Zakazany Dotyk na Dachu o Północy
Biały polski student na dachu akademika ostro rżnie czarną Senegalijkę bez gumki. Tagline (jeden wiersz, 8-15 słów):
Dach akademika o północy pachniał wilgotnym betonem, tanim tytoniem i czymś metalicznym, jakby miasto oddychało mu prosto w kark. Marcin oparł się o niską attykę, zapalił papierosa i wciągnął dym głęboko, licząc, że nikotyna zabije bezsenność. Dwudziestodwuletni Polak na wymianie, jasne włosy w nieładzie, jasna skóra jeszcze bledsza w świetle lamp z dołu. Nie spodziewał się, że ktoś jeszcze tu będzie.
Aisha wyszła cicho, jak cień. Długie dredy spięte luźno, ciemna skóra lśniąca nawet w półmroku, krągłe biodra w obcisłych legginsach, koszulka podwinięta tak, że widać było wąski pasek brzucha. Dwudziestocztery lata, stypendium, Senegal w żyłach i w głosie, kiedy odezwała się po angielsku z francuskim akcentem.
— Też nie śpisz? — zapytała, wyciągając własnego papierosa. — Albo po prostu wolisz dach od łóżka.
Marcin podał jej ogień. Palce musnęły jej dłoń dłużej, niż trzeba. Oboje oparli się o murek, patrząc na miasto.
— Łóżko jest za małe na myśli, które mam o trzeciej w nocy — rzucił. — A ty?
Aisha zaśmiała się nisko, dym uciekł jej z ust w cienkiej smudze. Odwróciła się bokiem, biodro celowo musnęło jego udo. Raz. Potem drugi, wolniej, jakby sprawdzała, czy poczuje. Poczuł. Krew uderzyła mu w pachwinę zanim zdążył domknąć żart.
— Ja myślę o białych kutach — powiedziała prosto, patrząc mu w oczy. — Od pierwszego dnia, jak cię zobaczyłam na korytarzu. Chciałam poczuć, jak biały kutas rozciąga moją czarną cipkę. Nie delikatnie. Porządnie.
Marcin zgasł papierosa o beton, złapał ją za biodra i przyciągnął gwałtownie. Usta wpadły na usta. Pocałunek był mokry, głodny, zęby muskające wargę, język wchodzący głęboko. Aisha jęknęła mu w gardło, ręce już na jego pasku. Rozpięła mu dżinsy jednym ruchem, wsunęła dłoń w majtki i objęła grubiejącego kutasa. Kciuk otarł się o żołądź, już wilgotną od lubrykacji.
— Chcę, żebyś mnie zerżnął mocno i bez gumki — szepnęła mu w usta, masażując go wolno, z naciskiem. — Jestem czysta, ty też, prawda? Chcę czuć, jak wlewasz się we mnie. Całkiem.
— Tak — wykrztusił Marcin, biodra pchnęły mu w jej dłoń. — Kurwa, tak. Chcę cię otwartą.
Pocałował ją jeszcze raz, twardziej, dłoń zsunęła się na jej tyłek, ścisnął mocno przez materiał. Aisha klęknęła na zimnym betonie dachu bez wahania. Wyciągnęła mu kutasa, grubego, jasnego, żyły napięte. Oblizała wargami od nasady do główki, potem wzięła głęboko, gardło otwarte, ślina spływająca po brodzie. Ssanie było głośne, mokre, z mlaskaniem. Marcin wplotł palce w jej dredy, nie pchał jeszcze, tylko trzymał, patrząc, jak ciemne usta obejmują biały trzon.
— Jezu, Aisha… — westchnął, kiedy ona puściła go z głośnym mlasknięciem i otarła wargami jądra.
Wstała, odwróciła się, ściągnęła legginsy razem z stringami. Czarna cipka lśniła już od własnych soków, grube wargi, łechtaczka spuchnięta. Uklękła na czworaka na betonie, łokcie oparte, tyłek wypięty wysoko. Marcin klęknął za nią, chwycił ją za dredy jedną ręką, drugą prowadził kutasa. Wsunął się jednym mocnym pchnięciem. Ciasna, gorąca, mokra. Aisha krzyknęła nisko, po francusku, coś w rodzaju „oui, plus fort”.
Walił ją od tyłu równo, mocno, biodra uderzały o jej tyłek z mokrym odgłosem. Dłonie zaciskały się na jej biodrach, potem jedna wróciła do dredów, ciągnąc głowę do tyłu. Cipka ssała go przy każdym wycofaniu, ściany zaciskały się, jakby nie chciały puścić. Marcin drapie paznokciami po jej tyłku, zostawiając czerwone ślady na ciemnej skórze.
— Patrz, jak bierzesz białego kutasa — warknął, przyspieszając. — Cała mokra dla mnie.
Aisha cofnęła biodra sama, doganiając tempo, dominując na chwilę, kręcąc tyłkiem w kółko, żeby czuł każdy centymetr. Potem znowu oddała mu kontrolę. Marcin wyciągnął się, odwrócił ją na plecy. Położył na chłodnym betonie, uniósł jej nogi na swoje ramiona, prawie zginając ją wpół. Wbił się z powrotem, głębiej teraz, kąt pozwalający dojść aż do końca. Pieprzył ją twardo, miarowo, dłoń na jej piersi, ściskając ciemny sutek.
— Baise-moi… plus profond… jouis en moi — jęczała głośno, nie dbając, czy ktoś usłyszy z niższych pięter. — Spuść się we mnie, Marcin. Głęboko. Chcę czuć, jak pulsujesz.
On pochylił się, całując ją chaotycznie, zęby muskające szyję, tempo zwierzęce, skóra o skórę, pot mieszający się mimo zimna. Jej cipka zaczęła drżeć, fale zaciskające się wokół niego. Aisha doszła pierwsza, krzycząc w jego ramię, paznokcie wbijające się w jego plecy. Marcin jeszcze kilka pchnięć i wlał się w nią, grubymi strumieniami, ciepłymi, głęboko, czując, jak jego sperma miesza się z jej sokami i wypływa lekko przy każdym ruchu.
