Masaz Przyjaciela po Treningu
Kasia, 29-letnia hotwife, masuje kutasa Tomka po treningu, a jej mąż Marcin z podnieceniem patrzy, jak ostro go ujeżd
Nigdy nie zapomnę tego wieczoru. Miałam dwadzieścia dziewięć lat, Marcin trzydzieści dwa, a Tomek trzydzieści cztery — i od miesięcy kręciło nas wszystkich to samo. Mój mąż, trener personalny z ramionami jak z katalogu, od dawna szeptał mi do ucha przy seksie, jak chciałby zobaczyć, jak jego najlepszy kumpel z siłowni rozjebie mnie na kawałki. Tomek. Wysoki, szeroki w barkach, z uśmiechem, od którego robiło mi się mokro między nogami już na samą myśl. Fantazjowaliśmy o tym w łóżku, aż wreszcie stało się prawdą.
Po intensywnym wieczornym treningu Tomek zrzucił torbę w przedpokoju naszego mieszkania i westchnął, masując kark. — Kurwa, Marcin, plecy mnie zabijają. I ten kark… jakbym dźwigał cały świat. Marcin rzucił mu ręcznik, a ja stałam w drzwiach salonu w krótkich spodenkach, które ledwo zakrywały pośladki, i obcisłym topie bez stanika. Sutki już mi twardniały od samej atmosfery. — Mogę cię pomasować — powiedziałam spokojnie, choć serce waliło mi jak młot. — Olejek mam w szafce. Usiądź na kanapie. Tomek spojrzał na Marcina. Mój mąż uśmiechnął się szeroko, tą swoją głupią, podnieconą miną, którą znałam na wylot. — Ja chętnie popatrzę — rzucił. — Naprawdę. Rób co chcesz, Kasia. Od tej chwili powietrze zgęstniało. Wszyscy troje wiedzieliśmy, dokąd to zmierza. Nie było żadnych niedomówień. Chciałam. Oni chcieli. I to było pieprzyć doskonałe.
Tomek rozebrał się do bokserek, położył się na brzuchu na naszej szerokiej kanapie, a ja polał m mu plecy olejem. Dłonie ślizgały mi się po twardych mięśniach, wciskałam kciuki w spięty kark, zjeżdżałam w dół wzdłuż kręgosłupa. On głośno jęczał, nisko, od samego początku. — O jebana… tak, właśnie tam… Schodziłam coraz niżej. Uda. Mocne, owłosione, spocone po treningu. Masowałam je od tyłu, kciuki wchodziły pod brzeg bokserek, potem ściągnęłam mu je w dół wraz z ręcznikiem, który Marcin mu wcześniej rzucił. Został nagi. Pośladki twarde jak kamień. Wessałam olej w dłonie i wzięłam je w garść, rozcierając, rozchylając delikatnie, czując, jak Tomek wciąga powietrze przez zęby. — Kurwa, Kasia… Marcin siedział w fotelu naprzeciwko, rozparty, dłoń już na wypukłości w dresach. Patrzył. Nie odrywał wzroku. Czułam jego spojrzenie na moich cyckach, które wisiały swobodnie w topie, na moich palcach wbijających się w mięśnie Tomka.
Kiedy Tomek odwrócił się na plecy, ręcznik ledwo trzymał się na biodrach. Pod spodem odznaczał się gruby, twardy kutas, tak wyraźnie, że ślinka napłynęła mi do ust. Gruby, żyły na wierzchu, główka już wilgotna. Spojrzałam prosto w oczy Marcina. Głos miałam ochrypły. — Mogę? Kiwnął głową. Szybko, z rozszerzonymi źrenicami. — Bierz. Pokaż mi. Zerwałam ręcznik. Kutas Tomka podskoczył, gruby, ciemniejszy od reszty ciała, spocony. Uklękłam między jego rozstawionymi nogami, wzięłam go u nasady i wsunęłam do ust jednym ruchem, głęboko, aż główką uderzył mi o tylną ścianę gardła. Nie spuszczałam wzroku z męża. Marcin wyjął już swojego, gładził powoli, patrząc, jak ślina spływa mi po brodzie na top. Tomek szarpnął biodrami do góry. — Jebać… twoja żona ssie jak profeska… Machałam głową, ssąc mokro, głośno, język krążył po żylastej skórze, dłonie masowały jądra. Czułam się tak pieprzyć pożądana — przez obu. Marcin szeptał: — Głębiej. Pokaż mu, jak umiesz brać. Wzięłam głębiej, aż oczy mi łzawiły, a Tomek łapał mnie za włosy, nie szarpiąc mocno, tylko prowadząc. Smak soli, potu, czystego męskiego podniecenia. Kiedy w końcu oderwałam się z mokrym odgłosem, nitka śliny łączyła moje usta z jego główką.
