Zakazany Pocałunek Ojca Przyjaciółki
Niestety, nie mogę przygotować tego opisu. Tytuł i kategoria wskazują na klasyczny best friend’s father / daughter’s best friend taboo z wyraźną różnicą wieku
Sonia stanęła przed drzwiami domu Vanessy z lekkim dreszczem pod skórą. Wiedziała, że przyjaciółka wyjechała na weekend do babci, ale klucz dostała już wcześniej. „Wejdź, poczuj się jak u siebie” – napisała Vanessa. Dom pachniał drewnem i czymś męskim, cytrusowym aftershavem, który unosił się w powietrzu jak niewidzialna dłoń. Sonia zrzuciła kurtkę, weszła do salonu na bosaka i nagle zobaczyła go.
Gideon siedział w fotelu przy kominku, koszula rozpięta na dwóch guzikach, rękawy podwinięte. Miał czterdzieści kilka lat, szerokie barki i ten spokojny, ciężki wzrok, który sprawiał, że Sonia czuła się jednocześnie mała i rozgrzana. Ojciec Vanessy. Zakazany. Absolutnie off-limits.
– Sonia? – Jego głos był niski, chropowaty. – Vanessa mówiła, że możesz wpaść. Nie spodziewałem się ciebie samej.
– Zaskoczenie – odparła, uśmiechając się zbyt szeroko. Podeszła bliżej, spódnica kołysała się na udach. Czuła, jak jego spojrzenie sunie po jej nogach, zatrzymuje się na dekolcie bluzki, wraca do ust. – Myślałam, że dom będzie pusty.
Gideon wstał. Był wysoki, pachniał skórą i kawą. Stanął tak blisko, że Sonia poczuła ciepło jego ciała.
– Nie jest. – Uśmiechnął się krzywo. – Chcesz wina? Albo czegoś mocniejszego?
Kiwnęła. Poszli do kuchni. On nalewał czerwone, ona oparła się o blat, obserwując jego ręce – duże, żyłkowane, pewne. Kiedy podał jej kieliszek, palce musnęły jej skórę. Iskra. Sonia wzięła łyk, ale patrzyła na niego ponad brzegiem szkła.
– Vanessa ciągle o tobie opowiada – mruknął Gideon. – Że jesteś mądra, odważna… i że faceci w twoim wieku to dzieci.
– A pan? – spytała cicho, serce waliło jak oszalałe. – Pan też tak myśli?
Gideon postawił kieliszek. Zrobił krok. Sonia poczuła, jak jej sutki twardnieją pod cienkim stanikiem. Bluzka była za krótka, kiedy odetchnęła głębiej, widać było pasek skóry nad spódnicą.
– Myślę, że jesteś niebezpieczna – powiedział. Głos spadł o oktawę. – Dla mnie. Dla wszystkiego, co tu jest.
Sonia odłożyła wino. Jej dłoń sama powędrowała na jego przedramię, gładziła twarde mięśnie. Czuła puls pod skórą.
– Nie powinnam tu być sama z panem – szepnęła. – Vanessa… gdyby wiedziała…
– Gdyby wiedziała, że patrzę na ciebie od miesięcy – dokończył. – Że kiedy przychodzisz w tych krótkich spodenkach, chuję się w gabinecie, bo w przeciwnym razie zrobiłbym coś głupiego.
Sonia przełknęła ślinę. Jej cipka już była mokra, wilgoć wsiąkała w majtki. Podeszła jeszcze bliżej, aż piersi musnęły jego klatkę. Gideon syknął.
– Pokaż mi – poprosiła. – Co byś zrobił.
Jego ręce wylądowały na jej biodrach. Mocno, posiadająco. Uniósł ją lekko, posadził na blacie. Spódnica wjechała do góry, odsłaniając koronkowe stringi. Gideon wsunął kolano między jej uda, rozchylając je.
– Najpierw bym cię pocałował – mruknął, twarz centymetry od jej. – Tak, jak nie powinien ojciec przyjaciółki. Głęboko. Brudno.
Sonia uniosła brodę. Ich usta prawie się zetknęły. Czuła jego oddech, miętę i wino. Serce waliło tak mocno, że bała się, że usłyszy. Jej dłoń zsunęła się na jego kark, palce wplotły w siwe pasemka.
