Pierwszy raz z najlepszym przyjacielem

Dwóch kumpli po trzydziestce, Marek i Bruno, w końcu dają upust wzajemnej żądzy i ostro się ruchają po raz pierwszy.

9 min read September 18, 2026New

Nie wiem, od czego zacząć, więc zacznę od prawdy, bo i tak już nie ma sensu udawać. Nazywam się Marek, mam dwadzieścia osiem lat, programuję od rana do wieczora i od sześciu lat mieszkam z Brunem w wynajętym mieszkaniu na wrocławskim Nadodrzu. Bruno ma dwadzieścia siedem, jest grafikiem, zostawia wszędzie puste puszki po energetykach i śmieje się tak głośno, że sąsiedzi walą w ścianę. Jesteśmy kumplami. Najlepszymi. I przez ostatnie miesiące obaj w nocy waliłem konia myśląc o drugim, udając, że tego nie robimy.

Tamtego wieczoru skończyliśmy film — jakiś gówniany thriller, którego fabuły i tak nie ogarnąłem, bo cały czas zerkałem na jego uda w dresach. Siedzieliśmy na kanapie, blisko, za blisko. Bruno wyciągnął rękę po chipsy i jego palce musnęły moje. Zatrzymałem oddech.

— Marek — mruknął, nie odwracając wzroku od czarnego ekranu. — Coś cię gryzie od tygodni.

Serce waliło mi jak młot. Wziąłem powietrze i wreszcie to powiedziałem, bo nie dało się już dłużej nosić w środku.

— Od dawna chcę spróbować z facetem. Konkretnie z tobą. Fantazjuję o tobie, Brunon. O twoich rękach, o tym, jak byś mnie wziął. I wiem, że to może wszystko spieprzyć, ale…

Bruno odwrócił głowę. Uśmiechnął się krzywo, tym swoim pewnym uśmiechem, który zawsze mnie rozwalał, i w jego oczach było coś gorącego, coś, na co czekałem miesiącami.

— Myślisz, że tylko ty? Ja od zimy wyobrażam sobie, jak pcham cię w materac i słyszę, jak jęczysz moim imieniem. Chcę tego. Chcę ciebie. Od razu, nie na pół gwizdka.

Chemia uderzyła nas obu jak prąd. Pochyliłem się pierwszy, niepewnie, i pocałowałem go. Wargi miał suche, potem wilgotne, potem głodne. Pocałunek zrobił się głęboki w sekundę — języki, zęby, oddech w usta. Bruno złapał mnie za kark i przyciągnął bliżej, a ja jęknąłem mu prosto w gardło.

— Zawsze chciałem być tym, który rządzi — wyszeptał mi w usta, kiedy się oderwaliśmy na chwilę. — Ty będziesz grzeczny i weźmiesz, co dam. Pasuje?

— Pasuje — odparłem bez wahania, już twardy w gaciach. — Chcę być uległy. Dla ciebie.

Jego dłoń zsunęła się na mój krocze i ścisnęła kutasa przez materiał spodni. Ja złapałem jego — gruby, gorący, pulsujący. Ocieraliśmy się o siebie jak nastolatki, tylko że byliśmy dorośli i wiedzieliśmy dokładnie, czego chcemy. Ściągnąłem mu koszulkę przez głowę, on zerwał moją. Nagi tors Bruno był twardy, z ciemnym meszkiem na mostku; polizałem mu szyję, słony skórę, zsunąłem język niżej i wziąłem sutek między zęby. On syknął i wplótł mi palce we włosy.

— Kurwa, Marek… dalej.

Lizałem go, ssałem sutki, gryzłem lekko obojczyk, a on w tym czasie rozpiął mi pasek i wsunął dłoń za majtki. Palce owinęły się wokół mojego fiuta i pociągnęły raz, dwa — wystarczyło, żebym zapiszczał. Bruno odepchnął mnie lekko, wstał, rozpiął własne spodnie i wypuścił kutasa. Gruby, żyłkowany, z wilgotną główką. Stanął przede mną szeroko.

