Złamana Rezerwa w Hotelu Przy Lądowaniu
28-letnia stewardesa Anna i 32-letni kenijski pilot Kevin ostro łamią jej rezerwę w hotelowym łóżku.
Anna przeciągnęła się w windzie hotelu „Runway Inn”, czując, jak każdy kręg w plecach protestuje po jedenastu godzinach w powietrzu. Dwudziestoośmioletnia stewardesa wciąż miała na sobie granatowy mundur PLL, tylko rozpięty u szyi, a blond włosy, zwykle upięte w schludny kok, teraz leżały jej na ramionach jak po burzy. Klucz do pokoju 214 leżał jej ciężko w dłoni. Tani hotel przy lądowaniu pachniał tanim odświeżaczem i farą do podłóg, ale łóżko było duże – i na razie to wystarczało.
Na korytarzu trzeciego piętra drzwi 216 otworzyły się dokładnie w tej samej chwili. Wyszedł z nich facet, którego nie dało się przeoczyć. Wysoki, czarnoskóry, z ramionami tak szerokimi, że koszulka polo ledwo je ogarniała. Trzydziestodwuletni Kevin – nazwisko odczytała później z zawieszki na torbie – uśmiechnął się szeroko, gdy ich wzrok się spotkał.
— Stewardessa w pełnym rynsztunku o trzeciej w nocy. Albo uciekasz przed pasażerem, albo planujesz porwanie samolotu — rzucił po angielsku z kenijskim akcentem, ciepłym jak dżem mango.
Anna parsknęła śmiechem, opierając się o framugę.
— Pilot, co? Widzę te skrzydła na torbie. I te bicepsiki. Mów szczerze: podnosisz bagaże pasażerów jedną ręką dla sportu?
Kevin uniósł brew i celowo napiął ramię, jakby pozował do kalendarza dla panieńskich.
— Tylko te z nadwagą. A ty? Polka, prawda? Ten akcent nie kłamie. Słyszałem, że polskie stewardessy potrafią uspokoić nawet pijanego Niemca samym spojrzeniem.
— I jeszcze dokładamy mu orzeszki, żeby się nie skarżył — odparła, czując, jak jej zmęczone ciało nagle ożywia iskra. Spojrzenie Kevina spoczęło na jej ustach, potem ześlizgnęło się niżej, na dekolt munduru. Ona odwdzięczyła się tym samym: muskularna klatka, ciemna skóra lśniąca lekko pod fluorescentami, uda obciągnięte dżinsami. Pożądanie było tak oczywiste, że aż śmieszne.
— Sąsiednie pokoje — zauważył. — Los albo przeznaczenie. Idę do baru na dół. Jak nie śpisz, wpadnij. Bez alkoholu, bo jutro rano znowu kokpit. Ale limonada na mój rachunek.
Anna wahając się przez całe trzy sekundy, wrzuciła torbę do swojego pokoju i zeszła za nim. Hotelowy bar był prawie pusty – tylko recepcjonistka Yara drzemała za ladą i jakiś Desmond oglądał mecz na telefonie w kącie. Kevin zamówił dwie limonady z miętą. Siedli przy stoliku przy oknie, skąd widać było pas startowy i migające światła.
— Słuchaj — Anna oprzeła brodę na dłoni, uśmiechając się krzywo. — Skoro jesteśmy szczerzy o trzeciej w nocy… zawsze fantazjowałam o czarnym kochanku. Nie wiem, skąd to. Może za dużo filmów. Może za mało ekscytacji w Warszawie. Ale tak, fantazjowałam. Dużo.
Kevin zaśmiał się nisko, tak że wibracja przeszła jej aż do ud.
— A ja mam słabość do polskich dziewczyn. Ta biel skóry, ten ogień w oczach, ten sposób, w jaki mówicie „kurwa” jakby to było pieszczotliwe. Kiedyś w Krakowie stewardessa z waszej linii zbiła mnie na miazgę samym spojrzeniem. Od tamtej pory mam fiksację.
