Maska na Twarzy, Która Nie Powinna Cię Pragnąć

Macocha Ola klęka i ssie kutasa pasierba, a potem ostro się rżną na kuchennym stole.

17 min read September 04, 2026

Mam dwadzieścia osiem lat i nazywam się Maciek. Ona ma czterdzieści dwa i jest moją macochą. Ola. Blondynka z długimi, zawsze zadbanymi włosami, które spadają jej na ramiona jak jedwab. Ciało trzyma w ryzach siłownią i basenem, cycki pełne, jeszcze nie opadające, tyłek twardy jak u dwudziestolatki, talię wąską, a między udami — cipka, o której myślałem przez ostatnie miesiące częściej niż o czymkolwiek innym. Mieszka z moim ojcem od lat. Nosi jego nazwisko. Gotuje mu obiady. Całuje go na dzień dobry. I jednocześnie od miesięcy patrzy na mnie tak, że jaja mi twardnieją już przy śniadaniu.

Ojciec wyjechał na dwutygodniowy wyjazd służbowy. Zostaliśmy sami w domu. Duży dom na przedmieściach, kuchnia otwarta na salon, kanapa skórzana, stół dębowy, na którym normalnie kroimy chleb. Od pierwszej nocy po jego wyjeździe napięcie wisi w powietrzu jak wilgoć przed burzą. Ola zaczęła wychodzić z sypialni w szlafrokach, które ledwo zakrywają jej pośladki. Wczoraj rano, kiedy parzyła kawę, szlafrok rozchylił się na tyle, że zobaczyłem różowy kubek sutka. Nie poprawiła go. Uśmiechnęła się tylko bokiem ust i zapytała, czy chcę mleka.

Ja pożeram ją wzrokiem od miesięcy. Kiedy schyla się po coś z dolnej szafki, kiedy przeciąga się na kanapie z nogą założoną na nogę, kiedy wraca z basenu w mokrym kostiumie przylegającym do cipki. Wie o tym. Musi wiedzieć. Czasem łapie moje spojrzenie i zamiast spuścić wzrok, przytrzymuje je o sekundę za długo, jakby mówiła: „widzę cię, pasierbie, i wiem, czego chcesz”. To absolutnie zakazane. Ona jest żoną mojego ojca. Gdyby ktoś się dowiedział, runęłoby wszystko — małżeństwo, rodzina, reputacja. I właśnie to sprawia, że kutas mi stoi jak drąg za każdym razem, gdy wchodzi do pokoju.

Tamtego wieczoru wypiliśmy wino. Ona otworzyła butelkę czerwonego, nalewała nam obu do kieliszków przy wyspie kuchennej. Miała na sobie ten cholerny szlafrok — czarny, satynowy, krótki — i nic pod spodem, bo kiedy się schyliła po korkociąg, piersi wypłynęły niemal całkiem, a między udami mignął mi gładki trójkąt. Patrzyłem. Nie potrafiłem przestać. Czerwone wino spływało mi po gardle, a w głowie kłębiło się tylko jedno: jak smakowałaby jej cipka, gdybym wreszcie wsunął w nią język.

— Maciek — powiedziała nagle spokojnym, niskim głosem. — Gapi się pan na moje cycki jak głodny pies.

Podniosłem wzrok. Policzyłem, że zaraz usłyszę pretensje. Zamiast tego Ola odstawiła kieliszek, oparła dłonie o blat i przechyliła się do przodu tak, że dekolt zrobił się jeszcze głębszy. Sutki otarły się o satynę.

— Od miesięcy lejesz na mnie wzrokiem — ciągnęła, a w jej oczach był brudny błysk. — Czuję to. Kiedy wychodzę spod prysznica, kiedy siadam naprzeciw ciebie przy stole, kiedy poprawiam biustonosz. Twój kutas pewnie staje ci w majtkach za każdym razem, prawda? I wiesz, co jest najgorsze? Że mnie to podnieca. Że jak leżę w nocy obok twojego ojca, to wyobrażam sobie, jak ty wchodzisz mi między nogi i rżniesz mnie jak sukę. To grzech. Wiem. Ale jebać grzech.