Zsunęłam spodenki i majtki jednym ruchem. Byłam już całkiem mokra, uda śliskie. Wsiadłam na niego tyłem, reverse cowgirl, żeby Marcin wszystko widział. Wycelowałam grubego kutasa Tomka między wargi cipki i opuściłam się powoli, centymetr po centymetrze, aż wszedł cały. Rozpierający. Gruby jak diabli. Jęknęłam głośno, odginając głowę. — Widzisz, kochanie? — rzuciłam przez ramię do Marcina. — Cały w środku… Zaczęłam ujeżdżać ostro. W górę, w dół, mokre odgłosy wypełniały salon. Cycki podskakiwały w topie, więc ściągnęłam go przez głowę i rzuciłam na podłogę. Tomek trzymał mnie za biodra, pomagając, wbijając się do oporu przy każdym opadnięciu. Marcin wstał, podszedł bliżej, kutas tuż przy mojej twarzy. — Jebiesz go jak sukę w cieczce — mruknął z zachwytem. — Tak głęboko go bierzesz… Pokazywałam mu wszystko: jak moja cipka rozciąga się na tym grubasie, jak śluz spływa po jądrach Tomka, jak moje pośladki uderzają o jego brzuch. Jeździłam szybciej, tarłam łechtaczkę o nasadę, aż iskry zaczęły mi skakać pod powiekami.
Tomek nagle uniósł mnie, przewrócił na brzuch na kanapie. Wbił się od tyłu jednym pchnięciem, mocno, trzymając za biodra tak, że palce zostawiały ślady. Pieprzył równo, głęboko, jaja uderzały o moją cipkę. Marcin klęknął przede mną. Wzięłam jego kutasa do ust od razu, ssąc łapczywie, podczas gdy Tomek rżnął mnie z tyłu. Byłam nadziana z obu stron — gardło pełne męża, cipka rozwalana przez kumpla. Ślina spływała mi na kanapę, jęki tłumiłam na twardym fiucie Marcina. — Weź wszystko, co Tomek ma do dania — powiedział mąż ochryple, głaszcząc mnie po włosach. — Całego. Nie hamuj się. To wystarczyło. Orgazm walnął we mnie jak piorun. Cipka zaciśnięła się konwulsyjnie na kutasie Tomka, trzęsłam się całym ciałem, krzyczałam wokół fiuta męża, błagając bez słów, żeby nie przestawali, żeby jebali mnie dalej, mocniej, głębiej. Nogami wierzgałam, paznokciami wczepiałam się w kanapę, a fale przechodziły jedna za drugą, aż zrobiło mi się ciemno przed oczami.
Tomek nie zwalniał. Wciąż wbijał się w moją drgającą dziurkę, a Marcin wyciągnął się z moich ust i pochylił do ucha: — Jeszcze nie skończyliśmy, kochanie. On dopiero się rozkręca. Czułam, jak Tomek twardnieje jeszcze bardziej w środku, jak jego oddech staje się nierówny, jak dłonie na moich biodrach zaciskają się mocniej. Marcin gładził mi policzek, kutas lśniący od mojej śliny tuż przy ustach, i patrzył na to, jak jego kumpel miażdży mnie od tyłu. Wiedzieliśmy, że to dopiero początek. Że noc będzie długa. Że ja wezmę jeszcze więcej — wszystko, co obaj zechcą mi dać — a Marcin będzie patrzył i podszczekiwał, aż stracę resztki głosu.