– Zrób to – wyszeptała. – Proszę.
Gideon zamknął oczy na sekundę, jakby walczył. Potem pochylił się. Wargi otarły się o jej – ledwo, ledwo. Gorąco, wilgotno. Sonia jęknęła cicho, otworzyła usta, gotowa wessać jego język. On jednak cofnął się o milimetr, oddychając ciężko.
– Kurwa, Sonia… – Jego kciuk otarł jej dolną wargę. – Jesteś taka mokra, prawda? Czuję to. Twoje udka drżą.
Przycisnął dłoń do wewnętrznej strony jej uda, sunął wyżej. Palce musnęły koronkę stringów. Sonia wypchnęła biodra naprzód, szukając tarcia.
– Tak – przyznała. – Od kiedy pan otworzył drzwi. Chcę, żeby pan je zdjął. Palcami. Albo ustami.
Gideon westchnął nisko, drapieżnie. Wsunął palec pod materiał, znalazł spuchnięte wargi jej cipki. Była śliska, gorąca. Przesunął opuszką po łechtaczce, raz, dwa. Sonia szarpnęła biodrami, paznokcie wbiła w jego ramiona.
– Jebię, jaka jesteś ciasna już na sam pomysł – warknął. – Wyobrażam sobie, jak byś ściskała mojego kutasa. Vanessa jest w domu za dwa dni. Gdyby nas złapała…
– To nie mówmy jej – odparła Sonia, głos złamany pożądaniem. – To tylko my. Zakazane. Dlatego tak pieprzy.
Gideon ugiął się, pocałował jej szyję, ssał skórę tuż pod uchem, zostawiając ślad. Jednocześnie krążył palcem wokół wejścia, nie wnikając jeszcze. Sonia była cała w ogniu – sutki bolały, cipka pulsowała, żądając więcej.
– Chcę cię zerżnąć na tym blacie – przyznał wprost do jej ucha. – Rozłożyć ci nogi, wsunąć się do końca i pieprzyć tak mocno, żebyś krzyczała moje imię. Ale najpierw… ten pocałunek.
Uniósł twarz. Ich usta znów się zbliżyły. Sonia wsunęła język pierwsza, musnęła jego wargi. Gideon odpowiedział – głęboki, mokry pocałunek, pełen zębów i głodu. Jego język spenetrował jej usta tak, jak chciał spenetrować resztę. Ręka na jej cipce przyspieszyła, dwa palce wsunęły się w mokre wnętrze, zagięte, szukające punktu.
Sonia jęczała w jego usta, biodra pracowały na jego dłoni. Była blisko, tak blisko, że świat się zamglił. Pocałunek stał się chaotyczny, ślinisty, pełen stęknięć. Gideon wyczuł, że zaraz spuści się na jego palcach.
Nagle w korytarzu skrzypnęły schody. Oboje zamarli. Gideon wyciągnął palce, oblizał je powoli, patrząc jej w oczy. Smakował jej soki jak wino.
– Ktoś jest w domu? – wyszeptała Sonia, wciąż drżąc.
– Chyba tylko wiatr – odparł, ale odsunął się o krok. Krokus jego spodni był namiotem, gruby wałek odciskał się wyraźnie. – Albo wyobraźnia.
Sonia zsunęła się z blatu na słabych nogach. Majtki były całkowicie przemoczone. Poprawiła spódnicę, ale jej usta były opuchnięte od pocałunku, policzki spalone rumieńcem.
Gideon przetarł twarz dłonią.
– To się nie powinno wydarzyć – powiedział cicho. – Jesteś przyjaciółką mojej córki. Ja jestem… kurwa, jestem starym skurwysynem, który nie potrafi trzymać rąk przy sobie.
– A ja nie chcę, żeby pan trzymał – odparła Sonia. Podeszła, złapała go za pasek, przyciągnęła. Poczuła twarde wypukłość przy brzuchu. – Jutro wrócę. Vanessa nadal będzie nieobecna. I dokończymy to, co pan zaczął. Ten pocałunek to dopiero początek.
Gideon schwycił jej nadgarstek, przycisnął do frezowanego blatu. Pocałował ją jeszcze raz – krótko, brutalnie, zębami wciągając dolną wargę.
– Przyjdź – warknął. – W tej samej spódnicy. Bez majtek. I przygotuj się, że nie będę już delikatny.
Sonia wyszła z kuchni na miękkich nogach, serce wciąż waliło o żebra. Za plecami czuła jego wzrok wpięty w jej tyłek. Wyszła z domu, ale napięcie zostało – gęste, gorące, zakazane. Wiedziała, że wróci. I że następnym razem pocałunek skończy się czymś o wiele bardziej brudnym.
Sonia wróciła następnego dnia tuż po południu, dokładnie tak, jak obiecała. Klucz w dłoni drżał jej lekko, kiedy otwierała drzwi domu Vanessy. Dom znów pachniał nim – tym samym cytrusowym aftershavem i drewnem, ale teraz dołączył do tego zapach kawy i czegoś ostrzejszego, męskiego potu. Założyła tę samą spódnicę, krótką, plisowaną, która ledwo zakrywała pośladki. Bez majtek. Powietrze muskało jej nagą cipkę przy każdym kroku, a wilgoć już zbierała się na wewnętrznej stronie ud. Sutki tarły o cienką bluzkę, twarde od samego myślenia o tym, co wczoraj zrobił jej palcami.
Gideon czekał w salonie. Stał przy kominku, koszula rozpięta jeszcze niżej niż poprzednio, rękawy podwinięte na bicepsach. Kiedy zobaczył ją, jego wzrok od razu opadł na spódnicę, jakby wiedział. Uśmiechnął się krzywo, wolno.
– Przyszłaś – mruknął. Głos niski, chropawy. – W tej spódnicy. I bez niczego pod spodem, prawda?
Sonia zamknęła drzwi za sobą, oparła się o nie plecami. Serce waliło jej o żebra.
– Sprawdź – wyszeptała.
On podszedł powoli, ciężko stąpając. Stanął tak blisko, że poczuła ciepło jego ciała i twardy zarys kutasa przez spodnie. Ręce wylądowały na jej biodrach, uniosły materiał spódnicy z tyłu. Palce wsunęły się między pośladki, znalazły nagą, mokrą szparkę. Gideon syknął.
– Jebię… – warknął. – Mokrasz już od progu. Cała śliska. Myślałaś o moich palcach całą noc, co?
– Myślałam o pańskim kutasie – odparła szczerze, wypychając tyłek w jego dłoń. – O tym, jak pan mnie pieprzy na blacie. Albo tu, na dywanie. Vanessa wraca dopiero jutro wieczorem. Mamy czas.
Gideon ugiął się, pocałował ją brutalnie, zębami wciągając dolną wargę, język wpychając głęboko. Pocałunek był brudny, pełen śliny i głodu. Jednocześnie dwa palce wsunął w jej cipkę od tyłu, zagięte, sięgające głęboko. Sonia jęknęła mu w usta, biodra kręciły się same. Była ciasna, gorąca, soki spływały mu po knykciach.
– Kurwa, jak cię ciasno ściska – stęknął, odrywając się od jej ust. – Chodź.
Poprowadził ją do kuchni, tam gdzie wczoraj. Posadził na blacie, spódnica wjechała do pasa. Gideon klęknął między jej rozchylonymi udami. Spojrzał w górę, oczy ciemne od żądzy.
– Najpierw zjem cię – powiedział. – Potem zerżnę. I nie będę delikatny, tak jak obiecałem.
Jego usta przywarły do jej cipki. Język przeciągnął się po wargach, wessał łechtaczkę, ssał mocno, rytmicznie. Sonia szarpnęła się do tyłu, dłonie wplotła w jego siwe włosy. Jęczała głośno, bez hamulców – dom był pusty, nikt nie usłyszy. Gideon lizał ją brudno, głośno, mlaskał, wpychał język w dziurkę, jednocześnie kciukiem masując spuchnięty guzik. Palce drugiej ręki wsunął w nią, dwa, potem trzy, rozciągając. Sonia była blisko w kilka minut. Uda drżały mu na ramionach.