Serce biło mi w gardle. Wino nagle smakowało metalicznie. Odezwałem się chrapliwie:

— Od lat marzę o tym, żeby zerżnąć macochę. Żeby wbić ci się po jaja, złapać za te full cycki i dojść ci w głąb cipki, aż będziesz piszczała moim imieniem. Chcę poczuć, jak twoja dziura ściska mnie, kiedy wiesz, że to kutasa pasierba, nie męża.

Ola wciągnęła powietrze przez zęby. Uśmiechnęła się krzywo, wilgotno.

— To powiedz mi wprost, Maciek. Chcesz włożyć mi fiuta do gardła? Chcesz zerżnąć swoją macochę na tym stole, na którym twój ojciec pije kawę?

— Chcę. I ty chcesz. Oboje wiemy, że nie wolno. I właśnie dlatego to zrobimy.

Rzuciliśmy się na siebie jak wygłodniali. Jej usta smakowały winem i szminką. Język wsunąłem jej głęboko, a ręce wpełzły pod szlafrok — cycki gorące, sutki twarde jak guziki. Ścisnąłem je mocno, a Ola jęknęła mi do ust i chwyciła za kutas przez spodnie. Byłem twardy jak kamień, pulsujący, mokry już na czubku.

Ona klęknęła pierwsza. Po prostu zsunęła się na kafelki kuchenne, rozpięła mi rozporek i wyciągnęła fiuta. Spojrzała na niego z bliska, oblizała wargi.

— Jaki gruby… — szepnęła. — Mój niegrzeczny pasierb. Patrz mi w oczy, kiedy będę cię ssała.

I wzięła mnie do buzi. Głęboko. Od razu po sam trzonek, aż czubek uderzył o tylną ścianę gardła. Ślina spłynęła jej po brodzie, ręką ściskała jaja, a oczy wbiła we mnie — błękitne, rozszerzone, pełne pożądania i świadomości, że robi coś zakazanego. Ssała mokro, głośno, mlaskająco. Język wirował wokół żołędzi, potem znowu brała głęboko, aż krztusiła się i łzy stanęły jej w oczach, ale nie odpuszczała. Jęczała na moim kutasie, wibracje szły mi po całym kręgosłupie.

— Ola… jebana macocha… — wydusiłem, trzymając ją za blond włosy. — Ssij mocniej. Tak, bierz głębiej, suko. Patrz mi w oczy, kiedy łykasz mojego fiuta.

Odsunęła się na chwilę, nitka śliny łączyła jej usta z moją żołędzią.

— Nazywaj mnie macochą, jak rżniesz mi gardło — wyszeptała chrapliwie. — Powiedz, że jebiesz żonę swojego ojca.

Wepchnąłem się z powrotem. Rżnąłem jej usta, trzymałem za głowę i pchałem, aż nos opierał jej się o łono. Ona brała wszystko, dławiąc się, śliniąc, a dłonią masowała sobie cipkę pod szlafrokiem. Słyszałem mokre odgłosy jej palców. Kiedy wyciągnęła je, były lśniące od soków.

Zerwałem ją na nogi, zrzuciłem z niej szlafrok całkiem. Stanęła naga na środku kuchni — pełne cycki z różowymi sutkami, gładka cipka, już rozchylona i mokra, kropla spływała jej po wewnętrznej stronie uda. Podniosłem ją i posadziłem na dębowym stole. Rozchyliłem jej nogi szeroko, ustawiłem się między nimi i wbiłem kutasa jednym pchnięciem po jaja.

Ola krzyknęła. Cipka ścisnęła mnie gorąco, ciasno, mokro. Misjonarska na stole — jej plecy na blacie, nogi na moich barkach, ja walę jak młot. Każde pchnięcie sprawiało, że cycki podskakiwały, a stół skrzypiał. Patrzyłem, jak mój fiut znika w jej dziurze po brzegi, jak wargi cipki oplatają trzon, jak wycieka z niej biała piana.