Ich dłonie spotkały się na stole. Palce Kevina były duże, ciepłe, z wyraźnymi liniami na skórze. Anna przejechała kciukiem po jego nadgarstku i poczuła, jak jej cipka wilgotnieje już od tego prostego gestu.
— To nie jest randomowy flirt, prawda? — zapytała wprost.
— Absolutnie nie. Idziemy do mnie. Teraz. Chcę cię na moim języku, zanim słońce wstanie.
Wstała bez wahania. W windzie Kevin przycisnął ją do lustrzanej ściany i pocałował głęboko, smakując miętę i jej uśmiech. Ona wsunęła dłoń pod jego koszulkę, czując twardy brzuch i ciepłą, gładką skórę.
Pokój 216 pachniał jego wodą kolońską i świeżymi ręcznikami. Ledwo zamknęli drzwi, Kevin klęknął przed nią jak przed ołtarzem. Ściągnął jej spódnicę munduru jednym ruchem, potem majtki – już mokre, przyklejone do warg. Anna oparła się o ścianę, unosząc jedną nogę na jego ramię.
— Kurwa, Kevin… jak ty na to patrzysz.
— Jak na najlepszy posiłek po długim locie — mruknął i wpił się twarzą w jej białą, gładką cipkę. Język był szeroki, gorący, natarczywy. Lizał od spodu w górę, okrążał łechtaczkę, wsuwał się głębiej, ssąc i mlaskając głośno, celowo komicznie. Anna załkała śmiechem i jękiem naraz.
— Jesteś jak odkurzacz z patentem! O mój Boże…
Kevin tylko wzmocnił tempo, trzymając jej pośladki obiema dłońmi. Palce wbiły się w miękkie białe mięso, a język pracował jak silnik odrzutowy. Anna czuła falę narastającą szybko – za szybko. Palce wplotła mu w krótkie włosy i doszła głośno, drżąc, pryskając mu na brodę i usta. Kevin nie odsunął się; lizał dalej, zbierając każdy sok, mrucząc z zadowoleniem.
— Smakujesz jak zwycięstwo — powiedział, ocierając usta grzbietem dłoni. — Teraz twoja kolej, stewardesso. Pokaż, co potrafisz z bagażem ponadgabarytowym.
Anna zepchnęła go na łóżko, rozpięła mu dżinsy i wydobyła kutasa. Był ogromny – gruby, ciemny, żyły wystające jak mapa Kenii, główka lśniąca preejakulatem. Przez chwilę tylko wpatrywała się, potem parsknęła.
— To nie kutas, to lądowisko awaryjne. Jak ja to w ogóle…
A jednak wzięła. Usta rozchyliła szeroko, śliniąc się obficie, i zsunęła się w dół. Gardło zacisnęło się odruchowo, ale ona przełknęła refleks, biorąc coraz głębiej. Kevin syknął i uniósł biodra. Anna robiła mu głębokie gardło z humorystyczną determinacją – łzy w oczach, ślina spływająca po brodzie, od czasu do czasu odsuwając się, żeby sapnąć: „Jeszcze… jeszcze centymetr i będę miała nowy rekord”. Kiedy wreszcie wzięła go niemal do nasady, Kevin jęknął basowo i pogłaskał ją po włosach.
— Dobra dziewczyna. Teraz na czworaka. Chcę widzieć, jak ta biała dupa bierze wszystko.
Ustawił ją doggy style na brzegu łóżka, wbił się jednym długim pchnięciem. Anna wrzasnęła w poduszkę, potem zaśmiała się histerycznie.
— Jezu Chryste, Kevin, ty mnie rozerwiesz na pół i jeszcze będziesz żartował!