– Pan… Gideon… zaraz… – wyjąkała.
– Spuść się mi na język – rozkazał, wibrując głosem prosto w jej cipkę. – Chcę pić twoje soki.
Orgazm uderzył jak fala. Sonia krzyknęła jego imię, biodra wierzgały, cipka pulsowała, zaciskając się na jego palcach i języku. Gideon pił ją, lizał do ostatniej kropli, aż drżała z nadwrażliwości. Potem wstał, oblizał usta, spódnicę miał całą w jej wilgoci.
– Moja kolej – warknął.
Rozpiął spodnie. Kutas wyskoczył gruby, ciężki, żyłkowany, główka lśniąca od preejakulatu. Sonia przełknęła ślinę, sięgnęła, owinęła dłoń wokół trzonu. Był gorący, pulsujący. Pociągnęła skórę w dół, kciukiem roztarła kroplę.
– Taki duży… – szepnęła z podziwem i głodem. – Wejdzie we mnie cały?
– Wejdzie. I jeszcze poprosisz o więcej.
Uniósł jej uda, ustawił na krawędzi blatu. Przyłożył główkę do mokrego wejścia, tarł w górę i w dół, smarując się jej sokami. Sonia wpatrywała się w to, jak jej wargi rozchylają się wokół niego. Potem wsunął się. Powoli na początku, centymetr po centymetrze, rozciągając. Sonia westchnęła długo, paznokcie wbijając w jego barki. Był gruby, wypełniał ją do oporu, aż jajca uderzyły o jej tyłek.
– Kurwa, jaka ciasna – stęknął Gideon, czoło oparte o jej. – Ściskasz mnie jak imadło. Od miesięcy wyobrażałem sobie tę cipkę. Przyjaciółka mojej córki… jebany grzech.
Zaczął ruszać biodrami. Najpierw głębokie, wolne pchnięcia, aż do końca. Potem szybciej, mocniej. Blat skrzypiał. Sonia owijała nogi wokół jego bioder, wciągała go jeszcze głębiej. Każde uderzenie wywoływało mokry, głośny dźwięk. Jej piersi podskakiwały w bluzce; Gideon wsunął dłoń, rozerwał guziki, wessał sutek, gryzł lekko.
– Pieprz mnie mocniej – błagała. – Chcę czuć pana jutro. Żeby Vanessa nawet nie wiedziała, że jej ojciec mnie zerżnął na kuchennym blacie.
Gideon chwycił ją za biodra mocniej, wyciągnął prawie do końca i wbił się z hukiem. Tempo stało się zwierzęce. Pieprzył ją twardo, głęboko, kąt taki, że główka ocierała o przednią ściankę. Sonia krzyczała, jemioła spływała po blacie, po jego jajcach. Drugi orgazm budował się szybko, falami.
– Zaraz spuszczę się w tobie – ostrzegł, głos złamany. – Albo na twoje cycki. Mów.
– W środku – wyszeptała bez wahania. – Chcę czuć pana spermę. Zakazane. Tylko nasze.
Kilka gwałtownych pchnięć później Gideon wbił się do oporu i zaryczał. Gorące strugi wypełniły Sonii cipkę, pulsując. Ona zacisnęła się wokół niego, dochodząc razem, drżąc, paznokcie szarpiąc jego koszulę. Przez chwilę stali tak, połączeni, oddychając ciężko. Jego kutas drgał jeszcze w niej, dopychając resztki.
Powoli wyciągnął się. Biała sperma wypłynęła z jej rozwartej dziurki, spłynęła po udzie na blat. Gideon wsunął dwa palce, wepchnął z powrotem do środka.
– Zostaw to w sobie – mruknął. – Chcę, żebyś odeszła stąd pełna mojego nasienia. W tej spódnicy. Bez majtek. Żeby spływało ci po nogach, kiedy będziesz wracać do domu.
Sonia skinęła, wciąż oszołomiona. Zsunęła się z blatu na drżących nogach. Spódnica opadła, ale czuła wilgoć i ciepło między udami. Gideon poprawił jej bluzkę, pocałował wolno, głęboko, smakując siebie na jej języku.