— Na kolana. Teraz. Weź go do buzi i pokaż, jak bardzo tego chciałeś.

Uklęknąłem na dywanie bez namysłu. Zapach miał ostry, męski. Oblizałem główkę, smakując preejakulat, potem otworzyłem szerzej i wziąłem go głęboko. Bruno westchnął nisko i złapał mnie za włosy.

— Tak, ssij. Głębiej.

Gardłowałem, ślina spływała mi po brodzie, krztusiłem się i brałem znowu, aż nos musnął mu krocze. Język pracował pod spodem, dłonie na jego udach, a on pchał się delikatnie, ale stanowczo, fucking my throat jak chciał. Mój własny kutas przeciekał na podłogę, nietknięty, i kręciło mnie od samej uległości.

— Wystarczy — warknął w końcu, wyciągając mokry fiut z moich ust. — Sypialnia. Chcę cię przelecieć porządnie.

Poszliśmy chwiejnym krokiem. W sypialni zrzucił resztę ubrań, ja też. Położył mnie na plecach, uniósł moje nogi na swoje ramiona i splunął sobie na palce. Najpierw jeden, potem dwa, rozciągał mnie powoli, patrząc mi w oczy.

— Luzujesz się ładnie. Gotowy na kutasa?

— Tak. Weź mnie.

Nasmarował się żelam, który wyciągnął z szuflady — trzymaliśmy go „na wszelki wypadek”, haha — i przyłożył główkę do mojego tylnego otworu. Wsunął się centymetr po centymetrze, piekło i rozpierało, a ja krzyczałem w poduszkę, aż wszedł do oporu. Potem zaczął rżnąć. Misjonarz z nogami na ramionach, głęboko, mocno, biodra klaśnięcia o mój tyłek. Każde pchnięcie trafiało w prostatę i wyrywało ze mnie dźwięki, których się wstydziłem i które kochałem.

— Głośniej — rozkazał. — Chcę słyszeć, jak cię rżnę.

— Kurwa, Bruno… mocniej… proszę…

Przyspieszył, trzymał mnie za uda, wbił się jak w dziwkę. Potem wyciągnął się, przewrócił mnie na siebie i kazał mi usiąść na kutasa. Wziąłem go od góry, zjeżdżając powoli, aż wypełnił mnie cały. Jechałem na nim, dłonie na jego piersi, a on klapsnął mnie ostro w pośladki.

— Moja dziwka. Ruszaj się szybciej. Jeszcze.

Klapsy padały rytmicznie, piekły, a ja skakałem na jego fiucie jak oszalały, kutas skakał między nami nietknięty, cieknący. Bruno złapał mnie za biodra i pchał do góry, dobijając od dołu.

Na koniec zrzucił mnie na czworaka. Doggy. Wbił się od tyła jednym mocnym ruchem i zaczął tłuc bez litości. Dłoń na karku przycisnęła moją twarz do prześcieradła, druga klapsowała tyłek na przemian.

— Powiedz, czyja jesteś dziwka.

— Twoja… twoja dziwka, Bruno… rżnij mnie mocniej…

— Biorę cię. Pierwszy raz i już tak ładnie się otwierasz.

Jęczałem bez wstydu, prosząc o więcej, o twardziej, o głębiej. Czułem, jak jego kutas puchnie we mnie. Bruno warknął, wbił się do samego końca i spuścił się głęboko w mojej dupie — gorące, pulsujące spusty, fala za falą. Sam doszedłem w tej samej chwili, bez dotykania się, lejąc na brzuch i prześcieradło, ściśnięty wokół niego tak mocno, że zobaczył gwiazdy.

Padliśmy na materac, spoceni, dyszący, uśmiechnięci jak debile. Sperma spływała mi po udzie, serce mi galopowało. Bruno przysunął się z tyłu, objął mnie i delikatnie pocałował w kark, tuż pod linią włosów. Jego oddech był ciepły.