Zostali tak chwilę, dysząc, on wciąż w niej, ona drżąca pod nim. Potem Aisha delikatnie zsunęła nogi, odepchnęła go na plecy i usiadła na nim okrakiem. Kutas wciąż półtwardy, śliski od ich wspólnych płynów, spoczął między jej wargami. Pochyliła się, całując go powoli po szyi, po obojczyku, język zostawiający wilgotny ślad. Dredy opadły mu na klatkę.
— To nie będzie ostatni raz na tym dachu — szepnęła mu prosto do ucha, biodra ruszając się ledwie zauważalnie, rozmazując resztki spermy po jego brzuchu. — Chcę więcej. Chcę, żebyś brał mnie, kiedy chcesz. W akademiku, na tym betonie, może nawet przy otwartym oknie, żeby ktoś mógł usłyszeć, jak czarna dziewczyna bierze polskiego studenta bez gumki. Jutro. Pojutrze. Kiedy tylko poczuję, że twój kutas znowu twardnieje na sam dźwięk mojego głosu.
Marcin uniósł dłonie na jej biodra, kciuki wsiąkające w miękką skórę. Serce biło mu jeszcze za szybko. Wiedział, że to dopiero początek czegoś, co będzie trudno ukryć na korytarzach. Aisha uśmiechnęła się w ciemności, sięgnęła po kolejnego papierosa z jego paczki, zapaliła i wciągnęła dym, siedząc nago na nim, jakby dach należał teraz do nich obojga. W dole ktoś otworzył okno, dobiegł fragment muzyki. Ona nie spięła się. Tylko przejechała paznokciem po jego brodawce i szepnęła jeszcze ciszej:
— Następnym razem chcę, żebyś trzymał mnie za gardło, kiedy będziesz dochodził. I żebyś nie wyjmował, dopóki nie poczuję, że kapie mi po udach aż do kolan.
Marcin przełknął ślinę, kutas drgnął pod nią znowu, budząc się powoli. Zimny beton gryzł go w plecy, wiatr smagał nagą skórę, a ona siedziała na nim ciężka, gorąca, wciąż otwarta. Nie spali. Nie zamierzali. Napięcie nie opadło — tylko zmieniło kształt, stało się gęstsze, bardziej świadome tego, co jeszcze mogą ze sobą zrobić, zanim ktoś z personelu akademika wejdzie na dach o świcie.
Aisha zgasła papierosa o krawędź attyki, pochyliła się i pocałowała go wolno, smakując tytoń i sól z jego warg. Jej cipka otarła się o niego znowu, mokra, gotowa. Nie wzięła go jeszcze raz od razu. Tylko kołysała się, patrząc mu w oczy, dając mu czas, żeby zrozumiał, że to, co się stało, nie było przypadkiem nocy. Było decyzją. I że ona już planuje następną.
Aisha kołysała się wolno, wilgotna cipka rozcierając resztki jego spermy po półtwardym kutasie Marcina. Beton gryzł go w łopatki, wiatr chłodził pot na skórze, ale ona była gorąca jak piec. Marcin czuł, jak krew wraca mu do członka, jak twardnieje pod nią centymetr po centymetrze. Ona uśmiechnęła się krzywo, widząc to w jego oczach.
— No proszę… znowu stoi. Biały kutas nie potrafi się nasycić czarną cipką, co? — wyszeptała, nachylając się tak, że dredy łaskotały mu pierś. Język musnął mu brodawkę, zęby lekko ugryzły. — Chcę cię znowu. Głębiej. Żebyś mnie zapełnił tak, żebym rano czuła to przy każdym kroku.
Chwyciła go u nasady, uniosła biodra i nabijała się powoli. Ciasne, mokre ściany objęły go z powrotem, ciepłe, śliskie od ich wspólnych soków. Marcin syknął przez zęby, dłonie wpił w jej uda. Aisha opadła do końca, jęknęła nisko i zaczęła jeździć. Najpierw wolno, kręcąc biodrami w ósemki, potem mocniej, uderzając tyłkiem o jego jądra. Mokre odgłosy mlaszczały głośno w nocnej ciszy dachu. Jej piersi kołysały się, ciemne sutki stwardniałe od zimna i podniecenia.
— Kurwa, Aisha… jebiesz mnie jak dzika — warknął, unosząc biodra naprzeciw jej ruchom. — Patrz, jak ta czarna dziura pożera mnie całego.
Ona zaśmiała się chrapliwie, przyspieszając. Dłonie oparła na jego klatce, paznokcie wbiły się w jasną skórę, zostawiając półksiężyce. Jeździła twardo, cipka ssała go przy każdym uniesieniu, a kiedy opadała, czuł, jak uderza o szyjkę. Marcin uniósł rękę i objął jej gardło — nie mocno jeszcze, tylko trzymał, kciukiem gładząc tętno. Aisha zamruczała z zadowoleniem, oczy półprzymknięte.
— Tak… trzymaj. Mocniej, kiedy będziesz blisko — powiedziała ochryple. — Chcę czuć twoją dłoń, kiedy wlejesz się we mnie. Chcę, żebyś mnie dusił delikatnie, aż spuszczę ci na kutasa.
Marcin ścisnął trochę mocniej, biodra uderzały w nią od dołu. Tempo stało się dzikie. Aisha krzyczała już bez hamulców, mieszanką francuskiego i angielskiego, przekleństwami i błaganiami. „Plus fort… baise-moi… wbijaj głębiej, polski kutasie”. Jej cipka zaczęła drżeć, zaciskać się falami. Doszła gwałtownie, ciało wygięte, soki tryskające mu na brzuch. Marcin nie zwolnił. Przewrócił ją jednym ruchem na plecy, nie wyjmując się. Teraz on był na wierzchu, nogi Aishy na jego barkach, prawie złożona na pół. Wbił się aż po jądra.
Beton był zimny pod jej plecami, ale ona tylko wygięła się mocniej, łapiąc go za tyłek i przyciągając. Marcin rżnął ją miarowo, mocno, każde pchnięcie z mokrym trzaskiem skóry o skórę. Dłoń wróciła na jej gardło, druga ścisnęła pierś, palce szczypiące sutek. Aisha charczała z rozkoszy, oczy wywrócone, język wywieszony.
— Spuść się… kurwa, spuść się we mnie znowu — syczała. — Chcę czuć, jak pulsujesz. Chcę, żeby kapało mi po tyłku, kiedy będę schodzić ze schodów.
Marcin pochylił się, gryząc jej ramię, tempo zwierzęce. Czuł, jak zbliża się drugi orgazm, jądra ściągnięte. Jeszcze kilka gwałtownych pchnięć i wlał się w nią grubymi, gorącymi strumieniami. Ścisnął gardło mocniej w tej chwili, a Aisha doszła znowu, cipka pompująca go, dojąca każdą kroplę. Sperma wypływała już przy ruchach, mieszając się z jej sokami, spływając po jej odbycie na beton.
Zostali tak, dysząc ciężko. Marcin powoli wycofał się — kutas lśniący, wciąż twardy — i spojrzał, jak z jej otwartej cipki wypływa biała ciecz. Aisha rozłożyła nogi szerzej, palcami rozchylając wargi, pokazując mu bałagan.
— Widzisz? Pełna twojego mleka. I wciąż chce więcej — mruknęła. Wstała na kolana, pochwyciła jego kutasa ustami i wessała smak ich obu. Ssanie było głośne, brudne, język czyścił go dokładnie, schodząc na jądra. Marcin wplotł palce w dredy i tym razem pchał delikatnie, wchodząc jej głębiej do gardła. Aisha brała, ślina spływała po brodzie na piersi, oczy łzawiły z wysiłku, ale nie odsuwała się.
Puściła go z mlaskiem, otarła usta grzbietem dłoni i odwróciła się znowu na czworaka, tyłek wypięty. Marcin nie potrzebował zaproszenia. Klęknął, wsunął się z powrotem w rozciągniętą, ociekającą cipkę i zaczął walić od tyłu. Jedna ręka w dredach, ciągnięcie głowy do tyłu, druga klaszcząca po tyłku — głośne klapsy zostawiały czerwone odciski na ciemnej skórze. Aisha cofała biodra sama, doganiając, jęcząc.
— Rżnij mnie jak szmatę… właśnie tak… białym kutasem bez litości — zachęcała. — Jutro będę chodzić po akademiku z twoją spermą w środku. Niech wszyscy czują, jak pachnę seksem.
Marcin przyspieszył, skóra o skórę, pot mieszający się. Myślał o korytarzach, o tym, jak jutro miną się przy pralce albo w kuchni, jak ona uśmiechnie się niewinnie, a on będzie wiedział, że w środku wciąż ma jego nasienie. Myśl podnieciła go jeszcze bardziej. Wyciągnął się prawie do końca i wbił gwałtownie, powtarzając. Aisha doszła trzeci raz, ciało drżące, głos zachrypnięty od krzyków. Marcin trzymał się jeszcze chwilę, potem znów zalał ją od środka — mniej już, ale wciąż ciepło, pulsująco.
Tym razem wyciągnął się od razu. Sperma spłynęła gęstym strumieniem po jej udach, aż do kolan, dokładnie tak, jak chciała. Aisha odwróciła się, usiadła na betonie z rozstawionymi nogami i przejechała palcami po wewnętrznej stronie uda, zbierając krople i wkładając je do ust.
— Pyszne — powiedziała prosto. — Twój smak mieszany z moim.
Marcin usiadł obok, oparł plecy o attykę, wciąż dysząc. Kutas opadał powoli, lśniący. Aisha wspięła się na niego znowu, tym razem nie biorąc go do środka — tylko usiadła twarzą w twarz, cipka otarta o jego udo, i pocałowała długo, głęboko. Smak tytoniu, soli i seksu.
— To dopiero druga runda — szepnęła mu w usta. — Zostańmy tu do świtu. Albo… zejdźmy do twojego pokoju. Chcę, żebyś mnie brał przy oknie. Żeby ktoś z naprzeciwka mógł zobaczyć czarną dziewczynę na białym kutasie. Albo tuż przy drzwiach, żeby każdy, kto przejdzie korytarzem, usłyszał, jak jem twoje jaja.
Marcin poczuł, jak znowu drgnął mu w pachwinie. Ręce objął jej talii, kciuki gładząc skórę.
— Mój pokój jest na trzecim. Sąsiad za ścianą — odparł ochryple. — Będzie słyszał wszystko.
Aisha uśmiechnęła się drapieżnie.
— Tym lepiej. Niech wie, że Senegalijka dostaje polskiego kutasa bez gumki całą noc. Chcę, żebyś mnie trzymał za gardło przy każdym spuszczeniu. Chcę, żebyś mnie liżał potem, smakując siebie we mnie. I chcę spróbować twojego tyłka językiem, zanim znowu wejdę na ciebie.
Pocałowała go w szyję, zęby musnęły tętno. W dole ktoś znów otworzył okno, dobiegł śmiech i bas. Aisha nie drgnęła. Tylko wstała, podniosła legginsy, ale nie włożyła ich — trzymała w ręku razem z stringami. Nago od pasa w dół, ociekająca, wzięła go za rękę.
— Chodź. Zanim zmarzniesz. Albo zanim ktoś z obsługi wejdzie. Nie skończyliśmy. Nawet blisko nie jesteśmy. Chcę, żebyś mnie rżnął na biurku, na łóżku, pod prysznicem. I żebym rano wyszła z twojego pokoju kulejąc, pełna, z śladami twoich zębów na piersiach.
Marcin wstał, zapiął dżinsy byle jak, kutas wciąż wrażliwy. Serce biło mu jak młot. Wiedział, że jak zejdą, to już nie będzie tylko dach. Będzie akademikiem, plotkami, spojrzeniami na korytarzu. Ale Aisha ciągnęła go ku drzwiom na dach, biodra kołysząc się, sperma lśniąca na wewnętrznej stronie jej ud w świetle latarni. Zatrzymała się na progu, odwróciła i ujęła go za pasek.
— Jeszcze jedno tu — powiedziała. Uklękła szybko, wyjęła go znowu i wzięła do ust głęboko, ssąc resztki, czyszcząc. Marcin sapnął, dłonie w jej dredach. Puściła go mokro i wstała.
— Teraz możesz mnie prowadzić. I nie puszczaj mojej ręki, nawet jak miniemy kogoś na schodach. Chcę, żeby widzieli, że jesteśmy brudni od siebie.
Weszli w ciemność klatki schodowej. Aisha szła pierwsza, nago od pasa, legginsy w dłoni, a Marcin tuż za nią, wciąż czując pulsowanie w pachwinie i echo jej słów. Napięcie nie opadło. Tylko przeniosło się niżej, gęstsze, głodniejsze, z każdym stopniem w dół obiecujące więcej niż dach mógł pomieścić.
Klatka schodowa pachniała starym linoleum i wilgocią z pralni. Aisha szła przed nim nago od pasa w dół, biodra kołysały się z każdym stopniem, a biała sperma lśniła na wewnętrznej stronie jej ud w bladym świetle awaryjnej lampy. Marcin trzymał jej dłoń mocno, kutas wciąż półtwardy, ocierający się o rozpięty rozporek. Na półpiętrze usłyszeli kroki z dołu — ktoś wracał z knajpy, śpiewając pod nosem. Aisha nie zwolniła. Odwróciła się tylko, wcisnęła mu dłoń między nogi i ścisnęła go przez materiał.
— Nie puszczaj — szepnęła. — Niech widzi, że jesteśmy brudni.
Facet minął ich na zakręcie, rzucił tylko „kurwa, niezłe dupsko” i poszedł wyżej. Aisha zaśmiała się cicho, a Marcin poczuł, jak krew znów wali mu do pachwiny. Na trzecim piętrze otworzył drzwi swoim kluczem. Pokój był mały: łóżko pod oknem, biurko zawalone książkami, szafa uchylona. Sąsiad za cienką ścianą chrapał już głośno. Aisha weszła pierwsza, rzuciła legginsy na podłogę i od razu oparła się o drzwi od wewnątrz, rozstawiając nogi.
— Tu. Od razu. Żeby każdy, kto przejdzie, usłyszał, jak czarna cipka bierze polskiego kutasa.
Marcin zamknął zamek, złapał ją za biodra i uniósł. Ona oplotła nogi wokół jego pasa, a on wbił się w nią jednym ruchem — wciąż mokra, rozciągnięta, pełna poprzedniego ładunku. Aisha jęknęła głośno, nie hamując. Głowa odgięła się do tyłu, dredy uderzyły o drewno drzwi. Marcin rżnął ją stojąc, mocno, każde pchnięcie uderzało jej plecy o drzwi z głuchym hukiem. Dłoń wróciła na jej gardło, kciuk wciskał się w tętno, druga ręka trzymała jej tyłek, rozchylając pośladki.
— Głośniej — warknął jej do ucha. — Niech ten chuj za ścianą wie, że Senegalijka dostaje bez gumki.
Aisha krzyczała już po francusku, mieszając z polskimi przekleństwami, których nauczyła się na korytarzu. „Baise-moi… jeb mnie mocniej… wlewaj znowu”. Jej cipka ssała go mokro, soki i sperma spływały po jego jajach na podłogę. Marcin przycisnął ją mocniej, kąt pozwalał mu dochodzić aż do szyjki. Czuł, jak jej ściany drżą, jak zbliża się kolejny orgazm. Ścisnął gardło mocniej dokładnie wtedy, kiedy ona doszła — ciało wygięte, paznokcie wbijające się w jego kark, głośny, zachrypnięty krzyk. Marcin nie wytrzymał. Wlał się w nią trzeci raz tej nocy, grubymi, gorącymi pulsami, trzymając ją uniesioną, dopóki nie wypłynęło wszystko.
Powoli spuścił ją na nogi. Aisha osunęła się na kolana, wzięła jego lśniącego kutasa do ust i wessała resztki, mlaskając głośno. Język czyścił go dokładnie, schodził na jądra, oblizywał każdy centymetr. Marcin wplotł palce w dredy i pchał delikatnie, wchodząc jej głębiej do gardła. Ona brała, ślina spływała po brodzie na piersi, oczy łzawiły, ale nie odsuwała się ani na centymetr.
— Kurwa, Aisha… — sapnął. — Jesz mnie jak głodna.
Puściła go z mokrym odgłosem, otarła usta i wstała. Podeszła do okna, odsłoniła rolety do połowy. Naprzeciwko świeciło się kilka okien akademika damskiego. Aisha oparła dłonie o parapet, wypięła tyłek i spojrzała przez ramię.
— Teraz tu. Żeby ktoś mógł zobaczyć. Chcę, żebyś mnie brał przy świetle, z ręką na gardle, i żebym czuła, jak kapie mi aż na dywan.
Marcin podszedł, chwycił ją za biodra i wsunął się z powrotem. Ciasna, gorąca, ociekająca. Zaczął walić od tyłu miarowo, mocno, dłonie klaszczące po jej tyłku — głośne klapsy, czerwone odciski na ciemnej skórze. Jedna ręka wędrowała do góry, objęła gardło, druga szczypała sutek. Aisha kołysała się naprzeciw, cofając biodra, doganiając każde pchnięcie. W oknie naprzeciwko ktoś zasłonił firankę wolniej niż trzeba. Marcin zauważył to i przyspieszył.
— Widzą cię — warknął. — Widzą, jak czarna dziura pożera białego kutasa. Jutro będą szeptać na korytarzu.
— Niech szeptają — jęknęła. — Niech wiedzą, że jestem pełna polskiego mleka. Rżnij mnie mocniej… trzymaj gardło… chcę dojść, patrząc im w okna.
Tempo stało się zwierzęce. Skóra o skórę, pot mieszający się, mokre odgłosy wypełniające mały pokój. Aisha doszła gwałtownie, ciało drżące, głos zerwany. Marcin trzymał się jeszcze chwilę, potem znów zalał ją od środka — mniej już gęste, ale wciąż ciepłe, pulsujące. Wyciągnął się powoli. Sperma spłynęła grubym strumieniem po jej udach, kapała na podłogę dokładnie tak, jak chciała. Aisha odwróciła się, usiadła na parapecie z rozstawionymi nogami i rozchyliła wargi palcami, pokazując mu bałagan.
— Liż. Smakuj siebie we mnie.
Marcin uklęknął bez wahania. Język wsunął się głęboko, zbierając ich wspólne soki, oblizując spuchnięte wargi, ssąc łechtaczkę. Aisha wplotła palce w jego jasne włosy i przycisnęła go mocniej, kręcąc biodrami po jego twarzy. Doszła znowu, cicho już, tylko drżąc i sycząc przez zęby. Potem uniosła go, pocałowała długo, smakując siebie na jego ustach.
Przeszli do biurka. Aisha usiadła na krawędzi, książki poleciały na podłogę. Marcin wbił się w nią znowu, nogi na jego barkach, prawie składając ją na pół. Rżnął twardo, miarowo, dłoń na gardle, druga trzymająca jej pierś. Aisha charczała z rozkoszy, oczy półprzymknięte.
— Jeszcze… pod prysznicem potem… i na łóżku… chcę, żebyś mnie trzymał za gardło przy każdym spuszczeniu aż do rana — szeptała. — I chcę spróbować twojego tyłka językiem, zanim znowu wsiądę na ciebie. Chcę czuć, jak twardniejesz mi w ustach, kiedy liżę cię tam.
Marcin poczuł, jak znowu twardnieje w niej mimo zmęczenia. Myślał o sąsiedzie, o korytarzach rano, o tym, jak ona wyjdzie kulejąc, pełna, ze śladami zębów na piersiach i szyi. Myśl podnieciła go bardziej niż powinna. Przyspieszył, skóra uderzała o skórę, aż wlał się czwarty raz — już prawie nic, ale wciąż ciepło, wciąż głęboko. Zostali tak, dysząc, on wciąż w niej, ona drżąca.
Aisha zsunęła się delikatnie, klęknęła przed nim i wzięła go z powrotem do ust, czyszcząc. Potem odwróciła go, oparła o biurko i rozchyliła mu pośladki. Język musnął najpierw jądra od tyłu, potem wyżej — mokry, śmiały, wchodzący między. Marcin syknął, dłonie zacisnęły się na krawędzi blatu. Aisha liżała wolno, dokładnie, mrucząc z zadowoleniem, a jej dłoń masowała mu kutasa z przodu. Krew wracała błyskawicznie.
— Jutro rano wezmę cię jeszcze raz przy otwartych drzwiach łazienki — szepnęła, wstając i ocierając usta. — Żeby ktoś z korytarza usłyszał, jak jem twoje jaja. A teraz… łóżko. Chcę, żebyś mnie brał od tyłu, z ręką na gardle, aż światło wejdzie przez okno. I żebym rano czuła każdy krok jak twoje pchnięcia.
Marcin podniósł ją, rzucił na materac. Ona od razu ustawiła się na czworaka, tyłek wysoko, dredy spadające na twarz. On klęknął za nią, wsunął się z powrotem w rozciągniętą, ociekającą cipkę i zaczął walić równo, mocno. Jedna ręka w dredach, ciągnąca głowę do tyłu, druga na gardle — dokładnie tak, jak chciała. Pokój wypełnił się mokrymi odgłosami, jękami, trzaskiem skóry. Za ścianą sąsiad przewrócił się głośno, ale nie wstawał. Aisha tylko uśmiechnęła się drapieżnie przez ramię.
— Słyszy. Dobrze. Niech wie, że całą noc Senegalijka bierze białego studenta bez litości i bez gumki.
Marcin przyspieszył, czując, że to jeszcze nie koniec — że zanim świt, wezmą się jeszcze pod prysznicem, jeszcze przy drzwiach, jeszcze raz przy oknie. Napięcie nie opadało. Tylko gęstniało z każdym pchnięciem, z każdą kroplą spływającą po jej udach, z każdym jej szeptem o tym, co zrobią rano na korytarzu, przy pralce, może nawet w pustej sali wykładowej po zajęciach. Aisha cofała biodra sama, doganiając, cipka zaciskająca się falami, a on trzymał ją za gardło mocniej, wiedząc, że to dopiero Act 3, że noc dopiero się rozkręca, a akademikiem wkrótce będą plotki i spojrzenia, których nie da się już schować.
Pokój pachniał seksem, potem i tanim detergentem z prania. Marcin trzymał Aishę za gardło mocniej, biodra waląc w jej tyłek równo, mokro, z głośnym klaskaniem skóry o skórę. Ona cofała się sama, cipka ssała go głęboko, ściany drgały jeszcze po poprzednim orgazmie. Sperma z wcześniejszych spuszczeń spływała mu po jajach na prześcieradło, a on nie zwalniał. Za ścianą sąsiad chrząknął głośno, jakby przewracał się z boku na bok, ale nie wstawał. Aisha tylko uśmiechnęła się przez ramię, dredy oplatając jej twarz.