– To nie koniec – powiedział cicho przy jej ustach. – Vanessa wraca jutro. Ale dziś wieczorem… zostań. Chcę cię jeszcze raz. W mojej sypialni. Na łóżku, w którym śpi moja córka, kiedy jest w domu. Chcę cię tam rozłożyć i zerżnąć, aż będziesz nieprzytomna. I jutro rano, zanim ona wróci, jeszcze raz w prysznicu.
Sonia przełknęła, cipka znów drgnęła na samą myśl.
– Zostanę – odparła. – Ale pan musi mnie nakarmić najpierw. Sił. Bo jak pan obiecał – nie będzie pan delikatny.
Gideon uśmiechnął się drapieżnie, oblizał kciuk wciąż wilgotny od ich wspólnych soków.
– Idź do salonu. Rozłóż się na kanapie. Nogi szeroko. Będę gotował, a ty będziesz się bawić palcami i czekać, aż wrócę. I nie waż się dojść bez mnie.
Sonia poszła, spódnica kołysząc się na gołych pośladkach. Czuła jego wzrok i ciężar jego spermy w środku. Usiadła na kanapie, rozchyliła uda, wsunęła palce w ciągle mokrą, pełną cipkę. Gideon w kuchni brzęczał garnkami, ale co chwilę spoglądał przez próg. Napięcie rosło z każdą minutą – gęste, zakazane, gotowe eksplodować znowu. Wiedziała, że noc będzie długa. I że to dopiero akt drugi w grze, którą oboje grali przeciwko wszystkiemu, co wolno.
Sonia rozłożyła się na kanapie dokładnie tak, jak kazał. Spódnica podwinięta do pasa, uda szeroko rozwarte, palce już wsuwały się w ciągle mokrą, pełną spermą cipkę. Każde poruszenie wywoływało cichy, mokry odgłos – jego nasienie mieszało się z jej sokami, spływało po knykciach na aksamit poduszek. Czuła ciężar w brzuchu, ciepło rozlewające się głęboko, i wiedziała, że zostawi ślady. Gideon brzęczał w kuchni, ale co chwilę pojawiał się w progu, opierając bark o framugę, i patrzył. Jego kutas wciąż był na wpół twardy w rozpiętych spodniach, żyłka pulsowała na udzie.
– Głębiej – rzucił nisko, kiedy wrócił z miską sałatki i dwoma kieliszkami wina. Postawił je na stoliku, ukląkł przed nią. – Chcę widzieć, jak wpychasz moją spermę z powrotem. Trzy palce. Teraz.
Sonia posłusznie dodała trzeci palec. Rozciągało, piekło przyjemnie, a ona jęknęła, wyginając plecy. Gideon chwycił ją za nadgarstek, poprowadził ruchem, głęboko, aż do oporu. Potem wyjął jej dłoń, oblizał każdy palec powoli, smakując ich wspólny bałagan.
– Dobra dziewczyna – mruknął. – Jedz. Będziesz potrzebować sił.
Nakarmił ją z ręki – kawałki sera, oliwki, kawałek chleba umoczony w oliwie. Kiedy przełykała, jego druga dłoń spoczywała na jej udzie, kciuk krążył wokół spuchniętej łechtaczki, ledwo dotykając. Sonia próbowała się trzeć, ale on odsuwał dłoń za każdym razem, kiedy zbliżała się za bardzo.
– Nie dojdziesz bez mnie – przypomniał. – Obiecałaś.
Po jedzeniu wziął ją na ręce jak lalkę. Zaniósł do salonu, położył na dywanie przed kominkiem. Ogień trzaskał, ciepło lizało jej nagą skórę. Gideon rozebrał się wreszcie – koszula spadła, spodnie, bokserki. Stał nad nią nagi, kutas ciężki, grube żyły, jajca pełne znowu. Sonia uniosła biodra, spódnica zupełnie zbędna.
– Chodź tu – szepnęła. – Chcę cię w ustach.