— To był dopiero pierwszy raz, Marku — szepnął chrapliwie, przyciskając jeszcze półtwardego fiuta do mojego wilgotnego tyłka. — I zamierzam r

—żnąć cię jeszcze nie raz. I nie raz. I nie tylko dziś — dokończył Bruno, przyciskając mi półtwardego fiuta do wilgotnego, cieknącego tyłka. Sperma sączyła mu się jeszcze z mojej dziurki, spływała po jajach, kleiła się do ud. Leżałem twarzą w poduszkę, dysząc jak po maratonie, a on oblizywał mi kark, wolno, jakby smakował własną wygraną.

Nie odpoczęliśmy długo. Po kilkunastu minutach jego kutas znowu stwardniał, oparł się o moje pośladki i zaczął się ocierać, rozmazując resztki spustu. Odwróciłem głowę. Miał te same gorące oczy co na kanapie.

— Chcę cię znowu — powiedział prosto. — Na boku. Żebym mógł cię trzymać i rżnąć naraz.

— Bierz — odparłem. Głos miałem chrapliwy od krzyku. — Jestem cały twój, Brunon. Rób co chcesz.

Ułożył mnie na lewym boku, uniósł moją prawą nogę wysoko i wsunął się z powrotem jednym długim pchnięciem. Byłem jeszcze luźny, śliski od jego spermy i żelu, więc wszedł do oporu od razu. Jęknąłem nisko, bo rozpierało mnie dokładnie tam, gdzie prostatę miałem najbardziej wyczuloną. Bruno objął mnie ramieniem przez tors, znalazł sutek i ścisnął, a drugą ręką złapał mój fiut — znowu twardy, cieknący na prześcieradło.

Pchał się wolno na początku, głęboko, tak że czułem co centymetr żyłek. Szepty leciały mi prosto do ucha:

— Kurwa, jak ty się zaciskasz… Moja grzeczna dziwka. Po pierwszym razie już tak ładnie bierzesz całego. Będę cię napełniał co noc, Marku. Spuszczał w cię, aż będziesz chodził z moim spustem w dupie do pracy.

— Tak… proszę… napełniaj — jęczałem, odpychając się biodrami, żeby brać go jeszcze głębiej. Jego dłoń na moim kutasie pracowała w rytm pchnięć. Kciuk ocierał żołądź, zbierał preejakulat i smarował. Kręciło mnie od tego brudu, od tego, że najlepszy kumpel robi ze mnie kurę domową i że ja o to błagam.

Przyspieszył. Klaśnięcia skóry o skórę zrobiły się głośniejsze, mokre. Przerzucił mnie z powrotem na brzuch, wbił kolano między moje uda, rozchylił je szeroko i zaczął naprawdę jebać — twarde, rytmiczne rżnięcie, aż łóżko stukało w ścianę. Sąsiedzi pewnie znowu walili, ale było nam to totalnie obojętne. Bruno złapał mnie oburącz za biodra, uniósł tyłek wyżej i walił jak w stempel.

— Powiedz głośniej, czyja dupa.

— Twoja! Kurwa, twoja, Bruno… jebiesz mnie jak swoją osobistą dziwkę… nie przestawaj…

Wyciągnął się w połowie, odwrócił mnie na plecy, zarzucił moje nogi sobie na barki znowu i wszedł od razu. Misjonarz, ale bardziej brutalny niż za pierwszym razem — ręce na mojej piersi, kciukami przyciskał sutki, a biodra pracowały jak tłok. Patrzyłem mu w twarz. Pot spływał mu po skroniach, ciemny meszek na mostku lśnił, zęby miał zaciśnięte z wysiłku i przyjemności.

— Chcę cię w buzi znowu, zanim skończę — warknął nagle i wyciągnął mokrego kutasa. Przesunął się wyżej, uklęknął nade mną, oparł fiuta o moje usta. Pachniał mną, żelem, spustem. Otworzyłem szeroko i wziąłem. Bruno złapał mnie za włosy i zaczął pieprzyć mi gardło na serio — krótkie, twarde pchnięcia, aż łzy napłynęły mi do oczu, a ślina lała się po brodzie i szyi. Krztusiłem się z lubością, dławiłem się nim, a moja dłoń leciała po własnym kutasie jak szalona.

