Pierwszy Raz na Linie pod Jego Okiem

Tamara, 32-letnia żona, daje się ostro zerżnąć muskularnemu instruktorowi na linach wspinaczkowych na oczach podnieconego męża.

9 min read September 13, 2026New

Tamara miała trzydzieści dwa lata i od miesięcy chodziła z tą myślą jak z gorącym kamieniem w brzuchu. Malik, jej mąż, siedział naprzeciwko niej w aucie przed opuszczoną halą na obrzeżach miasta i gładził ją po udzie przez legginsy, kiedy szeptała mu, że dziś chce w końcu poczuć obcego kutasa. Nie byle jak – na linie, w uprząży, z jego oczami wbitymi w każdy ruch. Malik miał trzydzieści pięć lat, solidną robotę w logistyce i wiecznie spięte spodnie, kiedy ona o tym mówiła. Kiwnął tylko głową, głos mu się załamał na „tak, kurwa, tak”.

Hala pachniała starym pyłem, magnazją i metalem. Ścianka wspinaczkowa piła się pod dach, liny zwisały jak grube węże, a maty na dole były wytarte. Ravi pojawił się z cienia przy belce. Trzydzieści osiem lat, ramiona jak z kuźni, ciemna koszulka przyklejona do klatki, krótkie spodenki odsłaniające łydeczki i żyły na przedramionach. Instruktor, który miał klucz i wiedział, że nikt im tu nie przeszkodzi. Spojrzał na Tamarę – na jej cycki w obcisłym topie, na biodra, na to, jak Malik stał pół kroku za nią jak na smyczy – i uśmiechnął się wolno, bez udawania.

– Świeża para? – rzucił basem, podchodząc bliżej. – Albo nie taka świeża. Widzę, jak on na ciebie patrzy. I jak ty oddychasz, jakbym już trzymał cię za kark.

Tamara poczuła, że sutki twardnieją od razu. Malik przełknął ślinę głośno. Ravi nie czekał na pozwolenie – poprawił jej uprząż na biodrach, palce wsunął pod taśmę, „sprawdzając” klamrę, a tak naprawdę gładził skórę tuż nad cipką. Malik stał trzy metry dalej, ręce w kieszeniach, chuj już twardy jak drąg.

– Możesz ją dotykać – powiedział Malik chrapliwie. – My… od dawna o tym gadam. Ona chce. Ja chcę patrzeć.

Ravi świznął przez zęby, zadowolony.

– No to dzisiaj dostaniecie, czego szukacie. Tamara, prawda? Wejdź na linę. Pokażę ci, jak się ustawić.

Wciągnął ją wyżej, asekurując. Stojąc tuż za nią na cienkiej platformie przy uchwytach, przycisnął się biodrami do jej tyłka. Przez spodenki czuła gruby, twardniejący kutas przyciśnięty do rozporka legginsów. Szepnął jej prosto do ucha, gorącym oddechem:

– Chcę cię zerżnąć na tych linach jak tanią dziwkę. Grubo, głęboko, aż będziesz piszczeć. Twój mąż będzie siedział i walił fiuta, patrząc, jak cię napełniam. Pasuje ci to, szmato?

Tamara jęknęła. Spoglądała w dół, prosto w oczy Malika. Ten już nie udawał – rozpiął rozporek i masował sobie kutasa przez majtki, wolno, z otwartymi ustami.

– Tak – wyszeptała, a potem głośniej, żeby mąż słyszał każde słowo. – Chcę poczuć grubego kutasa obcego faceta. Chcę, żebyś mnie tu zerżnął, Ravi. Na linach. Teraz. Malik… patrz na mnie. Proszę cię, Ravi, weź mnie. Zerżnij żonę mojego męża.

Ravi nie potrzebował drugiego zaproszenia. Zsunął z niej uprząż jednym szarpnięciem, taśmy spadły na matę. Zgiął Tamarę wpół, rękami na uchwytach liny asekuracyjnej, tyłek wystawiony, legginsy i majtki ściągnięte do kolan jednym ruchem. Jego kutas był gruby, żyłowaty, główka już mokra. Wsunął się w nią od tyłu bez ceregieli – jednym głębokim pchnięciem aż po jaja. Tamara wrzasnęła z rozkoszy, cipka zacisnęła się mokro wokół niego. Ravi złapał ją za biodra i zaczął walić ostrym, mocnym rytmem, uderzenia skóry o skórę głośne w pustej hali, lina drżała przy każdym pchnięciu.

– Jebana mokra dziura – syczał. – Twój mąż cię tak nie rżnie, co? Czujesz, jak cię rozciągam?

Malik siedział na skrzyni kilka metrów dalej, kutas już wyjęty, ręka latała szybko po żyle. Patrzył, jak żona bierze obce pchnięcia, jak jej cycki wiszą i trzęsą się w topie, jak ślina spływa jej z kącika ust.

Ravi wyciągnął się, odwrócił ją twarzą do Malika, uniósł jedną jej nogę i wbił się znowu na stojąco. Ręka na gardle Tamary – nie dusił na zabój, tylko trzymał, kontrolował, kciuk na tętnicę – a biodra waliły głęboko, mokry dźwięk pizdy na każdym wejściu.

– Kurwa męża – warknął jej do ucha, patrząc prosto na Malika. – Powiedz mu. Powiedz, czyja jesteś teraz dziwka.

– Jestem… ahh… kurwą mojego męża – wyksztusiła Tamara, oczy szkliste, spoglądając Malikowi w twarz. – Ravi mnie jebie… grubym kutasem… na twoich oczach… Malik, ja… ja kurwa kocham to…

Malik jęknął, przyśpieszył ruchem ręki, precome spływało mu po palcach. Ravi wyciągnął się z niej na chwilę, zaciągnął Tamarę na maty na dole, rzucił ją na plecy. Rozłożył jej nogi szeroko, kolana prawie przy uszach, i wszedł znowu – misjonarska, ciężki, spocony, patrzący Malikowi prosto w oczy przy każdym pchnięciu. Tamara darła się bez wstydu, paznokcie w jego plecach, cipka cmokała głośno wokół grubego fiuta.

– Dochodzę w twojej żonie – rzucił Ravi Malikowi basem, nie odwracając wzroku. – Obficie. W środku. Żeby wyciekało jej po udach, jak będziesz ją potem lizał.

Wbił się do oporu, zasztywniał, ryknął i spuszczał się długo, pulsując, wypełniając Tamarę gorącym spustem. Ona doszła razem z nim, spięta łukiem, cipka ssąca każdy wytrysk, krzyk zagłuszony w jego ramieniu. Malik na skrzyni doszedł sekundę później, sperma trysnęła mu na brzuch i dłoń, oczy nie odrywając się od tego, jak Ravi pompuje resztki w jego żonę.

Ravi został w niej jeszcze chwilę, ciężki, oddychający. Powoli wyślizgnął mokry, lśniący kutas – biała sperma polazła za nim, gęsta, spływająca na matę między jej pośladkami. Klęknął wyżej, przy ustach Tamary.

– Wylizuj – rozkazał cicho. – Resztki. Żeby twój mąż widział, jak ssiesz to, co w tobie zostawiłem.

Tamara otworzyła usta chętnie, wzięła go głęboko, splątane włosy na czole, język zbierał gęste krople z żołędzi i spod napletka. Ssła wolno, głośno, patrząc na Malika z fiutem obcego w gardle. Ravi głaskał ją po głowie, jeszcze twardy, jeszcze nie do końca zmiękły.

Potem wycofał się, wstał, poprawił spodenki. Sperma Tamary błyszczała jej na brodzie i na wewnętrznej stronie ud. Ravi spojrzał na Malika, potem z powrotem na nią, i uśmiechnął się krzywo, jakby coś jeszcze trzymał w zapasie.

– Nie kończymy na jednym spuszczeniu – rzucił, już sięgając po kolejną linę i grubszy karabińczyk z torby. – Macie czas. Hala zamknięta do rana. A ja jeszcze nie pokazałem wam, jak się wiąże żonę tak, żeby mąż mógł ją trzymać za włosy, kiedy dostaje od tyłu drugi raz. Albo trzeci.

Tamara leżała rozłożona, dysząca, cipka wciąż drgająca i pełna. Malik otarł rękę w koszulkę, kutas znowu drgał zainteresowany. Ravi machnął liną, metal zabrzęczał, a w jego oczach było jasne, że dopiero rozkręca wieczór – i że następna runda będzie ostrzejsza, dłuższa, z Tamarą unieruchomioną dokładnie tak, jak oboje fantazjowali w aucie, tylko brudniej.

Ravi rzucił linę na matę i podszedł do Tamary, która wciąż leżała z nogami rozłożonymi, sperma sączyła się jej z rozwartej cipki cienką nitką na podarte legginsy. Chwycił ją za nadgarstki, uniósł i owinął grubym sznurem wokół obu rąk na krzyż, potem przeciągnął wolny koniec przez karabińczyk przy belce. Pociągnął. Tamara uniosła się pół metra nad matę, ramiona wyciągnięte nad głową, cycki w topie naciągnięte, sutki wystające jak guziki. Nogi miała nadal w ściągniętych legginsach do kolan, więc Ravi szarpnął je w dół razem z majtkami i kazał jej kopać buty. Została naga od pasa w dół, tylko top na górze, a lina trzymała ją w pozycji, w której tyłek wystawał, a cipka lśniła białym posokiem.

– Malik – rzucił Ravi, nie odrywając wzroku od jej dziury. – Chodź tu. Trzymaj ją za włosy. Mocno. Żeby patrzyła na ciebie, kiedy będę jej wbijał drugi raz.

Malik wstał ze skrzyni, kutas wciąż twardy i brudny od własnej spermy. Podszedł, chwycił Tamarę za kucyk, szarpnął do tyłu tak, że musiała unieść twarz. Jej usta były otwarte, ślina mieszała się z resztkami, które przed chwilą zlizała z Raviego. Ravi stanął za nią, rozsunął jej pośladki kciukami i wbił się od razu po jaja. Mokry dźwięk był głośniejszy niż wcześniej – cipka już roztrzepana, pełna, przyjmowała go jak rękaw. Zaczął walić wolniej, głębiej, każde pchnięcie podnosiło ją na linie o centymetr, a potem spuszczało z powrotem na jego fiuta.

– Czujesz to, kurwo? – syczał Ravi, biodra uderzając o jej tyłek. – Twój mąż trzyma cię za łeb, a ja cię napełniam znowu. Powiedz mu, jak ci smakuje obcy kutas w twojej dziurze.

Tamara jęknęła, oczy utkwione w Maliku. Ten pociągnął mocniej za włosy, aż potoczyły się jej łzy z wysiłku i rozkoszy.

– Smakuje… ahh… jak gruba, żywa rura – wydyszała. – Ravi mnie jebie… rozciąga… Malik, patrz, jak mi wlatuje. Kocham to. Kocham, że patrzysz, jak mnie pierdolą na twoich oczach.

Ravi przyśpieszył. Lina skrzypiała, belka drżała. Wsunął rękę pod jej top, ścisnął cycek, palce zacisnął na sutku i pociągnął. Drugą dłonią owinął jej gardło znowu, kciuk na tętnicę, kontrolując oddech. Tamara piszczała przy każdym wejściu, cipka cmokała głośno, sperma z pierwszego spustu pryskała na jego jaja i spływała po jej udach. Malik trzymał jej włosy jedną ręką, drugą masował sobie fiuta, wolno, żeby nie dojść za wcześnie. Patrzył, jak żona wisi na linie, jak jej brzuch wciąga się przy każdym pchnięciu, jak Ravi wchodzi aż po jaja i zostaje tam na sekundę, kręcąc biodrami.

– Chcę ją w gębę – warknął Ravi nagle. – Puść włosy. Na kolana.

Malik puścił. Ravi wyciągnął się z niej z mokrym mlaskiem, spuścił linę o pół metra, tak że Tamara klęknęła na macie, ręce wciąż związane nad głową, przywiązane do belki. Kutas lśnił od jej soków i spermy. Wsunął go jej prosto w usta, aż do gardła. Tamara zakrztusiła się, ale otworzyła szerzej, język wywinięty, biorąc głęboko. Ravi złapał ją za głowę i zaczął rżnąć twarz – krótkie, twarde pchnięcia, jaja uderzały o brodę. Ślina lała się jej po cyckach, po brzuchu, mieszała się z resztkami, które wyciekały z cipki.

– Ssij to, żono mojego kumpla – syczał. – Wyczyść swojego instruktora. Malik, chodź bliżej. Niech widzi, jak twoja dziwka żre cudzą szpę.

Malik klęknął obok, kutas przy jej policzku. Tamara odwróciła głowę na moment, oblizała główkę męża, potem wróciła do Raviego, biorąc go głębiej, aż łzy popłynęły jej swobodnie. Ravi wyciągnął się, otrzeźwił kutasem jej usta, potem szarpnął linę w górę znowu. Uniósł ją, odwrócił twarzą do belki, nogi rozsunął szeroko i wbił od tyłu po raz trzeci. Tym razem nie hamował. Walił jak młot, lina huśtała się, Tamara wrzeszczała bez słów, tylko dźwięki, mokre, zwierzęce. Malik stanął z przodu, wsunął jej fiuta między usta, a ona ssała go w rytm pchnięć Raviego – mąż z przodu, instruktor z tyłu, wypełniona z obu stron.

– Dochodzę w niej znowu – ryknął Ravi. – W cipę. Żebyś miał co lizać, Malik. Żeby twoja żona chodziła jutro z wyciekiem po udach.

Wbił się do oporu, zesztywniał, pulsował długo, gęste strzały wpychał jej głęboko. Tamara doszła na jego kutasie, całe ciało spięte, cipka zaciskająca się falami, krzyk stłumiony fiutem Malika w gardle. Ravi jeszcze kilka razy pomachał biodrami, wygniatając resztki, potem wyciągnął się. Sperma trysnęła za nim strumieniem, gęsta, biała, spłynęła po jej cipce, po odbycie, kapnęła na matę. Nie dał jej odetchnąć. Rozwiązał jedną rękę z liny, kazał klęczeć, a drugą wciąż trzymał przywiązaną. Stanął nad nią, kutas jeszcze twardy, i kazał otworzyć usta.

– Wylizuj jaja. Potem tyłek. Żeby twój mąż widział, jak czyścisz mnie po tym, jak cię zalałem.

Tamara wsunęła język pod jaja, ssała je głośno, potem polizała wzdłuż żyły aż do główki, zbierając gęste krople. Malik klęczał za nią, rozsunął jej pośladki i wsunął język prosto w pełną cipkę – lizał, ssał, przełykał to, co Ravi w niej zostawił, nos wbity w jej tyłek. Tamara jęczała w kutas Raviego, wibracje przechodziły po całym fiucie. Ravi złapał ją znowu za włosy i wsunął się jej w gardło do oporu, trzymając, aż łzy popłynęły. Wyciągnął się, plunął jej na twarz, potem wbił z powrotem.

Minęło jeszcze długo. Ravi kazał Malikowi położyć się na macie, Tamarę posadził na kutasa męża twarzą do góry – wsunęła się mokro, pełna spermy, i zaczęła jeździć. Sam stanął nad jej twarzą, kutas w ustach, i rżnął jej gębę, podczas gdy ona skakała na Maliku. Kiedy Malik doszedł w niej z rykiem, wypełniając ją jeszcze bardziej, Ravi wyciągnął się z ust, kazał jej otworzyć szeroko i spuścił się na język, na brodę, na cycki. Biała masa spływała jej po sutkach, mieszała się z potem.

Nie skończyli. Ravi podniósł linę wyżej, owinął jej uda osobno, rozciągnął nogi w szpagat w powietrzu, cipka rozwarta jak na wystawie. Wszedł w nią stojąc, trzymając za biodra, i jebał wolno, pokazując Malikowi, jak dziura łyka i puszcza. Malik stał obok, ręka na własnym kutasie, i spuszczał się drugi raz na jej twarz, kiedy Ravi wpychał jej kolejny ładunek. Sperma lała się z niej jak z uszkodzonego węża – po udach, po macie, po linach. Tamara wisiała, dysząca, oczy szkliste, usta otwarte, cała oblana, cipka drgająca i cieknąca.

Ravi wyciągnął się ostatni raz, otrzeźwił kutasem o jej rozwartą dziurę, aż resztki kapnęły prosto na matę między jej pośladkami, i warknął, patrząc jej prosto w oczy:

– Następnym razem przyprowadź męża z obrożą. Będziesz wisieć dłużej, a ja wpierdolę ci w każdą dziurę, aż będziesz sikać sperma po linach.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged rough-sex creampie doggy-style deepthroat dirty-talk

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.