— Słyszysz go? — wyszeptała ochryple. — Wyobraź sobie, jak rano spojrzy na mnie na korytarzu. Będzie wiedział, że całą noc brałam twojego kutasa bez gumki. Że kapie mi jeszcze.
Marcin syknął, ścisnął gardło delikatniej przy wdechu, potem mocniej przy wydechu, dokładnie tak, jak lubiła. Druga dłoń klasnęła po jej pośladku, zostawiając kolejny czerwony odcisk na ciemnej skórze. Myślał o pralce, o kuchni, o tym, jak jutro miną się przy automatycznym ekspresie do kawy, a ona uśmiechnie się niewinnie z jego nasieniem w środku. Krew uderzyła mu znowu, mimo zmęczenia. Przyspieszył.
— Kurwa, Aisha… jebiesz mnie na śmierć — warknął. — Ta czarna dziura nie puszcza.
Ona zaśmiała się chrapliwie i zacisnęła się wokół niego celowo, mięśnie pracujące jak pięść. Doszła czwarty czy piąty raz — stracił rachubę — ciało wygięte, krótki, zduszony krzyk w materac. Marcin nie wytrzymał. Wbił się po jądra i zalał ją znowu, gorącymi, gęstszymi już pulsami, dłoń na gardle drżąca z napięcia. Trzymał ją tak, aż ostatnia kropla wypłynęła. Potem powoli wycofał się. Biała ciecz spłynęła grubym strumieniem po jej udach, kapała na pościel.
Aisha odwróciła się natychmiast, usiadła na piętach i wzięła go do ust. Ssanie było brudne, głośne, język zbierał wszystko — jego smak, jej soki, resztki spermy. Marcin wplotł palce w dredy i pchał delikatnie, czując, jak gardło otwiera się dla niego. Ona brała głęboko, ślina spływała po brodzie na piersi, oczy łzawiły, ale mruczała z zadowoleniem. Puściła go z mlaskiem, oblizując wargi.
— Prysznic — powiedziała prosto. — Chcę, żebyś mnie rżnął pod wodą. Żebym czuła, jak spływa z nas obojga na kafelki. I żebym mogła polizać ci tyłek porządnie, zanim znowu wejdę na ciebie.
Wstała nago, ociekająca, i pociągnęła go do maleńkiej łazienki. Kabina ledwo mieściła dwoje. Woda uderzyła gorąca, para uniosła się od razu. Aisha klęknęła pod strumieniem, rozchyliła mu pośladki dłońmi i wsunęła język głęboko — mokry, śmiały, krążący wokół, potem wchodzący. Marcin sapnął, dłonie oparł o ścianę, kutas twardniejąc błyskawicznie mimo wszystko. Ona liżała wolno, dokładnie, dłoń masując go z przodu, kciuk ocierający żołądź. Smak mydła mieszał się z solą ich ciał.
— Jezu… — wykrztusił. — Robisz ze mnie szmatę.
— I dobrze — mruknęła między liźnięciami. — Chcę, żebyś twardniał mi w ustach, kiedy jestem tu. Potem weźmiesz mnie stojąc.
Wstała, odwróciła się, oparła dłonie o kafelki i wypięła tyłek. Marcin wszedł w nią jednym pchnięciem — wciąż luźna, śliska, pełna. Woda spływała po jej dredach, po plecach, po miejscu, gdzie łączyły się ich ciała. Rżnął ją mocno, miarowo, dłoń znowu na gardle, druga trzymającą pierś, palce szczypiące ciemny sutek. Aisha cofała biodra, doganiając, jęcząc głośno mimo szumu wody. „Plus fort… baise-moi sous l’eau… wbijaj, polski kutasie”. Cipka ssała go mokro, soki mieszające się z wodą spływały po ich nogach.
Marcin myślał o drzwiach łazienki — uchylonych celowo, jak chciała. Gdyby ktoś przeszedł korytarzem o tej porze, usłyszałby mlaskanie, jęki, jego warkot. Myśl podnieciła go bardziej. Ścisnął gardło mocniej, tempo stało się dzikie. Aisha doszła gwałtownie, nogi drżące, paznokcie skrobiące kafelki. On jeszcze kilka pchnięć i wlał się piąty raz — już prawie pusto, ale wciąż ciepło, wciąż pulsująco głęboko. Wyciągnął się powoli. Sperma wypłynęła od razu, spłynęła wodą do odpływu, ale ona rozchyliła wargi palcami, pokazując mu resztki.
— Liż znowu — zażądała. — Smakuj nas pod prysznicem.
Uklęknął w wodzie, język wszedł głęboko, zbierając, ssąc spuchniętą łechtaczkę, oblizując wargi. Aisha wplotła palce w jego jasne mokre włosy i przycisnęła go twarzą w siebie, kręcąc biodrami. Doszła cicho, tylko drżąc i sycząc. Potem uniosła go, pocałowała długo, dzieląc smak.
Wrócili do pokoju mokrymi stopami, nie susząc się. Aisha podeszła do okna znowu, odsłoniła rolety szerzej. Naprzeciwko w jednym oknie ktoś jeszcze nie spał — światło, cień. Ona oparła się o parapet, nogi szeroko.
— Tu. Żeby widzieli dokładnie. Żebym czuła twoją dłoń na gardle, kiedy będziesz dochodził, patrząc im prosto w twarz.
Marcin podszedł, wsunął się od tyłu, ręka od razu na szyi. Pieprzył ją wolniej teraz, głęboko, każde pchnięcie celowe, dłoń klaszcząca po tyłku między ruchami. Aisha kołysała się, dredy mokre klejące się do pleców, głos niski, zachrypnięty.
— Jutro… na korytarzu… przy pralce… chwyć mnie za ramię i wepchnij do toalety — szeptała. — Albo do pustej sali. Chcę, żebyś mnie brał szybko, brudno, z ręką na ustach, żeby nikt nie usłyszał za głośno. I żebym wróciła na zajęcia z twoją spermą spływającą po udach pod spódnicą.
Marcin sapnął, przyspieszył. Widział w oknie naprzeciwko, jak firanka drgnęła. Krew waliła mu w skronie. Ścisnął gardło dokładnie wtedy, kiedy czuł, że zaraz spuści. Aisha doszła z nim, ciało wygięte, krótki krzyk. On zalał ją znowu — słabiej, ale wciąż, ciepło rozlewające się w niej. Zostali tak, dysząc, woda z ich ciał kapiąca na dywan, sperma spływająca po jej udach aż do łydek.
Aisha odwróciła się powoli, usiadła na parapecie z rozstawionymi nogami, palcami zbierając krople i wkładając do ust.
— Pyszne wciąż — mruknęła. — A teraz łóżko. Chcę na ciebie. Chcę jeździć, aż nie będziesz mógł więcej, a potem i tak wezmę cię do gardła. I opowiedz mi, jak jutro miniesz mnie przy kuchni. Co zrobisz rękami, kiedy nikt nie będzie patrzył.
Marcin położył się na plecach. Ona wspięła się, nabijała wolno, ciasno, mokro. Zaczęła jeździć — ósemki, potem twarde uderzenia tyłka o jądra. Dłonie oparła na jego klatce, paznokcie wbijające się. On trzymał jej biodra, unosząc się naprzeciw, druga ręka wędrując jej do gardła. Tempo gęstniało. Za oknem niebo szarzało już lekko, daleki świt. Sąsiad za ścianą zachrapał głośniej.
Aisha nachyliła się, dredy łaskocząc mu twarz, usta przy uchu.
— Nie skończyliśmy — szepnęła. — Zanim wyjdę stąd kulejąc, weźmiesz mnie jeszcze przy drzwiach. Otworzysz je na oścież na chwilę. Żebym krzyknęła, jak będziesz wlewał. Żeby ktokolwiek na korytarzu o świcie wiedział. Potem pod prysznicem znowu. I na biurku. Chcę, żebyś mnie trzymał za gardło przy każdym, aż nie będę mogła mówić. A rano… rano zobaczysz.
Marcin poczuł, jak twardnieje w niej mimo absolutnego wyczerpania. Uniósł biodra mocniej, dłoń na gardle zaciskająca się rytmicznie. Cipka zaciskała się falami wokół niego, ona jeździła dziko, piersi kołysząc się. Myślał o toalecie na korytarzu, o sali wykładowej, o tym, jak jej legginsy będą mokre od środka przez cały dzień. Napięcie nie opadało — gęstniało, obiecywało więcej, zanim akademikiem w pełni obudzi się plotka i spojrzenia.
Woda z ich ciał wsiąkała w materac, sperma mieszała się z potem, a Aisha nie zwalniała. Marcin wiedział, że to dopiero Act 4, że noc i świt dopiero się rozkręcają, a ona już planuje, jak go użyje przy otwartych drzwiach, jak każe mu lizać ją przy oknie w pełnym świetle dnia, jak wyjdzie z jego pokoju z śladami zębów i pełna, kulejąc celowo. Pchnął mocniej, dłonie wsiąkające w jej skórę, gotowy brać dalej, dopóki nie padną oboje.
Aisha jeździła na nim dziko, mokra cipka ssała białego kutasa aż po jądra, ósemki bioder rozmazując resztki spermy po jego brzuchu. Marcin unosił biodra naprzeciw, dłoń rytmicznie zaciskająca się na jej gardle — przy każdym jej opadnięciu kciuk wciskał tętno, przy uniesieniu puszczał na oddech. Za oknem niebo szarzało już na fioletowo, daleki świt wpełzał między budynki, a sąsiad za ścianą zachrapał głośniej, jakby świadomie. Ona nachyliła się, dredy mokre klejące mu się do twarzy, usta przy uchu.
— Otwórz drzwi — syknęła. — Na oścież. Chcę, żeby ktokolwiek na korytarzu o tej porze usłyszał, jak Senegalijka bierze polskiego studenta bez gumki. Trzymaj gardło. Wlewaj, kiedy będę krzyczeć.
Marcin sapnął, kutas drgnął w niej mimo absolutnego wyczerpania. Uniósł ją z siebie jednym ruchem, sperma spłynęła grubym pasem po jej udach na materac. Aisha zbiegła z łóżka nago, ociekająca, i pociągnęła go do drzwi. On odkręcił zamek, pociągnął klamkę — drzwi stanęły otworem na ciemny, pachnący linoleum korytarz. Z dala dobiegł stukot windy, czyjś krok na schodach. Aisha oparła się plecami o framugę, rozstawiła nogi szeroko, jedną stopą zahaczając o próg. Marcin chwycił ją pod uda, uniósł, wbił się z powrotem jednym mocnym pchnięciem. Ciasna, gorąca, pełna poprzednich ładunków — cipka przyjęła go z mokrym mlasknięciem, które echo niosło na korytarz.
— Kurwa… — warknął jej do ucha, dłoń od razu na gardle, druga trzymająca tyłek rozchylony. — Słyszysz? Ktoś idzie.
Aisha krzyknęła głośno, nie hamując, głos zachrypnięty mieszanką francuskiego i polskiego. „Baise-moi… jeb mnie… wbijaj głębiej, biały kutasie”. Marcin rżnął ją stojąc przy otwartych drzwiach, każde pchnięcie uderzało jej plecy o framugę z głuchym hukiem, biodra klaskały o jej tyłek mokro, głośno. Sperma i soki spływały po jego jajach na podłogę korytarza. Kciuk wciskał się mocniej w tętno dokładnie wtedy, kiedy czuł, że zaraz spuści. Aisha doszła gwałtownie, ciało wygięte w łuk, paznokcie wbijające się w jego kark, krzyk zerwany, który na pewno usłyszał ktoś za zakrętem. Marcin wbił się po jądra i zalał ją znowu — słabymi już, ale wciąż gorącymi pulsami, dłoń na gardle drżąca, trzymając ją uniesioną, aż wszystko wypłynęło. Ktoś na korytarzu przyspieszył kroki i zniknął w windzie. Aisha uśmiechnęła się drapieżnie przez zaciśnięte zęby.
Powoli spuścił ją na nogi. Sperma kapała od razu, grubym strumieniem po wewnętrznej stronie ud aż do łydek, dokładnie tak, jak chciała od początku. Drzwi wciąż stały otworem. Aisha klęknęła na progu, wzięła jego lśniącego, wrażliwego kutasa do ust i wessała resztki głośno, brudno, język czyścił go od żołędzi po jądra, ślina spływała po brodzie na piersi. Marcin wplotł palce w dredy i pchał delikatnie, wchodząc jej głębiej do gardła. Ona brała, oczy łzawiły, ale nie odsuwała się ani o centymetr, mrucząc z zadowoleniem, aż puściła go z mokrym mlaskiem.
— Biurko — wyszeptała, wstając. — I okno. Żeby świt zobaczył.
Zamknęli drzwi wreszcie. Aisha podeszła do biurka, zrzuciła resztę książek na podłogę jednym gestem, usiadła na krawędzi, nogi szeroko. Marcin stanął między nimi, uniósł jej uda na barki, prawie składając ją na pół, i wsunął się z powrotem. Rozciągnięta, ociekająca, wciąż pulsująca. Pieprzył ją wolniej teraz, głęboko, celowo, dłoń znowu na gardle, druga szczypiąca ciemny sutek aż do bólu. Aisha charczała, oczy półprzymknięte, język wywieszony.
— Jutro… przy pralce… wepchniesz mnie do toalety — szeptała między pchnięciami. — Ręka na ustach. Szybko. Brudno. Żebym wróciła na wykład z twoim mlekiem spływającym pod spódnicą. A teraz spuść się. Chcę czuć, jak kapie na dywan.
Marcin przyspieszył, skóra o skórę, pot mieszający się ze śladami wody z prysznica. Widział przez uchylone rolety, jak w oknie naprzeciwko cień drgnął jeszcze raz. Ścisnął gardło mocniej, tempo stało się zwierzęce. Aisha doszła znowu, ciało drżące, krótki, zduszony krzyk. On jeszcze kilka gwałtownych pchnięć i wlał się ostatni raz tej nocy — już prawie nic, tylko ciepło rozlewające się głęboko, pulsujące słabo. Wyciągnął się powoli. Biała ciecz spłynęła natychmiast, kapała z jej otwartej cipki na podłogę, na dywan, po udach aż do kolan.
Zostali tak chwilę, dysząc ciężko. Marcin opuścił jej nogi, Aisha osunęła się z biurka prosto w jego ramiona. Przenieśli się na łóżko niemal chwiejnym krokiem. Położył się na plecach, ona obok, potem wspięła się na niego nie biorąc go już do środka — tylko usiadła twarzą w twarz, cipka otarta o jego udo, ociekająca resztkami, i położyła głowę na jego piersi. Serce biło im obu jeszcze za szybko. Beton dachu, drzwi, prysznic, okno — wszystko mieszało się w głowie Marcina z zapachem seksu, tytoniu i jej skóry. Dłonie spoczęły na jej biodrach, kciuki gładząc miękką, ciemną skórę, na której wciąż lśniły czerwone odciski jego klapsów i ślady zębów.
Aisha przejechała paznokciem po jego brodawce, wolno, bez pośpiechu. Sperma wciąż sączyła się z niej cienką nitką na jego udo. Nie mówiła już o jutrze, o korytarzu, o pralce. Tylko oddychała głęboko, ciało ciężkie, gorące, wciąż otwarte, a on czuł, jak ostatnie drżenie przechodzi jej przez uda. Za oknem światło dnia wpełzało coraz mocniej, gdzieś na dole otworzyły się pierwsze drzwi akademika, dobiegł stukot butów. Ona nie spięła się. Tylko wtuliła twarz w jego szyję, dredy rozsypane po jasnej skórze, i szepnęła ledwie słyszalnie, głos zachrypnięty do cna:
— Pełna. I wciąż czuję cię w środku przy każdym oddechu.
Marcin przełknął ślinę, dłoń wędrowała leniwie po jej plecach, po śladach paznokci, które sama zostawiła na sobie, przyciskając się do niego. Kutas leżał miękki, wrażliwy, lśniący jeszcze ich wspólnymi sokami między nimi. Nie ruszali się. Pot stygnął na skórze, materac był mokry, pokój pachniał nimi tak gęsto, że aż gęstniało w gardle. Aisha uniosła głowę na moment, pocałowała go wolno w kącik ust — smak soli, tytoniu i spermy — potem znowu opadła, biodra ledwie drgnęły, rozmazując ostatnią kroplę. On trzymał ją mocniej, patrząc w sufit, serce zwalniające dopiero teraz, wiedząc, że noc skończyła się dokładnie tu, w połowie tego ciepła, zanim ktokolwiek zapuka.
Światło dnia oświetliło już w pełni ślady na jej piersiach, czerwień na tyłku, białą ciecz na udach. Aisha westchnęła długo, ciało rozluźnione całkiem, i zamknęła oczy, wciąż siedząc na nim ciężka, gorąca, pełna. Marcin gładził jej biodro kciukiem w kółko, bez słów, bez planu na kolejną rundę. Sex był skończony. Zostali tak, dysząc coraz ciszej, skóra przy skórze, echo jej krzyków przy otwartych drzwiach wciąż jeszcze w uszach, a akademikiem za ścianą budziło się powoli, nie wiedząc jeszcze, jak pachnie ten pokój.
Rate this story
Popular Collections
Browse Categories