— Dobra… wystarczy — wyciągnął się z trzaskiem. — Na czworaka. Ostatni raz dziś. Chcę spuścić ci się na plecy i na twarz.

Uklęknąłem, wygiąłem grzbiet. Wszedł od tyłu jak w dom, rozpychając mnie na maksa. Jebał twarde, bez litości, dłoń na karku wciskała mi twarz w materac. Drugą klapsował — lewy pośladek, prawy, znowu lewy — aż piekło i robiło się gorące. Co któryś ruch trafiał idealnie w prostatę i wyrywał ze mnie pisk.

— Ja pierdolę, zaraz dojdę… — syknął. Wyciągnął się nagle, klęknął nade mną i zaczął walić konia tuż nad moimi plecami. Pierwszy strumień spustu trafił mi między łopatki, gorący, gęsty. Drugi na kark. Trzeci, kiedy odwróciłem twarz, walnął mi w policzek i usta. Oblizałem wargi, wziąłem resztę do buzi, ssałem żołądź, aż wypompował ostatnie krople. Sam w tym momencie doszedłem drugi raz — kutas drgał nietknięty prawie, lałem na prześcieradło pod sobą, ściśnięty, drżący, z nosem w zapachu naszego wspólnego brudu.

Padliśmy. Bruno zsunął się obok, piersią do moich pleców, objął mnie całym ciałem. Jego kutas, już miękki, leżał między moimi pośladkami, wciąż mokry. Oddychaliśmy synchronem. Sperma na moich plecach stygnęła, kleiła się do skóry. Pocałował mnie w ucho, potem w ramię, potem znowu w kark — delikatnie, zupełnie inaczej niż przed chwilą, kiedy robił ze mnie dziwkę.

— Kurwa, Marku… — mruknął. — To było lepsze niż wszystkie moje wankowanie na twoją myśl razem wzięte. Jesteś mój. Od dziś spimy w jednym łóżku. I rżniemy się, kiedy tylko będę chciał. Pasuje?

— Pasuje — wyszeptałem. Uśmiechnąłem się w ciemność. Serce mi jeszcze waliło. — Chcę tego. Chcę ciebie codziennie.

Bruno legł wygodniej, dłoń spoczęła mi na brzuchu, palce leniwie gładziły skórę tuż nad kudłami. Za chwilę jego oddech spłycił się, spowolniał. Zasnął, przytulony, z nosem w moich włosach, dokładnie tak, jak fantazjowałem od miesięcy. Na oknie miasto szumiało daleko, Nadodrze o tej porze już ciche. Ja leżałem z otwartymi oczami, czując jak jego spust powoli spływa mi jeszcze z dziurki na uda, jak klei się nam skóra.

I wiedziałem coś, czego Bruno nie wiedział.

Od trzech tygodni miałem w szufladce biurka gotowy podpisany aneks do umowy najmu — tylko na moje nazwisko. Znajomy z pracy wracał z Berlina i oddawał mi swoją kawalerkę na Sępolnie od pierwszego. Miałem spakowane już pół szafy w torby pod łóżkiem. Chciałem mu powiedzieć po filmie, że się wyprowadzam, że kumple na zawsze, ale osobno, bo inaczej zwariuję z pożądania. A potem pocałowałem go. A potem wziął mnie. A teraz spał na mnie, pewny, że od dziś dzielimy wszystko.

Jutro rano miałem wyrzucić te torby do śmieci i podrzeć aneks. Ale on o tym nie wiedział. Spał szczęśliwy, z fiutem przy mojej dupie, myśląc, że to dopiero początek wspólnego mieszkania i jebania bez końca. A ja leżałem w ciemności, uśmiechnięty jak debil, z sekretem na języku i spermą na skórze, i po raz pierwszy od lat nie czułem się sam.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged deepthroat rough-sex doggy-style creampie dirty-talk

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.