— Rżnij macochę — sapała, paznokcie wbijając mi w przedramiona. — Mocniej, Maciek. Zerżnij mnie tak, żebym nie mogła chodzić. Twój ojciec nie pieprzy mnie już tak twardo od lat…

Przewróciłem ją na brzuch, ściągnąłem na skraj stołu, złapałem za biodra i wszedłem od tyłu. Tyłek klaszczał o moje jaja przy każdym uderzeniu — głośne, mokre klapsy, które niosły się po całej kuchni. Trzymałem ją mocno, palce wbijały się w miękkie ciało, a ja rżnąłem bez litości, aż jej cipka mlaskała i chlupotała. Ola wrzeszczała w blat, śliniąc drewno, prosiła o więcej, nazywała mnie pasierbem, grzesznikiem, swoim brudnym sekretem.

— Jeb mnie głębiej — darła się. — Wbij mi się do macicy, kurwa. Chcę czuć twoje jaja na mojej cipce.

Wyciągnąłem się, złapałem ją w ramiona i przeniosłem na kanapę w salonie. Usiadłem, a ona od razu wspięła się na mnie okrakiem, złapała mojego kutasa i nasunęła się sama. Wsunęła się powoli, centymetr po centymetrze, aż usiadła na mnie całym ciężarem. Zaczęła jeździć — najpierw wolno, kręcąc biodrami, potem coraz szybciej, aż jej tyłek klaskał o moje uda, a cycki podskakiwały mi przed twarzą. Wziąłem sutka w usta, ssałem, gryzłem lekko, a ona jeździła jak opętana, cipka ssąca, ściskająca, mokra aż do moich jaj.

— Patrz na mnie — wyszeptała, łapiąc mnie za brodę. — Patrz, jak twoja macocha pieprzy się na tobie. Jak bierze pasierba w cipę i kocha to. Jutro rano usiądziemy przy śniadaniu jakby nigdy nic, a ja będę czuła twoją spermę ściekającą mi po udach…

Jechała mocniej. Moje ręce ścisnęły jej pośladki, rozchylałem je, wsuwałem kciuk w okolice tyłka, a ona tylko jęczała głośniej. Dom pachniał seksem, winem i jej sokami. Za oknem noc, a my na kanapie ojca, zakazani, spoceni, wciąż nie skończeni — bo w jej oczach widziałem, że to dopiero początek, że chce więcej, że za chwilę każe mi dojść jej do twarzy albo wcisnąć się znowu od tyłu, albo zejść na dół i wylizać z niej wszystko, co sam wpompowałem.

Jeszcze nie skończyliśmy. Ola uniosła się niemal całkiem, zostawiając tylko czubek w środku, i patrzyła mi w oczy z uśmiechem, który obiecywał, że ta noc dopiero się rozkręca — a ja trzymałem ją za biodra, gotowy wbić się znowu, kiedy tylko ona na to pozwoli.

Ola uniosła się jeszcze raz, prawie całkiem z niego schodząc, i tylko czubek kutasa drgał w ciasnym, mokrym ujściu jej cipki. Patrzyła mu prosto w oczy, blond włosy sklejone potem przy skroniach, usta czerwone od szminki i śliny. Maciek trzymał ją za biodra tak mocno, że zostawiał ślady, gotów wepchnąć się z powrotem w chwilę, kiedy tylko ona na to pozwoli.

— Jeszcze nie — szepnęła chrapliwie. — Najpierw wyliz mi tę brudną dziurę, pasierbie. Chcę czuć twój język tam, gdzie przed chwilą wbijałeś fiuta. Chcę, żebyś zjadł własną pianę z cipki swojej macochy.

Zsunęła się z niego, klęknęła na kanapie tyłem do niego, rozchyliła pośladki dłońmi i wypięła się. Cipka lśniła, rozchylona, spuchnięta, z białą pianą ociekającą po wargach i spływającą niżej, w stronę odbytu. Maciek nie wahał się ani sekundy. Wsunął twarz między jej uda, wdech pełen jej zapachu — ostry, słony, zakazany. Język wsunął głęboko, zbierając soki i resztki własnego preejakulatu, liżąc od łechtaczki aż po wejście, ssąc spuchnięte wargi, wbijaając czubek języka w ciasną dziurę. Ola jęknęła głośno, wbiła paznokcie w skórzaną kanapę ojca i pchała tyłek w jego twarz.

— Tak, Maciek… jedz macochę… — sapała. — Wypierdol mi język głębiej. Twoja spierdolona matka zastępcza chce, żebyś wylizał ją do czysta, zanim znowu wpakujesz mi fiuta po jaja.

Maciek ssał, mlaskał, gryzł lekko wewnętrzne uda, a kciukiem masował jej odbyt, mokry od spływających soków. Ola trzęsła się, biodra kręciły w kółko, cipka zaciskała się na jego języku. Kiedy odetchnął, broda lśniła mu od jej wilgoci.

— Smakujesz jak grzech — wydusił, głos stłumiony między jej pośladkami. — Gładka, mokra cipka żony taty. I cała moja na tę noc.

Odwrócił ją gwałtownie, położył na plecach na kanapie, uniósł jej nogi wysoko i znowu wszedł jednym pchnięciem. Ola wrzasnęła, gdy gruby kutas rozciągnął ją na nowo, wbił się po brzegi, jaja uderzyły o mokry tyłek. Rżnął mocno, rytmicznie, stół w kuchni jeszcze skrzypiał w pamięci, a teraz skóra kanapy piszczała pod ich ciałami. Cycki Oli podskakiwały z każdym uderzeniem, sutki twarde, czerwone od wcześniejszego ssania. Maciek nachylił się, wziął jednego w usta, przygryzł, a ona oplotła mu biodra nogami i wbiła paznokcie w plecy.

— Mocniej, sukinsynu — syczała mu do ucha. — Rżnij tę cipkę, jakbyś chciał ją zniszczyć. Twój ojciec myśli, że jestem grzeczna żonka, a ja biorę kutasa pasierba na jego własnej kanapie. Czuć, jak mnie rozciągasz… kurwa, jaki gruby…

Maciek wyciągnął się prawie cały, zostawił tylko żołądź w środku, i wbił znowu, aż Ola pisnęła. Ręką sięgnął między nich, znalazł spuchniętą łechtaczkę i zaczął ją trzeć kciukiem w rytm pchnięć. Cipka chlupotała głośno, mokre odgłosy niosły się po salonie. Ola drżała, oczy przewrócone, usta otwarte, ślina spływała jej po brodzie.

— Zaraz dojdę… — sapnęła. — Nie wyjmuj. Chcę dojść na twoim fiucie, Maciek. Chcę, żeby macocha spuściła się na kutasie pasierba…

Jej cipka zaciśnęła się nagle jak imadło, fale skurczów przeszły po niej, soki trysnęły mu na jaja i uda. Ola krzyczała jego imię, wyginała się, paznokcie rwały mu skórę na plecach. Maciek nie zwolnił, rżnął przez jej orgazm, przedłużając go, aż ona błagała o chwilę wytchnienia głosem złamanym rozkoszą.

Wyciągnął się, spocony, kutas lśniący od jej soków, żyły nabrzmiałe. Ola leżała rozłożona, nogi szeroko, cipka pulsująca, lekko otwarta, ociekająca. Maciek schylił się, oblizał ją jeszcze raz, zbierając świeży wytrysk, potem wstał i pociągnął ją za rękę.

— Do kuchni — warknął. — Chcę cię znowu na tym stole. Chcę, żebyś klęczała i brała do buzi, a potem żebym wpierdolił ci się od tyłu, patrząc, jak twoje cycki ocierają się o blat, na którym tata kroił chleb wczoraj.

Ola uśmiechnęła się brudno, wstała na drżących nogach, blond włosy w nieładzie. Poszła przed nim naga, biodra kołysały się, krople jej wilgoci spadały na parkiet. W kuchni oparła się o wyspę, odwróciła się i klęknęła znowu na kafelkach. Wzięła jego kutasa w obie dłonie, oblizała od jaj aż po czubek, potem wsunęła głęboko w gardło. Tym razem ssała wolniej, dokładniej, język wirował, ręka masowała trzon, druga ściskała mu jaja. Maciek trzymał ją za włosy, pchał biodrami, rżnął jej usta, aż ślina spływała jej po brodzie i spadała na pełne cycki.

— Patrz mi w oczy, macocha — rozkazał. — Ssij fiuta pasierba jak dziwka. Powiedz, że kochasz ten smak.

Ola odsunęła się na milimetr, nitka śliny łączyła jej wargi z żołędzią.

— Kocham ten smak — wyszeptała chrapliwie. — Kutas mojego pasierba. Gruby, twardy, pachnie sexem i grzechem. Chcę, żebyś mi nim zapełnił gardło, a potem cipkę, a potem… — uśmiechnęła się krzywo — …może i tyłek, jak będziesz gotowy. Ale najpierw zerżnij mnie znowu na stole. Chcę czuć, jak stół trzęsie się pod nami.

Maciek poderwał ją, posadził tyłem do siebie na krawędzi dębowego blatu, rozchylił jej nogi szeroko i wszedł od tyłu stojąc. Jednym pchnięciem po jaja. Ola wrzasnęła, dłonie wbiła w blat, cycki ocierały się o chłodne drewno. Maciek trzymał ją za biodra, rżnął twardo, głęboko, każde uderzenie sprawiało, że jej tyłek klaszczał o jego brzuch i jaja. Mokre mlaskanie cipki niosło się po całej kuchni, mieszając się z jej jękami i skrzypieniem stołu.

— Kurwa… tak głęboko… — sapnęła. — Czuję cię w brzuchu, Maciek. Twój fiut rozpiera mi macicę. Rżnij mocniej. Zerżnij żonę swojego ojca tak, żeby jutro bolało przy każdym kroku.

Maciek pochylił się nad nią, jedną ręką ścisnął jej cycek, drugą sięgnął do łechtaczki i tarł szybko, podczas gdy biodra waliły bez litości. Ola doszła znowu, głośniej, cipka zacisnęła się w skurczach, soki spłynęły po jego jajach i kapały na kafelki. Maciek prawie spuścił się z nią, ale wyhamował, wyciągnął się drżący, kutas pulsujący, bliski wybuchu.

Ola odwróciła się na stole, usiadła, złapała go za kark i wciągnęła do buzi znowu, ssąc smak własnej cipki z jego fiuta. Potem uniosła wzrok.

— Nie dochodź jeszcze — rozkazała. — Chcę więcej. Chcę, żebyś wziął mnie na podłodze. Chcę klęczeć na czworaka przy lodówce i brać cię jak sukę. A potem… — jej dłoń zsunęła się niżej, palec musnął mu jaja — …chcę, żebyś włożył mi kciuk w tyłek, kiedy będziesz rżnął cipkę. Chcę czuć się wypełniona, brudna, twoja.

Maciek ściągnął ją na podłogę. Ola klęknęła od razu, wypięła tyłek, rozchyliła pośladki. Cipka lśniła, spuchnięta, gotowa. Wszedł znowu, tym razem wolniej na początku, czując każdy centymetr ciasnego, mokrego tunelu. Potem przyspieszył. Kciukiem, mokrym od jej soków, nacisnął na odbyt i wsunął do pierwszego stawu. Ola zaskomlała z rozkoszy, pchała się w niego, biorąc i kutasa, i palec.

— Jebana macocha… — syczał Maciek, rżnąc coraz mocniej. — Bierzesz fiuta pasierba i kciuk w dupie na kuchennej podłodze. Gdyby tata wrócił teraz…

— Nie wróci — sapnęła Ola. — A ja chcę więcej. Wepchnij głębiej. Oba. Rżnij mnie, aż stracę głos. Chcę, żebyś dopiął mnie do orgazmu znowu, a potem kazał mi klęczeć i brać spermę na język albo na cycki. Albo… — odwróciła głowę, spojrzała mu przez ramię z brudnym błyskiem w oku — …może zostawisz we mnie. Chcę czuć, jak ścieka mi po udach, kiedy jutro będę gotować mu śniadanie w wyobraźni.

Maciek rżnął bez litości, kciuk wsuwał głębiej, druga ręka ściskała jej biodro. Dom pachniał sexem, potem, winem. Ola jęczała coraz głośniej, cipka mlaskała, tyłek klaszczał. Kolejna fala zbliżała się do niej — czuł to po skurczach, po sposobie, w jaki zaciskała się wokół niego. Maciek nie zwalniał. Chciał, żeby doszła znowu, głośno, brudno, na kafelkach, z jego kutasem i palcem w środku.

Ale jeszcze nie skończyli. Ola uniosła się nagle na rękach, odwróciła twarz, uśmiechnęła się wilgotno, oczy półprzymknięte od rozkoszy.

— Przenieś mnie z powrotem na kanapę — wyszeptała. — Chcę usiąść na tobie twarzą w twarz. Chcę patrzeć ci w oczy, kiedy będę jeździć, i chcę, żebyś powiedział mi dokładnie, jak bardzo chcesz spuścić się w cipce swojej macochy. A potem… potem jeszcze raz weźmiesz mnie od tyłu przy oknie, żeby ktoś mógł nas zobaczyć, gdyby przeszedł. Bo to jest właśnie to, Maciek. Zakazane. Brudne. I ja jeszcze nie mam dość twojego fiuta.

Maciek wyciągnął się z niej z mokrym dźwiękiem, podniósł ją w ramionach jakby nic nie ważyła, i niósł z powrotem do salonu. Kutas bolał od napięcia, jaja ciężkie, gotowe wybuchnąć, ale trzymał się. Ola oplotła go nogami, cipka ocierała się o jego brzuch, mokra, gorąca. Na kanapie usiadł, a ona od razu wspięła się na niego, złapała fiuta i nasunęła się powoli, centymetr po centymetrze, aż usiadła całym ciężarem, wypełniona po brzegi.

Zaczęła jeździć. Wolno na początku, kręcąc biodrami, potem coraz szybciej. Cycki podskakiwały mu przed twarzą, on ssał sutki na przemian, gryzł, lizał. Ręce ściskały jej pośladki, rozchylały, kciuk znowu szukał odbytu. Ola jeździła jak opętana, cipka ssąca, ściskająca, soki spływały po jego jajach na skórę kanapy.

— Patrz na mnie — sapała, łapiąc go za twarz. — Patrz, jak twoja macocha bierze pasierba. Jak kocha ten gruby kutas w sobie. Jutro usiądziemy przy stole jakby nigdy nic, a ja będę czuła twój wytrysk ściekający mi między nogami… albo twój smak w gardle… Albo obie te rzeczy.

Maciek pchał biodrami w górę, spotykając każde jej zejście, rżnąc ją od dołu. Napięcie rosło, prawie bolesne. Ola dosięgała kolejnego szczytu, drżała, zaciskała się, ale wciąż jeździła, wciąż brała. Dom był ich, noc była ich, grzech był ich. I w jej oczach, w sposobie, w jaki unosiła się prawie całkiem, zostawiając tylko czubek, a potem spadała z powrotem, Maciek widział, że to wciąż nie koniec. Że chce jeszcze gardła, jeszcze stołu, jeszcze podłogi, jeszcze okna. Że ta noc ma się dopiero rozkręcić na dobre, a on jest gotów dać jej wszystko, czego zażąda — bo jest jej pasierbem, a ona jego zakazaną, brudną, jebanymi macochą, która właśnie pieprzy się na nim jakby jutro miał runąć cały świat.

Ola uniosła się prawie całkiem, zostawiając tylko czubek kutasa w mokrym ujściu, i spoglądała mu prosto w oczy, gdy znowu opadła ciężarem całego ciała. Cipka wessała go po brzegi z głośnym, mokrym odgłosem. Maciek syknął przez zęby, dłonie wbite w jej biodra tak mocno, że białe ślady już się rysowały na skórze. Ona kręciła tyłkiem w kółko, ściskając go od środka falami, cycki podskakiwały mu przed twarzą, sutki czerwone i twarde. Wziął jednego w usta, przygryzł, a ona sapnęła i przyspieszyła.