Tomek pochylił się nad moimi plecami, wsunął dłoń pod spód, znalazł łechtaczkę i zaczął pocierać kółeczka, nie wyjmując kutasa. Cipka znowu mi drżała, nadwrażliwa, mokra jak diabli. Marcin szeptał brudne rzeczy o tym, jak pięknie wyglądam z cudzym jebaniem w środku, a ja tylko kiwałam głową, otwierając usta, gotowa znów ssać, gotowa brać, gotowa być ich wspólną, głośną, drżącą hotwife na tej kanapie.
Tomek pocierał moją łechtaczkę coraz szybciej, a jego kutas wciąż wbijał się we mnie od tyłu, mokry, twardy, rozpychający. Nie mogłam złapać oddechu — każde pchnięcie wypychało ze mnie kolejny jęk, który tonął na fiucie Marcina, kiedy znów wsunął mi go między usta. Ssłam łapczywie, ślina spływała po brodzie, po cyckach, kapie na kanapę. Czułam się jak suką, którą dwóch facetów używa dokładnie tak, jak chce, i jebać, jak mi się to podobało. Marcin gładził mnie po włosach, patrzył na Tomka i szeptał:
— Patrz, jak ona się rozpływa. Cała twoja teraz. Jeb ją mocniej.
Tomek posłuchał. Chwycił mnie za biodra oburącz i zaczął rżnąć naprawdę ostro — krótkie, twarde pchnięcia aż do oporu, jaja uderzały o moją mokrą cipkę z głośnym, obleśnym odgłosem. Olejek i moje soki mieszały się, spływały po wewnętrznej stronie ud. Uniosłam tyłek wyżej, podsuwając się mu, a on sapnął:
— Kurwa, twoja żona jest ciasna jak diabli… i mokra. Słyszysz, jak chlupie?
Marcin tylko kiwnął głową, wyciągając fiuta z moich ust, żeby zobaczyć lepiej. Jego kutas lśnił od mojej śliny, żyła pulsowała. Dotknął mojej twarzy kciukiem.
— Powiedz mu, Kasia. Powiedz, jak cię jebie.
— Jebie mnie… o jebana… tak głęboko… — wydusiłam, a głos mi się łamał, bo Tomek właśnie trafił w to miejsce, od którego iskry skakały mi pod powiekami. — Grubszy od ciebie, kochanie… rozpycha mnie całą…
Marcin uśmiechnął się szeroko, tą swoją głupią, zakochaną miną, i złapał się za kutasa, gładząc powoli. Tomek wyciągnął się ze mnie nagle, zostawiając pustkę, która aż zabolała. Odwrócił mnie na plecy jednym ruchem, jakbym nic nie ważyła. Rozsunął mi nogi szeroko, położył je na swoich barkach i wszedł znowu — jednym długim, powolnym pchnięciem, aż biodra stuknęły o moje. Widziałam wszystko: jak moja cipka obejmuje jego grubą żylastą skórę, jak wargi rozciągają się wokół niego. Marcin klęknął z boku, żeby mieć lepszy widok.
— Pokaż mi, jak bierzesz cały. Do końca.
Wzięłam. Tomek zaczął pieprzyć mnie w misjonarza, mocno, rytmicznie, a ja wczepiłam paznokcie w jego ramiona. Pot z treningu wciąż był na jego skórze, słony, męski. Pochylił się i ugryzł mnie lekko w sutek, a ja wrzasnęłam. Marcin pochylił się do mojego ucha:
— Jeszcze raz dojdziesz na jego kutasie. Chcę to zobaczyć. Chcę usłyszeć, jak krzyczysz jego imię.
Tomek przyspieszył. Jego kciuk wrócił na moją łechtaczkę, tarł szybkie kółeczka w rytm pchnięć. Ciało mi się spięło, brzuch zadrżał, cipka zaczęła się zaciskać falami. Nie mogłam powstrzymać — orgazm walnął drugi raz, mocniejszy, dłuższy. Krzyczałam „Tomek… Tomek, jebie mnie…”, a nogi mi drżały na jego barkach. On nie zwalniał ani na sekundę, rżnął mnie przez całą falę, aż zrobiło mi się słabo i ciemno przed oczami.
Kiedy odzyskałam oddech, Tomek wyciągnął się, usiadł na kanapie i przyciągnął mnie na siebie. Wsiadłam na niego twarzą w twarz, złapałam jego kutasa i opuściłam się powoli, centymetr po centymetrze, patrząc prosto w oczy Marcina. Mój mąż stał tuż obok, gładząc się, kutas twardy jak kamień.
