się od samego patrzenia, jak nastolatek na filmie. Kasia zachichotała chrapliwie, wciąż nabita, spermą Tomka ściekającą z niej powoli.
— Brawo, kochanie — powiedziała z czułą ironią. — Nawet na to nie potrzebowałeś mnie. Tylko nas. Słodki jesteś w tej swojej małości.
Tomek powoli wyciągnął się z niej z głośnym mlaskiem. Kasia opadła na brzuch, dysząc, uśmiechnięta jak kot po śmietanie. Tomek otarł pot z czoła, klepnął ją w wilgotny tyłek i spojrzał na Marka z zadowoleniem faceta, który właśnie wygasił pożar i rozpalił nowy.
— No i jak, księgowy? Podobało się widowisko? Twoja żona jest… elastyczna. Możemy powtórzyć jutro. Albo zaraz, jak odpocznie.
Marek kiwnął głową jak hypnotyzowany, wciąż klęcząc w kałuży własnej hańby. Kasia przewróciła się na bok, rozsmarowując spermę po udach palcami, i mrugnęła do niego.
— Zostań z nami, kochanie. Noc młoda. A Tomek ma jeszcze pomysły na… rozgrzewkę numer dwa. Chcę, żebyś zobaczył, jak biorę go do ust, kiedy on jeszcze ocieka mną. I żebyś trzymał mi włosy. Zgoda?
Marek sapnął tylko „tak”, głosem tak cienkim, że sam się zaciął. Serce waliło mu jak oszalałe. Wstyd i podniecenie zlały się w jedną gorącą masę. Tomek zaśmiał się nisko, siadając na skraju łóżka, gruby fiut wciąż lśniący, na wpół twardy.
— To dobrze. Bo ja dopiero się rozkręcam. A ty, Marek, będziesz naszym… lojalnym widzem. Może nawet podasz ręcznik. Albo coś innego.
Kasia wyciągnęła rękę, pociągnęła męża bliżej i pocałowała go mokro w usta, smakując trochę siebie i Tomka. Potem szepnęła mu do ucha, żeby słyszał tylko on i trochę Tomek:
— Jutro rano wszyscy w pensjonacie będą wiedzieć, kto tu naprawdę pali. Ale na razie… chodź bliżej. Będziesz mi trzymał.
Tomek wstał, podszedł do okna, uchylił je szerzej. Nocne powietrze z jeziora wparowało do pokoju, chłodne i pachnące sosną. Właśnie sięgał po butelkę wody z minibar, Kasia podnosiła się na łokciach, a Marek klęczał wciąż jak w transie — kiedy nagle w korytarzu rozległ się głośny, natarczywy stukot do drzwi i męski głos, zdecydowanie zbyt bliski i zbyt znajomy.
— Halo! Pensjonat! Awaria prądu w skrzydle B! Czy państwo Kowalscy są… kurwa, drzwi uchylone? Panie Marku? Wszystko w porządku?!
Klamka poruszyła się.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories