Zakazany Dotyk Najlepszej Przyjaciółki Matki

22-letni Marcin zostaje sam w domu z 46-letnią najlepszą przyjaciółką swojej matki, Camilą, i w końcu ostro ją przeleciał na kuchennym blacie

9 min read September 22, 2026New

Marcin domknął drzwi wejściowe bagażnikiem pełnym rzeczy i od razu poczuł, że dom pachnie inaczej niż zwykle – droższymi perfumami i pieczonymi jabłkami. Dwudziestodwuletni absolwent, świeżo po obronie, wrócił na wakacje do matki, a zamiast niej w salonie stała Camila. Czterdziestosześcioletnia rozwódka, najlepsza przyjaciółka mamy od ćwierć wieku, w obcisłej czerwonej sukience, która kończyła się nieprzyzwoicie wysoko na udach.

– No proszę, wrócił nam student… przepraszam, pan magister – zaśmiała się, podchodząc i ściskając go tak, że piersi wcisnęły mu się w klatkę. – Twoja mama wczoraj rano wyjechała do spa na tydzień. Zostawiła mnie, żebym doglądała domu. I ciebie, jak się okaże.

Marcin poczuł, jak uszy mu płoną. Od lat żartowali ze sobą na granicy przyzwoitości – ona o jego „świeżutkim mięsie”, on o jej „doświadczonych krągłościach” – ale zawsze przy mamie. Teraz mama, Hana, była sto kilometrów stąd, a Camila stała tak blisko, że czuł ciepło jej uda.

– Tylko ty i ja? – mruknął, próbując brzmieć swobodnie. – To albo skończymy w areszcie za publiczne rozbieranie, albo zjecie wszystkie lody z zamrażarki.

– Lody są moje – odparła, mrugając. – A areszt… zobaczymy.

Przez resztę dnia iskry sypały się jak z grilla. Camila „przypadkiem” ocierała się o niego, sięgając po sól na górnej półce, schylając się po upuszczoną łyżkę tak, że sukienka wjeżdżała jej na pośladki, zostawiając białą koronkę stringów. Gdy gotowali razem kolację – ona makaron, on sos – jej dłoń wędrowała po jego przedramieniu przy każdym „podaj mi to”.

– Wiesz – powiedziała, mieszając sos i rzucając mu wilgotne spojrzenie – takie młode ciało przydałoby mi się do noszenia torb z zakupów. I do innych rzeczy. Plecy mnie bolą od samej fantazji.

Marcin przełknął ślinę, czując, jak spodnie robią się ciasne.

– A ja od lat fantazjuję, jak bym cię rozłożył na tym blacie i sprawdził, czy ta sukienka schodzi jednym ruchem – odgryzł się, głos mu drżał od śmiechu i podniecenia. – Matka by nas zabiła.

Camila odłożyła łyżkę, odwróciła się i oparła biodrami o szafkę. Rumieniec na policzkach nie pasował do jej zwykłej pewności siebie, ale oczy błyszczały.

– Marcin. Słuchaj uważnie, bo mówię to na serio i jednocześnie umieram ze wstydu. Od lat, kurwa, od lat wyobrażam sobie, że mnie zerżniesz. Najlepszy syn najlepszej przyjaciółki. Że weźmiesz tę starszą panią i dojebiesz jej tak, że zapomni, ile ma lat. A ty?

On podszedł bliżej, dłonie mu drżały, ale uśmiech był szeroki, głupi, szczery.

– Marzę o tym od maturówki. Żeby przelecieć cię na kuchennym stole, na kanapie, wszędzie. Żebyś krzyczała moje imię, a nie jakieś grzeczne „kochanie”. Chcę tego. Jasne? Śmiejemy się, bo to absurd, ale… chcę.

– To bierz – szepnęła, już śmiejąc się nerwowo i ciągając go za koszulkę. – Zanim rozsądek wróci.

Camila usiadła na blacie, rozchylając uda. Sukienka wjechała wyżej. Marcin klęknął między jej kolanami, wsuwając stringi na bok. Zapach jej podniecenia uderzył go od razu. Nie czekał – wparował język między wargi, liżąc długo, głośno, mokro. Camila wciągnęła powietrze i złapała go za włosy.

– O jezu, młody… właśnie tak, mocniej, ssij tą napaloną cipkę – dyszała, biodra jej drgały. Marcin wsunął dwa palce, kręcąc nimi, a ustami złapał łechtaczkę i ssał rytmicznie, głośno mlaskając. Ona śmiała się przerywanie, przeklinała i pchała się na jego twarz. – Kurwa, Marcin, jedz mnie, jem cię latami w głowie…

Doszła gwałtownie, zaciskając uda na jego uszach, mokre fale na języku, krzycząc jego imię tak, że na pewno słyszeli sąsiedzi. On nie odrywał się, dopóki nie zaczęła go odpychać, drżąc i chichocząc.

– Wstań – rozkazała, zeskakując i odwracając się, opierając łokciami o blat, wypinając tyłek. – Teraz mnie zerżnij. Mocno. I nie bądź grzeczny.

Marcin ściągnął spodnie, narząd miał twardy jak kamień. Wsunął się w nią jednym płynnym ruchem – była mokra, gorąca, ciasna mimo wieku. Oboje jęknęli. Chwycił ją za biodra i zaczął wbijać się rytmicznie, mocno, uderzając biodrami o jej pośladki. Każde pchnięcie wydawało mokry, plaskający dźwięk. Klapał ją otwartą dłonią po tyłku, raz, drugi, trzeci, zostawiając różowe ślady.

– Jakaś ty napalona mamuśko najlepszej przyjaciółki mamy – warknął między pchnięciami, śmiejąc się ochryple. – Patrz na siebie, Camila, bierzesz fiuta dwudziestolatka jak ostatnia zdzira i jeszcze się uśmiechasz.

– Bo jestem – sapnęła, pchała się do tyłu, piersi kołysały się w dekolcie. – Zerżnij tę starą cipę, Marcin, daj mi wszystko, nie hamuj się… o tak, głębiej, klep mocniej!

Robił to bez litości, ale z czułością w sposobie, w jaki głaskał jej plecy między klapsami. Kuchnia pachniała seksem i sosem pomidorowym. Gdy poczuł, że zaraz spuści, wyciągnął się, dysząc.

– Kanapa – rzucił. – Zanim tu padniemy.

Przenieśli się do salonu, śmiejąc się jak idioci, półnadzy, potykając o dywan. Camila pchnęła go na kanapę, wspięła się na niego okrakiem, chwyciła jego kutasa i opuściła się na niego powoli, aż wszedł do końca. Potem zaczęła jeździć – energicznie, cirkami, piersi w dłoniach, ściskając je i pokazując mu.

– Gapiaj się – rozkazała, głos niski, dominujący. – Patrz na te cycki, młody. Są twoje na tę noc. Ściskaj mi je, bierz do buzi, ale nie spuszczaj wzroku. Jadę na tobie, jak chcę.

Marcin posłusznie wpatrywał się, ręce na jej biodrach, pomagając jej ruchom. Ona kręciła się, podskakiwała, cipka oblewała go sokami. Ściskała swoje sutki, nachylała się, karmiąc go piersiami, a potem znów prostowała, jeżdżąc szybciej. Oboje byli mokri od potu, śmiali się w przerwach między jękami – „kurwa, mama wróci i poczuje ten zapach”, „to jej wina, że zostawiła taką bombę” – aż orgazm zebrał ich razem. Camila Zacisnęła się na nim, krzycząc, a on wbił się głęboko i spuścił w nią, falami, trzymając ją za uda.

Padli na siebie, dysząc, wciąż połączeni, ona na nim. Camila pogłaskała go po piersi i parsknęła śmiechem w jego szyję.

– To był dopiero pierwszy bluszcz – szepnęła. – Mama wraca za sześć dni. A ja jeszcze nie skończyłam z tobą fantazji. Na przykład ta o prysznicu… i o tym, żebyś mnie obudził rano już twardy.

Marcin uśmiechnął się w sufit, serce biło jak oszalałe, a dłoń wędrowała jej po wilgotnych plecach. Wiedział, że noc dopiero się rozkręca, a zakazany dotyk przyjaciółki matki smakował zbyt dobrze, by na tym poprzestać.

Marcin wciąż czuł pulsowanie w pachwinie, gdy Camila uniosła biodra i zsuwając się z niego, zostawiła lepką ścieżkę na jego udzie. Śmiała się cicho, jakby dopiero co wygrała w totolotka, a nie zerżnęła najlepszej przyjaciółki matki.

– Prysznic – rzuciła, już wstając na drżące nogi. – Zanim ten sos pomidorowy i moje soki zjedzą nam skórę. I nie myśl, że skończyłam. Chcę, żebyś mnie tam wziął pod strumieniem, twardo, jak należy.

W łazience para uniosła się od razu. Camila ściągnęła resztki sukienki i stanęła naga pod gorącą wodą, woda spływała po jej pełnych piersiach, po brzuchu, po gładko ogolonym wzgórku. Marcin wszedł za nią, wciąż twardy, i objął ją od tyłu, dłonie na cyckach, ściskając je mocno, kciukami drażniąc sutki.

– Kurwa, Camila… – mruknął jej do ucha, gryząc płatek. – Te cycki powinny mieć własny pomnik. Mama by dostała zawału, jakby wiedziała, że jej syn je macza w najlepszej przyjaciółce.

– To niech dostała – sapnęła, pychając tyłek w jego kutas. – A ty przestań gadać i wbij go we mnie. Chcę czuć, jak mnie rozciągasz pod wodą.

Marcin nie kazał sobie dwa razy powtarzać. Ugiął trochę kolana, chwycił ją za biodra i wbił się jednym pchnięciem. Była wciąż mokra, śliska od poprzedniego spustu, ściany pochwy zacisnęły się wokół niego jak gorąca rękawiczka. Oboje jęknęli głośno, woda bębniła o kafelki, a mokre plaskanie ich ciał mieszało się z chichotem Camili.

– O tak, młody magister… zerżnij tę starą cipę porządnie – dyszała, dłonie na ścianie, piersi kołysały się w rytm jego pchnięć. – Głębiej, kurwa, daj mi to wszystko. Wyobraź sobie, że mama dzwoni właśnie teraz i pyta, czy wszystko w porządku…

Marcin zaśmiał się ochryple, przyspieszając, uderzając biodrami o jej mokre pośladki tak, że woda pryskała na boki. Jedną dłonią sięgnął między jej nogi, znalazł napuchniętą łechtaczkę i tarł ją kółkami, drugą klepał po tyłku, zostawiając czerwone ślady.

– W porządku? – warknął między pchnięciami. – Powiedziałbym jej, że doglądam domu… i jej najlepszej przyjaciółki od środka. Jakaś ty ciasna jak dziewczyna, Camila, a masz prawie tyle lat co moja stara. Bierz to, bierz fiuta dwudziestolatka i nie marudź.

Camila krzyknęła, zaciskając się, orgazm zerwał ją znienacka – drżała, kolana się uginały, soki spływały po jego jajach razem z wodą. Marcin nie zwolnił, trzymał ją mocno, wbijał się aż do końca, aż poczuł, że zaraz spuści. Wyciągnął się w ostatniej chwili, obrócił ją i wepchnął jej kutasa do ust.

– Ssij – rozkazał, głos niski, z uśmiechem. – Połknij, bo nie chcę bałaganu w prysznicu.

Camila klęknęła na mokrej podłodze, wzięła go głęboko, ssąc głośno, mlaskając, patrząc mu w oczy z figlarnym błyskiem. Język wirował wokół żołędzi, dłonie ściskały jaja. Marcin złapał ją za mokre włosy i spuścił jej do gardła, falami, jęcząc jej imię. Ona połknęła wszystko, oblizała wargi i parsknęła śmiechem.

– Smaczne – powiedziała, wstając. – Ale to dopiero rozgrzewka. Łóżko. Teraz.

W sypialni matki – bo Camila stwierdziła, że „łóżko mamy jest większe i bardziej grzeszne” – padli na siebie jak głodni. Ona rozłożyła się na plecach, nogi szeroko, a on wszedł w nią znowu, tym razem wolniej, głęboko, patrząc jej w oczy. Camila obwinęła nogi wokół jego bioder, paznokcie wbiła w plecy.

– Wolniej na chwilę… o kurwa, czuję każdy centymetr – szeptała, biodra unosząc się naprzeciw. – Wiesz, ile razy wyobrażałam sobie ten moment? Jak wchodzisz do kuchni w samej bieliźnie, a ja… a ty mnie bierzesz jak swoją osobistą dziwkę. Zerżnij mnie, Marcin. Pokaż, że te lata fantazji nie poszły na marne.

Marcin nachylił się, ssał jej sutki na przemian, gryzł lekko, a biodra pracowały rytmicznie. Kutas wchodził i wychodził, oblepiony jej sokami, mokry dźwięk wypełniał pokój. Śmiali się między jękami – ona o tym, że jutro będzie kulała jak po maratonie, on o tym, że mama wróci i zapyta, czemu kanapa pachnie seksem.

– Bo jestem twoją osobistą dziwką na te dni – sapnęła, gdy przyspieszył. – Klep mnie. Degraduj. Mów brudno.

Uderzył ją otwartą dłonią w udo, potem w pierś, nie za mocno, ale wystarczająco, by zostawić ślad.

– Patrz na siebie, czterdziestosześcioletnia zdzira – warknął z uśmiechem. – Rozłożona pod synem najlepszej przyjaciółki, cipka otwarta, soki leją się na pościel mamy. Bierzesz to jak last minute na ferie. Chcę, żebyś krzyczała, jak dojebię ci kolejny orgazm.

Camila doszła głośno, zaciskając się, paznokcie drąc mu skórę. Marcin wytrzymał jeszcze chwilę, potem wyciągnął się, obrócił ją na brzuch, podniósł biodra i wbił znowu od tyłu. Ręce na jej tyłku, rozchylając pośladki, patrząc jak jego kutas znika w mokrej dziurze. Klapał, pchał, szeptał brudne rzeczy o jej „doświadczonej cipie”, o tym jak dobrze bierze młodego fiuta.

Gdy poczuł zbliżający się spust, sięgnął pod spód i tarł jej łechtaczkę. Camila wrzasnęła jego imię, doszła kolejny raz, drżąc, a on wbił się głęboko i zalał ją od środka, pulsując, jęcząc w jej kark.

Padli na materac, dysząc jak po sprincie. Marcin wyślizgnął się z niej powoli, soki i sperma spływały jej po udach. Camila przewróciła się na bok, wtuliła twarz w jego pierś, dłoń leniwie głaszcząc mu brzuch.

– Jezu… – sapnęła, wciąż uśmiechnięta, oczy przymknięte. – To było… kurwa, lepsze niż wszystkie te lata fantazji razem wzięte. Jeszcze nie skończyłam, młody. Rano obudzisz mnie już twardy, tak? Wepchniesz mi go, zanim otworzę oczy. A potem prysznic znowu. I kanapa. I blat. Mama ma pecha, że wyjechała.

Marcin parsknął śmiechem, palce błądzące po jej wilgotnych plecach, serce wciąż walące jak bęben. Pocałował ją w czoło, czując residualne drżenie w udach i ten zakazany, pyszny smak jej skóry na ustach. Wiedział, że noc – i kolejne dni – dopiero się rozkręcają, a on chętnie da się zjeść tej bombie w czerwonej sukience. Leżeli tak, spleceni, pot i soki schnące na skórze, oddech powoli się uspokajał, a kuchnia w dole wciąż pachniała sosem i ich grzechem.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged cunnilingus doggy-style cowgirl creampie spanking

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.