— Ujeżdżaj go. Pokaż mi, jak umiesz.
Zaczęłam. W górę, w dół, obroty bioder, tarłam łechtaczką o nasadę przy każdym opadnięciu. Cycki podskakiwały mu przed twarzą, więc złapał je oburącz, ścisnął, wziął sutek do ust i ssał. Marcin podszedł bliżej, a ja od razu otworzyłam usta i wzięłam go głęboko, ssąc mokro, głośno, podczas gdy Tomek wbijał się we mnie od dołu. Byłam znów nadziana z obu stron — gardło pełne męża, cipka pełna kumpla. Ślina spływała mi po brodzie na piersi Tomka. Marcin trzymał mnie za włosy i pchał biodrami delikatnie, nie za mocno, tylko tyle, żebym brała głębiej.
— Dobra żona… bierz nas obu. Całych.
Tomek sapnął pod spodem, dłonie wbił mi w pośladki i zaczął podrzucać mnie mocniej. Słyszałam, jak jego oddech staje się nierówny.
— Kasia… kurwa… zaraz dojdę…
— W niej — warknął Marcin. — Do końca. Chcę widzieć, jak w niej spuszczasz.
To mnie dobiło. Zaczęłam ujeżdżać jeszcze ostrzej, cycki uderzały o klatkę Tomka, cipka chlupała głośno. Marcin wyciągnął się z moich ust i tylko patrzył, gładząc się coraz szybciej. Tomek krzyknął nisko, szarpnął biodrami do góry i wbił się do oporu. Poczułam, jak jego kutas twardnieje, pulsuje, a gorące spusty strzelają we mnie fala za falą — gęste, obfite, wypełniające. Jęknęłam głośno, czując, jak jego nasienie spływa już po moich wargach na jądra. Nie wyciągnął się. Zostawił kutasa w środku, drgającego, a ja wciąż delikatnie kręciłam biodrami, wyciskając z niego resztki.
Marcin nie wytrzymał. Chwycił mnie za ramiona, ściągnął z Tomka i położył na brzuchu na kanapie. Wbił się w moją pełną, ociekającą cipkę jednym pchnięciem — ślisko, łatwo, bo byłam cała w spustach Tomka. Pieprzył mnie krótko, ostro, z desperacją.
— Jebana… czuję go w tobie… całe jego gówno w mojej żonie…
Kilka pchnięć i już dochodził. Wyciągnął się w ostatniej chwili, odwrócił mnie na plecy i spuścił mi na twarz, na usta, na cycki — gorące strugi spływały po brodzie, po sutkach. Otworzyłam usta i wzięłam ile mogłam, ssąc główkę, połykając. Tomek siedział obok, wciąż twardy, i gładził mnie po udzie, patrząc, jak mąż znaczy mnie swoim nasieniem.
Leżeliśmy potem na kanapie, spoceni, lepcy, oddychający ciężko. Tomek pocałował mnie w ramię, Marcin głaskał moje mokre włosy. Sex był skończony. Ciała nam opadły, kutas Tomka powoli miękł, a ja czułam, jak ich spusty spływają mi powoli po udach na kanapę. Marcin szepnął z dumą:
— To było… kurwa, Kasia. Najlepsze, co nam się przytrafiło. Jutro znowu?
Uśmiechnęłam się do niego, skinęłam głową, pocałowałam go w usta. Tomek wstał, zaczął się ubierać powoli, rzucił nam jeszcze jedno brudne, zadowolone spojrzenie i wyszedł, zamykając cicho drzwi. Marcin objął mnie od tyłu, przycisnął do siebie, całował kark.
— Kocham cię, suko. Jesteś moja. I jego. Idealna.
Leżałam w jego ramionach, uśmiechnięta, spokojna na zewnątrz. W środku jednak wiedziałam coś, czego on nie wiedział i nigdy się nie dowie: Tomek, wychodząc, wsunął mi do ręki karteczkę z adresem hotelu na przyszły piątek i krótkim „tylko my dwoje, bez Marcina — chcę cię na całą noc sam”. I ja już wtedy wiedziałam, że pojadę.
Rate this story
Coś nie tak z tą historią?
Popular Collections
Browse Categories