Trzymał ją mocno za biodra, palce odciskając ciemne ślady na jasnej skórze, i rżnął rytmicznie, głęboko, aż łóżko stukało o ścianę. Każde uderzenie wywoływało mokry odgłos i jej głośne, zabawne komentarze: „O tak, prosto w GPS!”, „Wolniej, bo lądujesz bez zezwolenia wieży!”. Kevin chichotał razem z nią, ale nie zwalniał – tylko nachylił się i ugryzł ją lekko w ramię.
Potem przewrócił się na plecy i posadził ją na sobie. Anna dosiadła go okrakiem, dłonie na jego szerokiej piersi, i zaczęła się bujać. Czarny fiut wchodził i wychodził, rozciągając jej spuchnięte wargi, sięgając miejsc, o których nie wiedziała, że istnieją. Jęczała głośno, bez wstydu:
— Kurwa, jak ja kocham czuć tego wielkiego czarnego fiuta głęboko w sobie… Jestem pełna. Jestem… ahh… złamana rezerwą i dumna z tego!
Kevin unosił biodra naprzeciw, trzymając jej talię. Oboje byli głośni – śmiech mieszał się z jękami, przekleństwa z komplementami. Ona pocierała łechtaczkę, on szczypał jej sutki. Orgazm przyszedł jednocześnie: Anna zadrżała, zaciskając się wokół niego jak imadło, a Kevin wbił się do końca i spuścił w nią falami, jęcząc jej imię.
Padli na materac, spoceni, uśmiechnięci jak idioci po udanym locie.
Anna odwróciła głowę i parsknęła.
— No. Moja rezerwa została definitywnie złamana. I to z hukiem. Nikt w bazie mi nie uwierzy.
Kevin pogładził jej bok, wciąż w niej, wciąż twardy lekko.
— Od teraz będę prosił o przydział na twoje loty. Kapitan Kevin i stewardessa Anna – specjalna usługa w klasie biznes. Albo w toalecie, jak trzeba.
Weszli razem pod prysznic. Woda spływała po ich ciałach – białym i czarnym – a oni myli się nawzajem, śmiejąc się, kiedy szampon wpadł jej do oka, a ona w odwetie namydliła mu kutas „dla higieny lotniczej”. Wymienili numery, zapisując je na wilgotnych dłoniach, bo telefonów nie wzięli do łazienki.
Ale kiedy wrócili na łóżko owinięci w ręczniki, Kevin spojrzał na nią serio, choć kącik ust drgał.
— Słuchaj… mój następny rejs to jutro wieczorem. Ten sam kierunek co twój. I mam kolegę Desmonda, który też lata tą trasą. Opowiadał mi o pewnej imprezie w hotelu w Mombasie, gdzie stewardessy… no. Jeśli chcesz, możemy przedłużyć tę złamaną rezerwę. Albo zostać tu do rana i sprawdzić, czy twoje gardło wytrzyma drugą rundę bez awaryjnego lądowania.
Anna uniosła brew, czując, jak znowu budzi się w niej ciepło. Sięgnęła po jego półtwardego kutasa przez ręcznik i uścisnęła lekko.
— Pilot ma ambicje. Dobra. Ale najpierw opowiedz mi o tej imprezie. I nie myśl, że skończyliśmy. Bo ja dopiero zaczęłam zbierać mile w programie lojalnościowym twojego fiuta.
Za oknem świtało nad pasem. Kevin przyciągnął ją bliżej, a jej palce już wędrowały niżej, obiecując, że noc – a właściwie poranek – wcale się nie kończy.
Anna ścisnęła mocniej przez ręcznik, czując, jak Kevin twardnieje z powrotem pod jej palcami jak podwozie po starcie. Uśmiechnęła się krzywo, blond włosy jeszcze mokre kleiły się do policzków.
— Opowiadaj o tej imprezie, bo inaczej sama wyciśnę z ciebie informacje jak z tubki ketchupu — mruknęła, zsuwając ręcznik z jego bioder. Czarny kutas podskoczył wolny, gruby, lśniący od resztek ich wspólnego soku i wody. Główka już znowu błyszczała, a żyły pulsowały wyraźniej. Anna obliznęła wargi. — I nie pierdol mi o Mombasie, dopóki nie zobaczysz, jak polska stewardessa zbiera punkty lojalnościowe.
Kevin parsknął śmiechem, kładąc ręce za głowę na poduszce. Jego szeroka klatka unosiła się spokojnie, ciemna skóra kontrastowała z białymi prześcieradłami jak pas startowy nocą.
— Desmond mówił, że w hotelu przy plaży stewardessy ustawiają się w kolejce do kenijskich pilotów jak do freeshopu po tanim alkoholu. Ponoć jedna z waszych wzięła dwóch naraz w jacuzzi, krzycząc coś o turbulencjach. Ale mnie to nie interesuje teraz. Interesuje mnie twoja biała dziurka, która właśnie puchnie na mój widok.
Anna nie odpowiedziała słowami. Po prostu nachyliła się i wzięła go znowu do ust — głębiej, pewniej, śliniąc obficie, aż strużki spływały po jej brodzie na jego jądra. Gardło zacisnęła wokół grubej główki, mlaskając głośno, celowo wulgarnie. Kevin syknął przez zęby i uniósł biodra, wpychając się jeszcze o centymetr.
— Kurwa, Anna… twoje gardło to lepszy hangar niż ten w Nairobi. Ssij mocniej, stewardesso. Pokaż, jak obsługujesz ponadgabarytowy bagaż.
Ona odsunęła się na chwilę, sapnęła, otarła ślinę grzbietem dłoni i parsknęła:
— Ląduję bez zezwolenia wieży, kapitan. I nie skarż się później do Związku Pilotów, że twoje jaja dostały too much pressure.
Wsunęła dłoń pod spód, masując mu jądra, a drugą trzymała nasadę, pompując w rytm ssania. Język krążył po żylastej powierzchni, zbierał preejakulat, smakując słono-słodycz. Kevin mruczał basowo, raz po raz wsuwając palce w jej mokre włosy i lekko prowadząc głowę w dół. Anna brała coraz głębiej, aż nos dotykał jego brzucha, a łzy spływały jej po policzkach z wysiłku. Śmieszyło ją to — trzydziestodwuletni kenijski niedźwiedź z fiutem jak awaryjne lądowisko i ona, dwudziestoośmioletnia blondyna z PLL, dławiąc się nim o świcie w tanim hotelu przy pasie. W środku czuła, jak jej cipka pulsuje pusto, domagając się wypełnienia. Soki spływały jej już po udach, klejąc się do skóry.
Kevin nagle pociągnął ją w górę za ramiona.
— Dosyć. Chcę wjechać znowu. Od tyłu. I tym razem bez hamulców.
Przewrócił ją sprawnie na brzuch, podciągnął biodra do góry, aż jej biała dupa uniosła się idealnie. Spódnica munduru leżała gdzieś na podłodze, majtki też — ona była naga, spocona, z odciskami jego palców na biodrach z poprzedniej rundy. Kevin klepnął ją otwartą dłonią w pośladek, zostawiając różowy ślad na jasnej skórze.
— Patrz, jak to się trzęsie. Polska dupa stworzona do kenijskiego silnika.
Anna spojrzała przez ramię, uśmiechając się szeroko mimo czerwieni na policzkach.
— Wbijaj już, bo zaraz wezwę obsługę naziemną. I nie ląduj za miękko, kapitan. Chcę czuć każdą żyłę.
Kevin ustawił się, potrącając grubą główką o jej spuchnięte, mokre wargi. Rozchylone były szeroko, różowe, lśniące od wcześniejszego wytrysku, który wciąż powoli wyciekał. Wbił się jednym płynnym ruchem — głęboko, aż jądra uderzyły o jej łechtaczkę. Anna wrzasnęła w materac, potem zaśmiała się histerycznie, dłońmi wbijając się w prześcieradło.
— O kurwa mać, Kevin! To nie fiut, to cały Boeing 787! Rozpierasz mnie na pół i jeszcze masz zamiar tankować w środku!
On chichotał nisko, trzymając jej talię obiema rękami, i zaczął rżnąć twardo, rytmicznie. Każde pchnięcie wydawało mokry, obślizgły odgłos — chlup, chlup — jakby jej cipka była przepełnionym zbiornikiem. Biała skóra jej pośladków falowała przy każdym uderzeniu, kontrastując z jego ciemnymi, muskularnymi udami. Kevin nachylał się, gryzł ją lekko w kark, szeptał jej do ucha:
— Twoja dziurka ssie mnie jak odkurzacz bagażowy. Taka ciasna, taka chciwa na czarny kutas. Mów, jak ci smakuje łamanie rezerwy, blondyno.
Anna jęczała między śmiechem a krzykiem, biodra odpychając się naprzeciw.
— Smakuje jak awaria silnika w najlepszym wydaniu! Jezu, jesteś tak głęboko… czuję cię w żołądku. Rżnij mocniej, kurwa. Zrób ze mnie stewaressę z rozciągniętą cipką na cały sezon!
Przyspieszył. Łóżko stukało o ścianę w takt — bum-bum-bum — a ona doprawiała to komentarzami jak komentator sportowy: „Prosto w GPS!”, „Przekroczona maksymalna waga bagażu!”, „Wieża kontroli, tu Anna, ląduję na dużym kenijskim kokpicie i nie żałuję!”. Kevin wybuchał śmiechem, ale nie zwalniał. Jego kutas wchodził i wychodził, pokryty jej białą pianką i resztkami spermy, ciągnąc za sobą nitki śluzu. Palce wbił jej w pośladki, rozchylając je szerzej, patrząc, jak jej różowy odbyt marszczy się przy każdym pchnięciu.
— Patrzę na twoją dziurkę i nie wiem, czy rżnąć cipkę, czy spróbować tyłka. Co ty na to, polska latająca suka?
Anna odwróciła głowę, oczy zamglone rozkoszą, uśmiech złośliwy.
— Najpierw cipę rozpierdol do końca. Potem zobaczymy. Ale jak wjedziesz w tyłek, to tylko z pełnym smarowaniem i bez awaryjnego hamowania. Zgoda?
— Zgoda — mruknął i wsunął kciuk między jej pośladki, masując wilgotny odbyt, podczas gdy fiut dalej wbijał się w jej cipkę jak tłok. Anna zadrżała, cipka zacisnęła się konwulsyjnie. Orgazm nadszedł nagle — wrzasnęła głośno, drgając, pryskając na jego uda i prześcieradło. Soki trysnęły jej strużką, a Kevin tylko zaśmiał się basowo i kontynuował, rżnąc przez jej skurcze.
— Dobra dziewczyna. Spryskaj mnie jeszcze. Twoja biała fontanna lubi czarny silnik.
Nie dał jej odsapnąć. Wyciągnął się, przewrócił na plecy i wciągnął ją na siebie twarzą do niego. Anna usiadła okrakiem, wsuwając grubego fiuta z powrotem w spuchniętą dziurkę. Westchnęła długo, kiedy wszedł do końca, rozciągając ją aż do bólu mieszanego z rozkoszą. Zaczęła się bujać — powoli na początku, potem szybciej, piersi podskakujące, sutki twarde. Kevin unosił biodra naprzeciw, dłonie na jej biodrach prowadząc rytm. Czarny kutas znikał w jej białej cipce całkowicie, wychodził błyszczący, wchodził znowu z głośnym chlupnięciem.
— Kurwa, Kevin… patrz, jak to wchodzi. Jestem pełna po brzegi. Twój fiut rozpycha mnie jak bagażnik po black Friday. Kocham to. Kocham czuć, jak twoje jaja biją o mój tyłek.