— Patrz, pasierbie — syczała, łapiąc go za włosy. — Twoja macocha jeździ na tobie jak na jebanym koniu. Czujesz, jak cię doi? Jutro tata usiądzie tu, na tej kanapie, a ja będę jeszcze czuła twoje jaja na pośladkach. Rżnij mnie od dołu. Mocniej.

Maciek pchnął biodrami w górę, spotykając każde jej zejście. Kutas wchodził głęboko, rozpychając spuchnięte ścianki, a soki spływały po jego jajach na skórę kanapy ojca. Kciukiem znów znalazł jej odbyt, mokry od tego, co z niej ciekło, i wsunął do drugiego stawu. Ola zaskomlała, wygięła się i zaczęła jeździć jeszcze dzikiej — cipka i tyłek wypełnione, twarz spocona, blond włosy przyklejone do policzków.

— Kurwa… oba… — sapnęła. — Wypełniasz mnie całą. Jebana dziura twojej macochy bierze fiuta i palec, a ja tylko chcę więcej. Przenieś mnie do okna. Chcę, żebyś mnie tam zerżnął. Żeby ktoś mógł zobaczyć, jak żona twojego ojca bierze kutasa pasierba.

Maciek nie kazał sobie dwa razy powtarzać. Wyciągnął się z niej z chlupnięciem, podniósł ją jak piórko i posadził twarzą do wielkiej szyby salonu. Ola oparła dłonie o chłodne szkło, rozstawiła nogi szeroko, wypięła tyłek. Za oknem ciemna ulica przedmieścia, rzadkie latarnie, możliwość, że ktoś przejdzie z psem. To właśnie podkręcało. Wbił się od tyłu jednym pchnięciem po jaja. Ola wrzasnęła, cycki przycisnęły się do szyby, sutki zostawiały na niej wilgotne ślady.

Rżnął twardo, rytmicznie, biodra klaszczały o jej pośladki. Każde uderzenie wpychało ją bliżej szkła, a ona tylko pchała się w niego, prosząc o więcej.

— Głębiej, Maciek… jeb mnie przy oknie… niech mnie ktoś zobaczy z twoim kutasem w cipce… — darła się. — Twój ojciec myśli, że jestem grzeczną żonką, a ja stoję naga i biorę pasierba jak ostatnia dziwka. Czuję cię w brzuchu. Rozpierasz mnie.

Maciek sięgnął ręką do przodu, znalazł spuchniętą łechtaczkę i tarł ją szybko kółeczkami, drugą dłonią ściskając jej cycek. Cipka mlaskała głośno, chlupotała, piana zbierała się na trzonie i spływała po udach. Ola doszła pierwsza przy oknie — ciało sztywne, krzyk stłumiony w szybie, skurcze zacisnęły go jak imadło, soki trysnęły mu na jaja i kapały na parkiet. Maciek nie zwolnił, rżnął przez jej orgazm, przedłużając falę, aż nogi się pod nią ugięły.

Wyciągnął się, kutas lśniący, żyły pulsujące, bliski wybuchu. Ola odwróciła się, opadła na kolana przy oknie i wzięła go do buzi bez słowa. Ssała głęboko, gardło otwarte, ślina spływała po brodzie na cycki. Patrzyła w górę niebieskimi oczami, mlaskała, krztusiła się, ale nie odpuszczała. Maciek trzymał ją za blond włosy i pchał, rżnąc usta.

— Ssij, macocha — warknął. — Wyczyść fiuta z twojej cipki. Potem dam ci znowu. Chcę spuścić się w tobie. Chcę, żebyś chodziła z moim wytryskiem w dziurze.

Ola odsunęła się, nitka śliny łączyła jej wargi z żołędzią.

— To zrób to na stole — chrapliwie. — Chcę leżeć na plecach i patrzeć, jak wpychasz mi spermę po same jaja. Chcę czuć, jak wypełniasz macicę. A potem… — uśmiechnęła się brudno — …może wsuniesz mi go jeszcze w tyłek na deser.

Podniósł ją, przeniósł z powrotem do kuchni, położył na dębowym blacie na wznak. Rozchylił jej nogi maksymalnie, ustawił stopy na swoich barkach i wszedł powoli, centymetr po centymetrze, patrząc, jak wargi cipki rozciągają się wokół grubego trzonu. Ola jęczała, paznokcie drapały drewno, na którym ojciec kroił chleb. Kiedy doszedł do końca, zaczęli znowu — twarde, głębokie pchnięcia, stół skrzypiał, cycki podskakiwały.

— Mów — rozkazała, łapiąc go za kark. — Mów, jak bardzo chcesz spuścić się w macochę.

— Chcę zalać ci cipkę — syczał Maciek, rżnąc bez litości. — Chcę, żebyś jutro czuła moją spermę ściekającą po udach, kiedy będziesz gotować mu kawę. Chcę, żebyś wiedziała, że to kutas pasierba cię rozjebał, nie męża. Jebana żona taty. Moja na tę noc.

Wsunął kciuk znowu w jej odbyt, tym razem głębiej, i rżnął oba otwory. Ola wrzeszczała, dochodząc drugi raz na stole — ciało drżące, cipka pompująca, oczy przewrócone. Maciek czuł, że sam już nie wytrzyma. Wyciągnął kciuk, złapał ją za biodra i wbił się po brzegi kilka ostatnich, brutalnych razy.

— Biorę… — sapnął. — Biorę w cipce macochy…

Doszedł z niskim, zwierzęcym rykiem. Kutas pulsował, grube strugi spustu wlewały się głęboko, fala za falą, aż poczuł, jak przelewa się i zaczyna wyciekać bokiem przy każdym drobnym ruchu. Ola jęczała pod nim, zaciskając się, doiąc go do ostatniej kropli, paznokcie wplecione w jego plecy.

— Tak… zostaw we mnie… wszystko… — szeptała. — Chcę być pełna twojego grzechu.

Jeszcze chwilę leżeli na stole, spoceni, złączeni, kutas wciąż w środku, drgający. Potem Maciek wyciągnął się powoli. Z jej rozwartej, spuchniętej cipki wypłynęła gęsta, biała struga i spłynęła po pośladku na blat. Ola uniosła się na łokciach, patrzyła na to z brudnym uśmiechem, wsunęła dwa palce w siebie, wyjęła je lśniące od mieszaniny soków i spermy, i oblizała.

Maciek oparł się o wyspę, ciężko oddychając, wciąż twardy na pół, jaja obolałe. Ola zsunęła się ze stołu na drżących nogach, podeszła, objęła go od tyłu, cycki przycisnęła do pleców, dłoń zsunęła w dół i powoli uścisnęła jeszcze wrażliwego fiuta.

— Koniec na dziś — wyszeptała mu do ucha, głos niski, zadowolony. — Ale nie mówiłam ci wszystkiego, pasierbie.

Odwróciła go twarzą do siebie. Blond włosy w nieładzie, usta opuchnięte, na udach świeże ślady jego spermy.

— Twój ojciec napisał mi dwie godziny temu. Samolot wraca wcześniej. Będzie w domu jutro rano, przed ósmą. Nie powiedziałam ci, bo chciałam tę noc do końca. Chciałam, żebyś mnie zerżnął na jego stole, na jego kanapie, przy oknie… i żebym witała go rano z twoją spermą jeszcze w cipce. Będę stała w szlafroku, uśmiechnięta, a on nawet nie poczuje, że właśnie spuściłeś się w żonę. To nasz sekret. Tylko mój i twój. I jutro, jak wyjdzie do pracy… znowu klęknę.

Pocałowała go wolno, smakując własny brud na jego ustach, a dłoń wciąż trzymała kutasa, jakby już planowała kolejną rundę, o której on jeszcze nie wiedział.

Rate this story

Thanks for rating
Coś nie tak z tą historią?
Tagged

Fresh filth, nightly

The best new stories in your inbox every morning. Free, 18+, unsubscribe anytime.