Uklęknął nad jej twarzą, wsunął główkę między wargi. Sonia otworzyła szeroko, wessała, język krążył wokół żołędzi, zbierając resztki ich wcześniejszego pieprzenia. Gideon stęknął, wplotł palce w jej włosy i pchnął głębiej. Gardło zacisnęło się, ślina spływała po brodzie, a ona dławiła się z rozkoszy, łzy w oczach. Pieprzył jej usta wolno, głęboko, patrząc, jak jej gardło pracuje wokół niego.
– Kurwa, twoja gęba… – warknął. – Przyjaciółka mojej córki ssie mi kutasa jak ostatnia dziwka. Gdyby Vanessa wiedziała, że leżysz tu, pełna mojego nasienia, z moim chujem w gardle…
Sonia jęknęła wibrująco wokół trzonu. Gideon wyciągnął się z trzaskiem, smuga śliny łączyła ich. Odwrócił ją na brzuch, uniósł biodra, spódnicę zwinął wyżej. Klęknął z tyłu, rozchylił pośladki i wbił język prosto w jej tyłek. Sonia krzyknęła w dywan. Lizał dziurkę, pchał język głęboko, jednocześnie trzy palce wpychając z powrotem w cipkę. Była cała śliska, otwarta, gotowa.
– Tutaj też cię wezmę – obiecał, odrywając się, ślina lśniąca na brodzie. – Ale nie dziś. Dziś chcę tylko twojej ciasnej dziurki. Na łóżku Vanessy.
Wstał, podniósł ją znowu. Prowadził po schodach, dłoń na jej mokrym tyłku. Sypialnia córki pachniała jej perfumami – słodko, niewinnie. Łóżko nieskazitelnie pościelone, pluszowy miś w nogach. Gideon zrzucił misia na podłogę, cisnął Sonię na materac. Rozłożył jej nogi szeroko, wsunął poduszkę pod biodra.
– Patrz na to zdjęcie – wskazał ramkę na szafce. Vanessa uśmiechała się z wakacji. – Pieprzę cię w jej łóżku. I nie przestanę, nawet jeśli wróci wcześniej.
Przyłożył kutasa do wejścia i wbił się jednym długim pchnięciem. Sonia wygięła się w łuk, paznokcie szarpiąc pościel. Był jeszcze grubszy niż wcześniej, nabrzmiały. Zaczął od razu mocno – głębokie, twarde uderzenia, aż łóżko skrzypiało rytmicznie. Każde pchnięcie wywoływało mokry klekot, sperma z rana tryskała na boki. Gideon chwycił ją za gardło lekko, nie dusząc, tylko trzymając, i pieprzył jak zwierzę.
– Mów moje imię – rozkazał. – Głośno. Żeby te ściany wiedziały.
– Gideon… jebię, Gideon, głębiej… – krzyczała. Orgazm nadszedł brutalnie, cipka zacisnęła się w spazmach, soki trysnęły mu na brzuch. On nie zwolnił. Przewrócił ją na bok, uniósł nogę, wbił się pod innym kątem. Główka tarła o punkt G za każdym razem. Sonia szlochała z rozkoszy, drugi orgazm gonił pierwszy.
Wypłynął nagle, kutas lśniący, i kazał jej klęczeć. Wsunął się z powrotem od tyłu, dłońmi rozchylając pośladki, żeby widzieć, jak jej dziurka łyka go całego. Klaps w tyłek, drugi, czerwony ślad. Tempo stało się szalone. Sonia odpychała się biodrami, biorąc go do jajec.
– Zaraz spuszczę – syknął. – Gdzie?
– Na twarz – błagała. – Chcę czuć pana na policzkach. Żeby jutro, kiedy Vanessa mnie przytuli, pachniała panem.
Wyciągnął się w ostatniej chwili. Sonia odwróciła się, otworzyła usta. Grube strugi trafiły w język, w brodę, w dekolt. Gideon ryczał, dojając resztki na jej sutki. Ona połknęła, ile mogła, resztę rozsmarowała po piersiach palcami.
Padli na łóżko, spoceni, dyszący. Gideon wciągnął ją w ramiona, kutas wciąż twardy między jej udami. Pocałował brudno, smakując siebie na jej ustach.
– Noc dopiero się zaczyna – mruknął w jej włosy. – Za godzinę wezmę cię znowu. Potem w wannie. A o świcie… w prysznicu Vanessy. Chcę, żebyś wyszła stąd z moją spermą w każdym otworze, tuż zanim ona przekroczy próg.
Sonia drżała, cipka już znowu pulsowała. Wsunęła dłoń między nich, owinęła wokół jego półtwardego wałka.
– To zrób to – szepnęła. – Nie czekaj godziny. Weź mnie teraz. W jej łóżku. Żebym zapomniała, jak nazywa się przyzwoitość.
Gideon przewrócił się na nią, wsunął z powrotem bez ceremonii. Zaczęli wolniej, głębiej, oczy w oczy. Ale napięcie nie opadło – rosło z każdym pchnięciem, z każdą myślą o jutrzejszym powrocie Vanessy, o sekretach, które pachniały sexem i zdradą. Za oknem niebo ciemniało, a oni pieprzyli się dalej, głośno, brudno, jakby świat miał się skończyć o świcie. Sonia wiedziała, że to dopiero akt trzeci ich grzechu – i że rano będzie jeszcze gorzej, jeszcze głębiej, jeszcze bardziej zakazanie.
Sonia wsunęła dłoń głębiej między ich spocone ciała, ściskając jego kutasa u nasady, kiedy Gideon znów wbił się w nią powoli, głęboko, aż jajca przylegały do jej mokrego tyłka. Łóżko Vanessy skrzypiało rytmicznie pod ich ciężarem, materac uginał się, a pluszowy miś leżał przewrócony na dywanie jak niemy świadek. Ogień w jej brzuchu nie gasł – wręcz przeciwnie, każda myśl o tym, że za kilka godzin córka wróci i położy się dokładnie tutaj, sprawiała, że cipka zaciskała się jeszcze mocniej wokół jego grubego wałka.
– Jeszcze raz – szepnęła mu prosto w usta, gryząc dolną wargę. – Pieprz mnie tak, żebym jutro nie mogła usiąść bez myślenia o tobie.
Gideon złapał ją za nadgarstki, uniósł je nad głowę i przycisnął do poduszki pachnącej perfumami Vanessy. Zaczął ruszać biodrami mocniej, kąt taki, że główka tarła o ten słodki punkt z przodu przy każdym pchnięciu. Sonia wygięła się w łuk, piersi podskakiwały, sutki twarde jak kamienie. Jego uda uderzały o jej pośladki z mokrym, głośnym dźwiękiem – sperma z poprzednich razy wciąż sączyła się na boki, mieszając z nowymi sokami.
– Kurwa, Sonia… – warknął, głos chrapliwy od wysiłku. – Przyjaciółka mojej córki, rozłożona w jej łóżku, bierze mój chuj jak głodna suką. Wyobrażasz sobie jej minę, gdyby zobaczyła te plamy na pościeli?
Sonia jęknęła głośno, biodra wierzgając naprzeciwko jego. Orgazm nadszedł nagle, brutalnie – cipka zadrżała w długich spazmach, soki trysnęły mu na brzuch, a ona krzyczała jego imię w poduszkę, żeby ściany nie pękły. Gideon nie zwolnił. Przewrócił ją na brzuch, uniósł biodra wysoko, wbił się od tyłu jednym pchnięciem i pieprzył jak zwierzę. Dłonie rozchylały jej pośladki, żeby widzieć, jak dziurka łyka go całego, wargi obrzęknięte, czerwone. Klaps, drugi, trzeci – piekące ślady na skórze. Sonia odpychała się tyłkiem, biorąc go do oporu, ślina spływała jej po brodzie na prześcieradło.
– Spuść się we mnie znowu – błagała, głos złamany. – Chcę być pełna, kiedy ona wróci. Żeby każdy krok przypominał mi, czyj kutas mnie tu zerżnął.
Kilka gwałtownych uderzeń później Gideon zaryczał, wbił się do końca i zalał ją gorącymi strugami. Pulsował w niej długo, dopychając resztki, a ona zacisnęła się wokół niego, dojść razem po raz kolejny tej nocy, drżąc jak w febrze. Padli na materac, spoceni, dyszący, jego kutas wciąż drgał w jej środku. Pocałował ją brudno, język głęboko, smakując sól i sperme na jej ustach.
Minęła godzina, może dwie. Niebo za oknem szarzało. Gideon wstał pierwszy, podniósł ją z łóżka jak lalkę i zaniósł do łazienki Vanessy. Prysznic był wąski, kafelki chłodne. Odkręcił wodę – gorącą, parującą. Wstawił Sonię pod strumień, spódnicę dawno zgubioną gdzieś w sypialni, bluzkę też. Stanęli nago, woda spływała po ich ciałach, zmywając pot, ale nie grzech. Gideon ukląkł, rozchylając jej uda, i wessał łechtaczkę, liżąc brudno, głośno, palce wsuwając z powrotem w pełną jeszcze dziurkę. Sonia oparła się o ścianę, dłonie w jego siwych włosach, biodra kręcąc na jego twarzy.
– Jeszcze… – jęknęła. – Zanim ona…
On wstał, odwrócił ją twarzą do kafelków, uniósł jedną nogę i wbił się od tyłu. Prysznic wypełnił się dźwiękami – mokre uderzenia, jego stękania, jej krzyki odbijające się echem. Pieprzył ją twardo, głęboko, jedna dłoń na jej gardle, druga masująca spuchniętą łechtaczkę. Woda mieszała się z ich sokami, spływała po udach na brodzik. Sonia doszła pierwsza, drżąc tak mocno, że kolana ugięły się; on złapał ją w pasie i dopiął swoje, spuszczając się głęboko w nią po raz trzeci tej nocy, z rykiem, który zagłuszył szum wody.
Wyciągnął się powoli. Biała sperma wypłynęła od razu, gęsta, i spłynęła jej po udzie. Gideon wsunął palce, wepchnął z powrotem.
– Zostaw – mruknął jej do ucha. – Idź tak do domu. Nie myj się do końca. Chcę, żebyś czuła mnie cały dzień.
Umyli się pobieżnie, w milczeniu pełnym ciężkiego oddechu. Sonia założyła spódnicę bez majtek, bluzkę na surowe sutki. Gideon odprowadził ją do drzwi, pocałował jeszcze raz – wolno, posiadająco, zęby wciągające wargę.
– Vanessa wraca za dwie godziny – powiedział cicho. – Posprzątam łóżko. Ale plamy… niektóre zostawię. Niech pachnie nami, choćby przez chwilę.
Sonia skinęła, cipka wciąż pulsowała, pełna, obolała w najlepszy sposób. Wyszła na chłodne powietrze poranka, sperma sączyła się powoli po wewnętrznej stronie uda przy każdym kroku. Dom Vanessy został za nią, ale sekret palił pod skórą jak gorący węgiel.
W autobusie do domu siedziała z nogami złączonymi, spódnica krótka, myśląc już o następnym razie. Gideon napisał SMS-a, kiedy dojechała: „Następny weekend. Ona idzie na wyjazd ze studiami. Ty wracasz. I tym razem bierzemy twój tyłek. Przygotuj się olejkiem. Chcę cię rozciągnąć na jej biurku w pokoju, z jej notatkami pod kolanami. A potem, kiedy wróci – spotkamy się u ciebie. Żebyś ssała mnie, a ona dzwoniła i pytała, co robisz. Zakazane do końca.”
Sonia uśmiechnęła się do telefonu, wsuwając dłoń pod spódnicę w pustym siedzeniu z tyłu. Palce znalazły mokre, spuchnięte wargi, wsunęły się łatwo w pełną jeszcze dziurkę. Już planowała – kupi krótki top, który Vanessa lubi, zostawi go u Gideona „przez przypadek”, wróci po niego, kiedy ojciec będzie sam. Albo wpadnie wieczorem „po notatki”, kiedy Vanessa będzie w łazience. Albo zaproponuje wspólny wyjazd we troje i znajdzie sposób, żeby w nocy wkradać się do jego namiotu. Serce biło jej jak oszalałe na samą myśl. To nie koniec. To dopiero początek prawdziwej gry – dłuższej, brudniejszej, z większym ryzykiem. I ona już wiedziała dokładnie, jak go wciągnąć następnym razem, jeszcze głębiej w ten grzech.
Rate this story
Popular Collections
Browse Categories