On szczypał jej sutki, pociągał, potem uniósł się i wziął jednego do ust, ssąc twardo. Anna jęczała, pocierając jednocześnie łechtaczkę kciukiem. W środku czuła drugi orgazm narastający — falę ciepła od macicy w dół. Myślała chaotycznie: jutro znowu mundur, uśmiech do pasażerów, a teraz tu, naga, nabita na kenijskiego pilota, soki spływające po jego brzuchu. Śmieszyło ją to do łez.
Kevin nagle uniósł ją, wyciągnął fiuta i ustawił główkę przy jej odbytowi.
— Czas na awaryjne lądowanie w drugim hangarze. Chcesz?
— Tak, kurwa, chcę — sapnęła bez wahania. — Tylko wolniej na start. I jak będziesz w środku, rżnij jak na autopilocie.
Anna pochyliła się do przodu, rozchylając pośladki sama. Kevin plunął na jej odbyt, rozprowadził ślinę kciukiem, potem docisnął główkę. Wchodził powoli, centymetr po centymetrze. Anna syczała przez zęby, potem zaśmiała się nerwowo:
— O matko boska lotnicza… to jest grubsze niż procedura ewakuacji. Wejdź cały. Chcę czuć, jak mnie rozrywasz.
Kevin wbił się do końca, jądra przyklejone do jej cipki. Zastygł na moment, dając jej przywyknąć, potem zaczął poruszać się krótkimi, głębokimi pchnięciami. Odbyt zaciskał się wokół niego jak imadło, gorący, ciasny. Anna krzyczała w poduszkę mieszankę przekleństw i śmiechu:
— Jezu, Kevin, twój czarny kutas w moim białym tyłku! Jestem złamana totalnie! Rżnij, kurwa, rżnij tę dziurę! Jestem twoją stewardessą do wszystkiego!
On przyspieszył, trzymając jej talię, wbijając się mocniej. Drugą ręką sięgnął pod spód i wsunął dwa palce w jej cipkę, pompując w tym samym rytmie. Anna eksplodowała trzecim orgazmem — ciało drżało, odbyt pulsował, cipka zaciskała się na jego palcach, a z jej ust wylewał się potok: „Kurwa, kurwa, napełnij mnie, spuść się we mnie, zrób ze mnie brudną polską dziwkę z full tankiem kenijskiej spermy!”
Kevin wyciągnął się z jej tyłka z głośnym mlasknięciem, przewrócił ją na plecy, uniósł jej nogi na ramiona i wbił z powrotem w cipkę jednym pchnięciem. Rżnął jak oszalały, łóżko skrzypiało groźnie, a on jęczał basowo jej imię. Anna trzymała się jego ramion, paznokcie wbijając w ciemną skórę, patrząc, jak jego gruby fiut znika w niej całkowicie.
— Spuść się we mnie, Kevin. Chcę czuć, jak twoja gęsta sperma wypływa mi potem po udach przez cały dzień. Zrób mi bałagan.
On wbił się do samego dna, zadrżał i spuścił — grube, gorące fale pompowały się w nią, wypełniając do przelewu. Anna czuła każdy puls, każdy wytrysk, i zaśmiała się głośno, kiedy nadmiar zaczął wyciekać wokół jego kutasa, spływając po jej tyłku na prześcieradło.
Kevin nie wyciągnął od razu. Jeszcze kilka powolnych pchnięć, wypychających więcej białej, gęstej spermy na zewnątrz. Anna sięgnęła w dół, rozchyliła palcami swoje spuchnięte wargi i wcisnęła resztki z powrotem do środka, mlaskając głośno.
— Patrz, jak twoja kenijska sperma wylewa się z mojej rozjebanej białej cipki. Cała w twoim gównie i w twoim jebanym fiucie. Następnym razem weź Desmonda. Chcę dwóch czarnych kutasów naraz w tej dziurze, żebyśmy mogli sprawdzić, czy polska stewardessa wytrzyma double engine failure bez spadochronu.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories